„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

Zawsze wierni nr 5/2001 (42)

Hugon Hajducki

„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

cz. I

Po wsiach mówi się, że Żydzi zabili Jezusa

Zevulun Hammer, minister ds. wyznań Izraela w wywiadzie dla „Polityki”1

Jeśli nie wierzysz słowu – wierz faktom!

św. Jan Chryzostom

Wstęp

Ogłoszona rok temu przez Kongregację Doktryny Wiary deklaracja Dominus Iesus zrazu wydawała się modernistom „łyżką dziegciu w garncu miodu”. Jednak praktyka religijna ostatniego roku pokazała, że stanowi ona łatwy do wkomponowania element watykańskiej polityki ekumenicznej. Początkowo wyolbrzymiany jednoznaczny, ostry, charakter deklaracji zastąpiła refleksja nad zawartymi w niej odniesieniami do filozofii dialogu międzyreligijnego2. Dyskusja wokół tekstu okazała się majową burzą, która równie gwałtownie i szybko rozgorzała, jak też błyskawicznie się zakończyła. Nie znaczy to bynajmniej, że skutki jej wydania nie są dziś widoczne. Polityka ekumeniczna Watykanu względem prawosławia, polegająca na głoszeniu zasady „Kościoła siostrzanego” i rezygnacja z misyjności, delikatna zmiana stosunków katolicko-protestanckich i katolicko-anglikańskich, wskazuje na fakt dużego znaczenia, jaki nadają deklaracji moderniści.

Dziwny, niejasny język deklaracji wzbudził sporo wątpliwości wśród wiernych. Deklaracja zawierała dość czytelne odniesienie do prawosławia i sekt protestanckich, często odwoływała się do enigmatycznego pojęcia „innych religii”, brakowało w niej jasnego ustosunkowania się do judaizmu, z którym łączą Kościół liczne więzy historyczne i religijne, nie zawsze radosne i pełne sympatii3. Ale analiza działań podejmowanych przez kościelną hierarchię w ciągu ostatnich lat na niwie dialogu międzyreligijnego z judaizmem, analiza działań Watykanu z szerokiej politycznej perspektywy dowodzi nieprzypadkowego pominięcia (?) żydów w tekście deklaracji, o czym wypadnie jeszcze napisać w dalszej części tekstu. Dialog z judaizmem w przeciągu ostatnich lat nabiera również nowego oblicza, stając się coraz wyraźniej synkretyzmem religijnym opartym na duchu tzw. judeochrześcijaństwa. Nowym elementem tego dialogu stało się coraz częstsze zastępowanie tradycyjnego judaizmu, niezmiennie negatywnie ustosunkowanego do chrześcijaństwa, współczesnym fenomenem religijnym i socjologicznym zwanym „religią Holocaustu”.

Celem niniejszego artykułu jest scharakteryzowanie „religii Holocaustu”*) poprzez przypomnienie najważniejszych tez zawartych w tekstach na ten temat, uzupełnienie luk, aktualizację lub odpowiedź na pytania postawione we wcześniejszych artykułach, oraz spojrzenie na dialog katolicko-żydowski z perspektywy holocaustyzmu. Autora niniejszego artykułu interesuje wyłącznie odbiór współczesny wydarzenia historycznego zwanego Holocaustem lub Shoah, pod którym powszechnie rozumie się podjętą przez hitlerowców próbę całkowitej eksterminacji ludności żydowskiej w Europie w czasie II wojny światowej, wpływ tego wydarzenia na dzisiejszą sferę sacrum, na aktualną kondycję Kościoła katolickiego i podejmowany przez hierarchię kościelną dialog ekumeniczny. Natomiast całkowicie nie interesują autora artykułu wszelkie szczegóły techniczne zbrodni – czy ona nastąpiła, czy nie; w jaki sposób likwidowano ofiary; gdzie dokonywano zbrodni; jaki był jej cel; czy ofiary należały wyłącznie do jednej grupy etnicznej. Wszystkie te zagadnienia autor pozostawia do dyskusji specjalistom.

Wzrastające od prawie dziesięciu lat zainteresowanie różnych środowisk religijnych, intelektualnych i politycznych fenomenem holocaustyzmu spowodowało pojawienie się licznych interpretacji tego religijno-socjologicznego zjawiska. Dla jednych Holocaust został przeniesiony w sferę sacrum, uległ mitologizacji, przeradzając się w świecki system religijny dzisiejszego zlaicyzowanego Zachodu. Dla innych mitologizacja Holocaustu jest związana z ekspansywną polityką Izraela. Służy celom tej polityki przez wzbudzanie poczucia winy u nie-Żydów za wydarzenia II wojny światowej, jest moralnym szantażem zmuszającym do uległości względem polityki izraelskiej, której służy wiernie żydowska diaspora. Z tym poglądem zazwyczaj w parze idzie traktowanie religii Holocaustu jako mechanizmu służącego do uzyskiwania olbrzymich, bezprecedensowych w dotychczasowej historii, odszkodowań dla Izraela i żydowskich organizacji na świecie. Sporą grupę zwolenników posiada również pogląd głoszący tezę o postępującej sakralizacji Holocaustu spełniającego od dłuższego czasu rolę zwornika świadomości żydowskiej dla ulegających zeświecczeniu Żydów tak w Izraelu, jak również w diasporze. W tym poglądzie nowa religia – holocaustyzm wypiera religię judaistyczną. Ta wielość poglądów świadczy o jednym, a mianowicie, że Holocaust nie jest już zwykłym wydarzeniem historycznym, takim jak wojny Cezara, bitwa pod Grunwaldem, wojna stuletnia, ale uległ sakralizacji. Bolesne wydarzenia II wojny światowej stały się obiektem manipulacji, w której pozytywne uczucia ludzkie, współczucie, szacunek dla ofiar, zostały wykorzystane dla swoich celów przez niejasne grupy interesów. Do opisywania Holocaustu używa się języka quasi-teologicznego, cześć mu oddawana jest nieporównywalna z hołdem oddawanym jakiemukolwiek wydarzeniu II wojny światowej, a zmitologizowana formuła przeniknęła na trwałe do świadomości społecznej, np. w postaci używanej powszechnie terminologii4.

Analiza zjawiska

Najpoważniejszym i pierwszym w Polsce opracowaniem dotyczącym religii holocaustu jest dwuczęściowy artykuł Tomasza Gabisia, który ukazał się w kolejnych dwóch numerach pisma „Stańczyk”5. Pomimo licznych innych tekstów poruszających te zagadnienie, artykuł T. Gabisia wyróżnia ogrom materiału zebranego do napisania tekstu i wnikliwość w analizie zjawiska, dzięki czemu został on zauważony za granicą i przetłumaczony na kilka języków europejskich. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że każde kolejne poruszanie tego tematu może być jedynie dopisywaniem marginaliów do artykułu ze „Stańczyka”. Warto zapoznać się z tezami prezentowanymi przez autora artykułu z powodu dużego znaczenia tekstu dla niniejszego tematu, ale również z powodu niewielkiej jego dostępności.

Pierwsza część artykułu pt. Religia Holocaustu posiada kapitalne znaczenie dla tematu przez nas poruszanego. Pomimo politycznego charakteru deklarowanego przez T. Gabisia już we wstępie swojego artykułu, jego pierwsza część w jasny i bezstronny sposób opisuje i udowadnia postępującą sakralizację Holocaustu, przemianę historycznego wydarzenia w mit, umiejscowienia wydarzeń II wojny światowej w „historii świętej”. T. Gabiś pisze we wstępie:

Holocaust nie należy do historii, która minęła, ale jest wszechobecnym, bezustannie aktualizowanym i instrumentalizowanym «mitem», jednym z centralnych elementów kultury, polityki, ideologii współczesnego Zachodu. Pozostając „mitem” żydowskim uległ dzięki mass-mediom i powszechnej edukacji swoistej uniwersalizacji, uczyniono go pryzmatem, poprzez który patrzy się na historię XX wieku, a nawet na całą historię ludzkości6.

Rozważając „wieczną teraźniejszość” Holocaustu autor powołuje się na znanego francuskiego anarchistę Serge Thiona piszącego o roli mediów w niszczeniu tych, którzy pragną rozważania tragicznych wydarzeń II wojny światowej jedynie w kategoriach historycznych, naukowych, a nie politycznych, czy teologicznych:

Oświęcim jest globalnym punktem odniesienia. Oświęcim jest hasłem potrzebnym do przejścia przez cło. Otwórzcie gazetę dowolnego dnia: za każdym razem zauważycie, że gdzieś wspomniany jest Oświęcim, niezależnie od tego, w jakim kontekście. Słowo „Oświęcim” mówi wszystko (S. Thion, Prawda historyczna czy prawda polityczna? Władza mediów: afera Faurissona, Berlin 1994, s. 20)7.

W ten sposób Holocaustu nie można badać, trzeba go kontemplować; nie można go rozpatrywać, należy go adorować; nie należy on do sfery profanum, ale do sfery sacrum. „Nie jest to zagłada, ale Zagłada, nie ostateczne rozwiązanie, ale Ostateczne Rozwiązanie, nie holocaust, ale Holocaust” – pisze T. Gabiś. Długo można by cytować przytoczone w artykule poświęconemu „religii Holocaustu” fragmenty książek, wykładów, wspomnień, wycinki prasowe potwierdzające tezy wrocławskiego badacza. Zamknięcie Holocaustu w sferze sacrum, nadanie mu tak decydującego znaczenia –

Oświęcim nie może być wyjaśniony i nie podlega wizualizacji. Obojętnie, czy jest punktem kulminacyjnym historii czy jej zbłądzeniem, Holocaust jest transcendentny wobec historii. Wszystko w nim wzbudza lęk i prowadzi ku rozpaczy. Umarli są w posiadaniu tajemnicy, której my żyjący nie jesteśmy warci i nie jesteśmy zdolni odkryć (Elie Wiesel, „New York Times”, 16 IV 1978)

– powoduje „ujawnienie się” nowego „sakralnego” podziału czasu. Dzieje świata, dzieje ludzkości, dzieje cywilizacji, dzielą się na dwie części – przed i po Holocauście. „Na początku był Oświęcim”. T. Gabiś pisze:

Dziś wszystko jest «po Oświęcimiu» (po Holocauście): Bóg po Oświęcimiu, teodycea po Oświęcimiu, wychowanie po Oświęcimiu, Kościół po Oświęcimiu, myślenie po Oświęcimiu, świat po Oświęcimiu, teologia po Oświęcimiu, Żydzi po Oświęcimiu, chrześcijanie po Oświęcimiu, kultura po Oświęcimiu, filozofia po Oświęcimiu, socjologia po Oświęcimiu itd. itp8.

Zdanie redaktora pisma „Stańczyk” dobrze podsumowują słowa Dyrektora Międzynarodowego Instytutu Badań Holocaustu Yad Vashem Izraela Gutmana:

Auschwitz – Oświęcim stał się symbolem czasów pogardy i zdziczenia. Mówi się o Oświęcimiu, o świecie, który istniał przed Oświęcimiem i o cieniu niepewności i obawach, które otaczają świat po Oświęcimiu. Oświęcim urósł do rangi symbolu (…)9.

Oświęcim stał się fundamentem nowej religii: „religii Holocaustu”, Religii Oświęcimskiej, tzw. holocaustyzmu. Holocaust stał się wyznaniem wiary dla współczesnych Żydów, czego nie ukrywa m.in. Szewach Weiss: „To jest część naszej kultury, jakby nowa religia dla tych, którzy nie są religijni. Jeżeli po śmierci Chrystusa powstała religia, to my mamy moralny obowiązek stworzenia 6 milionów takich religii. (…) U nas właśnie zaczęła się taka nowa religia jako reakcja na zło„ (Szewach Weiss, „Gazeta Wyborcza”, 26 I 1995).

„Nowa religia” – by użyć określenia Szewacha Weissa, posiada dobrze dopracowany język teologiczny i zbiór swoich dogmatów. Jednym z najważniejszych dogmatów wynikających z umiejscowienia Holocaustu w „świętej historii”, w sferze sacrum, jest uznanie tego wydarzenia za jednorazowe, niepowtarzalne, bezprecedensowe i nieporównywalne. Szef Ligi Przeciw Zniesławieniu (ADL), która – jak trafnie zauważył T. Gabiś – „specjalizuje się w zniesławianiu wszystkich naokoło jako «antysemitów»”, Abraham Foxman stwierdził:

Holocaust jest szczególnym wydarzeniem. Nie jest on po prostu jednym z przykładów ludobójstwa, lecz prawie udanym zamachem na życie wybranych dzieci Boga a tym samym na Boga samego. Jest to wydarzenie będące antytezą Stworzenia tak jak przekazuje je Biblia; (…) Musi ono być pamiętane z pokolenia na pokolenie (Biuletyn ADL „On the Frontline”, I 1994, s. 2.).

Nie odbiega od takiego ujęcia sprawy Adam Michnik, gdy pisze:

Żydzi zwykle protestują, gdy ich tragedię porównuje się do nieszczęść innych narodów. Mają właściwie rację: Zagłada była czymś wyjątkowym. Ale rzeź dokonana przez Turków była dla Ormian też czymś wyjątkowym. Dla Rosjan czy Ukraińców wyjątkowym było doświadczenie Gułagu. Dla Polaków wyjątkowy był pięcioletni hitlerowski terror, powstanie warszawskie, zdrada sojuszników w Jałcie („Gazeta Wyborcza”, 17–18 IV 1993).

T. Gabiś zwraca uwagę na niuans językowy. O ile rzeź Ormian jest wyjątkowa dla Ormian, stalinizm wyjątkowy dla Rosjan i Ukraińców, a okupacja hitlerowska dla Polaków, to Holocaust jest OBIEKTYWNIE wyjątkowy, posiada ogólnoludzką wyjątkowość10.

Czytając liczne teksty wpisujące się w teologiczny obszar „religii Holocaustu”, uderza potężny ładunek destrukcyjnego i bluźnierczego nihilizmu. Żydzi w obliczu Zagłady zostali sami, ich samotność można porównać do samotności Boga (Elie Wiesel, Bóg po Oświęcimiu, s. 23–24). A może po prostu Boga nie ma? Na to pytanie odpowiadają holocaustyści w różny sposób. Piotr Rawicz stwierdza, że Bóg oszalał, Robert Mc Afee Brown twierdzi, że Bóg padł ofiarą „tego masowego mordu”, dla Richarda Rubinsteina egzystencja Boga po Oświęcimiu jest wątpliwa, bo jeśli by istniał, musiałby być „moralnym potworem”, Fredrich – Wilhelm Marquardt uważa, że wiara doszła do kresu, Theo Klein uznaje, że niebo „było wtedy puste i takie powinno pozostać”, a Ferdinand Camon popiera tezę, że istnienie Auschwitz stawia pod znakiem zapytania egzystencję Boga11. Warto już w tej chwili zaznaczyć, że ateizm powyższych poglądów jest jedynie pozorny. Rozpaczliwy okrzyk: „Boga nie ma po Oświęcimiu!” nie łączy się ze wściekłym, ateistycznym hasłem bolszewików. Wypadnie nam o tym pisać jeszcze szerzej w dalszej części artykułu. Temu pozornemu ateizmowi nie daje się zwieść T. Gabiś.

(…) Holocaust nie jest traktowany jak jedno z historycznych wydarzeń, ale jako wydarzenie rangi „kosmicznej„, które jest tak demoniczne i tak infernalne, że każe stawiać pytania ostateczne12.

Autor omawianego artykułu zauważa, że:

Nowa religia (…) ma swoje święte miejsca, święte teksty, swoich kapłanów, swoje relikwie, swoje świątynie, swoich heretyków a może nawet „ateistów Holocaustu„, i ożywiana jest potężnym impulsem, aby nawracać i aby panować13.

Dogmaty „religii Holocaustu”

Już pobieżne przyjrzenie się dogmatom „religii Holocaustu” pozwala stwierdzić, że stoi ona w opozycji do katolicyzmu. Jednoznaczność wypowiedzi cytowanych w artykule T. Gabisia jest dla katolika jasna – Holocaust znosi chrześcijaństwo, uwidacznia bezsens chrześcijaństwa, jego małość, a nawet bluźnierczość w obliczu Shoah. Holocaust „usuwa w cień centralne wydarzenie chrześcijaństwa, czyli Ofiarę Chrystusa” – pisze redaktor „Stańczyka”. Jak to ujął Franklin Littwell w swoim artykule pt. „Ukrzyżowanie Żydów”, Oświęcim stał się „Golgotą milionów ukrzyżowanych”. Z kolei Jeffrey Hart nazwał Holocaust „ekwiwalentem Ukrzyżowania. Izrael stał się ekwiwalentem Odkupienia”. Teolog niemiecki Joachim Baptist Metz pisze: „Uważam każdą chrześcijańską teodyceę i każde mówienie o «sensie» w obliczu Oświęcimia, które biorą początek poza lub poniżej tej katastrofy, za bluźnierstwo”. Paradoksalnie w tym samym tonie wypowiedział się Jan Paweł II w czasie wizyty w Oświęcimiu w 1978 roku, nazywając to miejsce „Golgotą naszych czasów14.

Analizując tekst awangardowego w dalszym ciągu teologa o. Wacława Hryniewicza OMI pt. Niepojęty Bóg w obliczu piekieł świata („Znak” nr 4, 1996), T. Gabiś zauważa wśród modernistycznych zwolenników „religii Holocaustu” wstęp do przyszłej całkowitej kapitulacji przed jej dogmatami15. Ojciec Hryniewicz i ks. Czajkowski próbują jeszcze godzić chrześcijaństwo z nową religią, jeszcze nie zrównują Golgoty Jezusa Chrystusa z Oświęcimiem, ale piszą już o „podobieństwie do WYDARZENIA (podkreślenie moje! – H. H.) Krzyża i zstąpienia do Otchłani” (sic!). Jednocześnie modernistyczny podział na Kościół przedsoborowy i posoborowy uzyskuje nowy wymiar w zetknięciu się z „doświadczeniemShoah, tworząc – można rzec – Kościół przedholocaustowy i poholocaustowy, z nową teologią, nową biblistyką, nową teorią, nowym stosunkiem do judaizmu itd. W ten sposób chrześcijaństwo zostaje wyparte przez „religię Holocaustu”, a krzyż coraz bardziej przypomina krematoryjny komin…

I tylko w ten sposób, pokornie akceptując najpierw równoważność, a później wyższość ofiary Holocaustu nad Ofiarą Jezusa Chrystusa, można zostać dopuszczonym przez najwyższych kapłanów nowej religii do wspólnego stołu, co staje się udziałem wielu modernistów. Ci, którzy obstają twardo przy katolickiej wizji kontaktów z judaizmem, mówią o nawracaniu żydów, stają się wrogami publicznymi wyznawców „religii Holocaustu”, nazywani antysemitami, o czym przekonali się niejednokrotnie tradycjonaliści katoliccy. Skoro „(…) już w samym dążeniu do nawrócenia Żydów dzisiejsi historycy widzą rodzaj duchowego «ostatecznego rozwiązania» – jak to określili Alice i Roy Eckardtowie, bo jest to przecież dążenie do tego, żeby Żydów więcej nie było” (Henryk Grynberg, Prawda nieartystyczna, Katowice 1990, s. 39)16, to w takim razie Kościół przedholocaustowy, chrześcijaństwo misyjne odpowiedzialne jest za Holocaust, za który musi odpokutować. Wina chrześcijan za Holocaust jest dla zwolenników nowej wiary bezdyskusyjna: „Nienawiść, która doprowadziła do tej zbrodni wyrosła z chrześcijańskiego antysemityzmu” (H. Grynberg); „(…) sześć milionów ludzi zostało wymordowanych przez spadkobierców chrześcijaństwa z tej tylko przyczyny, że byli Żydami” (H. Kremers); „(…) dla Żydów – działania nazistów były ostateczną konsekwencją tradycyjnego chrześcijańskiego antysemityzmu” (A. Graczyk); źródło Holocaustu tkwi w „(…) pierwotnej teologii nienawiści do Żydów apostoła Pawła i Ojców Kościoła” (G. Steiner); wreszcie – „To właśnie chrześcijański antysemityzm umożliwił zaistnienie Holocaustu” (o. W. Hryniewicz OMI)17. Rola jaką przywiązują dzisiejsi teoretycy i praktycy ekumenizmu z jednej strony a wyznawcy holocaustyzmu z drugiej strony do oficjalnego przyznania się Kościoła do współodpowiedzialności za Holocaust świadczy o wyjątkowej wadze tego aktu dla przyszłości Kościoła. Czy pozostanie on Kościołem katolickim, czy stanie się „odrębnym obrządkiem w ramach światowej religii Holocaustu” T. Gabiś podsumowuje:

Nic bardziej nie dowodzi tego, że Kościół kapituluje przed religią Holocaustu. Dialog można dziś prowadzić z każdym: z wyznawcami judaizmu, muzułmanami, animistami, ateistami. Tylko dialog z tymi, którzy nie chcą wyznawać religii Holocaustu jest wykluczony18.

Miejsce Polski w „religii Holocaustu”

Ostatni rozdział I części artykułu T. Gabisia i aneks poświęcone zostały miejscu wyznaczonemu Polsce i Polakom w „religii Holocaustu” i interpretacjom holocaustyzmu w pismach prawicy niemieckiej. Nie posiadają już tak dużej wagi dla interesującego nas zagadnienia, jednak pomimo tego warto zapoznać się z najważniejszymi politycznymi tezami T. Gabisia.

Miejsce wyznaczone Polsce i Polakom w ramach „religii Holocaustu” jest dla przytłaczającej większości mieszkańców naszego kraju niezrozumiałe, zważywszy na zaangażowanie Polaków w pomoc niesioną Żydom w czasie II wojny światowej. Jest ono zazwyczaj traktowane przez Polaków jako gruba niewdzięczność względem tych, którzy mają posadzonych najwięcej drzewek w Instytucie Yad Vashem i otrzymali najwięcej medali „Sprawiedliwy wśród narodów świata” za ratowanie Żydów. Polska stała się w czasie II wojny światowej „epicentrum Zagłady”, miejscem gdzie ujawniło swoje oblicze absolutne zło świata, dokonujące rytualnego mordu nad „Narodem Wybranym”. Natomiast Polakom wyznaczono rolę biernych obserwatorów tego dramatu, ze względu na odwieczną wrogość polskich chrześcijan do Żydów. W ten sposób Polska ziemia, „użyźniona” żydowską krwią i popiołem została „skażona”, „zbezczeszczona” (Jan Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, Kraków 1994), stała się „drugim Egiptem” (zob. Powt 4, 20) zamienionym w pustynię. Dosadnie wyraził to Elie Wiesel: „Jeśli chodzi o Polaków… Nie jest to zwykły przypadek, że obozy największej zagłady powstały u nich, w Polsce, a nie gdzie indziej” (Elie Wiesel, Pieśń umarłych, Wrocław 1991, s. 143). Rola przyznana Polakom jest rolą „metafizycznego wroga„, odpowiedzialnego – może w mniejszym stopniu niż Niemcy – ale odpowiedzialnego za Holocaust19. Świadczy o tym wpisanie w 1996 roku w program jerozolimskich Dni Upamiętnienia Zagłady i Bohaterstwa wspomnienia „polskiej” zbrodni na Żydach, czyli tzw. „pogromu kieleckiego”. W Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie znajduje się zdjęcie kończące ekspozycję przedstawiające „pogrom kielecki”. Tzw. „pogrom kielecki” uznaje się za historyczną część, polski finał Holocaustu. Łatwo w tym kontekście zrozumieć walkę, jaka trwa wokół interpretacji wydarzeń w Jedwabnem z 1941 roku. T. Gabiś zwraca uwagę, że rola wyznaczona Polakom jest prawie identyczna z tą wyznaczoną Niemcom. Można powiedzieć, że w „holocaustycznej egzegezie historii” Niemcy i Polacy „jadą na tym samym wózku”. „W «religii Holocaustu» zawarty jest spreparowany dla Niemców i Polaków dogmat o wiecznej winie przechodzącej z ojca na syna i każdy, kto tę religię akceptuje, musi równocześnie uznawać i ten dogmat i tę „metafizyczną winę” – pisze T. Gabiś20. Zdają sobie z tego sprawę konserwatyści niemieccy i część niemieckich katolików, którzy wnikliwie analizują i komentują kolejne etapy powstawania i krzepnięcia religii Holocaustu, musimy sobie z tego zdawać sprawę i my.

Druga część tego niezwykle interesującego artykułu porusza również tematy polityczne, a mianowicie funkcjonowanie religii Holocaustu wśród Żydów izraelskich i żyjących w diasporze, roli, jaką wyznaczono holocaustyzmowi w polityce Stanów Zjednoczonych, odbiorowi w państwach europejskich i wadze, jaką przywiązują demokratyczni liberałowie do nowych dogmatów.

Już powyżej przedstawione opracowanie artykułu T. Gabisia ukazuje niezwykle silny związek nowej religii z polityką. Posiada ona bardzo czytelnie określone cele polityczne. Jednym z tych mocno akcentowanych zarówno przez zwolenników jak i przeciwników religii Holocaustu zadań jest budowa jednolitej tożsamości politycznej Żydów. Wiąże się to ze stopniowym zeświecczeniem i upadkiem rabinatu, utrzymującym się rozproszeniem Żydów żyjących w Izraelu i diasporze, oraz różnymi tradycjami kulturowymi obywateli Izraela21. W tym kontekście religia Holocaustu byłaby czymś na kształt bismarckowskiego Kulturkampfu, zmierzając do pełnego ujednolicenia Żydów.

Pamięć o Holocauście to dziś jeden z głównych elementów budowania tożsamości Izraelczyków – zarówno tych, których korzenie rodzinne są w Europie, jak i tych, których przodkowie pochodzą z krajów islamskich (Dyrektor Yad Vashem Avner Shalev, „Gazeta Wyborcza”, 14–15 VIII 1995).

Problem ten rozpatruje wydana ostatnio w USA, a dostępna już w wielu krajach europejskich, praca żydowskiego historyka z Chicago Petera Novicka22. Badania socjologiczne Amerykańskiego Komitetu Żydów, na których m.in. opiera się Novick stwierdzają, że wśród działań i zachowań najważniejszych dla żydowskiej tożsamości od kilku lat króluje Holocaust, wypierający świadomość religijną i polityczną w znaczeniu syjonizmu. Historyk stwierdza:

Żydzi w USA doskonale asymilują się z amerykańskim społeczeństwem. W rezultacie małżeństw z gojami liczba ortodoksyjnych Żydów stale spada. Teraz świadomość Holocaustu zastępuje czasem religię jako wyznacznik żydowskiej przynależności. Jesteś prawdziwym Żydem, jeśli Holocaust staje się częścią twej świadomości23.

W swoich mimo wszystko „poprawnych politycznie” poglądach Novick idzie dalej, zauważając następującą sakralizację Holocaustu postępującą od lat ’70 wraz z emisją serialu pt. Holocaust przez stację NBC i budowy przez Cartera Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, a skończywszy na działaniach Simona Wisenthala w Los Angeles i Liście Schindlera24. Poglądy chicagowskiego historyka omawia interesujący artykuł Adama Krzemińskiego zamieszczony w „Polityce”25. Krzemiński opierając się na książce Novicka przyznaje, że „holocaust stał się wręcz sakralnym mitem amerykańskiej kultury masowej”, czego nie można wyjaśnić jedynie dużą ilością Żydów, którzy są „narodem Księgi” i „narodem pamięci”, ale przede wszystkim tym, że są narodem Hollywood, TV, mediów, komiksów, uniwersytetów. Z tego bierze się szeroka prezentacja Holocaustu w tematyce kulturalnej USA. Novick odwracając tezę Zygmunta Freuda o pamięci zbiorowej, opiera się na koncepcjach zabitego w Buchenwaldzie Maurice’a Halbwachsa, „że zbiorowa świadomość jest zawsze ahistoryczna, a nawet antyhistoryczna”, opiera się na mitycznych archetypach, nie zawierających zbyt wiele prawdy. Tuż po wojnie Holocaust nie był atrakcyjnym tematem i mitem politycznym w USA ani dla Żydów, ani dla głównych sił politycznych. „Amerykańskie organizacje żydowskie (…) zabiegały o to, by w prasie czy w filmach hollywodzkich nie podkreślano żydowskich cierpień”. Holocaust w Ameryce zawłaszczyli komuniści żydowskiego pochodzenia. Novick przypomina pogrzeb Rosenbergów skazanych na śmierć za szpiegostwo na rzecz ZSRR, na którym odśpiewano pieśń „żydowskich bojowców”: „Nigdy nie mów, że idziesz w ostatnią drogę…”. Żydowskie kręgi konserwatywne i liberalne temat Holocaustu starały się przemilczeć. Zmiana nastąpiła pod koniec lat ’60, po „wojnie sześciodniowej”, kiedy Izrael w 1968 r. został oficjalnie uznany za filar polityki bliskowschodniej USA i pod koniec groźnej dla Izraela wojny Yom Kippur z 1973 roku. Wydarzenia te zdaniem Novicka skierowały zainteresowanie w stronę Holocaustu. Ale prawdziwa przyczyna leżała w głębokiej identyfikacji z innymi Żydami, w momencie rozpadu tradycyjnego autorytetu rabinatu. Postępujący „łagodny holocaust”, czyli utrata świadomości etniczno-religijnej przez Żydów spowodowała poszukiwanie takiego elementu, który stanowiłby dla nich spoiwo. Był nim Holocaust, który od lat ’70 ulega stopniowej sakralizacji, przekształcając się w „religię zastępczą”. Żydowski publicysta Adi Ophir pisze:

Przyjmuje ona cechy religii zastępczej, z własną synagogą (muzeum Holocaustu), z doktryną o wyjątkowości żydowskiego cierpienia, z Wielkim Kapłanem – Eli Wieselem, z nowymi przykazaniami („nie porównuj”, „nie będziesz miał innego Holocaustu przede mną”), z nową Drogą Krzyżową (w Muzeum Holocaustu zwiedzający otrzymuje biogram konkretnej ofiary Zagłady i idzie stacjami jej męki), a także ze swoimi relikwiami – pamiątkami po zgładzonych, i z własnymi świętymi, którzy przeżyli Noc Ofiary Całopalenia (Holocaust)26.

W liberalnym piśmie „Tikkun” Philip Lopate pisał:

Nic na to nie poradzę, ale w tej „zadumie z Zagłady” widzę nowy wariant Przymierza z Bogiem – tyle, że teraz naród wybrany został do tego, by szczególnie cierpiał. Tym samym Holocaust staje się niczym innym jak okazją do żydowskiego szowinizmu27.

Z socjologicznego punktu widzenia sakralizacja Holocaustu stworzyła „nową kulturę ofiar”, która idealnie pasuje do lewicowo-liberalnej ideologii, w której status ofiary daje pozycję uprzywilejowaną. „Zdaniem Novicka jest to intelektualnie bezpłodne, ponieważ każde tego rodzaju ludobójstwo jest wyjątkowe i porównywalne zarazem28. W sumie należy podkreślić, że nie ma w pracy Petera Novicka takich tez, których nie możemy znaleźć w artykule T. Gabisia.

„Mit założycielski”

Innym aspektem tego problemu jest coś znacznie większego niż integracja Żydów. Wraz z upadkiem syjonizmu, stał się Holocaust – używając określenia Rogera Garaudy’ego – „mitem założycielskim Izraela”29. Wieloletni prezes Światowego Kongresu Żydów Nahum Goldmann pisał:

Nie jestem pewien, czy państwo żydowskie istniałoby dziś bez Oświęcimia; po Oświęcimiu nie-Żydzi mieli wyrzuty sumienia i byli skłonni traktować nas w sposób uprzywilejowany. Z tego powodu opowiedzieli się za państwem żydowskim; Do tego dochodzi ścisły związek pomiędzy państwem Izrael a ludobójstwem. Mówię często, że Żydzi swoje państwo nie opłacili tysiącami młodych ludzi, którzy polegli w czterech wojnach izraelskich, lecz sześcioma milionami ofiar narodowego socjalizmu (Żydowski paradoks. Syjonizm i żydostwo po Hitlerze, Frankfurt n. Menem 1988, s. 77, 111, 126).

Ale Holocaust to nie tylko fundament z krwi i popiołu państwa Izrael, ale również ultima ratio istnienia Żydów na świecie. Izrael, jego bezpieczne funkcjonowanie, zdaniem T. Gabisia gwarantuje, że Holocaust się nie powtórzy – Holocaust staje się więc wyznacznikiem polityki Izraela… Staje się również sposobem uzyskiwania olbrzymich korzyści finansowych30.

Długie jałowe spory można prowadzić o wzajemne relacje i zależności polityczne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem. Niezaprzeczalnie polityka amerykańska stoi na straży religii Holocaustu, jako wygodnego oręża w walce politycznej. Na pewno nie można ograniczać posługiwania się religią Holocaustu przez establishment amerykański wyłącznie do gry geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Powodzenie religii Holocaustu w Stanach Zjednoczonych wiąże się z dużymi wpływami diaspory żydowskiej w tym kraju, uległości amerykańskich środowisk liberalnych, widzących w holocaustyzmie duże możliwości realizacji własnych celów stworzenia Nowego Porządku Światowego. Jeden z amerykańskich działaczy loży B’nai B’rith Ian J. Kagedan stwierdził: „Pamięć o Holocauście jest czymś zasadniczym dla budowy Nowego Porządku Światowego” („Toronto Star”, 26 XI 1991). Według T. Gabisia „religia Holocaustu” jest w Stanach Zjednoczonych „elementem demoliberalnego mesjanizmu, wyrazem świeckiej potrzeby zbawienia świata czyli osiągnięcia «the end of history» równoznacznego z globalną ideologiczno-kulturalno-gospodarczo-polityczną hegemonią USA, z powstaniem amerykańskiego państwa światowego (…)31. Nowa wiara doskonale wpisuje się według licznych badaczy w „amerykańską ideę wybraństwa – samowyniesienia przez samojudaizację”, charakterystyczną dla anglosaskiego protestantyzmu. Amerykański publicysta konserwatywnego pisma „All These Things” Michael A. Hoffman II wspomniany na łamach katolickiego pisma „The Remnant” stwierdził, że Holocaust stał się „nową religią państwową” w USA, rozgłaszaną przez media – ostatnią religią w którą naprawdę wierzy zlaicyzowany Zachód. „Naszą religią państwową jest naturalnie Kult Komór Gazowych. Główną świątynią jest amerykańskie Muzeum Holocaustu. Liturgią… jest Lista Schindlera”. Jest to forma religii obywatelskiej, świeckiej, która neguje odkupienie ludzkości przez Chrystusa na Kalwarii, zastępując je doświadczeniami Żydów z Auschwitz, jako centrum historii ludzkości. W jednym ze swoich esejów Hoffman pisze o wszechobecności religii Holocaustu w telewizji, filmie, w rządzie, polityce, edukacji i kulturze. Podsumowanie nie jest optymistyczne:

Nowa religia państwowa zarządziła całkowite podporządkowanie; nie wierzący powinien zostać natychmiast napiętnowany, oczerniony stoi w obliczu utraty dobrej reputacji, utraty pracy, a nawet w obliczu fizycznego zagrożenia32.

Również światowe, zwłaszcza europejskie środowiska demoliberalne partycypują w „religii Holocaustu”. W prowadzonej przez siebie krucjacie przeciwko tradycji europejskiej prezentowanej przez Kościół katolicki, znajdują w holocaustyzmie użyteczne narzędzie w budowie swojego Novus Ordo Saeculorum. T. Gabiś stwierdza, kończąc swoje rozważania, że „religia Holocaustu” jest

kulminacją, ostatecznym wypełnieniem ideologii demoliberalnej pragnącej wykorzenić człowieka, zniszczyć wszystkie tradycje religijne, i narodowe, dokonać globalnej niwelacji kultur, stworzyć „Jeden Świat” na gruzach „ludobójczej cywilizacji, która zrodziła Holocaust”33.

Swój cel pragną osiągnąć poprzez zerwanie ciągłości tradycji, która według ich zdania jest zbrodnicza, ponieważ wydała Holocaust. Andrzej Szczypiorski twierdził:

W pewnym sensie cała europejska cywilizacja ponosi odpowiedzialność za Holocaust. Eksterminacja europejskich Żydów była następstwem liczącej dwa tysiące lat europejskiej historii. (…) Była to zorganizowana realizacja brudnych pragnień chrześcijaństwa z okresu średniowiecza: wypędzenie z Hiszpanii, z Francji, z Nadrenii. Żydzi byli zawsze kozłami ofiarnymi chrześcijaństwa (wywiad dla „Der Tagesspiegel”, 30 I 1997)34.

W podobnym tonie wypowiadają się inni bojownicy o „wolność słowa”, „pluralizm światopoglądowy” i „postawę krytyczną”. Pytanie, które machinalnie nasuwa się – gdzie ta „wolność słowa”, ten „pluralizm światopoglądowy”, ta „postawa krytyczna” względem Holocaustu? Nie ma, bo być nie może. Dogmatów się nie dyskutuje, w dogmaty się wierzy! „Religia Holocaustu jest więc podstawą demoliberalnego fundamentalizmu zapewniającego obecnie rządzącym elitom utrzymanie się przy władzy” – pisze T. Gabiś35.

Podsumowując: dzięki dwuczęściowemu artykułowi T. Gabisia „religia Holocaustu” została w Polsce starannie zanalizowana na ówczesnym etapie jej rozwoju i scharakteryzowana. Dogmaty wyznawane przez „religię Holocaustu” można ograniczyć do czterech zasadniczych: 1° Holocaust, czyli eksterminacja Żydów w czasie II wojny światowej była wydarzeniem jednorazowym, bezprecedensowym w dziejach ludzkości, przez co stanowi centrum historii ludzkości; 2° Holocaust znosi dotychczasowy stosunek człowieka do Boga i ogólnoludzkich wartości, człowiek uniezależnia się od Boga, który swoim brakiem litości utracił ludzki szacunek – w konsekwencji jedynie człowiek jest godny być bogiem; 3° Chrześcijaństwo, szczególnie Kościół katolicki ponosi zbiorową odpowiedzialność za Holocaust; 4° Holocaust uwidacznia porażkę, marność i zakłamanie cywilizacji europejskiej, którą należy zrewidować. Wszystkie wiążą się one mniej lub bardziej z tematem tego artykułu, więc zostaną rozpatrzone w dalszej części tekstu.

Holocaustyzm a amerykanizm

Niedługo po opublikowaniu drugiej części artykułu w „Stańczyku”, temat podjęło pismo „Fronda”, zamieszczając trzy teksty na temat „religii Holocaustu”. Artykuł Igora Figi stanowił omówienie analizy T. Gabisia36, natomiast uzupełniały go bardzo interesujące teksty wzbogacające naszą wiedzę na ten temat. Artykuł Marka Konopki pt. Czy Żydom grozi duchowy Holocaust? stanowi omówienie kontrowersyjnych wątków pracy rabina Byrona L. Sherwina37.

Rabin Sherwin przyznaje, że większość Żydów amerykańskich żyje „mitem Holocaustu”, nie mającym odzwierciedlenia w prawdzie historycznej. Swój sąd opierają na dogmatycznej opinii, że w czasie wojny cierpieli jedynie oni, co uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie z Polakami i wypacza obraz rzeczywistości historycznej. Autor książki stwierdza, że „religia Holocaustu” idealnie wpasowuje się w tzw. „amerykańską religię obywatelską”, stanowiącą zlaicyzowaną religię państwową, „za pośrednictwem której naród amerykański odnosi się do swoich perspektyw i przeznaczenia” „Religia obywatelska” zakłada pojmowanie narodu amerykańskiego jako narodu wybranego przez Boga, o czym już pisał redaktor „Stańczyka”. Ortodoksyjny rabin Sherwin stwierdza, że Żydzi amerykańscy traktują siebie jak naród wybrany wewnątrz narodu wybranego, „uważają się za nowy rodzaj Żydów, który pozostawił za sobą Europę oraz pamięć prześladowań, biedy, pogromów i ucisku” Właśnie ten rodzaj Żydów najbardziej zsekularyzowanych, negatywnie ustosunkowanych do ortodoksyjnego judaizmu, natomiast doskonale wpasowanych w „amerykańską religię obywatelską” jest nośnikiem zmitologizowanego Holocaustu. Powstanie religii Holocaustu łączy się nierozerwalnie z kryzysem syjonizmu. Wśród samych ortodoksyjnych Żydów jest sporo rozbieżności na temat syjonizmu, niemniej w opinii rabina Sherwina syjonizm jest nierozerwalnie związany z holocaustową mitologią, która jego zdaniem jest czymś na kształt „religii obywatelskiej”. Podkreśla w swojej książce bardzo negatywne stanowisko syjonistów po wojnie względem Żydów z Europy, którzy przeżyli obozy koncentracyjne. Aż do końca lat ’60 w Izraelu nic nie mówiono o Holocauście ani o Auschwitz, ponieważ nie pasowały do syjonistycznego obrazu jednego, niepodzielnego narodu żydowskiego, w jednym państwie Izrael, z jednym wodzem Dawidem Ben Gurionem. Holocaust w myśl ideologii syjonistycznej był zaprzeczeniem starożytnego bohaterstwa Masady, z bezwolnymi, pozbawionymi siły ofiarami pędzonymi na śmierć. Jak pisze pochodzący z Ameryki rabin:

odcinano się od tych, którym udało się przeżyć nazistowskie obozy śmierci, gdy przybywali oni do Izraela po wojnie. Nazwano ich w izraelskim slangu „sabon” – „mydło”. Takie nastawienie było klasycznym wyrazem ideologii syjonistycznej, (…)38.

Można nie zgadzać się z autorem, że zmiana nastawienia nastąpiła w 1967 roku ze względu na prostą paralelę Holocaust – „wojna sześciodniowa”, która była w konsekwencji realną możliwością powtórzenia się Holocaustu39. Przyczyny związane z rokiem 1967 są znacznie głębsze w pokładach politycznych niż się rabinowi Sherwinowi wydaje40.

Książka Duchowe dziedzictwo Żydów polskich jest w wielu przypadkach kontynuacją polityczno-religijnych sporów wewnątrzżydowskich, zwłaszcza kiedy chodzi o stosunek ortodoksyjnego rabina do syjonizmu41. Sherwin oskarża syjonistów o „duchowy Holocaust”, jego zdaniem ideologia syjonistyczna jest czystym bałwochwalstwem, jest „substytutem judaizmu”, opierającym się na zdaniu przedwojennego przywódcy syjonistycznego Włodzimierza Żabotyńskiego: „jedyny Bóg, którego imię brzmi: naród Izraela42. Trudno się pogodzić autorowi książki – chociaż za to właśnie tak bardzo ona podpadła – ze starą tradycją judaistyczną poszukującą źródła wszelkich nieszczęść historycznych w kategoriach kary Bożej za przeniewierstwo Izraelitów (np. Wj 32, 1–35). „(…) wraz z Holocaustem coś się radykalnie zmieniło, nie tylko w teologii, lecz także w psychice i mentalności Żydów. Tym razem Żydzi odmówili zaakceptowania tezy, że to ich grzechy spowodowały katastrofę” Doprowadziło to do przeniesienia całej przypisanej winy na innych – Boga, Niemców, Polaków, katolików itd. W tym przekonaniu ugruntowywał Żydów ruch syjonistyczny. Rabin Sherwin nie podziela w całej rozciągłości tej tradycyjnej koncepcji żydowskiej, ponieważ musiałby przyjąć, że Hitler był karzącym narzędziem Bożej Opaczności. Niemniej odrzucenie tej starej koncepcji teologicznej zdaniem Sherwina może spowodować przyjęcie „fałszywego Mesjasza”.

W tym samym tonie utrzymana jest rozmowa zamieszczona we „Frondzie” z ortodoksyjnym rabinem Michaelem Goldbergiem, autorem książki Dlaczego Żydzi powinni przetrwać?43. W jednym z rozdziałów swojej książki rabin Goldberg poświęca zjawisku nazwanym przez siebie „kultem Holocaustu”. Definiując pojęcie kultu stwierdza w rozmowie:

Mówię o ściśle określonych postawach, zachowaniach, miejscach, które uprawniają do stwierdzenia, że kult holocaustu rzeczywiście istnieje. Weźmy na przykład świątynie: praktycznie każda amerykańska społeczność żydowska, bez względu na to, czy jest duża, czy mała, posiada muzeum – pomnik ku czci ofiar holocaustu. Wśród tych wszystkich miejsc rolę Watykanu odgrywa waszyngtońskie Muzeum Pamięci o Zagładzie44.

Rozmówca zwraca uwagę na olbrzymie koszty budowy (167 mln dolarów), umiejscowienie filii muzeum w Nowym Jorku i Los Angeles, oraz wymowne umiejscowienie budynku waszyngtońskiego w alei The Mall, w pobliżu Kapitolu, pomników Jeffersona i Waszyngtona, na czym zależało „pewnym kręgom” politycznym. W ten sposób nastąpiła fuzja amerykanizmu z holocaustyzmem. Dla ortodoksyjnego rabina jest nie do pomyślenia, że w całym olbrzymim muzeum nie ma ani jednej wzmianki o Bogu. To może mieć tragiczne następstwa. Dawniej żydowskie wybraństwo brało się z wiary, z  przekonania, że Bóg powołał Żydów do swoich celów i obdarzył swoją łaską, dzisiejsze wybraństwo zasadza się na przekonaniu o wyjątkowości żydowskiego cierpienia w czasie wojny, o wyjątkowości wydarzenia jakim był Holocaust. Rabin Goldberg sprzeciwia się czynieniu z Holocaustu „czegoś na kształt tajemnicy religijnej, doświadczenia mistycznego”, stwierdzając, że jest to bluźnierstwem. Jak widać z powyższego omówienia sami Żydzi mają bardzo duże kłopoty z wkomponowaniem „religii Holocaustu” w swoją tradycje kulturową, obawiając się utraty swojej tożsamości. Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli ma spełnić się obietnica czasów ostatecznych, która mówi o nawróceniu Żydów, to nastąpi ona niechybnie w stosunku do tych wierzących i oczekujących bezskutecznie na Mesjasza, nie zaś tych, którzy zwrócili się w kierunku „złotego cielca”, obdarzając czcią samych siebie…45

Uwagę mediów w ciągu dwóch ostatnich lat przykuwa pojedynek pomiędzy dwoma amerykańskimi profesorami żydowskiego pochodzenia, wspomnianym już Peterem Novickiem a Normanem G. Finkelsteinem. Pojedynek dotyczący religii Holocaustu, sakralizacji tego ważnego dla Żydów wydarzenia dotyczy ściśle sfery politycznej, ale zawiera również interesujące dla nas szczegóły.

Finkelstein nie pisał swojej książki traktując ją jak polemikę z Novickiem, wręcz przeciwnie, w pracy Finkelsteina można znaleźć wiele odwołań do The Holocaust in American Life. Niemniej przerażony konsekwencjami Novick przestraszył się i zaczął publicznie lżyć Finkelsteina za zawarte w jego książce tezy, stwierdzając że Finkelstein sam partycypuje w licytacji ofiar pisząc o oszukanej swojej matce, więźniarce obozu koncentracyjnego, a tezy atakujące Światowy Kongres Żydów (WJC), „jedynie pozwalają zakwestionować jego pytania”, czyli podważają jego status wykładni Holocaustu46. Żydowski historyk atakuje w swojej książce bez pardonu holocaustyczny establishment amerykański, nie zostawiając suchej nitki m.in. na Davidzie Goldhagenie, Elie Wieselu i Simonie Wisenthalu.

W szczególnie dla nas interesującym rozdziale książki Hoaxers, Hucksters and History, już na wstępie autor stwierdza istnienie zjawiska religii Holocaustu i definiuje dogmaty jako: pogląd o absolutnej wyjątkowości historycznej Holocaustu i przekonanie, że Holocaust jest szczytowym przejawem odwiecznej nienawiści „gojów” do Żydów. Obie opinie znalazły miejsce w wypowiedziach przedstawicieli żydowskich elit politycznych i pracach naukowych poświęconych Holocaustowi dopiero po 1967 roku, wraz z powstawaniem tzw. „nowego Holocaustu”, czyli ideologii wymyślonej przez żydowskie elity w USA (Finkelstein dokładnie rozróżnia rzeczywiste wydarzenie historyczne – Holocaust, od jego karykaturalnego obrazu – „nowego Holocaustu”) w celu ugruntowania swojej władzy i wyłudzenia olbrzymich kwot finansowych. Finkelstein pisze, że dogmaty holocaustyzmu są dobrze zakorzenione w judaizmie i syjonizmie, które wydatnie przyczyniły się do tworzenia zsakralizowanego obrazu tego wydarzenia historycznego. Arcykapłanem nowej religii jest Elie Wiesel, którego wypowiedzi przenoszą Holocaust w świat sacrum, nadają mu wymiar kosmiczny, wyjątkowy i niezgłębialny. Dla Wiesela Holocaust jest „tajemnicą religijną”, którą głosi po świecie za jedyne 25 tys. dolarów plus limuzyna z szoferem. Finkelstein zauważa, że dogmat o absolutnej wyjątkowości Holocaustu daje Izraelowi absolutne alibi dla swoich działań, a z Żydów czyni „naród wybrany” nie liczący się z prawami innych. Szczególnie groźne zdaniem autora książki The Holocaust Industry jest przekonanie, że Holocaust stanowi kulminację wielowiekowej, genetycznej nienawiści „gojów” do Żydów, które jest ważnym składnikiem współczesnego, XIX/XX-wiecznego antysemityzmu. W przekonaniu antysemitów, tak jak w sprowadzonej ad absurdum spekulacji myślowej Wiesela, nienawiść do Żydów byłaby całkowicie uzasadniona, bo genetyczna, odwieczna47. Kończąc drugi rozdział Finkelstein cytuje wypowiedź publicysty poczytnej gazety izraelskiej „Haaretz” Ari Shavit, który komentując ataki izraelskiej armii na Liban w 1996 roku, które zakończyły się masakrą ponad 100 cywilów w Qanie, stwierdził, że Izrael może działać bezkarnie, ponieważ to „my mamy Antidefamation League… i Yad Vashem i Muzeum Holocaustu48. Do czego jeszcze doprowadzi religia Holocaustu? [cdn.]

Słowo holokaust (pisane małą literą i przez „k”) pochodzi z greki i oznacza ofiarę całopalną, jaką Żydzi składali Bogu w świątyni jerozolimskiej. Holocaust pisany dużą literą i przez „c” jest terminem ukutym po II wojnie światowej w USA. Aby podkreślić jego wymiar ideologiczny, Autor konsekwentnie pisze o „religii Holocaustu” bądź o „holocaustyzmie” (terminy zamienne), a nie „religii holokaustu” czy „holokaustyzmie” (na ten temat zob. też T. Gabiś, „Stańczyk” nr 1 (30) z 1997 r.) – przyp. red. Zawsze wierni.

„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

cz. II: Pomiędzy judaizmem, syjonizmem a chrześcijaństwem

Zdaniem Normana G. Finkelsteina, dogmaty „religii Holocaustu” wiążą się z judaizmem i syjonizmem. Dlatego warto w tym miejscu przeanalizować wzajemny związek zachodzący pomiędzy holocaustyzmem a judaizmem.

Raymond Aron starał się w swoich naukowych dociekaniach dokonać rozróżnienia pomiędzy pojęciem wiary religijnej a dogmatycznej „świeckiej teologii”. Jego zdaniem, religia nie musi dążyć do wyjaśnienia dogmatów logicznie, ponieważ znajduje się poza materialną rzeczywistością. Natomiast dogmatyczna teologia „świecka”, z jednej strony stawiając prawdy nie podlegające dyskusji i racjonalnemu osądowi, z drugiej stara się narzucić swój obraz jako czegoś dającego się poznać naukowo, czegoś ze świata materialnego.

Uri Huppert, rozpatrując powyższe rozważania Arona odnośnie do żydowskiej ortodoksji w Izraelu stwierdza, że ortodoksyjny judaizm zaciera różnice pomiędzy religią a „świecką teologią” i stanowi syntezę wiary i „świeckiej teologii”1. Rozważając wzajemne relacje holocaustyzmu i judaizmu, musimy mieć na uwadze te spostrzeżenia, ponieważ ułatwią nam one znalezienie odpowiedzi na pytanie – czy „religia Holocaustu” jest konsekwentnym zwieńczeniem judaizmu, czy też stanowi nową jakość, czerpiącą tylko powierzchownie z tradycji judaistycznej, a będącą w istocie „ureligijnioną” ideologią elit liberalnych.

Żydowski ekskluzywizm

Najbardziej rzucającym się w oczy związkiem „religii Holocaustu” z judaizmem jest akceptacja doktryny o wybraństwie Żydów. W systemie religijnym judaizmu, pomimo jego dużego zróżnicowania, jest to wynikająca z przyjęcia Tory koncepcja powołania ludu izraelskiego jako narzędzia Bożego, natomiast w doktrynie holocaustycznej uległa ona modyfikacji, przeradzając się w przekonanie o niepowtarzalnym i wyjątkowym charakterze Holocaustu oraz o specjalnej, wyjątkowej nienawiści do Żydów, której kulminacyjnym momentem był genocyd II wojny światowej. Ismar Schorsch, kanclerz Żydowskiego Seminarium Teologicznego, cytowany przez Finkelsteina, nazywa stwierdzenie o wyjątkowości Holocaustu „niesmaczną, świecką wersją tezy o narodzie wybranym”. Podobnie Jacob Neusner, który twierdzi, że wyjątkowe zło Holocaustu odróżnia Żydów od innych oraz daje im moralne prawo do roszczeń względem innych. Z kolei Jean-Michel Chaumont, autor książki poświęconej pojęciu „wyjątkowości Holocaustu” utrzymuje przekonywająco, że twierdzenie o wyjątkowości Holocaustu wywodzi się i może być sensownie zrozumiane jedynie w kontekście religijnego dogmatu o Żydach jako narodzie wybranym2. Sławomir Buryła, omawiając książkę ks. G. Ignatowskiego pt. Kościół i Synagoga, pisze:

niewielu chrześcijan uświadamia sobie, iż liczba upokorzeń, jakich Izraelici doznali od Kościołów, jest dla nich (…) powodem do dumy i „pewnej pychy” (ks. Ignatowski powołuje się tu na wypowiedź rabina Klenickiego). „Pamiętając o prześladowaniach i poniżeniach, Żydzi są przekonani o własnej wyższości i sprawiedliwości”3.

Rozumiana pierwotnie w sposób stricte religijny idea wybraństwa jako powołania przez Boga swojego ludu, którego zadaniem było szerzenie chwały Bożej i szafowanie wśród innych ludów Bożego błogosławieństwa, została zarzucona na rzecz antyuniwersalistycznego ekskluzywizmu Żydów. System religijny Żydów dość szybko przekształcił się w idolatrię (F. Koneczny pisze o monolatrii), w której duchowa przynależność do ludu wybranego została zastąpiona przynależnością etniczną, łatwą do zrozumienia i użyteczną, zważywszy na stosunkowo małą liczbę żydów wśród innych ludów. „(…) wikłają się w Izraelu ciągle dwie religie – monolatria z monoteizmem, czy też kto wolał by nazywać je «czynnikiem narodu» a «religią duszy i serca»” – pisał Feliks Koneczny4. Etnocentryczne rozumienie idei wybraństwa, ugruntowane przez Talmud i zaakceptowane przez syjonizm jako jeden z fundamentów ideologii, dobrze ilustruje wypowiedź autora deklaracji chrześcijańsko-żydowskiej „Dabru emet”, rabina Davida Novaka:

Z powodu klasycznej żydowskiej doktryny wybrania, nawet najbardziej zeświecczeni Żydzi są wciąż Żydami (w znaczeniu religijnym – przyp. H. H.). Bycie Żydem nie jest kwestią ludzkiego wyboru (nawet ktoś nawracający się na judaizm musi wierzyć, że został wybrany przez Boga)4.

Uri Huppert, rozważając rasistowskie wypowiedzi współczesnego ortodoksyjnego myśliciela Haima Pelesa, stwierdza: „Droga do mesjanizmu jako substytutu objawienia boskiego i do wyniesienia jako substytutu panowania – nie jest daleka6. Parafrazując słowa izraelskiego dziennikarza – droga od mesjanizmu jako substytutu objawienia Boskiego do wyniesienia jako substytutu panowania – nie jest daleka. Widomym przykładem jest prowadzona przez państwo Izrael polityka różnicująca i dyskryminująca swoich obywateli, opierająca się na zeświecczonej wersji teologicznego wybraństwa. Polityka, często usprawiedliwiana trudną sytuacją geopolitycznego położenia Izraela i walką z terroryzmem, ale w rzeczywistości mająca mało z tym wspólnego7.

(…) w Izraelu nie tylko otwarcie mówi się o ideologii dyskryminowania wszystkich nie-Żydów, ale także broni się jej jako tej, dzięki której Izrael, będąc „państwem żydowskim”, zachowuje „żydowski charakter”. Żydzi popierający praktykę dyskryminacji przyznają, że w ten sposób chcą zachować „żydowski charakter” Izraela, który, podobnie jak większość Żydów izraelskich, postrzegają jako spuściznę judaizmu historycznego. W istocie, jeśli zapomnimy o erze nowożytnej, okaże się, iż w twierdzeniu tym jest sporo prawdy. Aż do nadejścia ery nowożytnej wszyscy Żydzi wierzyli, że wobec nie-Żydów powinno się stosować dyskryminację kiedy tylko się da. Obecnie widać, że żydowskie Oświecenie nie spowodowało w tym względzie zmiany zapatrywań większości Żydów. Wielu niewierzących Żydów nadal uważa, że w imię nakazów wiary żydowskiej i tradycji, która nakazuje dyskryminację nie-Żydów, ci ostatni zawsze powinni w „państwie żydowskim” mieć niższy status. Pogląd ten głosi się pomimo, a być może właśnie dlatego, że dyskryminacja ta ma dokładnie ten sam charakter jak dyskryminacja antysemitów wymierzona w Żydów

– pisze prof. Szahak8.

Wytapianie srebra

W „religii Holocaustu” idea wybraństwa uległa pewnym modyfikacjom, stając się doprowadzoną do skrajnej formy idolatrią, o której możemy przeczytać w Starym Testamencie (Wj 32, 1–6). Systemem religijnym, który powierzchownie może być uważany za zateizowaną ideologię, negującą „po Oświęcimiu” zasadność odwoływania się do istotowo pojętej idei Boga, o czym już pisałem w I części artykułu. Jednak jest to tylko powierzchowny ateizm, kryjący utożsamienie idei Boga z ideą narodu żydowskiego. Abraham Foxman, Dyrektor Narodowy ADL of B’nai B’rith, nazywał Holocaust „pojedynczym przypadkiem”, na pewno

nie jednym z przykładów ludobójstwa, lecz prawie udanym zamachem na życie wybranych dzieci Boga a tym samym NA BOGA SAMEGO (podkreślenie moje – H. H.). Jest to wydarzenie będące antytezą Stworzenia tak, jak przekazuje je Biblia…9.

Z kolei Szewach Weiss „religię Holocaustu” nazwał

jakby nową religią dla tych, którzy nie są religijni. Jeżeli po śmierci Chrystusa powstała nowa religia, to my mamy moralny obowiązek stworzenia 6 milionów takich religii.

W ten sposób Żydzi nie muszą już oczekiwać przyjścia mesjasza, sami Żydzi dzięki Holocaustowi stali się zbiorowym mesjaszem, obiektem czci religijnej. Holocaust w opinii Żydów niekoniecznie posiada wyłącznie przymioty mściwego Jahwe, niekoniecznie jest tylko najtragiczniejszym, najciemniejszym, najstraszniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkich, wydarzeniem, wobec którego ludzkość musi przewartościować wartości – „traumatycznym” (ulubione określenie prof. Hanny Świdy-Ziemby), jest również ofiarą całopalną – Superofiarą, dzięki której przyjęciu Żydzi stali się „kamieniami szlachetnymi” („Jüdische Allgemeine Wochenzeitung”) ludzkości10. Obozy koncentracyjne, jako miejsce kaźni, ale i miejsce złożenia ofiary, stają się miejscami świętymi, jak ołtarze. Dlatego rabin Pinchas Menachem Joskowicz ma prawo twierdzić, że Auschwitz „jest to najświętsze miejsce na świecie. Świętsze niż Ściana Płaczu w Jerozolimie. Każda religia ma prawo do swoich symboli11. W tradycji Tory Żydzi wierzą, że każde cierpienie, jakie za ich przeniewierstwa zsyłał na nich „mściwy Jahwe”, wszystkie próby, jakim poddał Bóg swój lud wybrany, takie jak niewola egipska czy niewola babilońska, były wstępem do wywyższenia, uzyskania nagrody. W ignorującym duchowy aspekt nagrody Boskiej, żydowskim rozumieniu, nagroda ograniczała się niemalże wyłącznie do zapewnienia materialnego powodzenia ludowi, wytracenia wrogów, odrodzenia państwa12. Na tym tle, Holocaust uzyskuje status specjalny w historii judaizmu. Jest zwieńczeniem koncepcji judaistycznych, doprowadza historię świętą judaizmu, oczekującego przyjścia mesjasza, do szczęśliwego końca. Na skutek genocydu II wojny światowej Żydzi wstąpili w nową, ostatnią epokę swojej historii, doprowadzając swoją „hodowlę” (G. Benn) do uzyskania „Holocaust survivors”, najlepszej jakościowo grupy ludzkości i uzyskania obiecanego (wywalczonego) państwa13. Na skutek Holocaustu talmudyczne wyobrażenie Boga, jako pierwszego, najważniejszego Żyda, który „nakłada tefilim, przyodziewa tałes i cycyt”, „w pierwszych trzech godzinach dnia (…) zajmuje się Torą14, ulega przemianie w Żyda-nowego mesjasza. Spełnia się marzenie syjonistów, wypowiedziane przez Włodzimierza Żabotyńskiego i Hansa Kohna – „Izrael naród sam jest mesjaszem15. „Teomorfizacja” narodu żydowskiego staje się faktem, wytop w „piecach utrapienia” zakończył się – ruda przekształciła się, jak zapowiedział Bóg prorokowi Izajaszowi (Iz 48, 9–11) w czyste srebro.

Nietrudno zauważyć, że „religia Holocaustu” dobrze wpisuje się w tradycję religijną judaizmu, opierającą się tak jak dzisiejsze dni pamięci ofiar na „rytuałach pamięci” (prof. Ne-eman-Arad). W 1959 roku Kneset przyjął ustawę o obchodach „Dnia Pamięci Bohaterstwa i Holocaustu”, które to święto uzyskało po procesie pokazowym Eichmana w Jerozolimie bardziej uroczysty i „bardziej żydowski” (Tom Segev) charakter. Od tego czasu obchody święta rozpoczynały się wraz z zachodem słońca dnia poprzedniego, jak nakazuje tradycja żydowska, i obejmowały wszystkie miejsca nie wyłączając miejsc zabaw, np. kin, kawiarń, które miały być zamknięte16. Amerykański publicysta Kevin Beary zauważa, że Dzień Holocaustu został bez przeszkód wprowadzony w obręb świąt judaizmu. Jest to możliwe, ponieważ święta żydowskie są wspomnieniem wielkich wydarzeń historycznych, w których brali Żydzi udział. Pascha jest celebracją ucieczki Żydów z Egiptu, święto Purim wspomina klęskę zadaną Żydom przez Persów, natomiast Hanukkah świętuje odbudowę Świątyni odzyskanej z rąk Greków17. Naród żydowski jest nie tylko „ludem, który egzystuje samotnie” (Zvi Rosenberg), ale również narodem zwróconym wybitnie ku swojej przeszłości, co tłumaczy dalsze „rozdrapywanie ran i sypanie ich solą”, w sytuacji kiedy narody europejskie, a także USA i Japonia doprowadziły do zabliźnienia ran z czasów wojny w swojej świadomości. Wyjście z niewoli egipskiej, uwolnienie z niewoli babilońskiej, kształtujące talmudyczny judaizm „zderzenie cywilizacji” z hellenizmem, niewola rzymska, rozproszenie Żydów, wreszcie wydarzenie Holocaustu – zwieńczenie historii, finał tragiczny, ale zarazem czyniący z wybraństwa – „Superwybraństwo”

Piece i ofiary

Silny związek z tradycją judaistyczną „religii Holocaustu” nie można ukryć również ze względu na wtopione w tradycję Tory i Talmudu elementy, do których holocaustyści przywiązują szczególna wagę „teologiczną”. Dotyczą one silnie zsakralizowanego stosunku do pojęcia 1° pieców krematoryjnych i 2° sześciu milionów ofiar, stanowiących czytelny symbol religijny, oraz 3° czci oddawanej ziemi i prochom ofiar obozów koncentracyjnych.

1° Symbolika pieców występuje często w Starym Testamencie jako element strachu, dzięki któremu Jahwe trzyma swój lud w karności:

A was Pan wybrał sobie, wyprowadził was z pieca do topienia żelaza, z Egiptu, abyście się stali Jego ludem (Pwt 4, 20);

Bo dawno przygotowano Tofet, ono jest także dla króla gotowe, zostało pogłębione, rozszerzone; stos węgli i drwa w nim obfitują. Tchnienie Pana niby potok siarki je rozpali (Iz 30, 33)18;

Oto jak srebro przetopiłem cię ogniem i wypróbowałem cię w piecu utrapienia (Iz 48, 10);

I zbudowali wyżynę Tofet w dolinie Ben-Hinnom, aby palić w ogniu swoich synów i córki, czego nie nakazałem i co nie przyszło Mi nawet na myśl. Dlatego przyjdą dni – wyrocznia Pana – że nie będzie się już mówić o Tofet lub dolinie Ben-Hinnom, lecz o Dolinie Mordu; w Tofet będą grzebać zmarłych z braku innego miejsca. Trupy tego narodu staną się pożywieniem ptactwa drapieżnego w powietrzu i dzikich zwierząt na ziemi, których nikt nie odpędzi (Jr 7, 31–33)19.

Dla Żydów współcześnie żyjących symbol pieców jest w dalszym ciągu porażający, posiada moc magiczną. Analiza opisów funkcjonowania obozów koncentracyjnych przynosi obfity materiał. Tomasz Gabiś cytuje Eli Wiesela:

Niedaleko od nas z dołu buchały płomienie, gigantyczne płomienie. Coś palili. Ciężarówka zatrzymywała się przed dołem dostarczając swój ładunek – małe dzieci. Dzieciaczki! Tak, widziałem to na własne oczy (…)20.

Wrażenie jest tak silne, że u prawdziwych wyznawców „religii Holocaustu” doprowadza do zatarcia różnicy pomiędzy komorą gazową a krematorium. Nie rozróżnia ich np. Kalman Sultanik, wiceprzewodniczący Światowego Kongresu Żydów, zdaniem którego

hitlerowcy próbowali przenieść swoich więźniów do obozów z krematoriami, gdzie można ich było szybko zagazować

Schodząc po stopniach krematorium można zobaczyć i utożsamić się z setkami tysięcy ofiar (…)21.

Rabin Joskowicz twierdzi, że jedynym symbolem Auschwitz „powinien pozostać komin krematoryjny22. Potężne kominy ziejące ogniem są stałym elementem filmów poświęconych Holocaustowi.

Warto w tym kontekście przypomnieć sobie dyskusję dotyczącą wypadków mających miejsce w Jedwabnem w 1941 roku, jak na ludzką wyobraźnię działał opis płonącej stodoły pełnej pomordowanych Żydów. Polscy publicyści oraz przedstawiciele IPN z niebywałym zacięciem bronili tezy, że spalono zastrzelonych Żydów, a nie żywych, absolutnie nie zauważając, iż dla holocaustystów nie stanowi to żadnej różnicy. Spalenie ciała żydowskiego powoduje potężne konsekwencje eschatologiczne. Judaizm nie posiada dopracowanych poglądów dotyczących zmartwychwstania23; dla Żydów możliwość normalnego, pełnego zmartwychwstania posiadają jedynie ci, którzy zostali złożeni do grobu bez uszczerbku na swoim ciele. Zwłoki zniszczone, spopielone, mają automatycznie zablokowaną możliwość odrodzenia. Na tym polegała perfidia nazistów, że nie tylko zabijali, ale niszczyli ciała. To prawdziwa tragedia Holocaustu!

2° Sześć milionów ofiar stanowi czytelny dla judaizmu symbol religijny, bowiem tradycja kabalistyczna uważa, że pod znanym nam tekstem hebrajskim Pisma św. ukryte jest dodatkowe przesłanie zawarte w liczbach. Każdej literze, każdemu wyrażeniu, każdemu wersowi odpowiada konkretna wartość numeryczna. Według tej tradycji, która uzyskała sporą akceptację w środowiskach syjonistycznych, Żydzi uzyskają swoje państwo, odbudują biblijny Izrael, jeśli utracą sześć milionów Żydów. Literze alfabetu hebrajskiego – vav odpowiada cyfra 6; według tradycji kabalistycznej posiada ona „potężną siłę twórczą”. Holocaustyści nawiązują do tej bogatej tradycji, która idealnie pasuje do ich sposobu myślenia, przez co dogmat sześciu milionów zostaje zespolony z tradycja żydowską. Kabaliści odczytują sybolicznie pierwszą literę vav użytą w Torze jako łącznik nieba i ziemi, symbol emanacji Kreatora, co odpowiadałoby mniej wiecej literze „i”. Z tego powodu vav łączy przeszłość z przyszłością (lub przyszłość z przeszłością) i zwiastuje, według kabalistów, nadejście Mesjasza. Holocaustyści odczytują literę vav, czyli liczbę 6, jako historyczno-mistyczną figurę zwiastującą po całopalnej ofierze Holocaustu nastanie czasów wywyższenia Żydów. Vav jest symbolem w pełni wpisującym się w ideę żydowskiego wybraństwa i ekskluzywizmu – vav ukrywa w sobie potężne treści: piękno (tiferet), potęgę dyscypliny, segregacji i sprawiedliwosci (gevurah) oraz zwycięstwo (netzach). Są to wszystko symbole wyższości – prawdziwe piękno odpowiadające tylko Żydom wybranym przez samego Boga, potęga jedności i wspólnoty, oddzielenie od nieczystych gojów, pognębienie fizycznych wrogów i unicestwienie ich. Sytuację tę przewiduje profetycznie Talmud:

Bóg powiedział: Czy mógłbym zapomnieć ofiarę całopalenia? Rabin Tanchum, syn Chaniliasa powiedział: w godzinie, kiedy Hananja, Misael i Asarja przyśpieszą czas płonących pieców, ludzie z całego świata przybędą razem uderzyć w twarz wrogów Izraela24.

Erwin Löwe w pracy poświęconej Chaimowi Weizmannowi, długoletniemu prezydentowi Światowej Organizacji Syjonistycznej i Agencji Żydowskiej, a wkrótce po wojnie pierwszemu prezydentowi Izraela, pisał, że około25 listopada 1936 roku w swojej mowie przed Królewską Komisją w Jerozolimie definiował on „sześć milionów”, jako symboliczną figurę żydowskiego przeznaczenia25. Wyobrażenie było dla Żydów tak silne, że już przed II wojną światową pojawiły się informację o zabitych sześciu milionach Żydów przez antysemickie oddziały atamana Petruli. „The American Hebrew” (The Crucifixion of the Jews Must Stop, nr 582, 31 X 1919) pisał:

Sześć milionów mężczyzn i kobiet umiera… 800 tysięcy dzieci płacze za chlebem. Ich los nie został spowodowany żadną ich winą… ale przez okropieństwa wojny i zajadłą żądzę żydowskiej krwi. Grozi im holocaust ludzkiego życia (threatened holocaust of human life)26.

Wraz z dużymi stratami Żydów w czasie hitlerowskiej okupacji Europy, kabalistyczna figura odżyła na nowo, wieńcząc starania żydowskie o uzyskanie swojego państwa w Palestynie w 1948 roku27. Przewodniczący Konferencji Wyzwolonych Żydów, Zalman Grinberg, stwierdził 27 I 1946 r. w czasie konferencji w Monachium, że Żydzi „złożyli w ofierze sześć milionów ludzi28. W ten sposób sześć milionów ofiar stało się brakującym ogniwem między narodem żydowskim a Ziemią Obiecaną, wysoką ceną wystawioną przez Jahwe, sposobem dla żydowskich dusz na oczyszczenie z wszystkich grzechów, które doprowadziło do wyodrębnienia tych szczęśliwie „wybranych”, którzy przeżyli czas „pieców utrapienia”.

3° Judaizm przywiązuje bałwochwalczą wręcz cześć dla ciał zmarłych Żydów; nie ma ona nic wspólnego z okazywanym powszechnie szacunkiem dla zmarłych. Prof. Szahak, omawiając interpretację halachiczną dotyczącą zwłok i cmentarzy (Lb 19, 16), stwierdza, że „pobożni Żydzi mają magiczny wręcz stosunek do żydowskich zwłok i żydowskich cmentarzy”, a ciało zmarłego Żyda jest zarówno święte, jak i nieczyste29. Interpretacja ta nie dotyczy absolutnie zwłok nieżydowskich i nieżydowskich cmentarzy30, co tłumaczyłoby opory wyznawców „religii Holocaustu” przed przyznaniem, że wśród ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych byli również goje. Z tego przeświadczenia religijnego wynika również domaganie się przyznania specjalnego statusu terenom byłych obozów koncentracyjnych, zwłaszcza dla miejsca „wyjątkowego” (Kalman Sultanik), czyli Auschwitz. Wiceprezes Światowego Kongresu Żydów Kalman Sultanik przyznaje, że „Oświęcim ma status szczególny”, „Oświęcim jest dla Żydów świętym cmentarzem31. Naczelny rabin Polski Pinchas Menachem Joskowicz, dla którego Auschwitz jest „świętsze niż Ściana Płaczu”, mówi:

Ten cmentarz jest w powietrzu. Zawsze, gdy tam jestem, słyszę modlitwę, którą miliony zamordowanych moich współwyznawców wypowiadały przed śmiercią32.

Władysław Bartoszewski dodaje:

Wielkim grobem zbiorowym jest sam teren ich męczeństwa, co musi nadawać mu szczególne znaczenie w dzisiejszej świadomości nowych pokoleń ludzi33.

Uniwersalizm przez judaizację

Gdyby „religia Holocaustu” pozostała jedynie w obrębie wcześniejszego judaizmu, można przypuszczać, że nie uzyskałaby tak przemożnego wpływu na ludzi. Zamknięcie, ksenofobia, partykularyzm judaizmu definitywnie uniemożliwiłby skuteczną akcję misyjną, jaką podejmowano od lat ’60. Dopiero przezwyciężenie partykularyzmu żydowskiego na rzecz specyficznie pojętego „uniwersalizmu przez judaizację” umożliwiło osiągnięcie sukcesu. Do tego celu „religia Holocaustu” wykorzystała wiele elementów charakterystycznych dla chrześcijaństwa. Ukute zostały nowe terminy, np. „judeochrześcijaństwo”. Pomocne okazały się również wpływy żydowskie w światowych mediach. Od pewnego czasu widoczne jest „radosne rytotwórstwo” dla elit politycznych i dla gminu34.

Ofiary obozów koncentracyjnych zaczęto utożsamiać z ukrzyżowanym Chrystusem, w końcu stylizować na Ukrzyżowanego (zobacz ilustracja)35. W filmie Stevena Spilberga Lista Schindlera korzystano ze specjalnych ujęć pod światło, aby głowy Żydów wieńczyło coś na kształt aureoli. W stylizowanych na świątynie muzeach Holocaustu36 zorganizowano zwiedzanie oparte na chrześcijańskim rozpamiętywaniu zbawczej śmierci Chrystusa, czyli na Drodze Krzyżowej. Każdy zwiedzający Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie otrzymuje biogram konkretnej ofiary i idzie „stacjami jej męki”. W domach żydowskich wyznawców „religii Holocaustu” zamiast jedzenia macy stopniowo przyjmuje się zwyczaj jedzenia suchego chleba i łupin kartofli37. Można to interpretować jako kalkę postu chrześcijańskiego w czasie Wielkiego Tygodnia. Nie tylko szczątki ofiar, ale i prywatne przedmioty pozostawione przez nich czci się jak święte relikwie. Dotyczy to nie tylko podarowanych muzeum Yad Vashem w styczniu 1994 roku dwóch dywanów zrobionych z włosów Żydów z Oświęcimia, czy kostek mydła RIF, traktowanych jako mydło zrobione z ludzkiego tłuszczu (co okazało się nieprawdą), ale również sprawy „obrazów-relikwii z Oświęcimia” (sic!) Diny Gottlieb-Babbit38. Do świętych miejsc „religii Holocaustu” organizuje się pielgrzymki, np. tzw. „Marsze Żywych”, w czasie których wywołuje się wśród żydowskiej młodzieży przekonanie o wszechobecnej nienawiści gojów do Żydów. „«Tak strasznie się boję, dłużej tego nie wytrzymam, chcę już być w Izraelu», w kółko powtarza dziewczyna z Connecticut39. Jak w każdej fałszywej religii, holocaustyzm również posiada swoje „pseudocuda”. Tomasz Gabiś w swoim już wielokrotnie cytowanym artykule opisuje holocaustyczne „cuda” – Mosze Peer, mając jedenaście lat, w czasie swojego pobytu w Bergen-Belsen przynajmniej sześć razy znalazł się w komorze gazowej. Był za każdym razem świadkiem śmierci innych Żydów, którzy ginęli w straszliwych męczarniach (montrealska „The Gazette” z 5 VIII 1993); sam z komory gazowej wychodził bez szwanku. Arnold Friedman, świadek w procesie Ernsta Zündela, zeznał, że po kolorze dymu z krematoryjnego komina rozpoznawał, jacy Żydzi są paleni. Jeśli kolor dymu był niebieski, wtedy palono Żydów węgierskich, jeśli zielony – Żydów polskich („The Globe and Mail”, 12 I 1985, s. 1–2.) Wyjątkowym „cudo-twórcą” jest jednak Elie Wiesel, którego książki roją się od zdarzeń sprzecznych z logiką i zwykle obowiązującymi prawami fizyki. W książce Bóg po Oświęcimiu (s. 41) przytacza wspomnienie J. Wiernika o tym, że w Treblince stłaczano 450 do 500 ludzi w 4-metrowej (!!!) komorze gazowej, w Słowach obcego (Paryż 1982, s. 86) opisując mord w Babim Jarze, w czasie którego ciała zabitych hitlerowcy zakopali w olbrzymich dołach, pisze:

Później dowiedziałem się od jednego ze świadków, że miesiąc za miesiącem ziemia nie przestawała drżeć i od czasu do czasu, wytryskiwały z niej gejzery krwi40.

Wielkimi aferami zakończyła się eksploatacja perwersyjnych horrorów pisanych przez rzekomych „Holocaust survivors” Martina Graya (autor Wszystkim, których kochałem) i Beniamina Wiłkomirskiego (autor Fragmentów). W pierwszym przypadku autobiograficzny bestseller o Treblince i okupacji w Polsce, mocno wykorzystywany przez media, okazał się apokryfem, nie napisanym nawet przez samego autora, ale wynajętego „ghostwrittera”41. W drugim przypadku izraelski dziennikarz Daniel Ganzfried udowodnił absolutne fałszerstwo autobiograficznych wspomnień dziecka z Auschwitz, świadczące o niezrównoważeniu umysłowym autora, Szwajcara podającego się za uratowanego bałtyckiego Żyda42. Mentorzy „religii Holocaustu” nie przejęli się prawdą, dotyczącą Fragmentów Wiłkomirskiego. Wydawca książki Arthur Samuelson stwierdził: „jeśli nawet to nieprawda – wówczas Wiłkomirski staje się jeszcze lepszym pisarzem43. W szczery i poetycki sposób wyraziła to Joanna Tokarska-Bakir, broniąc literatury „faktu” pokroju Sąsiadów J. T. Grossa: „Takie opowieści wyróżniają się tym, że są prawdziwe nawet wówczas, gdy w ogóle nie miały miejsca44. Hitler, skonfrontowany z prawdą dotyczącą Protokołów Mędrców Syjonu, tego misternego falsyfikatu carskiej Ochrany, stwierdził, że nawet jeśli nie są one autentyczne, w doskonały sposób oddają „mentalność żydostwa”. Według liberalnego schematu, kłamstwo to przecież tylko „subiektywna prawda” – jak mawiał Oskar Wilde, „Prawda?… Ależ to tylko kwestia formy”.

Wszyscy święci Holocaustu

Osobny problem stanowią holocaustyczni „święci”. Do tego miana pretenduje niewątpliwie Anna Frank, autorka sławnego Dziennika, zmarła w obozie Bergen-Belsen.

Wpływ Dziennika (Anny Frank – przyp. H. H.) był ogromny, szczególnie w młodym pokoleniu, wśród uczniów, młodzieży i studentów. W Niemczech w latach pięćdziesiątych rozwinął się swego rodzaju kult Anny Frank podobny do ruchów zainicjowanych przez św. Teresę i św. Bernadettę. W 1957 roku masowe emocje znalazły swój wyraz w pielgrzymce dwóch tysięcy młodych ludzi, głównie z Hamburga, do Bergen-Belsen, gdzie w padającym deszczu podczas ceremonii składano kwiaty na masowych grobach, w jednym z których pochowana została Anna Frank44.

Postacią popularną w kręgach „chrześcijańskich” „religii Holocaustu” jest Etty Hillesum, 27-letnia Żydówka z Holandii, autorka dziennika i licznych listów, która zginęła prawdopodobnie w Auschwitz. Jest ona szczególnie atrakcyjnym symbolem dla dzisiejszych modernistycznych kręgów intelektualnych ze względu na swoje „poszukujące”, czy raczej „anonimowe chrześcijaństwo”. Etty była Żydówką przeżywającą fascynację chrześcijaństwem, kobietą o rozchwianej osobowości, niestałą, autodestrukcyjną, ale to bynajmniej nie przeszkadza w stwierdzeniach w stylu: „Etty Hillesum szła do świętości prowadzona przez samego Pana Boga46. Z drugiej strony środowiska holocaustyczne skutecznie oprotestowały próby beatyfikacji królowej Hiszpanii Izabeli Katolickiej i (nieskutecznie) Piusa IX, argumentując, że postacie te szerzyły antysemityzm i dały podwaliny pod Holocaust Żydów. Propagandowe oddziaływanie modernistycznych „gęgaczy” doprowadziło do poważnego zatarcia katolickiego pojęcia świętości odnośnie do takich postaci jak św. Maksymilian Maria Kolbe i św. Teresa Benedykta od Krzyża. Kto dziś wie, że św. Teresa Benedykta od Krzyża to właśnie Edyta Stein, która zginęła w hitlerowskim obozie koncentracyjnym? Wyznawcą „religii Holocaustu” udało się przejąć kontrolę nad przeszłością, wypierając z powszechnej świadomości fakt, że siostra Teresa była nawróconą na katolicyzm Żydówką. Dla holocaustystów jest to nieistotny detal.

Edyta Stein (…) została skazana na śmierć nie dlatego, że była chrześcijanką, ale dlatego, że była Żydówką. Niech będzie to dla nas przypomnieniem, że kto poniewiera judaizm, ten poniewiera Chrystusa

– powiedział w wywiadzie ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel47. Ze względu na swoje zdecydowanie antyjudaistyczne poglądy, św. Maksymilian nie może dostąpić holocaustycznego zbawienia. Jest postacią „kontrowersyjną”, Świętym dostępującym wywyższenia „warunkowo”, przez wzgląd na śmierć w obozie, przez „wkupienie się” w śmierć żydowskich ofiar Holocaustu. Wyznawcy „religii Holocaustu” całkowicie pomijają świątobliwe życie o. Maksymiliana, jego pracę misyjną, działalność społeczną, dzieło Milicji Niepokalanej, za które dostąpił wywyższenia na ołtarze. Jego męczeńska śmierć była zwieńczeniem świętego życia. Dla holocaustystów „Kościół nie czci Kolbego za jego przedwojenne poglądy, ale za świadectwo, jakie złożył w obozie koncentracyjnym48. Świętość nie musi mieć wiele wspólnego z poglądami o. Kolbego, chociaż stanowiły one treść jego świętego życia i właśnie wierność nauczaniu Chrystusa doprowadziła do zwieńczenia jego życia heroicznym aktem poświęcenia. Ale cóż to znaczy w obliczu takiego stwierdzenia Ernesta Hemingwaya: „Dziś nie potrzeba nam ludzi, potrzeba nam antyfaszystów!”.

Kościół jako Synagoga

„Religia Holocaustu” może zaakceptować jedynie chrześcijaństwo zdetronizowane z Krzyża. Jezusa, jeszcze jednego zamordowanego Żyda, który jednak nie sprawuje swojej królewskiej władzy z Boskiego tronu ani nie szafuje swojego miłosierdzia z tronu Krzyża. Może zaakceptować chrześcijaństwo pozbawione zbawczej siły Ofiary złożonej przez Chrystusa za całą ludzkość, w tym za Żydów, ponieważ odrzuca jednoznacznie Jezusa Chrystusa jako Mesjasza. Akceptuje „chrześcijaństwo” bez istoty chrześcijaństwa, sprowadzone do poziomu społecznej organizacji walczącej o pokój na ziemi, walczącej z wszelkimi przejawami dyskryminacji, potępiającej grzechy społeczne, np. „antysemityzm”. W istocie „religia Holocaustu” nie potrzebuje chrześcijaństwa. Toleruje chrześcijaństwo, ponieważ jeszcze jest użyteczne, tak jak antyczne chrześcijaństwo tolerowało elementy żydowskie w swoim łonie do momentu, kiedy były one użyteczne. Przezwyciężając partykularyzm judaizmu, jego etniczną ograniczoność, przyjmując i akceptując uniwersalizm, musiała „religia Holocaustu” siłą rzeczy upodobnić się powierzchownie do chrześcijaństwa – stąd tyle znajomych elementów. Nawet podobny język sformułowań. Rabin Irving Greenberg głosi nowy „uniwersalizm przez judaizację”, używając niemalże chrześcijańskiego języka:

Zanim nastanie ten czas (koniec czasów – przyp. H. H.), lud Izraela, służąc jako awangarda ludzkości, jest wezwany do tego, by tworzyć przyczółki zbawienia. Lud wybrany, Izrael, jako awangarda spełnia trzy klasyczne role. Po pierwsze, i przede wszystkim, jest nauczycielem ludzkości. (…) Po drugie, lud Izraela służy jako model wspólnoty, żywy przykład systemu wartości i drogi wiodącej do doskonałości. Żydzi albo inspirują przez przykład, co oznacza uświęcenie Bożego imienia (kiddush hashem), albo są obrazem niepowodzenia w spełnieniu tej misji, co umniejsza Bożą reputację (hilul hashem). Wreszcie też współpracują z innymi ludźmi w procesie osiągania doskonałości (…)49.

W ten sposób synagoga tryumfuje nad Kościołem…

Podsumowując, „religia Holocaustu” nie jest żadną nową religią, ale jest zwieńczeniem judaizmu – nowym judaizmem, w doskonalszej, bardziej uniwersalnej formie. Jest niewątpliwie zeświecczona i egalitarna, neguje potrzebę istnienia sakralnego duchowieństwa, ale dzięki temu stała się atrakcyjnym „towarem”, „opium” dla dzisiejszych liberalnych, zlaicyzowanych „elit” intelektualnych. Intelektualiści odnajdują w „religii Holocaustu” bliski swoim ideałom wzór zaangażowanego klerka, stającego się nowym kapłanem społeczeństwa, któremu może wyznaczać nowe drogi w przyszłości. Obserwujemy to chociażby na łamach angażującego się „Tygodnika Powszechnego”. „Religia Holocaustu” jest – zabrzmi to paradoksalnie – wersją uniwersalnej idolatrii żydowskiej, w której zbawienia dostąpić mogą jedynie „duchowi żydzi” i etniczni przedstawiciele „narodu wybranego”. Jeśli przyjęlibyśmy za prawdziwą tezę prof. Jacoba Talmona, że totalitaryzm to „dyktatura niesiona przez falę społecznego entuzjazmu i wiary mesjanistycznej50, to mamy właśnie do czynienia z przykładem takiego nie znoszącego sprzeciwu, głoszonego powszechnie, przekonanego o swoim wybraństwie intelektualnego totalitaryzmu. Totalitaryzmu, który przeraża nas katolików, tak samo jak wiernych tradycyjnemu judaizmowi Żydów, którym wolno z powodów religijnych w Izraelu negować zasadność stworzenia i funkcjonowania Państwa Izrael, ale nie toleruje się absolutnie żadnych wątpliwości związanych z dogmatami „religii Holocaustu”51. [cdn.]

 

„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

cz. III: Dogmat o wyjątkowości Holocaustu a doktryna katolicka

Żydowski historyk Alfred M. Lilienthal „bluźni” przeciw „religii Holocaustu” utrzymując, że

nie ma przesady w stwierdzeniu, iż otaczanie boską czcią państwa Izrael i Holocaustu stało się Złotym Cielcem dla Żydów i powoli zastępuje cześć oddawaną Jahwe1.

Nie mogą dziwić te słowa, biorąc pod uwagę stopniowe zastępowanie przez Żydów tradycyjnej, judaistycznej idei wybraństwa wybraństwem holocaustycznym, w którym jedynie godnym czci obiektem są Żydzi. Niemniej słowa żydowskiego historyka burzą spokojny obraz zgliszcz cywilizacji europejskiej i sielankowy obraz sterczących kikutów „przedoświęcimskiej” teologii antyjudaistycznej, prezentowany przez „chrześcijańskich” holocaustystów, którzy opierają swoje poglądy na „zakorzenianiu” dogmatów nowej religii w „autentycznym chrześcijaństwie”, „nowoczesnej biblistyce” czy „twórczym ekumenizmie”.

Dogmatyka

W tej części opracowania dogmaty „religii Holocaustu” zostaną skonfrontowane z nauczaniem Kościoła katolickiego. Siłą rzeczy będzie to część posiadająca charakter apologetyczny, skierowany nie tyle do żydowskich wyznawców i „kapłanów” „religii Holocaustu”, co do zdezorientowanych katolików, narażonych na oddziaływanie holocaustystów w prasie ekumenicznej czy w wypowiedziach modernistów.

Dogmaty „religii Holocaustu” można ograniczyć do czterech podstawowych: 1° Holocaust był wydarzeniem historycznym o charakterze sakralnym, wyjątkowym, nieporównywalnym i bezprecedensowym, przez co stanowi centrum historii nie tylko Żydów, ale i całej ludzkości – z tego powodu każde porównywanie Holocaustu z innymi przykładami eksterminacji jest bluźnierstwem; 2° Holocaust znosi dotychczasowy stosunek człowieka do Boga i ogólnoludzkich wartości; Bóg utracił w wyniku tragicznych wydarzeń II wojny światowej szacunek ludzi, został „zabity”, „unicestwiony” wraz z Żydami w komorze gazowej; „śmierć Boga” w komorze uniezależnia stworzenie od Stwórcy, jako wydarzenie Holocaust detronizuje okrutnego Boga i zastępuje kultem człowieka; 3° chrześcijaństwo, a konkretnie Kościół katolicki, ponosi pełną odpowiedzialność za Holocaust; 4° Holocaust unaocznił słabość, zakłamanie, niedostateczność i zbrodniczość cywilizacji europejskiej, która nie jest godna przewodzenia ludzkości.

Nigdy nie porównuj!

Pierwszy dogmat brzmi: „Nie porównuj! Nie będziesz miał innego Holocaustu prócz tego jednego!” – w związku z tym każde dokonywane porównanie genocydów w dziejach ludzkości jest traktowane jako niestosowne i pomniejszające rozmiary „jedynego Holocaustu2. Wydarzenie Holocaustu uznano za wyjątkowe w dziejach ludzkości. Proces ten charakteryzuje Jakub Neusner, zauważając jego polityczną konotację związaną z politycznymi rezultatami wojny prowadzonej przez Izrael w 1967 roku3. Norman G. Finkelstein powołuje się na żydowskiego historyka Dawida Stannarda, wykpiwającego „pracowitość hagiografów holocaustu, dowodzących wyjątkowości żydowskiego losu z zapałem i pomysłowością religijnych fanatyków4. Bo też poglądu o wyjątkowości Holocaustu na tle innych wydarzeń historycznych nie sposób ujmować jedynie w wąskim, politycznym kontekście, ale należy widzieć w kontekście religijnym, o czym już pisałem we wcześniejszej części artykułu. Jerzy Steiner pisze:

Jeśli w ogóle zachodzi różnica jakościowa pomiędzy Szoa a niezliczonymi w historii masowymi mordami, przed i po Oświęcimiu, to musi ona tkwić znacznie głębiej: w świecie symbolu, metafizyki i teologii5.

Z tego powodu właśnie wszystkie aspekty działalności ludzkiej rozpatrywane są z punktu widzenia Holocaustu, przez pryzmat holocaustyczny spogląda się na religię, politykę, historię, literaturę – przeszłość i przyszłość6.

Wyznawcy „religii Holocaustu” skłonni są uznać podobieństwo licznych w dziejach ludzkości genocydów, skłonni są – jak np. wspomniany już Adam Michnik – uznać wyjątkowość pewnych zbrodni dla określonych wspólnot, ale absolutnie nie zgadzają się na zrównanie ich z Holocaustem, twierdząc, że ten posiada wyjątkowość uniwersalną, ogólnoludzką. Elie Wiesel wielokrotnie stwierdza, że „uniwersalność Holocaustu polega na jego wyjątkowości7. Henryk Grynberg twierdzi, że Holocaust jest „ukoronowaniem zbrodni ludzkości przeciwko Żydom” (ludzkości? Tamilów?… Eskimosów?… Hutu?… Polaków?… Greków?… Boliwijczyków?…), „zbrodnią ludzkości, i jej sprawcy, niestety, reprezentują całą ludzkość8. Piotr Weil i Jan Kahn w liście będącym wewnętrzną polemiką holocaustystów, adresowanym do Adama Michnika, zarzucają Polakom, że ci „nie mogą zaakceptować szczególnego charakteru żydowskiego cierpienia w Oświęcimiu9. Teolożka „religii Holocaustu” prof. Hanna Świda-Ziemba w programowym artykule Hańba obojętności zawarła szereg przemyśleń dotyczących wyjątkowości Holocaustu10.

Czym był Holocaust? Otóż bezspornie – mimo że w ludzkim świecie popełniono wiele straszliwych i masowych zbrodni – był jednak zbrodnią wyjątkową, wręcz niewiarygodną. Był skandalem Europy XX wieku. Charakteru tej zbrodni nie da się z niczym porównać.

Pani profesor zdaje sobie sprawę, że można porównać liczby różnych zbrodni, ale tu nie chodzi o liczby, ale o „ZASADĘ, wedle której dokonano zbrodni”. Zasada ta zaważyła na doświadczeniach tych, którzy zginęli i świadomości tych, którzy przeżyli spośród narodu żydowskiego, gdziekolwiek by zamieszkiwali. Żydów nie tylko zgładzono, „ale – co najistotniejsze – ograbiono ich z człowieczeństwa”. Naziści zarządzili akcję, którą traktowali jak „odszczurzanie miasta”. „Zagłada Żydów (rozumianych «rasowo») dokonała się «na zimno», planowo, z użyciem wszelkich nowoczesnych środków technicznych”. Dotyczyła wszystkich Żydów, których „zrównano”, gdyby nawet mieli tylko „kroplę krwi żydowskiej11. W tym kontekście należy podkreślić szczególnie ulubione dla ks. Wekslera-Waszkinela słowa Elie Wiesela: „nie wszystkie ofiary wojny były Żydami, ale wszyscy Żydzi byli ofiarami12.

W innym ważnym artykule Maria Janion rozprawia się z widmem antysemityzmu krążącym nad Polską, a może i całą Europą. Kończąc swój obszerny tekst, pisze: „Shoah nie jest jedną z wielu w dziejach zbrodni ludobójstwa, lecz zjawiskiem wyjątkowym” i że

głos Żydów jest głosem pierwszym, panującym nad symfonią cierpienia. I to nie dlatego, że Żydzi umieją wszystko rozgłosić na cały świat i wszystko sprzedać, lecz dlatego, że to, co spotkało naród żydowski, pozostaje czymś nieporównywalnym13.

Maria Janion, podobnie jak ks. Michał Czajkowski i inni, jest zwolenniczką modnej w polskich środowiskach holocaustycznych doktryny „braku symetrii”, która jest rodzimą modyfikacją dogmatu o wyjątkowości Holocaustu14. Z punktu widzenia tej doktryny nie ma symetrii w rozmowach polsko-żydowskich, ze względu na wyjątkowość Holocaustu. Dokonuje się w ten sposób podziału na cierpienie polskie – podrzędne, i cierpienie żydowskie – szczególne. Dzieli się ból ludzi na ważny i mniej ważny, bolesny i bardziej bolesny, zwykły i wyjątkowy. Jak bardzo wiąże się ten pogląd z dogmatem o wyjątkowości, niech świadczy zauważalne pomijanie w licznych pracach holocaustycznych poświęconych obozom koncentracyjnym faktu, że umierali lub ginęli w nich przede wszystkim NIEWINNI ludzie, bez względu na narodowość czy wyznawaną religię. Holocaustyści zauważają jedynie Żydów, nie zaś niewinne ofiary zbrodni. Bardzo dużą rolę w tworzeniu się opinii holocaustycznych mówiących o nieporównywalnym, wyjątkowym charakterze Holocaustu odegrała propaganda komunistyczna po II wojnie światowej, starająca się ukryć prawdę o bolszewickich zbrodniach, skrywając je za „jedynymi” i „nieporównywalnymi” zbrodniami hitlerowskimi.

Większość tekstów pisanych przez holocaustystów bez głębszej refleksji przechodzi nad dogmatem o wyjątkowości Holocaustu, składając kilkuzdaniową deklarację wiary w dogmat. Natomiast te traktujące o wyjątkowości toną w ogólnikach. Ks. Waldemar Chrostowski widzi wyjątkowość Shoah w przygotowaniu „ideologicznym, technicznym i technologicznym15. Jest to pogląd bliski koncepcjom żydowskiego historyka Raula Hilberga, który widzi wyjątkowość Holocaustu w „zabijaniu na zasadzie taśmowej16. Władysław Bartoszewski z kolei ujmuje to słowami:

planowa zagłada milionów ludzi, ich dotkliwe cierpienia fizyczne i psychiczne, doznawane bez różnicy płci i wieku, śmierć powolna z głodu i chorób w obozach koncentracyjnych i gettach, śmierć gwałtowna w egzekucjach masowych, śmierć męczeńska w komorach gazowych zbudowanych przez niemieckich specjalistów w celu realizacji państwowego programu działań Trzeciej Rzeszy17.

Dla Stefana T. Katza, autora książki poświęconej wyjątkowości Holocaustu, polegał on na tym, że

nigdy przedtem żadne państwo świadomie nie kierowało się zasadą i w oparciu o nią nie realizowało polityki fizycznego unicestwienia każdego mężczyzny, kobiety i dziecka, należącego do jednego konkretnego narodu18.

Podsumowania rozważań na temat literatury poświęconej m.in. udowodnieniu tezy o wyjątkowości Holocaustu dokonuje w swojej pracy Alicja Grochowska, stwierdzając „bezprecedensowość zagłady Żydów” i rozpatrując ją nie tylko z punktu widzenia wydarzenia historycznego, ale również gospodarczego, administracyjnego i psychologicznego19. Michał R. Marrus w swojej pracy dokonał porównania licznych genocydów zeszłego stulecia (rzeź Ormian, sztuczny głód na Ukrainie itp.); jego wnioski za każdym razem potwierdzają wyjątkowość Holocaustu. Wyjątkowość zasadza się na totalności ideologii i przełożeniu tej abstrakcyjnej koncepcji na planowe i logiczne morderstwo. Los Żydów był wyjątkowy, ponieważ ich zagłada miała być totalna, nikt nie miał ocaleć20. Omawiany przez Grochowską S. Friedlander uważa z kolei, że naziści jako pierwsi w dziejach „wypracowali i zastosowali ideę systematycznej eksterminacji Żydów”, co świadczy o wyjątkowości Holocaustu21.

Stopniowanie cierpienia

Już pobieżna analiza tych tekstów powoduje zdumienie. Z punktu widzenia logiki oraz argumentów historycznych twierdzenia holocaustyczne nie dają się obronić. Powszechny i prawdziwy jest pogląd historyczny, zauważający wyjątkowość każdego (!) wydarzenia, ale jednocześnie uznający podobieństwo formalnie, ale nie treściowo takich samych (podobnych) wydarzeń. Zwolennicy „religii Holocaustu” odrzucają ten punkt widzenia. Wszystkie przykłady zbrodni i ludobójstwa są ich zdaniem takie same, za wyjątkiem Holocaustu, który posiada specjalny status historyczny. Jan-Michał Chaumont prócz tego, że zauważa sprzeczności w argumentacji holocaustycznej dotyczącej wyjątkowości, twierdzi, że jakakolwiek polemika z ich argumentami jest bezsensowna, ponieważ powoduje jedynie budowanie nowej, jeszcze mętniejszej i bardziej skomplikowanej wykładni „jedynego Holocaustu22. Cytując słowa Marka Edelmana, bojownika żydowskiego ruchu oporu, można by powiedzieć, że „z fanatykami nie ma o czym mówić”.

Niewątpliwie prawdziwy jest pogląd Chaumonta, że przekonanie o wyjątkowości Holocaustu wywodzi się z judaistycznego przekonania o wybraństwie Żydów23. Stanisław Krajewski wyraża to jasno:

Tylko wtedy, gdy wierzymy w wybranie Izraela, wszystko jedno, czy jesteśmy Żydami, czy chrześcijanami, niemożliwe staje się pełne porównanie „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” z innymi zbrodniami masowego zabijania. (…) Tezę o wyjątkowości Zagłady można uzasadniać, ale każda argumentacja może być podważana. Groza Zagłady ma oczywisty wymiar teologiczny, gdy uznamy prawdę o Bożym wybraniu Żydów. Wtedy bowiem wyobrażalność całkowitego usunięcia Żydów z powierzchni Ziemi staje się tezą na temat Boga

– pisze Krajewski24. Wybraństwo, w które wierzą Żydzi, a wśród chrześcijan pewna część sekty ekumenicznej, nadaje ofiarom żydowskim II wojny światowej szczególny status ontologiczny, o którym pisze Tomasz Gabiś. Różnią się one właśnie swoim wybraństwem, stąd ich śmierć posiada wymiar sakralny – w przeciwieństwie do ofiar cygańskich, polskich czy rosyjskich, których śmierć należy do sfery profanum. Gabiś pisze:

wyższy status ontologiczny ofiar sprawia, że „Holocaust” staje się czymś absolutnie wyjątkowym, z niczym nieporównywalnym. Inaczej rzecz ujmując to nie jedyność i wyjątkowość czynią z „Holocaustu” wydarzenie „dotykające nieskończoności”, „transcendentne wobec historii”, „jedyne w swoim rodzaju”. Najważniejszym czynnikiem rozstrzygającym o „wyjątkowości Holocaustu” nie jest już totalny charakter mordu, jego techniczny aspekt, jego pedantyczna i planowa organizacja itp. Najważniejsze jest kto padł jego ofiarą25.

Twierdzenie o wyjątkowości holokaustu to twierdzenie o wyjątkowości Żydów” – słusznie zauważa Norman G. Finkelstein26.

Niemiecki konserwatywny publicysta Mikołaj Kunze twierdzi, że porównywanie Holocaustu z innymi wydarzeniami historycznymi jest bezsensowne, ponieważ rozważane w sferze sakralnej wydarzenie próbuje się przenieść w rzeczywistość historyczną27. Jest to prawda.

Podsumujmy dotychczasowe rozważania na temat wyjątkowości Holocaustu: jest on uważany za wydarzenie wyjątkowe, ponieważ był zbrodnią ideologiczną, zaplanowaną, w której abstrakcyjna idea została przekuta w czyn; zbrodnią przeprowadzoną planowo i systematycznie przy pomocy najnowocześniejszych środków technicznych, przy zastosowaniu „metody taśmowej”, mającą na celu likwidację totalną całego narodu żydowskiego i wszystkich zaklasyfikowanych według kryteriów rasowych jako Żydzi. W istocie Holocaust jest wyjątkowy, ponieważ – w przeciwieństwie do zbrodni rewolucji w Wandei, wyniszczenia totalnego ludności tasmańskiej przez Anglików, wyniszczenia Indian przez rząd USA, rzezi Ormian dokonanej przez Turków, prawie stumilionowych zbrodni komunizmu, ludobójstwa dokonanego w demokratycznej Kampuczy przez Pol Pota czy procentowo takiego samego wyniszczenia ludności cygańskiej w Europie w czasie II wojny światowej – Holocaust dotyczy Żydów28. Dotyczył, jak stwierdził już wielokrotnie cytowany Abraham Foxman, „wybranych dzieci Boga”. „Żydowska pamięć Zagłady stała się pamięcią powszechną”, kwituje Konstanty Gebert29.

Holocaust a Ukrzyżowanie

Teologicznie „religia Holocaustu” uzurpuje sobie prawo do centralnego miejsca w historii ludzkości, znosząc tym samym Ofiarę Krzyżową Jezusa Chrystusa. Jest to teologiczna konsekwencja przyjęcia zasady „wyjątkowości” Holocaustu. Interesująco ujmuje to rabin Irving Greenberg, pisząc o Holocauście jako o „ukrzyżowaniu rodziny Jezusa i jego bliskich – narodu żydowskiego” w czasie ludobójstwa o takich rozmiarach, że prosi się o uzyskanie „rzekomo boskiej instrukcji”, która jednak nigdy nie została przez Boga dana ani nie przyszła Mu na myśl30. Pomijając wewnątrzżydowskie kłótnie o „współudział Boga w Zagładzie”, w wypowiedzi Greenberga zwraca uwagę utożsamienie zbawczej śmierci Zbawiciela ze śmiercią ludzi i sprowadzenie śmierci Jezusa Chrystusa do jednego z elementów odwiecznych prześladowań Żydów. Dawid Flusser, żydowski teolog z Jerozolimy, porównuje Najświetszą Maryję Pannę „do tych niezliczonych matek żydowskich, które opłakują swe pomordowane w okrutny sposób dzieci”. Jeszcze wymowniej przedstawił ten sposób holocaustycznego myślenia Schalom Ben-Chorin:

Obok Ciebie stoją tysiące matek żydowskich, które utraciły swe dzieci w komorach gazowych w Auschwitz, Majdanku i Treblince (…). Jesteś dla mnie żydowską matką, która musiała drżeć o swego Syna i patrzeć na jego śmierć z ręki wrogów Izraela31.

Biorąc pod uwagę tezę chrześcijańskiego teologa Jana-Chrzciciela Metza, mówiącą, że „[n]ie można już uprawiać teologii, która pomijałaby fakt, jakim jest Auschwitz”, można zaryzykować twierdzenie, pod którym prawdopodobnie podpisaliby się wszyscy holocaustyści, że na Ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa należy patrzeć przez pryzmat Holocaustu32. Tak też czynią zwolennicy „religii Holocaustu”, którzy żądają rewizji katolickich dogmatów stojących w sprzeczności z szeroko pojętą dogmatyką holocaustyczną. Alicja i Roy Eckardtowie żądają zniesienia dogmatu o Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, twierdząc, że był on zawsze wykorzystywany „tryumfalistycznie” przeciwko Żydom oraz że jest dogmatem „z gruntu antyhistorycznym i antyżydowskim33. Zniesienie tego dogmatu, czy też dyskretne usunięcie w cień, byłoby przyznaniem – miłym dla Żydów – że Jezus Chrystus nie był oczekiwanym Mesjaszem. Kto więc nim jest? Ortodoksi żydowscy w dalszym ciągu na niego czekają, holocaustyści widzą go w zbiorowości żydowskiej…

Musimy zdecydowanie stwierdzić, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem przysłanym przez Boga w celu odkupienia grzechów ludzkości, co zostało jednoznacznie przepowiedziane na kartach Starego Testamentu34. Również same słowa Chrystusa świadczą o tym, że jest Mesjaszem35. Dlaczego Żydzi odrzucili Mesjasza, czyli Jezusa Chrystusa, niepodobna jednoznacznie odpowiedzieć. Stanowi to „tajemnicę Izraela”, o której pisał do Rzymian św. Paweł (Rz 11, 25–31), nazywając ich „nieprzyjaciółmi” Ewangelii. Tajemnica ta została w tradycji chrześcijańskiej nazwana „zaślepieniem Izraela”, zaślepieniem Żydów pogrążonych w przyziemności i samouwielbieniu, reprezentowanemu przez faryzeuszy (Mt 23). Widomym znakiem pychy Izraela są słowa Żydów skierowane przeciwko Jezusowi:

Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11, 48–50).

Skazano niewinnego Człowieka, skazano Mesjasza na śmierć, by ratować w ich mniemaniu „cały naród”. Liczne próby i potężną karę zesłał Bóg na ten niegdyś „wybrany naród”, który miast wypełniać Jego wolę, odwrócił się od Niego ku „złotemu cielcowi” doczesności, pychy, potęgi i ziemskiej chwały. Tabu dla holocaustystów stanowi pogląd, że tragiczne dla Żydów wydarzenia II wojny światowej mogły być karą Bożą za ich zatwardziałość i wrogość względem Jezusa. Jak potężne to tabu, niech świadczą pełne złości słowa ks. Waldemara Chrostowskiego:

Każdy, kto dopuszcza możliwość, że w potwornościach Auschwitz, Majdanka czy Treblinki Bóg kolejny raz „odpłacił się” Żydom, karząc ich za upór i zatwardziałość, godzi w samego Boga, zaś taka pseudoteologia może być równoznaczna z bluźnierstwem36.

A więc spojrzenie na Holocaust przez pryzmat chrześcijańskiego stosunku do judaizmu jest „bluźnierstwem”… Ale jakim bluźnierstwem, chrześcijańskim czy judaistycznym? A może holocaustycznym? Ortodoksyjni Żydzi nie mają takich problemów jak ks. Chrostowski. Na przykład ortodoksyjny rabin sefardyjski Owadia Josef, powiązany z wpływową partią Szas, powiedział w kazaniu szabasowym:

Dziś wśród żyjących nie ma prawie nikogo, kto nie byłby reinkarnacją poprzednich pokoleń. Wśród tych dusz, które wcieliły się we współcześnie żyjących, są też takie, które skalały się grzechem cielca. Ale Bóg im tego nie zapomniał i nie wybaczył. Czyż tych sześć milionów Żydów, którzy zostali zamordowani przez nazistów, niech ich imię zostanie przeklęte, zginęło bez powodu? Nie, byli oni bowiem ucieleśnieniem tych, co popełnili ten i inne ciężkie grzechy!

Przewodniczący izraelskiego parlamentu Abraham Burg skomentował bez emocji wypowiedź rabina:

Wytłumaczenie przyczyn Holocaustu przedstawione przez rabina Josefa mieści się w kanonie teologii ultraortodoksów. Uważają oni, że Bóg jest surowy, ale sprawiedliwy. Nie mógłby więc pokarać tak straszliwie za winy niepopełnione, a więc Holocaust musiał być karą za grzechy. Nie wolno bowiem mieć pretensji do Boga, lecz tylko do ludzi.

(…) ciekawe, jaki wybuchłby skandal, gdyby coś podobnego powiedział Jörg Heider” – stwierdził trafnie szef izraelskiej partii Szinui, Tomasz Lapid37. Można powiedzieć, że wybuchłby światowy skandal, gdyby wypowiedział te słowa np. Jan Paweł II lub abp Życiński… Skoro na Ukrzyżowanie Jezusa z Nazaretu można spoglądać przez pryzmat Holocaustu, dlaczego jest zabronione i nazywane „bluźnierstwem” spojrzenie na Holocaust przez pryzmat Ukrzyżowania?… Czy pseudoteologia ks. Chrostowskiego zaneguje w końcu kary zsyłane przez Boga na wiarołomny naród w okresie przedchrześcijańskim? Kto ma rację: „autorytet” ks. Chrostowskiego, czy autorytet Pisma św.?

Co Holocaust znosi…, a kogo nie znosi…

Część Żydów, tych nastawionych liberalnie, mających problemy z teologicznym umocowaniem Holocaustu w swoim światopoglądzie, jak i tych, którzy utożsamiają Mesjasza z etnosem żydowskim, twierdzi, że wydarzenie to znosi dotychczasowy stosunek człowieka do Boga, który „milczał”, „zakrył Oblicze” w „czasie pieców”. Jakie byłyby pobudki kierujące tymi ludźmi – czy ich niewiara, czy ich idolatria – pogląd taki jest nie do zaakceptowania dla chrześcijanina.

Dla chrześcijanina zło panoszące się na świecie jest widomym znakiem ułomności człowieka, który jest istotą nie mogącą egzystować bez Boga. Musi być prowadzony za rękę jak dziecko. Największą zbrodnią w dziejach ludzkości dla chrześcijanina jest umęczenie i ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa, które jednak nie znosi absolutnie dotychczasowego stosunku człowieka do Boga, a jest widomym znakiem miłości Bożej skierowanej do stworzenia. Centralne miejsce historii sakralnej – Ukrzyżowanie – jest poświęceniem przez Boga swojego umiłowanego Syna, Boga i prawdziwego człowieka, za wszystkie grzechy ludzkości. Śmierć Zbawiciela na krzyżu dokonała się za całą ludzkość bez względu na pochodzenie rasowe, społeczne czy religijne. Żadne inne wydarzenie historyczne nie może konkurować z tym Wydarzeniem, które posiada moc Odkupieńczą. Byłoby to działanie tyleż bluźniercze, co groteskowe.

Analizując teksty czołowych holocaustystów można odnieść wrażenie, że podejmują oni kolejną w historii ludzkości beznadziejną próbę stworzenia ładu na ziemi, bez odniesienia do prawa Bożego, które zostało zniesione – ich zdaniem – przez samą możliwość zaistnienia Holocaustu. W tym rozumowaniu tkwi jednak błąd – jeżeli Holocaust znosi dotychczasowy stosunek zależności człowieka względem Boga, to znosi również prawa ustanowione przez Boga dla ludzi, czyni je relatywnymi. Łatwo zauważyć, że to nie tyle Holocaust relatywizuje wartości i prawa Boże, co myślenie holocaustyczne, opierające się w pewnym stopniu na światopoglądzie liberalnym, o czym będę pisać w dalszej części artykułu.

Patrząc na dogmaty religii Holocaustu przez pryzmat żydowskiej specyfiki religijnej nie dziwi chęć uczynienia z tego wydarzenia centralnego miejsca w historii Żydów. Jest to po części udziałem każdej nacji, postrzegającej swoją przeszłość w kategoriach zsakralizowanych. Narzucanie tego punktu widzenia jako jedynie obowiązującego współczesnego dogmatu religijnego jest niemożliwe do zaakceptowania, ponieważ neguje chrześcijaństwo. Dlatego udział teologów chrześcijańskich w propagowaniu religii Holocaustu jest uderzeniem w katolicyzm, uderzeniem w Chrystusa, atakiem na fundamenty cywilizacji łacińskiej. Jest wreszcie opowiedzeniem się po stronie „Sanhedrynu”, jest zgodą na postrzeganie Kościoła jako judaistycznej sekty. Żydowskie pismo „The Jewish World” pisało 9 II 1883 r.:

Największym ideałem judaizmu jest (…) aby cały świat został przesiąknięty poglądami żydowskimi i aby w powszechnym braterstwie narodów – faktycznie wielkiego judaizmu – zniknęły odrębne rasy i religie38. [cdn.]

Pozostałe części:

 

„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

cz. IV: Dogmat o winie i odpowiedzialności Kościoła za Holocaust

Stwierdzenie, że wzajemne relacje pomiędzy Kościołem katolickim a synagogą na przestrzeni wieków były naznaczone wzajemną nieufnością, jest akademickim eufemizmem. Były złe, by nie powiedzieć – fatalne. Przyczyny tego stanu rzeczy były liczne i złożone; tkwiły korzeniami nie tylko w odrzuceniu przez żydów Jezusa Chrystusa, ale znajdowały się w głębokich pokładach niechęci Izraelitów do traktowanej przez nich z pogardą kultury grecko-rzymskiej, a także w niezrozumiałej dla cywilizowanego świata rzymskiego ksenofobii bliskowschodnich pasterzy kóz. Kościół katolicki jako jedyny spadkobierca tradycji cywilizacyjnej antycznego Rzymu stał się zajadłym obiektem ataków spychanej do defensywy Synagogi. Polemiki szybko zamieniły się w akty przemocy. Polała się pierwsza krew – zanim doszło do pogromów, była to krew chrześcijańska…

W tej części artykułu przeanalizuję wyznawany przez holocaustystów pogląd o rzekomej odpowiedzialności moralnej chrześcijaństwa, szczególnie Kościoła katolickiego, za śmierć i prześladowania dotykające Żydów w latach 1933–1945.

Krew jak atrament

Ks. Stanisław Musiał SI, pastwiąc się po raz kolejny nad przeszłością Kościoła katolickiego, pełną jakoby antysemickich bestialstw, cytuje XIX-wiecznego żydowskiego historyka Henryka Graetza: „Chrześcijanie przelewali obficie krew żydowską. Żydzi chwytali za pióro, obficie przelewając atrament”. Jest to teza obecnie niezwykle popularna wśród żydowskich i chrześcijańskich holocaustystów oraz „salonowej” i „ołtarzowej lewicy”. Teza ta stanowi podporę dogmatu „religii Holocaustu” o winie Kościoła za spowodowanie Holocaustu. W ten sposób Graetz starał się usprawiedliwić prowadzone przez Talmud „nauczanie pogardy” wobec Jezusa Chrystusa, Matki Boskiej i chrześcijan1, jednak fakty historyczne ukazują inny – niż to prezentuje ks. Musiał – obraz przeszłości: liczne ataki na chrześcijan, męczeńską śmierć z rąk Żydów św. Szczepana, św. Jakuba, św. Wilhelma z Yorku, św. Ryszarda z Paryża, ukrzyżowanego w Saragossie przez Żydów św. Dominika del Val, bł. Henryka z Monachium, bł. Szymona, czy zabitego w Damaszku w 1840 roku wraz z współtowarzyszem o. Tomasza z Cangiano. Na kartach swej książki Graetz opisuje działania i zbrojną walkę Żydów prowadzoną w Hiszpanii u boku tryumfującego islamu w VIII wieku. W pracach opisujących dzieje pierwszej wyprawy krzyżowej możemy znaleźć liczne wzmianki o tworzonych przez Żydów oddziałach wojskowych u boku muzułmanów, walczących przeciw chrześcijanom. W 1241 roku węgierscy Żydzi wsparli działania Tatarów. – To jedynie kilka przykładów zaczerpniętych z bogatej historii, jednak pomijanej… Na próżno szukać ich w krótkim i jednostronnym tekście ks. Musiała, obszernych książkach poświęconych różnym aspektom historii Kościoła wydawanym obecnie, czy w miernych produktach kultury masowej (jak np. ostatnia ekranizacja Quo vadis, w której „ekspert” ks. Chrostowski zadbał (?) o usunięcie wszystkich drażliwych odniesień do konfliktu pomiędzy żydami a chrześcijanami). Dominuje w historii Kościoła „przezwyciężanie przeszłości” w tonacji intelektualnej „religii Holocaustu”. Kościół zmuszono do zanegowania dotychczasowego, tradycyjnego nauczania dotyczącego judaizmu. Antyjudaizm posadzono na norymberskiej ławie oskarżonych i nie dbając o fakty, z góry skazano na śmierć.

Odpowiedzialne – klimaty!

Jak już wspomniałem, jednym z istotniejszych dogmatów „religii Holocaustu” jest głoszona powszechnie teza o winie i odpowiedzialności Kościoła katolickiego za tragiczne dla Żydów wydarzenia II wojny światowej. Jest ona kontynuacją rozsiewanych od XIX wieku opinii, które narodziły się wraz z równouprawnieniem Żydów w społeczeństwach europejskich i kształtowaniem się antysemityzmu, utrzymujących, że życie Żydów w chrześcijańskiej Europie było jednym pasmem prześladowań, pogromów i gwałtów. Kulminacją tych zbrodni na „wybranym przez Boga narodzie” miał być dokonany przez chrześcijan Holocaust.

W licznych przypadkach rzekoma wina Kościoła, tj. odpowiedzialność katolików za Holocaust, jest przez mentorów „religii Holocaustu” jedynie stwierdzana i ogłaszana „ex cathedra” bez wnikania w szczegóły. Ferdynand Camon, zawzięty wróg Kościoła, uważa, że

eksterminacja Żydów była końcowym aktem procesu wynikającego z samej istoty chrześcijaństwa, zawsze odrzucającego kontakt z „innymi”, o ile ci nie chcą się nawrócić2.

Równie ostro oskarża chrześcijaństwo protestancki teolog Fryderyk W. Marquardt twierdząc, że

mordy dokonane w naszym stuleciu na Żydach oraz ich przesłanki i następstwa, za które odpowiadają teologia i Kościół, są znakami naszego czasu…3.

W podobnym, aczkolwiek spokojniejszym tonie, wypowiada się rabin Irving Greenberg, stwierdzając przejście dialogu chrześcijańsko-żydowskiego z etapu Holocaustu na etap postholocaustyczny –

szok Holokaustu spowodował u wielu przełamywanie chrześcijańskiego tryumfalizmu i skłonił licznych chrześcijan do podjęcia kwestii odpowiedzialności za wytworzenie klimatu nienawiści wokół Żydów, jaki przez Hitlera został doprowadzony do perwersji i wykorzystany do jego celów4.

Opinie wyrażane przez osoby dalekie od sympatii względem katolicyzmu nie dziwią, ale do zgodnego chóru oskarżycieli Kościoła dołącza swój głos również Jan Paweł II, który przewodniczył 7 XII 1991 r. w Bazylice Św. Piotra w Rzymie nabożeństwu ekumenicznemu na zakończenie Synodu Europejskiego. W czasie nabożeństwa odmówiono modlitwę wyznającą winy chrześcijańskiej Europy, wśród których wymieniono „obojętność wobec prześladowania Żydów i Holokaustu5.

Holocaustyści trafnie utożsamiają pojęcie kultury lub cywilizacji europejskiej z Kościołem i w ogóle z chrześcijaństwem, stąd atak, krytyka lub zarzuty skierowane pod adresem „chrześcijańskiej Europy” trafiają bezpośrednio w chrześcijaństwo. Atak na Kościół zawsze idzie w parze z intelektualną negacją i deprecjonowaniem roli europejskich wartości, które „zawiodły” w czasach Oświęcimia.

Wszystko to działo się w samym sercu zachodniej cywilizacji, w chrześcijańskiej Europie, przy milczeniu najwyższych hierarchów Kościoła katolickiego

– pisze Hanna Świda-Zięba6. Katarzyna Jutkiewicz stwierdza:

pozostaje jednak faktem, że wrogi stosunek do Żydów był przez wieki fundamentalną częścią nauczania Kościoła i że Zagłada wydarzyła się w sercu chrześcijańskiej Europy7.

Holocaust miał miejsce w naszym wieku, w sercu chrześcijańskiego świata” – pisze Göran Larsson8. Ksiądz Waldemar Chrostowski wydaje jednoznaczny wyrok: „Pozostaje bowiem faktem, że zagłada Żydów została dokonana przez nazistów w chrześcijańskiej Europie9. „Kościół wojujący” czy „Kościół tryumfujący” w doktrynie „religii Holocaustu”, reprezentowanej przez np. wspomnianą Hannę Świdę-Ziębę, zamienia się w „Kościół milczący”. I na próżno cytować liczne wypowiedzi Piusa XII i innych hierarchów Kościoła katolickiego z czasów II wojny światowej, wymieniać liczne akty heroicznej pomocy, powoływać się na opasłe tomy opracowań historycznych udowadniających olbrzymie zaangażowanie Kościoła w staraniach o pokój w Europie, o wzajemne poszanowanie narodów, potępianie wojennych przestępstw i niesprawiedliwości – holocaustyści nie przyjmują tych argumentów, a swoje tezy wygłaszają „nieomylnie” pomimo tego, że dotykają one wydarzeń historycznych, a więc podlegających swobodzie dyskusji10. Dokument watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem pt. Pamiętamy: refleksje nad Szoa podsumowuje te przykłady:

Szoa domaga się „moralnej i religijnej” pamięci oraz, zwłaszcza wśród chrześcijan, poważnej refleksji nad przyczynami tej tragedii. Fakt, że Szoa miał miejsce w Europie, to znaczy w krajach o długiej tradycji chrześcijańskiej, rodzi pytania o relację między nazistowskimi prześladowaniami a sposobem odnoszenia się chrześcijan do Żydów na przestrzeni wieków11.

Najczęściej wyznawcy „religii Holocaustu” nie wprowadzają rozróżnienia wyznaniowego w walce religijnej, miotając swoje argumenty przeciwko „chrześcijaństwu”, niemniej pod nazwą „chrześcijan” prawie zawsze rozumieją katolików. Charakterystycznym przykładem są „wyliczanki” dotyczące załóg obozów koncentracyjnych, w których procentowo oblicza się liczbę katolików, czy „statystyki” religijne dygnitarzy III Rzeszy, wśród których liczba ochrzczonych w Kościele katolickim była najwyższa. Przykłady te mają służyć udowodnieniu winy Kościoła. Prawem odwrotności, takie same „statystyki” dotyczące liczby Żydów w komunistycznych organach bezpieczeństwa powodują wściekłość holocaustystów i argumentacje w stylu „braku symetrii”, czy braku identyfikacji kulturowo-religijnej komunistów pochodzenia żydowskiego… Warto w tym kontekście zacytować abp. Henryka Muszyńskiego, który przy okazji afery z Jedwabnego stwierdził:

Za każdą zbrodnię odpowiada bezpośredni sprawca, ci jednak, którzy są nim związani więzami religijnymi czy narodowymi, chociaż nie ponoszą osobistej winy, nie mogą czuć się zwolnieni od odpowiedzialności moralnej za ofiary tego mordu,

ks. Michał Czajkowski wtórował arcybiskupowi: „margines też ma swoją narodowość”. To prawda! Kiedy wreszcie Żydzi przeproszą za zbrodnie dokonane przez swoich pobratymców?! Oczywiście w tych aktach nie chodzi o przeprosiny, o akt skruchy, a o zawłaszczenie przeszłości i upokorzenie domniemanego przeciwnika…12

„Religia Holocaustu” nie tylko zrzuca na chrześcijaństwo całkowitą lub częściową odpowiedzialność za Holocaust, wprowadzając je w stan „teologicznego poniżenia”, ale czyni w ten sposób z katolicyzmu „metafizycznego wroga”. Wroga, którego odwiecznym zamiarem była likwidacja Żydów – likwidacja fizyczna lub duchowa. W ten sposób ustalony porządek teologiczny, Ecclesia contra synagogam, wynikający z Nowego Testamentu, zostaje odwrócony – z „Żydów bogobójców Jezusa” wyznawcy Chrystusa stali się „bogobójcami narodu wybranego”. Tomasz Gabiś twierdzi, że do pełnego zwycięstwa „religia Holocaustu” potrzebuje jedynie oficjalnego, jednoznacznego uznania przez Kościół swojej odpowiedzialności i winy. Akt ten jeszcze nie nastąpił, ale trwają gorączkowe przygotowania propagandowe, tworzące jego zręby. Kardynał Józef Ratzinger jest jednym z hierarchów przychylających się do zaakceptowania „winy”:

Nie sposób też zaprzeczyć, że w jakimś stopniu grunt pod tę katastrofę przygotował chrześcijański antysemityzm, który występował we Francji, w Austrii, w Prusach, właściwie we wszystkich krajach. Rzeczywiście, stale musimy się tu bić w piersi13.

Kościół wie, że sam powinien ustosunkować się do swojej własnej odpowiedzialności za Holocaust, i zaczął już to czynić” – czytamy w rozbrajająco szczerym oświadczeniu wydanym przez Episkopat Francji w związku z antysyjonistycznymi wypowiedziami komunistycznego ojca Piotra14.

Trauma

Osią koncepcji holocaustycznych, zrzucających na chrześcijaństwo odpowiedzialność za eksterminację Żydów w czasie II wojny światowej, jest pogląd, że chrześcijaństwo na przestrzeni wieków stworzyło podatny grunt, na którym „wyrósł” Holocaust. Chrześcijaństwo jest niejako skażone odwieczną nienawiścią do Żydów, u jego podwalin leży antysemityzm tkwiący w Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, antysemityzm podbudowywany dogmatami i nauczaniem papiestwa15. Poglądy te są licznie prezentowane w tekstach holocaustycznych.

Izraelscy delegaci Cesarstwa Francji i Królestwa Italii na obecny Synod Hebrajski – powodowani wdzięcznością za skuteczną pomoc okazaną w minionych wiekach Izraelitom przez chrześcijańskie duchowieństwo w różnych państwach europejskich, oraz pełni podziwu za przyjęcie, jakie różni papieże w rozmaitych epokach zgotowali Izraelitom w różnych państwach, gdzie barbarzyństwo, niesprawiedliwość i ignorancja sprzysięgły się przeciwko Izraelitom, próbując poprzez prześladowania usunąć ich ze społeczeństwa – postanawiają co następuje: owe wyrazy szacunku i czci muszą być uwiecznione przez niniejszy zapis tak, aby na zawsze stanowiły świadectwo wdzięczności Izraelitów zebranych na tym zgromadzeniu za pomoc, jaką otrzymały poprzednie nasze pokolenia od duchowieństwa różnych państw europejskich.

Dokument sanhedrynu we Francji (1807); zaczerpnięte z pracy Diogene Tama, Collection of the Acts of the Assembly of the Israelites of France and Kingdom of Italy.

Ks. Waldemar Chrostowski stwierdza, że po Holocauście nie można uniknąć pytania o wpływ, jaki na reakcje katolików w czasie prześladowań nazistowskich wywarło chrześcijańskie „nauczanie pogardy” względem Żydów16. To samo pytanie stawia dokument watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem:

Czy nazistowskie prześladowania Żydów nie były ułatwione przez antyżydowskie uprzedzenia obecne w umysłach i sercach niektórych chrześcijan? Czy antyżydowskie uczucia wśród chrześcijan nie czyniły ich mniej współczującymi lub bardziej obojętnymi na prześladowania Żydów, dokonywane przez zwolenników narodowego socjalizmu, kiedy doszedł do władzy?17.

Pytania te dokument pozostawił bez odpowiedzi. Ks. Michał Czajkowski widzi pośredni związek pomiędzy „nauczaniem pogardy” względem Żydów przez Kościół a Holocaustem18. Z kolei dla ks. Grzegorza Ignatowskiego

jest rzeczą nie podlegającą dyskusji, iż taka postawa chrześcijan przyczyniła się do powiększenia liczby ofiar Zagłady19.

Wspomniany już ks. Czajkowski precyzuje swoje poglądy w ramach modernistycznej „ortodoksji”:

bez wielowiekowego antyjudaizmu chrześcijańskiego, rasistowski antysemityzm nie znalazłby tak podatnego gruntu w umysłach i sercach ludzkich, także podczas Szoa20.

Pozostają jeszcze liczne jednoznaczne opinie obciążające chrześcijaństwo „grzechem antysemityzmu”; na przykład Galfryd Wigoder pisze:

chrześcijaństwo – jako ideologia i jako środowisko społeczne – odgrywało ważną rolę w stworzeniu atmosfery, w której był możliwy Holocaust21.

Jak mogłoby być inaczej, wszak chrześcijaństwo samo w sobie posiada zatrute ziarna antysemityzmu, które zainfekowały całą europejską cywilizację, wzrastając w antychrześcijańskim nazizmie?… Jerzy Steiner zauważa w „pierwotnej nienawiści do Żydostwa, reprezentowanej przez apostoła Pawła i Ojców Kościoła” źródło Holocaustu. Tomasz Gabiś, analizując poglądy Steinera, pisze:

Uważa on, że właśnie w dwudziestym wieku, kiedy wiara chrześcijańska osłabła, obecne w niej „symboliczno-metaforyczne obsesje ducha” wytworzyły «najbardziej trujące i złośliwe substancje».

Właśnie w epoce wzrastającego agnostycyzmu, w społeczeństwach antychrześcijańskich czy postchrześcijańskich ujawniły się tkwiące w chrześcijaństwie podświadome, kolektywne obsesje. Długo przykryte, teraz pozbyły się wszelkich hamulców i doprowadziły do mordu na Żydach. Narodowy socjalizm, zdaniem Steinera, wypowiedział głośno i wprowadził w czyn to, co od dawna było obsesyjną fantazją chrześcijańskiej Europy. Według Steinera właśnie motywowana religijnie nienawiść chrześcijan do Żydów będąca źródłem „Holocaustu” stanowi o jego „teologiczno-metafizycznym” wymiarze, a tym samym o jego absolutnej wyjątkowości. W innym miejscu pisze o „dwuznacznym wmieszaniu chrześcijaństwa w Holocaust22. Oskarża Steiner o budowanie antysemickiej świadomości chrześcijaństwa św. Pawła, Ojców Kościoła i papieży. Szwedzki teolog Tord Fornberg widzi korzenie antysemityzmu i zapowiedź Auschwitz w tekście Nowego Testamentu, Ewangeliach św. Jana i św. Mateusza23. Podobne opinie można by mnożyć24.

Kłopoty z antysemityzmem

Antysemityzm jest pojęciem stosunkowo młodym; powstał w XIX wieku, wraz z postępującą asymilacją części Żydów europejskich i ich rosnącym znaczeniem w życiu społeczeństw. Jego powstanie przypisuje się Wilhelmowi Marrowi, który w ten sposób określił w 1879 r. całość swojego niechętnego stosunku do Żydów. W II połowie XIX stulecia pojęcie antysemityzmu zrobiło zawrotną karierę w zlaicyzowanych społeczeństwach francuskim i niemieckim, stając się niejednokrotnie osią poglądów politycznych. Wyznawcy i propagandyści „religii Holocaustu” utrzymują, że chrześcijaństwo stanowiło istotny czynnik w kształtowaniu się antysemickich koncepcji. Pomimo tego, że np. Marr, omawiając swoje uprzedzenia w stosunku do Żydów, nie używał w żaden sposób argumentacji chrześcijańskiej ani ogólnie religijnej, holocaustyści przyjmują, że stosunek chrześcijan do Żydów wzmacniał oddziaływanie antysemitów25. Pomimo licznych polemik holocaustyści nie rozstrzygnęli swojego istotnego problemu teologicznego, a mianowicie, czy przyjmować tak jak Daniel Goldhagen istnienie jednego, powszechnego, uniwersalnego antysemityzmu, jednakowo zbrodniczego, czy też zakładać istnienie dawnych religijno-ludowych uprzedzeń, tzw. „antyjudaizmu”, „antysemityzmu dawnego”, „tradycyjnego”, oraz współczesnego, holocaustycznego antysemityzmu „pogromowego”, „nowożytnego”, „agresywnego”26. Jednakże w obu przypadkach z różnym nasileniem eksponowana jest odpowiedzialność chrześcijaństwa – za zbrodniczy antysemityzm lub stworzenie klimatu do zbrodni.

Żydowski pisarz, noblista, Izaak Beshevis Singer, powiedział kiedyś słusznie, że

Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje, on go stworzy. Musi przelewać krew za ludzkość – toczyć boje z reakcją, martwić się o Chińczyków, Mandżurów, Rosjan, pariasów w Indiach, czarnych w Ameryce. Jest piewcą rewolucji, a jednocześnie domaga się dla siebie wszystkich przywilejów kapitalizmu. Chce wykorzenić nacjonalizm u innych, a szczyci się przynależnością do narodu wybranego. Jak taki naród może żyć wśród obcych?

Błyskotliwe spostrzeżenie Singera sięga głęboko żydowskiej duszy narodowej, w której dążenie do wtopienia się w narody, wśród których Żydzi zamieszkiwali, jest tak silne, jak tendencja do ksenofobii; chęć do walki o równość, braterstwo ludów i ksenofilia, tak samo widoczna jak arogancja i rozbuchana chęć dominacji i panowania; czy wreszcie niechęć do uznawania jakichkolwiek dogmatów, przemieszana z niewolniczym podporządkowaniem nakazom plemiennym. Antysemityzm i anty-antysemityzm to dobrze widoczne „janusowe oblicze” holocaustyzmu. Należy odnotować, że „szpica i awangarda” „religii Holocaustu” nie składa się z wierzących, ortodoksyjnych wyznawców judaizmu, prawowiernych katolików czy gorliwych protestantów, ale w istocie ze zlaicyzowanych, nie wierzących niemalże już w nic ludzi, którzy nie uznając prawie żadnych dogmatów swoich wyznań, budują wytrwale zręby „nowej-starej” religii (patrz cz. II artykułuZawsze wierni nr 6/2001)27. Najbardziej gorliwi tropiciele antysemityzmu rekrutują się również nie tylko ze środowisk żydowskich, ale w wielu przypadkach z różnych środowisk chrześcijańskich28. Charakteryzuje ich dokładnie ten sam sposób paranoicznego myślenia, obserwowany u antysemitów. który kwalifikuje się do klinicznych badań psychiatrycznych. Anty-antysemita, podobnie jak i antysemita, wie doskonale, jaką siłą dysponuje przeciwnik, zdaje sobie sprawę, że czai się on wszędzie i potrafi się doskonale ukryć, potrafi snuć długie tyrady na temat antysemitów i antysemityzmu. O ile antysemita rozpoznaje Żyda po nosie lub zapachu, anty-antysemita rozpoznaje wroga po akcencie, dowcipie, uśmiechu, pozycji społecznej lub ubraniu… Wybitny anty-antysemita, amerykański prozaik nieżydowskigo pochodzenia Jan Irving, w jednym ze swoich opowiadań pisze o powojennym Wiedniu:

Polowanie na Żydów było nie tylko obrzydliwe – ludzie z zamiłowaniem oddający się temu zajęciu sądzili w swojej głupocie, że potrafią odróżnić Żyda od nie-Żyda.

Robi to jednak po wcześniejszym rozbrajającym stwierdzeniu, ujawniającym paranoiczne myślenie: „wypracowaliśmy metodę wykrywania antysemitów” przy pomocy… wykrywania akcentu29.

Uniwersalność antysemityzmu?

Przyjęcie koncepcji „uniwersalności Holocaustu” pociąga za sobą spojrzenie na historię Żydów niemalże wyłącznie przez pryzmat prześladowań. W tym ujęciu cała historia niegdyś wybranego narodu byłaby linearnym rozwojem w kierunku „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” w czasie II wojny światowej, jako spełnieniu ostatecznej ofiary. Żydzi i holocaustyści przyjmują ten punkt widzenia, niezależnie od wewnętrznych szczegółowych różnic. W ten sposób antysemityzm, tak jak w mozaizmie działalność proroków, otrzymuje szczególne znaczenie teologiczne, stając się zwiastunem wydarzenia z XX wieku, biorącym udział w przygotowaniu tej „jedynej ofiary”. Warto w wielkim skrócie przyjrzeć się stosunkowi do Żydów na przestrzeni wieków oraz krótko zanalizować stopniowe kształtowanie się w XIX wieku antysemityzmu, by na tym tle lepiej zrozumieć stosunek chrześcijaństwa do judaizmu i Żydów.

Faktem jest, że trudno znaleźć w historii lud, darzony podobną – zgodną – niechęcią przez inne narody. Egipcjanie, Asyryjczycy i Persowie, Grecy i Rzymianie, ludy basenu Morza Śródziemnego darzyły Żydów odrazą. Żydzi umiejscawiają te fakty w swojej „świętej historii”, która ma za wszelką cenę udowadniać, że są oni szczególnym narodem, „ludem, który egzystuje samotnie” (Zvi Rosenberg). Holocaustyści pomimo tego, że ten element nie pasuje do koncepcji antyjudaizmu chrześcijańskiego jako fundamentu współczesnego antysemityzmu, a co za tym idzie – do koncepcji podstawy Holocaustu – przyjmują te wydarzenia za pewnik, często wyolbrzymiając drobne fakty. Antyczna niechęć do Żydów była nie tylko reakcją na ich agresywność i prymitywizm, ale wynikała z charakterystycznego dla wszystkich cywilizacji sakralnych starożytności pojmowania swojej zbiorowości w kategoriach grupy wybranej, szczególnej, posiadającej wyższy status teologiczny30. Historia niechęci do Żydów w starożytności wiąże się również nierozerwalnie z żydowską wal­ką z hellenizmem, oporem stawianym asymilacji, wrogością do pogardliwie traktowanych przez nich Greków. Niechęć ta stała się w wielu przypadkach podstawą późniejszej walki Sanhedrynu z chrześcijanami żydowskiego pochodzenia, oskarżanymi o uleganie greckim przesądom, głoszenie epikureizmu (tzw. Apikorosim), a w dzisiejszych czasach stała się podstawą nienawiści Żydów do cywilizacji łacińskiej31. Uri Huppert twierdzi, że „konflikt z kulturą zachodnią, izolacja przechodząca w ksenofobię, postawa typu: «oni nas nienawidzą» – wszystko to są przejawy oporu wobec hellenizacji32. Starożytna niechęć do Żydów, tak jak współczesny antysemityzm, stała się doskonałym elementem nadawania spoistości i siły niewielkiemu, prymitywnemu ludowi, którego elity religijne panicznie obawiały się postępującej asymilacji, wiążącej się z odejściem od judaizmu. Ksenofobiczne pisarstwo talmudyczne było w dużym stopniu nie tylko uzewnętrznieniem żydowskiej nienawiści do Chrystusa i wszystkiego, co sobą reprezentował, ale również próbą uodpornienia – niestety udaną – mas żydowskich na działalność misyjną Kościoła katolickiego, do czego jeszcze powrócę. Zatwardziałość tę należy rozpatrywać w kategoriach teologicznych jako powolne wypełnianie się przepowiedni biblijnych dotyczących Żydów.

Katolicyzm prezentował względem Żydów postawę misyjną. Sytuacja ta uległa zmianie wraz z kształtowaniem się luterańskiej koncepcji predestynacji, która tę misyjność ograniczyła w poważnym stopniu. Powiedzonko ludowe: „jak mysz nie zje kota na śniadanie, tak Żyd chrześcijaninem się nie stanie” zdominowało myślenie protestanckie. Początkowo Luter przyjmował w swoich pismach ludyczne, ale zgodne z nauczaniem Kościoła poglądy:

Musicie wiedzieć, że obok diabła nie ma nikogo gorszego, bardziej trucicielskiego, bardziej złośliwego wroga niż prawdziwego Żyda, który chce nim pozostać33.

Jednak pod koniec życia zradykalizował swój stosunek do Żydów, wzywając do palenia synagog, niszczenia ksiąg, zmuszania siłą Żydów do przyjmowania protestantyzmu… Jednocześnie, wychodząc z założenia, że Żydzi są wysłannikami diabła, pisał, że należy ich czym prędzej posłać do piekła34. Głoszona przez Lutra niechęć do Żydów wpisuje się w plebejski, zabarwiony zawiścią, a nie teologicznym ujęciem światopogląd, na który tak bacznie zwraca uwagę ks. Musiał SI35. Dopatrywać się jednak u Lutra zapowiedzi Holocaustu to poważne nadużycie naukowe – przejaw nadinterpretacji.

Narodziny antysemityzmu

Uprzedzenia dotyczące Żydów, opierające się na pozateologicznych spekulacjach, kontynuowane były przez Jerzego Waszyngtona i jednego z autorów Deklaracji Praw Człowieka, Beniamina Franklina, oraz Napoleona Buonaparte36. W ich koncepcjach zauważalna jest negacja możliwości asymilacji Żydów, przy jednoczesnym odrzuceniu przyjętego przez Żydów rozwiązania w postaci getta. W jednoznaczny sposób wyrażał to ojciec założyciel Stanów Zjednoczonych:

Ich działalność jest bardziej efektywna przeciwko nam, niż wroga armia. Są oni sto razy większym zagrożeniem dla naszych wolności (…). Jest godnym pożałowania, że w każdym stanie już dawno temu nie wytępiono ich, ku pomyślności Ameryki, jak szkodliwej dla społeczności plagi i jako największych nieprzyjaciół37.

Jeśli Żydzi nie zostaną wyrzuceni ze Stanów Zjednoczonych na mocy konstytucji, to za niespełna sto lat będą oni stanowili siłę wewnątrz kraju, kontrolującą władzę, i zniszczą nas, i zamienią naszą formę rządu, za którą my – Amerykanie – przelewaliśmy krew i poświęcaliśmy życie, własność oraz osobistą wolność

– napominał Franklin38. Wolter, „symbol współczesnej wrażliwości etycznej”, pierwszy „intelektualista zaangażowany” (według „zaangażowanej” w zwalczanie przejawów antysemityzmu Ewy Bieńkowskiej), pisał o Żydach w Dictionnaire philosophique:

Odnajdziecie wśród nich tylko lud niewykształcony i barbarzyński, od dawna łączący najbardziej odrażające skąpstwo z najobrzydliwszymi zabobonami, i nie dającą się przezwyciężyć nienawiść do wszystkich ludzi, którzy ich tolerują i sprawiają, że stają się oni bogaci.

Oburzony Żyd, próbujący polemizować z ostrym językiem tolerancji i rozumu, otrzymał odpowiedź Woltera, w której przeczytał: „Zasługujecie na karę, bo takie jest wasze przeznaczenie39. Ten brak argumentacji religijno-teologicznej u proto-antysemitów i antysemitów zauważył Maciej Łuszczkiewicz w swojej polemice z poglądami prezentowanymi na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Zwracając uwagę na pomijany przez licznych holocaustystów fakt prześladowań i mordów dokonanych na Cyganach przez nazistów, pisze:

(…) ów fakt zagłady Romów należałoby przede wszystkim „dedykować” poszukiwaczom chrześcijańskiej pra-winy w holocauście. Jakie to chrześcijańskie motywy mogły wchodzić w grę przy wydawaniu werdyktu zagłady na ten katolicki naród? Już więc sam ten fakt kieruje uwagę na inne, aniżeli chrześcijańskie, korzenie holocaustu40.

Dyskretny zapach lewicowości

Poszukiwanie odpowiedzialnych za dokonanie Holocaustu we wcześniejszych epokach (czy wcześniejszym stuleciu) przypomina polowanie na duchy, zabawę wirującymi stolikami lub wróżenie z kart Tarota. Jest ukłonem w stronę wyjątkowego statusu teologicznego tego konkretnego genocydu. W związku z tym pozostawiam rozważania na ten temat innym. Jednak warty rozpatrzenia wydaje się fakt pojawienia się i rozwoju antysemityzmu oraz relacji pomiędzy tym systemem uprzedzeń a katolicyzmem.

Wbrew dominującej propagandzie, rodzący się w XIX wieku doktrynalny antysemityzm był nierozerwalnie związany z poglądami kontynuującymi myśl filozoficzną oświecenia. I nie chodzi tu wyłącznie o stwierdzenia typu schillerowskiego: „Żydzi stanowią osobne narody w narodach!”, ale o konkretne plany rozwiązania problemu żydowskiego. Jeden z twórców utopijnego socjalizmu Karol Fourier potępiał nadanie Żydom we Francji praw obywatelskich, stwierdzając, że

każdy rząd, który dba, aby kraj, jakim rządzi, był moralnym, powinien zmusić Żydów do pracy pożytecznej i wydającej owoce; bo naród ten nie zatrudniał się nigdy i nie zatrudnia niczym innym jak tylko lichwą, nierzetelnym handlem i szachrajstwem wszelkiego rodzaju41.

Fourier postulował, aby „rasę żydowską nic nie produkującą”, rasę żyjącą z „szalbierstwa i oszukaństwa” zmusić do pracy – albo usunąć. W koncepcjach francuskiego utopisty Żydzi wraz z wyższymi warstwami społeczeństwa stali się synonimem niepotrzebnych w społeczeństwie „trutni”. Dla Michała Bakunina Żydzi nie stanowią tylko wroga ekonomicznego i społecznego, są oni jako twórcy „strasznego Boga”, „niezmiernie brutalnej, egoistycznej, okrutnej osoby Jehowy” śmiertelnym wrogiem metafizycznym. „Bóg narodowy Żydów” stał się podstawą „spirytualistycznego Boga chrześcijan”, trucizny wlewanej zdaniem rosyjskiego anarchisty w duszę społeczeństw. Dla satanicznego anarchizmu Bakunina Żydzi jako twórcy monoteizmu stali się uosobieniem zła42. Radykalniejszy sposób rozwiązania problemu dopuszczał twórca socjalizmu, autor Manifestu komunistycznego Karol Marks. Pomimo swojego żydowskiego pochodzenia Marks był zawziętym przeciwnikiem utrzymania żydowskiej odrębności religijnej. W polemice ze swoim żydowskim przyjacielem Brunonem Bauerem (Die Judenfrage, 1843) Marks pisze, że Żydzi muszą dokonać emancypacji, by wyzwolić się z „przesądów religijnych”43. Biorąc pod uwagę nienawiść Marksa do samej idei Boga, a co za tym idzie idei religijnej, pogląd Marksa nie był tylko manifestacją jego utylitaryzmu. Z biegiem czasu Marks zradykalizował swoje poglądy. Tworząc własną koncepcję historiozoficzną, podzielił ludy i narody na postępowe i reakcyjne. Fiasko szeroko zakrojonej emancypacji Żydów w Europie spowodowało przyjęcie przekonania, że Żydzi posiadają defekt historyczny, który uniemożliwia im egzystencję w rewolucyjnej przyszłości. Francuski anarchista Paweł Brousse w swoich licznych artykułach na łamach „La Revolte” z 1879 roku atakował Żydów, nawołując do bojkotu handlu żydowskiego. Pisał, komentując trudną sytuację w kraju po przegranej wojnie z Prusami: „Żydzi zachowują się teraz jak armia w podbitym kraju”. Niemieckie pismo „Sozial Demokrat”, komentując pogromy Żydów w Rosji w 1881 roku, z zadowoleniem przypominało, że rewolucja francuska rozpoczęła się od pogromu spekulantów zbożowych, natomiast rosyjski socjalista rewolucyjny Drohomanow uważał, że pogromy są przejawem wzrostu świadomości klasowej rosyjskiego ludu44. Lenin utrzymywał, że za wrogimi rewolucji siłami anglosaskimi stoi kapitał żydowski, natomiast Adolf Hitler niejednokrotnie twierdził, iż jest socjalistą, ponieważ jest antysemitą45. Warto przypomnieć, że Edward Drumont, autor opublikowanej w 1886 roku książki La France juive, będącej „biblią antysemityzmu” we Francji, był powiązany silnie z działalnością socjalistów i anarchistów, broniąc w swoich artykułach ich terrorystycznych metod46. Ewa Bieńkowska, komentując niezwykłe powodzenie książki Drumonta, nie mogła powstrzymać się od wyrażenia następującej opinii:

A więc książka miała tylko pozornie działanie inicjujące – czytelnik był już gotów, mniej czy bardziej uformowany, spragniony, by jego poglądy, przeczucia udowodniono mu na piśmie, czarno na białym47.

Kto inicjował? Jaki czytelnik był już uformowany? I – jak uformowany? W domyśle, między wierszami można wyczytać, że chodzi o ciemnych, francuskich katolików… których Drumont na łamach swojej książki i swoich artykułów lżył, nie szczędząc biskupów i papieża…48

Zanim rasizm trafił pod strzechy

Nowych argumentów dostarczyła antysemitom akceptacja darwinowskiej teorii ewolucji i rozwój postępującego za nią darwinizmu społecznego. Argumenty rasowe wzbogaciły koncepcje antysemickie i przesunęły nacisk z argumentacji ekonomicznej i społecznej w dziedziny mgliste, ale nowoczesne i modne. Rasizm salonowy hrabiego Józefa Gobineau, hrabiego Vacher de Lapouge czy Houstona Stewarta Chamberlaine’a zrezygnował całkowicie z odwołań do pogardzanych przez siebie argumentów teologicznych. Francuscy rasiści byli pojętnymi uczniami Woltera, pozbawionymi jakichkolwiek przesądów religijnych. Żydzi w kształtującej się koncepcji „walki ras” stali się uosobieniem sił rozkładu; niebezpiecznymi, ponieważ licznymi i wtapiającymi się w społeczeństwa europejskie. Gorliwym wyznawcą „walki ras” był austriacki, aczkolwiek pochodzący z Galicji, socjolog żydowskiego pochodzenia Ludwik Gumplowicz. W swoich licznych pracach Gumplowicz przyjmował stanowisko skrajnie asymilatorskie, argumentując, że tylko w ten sposób Żydzi będą mogli być zaakceptowani w Europie i przestaną być grupą pasożytniczą. Pod koniec życia wywodził, że Żydzi za wszelką cenę muszą zniknąć z Europy jako jedna rasa, ponieważ społeczeństwo niejednorodne, wielorasowe, jest niemożliwe do pogodzenia z ideą państwa, w każdym zaś państwie powinna sprawować władzę elita najwartościowsza rasowo49. Asymilacja – w opiniach rasistów – niekoniecznie była dobrym rozwiązaniem, ponieważ Żydzi nie byli zdolni porzucić swojego biologicznego charakteru rasowego. Skoro nie powinni pozostać w Europie, a równocześnie nie powinni się zasymilować i roztopić, akceptując europejskie wartości cywilizacyjne – cóż z nimi zrobić? Te rozterki pomoże rozwiązać antysemitom syjonizm, ruch żydowski opierający się na fundamentach koncepcji rasowych, który wysunie postulat budowy państwa żydowskiego poza Europą. W ten sposób rozpocznie się wstydliwie skrywana dzisiaj współpraca organizacji syjonistycznych z ruchami dążącymi do wyrzucenia Żydów z Europy, m.in. z nazistami50.

Jak widać,

ogromna większość antyżydowskich stereotypów miała źródło w czynnikach pozareligijnych, jak rywalizacja ekonomiczna, napięcia natury psychologicznej, odrębności kulturowe, językowe, obustronna izolacja itd.

– pisze ks. Waldemar Chrostowski51. Skąd zatem oskarżenia o stworzenie klimatu dogodnego do zaistnienia Holocaustu, wysuwane pod adresem Kościoła katolickiego? Nie można ich inaczej zrozumieć, jak tylko przez pryzmat trwającej zatwardziałości Żydów, ciągłej walki prowadzonej przez synagogę przeciw Kościołowi, która znajduje swoje potwierdzenie w słowach Ewangelii św. Mateusza (Mt 23, 29–35).

Antyjudaizm…

Na celowniku holocaustystów znajduje się „chrześcijański antyjudaizm”, oskarżany o przygotowanie gruntu pod „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Zdaniem ks. Grzegorza Ignatowskiego antyjudaizm „od drugiego wieku do dzisiaj towarzyszy dziejom Kościoła”, przyczyniając się do wielu krzywd w przeszłości i stanowiąc w teraźniejszości poważną przeszkodę w nawiązaniu braterskich stosunków z Żydami52. Ks. Weksler-Waszkinel definiuje antyjudaizm jako

zbiór uprzedzeń, niechętnych nastawień w stosunku do Żydów oraz pseudoteologicznych opinii, które długo krążyły w społeczeństwie chrześcijańskim i stawały się pretekstem do prześladowań, których ofiarą w ciągu dziejów niejednokrotnie padali Żydzi53.

Ten „Wiesenthal polskiego katolicyzmu” i tropiciel pseudoteologicznych opinii sprowadza problem antyjudaizmu do poziomu społecznej niechęci podbudowywanej poszukiwanych w religii uprzedzeniami do obcych. Bez osłonek ukazuje nam te szkodliwe „pseudoteologiczne opinie” antykatolicki badacz Weddig Fricke:

Historyczny antyjudaizm występuje wyraźnie we wszystkich krajach, które należą do chrześcijańskiego kręgu kulturowego. (…) Odkąd chrześcijanie mówią o Żydach, posługują się językiem wrogości i pogardy. Dowodzą tego, by poprzestać na niewielu, takie postacie, jak Marcin Luter, Tomasz z Akwinu, Franciszek z Asyżu, Ambroży, Augustyn, Orygenes, Tertulian. U nich wszystkich napotykamy fatalną wrogość wobec Żydów. Szukając jej źródeł, stajemy – trzeba to z przykrością powiedzieć – wobec autorów Nowego Testamentu. Ze sformułowanej przez nich tezy o winie Żydów za śmierć Jezusa i o klątwie, którą, jak możemy wyczytać u Mateusza, Żydzi mieli sami na siebie rzucić, zawsze wyprowadzano coś w rodzaju tytułu prawnego służącego dyskryminacji, wypędzaniu i mordowaniu Żydów. Ilekroć „chrześcijanie” manifestowali swoją nienawiść do Żydów, zawsze powoływali się na Ewangelię św. Jana i św. Mateusza. (…) Od początku głoszenie Ewangelii łączyło się z tendencjami antysemickimi. W każdym razie już pierwsi Ojcowie Kościoła powoływali się na Ewangelię w swych antysemickich wypowiedziach54.

W ten sposób Tradycja Kościoła przy współpracy „pseudokatolickiego” duchownego i antykatolickiego publicysty została wyrzucona na śmietnik…

…a „nauczanie pogardy”

Żydowski inteligent Jules Isaac nazwał doktrynę Kościoła dotyczącą żydów „nauczaniem pogardy”. Co jest w niej takiego pogardliwego, antysemickiego, rasistowskiego?….

Katolicyzm nadał żydom specjalną rangę teologiczną, wyodrębniając ich spomiędzy pogan, heretyków i schizmatyków. Jest to ranga nie tylko negatywna, związana z zerwaniem przymierza i odrzuceniem Mesjasza przez żydów, ale również ranga posiadająca specjalny – wyższy – wymiar wśród innych, pogańskich narodów (Rzym 11, 11; 11, 26–28). Z żydami wiąże się nadzieja czasów ostatecznych, „kiedy to resztki Izraela nawrócą się” – jak napisał św. Tomasz z Akwinu55.

Pan Bóg zawsze karał swój lud wybrany za przeniewierstwa, których się dopuszczał na przestrzeni wieków. Ochraniał swój lud, wywyższał go pomiędzy innymi narodami ziemi, błogosławił mu, ale kiedy żydzi odwracali się od Niego, budowali ołtarze swoim bożkom plemiennym, Bóg okazywał ojcowską surowość w karceniu wiarołomnego narodu (por. Pwt 9, 6; 9, 13–14; 28, 37; Rzym 2, 9). Odrzucenie Jezusa Chrystusa jako Mesjasza przysłanego ludziom w celu odkupienia ich grzechów stało się początkiem teologicznego upadku żydów, a zarazem rozpoczęło śmiertelną walkę synagogi z chrześcijaństwem56. Walka ta będzie trwała aż do końca czasów, kiedy żydzi poznają swoje błędy i nawrócą się, korząc się przed Królem Narodów Jezusem Chrystusem. Wiarołomstwo żydów wzglę­dem Jezusa Chrystusa, śmiertelna nienawiść żydów do chrześcijan, prześladowania, morderstwa, szkodzenie społeczeństwom chrześcijańskim, spowodowało reakcję papiestwa, usuwającą żydów z chrześcijańskiego życia religijnego, społecznego i politycznego. Ksiądz Michał Crowdy i ksiądz Kenneth Novak piszą w swoim artykule, wyjaśniając tę zależność:

Kościół katolicki naucza, że żydzi nie mogą być wyeliminowani spośród nas (tak jak tego chce „antysemityzm”), ani też nie mogą otrzymać równych praw, które doprowadzą do ich dominacji (stanowisko liberalizmu lub «filosemityzmu»).

Czytamy dalej:

Kościół katolicki naucza, że żydzi nie mogą być przedmiotem eksterminacji (noszą bowiem Kainowe znamię dane im przez Boga, aby nikt ich nie zabił), lecz nie mogą również żyć wśród innych narodów na takich samych prawach jak chrześcijanie (gdyż Bóg ostrzega przed grożącym z ich strony niebezpieczeństwem)57. Synod w Elwirze (306) wydał zakaz małżeństw mieszanych żydowsko-chrześcijańskich, synod w Genewie (1078) nakazał Żydom płacenie specjalnych podatków na utrzymanie kościołów, synod w Oxfordzie (1222) zakazał Żydom budowy nowych synagog. Papież Aleksander III (1159–1181) zabronił chrześcijanom wstępować w służbę u Żydów, w ich gospodarstwach domowych – „nasz sposób życia i sposób życia Żydów krańcowo różnią się od siebie, a Żydzi łatwo sprowadzają na manowce dusze prostego ludu i przeciągną na stronę swych przesądów i niewiary, jeśli ten lud żyć będzie w ciągłym i bliskim obcowaniu z nimi58.

Innocenty III (1198–1216) przestrzegał przed zbyt wielkim zaufaniem wobec Żydów przy przyjmowaniu ich w miastach, radząc wprowadzanie specjalnych przepisów regulujących życie Żydów na terenie miast. W innym dokumencie papież zabraniał dopuszczania Żydów do stanowisk publicznych, ponieważ do tej pory kończyło się to wykorzystywaniem urzędów do ciemiężenia ludności lub działania na szkodę państwa. Papież przestrzegał w konstytucji Licet perfidia Iudaeorum:

Są oni żywymi świadkami prawdziwej Wiary. Chrześcijanom nie wolno ich zabijać lub ich prześladować… Egzekwując przywileje, nie wolno ich napadać… Kiedy szukają u nas pomocy, przyjmujemy ich i bierzemy ich w obronę. Kierując się orzeczeniami Naszych Poprzedników: Kaliksta, Eugeniusza, Aleksandra, Klemensa i Celestyna, zabraniamy wymuszania chrztu na żydach, prześladowania ich w jakikolwiek sposób, rabowania ich dóbr, profanowania ich cmentarzy oraz wykopywania ich zwłok w poszukiwaniu pieniędzy. Karą za złamanie powyższych zakazów jest ekskomunika59.

W tym samym tonie na temat żydów wypowiadali się Mikołaj IV (1288–1294), Paweł IV (1555–1559), św. Pius V (1566–1572), Grzegorz XIII (1572–1585), Klemens VIII (1592–1605)60. Kolejni papieże utrzymywali w mocy to nauczanie. Wraz z pojawieniem się doktrynalnego antysemityzmu hierarchia kościelna zajęła stanowisko negatywne względem tej ideologii, zauważając jej filozoficznie błędne podstawy, jednocześnie potępiając narastające prześladowania Żydów61. Papież Pius XI, otwierając mszał ofiarowany mu przez belgijskich pielgrzymów, w podziękowaniu do nich skierowanym powiedział m.in.:

Antysemityzm jest nie do pogodzenia ze wzniosłymi ideami i prawdami wyrażonymi w tym tekście. My, chrześcijanie, nie możemy brać udziału w tego rodzaju ruchu… nie, niemożliwe jest, aby chrześcijanin uczestniczył w antysemityzmie. Uznajemy, że każdy ma prawo bronić samego siebie, innymi słowy, przedsiębrać niezbędne środki ostrożności dla ochrony przed wszystkimi, co zagraża jego słusznym interesom. Ale antysemityzm jest niedopuszczalny62.

* * *

Nieprzyjacielem Kościoła jest judaizm, wrogiem śmiertelnym katolicyzmu jest syjonizm, nie zaś Żydzi, których nienawidzą antysemici. Wspaniałość sukcesu licznych nawróceń żydów, np. ojca Alfonsa Ratyzbona, ks. Józefa Lehmanna czy św. Teresy Benedykty od Krzyża, jest potwierdzeniem papieskich orzeczeń. Św. Bernard z Clairvaux pisał w jednym ze swoich listów:

Kościół katolicki tryumfuje nad żydami w szlachetniejszy sposób, ukazując im ich błędy lub nawracając ich, zamiast ich mordować. Nie jest bez znaczenia, że Kościół wprowadził modlitwy za zatwardziałych żydów: gdyż byłoby bezcelowym modlić się za nich, gdybyśmy nie mieli nadziei na ich nawrócenie (List 365)63.

Celem katolicyzmu jest nawrócenie żydów, jest „zjednoczenie Izraela” w Kościele katolickim (Rzym 11, 12). Działania propagandzistów „religii Holocaustu”, akceptujące poprzez wmawianie odwiecznych win chrześcijańskich i ekspiacje za rzekome zbrodnie katolików, są w istocie wymierzone właśnie w działalność misyjną Kościoła. Na pytanie „Czy można nawracać żydów?” holocaustyści zgodnie odpowiadają: „Nie!”, ponieważ misyjność stoi w sprzeczności z antychrześcijańskimi przekonaniami judaizmu i rasistowskimi koncepcjami syjonistów64. W ten sposób „chrześcijańscy” wyznawcy „religii Holocaustu” sytuują się wyraźnie poza nakreślonym w Piśmie św. planem Bożej historii…

Warto pamiętać, że słowa św. Pawła: „[w czym] nie masz poganina ani żyda, obrzezanego czy nieobrzezanego” (Kol 3, 11), odnoszące się do Kościoła katolickiego, są takim samym bluźnierstwem dla żydów, jak i rasistów oraz antysemitów… cdn.

 

„Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

cz. V

Z perspektywy ostatnich, krwawych wydarzeń politycznych na Bliskim Wschodzie można zaryzykować twierdzenie, że każde działanie podejmowane przez Żydów posiada swoje zakotwiczenie ideowo-polityczne w „religii Holocaustu”. Do takiej interpretacji skłaniają na przykład ostatnie wypowiedzi izraelskiego polityka Beniamina Nateniachu, który atakując ONZ i komentując krytyczne wypowiedzi państw europejskich pod adresem stosowanej przez Izrael przemocy względem palestyńskiej ludności cywilnej, powoływał się na prawa żydowskie wynikające z Holocaustu1. Z tego powodu możemy przyjąć, że całość dialogu prowadzonego pomiędzy katolikami a żydami wiąże się z „religią Holocaustu”, nawet jeśli nie odwołuje się wprost do wydarzeń historycznych z ubiegłego wieku.

Zadaniem ostatniej części niniejszych rozważań jest umiejscowienie „religii Holocaustu” w polityce watykańskiej oraz rozważenie jej znaczenia dla modernistycznych hierarchów, dążących do przebudowy Kościoła katolickiego. W podsumowaniu postaram się nakreślić nową wizję Kościoła, prezentowaną przez żydowskich i chrześcijańskich holocaustystów.

Trudne początki

Początki dialogu katolicko-żydowskiego wiążą się nierozerwalnie ze skomplikowaną sytuacją Europy po II wojnie światowej. Do pierwszych rozmów pomiędzy chrześcijanami a żydami – co warto podkreślić, nie mających na celu ich nawrócenia – doszło na przełomie lipca i sierpnia 1947 roku w Seelisbergu. Celem spotkania pomiędzy katolikami, protestantami a żydami było podsumowanie prześladowań Żydów w czasie II wojny światowej i zastanowienie się nad możliwościami zapobieżenia podobnym przypadkom w przyszłości oraz znalezienie korzeni współczesnej nienawiści do Żydów. Ze względu na zaangażowanie się katolików w prace Międzynarodowej Konferencji Chrześcijan i Żydów, stojącej za spotkaniem w Seelisbergu, Stolica Apostolska przestrzegła w liście do biskupów przed łączeniem się z organizacją „indyferentystów, dążących do ignorowania lub minimalizowania różnic w religijnej wierze i praktyce2. Dokumenty spotkania, zrzucające odpowiedzialność za tragedię żydowską podczas II wojny światowej na chrześcijański antysemityzm i negujące odpowiedzialność Żydów za śmierć Chrystusa, zostały jednoznacznie negatywnie ocenione przez papieża Piusa XII. Podobnie jeden ze współorganizatorów spotkania, francuski historyk Juliusz Isaac, pomimo audiencji u Ojca Świętego nie uzyskał jego akceptacji dla swojej działalności3. Papież pozostał niewzruszony wobec chrześcijańskich propagatorów judaizmu i modernistycznych ekumenistów. Był dla ich planów przeszkodą nie do obejścia…

Zwolennicy „religii Holocaustu” zgod­nie twierdzą, że podjęte po II wojnie światowej działania, mające na celu zbliżenie pomiędzy chrześcijanami a żydami, spowodowane były okropieństwami Holocaustu i uzmysłowieniem sobie przez chrześcijan odpowiedzialności za to wydarzenie. Teolog Klemens Thoma w pełni popiera zdanie innego teologa, Jana Baptysty Metza, który napisał:

Zwrot w stosunkach między Żydami a chrześcijanami odpowiada radykalizmowi kresu, który objawił się w Auschwitz4.

Rabin Irving Greenberg twierdzi, że

Holocaust wyzwolił w chrześcijaństwie paroksyzm samokrytyki oraz teologiczną determinację, aby pokonać tradycję „nauczania pogardy”,

łącząc jednoznacznie zwycięski pochód „religii Holocaustu” w mentalności Europejczyków z rewolucją w Kościele, dokonaną przez modernistów. Dla Greenberga reorientacja doprowadziła do „niewiarygodnej odnowy” w Kościele i otwarcia nowego okresu – „wielkiej epoki chrześcijaństwa w służbie ludzkości5. Sławomir Buryła, opierając się na poglądach jednego z czołowych ekumenistów ks. Grzegorza Ignatowskiego, stwierdza że Szoah stanowi „granicę” w stosunkach chrześcijańsko-żydowskich, chociaż nie spowodował on natychmiastowej reorientacji tradycyjnego nauczania katolickiego dotyczącego judaizmu. Dla Buryły i ks. Ignatowskiego skutkiem Holocaustu były „postanowienia II Soboru Watykańskiego6. Dla działającej od 2. połowy XIX wieku wewnątrz Kościoła sekty modernistycznej podjęcie rozmów chrześcijańsko-żydowskich stało się okazją do znalezienia nowej formy oddziaływania, dla Żydów zaś było niezwykle ważnym elementem gry politycznej, wspierającej wysiłki syjonistów, zmierzające do uzyskania swojego państwa na Bliskim Wschodzie. Jak się jednak okazuje, przyczyny podjęcia tzw. „dialogu chrześcijańsko-żydowskiego” były bardziej prozaiczne7.

Wiosna holocaustyzmu

Na zmianę stanowiska Kościoła holocaustyści musieli czekać do 1958 roku. Wraz z wyborem Jana XXIII nastąpił nowy rozdział w dziejach stosunków chrześcijańsko-żydowskich. W sferze oficjalnych kontaktów Jan XXIII kontynuował dotychczasową politykę papieską, jednak potajemnie przygotowywano daleko idące zmiany, których głównym rzecznikiem stał się kardynał Augustyn Bea. W 1959 roku zniesiono tradycyjne wielkopiątkowe modlitwy o nawrócenie żydów. W międzyczasie moderniści włączyli się w propagandową batalię, podjętą przez środowiska liberalne i żydowskie, przeciwstawiające wstecznego „faszystę Piusa XII” postępowemu „rzecznikowi zmian Janowi XXIII”8. W ten sposób powstała do dziś okryta mrokiem tajemnica rzekomej modlitwy za Żydów Jana XXIII, kończącej się słowami: „Przebacz nam, że tym naszym przekleństwem ukrzyżowaliśmy Ciebie po raz drugi9. Jana XXIII określano mianem „anty-Piusa XII”…

Duże znaczenie w rozwoju „religii Holocaustu” i dyskredytacji papieża Piusa XII miało z pozoru mało istotne wydarzenie kulturalne, wpisane w propagandową otoczkę przygotowywanego od 1958 roku frankfurckiego procesu załogi KL Auschwitz. W 1963 roku odbyła się premiera sztuki Rudolfa Hochhutha pt. Namiestnik, której treść stanowił dialog pomiędzy pozytywnym bohaterem, esesmanem Kurtem Gersteinem, a postacią negatywną – papieżem Piusem XII. Sztuka, w której esesman oskarżał Piusa XII o świadome przemilczanie ludobójstwa, zyskała światowy rozgłos dzięki sprawnej akcji mediów, widzących w utworze niemieckiego dramaturga sprawne narzędzie umożliwiające osiągnięcie stawianych sobie celów10. Na ławie oskarżonych posadzono Kościół katolicki. Dramat Hochhutha spowodował wzrost zainteresowania postacią papieża Piusa XII; zainteresowanie to zaspokajano sensacyjnymi, miernymi publikacjami, powielającymi fałsze i półprawdy dotyczące jego osoby11. Walka propagandowa, mająca na celu narzucenie holocaustycznego wizerunku Piusa XII jako „milczącego zbrodniarza”, trwa do dziś. Uległa gwałtownemu nasileniu wraz z ogłoszeniem przez Watykan wszczęcia procesu beatyfikacyjnego zmarłego w opinii świętości maryjnego papieża .

Początek niespokojnych politycznie lat ’60 był czasem tragicznym dla Kościoła. Odbywający się II Sobór Watykański, będący walnym starciem katolików z modernistami, nie pominął, pomimo licznych protestów, weryfikacji tradycyjnego nauczania katolickiego dotyczącego judaizmu12. Znalazło ono swoje odzwierciedleniu w jednym z najistotniejszych dokumentów soborowych Nostra aetate, w której to deklaracji uczyniono w rozdziale IV odniesienie do prześladowań Żydów, „aktów nienawiści”, „przejawów antysemityzmu”, które „soborolodzy Vaticanum II” odczytują jako wyraźne nawiązanie do „hekatomby Żydów w okresie drugiej wojny światowej13.

Monolog w cieniu Holocaustu

Dokument soborowy otworzył holocaustyczną „puszkę Pandory” kolejnych, coraz bardziej radykalnych wypowiedzi i dokumentów modernistycznych konstruowanych w tym duchu. Przytłaczająca większość z nich powoływała się na wydarzenia z czasów II wojny światowej lub czyniła aluzje do nich. Dialog chrześcijańsko-żydowski prowadzono wyraźnie – by sparafrazować sformułowanie rabina Greenberga – „w cieniu krematorium”. Z okazji 25-lecia deklaracji Nostra aetate Jan Paweł II stwierdził:

Żaden dialog między chrześcijanami a Żydami nie może pominąć milczeniem bolesnego i straszliwego doświadczenia Szoah14.

Dokument watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem (z 12 III 1998 r.) nie wprost przyznaje, że chrześcijańska teologia antyjudaistyczna mogła mieć swój udział w podsycaniu antysemityzmu rasistowskiego, który doprowadził do Holocaustu15. Orędzie biskupów niemieckich z okazji 50 rocznicy wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz 27 stycznia 1995 uznaje i podkreśla specjalny status Holocaustu oraz czyni aluzję do odpowiedzialności Kościoła katolickiego w Niemczech za zbrodnie nazistów16. Bardziej umiarkowany dokument polskiego Episkopatu, podpisany przez bpa Stanisława Gądeckiego, idzie jednak tą samą drogą „wyrzutów sumienia” i specjalnego znaczenia wydarzenia17. Wypowiedzi te przyznają Holocaustowi wyjątkowe znaczenie ontologiczne, wpisując się w nurt „chrześcijańskiego holocaustyzmu”. Podobnej interpretacji należy dokonać odnośnie do organizowanych co roku tzw. „Dni Judaizmu”, które ks. Michał Czajkowski chciałby widzieć bardziej wyraźnie symbolicznie jako „Dzień Zagłady”, który można by ustanowić w „Wielki Piątek” na znak reorientacji, lub w rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim. Ustanowiona przez Episkopat włoski data jest dla ks. Czajkowskiego wysoce niestosowna, ponieważ została wpisana w Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, a przecież Jan Paweł II wyraźnie stwierdził, że „Religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym18. Innymi słowy, zdaniem Jana Pawła II judaizm jest częścią Kościoła katolickiego… Dokładnie po myśli Jana Pawła II idzie opatrznie zrozumiana przez żydów deklaracja Dominus Iesus, która podkreśla specjalny status Kościoła, w obrębie którego dokonuje się zbawienie. Krytyczne reakcje rabinów, następujące pomimo tego, że w tekście deklaracji na próżno szukać jakichkolwiek odniesień do judaizmu, spowodowały szereg wyjaśnień specjalistów od dialogu ekumenicznego, dlaczego dokument pomija „starszych braci w wierze”. Niuanse wyjaśnia w duchu wypowiedzi Jana Pawła II ks. Michał Czajkowski, zwracając uwagę na użyte w deklaracji słowa odnośnie do „misji ad gentes”, czyli tylko „do pogan (gojim)”, co powoduje zaprzestanie misyjności odnośnie do Żydów, którzy poprzez swoje wybranie znajdują się w obrębie Kościoła19. Jak już wspomniałem we wcześniejszej części cyklu, na pytanie, czy należy nawracać Żydów, holocaustyści zdecydowanie odpowiadają, że NIE. W tym przypadku holocaustyzm harmonijnie współbrzmi z filojudaistycznymi koncepcjami ekumenicznego synkretyzmu.

Bardzo istotnym dokumentem, któremu holocaustyści nadają status drugiego Nostra aetate, jest Deklaracja Dabru emet – Żydzi o chrześcijanach, chrześcijanie o Żydach, będąca efektem sympozjum odbywającego się na Zamku Ostrogskich w Warszawie, ogłoszona 10 IX 2000 r. Sympozjum, odbywające się pod egidą Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, przy pełnym poparciu władz kościelnych, nakreśliło nowy postholocaustyczny kierunek poszukiwań w dialogu chrześcijańsko-żydowskim20. Jak stwierdził wielokrotnie już wspominany rabin Greenberg, dialog pomiędzy chrześcijanami a Żydami „zanadto jeszcze potyka się o wspomnienie Holocaustu i antysemityzmu”; deklaracja poszukuje więc dróg do kolejnego etapu – teologicznego, budowanego na synkretyzmie obu religii21. Deklaracja Dabru emet podkreśla przełomowe znaczenie Holocaustu, zmieniające dotychczasowe oblicze świata religijnego; przyjmuje, że chrześcijaństwo „nie jest życiodajnym religijnym wyborem dla Żydów”, judaizm jest w odniesieniu słów deklaracji samowystarczalny i nie można go rozpatrywać w kontekście przygotowania pochodu chrześcijaństwa. Deklaracja zawiera tylko jedno odniesienie do Jezusa Chrystusa, i to wyłącznie w odniesieniu do chrześcijan („Chrześcijanie poznają Boga i służą mu poprzez Jezusa Chrystusa”), neguje potrzebę nawracania żydów, a w swym końcowym punkcie przyjmuje wizję zbawienia i tryumfu Bożego charakterystyczną dla judaizmu, którą oparto na specyficznym rozumieniu Księgi Izajasza (2, 2–3). Punkt 5. deklaracji przyznaje, że „nazizm nie był fenomenem chrześcijańskim”, ale składa częściową winę za Holocaust na chrześcijan oraz w duchu holocaustycznym nadaje państwu żydowskiemu w Palestynie specjalny status teologiczny, związany z wypełnieniem się proroctwa dotyczącego żydowskiego wybraństwa22. Część środowisk żydowskich wyraziło swoje niezadowolenie (m.in. rabin Jakub Rudin) z powodu niewyraźnego zaakcentowania odpowiedzialności i winy chrześcijan za Holocaust, powołując się na… słowa i gesty Jana Pawła II…23

Teologia Holocaustu Jana Pawła II

Istotnie, rola Papieża w kształtowaniu i propagowaniu „religii Holocaustu” jest duża, a analiza jego wypowiedzi pokazuje pełną akceptację przezeń holocaustycznych „dogmatów”. Rolę tę skrupulatnie odnotowano w czasie obrad Międzynarodowego Katolicko-Żydowskiego Komitetu Łączności obradującego w Nowym Jorku i podkreślono na watykańskim sympozjum dotyczącym antyjudaizmu chrześcijańskiego, którego owocem był dokument Pamiętamy: refleksje nad Szoah24. Szczególnego znaczenia, odnotowywanego skrupulatnie przez holocaustystów, nabiera gest Karola Wojtyły, który będąc młodym księdzem odmówił ochrzczenia żydowskiej dziewczynki, polecając przybranym rodzicom, by oddali dziecko osobom zdolnym wychować ją w religii jej rodziców biologicznych25. Nie dementowana przez Watykan opowieść rabina Elio Toaffa z 1986 roku jest fundamentem dzisiejszej negacji katolickiej misyjności26. Obszerna literatura holocaustyczna przynosi olbrzymią ilość materiału dotyczącego roli Jana Pawła II w propagowaniu „religii Holocaustu”27. Podobnie liczne wypowiedzi Jana Pawła II zawierają holocaustyczną wizję teologii.

Ewa Jóźwiak podkreśla, że wszystkie wypowiedzi Jana Pawła II adresowane do żydów zawierają czytelne odniesienie do Holocaustu28. Jan Paweł II utrzymuje, że śmierć krzyżowa Jezusa Chrystusa nie zakończyła wybraństwa żydów, ponieważ jest ono „nieodwołalnym powołaniem” (przemówienie do przedstawicieli ży­dow­­skiej wspólnoty w Austrii, Wiedeń 24 VI 1988 r.).

Przez swoje powołanie i swoją historię naród żydowski jest w szczególny sposób wybrany, aby całemu rodzajowi ludzkiemu głosić zbawczą wolę Boga

– stwierdził Jan Paweł II na spotkaniu z Centralna Radą Żydów (Berlin, 12 VI 1996 r.)29. Podobne wypowiedzi sugerują przyjęcie przez Papieża etnicznego rozumienia wybraństwa, bliskiego talmudycznemu i holocaustycznemu judaizmowi, polegającego na przewodnictwie, wynikającym ze specjalnego statusu żydowskiej historii pełnej prześladowań.

Jan Paweł II w pełni akceptuje jedyność i niepowtarzalność Holocaustu, doprowadzając w swoich wypowiedziach do zatarcia różnicy między wyjątkową, odkupieńczą śmiercią Jezusa na Krzyżu a śmiercią Żydów z rąk hitlerowców30. Papież w wypowiedzi do uczestników sympozjum poświęconego korzeniom antyjudaizmu stwierdził, że Szoah „podważa zbawczy plan Boga wobec historii” (Watykan, 31 X 1997 r.)31.

W swojej książce Przekroczyć próg nadziei Jan Paweł II przyjmuje ścisły związek między sukcesem modernistycznego ekumenizmu a zbrodniczymi rezultatami ostatniej wojny światowej:

Szczególną rolę mógł tu odegrać fakt „wyniszczenia Żydów”, co musiało równocześnie postawić wobec Kościoła i chrześcijaństwa sprawę stosunku pomiędzy Nowym i Starym Przymierzem32.

Konsekwencje wojny zmuszają chrześcijan do zrewidowania dotychczasowej teologii antyjudaistycznej i zaprzestania misyjności, skupiając wysiłki na dialogu ekumenicznym i walce z rasizmem33. Jak jasno wynika z tych wypowiedzi, również Jan Paweł II w pełni zasługuje na tytuł „anty-Piusa XII”…

Podsumowanie

Teologiczne koncepcje „religii Holocaustu” bardzo dobrze współbrzmią z opiniami dużej części ekumenistów. Nie są to opinie koniunkturalne, co podkreśla ks. Czajkowski, ale powrót do koncepcji bardzo dawnych, zepchniętych poza margines życia chrześcijańskiego, a polegających na synkretyzmie chrześcijańsko-żydowskim, popularnie zwanym dzisiaj „judeochrześcijaństwem”:

(…) tzw. „teologia po Oświęcimiu” na Zachodzie to nie jest szlachetny koniunkturalizm: dokonano tak straszliwej zbrodni, więc zapomnijmy o dzielących nas różnicach… Nie; teologia postoświęcimska to odkrywanie tego co już dawno powinniśmy odkryć, nawet gdyby nigdy żaden Żyd nie zginął z ręki chrześcijańskiej czy pogańskiej34.

Ks. Chrostowski wyjaśnia ten synkretyzm następująco:

Tu nie chodzi o to, by zatracać własną tożsamość, by bez przerwy przeobrażać się w drugiego człowieka, patrzeć jego oczami. Chodzi o to, (…) żeby – pozostając sobą – wytworzyć w sobie pewną przestrzeń, która będzie sprzyjała takiemu zrozumieniu świata i problemów, jakie ma mój partner35.

Księża Czajkowski i Chrostowski prezentują „głębokie” rozumienie holocaustyzmu, które poszukuje konkretnych rozwiązań teologicznych, pragnie przebudować chrześcijaństwo, uczynić je „bardziej ludzkim”, to znaczy bardziej żydowskim, powrócić do zapomnianych korzeni religii. Inną interpretację holocaustyzmu, „płytszą”, bardziej „koniunkturalną” prezentuje w swoim liście do uczestników oświęcimskich rekolekcji siostra Karola Bettinelli, przełożona generalna zgromadzenia Figlie di Betlem.

Pozdrówcie ode mnie Edytę. Poproście ją o wstawiennictwo u Boga, by dialog międzyreligijny i ekumeniczny, w odważnej pokorze, opanowywał przestrzenie pojednania. Oraz, by kobieta motywowała i orientowała ewangelicznie własne życie tak, by być, w realizowaniu siebie, darem dla36.

W tej wersji „poprawnej politycznie” wersji „religia Holocaustu” służy do socjologicznego i politycznego podboju, do zdobycia politycznej przestrzeni. Używa języka zaczerpniętego z zaawansowanego dyskursu politycznego, posługuje się społecznym dydaktyzmem, nawołuje do walki z rasizmem, antysemityzmem, z biedą i głodem, do walki o prawa kobiet i o sprawiedliwość społeczną. Pomimo tego podwójnego oblicza „chrześcijańskiego holocaustyzmu” obydwa jego nurty nie są sprzeczne, ale wzajemnie się uzupełniają i dopełniają.

Konsekwencje zaakceptowania teologii holocaustycznej przedstawionej w kolejnych częściach artykułu spowodowałyby radykalną przebudowę Kościoła, stworzyłyby nowe chrześcijaństwo, bliskie niektórym koncepcjom modernistycznym. „Chrześcijański holocaustyzm” detronizuje Chrystusa z Krzyża, zastępując Zbawiciela „zbiorowym mesjaszem” narodu żydowskiego. Ks. Czajkowski, powołując się na słowa Jana Pawła II („Golgota naszych czasów”, „ofiara, którą naród żydowski poniósł za innych”) wyjaśnia, że Kościół „powinien w męce Izraela widzieć mękę samego Jezusa z Nazaretu37. Konsekwencją odrzucenia lub umniejszenia znaczenia Ofiary Krzyżowej Jezusa Chrystusa jest negacja Jego panowania nad narodami i społecznościami. Bezpośrednio stwierdza to rabin Dawid Novak:

Do niczego nie dojdziemy, jeśli będziemy rozmawiać o Jezusie Chrystusie. Nasz dialog będzie natomiast twórczy, gdy będziemy dyskutować o etyce, moralności, zastanawiać się nad przyczynami sekularyzacji nowoczesnych społeczeństw, podejmować wspólne inicjatywy na rzecz pokoju. Wierzę, że doktrynalne twierdzenia judaizmu i chrześcijaństwa są jedynie tymczasowe38.

W szokujący sposób wyraża podobne poglądy, używając judaistycznego parawanu, siostra Violetta Reder CHR:

Jezus nie jest fałszywym mesjaszem – należy wszakże do tych żydowskich mesjaszów, których misja się nie powiodła, nie zaprowadził bowiem królestwa Bożego na ziemi39.

Jeśli w obliczu Auschwitz misja Jezusa Chrystusa zakończyła się niepowodzeniem, w takim razie misja Kościoła, misja głoszenia Ewangelii innym narodom – jest niepotrzebna. Szczególnego znaczenia nabiera jej negacja w obliczu utrzymywanego przez teologicznych holocaustystów „wiecznego”, „niezmiennego”, „ciągłego” wybrania Żydów. W tym kontekście Żydzi jako wspólnota doskonała, w przeciwieństwie do Kościoła – „Czystej Nierządnicy” (jak wyraził to ks. Czajkowski), zbrukanej krwią żydowską w czasie Holocaustu, stanowią rdzeń, wokół którego należy budować nowe chrześcijaństwo40. „Religia Holocaustu” posiada oczywiście wyraźne odniesienia polityczne, zwłaszcza dla Żydów, którym służy jako element szantażu politycznego, wzmacniającego izraelską politykę przemocy i finansowego drenażu „odpowiedzialnych za Holocaust”. Jednak za parawanem gry politycznej czai się zwarty system religijny, dążący do określonych celów związanych z zasadami holocaustycznego judaizmu. Dziś droga do uwieńczenia historii „religii Holocaustu” weszła w kolejny etap – odbudowy Świątyni Jerozolimskiej, o której coraz głośniej mówią izraelscy przywódcy religijni. Chrześcijaństwo w tych planach stanowi zaledwie dodatkowy, niewarty większej uwagi element, mający na celu uniwersalizację „holocaustycznego judaizmu”. Katolicyzm – należy to odważnie powiedzieć – nie stanowi już politycznego przeciwnika judaizmu, jednak, czego nie zauważają „chrześcijańscy holocaustyści”, nie stanowi również równorzędnego partnera. Jeśli Kościół nie podejmie trudu odrodzenia życia religijnego w oparciu o „przylgnięcie do starożytności”, czyli powrót do autentycznie katolickich wzorców religijnych i teologicznych, będzie traktowany jako mało znacząca judeochrześcijańska sekta, działająca na obrzeżach „religii Holocaustu”, w rodzaju Neokatechumenatu lub Wspólnoty Błogosławieństw. Ω

Nie zapomnę też nigdy prośby nawróconego Żyda, głośnego muzyka we Włoszech północnych, a potem zakonnika, francisz­kanina, o. Emilio Norsy.

W Rzymie go poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostat­niej chorobie trzymał zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono, że teraz w chwilach samot­nych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do pisania utworów, wskazał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie, mówiąc: „Stąd mi przyjdzie natchnienie”. Otóż ten gorący czciciel Niepokalanej, Żyd, kapłan zakonu OO. Franciszkanów prosił mnie, bym się łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. odprawiać). Intencje były następujące: 1) za Ojca św., 2) o pokój światowy i 3) o nawrócenie Żydów.

Czyniąc zadość życzeniu śp. o. Norsy proszę też i Was, Sz[anowni] Czytelnicy o modlitwę do Niepokalanej „o nawró­cenie Żydów” tego „najnieszczęśliwszego z narodów”, jak zwykł był mawiać o. Norsa, bo zakopanego w rzeczach ziemskich i przemijających. A więc:

1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważ­nie, a gorąco co dzień odmawia nasz akt strzelisty: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy… i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają…, a zwłaszcza za masonami”…, bo masoni to nic innego jak tylko zorganizowana klika fanatycznych Żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go. Biedni, szaleni uderzają głową o skałę.

2. Gdy kto z nas napotka Żyda, niechaj westchnie o jego na­wrócenie do Niepokalanej, chociażby tylko myślą, np. „Jezus, Maryja”, a gdy się zdarzy napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych, których prowadzi, ra­chunek przed Bogiem zdać musi, wypada więcej modlitwy ofia­rować, chociażby „Zdrowaś Maryjo” (…)

„Rycerz Niepokalanej”, 5 (1926), 2–7

 

 

Ten dokument w Internecie: http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/418

, ,

No comments yet.

Leave a Reply

Intronizacja
Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE