”Kijów” nie ma Polsce nic do zaproponowania, bo nie reprezentuje niczego i nikogo – to zwykłe ukraińskie bydło pod żydowskim nadzorem.
Życzymy sobie i Rosji rychłego zwycięstwa na tej wojnie, wyłapania wszystkich ukraińców i zamkniecie ich w gułagach. Tych ukraińców osiadłych w Polsce też tam wyślemy, a to łącznie z tymi warszawskimi kompradorami – ich przyszłość to ziemianki syberyjskie: tyle zjedzą, ile zbiorą z pól własnej pracy.
Narody i ludy zamieszkałe na ukrainie odzyskają swoją wolność i pokój, a ten piękny kraj w końcu odetchnie po tym ludobójstwie i zniszczeniu. Mieszka tam wiele milionów zruszczonych Polaków, których ukraińcy chcą tą wojną unicestwić, to trzeba pamiętać i pomścić.
Red. Gazeta Warszawska
+
Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha spotykał się w piątek w Warszawie z wicepremierem Radosławem Sikorskim w cieniu najpoważniejszego sporu historycznego od początku wojny. Ukraina coraz wyraźniej szuka jednak drogi do deeskalacji z Polską. Jak ustaliła WP, w Kijowie rozważany jest gest przed 11 lipca upamiętniający polskie ofiary Wołynia, który miałby rozładować napięcie w relacjach z Warszawą.
- Ukraińscy politycy przekonują w rozmowach z Wirtualną Polską, że w Panteonie nie znajdą się kontrowersyjne nazwiska - Romana Szuchewycza na pewno tam nie będzie, a los Stepana Bandery zależy od dalszych relacji z Polską.
- W Kijowie rozważany jest gest przed 11 lipca upamiętniający polskie ofiary Wołynia, który miałby rozładować napięcie w relacjach z Warszawą.
- Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że napięcie na linii Warszawa-Kijów było tak duże, że niewiele brakowało, by konferencja w Gdańsku zakończyła się dyplomatycznym skandalem.
Po ostatnim rosyjskim ataku na Kijów szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha wezwał zachodnich partnerów do pilnego przekazania kolejnych systemów obrony powietrznej oraz pocisków. Głównym tematem dzisiejszego spotkania będzie jednak najprawdopodobniej spór o politykę historyczną - największy od początku wzajemnych relacji.
Afera w Sejmie. Marszałek nie mogła uspokoić sali
Z Ukrainy płynie w ostatnim czasie coraz więcej nieoficjalnych sygnałów, że konflikt z Polską należy zacząć wygaszać - po fazie manifestacji siły i eskalacji Kijów zdaje się szukać sposobu na załagodzenie sporu, nie tracąc przy tym twarzy w polityce wewnętrznej.
Jedną z prób poprawy relacji ma być przedstawienie przez szefa ukraińskiej dyplomacji propozycji kompromisu, w ramach którego w ukraińskim panteonie bohaterów znalazłby się Marek Bezruczko - ukraiński pułkownik, ale też weteran wojny polsko-bolszewickiej i dowódca obrony Zamościa przed Armią Czerwoną w 1920 r. To postać zasłużona dla obu narodów: polskiego i ukraińskiego.
To celowy wybór - wspólny bohater, który miałby pomóc rozładować napięcie i rozpocząć proces wyciszania obecnego konfliktu. O tej propozycji informowaliśmy już w środę w Wirtualnej Polsce.
Konflikt narasta
Kryzys w relacjach między Polską a Ukrainą, wywołany sporem o politykę historyczną, narasta od końca maja. W środę ukraiński parlament przyjął ustawę o utworzeniu Ukraińskiego Panteonu Narodowego - ogólnonarodowego kompleksu pamięci w Kijowie, który ma upamiętniać osoby "o wyjątkowym, historycznie doniosłym wkładzie" w walkę o niepodległość i budowę państwa ukraińskiego.
Projekt przewiduje uroczyste ponowne pochówki wybranych postaci historycznych. Przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk podkreślał po głosowaniu, że w Panteonie spoczną "najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego" - Warszawa obawia się jednak, że mogą się wśród nich znaleźć również dowódcy UPA, odpowiedzialni za Rzeź Wołyńską.
Ustawę przyjęto w ekspresowym tempie: prezydent Wołodymyr Zełenski złożył projekt 28 czerwca, a już trzy dni później dokument przeszedł przez parlament. - Nie wiadomo, skąd taki pośpiech - mówi Wirtualnej Polsce jeden z ukraińskich parlamentarzystów.
Rozmówca WP przyznaje, że choć o projekcie Panteonu mówiło się od lat, zaskoczyło go tempo głosowania i zastanawia się, jak zostanie to odebrane w Polsce oraz czy wpłynie na perspektywy akcesji Ukrainy do UE. Zwraca przy tym uwagę, że w projekcie wyraźnie zapisano wykluczenie osób odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne.
- Nie wierzę, żeby w Panteonie znalazł się ktoś taki jak Szuchewycz, ani nawet żeby jego kandydatura została poddana pod głosowanie. Na razie nie ma żadnej listy nazwisk. Każda osoba będzie zgłaszana oddzielnie i każda kandydatura będzie głosowana przez parlament - dodaje rozmówca WP.
Roman Szuchewycz to dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii i jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polsko-ukraińskim sporze o historię. Wcześniej był oficerem batalionu "Nachtigall" współpracującego z Niemcami, a od 1943 r. stał na czele UPA - formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, w wyniku którego zginęło od 60 do 100 tysięcy osób.
Były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko już zaproponował pochowanie w Panteonie szczątków Stepana Bandery - to właśnie ewentualne uhonorowanie Bandery i Szuchewycza budzi w Polsce największe emocje.
- Szuchewycza nie będzie, tego jestem pewien. Nie wiadomo, jak będzie z Banderą. To w dużej mierze zależy od relacji z Polską - mówi Wirtualnej Polsce inny z ukraińskich polityków.
Jak dodaje, warto zwrócić uwagę na inne decyzje Kijowa dotyczące polityki historycznej.
Rozmówca WP zauważa, że nieprzypadkowo Zełenski zapowiedział postawienie pomnika Iwana Mazepy w miejscu pomnika Lenina i to właśnie jego uczyniono twarzą Panteonu - decyzja miała zostać przemyślana w biurze prezydenta, bo Mazepa nie jest dla Polaków postacią kontrowersyjną. - W pewnym sensie łączy oba narody - podsumowuje.
Iwan Mazepa to hetman Wojska Zaporoskiego, który w 1708 r. zerwał sojusz z carem Piotrem I i opowiedział się po stronie Szwecji, licząc na wyzwolenie Ukrainy spod władzy Rosji - w Rosji do dziś uchodzi za symbol zdrady, na Ukrainie za jednego z ojców niepodległościowych dążeń.
Przyjęcie ustawy wywołało falę komentarzy
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór wyraził nadzieję, że w Panteonie nie znajdą się osoby odpowiedzialne za zbrodnie na Polakach, zaznaczając jednocześnie, że Polska respektuje prawo Ukrainy do budowania własnej tożsamości narodowej.
Nie zabrakło jednak ostrzejszych głosów. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak stwierdził, że "Ukraina eskaluje konflikt z Polską i okopuje się na pozycjach gloryfikowania sprawców ludobójstwa", dodając, że skoro Kijów stać na "promocję banderyzmu", to znaczy, że ukraiński rząd ma nadmiar środków finansowych.
Do sprawy odniosła się również Ambasada Ukrainy w Warszawie. W opublikowanym nagraniu ambasador Wasyl Bodnar podkreślił, że sama ustawa nie przesądza o tym, kto znajdzie się w Panteonie - określa jedynie procedurę rozpatrywania kandydatur oraz kryteria wykluczające, a o każdym nazwisku decydować będzie odrębnie Rada Najwyższa.
W Kijowie coraz częściej słychać o potrzebie kompromisu
Równolegle w Kijowie rozważane są także inne gesty wobec Polski. - Rozważany jest jakiś gest przed 11 lipca, którym upamiętnimy polskie ofiary na Wołyniu i trochę rozładujemy napięcie. Uważam, że to dobry pomysł - mówi Wirtualnej Polsce ukraiński polityk, również prosząc o zachowanie anonimowości.
Zwraca też uwagę, że obecny konflikt ma dla Zełenskiego wymiar polityki wewnętrznej - poprawia jego notowania i daje wygodny argument w sprawie akcesji do UE, na którą i tak, jak przyznaje, Kijów nie liczy w najbliższym czasie, upatrując winnych w Polsce i na Węgrzech. - Wydaje mi się jednak, że będą starali się choć trochę obniżyć temperaturę tego sporu, bo eskalacja nikomu nie służy - mówi rozmówca WP.
Podobnie sytuację oceniają również polscy eksperci. - Uważam, że prezydent Zełenski używa polityki historycznej w sposób wyrachowany i celowy. Umówiliśmy się w Europie po II wojnie światowej, że nie czcimy kolaborantów nazistowskich, szczególnie tych, którzy mieli coś wspólnego z Holokaustem. To będzie się Ukrainie odbijało czkawką - ocenia jeden z polskich analityków.
Warszawa pozostaje asertywna. Spór przenosi się także do Brukseli
W przyszłym tygodniu Parlament Europejski zagłosuje nad rezolucją ws. procesu akcesyjnego Ukrainy - Europejska Partia Ludowa złożyła już poprawkę krytykującą Zełenskiego za upamiętnianie UPA. I jak słyszymy w Koalicji Obywatelskiej, ma to być element szerszej strategii prowadzonej wobec Kijowa.
- Uznaliśmy, że w pewnych obszarach trzeba przejąć inicjatywę. Dalej trzeba wspierać Ukrainę w walce z Rosją, ale jednocześnie mówić o potrzebie zablokowania kultu UPA na poziomie europejskim. Dlatego to Platforma Obywatelska wyszła z inicjatywą potępienia jej działalności w Parlamencie Europejskim - mówi anonimowo jeden z polityków KO.
Celem jest przeniesienie dyskusji poza relacje dwustronne Warszawa-Kijów. Polityk podkreśla, że solidarności unijnej nie można rozbijać, a propozycja odebrania Zełenskiemu orderu w Czechach nie była przypadkowa – chodzi o umiędzynarodowienie sprawy UPA. Jest przekonany, że ani Bandera, ani Szuchewycz w najbliższym czasie nie trafią do Panteonu, bo Kijów nie będzie chciał burzyć relacji z rządem Tuska. - Mogliby zdecydować się na taki krok dopiero wtedy, gdy nie mieliby już nic do stracenia w relacjach z Polską - podsumowuje.
W opinię o możliwej próbie szukania kompromisu przez Kijów wpisują się również ostatnie wypowiedzi prezydenta Wołodymyra Zełenskiego podczas wizyty w Dublinie. - Jesteśmy silnymi sąsiadami i dobrymi przyjaciółmi - powiedział. A jeszcze kilka dni temu nasi rozmówcy w Kijowie przekonywali, że prezydent Zełenski pozostaje obrażony na Polskę. Odebranie orderu miał potraktować jako osobistą zniewagę.
W Gdańsku niewiele brakowało do dyplomatycznego skandalu
Jak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski, napięcie między Warszawą a Kijowem było tak duże, że niewiele brakowało, by konferencja w Gdańsku zakończyła się dyplomatycznym skandalem - do ostatniej chwili nie było pewne ani to, czy przyjedzie prezydent Zełenski, ani jak ostatecznie będzie wyglądał skład ukraińskiej delegacji.
- Jeszcze trzy dni przed konferencją w Kijowie dominował pomysł, żeby całkowicie obniżyć rangę delegacji. To znaczy, żeby do Gdańska nie pojechała nawet premier Julia Swyrydenko - mówi Wirtualnej Polsce jeden z ukraińskich parlamentarzystów. Jak dodaje, rozważano wariant, w którym Ukrainę reprezentowaliby jedynie wiceministrowie.
- Miała to być manifestacja siły i oburzenia. Takiego rozwiązania chciało kilku współpracowników prezydenta Zełenskiego, a także sam prezydent. Nie rozumiem tego, ale tak było. To konferencja dotycząca odbudowy Ukrainy. Brak najważniejszych ukraińskich polityków wyglądałby dyplomatycznie bardzo źle - relacjonuje rozmówca WP.
Ostatecznie zwyciężyła jednak mniej konfrontacyjna koncepcja. Jak słyszymy, zdecydowano się obniżyć rangę delegacji, ale jednocześnie przekonywać, że konferencja ma charakter międzyrządowy, dlatego Ukrainę reprezentuje premier. Taki przekaz nie znalazł jednak większego zrozumienia po stronie polskiej.
Choć sama konferencja zakończyła się organizacyjnym sukcesem - pobito rekord frekwencji z Rzymu, podpisano kontrakty warte około 10 mld euro - to postawa Zełenskiego miała wpłynąć na usztywnienie stanowiska wobec Ukrainy, także na forum Unii Europejskiej.
Czy to doprowadzi do poprawy stosunków między Kijowem a Warszawą? Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć - wiele będzie zależało od dalszych ruchów Kijowa, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu, przypadającej 11 lipca.
https://wiadomosci.wp.pl/kijow-zaproponuje-polsce-gest-pojednania-w-tle-spor-o-panteon-narodowy-i-upa-7303464727218528a






