Aleksander Dugin: Od operacji specjalnej do wojny cywilnej

Od operacji specjalnej do wojny cywilnej

Aleksandr Dugin twierdzi, że oficjalne przyznanie się Rosji do wojny ze zbiorowym Zachodem oznacza decydujący punkt zwrotny, który zmieni politykę i społeczeństwo kraju...

 

Aleksandr Dugin twierdzi, że oficjalne uznanie przez Rosję wojny ze zbiorowym Zachodem oznacza decydujący punkt zwrotny, który zmieni politykę, społeczeństwo i pojmowanie konfliktu w tym kraju.

Rozmowa z Aleksandrem Duginem w programie Eskalacja na kanale Sputnik .

Dziękuję za przeczytanie! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.

Prowadzący: Nadajemy na żywo w radiu Sputnik. W studiu jest z nami Michaił Alimow. Dzień dobry wszystkim. To autorski program filozofa Aleksandra Dugina „Eskalacja”. Niedawno Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy prezydenta Rosji, wygłosił niezwykle symboliczne i ważne oświadczenie: powiedział, że Specjalna Operacja Wojskowa [SMO] przerodziła się w prawdziwą wojnę, ponieważ „za Kijowem stoi wiele stolic europejskich i, niestety, Waszyngton”. To dosłowny cytat. Aleksandrze Gielewiczu [Duginie], proszę nam powiedzieć: w którym momencie nastąpiła ta transformacja? Przecież stolice europejskie włączyły się w ten proces niemal natychmiast.

Alexander Dugin: Myślę, że ta transformacja – o której mówimy i o której wspomniał rzecznik prasowy prezydenta – dokonała się przede wszystkim w naszych umysłach. Wcześniej rozumieliśmy Specjalną Operację Wojskową jako działanie techniczne mające na celu schłodzenie agresywnych planów Zachodu. Miała być prowadzona lokalnie, w ograniczonym formacie regionalnym, z pełną kontrolą nad ryzykiem eskalacji. Operacja Specjalnego Mechanizmu Obronnego musiała zostać przeprowadzona szybko i skutecznie i zakończyć się dość szybko. Następnie mieliśmy rozpocząć normalizację stosunków z Zachodem, co mogło zająć trochę czasu. Na początku Operacji Specjalnego Mechanizmu Obronnego celem było zabezpieczenie naszej suwerenności politycznej w ramach istniejącego jednolitego globalnego – czyli zachodniego – świata, którego legitymację w dużej mierze uznawaliśmy. Mieliśmy jedynie poszerzyć skalę naszej niezależności i zwiększyć nasze znaczenie w ogólnym porządku światowym, nie rzucając bezpośredniego wyzwania Zachodowi, nie wdając się z nim w wojnę i nie prowokując go do otwartego konfliktu. Zadanie było ograniczone: zmienić lokalną konfigurację naszej obecności na obszarze postsowieckim poprzez ustanowienie kontroli nad tym, co zdecydowanie uważaliśmy za naszą strefę odpowiedzialności. Wierzono, że można to osiągnąć środkami technicznymi, bez całkowitego zerwania z Zachodem.

Moim zdaniem, takie było pierwotne obliczenie. Nie ma sensu dziś dyskutować, czy było ono poprawne – okazało się błędne. Możliwe, że sam plan był dobrze skonstruowany, ale jego realizacja potoczyła się inaczej. Stało się, stało się. Najważniejsze, że w maju 2022 roku nie udało nam się zdobyć Kijowa. Byliśmy w Hostomlu, tuż obok miasta, ale z wielu powodów nie mogliśmy go zdobyć – i tym samym pierwotny plan się wyczerpał. Od tego momentu wyłoniła się nowa sytuacja i nowa rzeczywistość. Specjalna Operacja Wojskowa przestała być specjalną operacją wojskową – czyli czymś technicznym, lokalnym, regionalnym, szybkim i skutecznym. Logika każdej takiej operacji jest prosta: szybko robisz coś trudnego i nieprzyjemnego, a potem długo, dyplomatycznie, łagodzisz jego negatywne konsekwencje. Ale wszystko potoczyło się inaczej.

Specjalna Operacja Wojskowa zakończyła się naszym wycofaniem z Kijowa, a wiosną 2022 roku w zasadzie rozpoczęła się wojna. Zachód, który najwyraźniej wierzył, że dość szybko zwyciężymy w tej operacji, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie mógł uwierzyć, że Ukraina się utrzymała – i wtedy rzucił się w wir konfliktu. Od tego momentu jesteśmy w stanie wojny.

Jednak gdy Specjalna Operacja Wojskowa jako blitzkrieg się nie powiodła i wybuchła wojna, wymagało to bardzo złożonej refleksji nad tym, co się działo, a to zajęło dużo czasu. Pamiętajmy: początkowo wszczynano nawet postępowania karne przeciwko osobom mówiącym o „wojnie”, ponieważ oficjalnie Specjalna Operacja Wojskowa trwała i tylko tak można ją było nazwać. Każdy, kto użył słowa „wojna”, podlegał bezpośredniemu ściganiu prawnemu – administracyjnemu, a czasem karnemu. W pewnym momencie jednak kara za użycie słowa „wojna” w odniesieniu do Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie została zniesiona i od tego czasu sytuacja zaczęła się zmieniać. Niemniej jednak minęły kolejne cztery lata, zanim w końcu i oficjalnie uznaliśmy rzeczywistość. W końcu rzecznik prasowy prezydenta nie wyraża osobistej opinii – przekazuje opinię prezydenta, a ta opinia ma charakter dyrektywny. Innymi słowy, Specjalną Operację Wojskową należy teraz nazwać wojną, a zatem to, co dzieje się na Ukrainie, należy rozumieć jako wojnę.

Tak więc przez cztery lata nasza świadomość dostrajała się do rzeczywistości. Teraz w zasadzie uznaliśmy, że mówimy o wojnie. Wszystko jest jasne: to jest wojna. I musimy od razu dodać – jak zrobił to również Pieskow – wyjaśnienie: wojna z kim właściwie? To nie jest wojna z Ukrainą – to wojna z Zachodem. I ta wojna, jak słusznie zauważył Pieskow słowami „niestety”, toczy się również przeciwko Ameryce, przeciwko Stanom Zjednoczonym, które walczą po przeciwnej stronie, po stronie naszych wrogów – pomimo wszystkich oświadczeń i kroków, jakie Trump podjął na początku swojej drugiej kadencji prezydenckiej. W tym miejscu jesteśmy dzisiaj.

I pojawia się pytanie: dlaczego to stwierdzenie zostało dziś złożone z taką jasnością, jednoznacznością i nieodwracalnością – że jesteśmy w stanie wojny ze zbiorowością Zachodu?

Gospodarz: Aby odpowiedzieć na palące pytanie społeczeństwa?

Alexander Dugin: Myślę, że są dwa powody — wewnętrzny i zewnętrzny.

Pierwszym, wewnętrznym powodem jest zaostrzenie konfliktu, który dotyka obecnie niemal całą populację: ataki dronów na nasze tyły, ataki terrorystyczne przeprowadzane przez kijowski reżim nazistowski, problemy z infrastrukturą energetyczną, ostrzał naszych terytoriów, rosnąca liczba ofiar wśród ludności cywilnej i rosnąca liczba osób wciąganych w wojnę. Oczywiście ponosimy na froncie mniejsze straty niż wróg – i to jest słuszne. Posuwamy się naprzód – i to również jest słuszne. Jesteśmy w ofensywie i wygrywamy. Ale ponosimy straty: taka jest wojna.

Ludzie coraz częściej zadają sobie pytanie: czy to rzeczywiście Specjalna Operacja Wojskowa? Sama koncepcja Specjalnej Operacji Wojskowej zakłada, że ​​zaangażowany jest w nią jedynie bardzo wąski segment sił – zawodowy personel wojskowy, ci, którzy należą do tego sektora. Specjalne operacje wojskowe są prowadzone właśnie przez nich: armię, służby specjalne, wojska wewnętrzne. Ale tutaj sami ludzie zostali wciągnięci w wydarzenia. Wciągnięcie ludzi w Specjalną Operację Wojskową to sprzeczność sama w sobie – z definicji nie może tak być. Dlatego Pieskow – a w zasadzie prezydent – ​​musiał wyjaśnić ludziom, co się dzieje: jesteśmy w stanie wojny. A to zupełnie inna sprawa.

Przez cztery lata używano określenia „Specjalna Operacja Wojskowa” – a teraz powiedziano wprost: to przecież wojna. Wszyscy już rozumieją, że toczy się wojna, ale dopóki słowo nie zostanie wypowiedziane z góry, nie będzie ona oficjalnie uważana za wojnę. Wiele naszych agencji, ministerstw, gubernatorów, sektorów i wielu ludzi zdało sobie sprawę, że to wojna i że muszą się odpowiednio zachowywać. Niektórzy jednak nadal żyli zgodnie z logiką Specjalnej Operacji Wojskowej. To, co zostało powiedziane, dotyczy wszystkich: wojna to wojna.

Oto wewnętrzna odpowiedź na pytanie, dlaczego to oświadczenie padło właśnie teraz: wydaje się, że milczeć już nie można. Milczenie byłoby możliwe tylko wtedy, gdybyśmy odnieśli szybkie zwycięstwo i zdobyli Kijów – nie tylko wyzwolili Donbas, ale faktycznie zdobyli Kijów. Wtedy moglibyśmy powiedzieć: to była Specjalna Operacja Wojskowa; okazała się o wiele cięższa, straszniejsza i trudniejsza, niż przewidywaliśmy, ale gratulacje dla wszystkich, medale dla wszystkich – Ukraina jest nasza, Specjalna Operacja Wojskowa zakończona. Ale ponieważ takiego wyniku wciąż nie widać, pomimo naszej ofensywy, ludziom trzeba powiedzieć, jak naprawdę się sprawy mają. A w rzeczywistości jesteśmy w stanie najcięższej wojny – co więcej, w jej pierwszej fazie. Wojny ze zbiorowym Zachodem.

To jest pierwsze wyjaśnienie. Teraz drugie. Nasze dowództwo wojskowe i polityczne, agencje i służby – każdy, kto naprawdę rozumie, co się dzieje – wie, że Zachód nie przygotowuje się do rozejmu ani deeskalacji. Zachód – Unia Europejska, wszystkie kraje NATO, Rutte, sam sojusz – przygotowuje się do nowej fali wojny przeciwko nam: ataku na Kaliningrad, użycia rakiet i innych naprawdę poważnych środków przeciwko naszemu terytorium. Nawet teraz drony NATO latają w naszym kierunku przez terytorium państw bałtyckich. W rzeczywistości nikt na Zachodzie nie zamierza zawrzeć rozejmu; nikt nie zamierza zmniejszyć intensywności eskalacji.

Myśleliśmy, że Trump będzie tą postacią, która rozładuje sytuację lub przynajmniej odłoży starcie. Mógł to nieco odroczyć, ale nie potrafiliśmy wykorzystać tej pauzy. I to odroczenie nie było poważne — było deklaratywne, wyrażające się jedynie w ograniczonych działaniach. W istocie, najważniejsze w tej wojnie jest wsparcie wywiadowcze ze strony Stanów Zjednoczonych. To generalnie wojna o nadzór kosmiczny, wojna informacyjna. Bez wsparcia Starlink, bez transferu danych rozpoznawczych, zdobylibyśmy już Kijów — nie byłoby problemu. Ale przy takim nadzorze, przy zaangażowaniu właśnie amerykańskiego systemu rozpoznania i amerykańskiej bezpiecznej komunikacji, przy najdokładniejszym monitorowaniu naszego terytorium, pojawiają się główne problemy.

Dlatego Trump, wspomniany przez Pieskowa na końcu słowami „niestety”, który również uczestniczy w tym wszystkim, stanowi czynnik najstraszniejszy i najistotniejszy. Nawet Unia Europejska, z całą swoją potężną siłą militarną, bez amerykańskiej bazy danych rozpoznawczych i zaawansowanych technologii nie byłaby w stanie prowadzić z nami pełnowymiarowej wojny: zajęlibyśmy to, co nasze, a następnie przeszlibyśmy do deeskalacji. Jednak obecność w tej konstrukcji „niestety, Trump”, jak to ujął Pieskow, zmienia wszystko. Cała infrastruktura transmisji danych rozpoznawczych pozostaje na swoim miejscu, podczas gdy NATO i Unia Europejska zamierzają jedynie zwiększyć na nas presję.

Kryminalny reżim kijowski jest gotowy na wszystko, łącznie z użyciem brudnych bomb. Myślę, że to nie przypadek, że atakują elektrownię jądrową w Zaporożu. Najwyraźniej coś przygotowują i są w stanie zadać poważny cios – w tym sprowokować katastrofę nuklearną w naszym kraju za pomocą brudnej bomby. Oczywiście, bronimy się, ale przy jednoznacznym i pełnym poparciu reżimu kijowskiego przez cały Zachód, taki scenariusz jest całkowicie możliwy.

A zatem dziś jesteśmy w stanie wojny. Ludziom trzeba powiedzieć, gdzie stoimy, aby zrozumieli i uświadomili sobie, co się dzieje, w sposób odpowiedzialny, racjonalny i obiektywny. Społeczeństwo musi zostać bez wątpienia przebudowane na stopę wojenną – zasadniczo w ramach przygotowań do wielkiej wojny światowej, która w istocie już się rozpoczęła.

Chcielibyśmy zakończyć konflikt, zgodzić się na rozejm, a nawet pójść na pewne ustępstwa – prezydent powiedział, że w Anchorage zgodziliśmy się na szereg ustępstw. Ale najprawdopodobniej nikt nam ich już nie zaproponuje. Zachód wyczuł krew; zdał sobie sprawę, że naprawdę się z nami pokłócił, i wszelkie opcje rozejmu, które nam zaoferuje, będą właśnie z tego wynikać. Niestety, pokazaliśmy wiele słabych stron – choć też dzielnie się broniliśmy – jak również wiele silnych. Bądźmy obiektywni: niektóre rzeczy nam nie wyszły. Fakt, że SMO zawiodło jako blitzkrieg, jest w rzeczywistości najważniejszy. Widząc to, uznali, że można nas wykończyć i zasadniczo poszli w tym kierunku. Nie możemy ich przekonać inaczej słowami ani nawet pojedynczymi małymi sukcesami taktycznymi.

Teraz stoimy przed prawdziwym wyzwaniem – w obliczu wielkiej i nieuniknionej wojny, której nie chcemy, ale której nie możemy powstrzymać, zapobiec ani uniknąć. Jakiekolwiek ustępstwa, na jakie moglibyśmy się teraz zgodzić, byłyby nie do pogodzenia z dalszym istnieniem Rosji.

Dlatego wydaje mi się, że ta sytuacja nie jest nowa: nie powstała dzisiaj, lecz kształtowała się stopniowo. Jeśli oceniamy drogę, którą już przebyliśmy – drogę wojny – to minęły już ponad cztery lata. A ile jeszcze przed nami? Co więcej, będziemy musieli iść naprzód nie w warunkach obniżonego napięcia i lepszej sytuacji, ale w warunkach dalszej eskalacji, która zresztą nie zależy od nas. Oni eskalują; możemy próbować deeskalować, ale oni nie słuchają. Nasze czerwone linie są zacierane i nie są przywracane: są zacierane – i już nie istnieją. Widząc, że jedynie reagujemy, podejmujemy jedynie ograniczone kroki odwetowe, rozumieją, że mogą angażować się w eskalację pod własną kontrolą, jednostronnie i w takim stopniu, w jakim uznają to za stosowne.

Teraz musimy zrestrukturyzować całe społeczeństwo. Myślę, że aby wygrać tę wojnę, musimy również zrestrukturyzować system polityczny – tymczasowo, oczywiście, do poziomu wojennego.

Z tego wynika kilka fundamentalnych wniosków. Ze słów rzecznika prasowego prezydenta Dmitrija Pieskowa wynika, że ​​musimy zrestrukturyzować społeczeństwo, gospodarkę i system administracyjny do poziomu wojennego. Co więcej, do poziomu wojennego, w którym rzeczywiste, a nie papierowe, osiągnięcia będą nagradzane, a porażki w określonych kierunkach i misjach – w sferze wojskowej, gospodarczej i administracyjnej – będą spotykały się z odpowiednią karą. Nieprzypadkowo wraz z ogłoszeniem wojny zaostrza się wiele zasad. To, co jest dozwolone w czasie pokoju – nawet jeśli i tam może być szkodliwe – staje się niedopuszczalne w czasie wojny: gdy ludzie są nagradzani za niepowodzenia; gdy zachęca się do pozorowania, a nie karania; gdy przełożonym mówi się to, co chcą usłyszeć, a nie to, co jest w rzeczywistości. Nasz minister obrony, Andriej Remowicz Biełousow, nawiasem mówiąc, mówi o tym: błędy są możliwe – kłamstwo nie. Istnieje wrażenie, że ta pokojowa wada – nawyk upiększania spraw, by zadowolić szefa – przenosi się również na sferę wojskową. To niedopuszczalne.

I oczywiście, konieczna jest rotacja elit. Potrzebujemy najlepszych, naprawdę skutecznych ludzi. W nowych, ekstremalnych warunkach system polityczny, rząd i wojsko potrzebują przede wszystkim ludzi, którzy zasługują na zajmowane stanowiska – to, co nazywamy meritokracją. Po drugie, potrzebujemy ludzi maksymalnie skutecznych – menedżerów kryzysowych. Nie tylko administratorów, ale właśnie administratorów kryzysowych – tych, którzy dobrze i skutecznie działają w ekstremalnych, kryzysowych sytuacjach, a nie w zwykłych. To różne typy ludzi.

Potrzebujemy zatem rotacji elit i wzmocnienia pozycji menedżerów kryzysowych – bardziej czujnych, bystrzejszych, odważniejszych, bardziej zdecydowanych, a nawet nieco nieskrępowanych ludzi, którzy postępują zgodnie z instrukcjami, gdy jest to możliwe, a gdy nie jest to możliwe – działają na własne ryzyko w imię zwycięstwa. To inny typ człowieka. A teraz, gdy rzecznik prasowy prezydenta ogłosił, że jesteśmy w stanie wojny, elity czasu pokoju muszą zostać zastąpione: menedżerowie czasu pokoju muszą zostać zastąpieni menedżerami kryzysu – czyli administratorami czasu wojny – wraz ze stworzeniem odpowiednich struktur nagród i kar dostosowanych do okoliczności kryzysowych.

Musimy zatem podjąć dwa kroki.

Pierwszą jest prawda – pełna, odpowiedzialna, uczciwa, a w razie potrzeby gorzka. Jest absolutnie niezbędna. W przeciwnym razie mgła wojny będzie się utrzymywać – ale ta mgła nie jest skierowana na naszych wrogów. Nasi wrogowie rozumieją wszystko doskonale; widzą, co naprawdę się z nami dzieje. Ta mgła wojny jest skierowana do wewnątrz, na nasze własne społeczeństwo. Wewnątrz kraju musi panować całkowita przejrzystość. Powinniśmy oszukiwać wroga, a nie siebie. Jednak często wydaje się, że robimy dokładnie odwrotnie – nie zawsze, oczywiście, ale zdecydowanie zbyt często.

Drugim krokiem jest rotacja elit i przybycie ludzi w czasie wojny. I to nie tylko w newralgicznych obszarach militarnych, ale także w gospodarce, zarządzaniu, rządzie i systemie administracyjnym – a jeśli można tak powiedzieć, także w sferze humanitarnej, kulturalnej i informacyjnej. Obecnie wszystkimi tymi obszarami nadal zarządzają menedżerowie w czasie pokoju.

Paradoksalnie, nawet armia – której nie krytykujemy, a wręcz przeciwnie, gloryfikujemy – powoli i z wielkim trudem wyłania się ze stanu pokoju. Tak, nasza armia zwycięży; nasza armia jest najlepsza; ma doskonałe dowództwo; mamy najsilniejszą armię na świecie. Ale czujemy się, jakbyśmy budzili się do własnej rzeczywistości wojskowej, jakbyśmy wybudzili się z głębokiego snu. Jakbyśmy spokojnie drzemali, przekonani o swojej sile, i popadli w samozadowolenie. A teraz słyszymy: udowodnijcie, że jesteście najsilniejsi, pokażcie to, osiągnijcie rezultaty. A my odpowiadamy, jakbyśmy wciąż w półśnie: chodźcie, i tak poradzimy sobie ze wszystkimi.

Jednak dziś nie wystarczy po prostu wierzyć w to, kim naprawdę jesteśmy. Nie mam wątpliwości, że jesteśmy najlepsi, najsilniejsi, najodważniejsi i najbardziej zwycięscy – tak jak nasi przodkowie i tacy, jakimi jesteśmy w rzeczywistości. Ale zapomnieliśmy, kim jesteśmy. Armia musi pamiętać, czym jest zwycięstwo, jak je osiągnąć i jakie działania są do tego potrzebne. Potrzebujemy społeczeństwa zwycięstwa i reform zwycięstwa.

Prowadzący: Mówił Pan wcześniej o pewnych zmianach, szczególnie w sektorze administracyjnym. Jak to zrobić? Na przykład we wrześniu mamy wybory do Dumy Państwowej. Czy potrzebujemy tego mechanizmu, czy czegoś radykalnie nowego?

Aleksandr Dugin: Oczywiście, że nie. Wybory, dzięki Bogu, przebiegną tak, jak powinny: wszyscy zostaną wybrani prawidłowo. Ale co mają z tym wspólnego wybory? Pełnią one funkcję podobną do sondażu socjologicznego. Wszelkie reformy w naszym kraju można przeprowadzić tylko i wyłącznie odgórnie. Ludzie pragną tych reform i domagają się ich – domagają się dostosowania społeczeństwa, systemu rządów, modelu społecznego i systemu politycznego do oczekiwań społecznych. Nasze społeczeństwo kieruje tę prośbę do głowy państwa, do prezydenta. To nie jest ultimatum ani żądanie – to skromna, pełna szacunku prośba. Ludzie po prostu mówią: kłaniamy się wam – proszę, przeprowadźcie reformę. I ta prośba jest skierowana do prezydenta. Nikt nie zamierza rozstrzygnąć tej kwestii poprzez głosowanie.

 

https://alexanderdugin.substack.com/p/from-special-operation-to-civilizational