Przemówienie Karola Nawrockiego – jako tzw. prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej; „tak zwanego”, ponieważ nie jest jasne, o którą Rzeczpospolitą Polską chodzi, biorąc pod uwagę, że w Polsce obowiązuje Konstytucja z kwietnia 1935 r, a żaden poważny polityk, nawet na najniższym szczeblu, ale właśnie poważny, nie może pominąć kwestii legalności polskiego systemu politycznego w 2026 r. w kontekście tej ważnej Konstytucji.
Nawrocki, który zazwyczaj papla na poziomie bramkarza klubu nocnego po zamknięciu lokalu, po fajrancie, nawet w tej sytuacji, która była dla niego uroczystą okazją, nie był w stanie zmusić się do użycia uniwersalnych, eleganckich, bezpretensjonalnych a rzeczowych sformułowań, ani do powstrzymania się od kontrowersyjnych rozliczeń – na poziomie kłótni w maglu - z kompradorską administracją Tuska, lecz zamiast tego zniżył się do poziomu tego magla lub kiosku z piwem.
Kłamał przy tam jak najęty, konfabulując przy tym jak Morawiecki, a nawet lepiej, przedstawiając się jako champion: polskich piekarzy, chłopów i stolarzy. A jednak nie zrobił nic, by wesprzeć polską produkcję, czy to przemysłową, czy rolniczą. Jeśli chodzi o rolników, to wystąpienie było to wręcz żenujące i tragiczne, ponieważ podczas jego kadencji ukraińsko-hitlerowska policja bez przeszkód terroryzowała polskich rolników za udział w protestach – protestach, na które ten „sportowy twardziel” nigdy nawet nie zadał sobie trudu, by się wybrać, mimo że byłoby to ogromnym źródłem wsparcia dla rolników, którzy w swojej rozpaczy codziennie – przez cały rok – wieszają się garściami – nie z tchórzostwa, a za bezradności nad lichwiarsko utraconą krwawicą niezliczonych chłopskich pokoleń.
To jubileuszowe przemówienie – „...a ja mówię: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy!” – nie mogłoby się odbyć bez akcentów ukraińskich rezunow. Ten suwerenny ojciec narodu wezwał ukraińców w Polsce do poszanowania polskich uczuć – jako partnerów w Polsce(!):
"Ale strategicznym interesem Polski jest też to, żeby w Warszawie i w Polsce nie powiewały banderowskie flagi. Można pomagać i można wymagać, można współpracować po partnersku, można się rozumieć w zasadniczych kwestiach. Taka jest nasza wrażliwość – będziemy pomagać”.
Okropne i żenujące?
– Tak, ale to nie wszystko, dla kompletności dodajmy jeszcze to:
Część artystyczna została „upiększona” rap`owym koszmarem – i to nie tylko okropnościami kultury hip-hopowej, wyłącznie skierowanej dla ćpunów z Przystanku Woodstock, ale została ona narzucona – w samym sercu Polski, w Warszawie, na oczach całej Polski – naszym polskim dzieciom z naszych polskich gór.
Na wielkiej scenie politycznej, międzynarodowe pokazał jednak „lwi pazur”:
Jeśli chodzi o Ukrainę, to interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską, jak najdalej ich trzymali od Polski; to oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli, a nas, Polaków, to w ogóle nie boli. W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski.
To smutne; czekaliśmy kilka godzin, by usłyszeć komentarze innych mediów – a panowała cisza. Polska krok po kroku traci swoją kulturę, instynkt, poczucie wstydu, a nawet swoją przyszłość. Chociaż choćby krytyka zmuszania polskich dzieci do RAP´u powinna się gdzieś pojawić. Cicho, a ta cisza, czy przypadkiem nie jest echem pedofili? Bo mieszanie dzieci do spraw dorosłych jest tego znakiem.
Red. Gazeta Warszawska
Moi Kochani, Moi Drodzy Rodacy,
przede wszystkim bardzo się cieszę, że w rok od zaprzysiężenia jesteście tutaj ze swoim Prezydentem, w naszym wspólnym domu – bo Pałac Prezydenta jest naszym wspólnym domem. Wy po prostu 1 czerwca, a potem 6 sierpnia po zaprzysiężeniu zdecydowaliście o tym, że mam być Waszym głosem w tym Pałacu Prezydenckim, i przez cały rok nie robię niczego innego.
Siłą rzeczy, gdy dzisiaj po roku od zaprzysiężenia staję tutaj na placu przed Pałacem Prezydenckim, a wchodziłem przecież z tymi, którzy byli ze mną w czasie całej długiej drogi kampanii wyborczej i później także 6 sierpnia, to widzę te momenty z kampanii wyborczej, które na samym początku wcale nie wróżyły mojego, naszego wspólnego sukcesu.
Widzę, Drodzy Państwo, powiat raciborski i piekarnię w miejscowości Kornowac, piekarnię państwa Krzemień, którzy przed momentem ze mną wchodzili. W Kornowacu była piąta rano, niewiele osób na ulicach, Państwo Krzemień przygotowywali się do tego, aby otworzyć swoją piekarnię. Było zimno, ciemno i nie było żadnych szans na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Wówczas rozmawialiśmy o tym, jak przyszły polski prezydent, polski rząd mogą pomóc polskim przedsiębiorcom i dlaczego tak dużo muszą płacić za energię elektryczną.
Gdy stoję tutaj dzisiaj przed Państwem, to widzę rolnika, który wchodził ze mną przed momentem, ale pierwszy raz się widzieliśmy. Nasza historia wygląda tak, że jadąc na spotkanie do Bartoszyc, po prostu zobaczyłem baner, który oddawał właściwie całą moją strategię i myśl na temat polskiego rolnictwa i tego, co chcę dla polskiego rolnictwa zrobić. Nie znałem tego rolnika do dzisiaj, a przyjechał z całą rodziną, bo moi współpracownicy odnaleźli ten baner, na którym było napisane to, co w czasie kampanii wyborczej tak bardzo lubiłem powtarzać: „Polski rolnik, polskie pole, polski chleb na polskim stole”.
Z takim głębokim wzruszeniem wracam do karteczki, którą dostałem od Pani Reginy, która z Polic przyjechała do Koszalina, aby wziąć udział w naszym spotkaniu. Na karteczce, jak możecie zobaczyć na telebimie, Pani Regina napisała: „Jesteś naszą siłą i nadzieją, zwyciężymy. Regina z Polic”. Wówczas także nie było większych szans na zwycięstwo.
Chcę powiedzieć, że wszyscy Państwo, którzy tutaj są, nawet z głosami krytycznymi sprzed miesięcy, często dzisiaj – na tym przecież polega debata demokratyczna, debata, która także przed momentem się odbyła – Wy wszyscy, w tym Pani Regina się myliła, bo to Wy byliście moją siłą i moją nadzieją i pozostajecie nią także dzisiaj.
Jesteście siłą i nadzieją Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej: Wy – naród. Jesteście ze mną, a ja jestem i zawsze będę z Wami. W tym kontekście nic się nie zmieniło od tego roku. Chcę być głosem Polek i Polaków. Chcę być głosem polskiego narodu.
Będę, jestem nim przy podpisywaniu każdej ustawy i przy każdej inicjatywie ustawodawczej. Dlatego wybrzmiała też przed momentem ta piękna, młoda, potężna Zagórzańska Siła, która pokazuje polską tradycję; i wiele polskich tradycji dziś przywołujemy w różnych regionach Polski, które łączą się pod biało–czerwoną flagą i pod pięknym polskim hymnem narodowym. Bardzo dziękuję Zagórzańskiej Sile, Wy chyba także, Drodzy Państwo – podziękujmy tym młodym, wspaniałym ludziom.
Dziękuję też Eldo. Ten rodzaj muzyki, przez lata, przez dekady – niestety przez 35 lat elity polityczne nas do tego przyzwyczaiły – głos zwykłych ludzi nie docierał ani do Pałacu Prezydenckiego, ani do Sejmu. Czasami trzeba wyśpiewać, trzeba opowiedzieć w rzeczywistości muzycznej, artystycznej, w rzeczywistości alternatywnej – i tak robi wielu twórców hip–hopu, innej muzyki i kultury – często ból serca, ból duszy wielu Polek i Polaków. Ja też jako zwykły chłopak z dzielnicy Gdańska przez wiele lat go nosiłem. Dziękuję, Eldo, za Twój występ.
Dziękuję oczywiście wspaniałym panelistom: Pani Redaktor, Panu Profesorowi, dwóm Panom Redaktorom. Dziękuję za tę czasami tak potrzebną bardzo konstruktywną krytykę i za wszystkie dobre słowa, które wybrzmiewały z tej dyskusji. Znam i Pana Profesora, i Panów Redaktorów, i także Pani Redaktor asertywność. Tak, chcę, żebyście mnie, Drodzy Państwo, oceniali. Od tego jest władza – władza jest dla obywateli, a nie obywatele dla władzy i dlatego oceniajcie mnie
Przywołuję to wszystko, bo dziś z głębi serca chcę Wam powiedzieć, że gdy 6 sierpnia brałem udział we wspaniałych ceremoniach – przechodziłem od Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, przez Zamek Królewski, na Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego, gdy każdego miesiąca swojej prezydentury jestem na wielu dyplomatycznych salonach, w stolicach europejskich i światowych, to chcę Was zapewnić, że cały czas widzę tylko Wasze twarze. Widzę twarz Pani Reginy, widzę twarz Państwa Krzemień spod Raciborza, widzę twarz zwykłych Polaków, którym wciąż chcę służyć. Ja nie widzę niczego innego, gdziekolwiek jestem, i 6 sierpnia także nie widziałem niczego więcej, widziałem Was.
To dla nas wszystkich ten rok i kolejne cztery lata są wielką dziejową szansą, aby w końcu zrozumieć, że los Polski, przyszłość Polski, dobrobyt Polski, rozwój Polski rozstrzyga się właśnie w małych zakładach stolarskich, w dużych przedsiębiorstwach technologicznych, gdzie przedsiębiorcy zatrudniają ludzi, w piekarniach, w codziennym życiu Polek i Polaków. Tam rozstrzyga się los Polski i tam powinni być weryfikowani i omawiani polscy politycy – i rząd, i polski prezydent. Bo to naród jest władzą zwierzchnią w Rzeczypospolitej Polskiej, a dzisiaj się o tym zapomina.
Dlatego stoję tu przed Wami, żeby powiedzieć, że z drogi, na którą wszedłem w czasie kampanii wyborczej, nie zejdę nigdy. Będę i pozostanę tylko Waszym głosem.
Jeśli ktoś by mnie spytał – a rozumiem, że takie pytanie gdzieś wisi w powietrzu na Krakowskim Przedmieściu; tego oczekują też pewnie Państwo, Państwo Redaktorzy, opinia publiczna – jaki to był rok, ten pierwszy rok mojej prezydentury, choć to sytuacja trudna, aby mówić o roku swojej prezydentury, ale przed takim postawiono mnie dzisiaj zadaniem – sam też postawiłem się przed takim zadaniem – odpowiem z całą pewnością, że był to rok pracowity. To był rok pracowity, ale nie ma we mnie choćby promila zmęczenia. Mam ciągle wiele energii na kolejne cztery lata, mam 100 procent baterii.
Szanowni Państwo, ja mało oglądam telewizji, muszę przyznać. Wolę rozmawiać i wolę czytać, niż oglądać telewizję. Mam jednak nadzieję, że w ciągu tego roku przynajmniej część telewizji pokazała te momenty ciężkiej pracy mojej i moich współpracowników, że to do opinii publicznej się przedostawało.
Rozpocznę od pewnej krótkiej anegdoty. Gdy nie znali mnie jeszcze oficerowie Służby Ochrony Państwa, to po – obiektywnie trzeba powiedzieć – wypełnionym dniu 6 sierpnia zeszłego roku, gdy ten dzień był intensywny, choć równie piękny co intensywny, to jeden z oficerów Służby Ochrony Państwa powiedział: „Panie Prezydencie, to od kiedy zaczynamy pracę?”. Odpowiedziałem: „Od jutra. Zaczynamy pracę od jutra, od samego rana”. Mówię to tylko dlatego, żeby jeszcze raz przypomnieć, że już od 7 sierpnia, dzień po zaprzysiężeniu, zacząłem składać inicjatywy ustawodawcze. Złożyłem ich w ciągu roku 22, a więc średnio dwie inicjatywy ustawodawcze na miesiąc. Zrobiłem to dlatego, bo w istocie chcę zmienić model prezydentury. Tak, prezydent nie jest tylko od tego, aby prawo opiniować i zajmować się ustawami, które przychodzą z Sejmu. Prezydent jest też od tego, aby wychodzić z inicjatywami ustawodawczymi i aby nieść Wasz głos i Wasze postulaty, czyli Plan 21, który wspólnie tworzyliśmy, i od tego właściwie zacząłem. To 22 inicjatywy ustawodawcze – i tu trochę statystyki, Szanowni Państwo – z których 21 jest w zamrażarce, jest zblokowanych w polskim Sejmie. Nie jest zblokowanych przeciwko mnie, ale jest zblokowanych przeciwko polskim obywatelkom i polskim obywatelom. Bo co – to była część debaty, którą Państwo śledzili – marszałkowi polskiego Sejmu przeszkadza tańszy prąd o 33 proc., który rzeczywiście obiecałem i którego dzisiaj nie ma? Chcę od razu powiedzieć, że nie wszystkie postulaty zostały zrealizowane, choć to zaledwie rok, ale żadne nie zostały zapomniane i wszystkie będą zrealizowane.
21 blokad na 22 inicjatywy ustawodawcze. Prąd płacą wszyscy. Ci, którzy na Nawrockiego głosowali w czasie wyborów prezydenckich, i ci, którzy głosowali na mojego kontrkandydata. Przygotowane przez naszych specjalistów, przez specjalistów Kancelarii Prezydenta, przez doradców, przez ministrów. Inicjatywa ustawodawcza – dla niektórych to jest szczególnie ważne, mają jakąś wrażliwość na punkcie przeglądania się w zwierciadle Unii Europejskiej – dobrze zaopiniowana przez profesjonalistów i autorytety Unii Europejskiej; mówię do tych, na których robi to szczególne wrażenie. Inicjatywa ustawodawcza, która sprawiłaby, że płacilibyśmy 33 proc. mniej za energię elektryczną, jest zablokowana i zamrożona w polskim Sejmie. Jednocześnie, jak wiecie, nie poddałem się i poszedłem z prośbą do Senatu o to, aby odbyło się referendum w sprawie polityki klimatycznej. Na samym początku ci, którzy kochają demokrację, ci, którzy kochają demokratyczne rozmowy i głosowania, i czekają na głos narodu polskiego, powiedzieli, że pytanie do referendum w sprawie polityki klimatycznej i Zielonego Ładu jest nieodpowiednie. Tak, kompromis jest wyrazem odpowiedzialności za państwo – zmieniłem więc pytanie, skoro nie odpowiadało polskim senatorom: zaproponowałem pytanie, które byłoby akceptowalne, i dzisiaj w Senacie usłyszeliśmy, że głos narodu nikogo nie interesuje, że referendum w sprawie polityki klimatycznej nie będzie. Ustawa na tańszy prąd zamrożona, a referendum nie będzie.
Ci, którzy mienią się demokratami, mówią: nie interesuje nas Wasze zdanie, czy płacicie więcej, czy nie płacicie więcej. Ministerstwo Energetyki w tym samym czasie zaproponowało narodowi, czyli Państwu, wykreślenie z rachunku za energię elektryczną informacji o tym, że płacicie podatki ETS za zieloną politykę. Będziecie płacić wciąż za politykę klimatyczną Unii Europejskiej, ale już nikt Wam o tym nie będzie przypominał. Suma będzie ta sama, a rachunek będzie wyglądał lepiej.
Tak nie wygląda demokracja – że naród się oszukuje, referendum się nie chce zwołać, a ustawy dające możliwość pobierania tańszego prądu i płacenia o 33 proc. mniej za prąd się mrozi i blokuje. Dlatego jeszcze raz, Panie Marszałku, naród czeka.
Mamy prawo mniej płacić za prąd. Proszę nie myśleć, że ja chcę po prostu tylko zrealizować swoją obietnicę wyborczą, ale naród, przedsiębiorcy i Polacy czekają na tańszy prąd. Dlatego chcę być Waszym głosem, bo zdaje się, że ani w polskim Sejmie za sprawą Pana Marszałka, ani w polskim Senacie za sprawą Pani Marszałek nikt narodu słuchać nie chce.
Naród jest mądry, naród dobrze wybiera, Polki i Polacy wiedzą, dokąd chcą zmierzać, dokonują dobrych wyborów, narodu trzeba słuchać.
Podobnie z inicjatywą ustawodawczą, która także jest zablokowana w polskim Sejmie, a odnosi się do najważniejszego problemu, przed jakim staje dzisiaj Rzeczpospolita Polska, a więc do problemu demograficznego. Tak, jest nas coraz mniej. W 2100 roku, jak mówią analizy, Polaków może być 27 milionów. Tymi strategicznymi problemami powinniśmy się zajmować w Pałacu Prezydenckim, w polskim Sejmie, w polskim Senacie, w polskim rządzie. Co powinniśmy robić? Jako Wasz głos zaniosłem do polskiego Sejmu inicjatywę ustawodawczą odnoszącą się do zwolnienia z podatku PIT rodziców dwójki i więcej dzieci. Musimy robić wszystko, aby pomóc polskim rodzinom, aby było nas jak najwięcej. Nie może odbyć się debata o tym w polskim Sejmie, nie chcecie Państwo o tym porozmawiać?
Mogę po tym roku powiedzieć, że to przerażające, że ci, którzy tyle mówią o polskiej demokracji, nie chcą nawet rozmawiać w polskim Sejmie o tym, co mają im do przekazania polscy obywatele.
Ale żeby nie było tak pesymistycznie, choć tę statystykę powinni sobie wszyscy zapamiętać: 21 na 22 inicjatywy ustawodawcze zamrożone, to udało się także zrobić jedną bardzo ważną rzecz dla polskich rolników. Pamiętają Państwo, jak w czasie kampanii wyborczej mówiłem o tym, że polska ziemia nie jest na sprzedaż.
Wincenty Witos kiedyś powtarzał, że w najtrudniejszych czasach polski rolnik zachował „ziemię, religię i narodowość”. Polska ziemia nie jest na sprzedaż. I pod Waszą presją, dzięki Wam, dzięki silnemu głosowi udało się przeforsować w polskim Sejmie inicjatywę ustawodawczą o zakazie sprzedaży polskiej ziemi na kolejne 10 lat. Nie zatrzymamy się.
Chciałem zachęcić rząd i większość parlamentarną do tego, abyśmy tak samo spojrzeli na inicjatywę ustawodawczą odnoszącą się do „Polskiego SAFE 0%”. Ta inicjatywa ustawodawcza jest w polskim Sejmie, jest poważna, wybrzmiała, jest po ustaleniach z szefem Narodowego Banku Polskiego. Powiem Wam więcej – pewnie opinia publiczna nie do końca ma świadomość – inicjatywa ustawodawcza odnosząca się do „Polskiego SAFE 0%” została pożyczona przez Polskie Stronnictwo Ludowe. W 95 proc. „Polski SAFE 0%” został złożony przez Polskie Stronnictwo Ludowe do polskiego Sejmu. Przecinki są w tym samym miejscu, w którym postawiliśmy je w Kancelarii Prezydenta, kropki i nawet drobne błędy są w tych samych miejscach tej ustawy. Wiedzą Państwo, na czym polega odpowiedzialność? Na tym, że ja na Polskie Stronnictwo Ludowe nie obrażam się za to, że wzięło moją ustawę, tylko znów pytam Pana Marszałka Czarzastego, dlaczego blokuje ustawę Polskiego Stronnictwa Ludowego, nie chcąc dać pieniędzy na polską armię bez kredytu. Bo tego zrozumieć już nie mogę. Pieniądze z kredytem są dobre, a pieniądze Polaków ze złota są niedobre? Panie Marszałku, to jest inicjatywa Waszego koalicjanta, który pożyczył ode mnie inicjatywę ustawodawczą. Zajmijcie się tym, dajcie polskiemu wojsku pieniądze z „Polskiego SAFE 0%”.
Mówię o pewnym mechanizmie. Wiem, że kwestia ustaw, inicjatyw ustawodawczych jest często bardzo skomplikowana, ale jest zasadnicza, także dla tego roku. Chcę powtarzać to, że dużo dobrej, ciężkiej pracy doradców i specjalistów jest marnowane przez pewną blokadę, za sprawą mechanizmu, którego nie zna polska Konstytucja, bo nie ma czegoś takiego jak weto marszałkowskie i każdy rozsądny człowiek to wie.
Chcę też kilka słów powiedzieć o samych ustawach. To jest to, co… może nie tygryski, ale duże, potężne tygrysy lubią najbardziej – ustawy i weta. Wokół tego toczy się wiele publicznych dyskusji. Mogę zdradzić, bo już podjąłem decyzję o podpisaniu czterech kolejnych ustaw – podpiszę je jutro – i zastanawiam się, jak wielki mamy problem w Polsce (ja jestem humanistą, jak Państwo wiedzą, do matematyki nigdy nie miałem szczególnego zmysłu, choć zawsze powtarzam, że liczyć umiem) z matematyką wśród posłów większości parlamentarnej i polskiego rządu. Matematyczny bilans podpisanych i zawetowanych ustaw od dnia jutrzejszego będzie wyglądał: 259 ustaw podpisanych i 41 ustaw zawetowanych, czyli równo 300 – 259 na 41. I zadajemy sobie pytanie: czy ktoś tu naprawdę nie potrafi liczyć? Choć – mówiłem to w wywiadzie u redaktora Stanowskiego – określenie „wetomat” jest dla mnie bardzo pieszczotliwe i zupełnie nie dotyka mnie osobiście, spotykałem się z dużo mocniejszymi określeniami, je także zawsze przyjmuję z uśmiechem i wielkim dystansem. 259 podpisanych ustaw pokazuje, że tylko tam, gdzie mogę znaleźć odrobinę kompromisu, gdzie mogę dostrzec, że to prawo pisane jest dla Polaków, że Polakom się przyda – nawet jeśli mam pewne obiekcje, nawet jeśli widzę i czytam także reakcje opozycji w polskim parlamencie, że z tego prawa można wycisnąć więcej – że jest chociaż trochę dobre dla Polaków, to zawsze je podpiszę. 259 razy tak zrobiłem.
Nie wymienię wszystkich 259 ustaw, ale gdy spojrzymy na cały pakiet deregulacyjny – jest tu wielu przedsiębiorców, biznesmenów – podpisuję regularnie cały pakiet deregulacyjny przygotowany przez większość parlamentarną. Podpisałem wszystkie ustawy odnoszące się choćby do cyberbezpieczeństwa, do odbiurokratyzowania szpitali onkologicznych.
Gdy rozwiązywany był problem, stworzony przez ten rząd, największego kryzysu w służbie zdrowia, szeroko komentowany w opinii publicznej, podpisałem ustawę o Funduszu Medycznym, przekazując rządowi miliardy na to, żeby mógł zasypywać swoją dziurę, bo po prostu byli tam pacjenci. Nie było polityki, była potrzeba rządu i pewnych reform w funduszu prezydenckim. Jedyne, o co poprosiłem, to o dwa subfundusze: na choroby rzadkie i na infrastrukturę bezpieczeństwa zdrowotnego. Tak, gdy dochodzimy do granicy, to jestem tam, gdzie jest dobre prawo.
Co więcej, Szanowni Państwo, weto nigdy nie jest końcem dyskusji. To często są korepetycje. Korepetycje z tego, jak pisać dobre prawo. Te korepetycje, których udziela rządzącym minister Zbigniew Bogucki jako prawnik, a za które ja biorę pełną odpowiedzialność, podejmując wszystkie decyzje. To do prokuratorów, którzy raz na jakiś czas mnie przesłuchują, więc panom prokuratorom chcę powiedzieć: za wszystkie decyzje, te dobre i te złe, pełną odpowiedzialność bierze Prezydent Polski, a on się nazywa Karol Nawrocki.
Kochani, i żeby nie być gołosłownym, były takie ustawy, które dostawałem na biurko, a które dotyczyły m.in. krytycznych surowców: ropy naftowej i gazu. Odesłaliśmy tę ustawę po wecie, została poprawiona i przyjęta w lepszej formie. Zwróciliśmy uwagę na to, co trzeba po prostu poprawić. Jest, funkcjonuje, działa. Zaopatrzenie w wodę, które dotykało wielu moich doradców, samorządowców i Radę ds. Samorządu, które utrudniłoby działanie polskich samorządów, i tak są dzisiaj biedni, bo kończą się wszystkie programy, które z takimi sukcesami przez tyle lat realizował rząd Zjednoczonej Prawicy. Niezależnie od tego, skąd są samorządowcy, to mówią, że tych programów po prostu nie ma. Zaopatrzenie w wodę – odesłaliśmy ustawę, przysłano lepszą, samorządowcy mówią, że jest dobra.
Najbardziej żywym publicznie tematem, który odnosił się do mojego weta i do tego, jak można prawo poprawić, biorąc pod uwagę dobro i ludzi, i zwierząt, była ustawa łańcuchowa. Nie wiem, czy Państwo o tym pamiętają, ale przez dwa tygodnie próbowano zrobić ze mnie kogoś, kto nienawidzi zwierząt i jest gotowy podjąć z nimi największą walkę, tylko dlatego, że przygotowano złą ustawę. Odbywały się manifestacje, wielu polityków podjudzało ten polityczny spór, gdy dla mnie, dla mojej rodziny zwierzęta są bardzo ważne, choć nigdy nie są ważniejsze niż drugi człowiek, to rzecz oczywista.
Tyle zgiełku, tyle krzyku, tyle ataków, tyle happeningów, tyle manifestacji. I za sprawą społeczników, ciężkiej pracy Kancelarii Prezydenta nagle wypracowujemy ustawę łańcuchową, która jest dobra i dla ludzi, i dla zwierząt. Psy spuszczone są z łańcuchów i nikomu nic się nie stało.
Taką siłę ma też weto, aby dopasować prawo do potrzeb i ludzi, i zwierząt. Takich przykładów oczywiście jest wiele. Ale są też przykłady, które mówią o tym, że prezydent jest także od tego, aby mówić „weto” tam, gdzie prawo jest szkodliwe dla ciągłości Rzeczypospolitej i dla naszej Konstytucji. I nigdy nie zawaham się go podjąć, jak będzie taka potrzeba.
Wśród tych 41 wet – likwidacja Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nie, nie zgodzę się na to, żeby zlikwidować Centralne Biuro Antykorupcyjne, a to, że w polskim Senacie są osoby, które kryją się za immunitetem, a powinni siedzieć za korupcję, to już nie jest mój problem. CBA jest po prostu potrzebne, jest dobre dla polskiego państwa.
Nie będę podpisywał prawa, które mówi, że wielkie firmy ubezpieczeniowe mają być zwolnione z kar, które nałożono na nie za to, że okradały tych, którzy się u nich ubezpieczali. Kto w ogóle pisze takie prawo? Kto przygotowuje prawo, w którym chcemy odpuścić kary firmom ubezpieczeniowym za to, że okradały moich obywateli i moje obywatelki? Nie podpiszę takiego prawa.
To, Moi Kochani, Moi Drodzy, boli chyba najbardziej, że w całym tym sporze politycznym, którego, mam wielką nadzieję, będzie mniej, to powiem na zakończenie, bierze się często za zakładników niewinnych ludzi albo niewinne zwierzęta, jak przy ustawie łańcuchowej. Tak było wokół dyskusji o statusie osoby najbliższej. Tak, mówiłem w kampanii wyborczej, że jestem gotowy nad takim statusem pracować, ale nie nad alternatywą dla artykułu 18 Konstytucji, który stwierdza, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny i jest prawnie chronione w Polsce.
Chcemy pomóc ludziom, którzy chcą być w statusie osoby najbliższej, a nie chcemy nałożyć ideologii na rozwiązania, które mają być dobre dla ludzi. Nie każemy się przecież żenić, ale małżeństwo to jest rzecz szczególna w naszej Konstytucji.
Ja jako Prezydent jestem strażnikiem Konstytucji. Mówię: zapraszam do dyskusji, a dostaję pewien ideologiczny cios. Cios zaopiniowany – patrzę na Ministra Szefernakera, bo to dokładnie wyliczał – przez 40 czy 60 organizacji radykalnie lewicowych z adnotacją OSR, że to jest prawo pożądane przez Polaków i zaopiniowane przez fundacje i stowarzyszenia. Nie było tam żadnego obiektywnego stowarzyszenia ani fundacji. Tak, jestem gotowy do rozmowy o statusie osoby najbliższej, ale nie mogą ani z obywateli, ani z Prezydenta Polski robić wariata. Na to nikt się nie zgodzi.
Szanowni Państwo, kończąc ten fragment o inicjatywach ustawodawczych i ustawach, które odnoszą się do minionego roku, kilka słów chcę powiedzieć – i czuję się zobowiązany – o polityce międzynarodowej. Nie czytałem opinii ekspertów, nie oglądałem całej debaty Pani Redaktor, Panów Redaktorów i Pana Profesora, ale chcę Państwu powiedzieć, że jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to czuję do bólu, że realizuję to, co obiecałem Wam w kampanii wyborczej. I zaraz powiem o tym kilka słów.
Mówiłem, że zbuduję silne relacje regionalne. Dzisiaj właściwie nie ma takiego państwa w naszym bliskim sąsiedztwie, z którymi nie mielibyśmy mocnych relacji na poziomie prezydenckim – ale wspieram też te relacje pomiędzy ministrami, a także Panem Premierem i premierami tych rządów. Czechy, Słowacja, wszystkie państwa bałtyckie, Węgry, Rumunia, niezależnie od zmieniających się rządów.
Mówiłem i powtarzałem w czasie kampanii wyborczej – obiecywałem Wam to – że zbuduję mocne relacje z naszym najważniejszym sojusznikiem, strategicznym sojusznikiem, ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki i z Prezydentem Donaldem Trumpem.
Od 3 września, później podczas kolejnych spotkań na wielu forach, podczas kolejnych dyskusji telefonicznych, przez kolejny cały rok udało się stworzyć autostradę do stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Ta autostrada jest rozłożona, nie można tego wyżej i dalej załatwić niż między dwoma prezydentami. Teraz wszystko po stronie rządu, który wspieram tam, gdzie mogę, ale trzeba się wziąć na poważnie do załatwienia budowy Fortu Trump i stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Wszystko jest właściwie załatwione i jest gotowe, teraz trzeba zabrać się do ciężkiej pracy.
Nasze relacje to nie tylko Stany Zjednoczone. Obiecywałem też Państwu, że będę dbał o mocny głos Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Mam nadzieję, że po ostatnim szczycie w Ankarze nie macie wątpliwości. Pojechałem z jednym zadaniem – aby zawalczyć o to i wspomóc budowanie solidarności Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale też o to, aby zapadła decyzja o infrastrukturze paliwowej tzw. CEPS. To wymagało wielu zabiegów dyplomatycznych moich, ale też dyplomatów na różnych poziomach.
Ze szczytu w Ankarze wróciliśmy z zagwarantowaniem jedności sojuszniczej i przez Amerykanów, i przez wszystkich członków Sojuszu Północnoatlantyckiego, i z deklaracją, że Europa Wschodnia będzie objęta całym systemem infrastruktury paliwowej.
Drodzy Państwo, realizując zadania na arenie międzynarodowej, budujemy siłę i odpowiedzialność Polski we wschodniej flance NATO. To tylko symbol, ale na to też trzeba było pracować, aby kolejny szczyt grupy B9, Bukaresztańskiej Dziewiątki, który ostatnio odbył się w Bukareszcie, w przyszłym roku odbył się właśnie w Warszawie. Aby pokazać, że to w Polsce rozstrzyga się bezpieczeństwo całej Europy i Polska jest dzisiaj najsilniejszą twierdzą na wschodniej flance NATO, wspólnie ze Skandynawią na północy i z Rumunią na południu. Budowanie tej wertykalnej linii odpowiedzialności naszego bezpieczeństwa, mimo że pewnie czasami patrzycie na moje wyjazdy i nie do końca to się układa w pewien obraz, to dzisiaj Państwu mówię wprost, tym, którzy tego nie śledzili: tak, przez ostatni rok budowałem naszą odpowiedzialność za całą wschodnią flankę NATO – od państw skandynawskich, tu był król Szwecji, ale nie zabieram też Premierowi dzisiejszego rządu relacji z premierami państw skandynawskich, przez Polskę, przez Rumunię do Turcji. To jest zadanie, które wykonywałem i które obiecałem Wam, że będę wykonywał dla Waszego bezpieczeństwa.
Często pada pytanie w opinii publicznej: co konkretnego wynika z naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi? Nie jest łatwo w czasie tak mocnego antyamerykanizmu przedstawicieli polskiego rządu, który niestety bardzo często się odzywa, budować relacji z najpoważniejszym i najmocniejszym mocarstwem na świecie.
Stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce, która jest naszym celem – to jest konkret. Wypuszczenie z więzienia Andrzeja Poczobuta – to jest konkret. Zaproszenie Polski do grupy G20 – to jest konkret.
To, żeby wszystkie państwa Inicjatywy Trójmorza, a więc inicjatywy, którą budujemy razem z Chorwacją – to najbardziej dynamicznie rozwijający się region całej Europy, Inicjatywa Trójmorza, i cała idea Międzymorza, której budowę kontynuuję po Prezydencie Andrzeju Dudzie – uznały obecność Polski w grupie G20 jako sukces całego regionu Europy – to też jest konkret, bo urastamy do roli lidera. Cieszę się, że obecni tutaj przedsiębiorcy będą mogli się prezentować i rozwijać swoje firmy na Florydzie podczas spotkania grupy G20 i że Polska jako część grupy G20 będzie jasnym sygnałem tego, że jesteśmy liderem w naszej części Europy. To są konkrety z geopolityki, które przynoszę po tym roku – jestem z nich dumny i dziękuję za nie także moim współpracownikom.
Jest oczywiście Unia Europejska. Tak podświadomie podzieliliśmy się z Panem Premierem Donaldem Tuskiem, że za relacje z Unią Europejską odpowiada Pan Premier, za relacje ze Stanami Zjednoczonymi odpowiadam ja, za kwestie bezpieczeństwa odpowiada Prezydent, co nie znaczy, że nie spotykamy się z liderami europejskimi i nie jesteśmy też w kontakcie w sprawach trudnych, ale też w sprawach partnerskich i łatwiejszych. Chcę powiedzieć jasno, to, że jestem przedstawicielem obozu reformatorskiego w Unii Europejskiej, nie znaczy, że Polska z Unii Europejskiej chce wyjść, ale to znaczy, że na pewne wariactwa Polska godzić się nie będzie.
Chcemy być w Unii Europejskiej i pomagamy Unii Europejskiej się obudzić z letargu polityki klimatycznej, z letargu polityki Zielonego Ładu, z letargu polityki migracyjnej.
Skoro udało nam się, i chwała Bogu, po 2015 roku zachować Polskę bezpieczną, bez nielegalnych imigrantów, z silnymi granicami, to musimy to utrzymać. Europa dziś potrzebuje Polski bardziej niż kiedykolwiek. Podczas spotkań na szczeblu przywódców państw, z premierami, z prezydentami, oni mówią: u was ciągle jest bezpiecznie, u was można chodzić po ulicach, nie zmarnujcie tego. Nawet przedstawiciele liberalnych rządów widzą, że w Polsce jest inaczej, bo po 2015 roku nasze rządy nie popełniły tego błędu. Dlatego wybraliście mnie na Prezydenta, żebym nie pozwolił dziś popełnić tego błędu.
Szanowni Państwo, wiem, że powinienem lądować; miałem pobić rekord z jednej z konwencji wyborczych – 2 godziny 13 minut – ale Paweł Szefernaker starał się mnie przekonać, że dzisiaj nie jest do tego odpowiednia pogoda. Więc będę powoli kończył. Chcę powiedzieć jeszcze kilka słów o Ukrainie.
Jeszcze nie przechodząc do Ukrainy, chcę zaznaczyć, że mam nadzieję, że za każdym razem udaje się rozbijać mit, że referendum w sprawie polityki klimatycznej i Zielonego Ładu jest chęcią wyjścia z Unii Europejskiej. Że brak zgody prezydenta na to, aby wpuścić nielegalnych migrantów i zrealizować pakt migracyjny w Polsce, jest chęcią wyjścia z Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że nikt rozsądny, nikt przy zdrowych zmysłach w to nie wierzy, że chociaż Wy tutaj w to nie wierzycie.
Jeśli chodzi o Ukrainę, to interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską, jak najdalej ich trzymali od Polski; to oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli, a nas, Polaków, to w ogóle nie boli. W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, nawet jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski.
Ale strategicznym interesem Polski jest też to, żeby w Warszawie i w Polsce nie powiewały banderowskie flagi. Można pomagać i można wymagać, można współpracować po partnersku, można się rozumieć w zasadniczych kwestiach. Taka jest nasza wrażliwość – będziemy pomagać, ale zawsze mówiąc: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Nie bezrefleksyjnie wysyłając kolejne floty i wszystko bez głębszej refleksji, bez analizy, na telefonach i na uśmiechach. Tak, naszym interesem jest to, żeby bili się jak najdłużej i jak najsprawniej, jesteśmy z nimi, ale tu jest Polska, tu są nasze interesy i to wszystko trzeba analizować i podchodzić do tego z godnością, z partnerską otwartością, z sojuszniczym zrozumieniem.
Drodzy Państwo, wiecie, że przyszedłem spoza polityki. Byłem kandydatem obywatelskim popieranym przez Prawo i Sprawiedliwość. To odważna decyzja prezesa Jarosława Kaczyńskiego, żeby poprzeć kogoś takiego jak ja, kto nigdy nie był w partii politycznej i zawsze cenił sobie niezależność i przywiązanie do wyznawanych wartości, kto skupiał się na pracy instytucjonalnej i urzędniczej w kolejnych instytucjach. To była bardzo odważna decyzja Pana Prezesa Kaczyńskiego, za którą dziękuję, a zgłosił mnie Pan Profesor Nowak jako szef Komitetu Obywatelskiego. Później także dzięki wsparciu środowisk konserwatywnych, prawicowych, Konfederacji, ale także 400 tysięcy głosujących ludzi o lewicowych poglądach – tak, potrzebujemy w Polsce lewicowych patriotów, a nie lewicy postkomunistycznej. To wszystko doprowadziło nas do wspólnego zwycięstwa, ta cała sekwencja zdarzeń doprowadziła nas do tego zwycięstwa – ciągle jestem w wątku polityki międzynarodowej, choć może to państwa zaskoczyć – i gdy wszedłem do Pałacu Prezydenckiego, i zacząłem przyglądać się polityce międzynarodowej, to uzmysłowiłem sobie rzecz zupełnie oczywistą, którą w Polsce chyba nie wszyscy sobie uświadamiają, a przynajmniej część dzisiejszego polskiego rządu sobie nie uświadamia.
Nie ma innego wyznacznika w polityce międzynarodowej niż dbanie o interes własnego państwa. Włosi krzyczą: „Forza Italia!”, Amerykanie krzyczą: „America First!”, a ja mówię: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy!”.
Zaskoczeniem może być to, że nikt nie oczekuje czegoś innego, każdy rozsądny przywódca państwa wie, że prezydent czy premier, który do nich przyjeżdża, jest, a przynajmniej powinien być, zobowiązany swoim narodem i interesami swojego narodu. Możemy się więc przyjaźnić, możemy współpracować, możemy być sojusznikami, a nikt się nie oszukuje, że nie służy swojemu narodowi, który go wybrał w wyborach i najął do tego, żeby wykonał robotę dla swojego narodu, a nie dla obcego narodu.
Przez trzy dekady żyliśmy w takim głębokim przekonaniu, że żeby być częścią europejskich salonów, musimy pozbyć się tego, co kłopotliwe dla Polski – naszych wartości, naszych fundamentów, bo to lubią salony: nie być zbyt polskim, nie być za polskim, nie za głośno mówić o tym, jakie są nasze potrzeby i czego chcemy. Dzisiaj, mając roczne doświadczenie, mówię Wam – i zaufajcie mi – ten kompleks trzeba porzucić, tego kompleksu nie ma na całym świecie, każdy zajmuje się swoim narodem i możemy ze sobą współpracować.
Moi Drodzy, ten rok to był też rok cichej pracy, której nie było może widać, ale na sam koniec chcę się nią podzielić. To, co boli najbardziej mnie jako Prezydenta Polski, to brak pewnej wizji – brak wizji rządzących na to, jaka ma być w przyszłości Polska, brak wizji obecnego rządu. Mam wrażenie, że żyjemy w pewnym chaosie reakcji na medialne afery, na to, co przedostanie się do opinii publicznej. Często żyjemy w takim przekonaniu, że może uda się oszukać Polaków z najmem krótkoterminowym albo z emeryturami dla artystów, może się nie dowiedzą, nie będzie afery. A ja w tym wszystkim chciałbym zapytać: jaki jest plan? Jaka jest strategia obecnie rządzących na Polskę na kolejne 10 lat? Kto ma o tej strategii decydować? Gdzie ma być nasze miejsce za lat 10, za lat 20? Żyjemy w sprincie czterech lat wyborów parlamentarnych, teraz już półtora roku wyborów parlamentarnych, kolejnych rozliczeń, pytań o to, co było trzy lata temu, choć wiecie, że jestem historykiem, i skupianiu się na tym, kogo trzeba wsadzić do więzienia, zapominając o sprawach strategicznych, zasadniczych, pewnej ciągłości i budowania majestatu i przyszłości Rzeczypospolitej Polskiej. Potrzebujemy dziś pewnej stabilizacji życia politycznego w Polsce.
W ciągu roku udało mi się zgromadzić nie tylko wspaniałych Ministrów, których tutaj widzicie: na czele z Pawłem Szefernakerem, szefem mojego gabinetu; Zbigniewem Boguckim, którego już witałem; Jarosławem Dębowskim, zastępcą szefa gabinetu; Adamem Andruszkiewiczem; szefem BBN–u Bartoszem Grodeckim; rzecznikiem prasowym – największym chyba odkryciem polskiej polityki, nigdy nie był w partii politycznej, a szybko objął swoje obowiązki – Rafałem Leśkiewiczem; ministrem nestorem Wojciechem Kolarskim, który w urzędzie prezydenckim jest już od 11 lat; Mateuszem Koteckim; Agnieszką Jędrzak i Karolem Rabendą. Wszystkim Ministrom bardzo dziękuję za ten rok. To są ci, których często widzicie w telewizji, którzy pojawiają się publicznie.
Chcę Państwu zameldować, Drodzy Obywatele, że w ciągu roku działania Kancelarii Prezydenta udało się zgromadzić siedmiuset wybitnych, profesjonalnych, w zasadniczej części niezwiązanych z polityką przedstawicieli w prezydenckich radach.
Siedemset osób, które w sposób społeczny, bez pobierania środków finansowych, analizują prezydenckie prawo i od roku przygotowują prezydencką strategię rozwoju na najbliższe półtora roku. Dziękuję Wam, wszystkim społecznikom, którzy jesteście w prezydenckich radach. To niesamowite – ci ludzie nie zarabiają pieniędzy w Kancelarii Prezydenta, reprezentują siedemnaście rad: od kwestii zasadniczych, jak demografia, biznes, gospodarka, do spraw Konstytucji, do spraw młodzieży. Przygotowują nie tylko inicjatywy ustawodawcze, ale opiniują także prawo. I co przygotowują w Pałacu Prezydenckim? Polskę naszej przyszłości.
Wierzę głęboko, że prezydencka strategia rozwoju, która też formalnie zostanie przedstawiona w ciągu kilku miesięcy, stanie się w najbliższych wyborach parlamentarnych punktem odniesienia dla wszystkich tych, którzy aspirują do rządzenia w Rzeczypospolitej Polskiej, realnym planem na przyszłość dla Rzeczypospolitej.
Proszę Was o to, żebyśmy nigdy nie zapomnieli, że wokół tych wszystkich rzeczy, które nas różnią wewnątrz środowisk politycznych i partyjnych i na zewnątrz, wokół dwóch plemion, żebyśmy nigdy nie zapomnieli, że jesteśmy rodakami. Że jest wiele rzeczy, które nas łączą. Prezydencka strategia rozwoju będzie otwarta i będzie zaproszeniem do dialogu środowisk politycznych gotowych do współpracy z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, bo ja po 2027 roku będę i chcę współpracować, a o swoich kompromisach mówiłem także dzisiaj. Prezydencka strategia rozwoju – wierzę głęboko – stanie się punktem odniesienia w najbliższej kampanii parlamentarnej, która wyłoni polskie siły patriotyczne kochające Polskę, gotowe do dialogu pomiędzy ośrodkiem prezydenckim i przyszłym premierowskim, aby Polska rozwijała się, była bezpieczna i by mniej było w niej politycznych konfliktów. O to Was proszę, a radom za to dziękuję.
Pan Profesor Wawrzyniec Rymkiewicz, który bierze udział w spotkaniach klarysewskich – formacie, w którym dużo mniej mówię niż dzisiaj, a właściwie nic nie mówię, tylko słucham, spotykam się z bardzo pięknymi umysłami, które mówią także o przyszłości Polski; nie są to członkowie rad, ale przedstawiciele różnych sfer życia publicznego w Polsce – ostatnio pięknie mówił, co zapisał w swoim artykule w „Arcanach”. To dłuższy wywód, niecały Państwu przytoczę, ale zachęcam do zapoznania się z tym artykułem. Konkluzja jego jest przede wszystkim taka: Profesor pyta, komu potrzebna jest Polska, i odpowiada w sposób oczywisty: Polska jest potrzebna Polakom, bo Polska uszlachetnia Polaków, bo podnosi Polaków swoją historią, swoją kulturą, a poza tym być Polakiem to znaczy być wolnym człowiekiem. Dlatego warto być Polakiem.
Polska jest potrzebna wszystkim Polakom, a Polsce potrzebni są Polacy, bo Polska żyje w naszych sercach, w naszych duszach, żyje dzięki nam.
Dlatego dziękuję, że byliście dzisiaj ze mną w czasie tego wyjątkowego dnia. Proszę też Was: i wewnątrz środowisk politycznych, i na zewnątrz politycznego sporu starajmy się szukać tego, co nas łączy, budujmy Polskę odpowiedzialną, silną, bezpieczną, naszą wspólną. Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Bądźmy razem, bądźcie ze swoim Prezydentem. O to Was proszę.
Niech Bóg błogosławi Polsce! Niech żyje Polska!
https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/prezydent-rp-w-rocznice-zaprzysiezenia-budujmy-polske-odpowiedzialna-silna-bezpieczna,124537






