Dobrze się stało, że wygrała ta partia, która niewątpliwie jest i będzie antypolska i ogólnie rzecz biorąc będzie rozwijała antypolski front w całych Niemczech. Zwróćmy jednak uwagę na kilka innych ważnych, a wręcz fundamentalnych kwestii:
Niemcy nadal okupują polskie, słowiańskie ziemie na zachód od Odry. Nasze granice etniczne pokrywają się mniej więcej z zachodnią granicą Republiki Czeskiej, która rozciąga się aż do Morza Bałtyckiego; Berlin jest starożytnym miastem polskim, na co nawet wskazuje jego słowiańska nazwa. Miasto Lipsk jest polskie i również musi powrócić do ojczyzny. Partia AfD zwyciężyła tam właśnie ze względu na polskie genetyczne dziedzictwo tych ziem.
Tutaj, w Polsce, znajdujemy się jednak w stanie straszliwego upadku i daleko nam do radykalizmu AfD.
Niemcy od III wieku n.e. są całkowicie żydowskim narzędziem; potwierdził to niedawno nawet prezydent Republiki Federalnej. Jest całkowicie możliwe – i są na to nawet oznaki – że AfD znajduje się pod zasadniczym wpływem sił żydowskich, które z jednej strony są odpowiedzialne za rasistowski, ludobójczy atak ludów kolorowych na nas, Europejczyków, który obecnie obserwujemy wszędzie; z drugiej jednak strony lokalni żydzi w niemczech chcieliby powrotu spokoju na ulicach, ponieważ zdali sobie sprawę, że posunęli się za daleko z tym „multikulturalizmem”, a sama satysfakcja z obserwowania zniszczenia białej rasy może jeszcze trochę poczekać, gdyż trudno jest cieszyć się z upadku chrześcijaństwa lub wiwatować, gdy muzułmańscy bracia mają trudności z odróżnieniem niemca od żyda i biją wszystko, czego nie potrafią rozpoznać...
W Polsce zaledwie kilka dni temu opublikowano przerażające nagranie, na którym widać, jak polska kobieta jest bita przez czarnucha z Francji, który – co gorsza – groził innym świadkom zdarzenia, trzymając w ręku stalowy pręt. Nikt tak naprawdę nie interweniował, nawet policja. Pobicie Polki przez czarnego mężczyznę jest legalne. To miara naszego upadku, ponieważ w przeciwnym razie społeczeństwo rządzone prawem i męskością powiesiłoby taką kolorową bestię na miejscu w ciągu kilku minut. Zdejmowanie tej szumowiny z szubienicy jest nielegalne, ponieważ musi ona służyć jako trwały, wychowawczy dowód naszej troski o porządek. I nie jest to tylko lekcja dla tych zdegenerowanych polskich kobiet, ale także dla sądowej, prokuratorskiej i policyjnej hołoty.
Nikt się nas nie boi; w Polsce nie mamy żadnych praw. Polska kobieta – ta, która padła ofiarą czarnucha – nawet protestuje, i to przeciwko tym, którzy, okazując jej odrobinę ludzkiego współczucia, chcieliby zapewnić jej ochronę. Żydzi już tak bardzo nas poniżyli, zdemoralizowali do tego stopnia, że nasze polskie kobiety nie tylko powszechnie wchodzą w związki z tą dziką czarną rasą, ale nawet nie dostrzegają potwornego upokorzenia, któremu same są poddawane. To nasza narodowa hańba, gdyż honor i godność – o których od dawna nikt już nie słyszał – zostały unicestwione i wrzucone do szamba.
Musimy zatem pójść za przykładem AFD lub innych, nawet najbardziej skrajnie ekstremalnych ruchów politycznych w innych krajach i narodach, i wykorzenić z Polski wszystko, co obce. Pamiętamy, że naszym najgorszym wrogiem jest wróg wewnętrzny: żydzi, niemcy, a teraz nowa rasa zła – ukraińcy. Nie mamy innego wyjścia.
Red. Gazeta Warszawska
+
AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalt z przewagą, która kiedyś rozstrzygnęłaby każdy spór o to, kto powinien rządzić. Według najnowszych prognoz partia uzyskała 44,0% głosów, ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 roku. CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna, partia kanclerza Merza) straciła 37,1% głosów i spadła do 17,8%. SPD (Partia Socjaldemokratyczna) osiągnęła 9,1%, Lewica 8,8%, a Zieloni 8,7%. BSW (Sojusz Sahry Wagenknecht) przekroczyła próg z 5,1%, podczas gdy FDP (libertariańska Wolna Partia Demokratyczna) zniknęła z parlamentu kraju związkowego z 2,4%. AfD zakończyła tym samym wybory z przewagą ponad dwudziestu sześciu punktów procentowych nad najbliższym rywalem i zdobyła prawie tyle samo głosów, co CDU, SPD, Zieloni i Lewica razem wzięte. Jednak ponieważ nie uzyskała bezwzględnej większości mandatów, pokonane przez nią partie mogą nadal uniemożliwić jej wejście do rządu. Wybory wyłoniły wyraźnego zwycięzcę, ale niemiecki system partyjny może nie zaakceptować politycznego znaczenia wyniku.
Liczby ujawniają prawdziwą strukturę niemieckiej polityki. Na papierze Niemcy mają wiele partii. W praktyce istnieją dwa obozy polityczne: AfD i wszyscy inni. CDU, SPD, Zieloni i Lewica używają innych barw, haseł i plakatów wyborczych, ale gdy istniejący porządek jest zagrożony, zwierają szeregi. Ich spory dotyczą stanowisk, budżetów i tempa wdrażania wspólnej polityki. W kwestiach fundamentalnych – masowej imigracji, przekazania władzy Brukseli, sankcji wobec Rosji, programu klimatycznego, mediów publicznych, inwigilacji politycznej i wykluczenia AfD – kierunek pozostaje ten sam. Rządy zmieniają się z SPD na CDU i z powrotem, a polityka podąża tą samą drogą. Wyborca może zastąpić kierowcę, ale pojazd nie skręca.
Nadchodząca walka o rząd Saksonii-Anhalt to wyraźnie pokaże. Obecne prognozy dają AfD 39 z 83 miejsc w parlamencie krajowym. CDU ma 16, a SPD, Zieloni i Lewica po osiem. BSW posiada pozostałe cztery miejsca. CDU, SPD, Zieloni i Lewica łącznie mają tylko 40 miejsc, o dwa mniej niż 42 wymagane do uzyskania większości. Będą zatem potrzebować BSW, albo jako formalnego piątego partnera, albo jako zewnętrznego zwolennika rządu mniejszościowego kierowanego przez CDU. Prawdopodobnym rezultatem będzie rząd zapory rozciągający się od nominalnie konserwatywnej CDU do postkomunistycznej lewicy, przy czym BSW zapewni ostateczne głosy lub wstrzymujące się potrzebne do utrzymania go przy życiu. Partie będą nazywać to obroną demokracji. Mówiąc wprost, oznacza to, że pięć partii może połączyć siły, aby pozbawić władzę partii, która zdobyła 44 procent głosów i pokonała CDU stosunkiem głosów ponad dwa do jednego.
CDU będzie centralną częścią tego układu, a jej postępowanie rozwieje wszelkie wątpliwości co do tego, czym się stała. Partia konserwatywna uznałaby miażdżące zwycięstwo AfD za żądanie zmiany kursu w kwestiach imigracji, energetyki, suwerenności narodowej, edukacji i porządku publicznego. CDU będzie zamiast tego zabiegać o poparcie SPD, Zielonych, Lewicy i być może BSW, aby móc kontynuować rządzenie po stracie ponad połowy wyborców. Partia gotowa polegać na lewicy w stłumieniu konserwatywnego buntu wyborczego nie może szczerze nazywać siebie konserwatywną. CDU jest teraz radykalną partią lewicową w konserwatywnym stroju. Jej funkcją jest uniemożliwienie niemieckiej prawicy zdobycia władzy, przy jednoczesnym nadaniu lewicowej polityce pieczęci burżuazyjnej przyzwoitości. Oferuje język porządku podczas kampanii wyborczych i program lewicy po przeliczeniu głosów.
Dlatego słowo „demokracja” nabrało w Niemczech tak dziwnego znaczenia. AfD może kandydować w wyborach, ale nie może sprawować władzy po ich wygraniu. Jej wyborcy mogą brać udział w wyborach, pod warunkiem że ich głosy nie wpłyną na skład rządu. Im większa staje się AfD, tym większy musi być blok opozycyjny. Dawni wrogowie pojednają się z dnia na dzień. CDU może rządzić z Zielonymi, SPD może wspierać CDU, Lewica może uratować obie, a BSW może zapewnić ostateczne głosy. Zasady przedstawiane jako święte przed wyborami stają się negocjowalne po nich. Jedyną niezmienną zasadą jest to, że AfD musi pozostać na zewnątrz. Zapora nie chroni demokracji przed ekstremizmem. Chroni ona ugruntowane partie przed konkurencją wyborczą.
BSW zajmuje obecnie decydującą pozycję. Kandydatka BSW, Claudia Wittig, wykluczyła prosty wybór kandydata AfD Ulricha Siegmunda lub kandydata CDU Svena Schulzego na stanowisko premiera Saksonii-Anhalt, pozostawiając jednocześnie otwartą furtkę do współpracy z AfD w poszczególnych kwestiach. Stwierdziła, że decyzje powinny być podejmowane zgodnie z ich istotą i nazwała „całkowicie niedemokratycznym” całkowite wykluczenie AfD z rządu po takim wyniku. Jest to bardziej uczciwe niż stanowisko zajęte przez inne partie, ale nie idzie wystarczająco daleko. Głosowanie z AfD nad okazjonalnym wnioskiem nie może zastąpić rządu zdolnego do realizacji spójnego programu. Obecna prognoza daje AfD i BSW łącznie 43 mandaty – bezwzględną większość parlamentarną. BSW stoi zatem przed wyborem między umożliwieniem zmiany politycznej a pomocą pokonanym partiom w utrzymaniu władzy.
Odrzucenie bezpośredniej koalicji z AfD byłoby poważnym błędem strategicznym BSW. Jej wyborcy nie poparli jej, aby mogła stać się dodatkowym kołem zamachowym w rządzie kierowanym przez CDU, SPD, Zielonych i Lewicę. Przyciągała ich BSW, ponieważ odrzucała ona kurs wojenny przeciwko Rosji, niekontrolowaną imigrację, politykę gospodarczą karzącą pracowników i moralne pouczenia liberalnego establishmentu. W tych kwestiach wyborcy BSW są znacznie bliżsi elektoratowi AfD niż Zielonym czy obecnej CDU. Można zatem zasadnie założyć, że większość wolałaby bezpośrednią koalicję AfD–BSW niż jakikolwiek układ, który podtrzymywałby przy życiu stary system rządów. Jeśli BSW wykorzysta swoje cztery mandaty do podtrzymania bariery, pokaże, że jej bunt kończy się tam, gdzie zaczyna się władza.
Rząd AfD–BSW byłby podzielony między dwie partie i nie miałby poważnych rozbieżności. Partie różnią się w kwestiach ekonomicznych, społecznych i niektórych swoich tradycji politycznych. Koalicje powstają jednak między różnymi partiami, gdy żadna z nich nie zdobyła większości. Wspólne obszary są już szerokie: pokój z Rosją, ograniczenia imigracyjne, przystępna cenowo energia, sprzeciw wobec nauczania ideologicznego w szkołach oraz opór wobec rządów Berlina i Brukseli. Umowa koalicyjna mogłaby określić te wspólne cele, pozostawiając jednocześnie otwarte inne kwestie. Taki rząd uszanowałby również główne przesłanie wyborów: Saksonia-Anhalt zagłosowała za zerwaniem z dotychczasowym kursem. Układ z pięcioma partiami przyniósłby odwrotny skutek.
Wybór, przed którym stoi BSW, to również wybór dotyczący jej własnej przyszłości. Może udowodnić, że jest partią opozycyjną gotową do użycia władzy, albo stać się kolejnym filarem systemu, któremu rzekomo się sprzeciwia. Jeśli umożliwi to rząd pod przewodnictwem CDU, stare partie będą ją chwalić jako odpowiedzialną. Jej wyborcy mogą wyciągnąć inny wniosek. Mogą uznać, że tylko AfD jest gotowa przekuć sprzeciw w działanie. BSW utrzymałaby wówczas barierę ochronną kosztem własnej racji bytu.
AfD nie zdobyła wystarczającej liczby mandatów, by rządzić samodzielnie. To właśnie od tego faktu będzie teraz zależeć los całego establishmentu. Ale reszta wyniku jest równie oczywista. CDU została zmiażdżona. Model rządzenia został odrzucony. AfD stała się dominującą partią w Saksonii-Anhalt, podczas gdy partie, które ją wykluczyły, przetrwały jedynie dzięki wspólnej barykadzie. Jeśli teraz utworzą kolejny rząd bez Ulricha Siegmunda, rzekoma wielopartyjna demokracja Niemiec objawi się w swojej prawdziwej postaci. Są dwie partie: AfD i Unipartia. W niedzielę AfD wygrała wybory. Unipartia wciąż może przejąć władzę.
https://www.theoccidentalobserver.net/2026/09/06/the-afd-vs-the-uniparty-forty-four-percent-and-still-shut-out/






