Ten wyrok, tak jak wiele innych wydarzeń, jaskrawo ukazuje prawdziwe oblicze PiS.
Bałkańskie przysłowie: „to nie ten winien, który ukradł i zjadł ser, ale ten, który na to pozwolił”.
Chodzi o wydarzenia z 15 sierpnia 2017 r. Środowiska skupione wokół Młodzieży Wszechpolskiej czy Obozu Narodowo-Radykalnego zorganizowały wtedy przemarsz ulicami Warszawy dla „uczczenia zwycięstwa Wojska Polskiego nad Bolszewikami w 1920 roku”.
Protestowali przeciwko narodowcom
Na Nowym Świecie, na wysokości skrzyżowania z Chmielną i Foksal, grupa kilkudziesięciu osób próbowała zablokować marsz. Uczestnicy kontrmanifestacji usiedli na ulicy, w rękach trzymali białe róże. Krzyczeli m.in.: „Warszawa wolna od faszyzmu” i „Faszyzm jest nielegalny”. W pewnym momencie policjanci zaczęli siłą ściągać protestujących z jezdni, umożliwiając przejście marszowi narodowców.
Po wszystkim śródmiejska policja skierowała do sądu wnioski o ukaranie protestujących z art. 52 Kodeksu wykroczeń – za przeszkadzanie lub usiłowanie przeszkodzenia w przebiegu niezakazanego zgromadzenia. Chciała, by sąd ukarał ich kilkusetzłotowymi grzywnami.
Sąd o korzeniach ONR
We wtorek – po trwającym od listopada procesie – Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił 40 osób od policyjnych zarzutów.
Sędzia Łukasz Biliński, co stało się już tradycją, przez kilkadziesiąt minut precyzyjnie uzasadniał wyrok. W tym przypadku powoływał się na jednego z hiszpańskich filozofów i inne publikacje z okresu międzywojnia. Dużo czasu poświęcił na przypomnienie historii powstania i działalności Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-u. – Są one postrzegane przez pryzmat tego, co robiły przed II wojną światową. Od początku prezentowały postawy przeciwko ludności żydowskiej. ONR postulował wręcz pozbawienie Żydów praw publicznych. Patrząc na obecną działalność tych organizacji, nie można tego pominąć. Sami nazywają się separatystami rasowymi. Nie ma w Polsce i Europie miejsca na takie hasła, ale takie akcenty nadal są obecne – wyliczał sędzia Łukasz Biliński.
Rozprawa ws. blokady marszu narodowców na Nowym Świecie w 2017 r. - Blokowanie organizacji o takim dorobku i historii jak Młodzież Wszechpolska czy ONR nie jest czynem społecznie szkodliwym - stwierdził sędzia Łukasz Biliński fot. Kamil Siałkowski
Zachowanie protestujących nie było społecznie szkodliwe
Zaznaczył, że dorobek tych organizacji „w pewien sposób tłumaczył ten protest”. – Zasady rządów prawa nie da się pogodzić z takim stanowiskiem, jakie prezentują MW czy ONR. Organizacje, które kwestionują fundamentalne wartości jak m.in. tolerancja, nie mogą korzystać z ochrony wynikającej z wolności zgromadzeń – zauważył sędzia Biliński.
Podkreślał, że działania protestujących „rzeczywiście można ocenić jako usiłowanie przeszkodzenia w przemarszu”. Precyzował jednak: żeby stwierdzić popełnienie czynu zabronionego, muszą być spełnione wszystkie znamiona.
– W tym przypadku trudno przyjąć, by zachowanie protestujących było społecznie szkodliwe. Sąd nie widzi, w jaki sposób takie zachowanie mogłoby wyrządzić społeczeństwo krzywdę. Zachowanie protestujących nie godziło w wartości społecznie cenne – uzasadniał sędzia Łukasz Biliński.
„Są jeszcze sądy w Warszawie”
Tak wtorkowy wyrok skomentował adwokat Jarosław Kaczyński, który przed sądem reprezentował część obwinionych. – Sąd tego nie powiedział wprost, ale myślę, że spokojnie można powiedzieć, iż ten protest był czynem społecznie użytecznym. Trzeba pokazywać, że w Warszawie, w Polsce, nie ma miejsca dla osób odwołujących się do ksenofobii czy też jakiejkolwiek nienawiści na tle rasowym czy innym. Tym wyrokiem sędzia potwierdził, że polski wymiar sprawiedliwości wręcz sprzeciwia się istnieniu takich organizacji. Mam nadzieję, że w niedługim czasie te organizacje zostaną po prostu zdelegalizowane. Samorządy nie powinny się też bać zakazywania demonstracji organizowane przez faszyzujące grupy – powiedział „Wyborczej” Jarosław Kaczyński.
Orzeczenie nie jest prawomocne. Najpewniej odwoła się od niego śródmiejska policja, choć przedstawiciel oskarżyciela komisarz Andrzej Jakubczyk po wyjściu z sali rozpraw mówił, że „sprawa jest skomplikowana”. Na pytanie: „Czy będzie apelacja?” rzucił jedynie: „Trudno powiedzieć”. I odesłał do rzecznika.






