Ponad dwa lata od pojawienia się COVID-19 nasz zestaw rozwiązań – i sposób myślenia potrzebny do ich wykorzystania – jest za mały. Czas posłuchać nauki szerzej
Doktor Norman Doidge jest psychiatrą, psychoanalitykiem i autorem książki The Brain That Changes Itself . Jest dyrektorem wykonawczym Health and the Greater Good.
Tuż przed Bożym Narodzeniem, bez większych fanfar, Ontario stało się pierwszą prowincją, która zatwierdziła fluwoksaminę – dziesięcioletni lek, o którym niewielu słyszało – do wczesnego leczenia COVID-19. Ogłoszenie z 20 grudnia, które pojawiło się w czasie, gdy Kanadyjczycy byli zaabsorbowani Omicronem i obawiali się, że szpitale wkrótce zostaną przytłoczone, prawie nie pojawiły się w wiadomościach.
Fluwoksamina jest „lek o zmienionym przeznaczeniu” i pochodzi z czegoś, co może wydawać się najbardziej nieprawdopodobnym źródłem – psychiatrii. Jest to lek przeciwdepresyjny stosowany najczęściej w leczeniu zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Lek przeszedł dwa randomizowane badania kontrolne lub RCT (najwyższy poziom dowodów) i cztery badania obserwacyjne, które wykazały, że utrzymuje osoby z COVID poza szpitalem, nie wymaga intubacji i pomaga zapobiegać śmierci. Odkrycie jego właściwości przeciw COVID nastąpiło po imponujących śledztwach we Francji i Stanach Zjednoczonych. Następnie partnerstwo współkierowane przez zespół Kanadyjczyków przeprowadziło duże randomizowane badanie, które udowodniło, co potrafi.
To dobra wiadomość o naszych urzędnikach ds. zdrowia publicznego, którzy robią coś dobrze i wykazują elastyczność w czasie, gdy uczymy się ograniczeń naszych szczepionek i towarzyszących im strategii. Ponowna ocena wisi w powietrzu, napędzana przez dwuletnie doświadczenie wszystkich z pandemią – w tym naukowców.
Zastanów się, jak wyglądały sprawy w kwietniu 2020 r., kiedy Bill Gates, którego fundacja jest największym prywatnym darczyńcą Światowej Organizacji Zdrowia, powiedział : „Ostateczne rozwiązanie, jedyna rzeczto naprawdę pozwala nam wrócić do normalności i czuć się dobrze… to stworzenie szczepionki”. Jego „jedyne” oznaczało, że w praktyce naszą główną nadzieją i celem – w badaniach, polityce, mediach, a nawet emocjonalnie dla wielu – stały się szczepionki. Pan Gates wyartykułował to, co stało się naszą główną narracją: Zdrowie publiczne powstrzymałoby rozprzestrzenianie się za pomocą środków doraźnych, takich jak blokady, zniechęcanie do funkcji społecznych i podróżowania oraz zamykanie szkół i firm do czasu przybycia szczepionek, które chroniłyby nas, dopóki nie osiągniemy szczepienia- wszędzie indukował odporność stada, co, jak nam powiedziano, wyeliminuje wirusa. Pokładamy naszą wiarę w szczepionkach, podczas gdy inne podejścia – na przykład leki do wczesnego leczenia, rola w naszej naturalnej odporności lub obniżanie naszych osobistych czynników ryzyka – na przykład przyciągnęły stosunkowo mniej uwagi.
Przewidywane kluczowe osoby – w rzeczywistości obiecane w połowie – skończymy z COVID, przynajmniej na Zachodzie, do lata 2021 r. W lutym 2021 r. dyrektor generalny Pfizera, Albert Bourla, powiedział , że szczepionka nadal zapewnia silną ochronę na sześciomiesięczny znak i „wskaźniki w tej chwili… mówią nam, że istnieje ochrona przed przenoszeniem choroby”. W kwietniu dr Ugur Sahin, dyrektor generalny BioNTech (która opracowała szczepionkę dla firmy Pfizer), powiedział dziennikarzom : „Europa osiągnie odporność stadną w lipcu, najpóźniej w sierpniu”. To nie była trudna sprzedaż. Kto by nie chciał, żeby to była prawda? Nie mając doświadczenia z pandemią, uwierzyliśmy im na słowo. Politycy popierali ideę, że naszym właściwym celem w walce z COVID będzie „wyeliminowanie go wszędzie”, jak premier Justin Trudeaupowiedział . Wczesne leczenie tego nie obiecuje, chociaż może obniżyć śmiertelność. Zwalczanie miało więcej psychologicznego charakteru: wyrzućmy to z naszego życia na zawsze.
Jednak w ponurym grudniu 2021 roku, dwa lata później, gdy liczba przypadków wkrótce osiągnęła rekordowy poziom, a zbliża się kolejna blokada i słabnie liczba szczepionek, nie działało to w ten sposób. Być może gdybyśmy nie byli tak skoncentrowani na jednym narzędziu, sprawy potoczyłyby się inaczej. I być może, gdyby niektóre głosy nie zostały wyciszone, a inne wręczyłyby megafon, nasz zestaw narzędzi do pandemii i sposób myślenia też byłyby inne.
Na początku pandemii w paryskim szpitalu psychiatrycznym Psychiatrie & Neurosciences w Sainte-Anne wydarzyło się coś tajemniczego. Personel zaczął zarażać się COVID w dużej liczbie, ale ich pacjenci, ciężko chorzy psychicznie, nie. Trzech pracowników dostało COVID na każdego pacjenta, mimo że pacjenci mają więcej czynników ryzyka, takich jak nadwaga lub choroba sercowo-naczyniowa.
Ktoś się zastanawiał, czy to możliwe, że leki psychiatryczne pacjentów chronią ich? Personel skupił się na chlorpromazynie, powszechnym leku przeciwpsychotycznym, i dowiedział się, że ma ona właściwości przeciwwirusowe przeciwko SARS-Cov-1 i MERS-CoV (poprzednikom SARS-CoV-2). W publikacji z maja 2020 r . zaproponowali ponowne zastosowanie go do leczenia COVID-19.
Francuscy psychiatrzy i naukowcy przeprowadzili następnie wieloośrodkowe badanie , obejmujące 7230 pacjentów hospitalizowanych w Paryżu z powodu ciężkiego COVID-19. Przypadkowo 300 pacjentów przyjmowało leki przeciwdepresyjne. Dane wykazały, że osoby stosujące selektywne inhibitory wychwytu serotoniny (SSRI) – rodzaj leku przeciwdepresyjnego – rzadziej wymagały intubacji lub śmierci. Nie wszystkie SSRI działały jednakowo, ale te, które zmniejszały poważne problemy zapalne ("burza cytokinowa" COVID, która często zabija). Badania laboratoryjne wykazały , że fluwoksamina SSRI ma działanie przeciwwirusowe i zbawienne działanie na płytki krwi, które może chronić pacjentów przed zakrzepami krwi.
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, w równoległym procesie, psychiatra dziecięcy, dr Angela Reirson, złapała COVID na początku 2020 roku. Chorując w domu, zaczęła prowadzić badania. Przypomniała sobie badanie na myszach, które czytała rok wcześniej. Myszy miały sepsę – niebezpieczną reakcję na infekcję, która może zabić. W poważnym COVID może zdarzyć się coś podobnego do sepsy. W badaniu z 2019 r. myszom z sepsą podano fluwoksaminę, która zatrzymała stan. Tak więc w marcu 2020 roku dr Reirson skontaktowała się z innym psychiatrą, Ericiem Lenze, jej kolegą z Washington University w St. Louis. Dr Lenze był specjalistą od zmiany przeznaczenia leków. Zdając sobie sprawę, że fluwoksamina ma świetne wyniki w zakresie bezpieczeństwa, rozpoczął pierwsze małe randomizowane badanie kontrolne pacjentów z COVID. Żaden z 80 ochotników, którzy otrzymali fluwoksaminę, nie pogorszył się ani nie doznał uszkodzenia płuc wywołanego przez COVID, podczas gdy 8% z 72, którzy otrzymali placebo, pogorszyło się. Wyniki zostały opublikowane w JAMA w listopadzie 2020 roku .
Następnie przyszedł czas na Together Trial , największe na świecie badanie placebo leków na COVID, prowadzone wspólnie przez badacza McMaster Edwarda Millsa i brazylijskiego lekarza Gilmara Reisa. Aby przeprowadzić duże próby, potrzeba wielu przypadków, a Brazylia miała dwa miliony. Badanie zostało opublikowane 27 października 2021 r. w czasopiśmie Lancet. Przebadano około 1500 nieszczepionych pacjentów z COVID-19, którzy mieli również inną poważną chorobę i byli narażeni na wysokie ryzyko hospitalizacji. Połowa otrzymała fluwoksaminę, połowa placebo. U tych, którzy przyjmowali fluwoksaminę zgodnie z zaleceniami, zmniejszała ona szanse na hospitalizację lub opiekę w nagłych wypadkach o 66 procent i śmierć o 90 procent.
Ontario Science Table zauważyła te odkrycia i 20 grudnia umieściła fluwoksaminę w wytycznych, aby lekarze mogli w razie potrzeby przepisywać ją w warunkach ambulatoryjnych, uznając „potrzebę leczenia ambulatoryjnego o rozsądnym profilu bezpieczeństwa podczas przewidywanego nasilenia COVID- 19 przypadków z powodu wariantu Omicron.”
Było to znaczące, ponieważ wczesne leczenie COVID – środki, które możemy podjąć, aby uniknąć nasilenia objawów, wymagających hospitalizacji – było tak minimalne. W Ontario leczenie obejmuje przeciwciała monoklonalne ( obecnie tylko jedno działa z Omicronem ) dla określonych osób zagrożonych oraz steroidy. W przeciwnym razie pacjentom ambulatoryjnym kazano odpoczywać, pić płyny i mieć nadzieję, że ich układ odpornościowy poradzi sobie z wirusem.
To prawda, dużo mówiło się o zupełnie nowych, nieprzeznaczonych do użycia lekach do wczesnego leczenia. Paxlovid firmy Pfizer, właśnie zatwierdzony przez Health Canada w poniedziałek, jest bardzo nowy. Ale leki o zmienionym przeznaczeniu mają udokumentowane doświadczenie , a zatem często mają przewagę w zakresie bezpieczeństwa. A te generyczne są tanie. Fluwoksamina kosztuje około 15 USD za cykl leczenia. Leki o zmienionym przeznaczeniu są używane w biedniejszych krajach, których nie stać na szczepionki lub drogie leki wczesnej terapii, takie jak Paxlovid (500 USD) lub Molnpiravir (700 USD i jeszcze niezatwierdzony w Kanadzie).
Dlaczego więc leczenie nie skupiło się bardziej na lekach o zmienionym przeznaczeniu?
Po pierwsze dlatego, że główna narracja, kiedy już się przyjęła, odwróciła naszą uwagę od tej możliwości. Po drugie, w Ameryce Północnej pierwszym lekiem o zmienionym przeznaczeniu, który zwrócił uwagę opinii publicznej, była hydroksychlorochina. Kiedy został zatwierdzony przez ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa, stał się bardzo upolityczniony. Opinie ludzi na ten temat często miały więcej wspólnego z ich przynależnością polityczną niż z tym, czy przeczytali którekolwiek z (obecnie) 303 badań. Po trzecie, agencje, które regulują leki, takie jak Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków oraz Health Canada, nakazują, aby każdy lek, który oceniają, miał sponsora, zwykle firmę farmaceutyczną, która zgadza się przejąć odpowiedzialność za lek. To niezwykle kosztowny proces. Jeśli stary, tani lek generyczny daje nadzieję na zmianę przeznaczenia, nadal potrzebuje sponsora, aby uzyskać na to zgodę. Ale firmy farmaceutyczne nie mają do tego zachęt finansowych.
Twierdzę, że ze wszystkich powodów, dla których nie skupiliśmy się na przerobionych narkotykach, najważniejsza była główna narracja, ze względu na sposób, w jaki organizowała myśli, uwagę i emocje tak wielu ludzi.
Narracja nie byłaby tak problematyczna, gdyby nie była tak powiązana z czymś innym: militarną metaforą, która od początku określała nasze doświadczenie COVID. Ta główna narracja była naszym planem bitwy i była to „wojna” mająca na celu wykorzenienie wrogiego wirusa.
Ta militarna metafora wydaje się drugą naturą w medycynie. Zawsze toczymy „wojnę z rakiem” lub „zwalczamy” choroby serca, chorobę Alzheimera i AIDS. Ale ten sposób myślenia stał się powszechny w medycynie dopiero kilkaset lat temu, po tym, jak filozof Francis Bacon argumentował, że cel nauki powinien zmienić się z tego, czym była – „badania przyrody” – na bardzo praktyczny „podbój natury”. Wkrótce lekarze mówili o „pokonaniu” choroby „magicznymi kulami”. Coraz częściej zostawialiśmy za sobą oryginalne myślenie Hipokratesa w medycynie jako przedłużeniu natury, które wymagało pracy z nią, jako sprzymierzeńca, gdzie tylko było to możliwe – nie po to, by podbijać, ale by leczyć, często z pomocą własnych zdolności uzdrawiania pacjenta.
Naukowcy mieli być żołnierzami tej nowej armii. I tu pojawił się problem. Pomimo pewnych podobieństw, nauka (i medycyna) nie powinna być rozumiana jako wojna – a cnoty, które mogą odpowiadać żołnierzom w armii (podążanie za władzą bez kwestionowania), są wadami w nauce, która jest sposobem krytycznego dociekania. Nowoczesna nauka powstała, ponieważ świat był wypełniony zbyt wieloma dogmatami i ortodoksjami, których nie można było kwestionować. Dlatego motto Royal Society, pierwszej krajowej instytucji naukowej, stało się Nullias in verba : „Nie bierz na to niczyjego słowa”. To rola naukowców, jak noblista fizyk Richard Feynman powiedział, aby kwestionować ekspertów i kolegów naukowców oraz dyskutować nad wnioskami każdego eksperymentatora, które opierają się na ludzkich osądach i interpretacjach danych, dopóki nie będzie pewności, że wniosek może oprzeć się wszelkim atakom.
Ponowna ocena jakiejkolwiek dominującej narracji wymaga przyjęcia nowych spostrzeżeń, które z definicji wynikają z punktu widzenia mniejszości. Kiedy militarna metafora przetacza się przez społeczeństwo lub biurokrację nękaną strachem, wszystko albo nic, następuje myślenie ty-jesteś-z-nam-lub-przeciw-nam. Stajemy się bardziej skłonni do postrzegania kogoś, kto nie zgadza się z poglądem większości – w tym naukowców, którzy dostrzegają problemy z panującą narracją – jako narażającego resztę z nas na ryzyko i „zdrajcę”, a nie kogoś wykonującego swoją pracę . By przetrwać, są atakowani, cenzurowani lub autocenzurują. Na wojnie zamykasz się i wykonujesz rozkazy, albo stajesz przed sądem wojskowym.
Jesteśmy szczególnie podejrzliwi wobec innych ludzi podczas zarażenia, ponieważ nasze mózgi są rozpalane przez prymitywny obwód, który nas chroni, sprawiając, że jesteśmy obsesyjnie zaabsorbowani czystością otaczających nas ludzi. Czy ta osoba mnie zachoruje? Odpala nawet, jeśli uważamy, że ich działania, a nawet propozycje polityki mogą być ryzykowne. Obwód, zwany behawioralnym układem odpornościowym , powoduje, że boimy się, nienawidzimy i czujemy wściekłość wobec „nieczystego” nosiciela zarazków. Powoduje to wiele fałszywych alarmów (pomyśl o osobie jadącej samotnie z założoną maską). To jeden z powodów, dla których debaty na temat szczepionek są emocjonalnie radioaktywne. Niektórzy zaszczepieni odczuwają wszystkie niezaszczepione zarazki niedźwiedzi, podczas gdy niektórzy niezaszczepieni czują, że szczepionka może umieścić w ich ciałach zarazki lub toksyny.
Zeszłego lata , gdy pojawiły się wiadomości o przełomowych infekcjach i słabnięciu ochrony szczepionek przed infekcjami, media północnoamerykańskie zaczęły doradzać nam, abyśmy obniżyli nasze oczekiwania wobec nich: „Szczepionki mogą tylko tyle zrobić”, czytamy w nagłówku w Waszyngtonie. Poczta. Wielu czytelników zostało całkowicie zaskoczonych. Po części byli zaskoczeni, ponieważ cenzura naukowców, którzy mieli odmienne poglądy – i ostrzegali, że może się to zdarzyć – była znacznie bardziej powszechna, niż wielu zdaje sobie sprawę.
Według raportu Amnesty International opublikowanego w październiku cenzura i nękanie pracowników służby zdrowia i innych były problemem „na całym świecie” podczas pandemii. Najbardziej wyróżniani są ci, którzy wyrażają krytyczne opinie na temat polityki swoich rządów (np. ograniczenia przemieszczania się, zablokowanie lub krytyka rządu znoszącego swobody obywatelskie).
Cenzorzy usprawiedliwiali te działania po prostu zakazem „dezinformacji” i „zapobieganiem panice”. W Ameryce Północnej ludzie nie byli więzieni, ale wielu błyskotliwych naukowców i lekarzy z odpowiednimi referencjami z takich miejsc jak Harvard, Oxford i Stanford było pod ostrzałem . Lekarze byli oczerniani za kwestionowanie polityki rządowej w sprawie blokad, masek, aspektów szczepionek, łagodzenia skutków lub niesprawdzonych metod leczenia – tych samych rzeczy, które były oczywiście przedmiotem poważnej, nieustannej debaty naukowej. W niektórych jurysdykcjach w Ameryce Północnej lekarze są zagrożeni przez ich organy regulacyjne zawieszeniem lub cofnięciem ich licencji lekarskichza szerzenie „dezinformacji”, zmuszanie niektórych lekarzy do wybierania między tym, co – słusznie lub nie – postrzegają jako najlepszy interes pacjenta, a własnym źródłem utrzymania. Ale jak stwierdza raport Amnesty: „Zwycięstwo w walce z wirusem obejmuje nie tylko działania kierowane przez rząd i odgórne dyktaty, ale także podejście oddolne, które może nastąpić tylko wtedy, gdy prawa do wolności wypowiedzi i dostępu do informacji są w pełni włączony."
W Internecie pojawiły się twierdzenia o „oleju z węża”, ale generalnie, gdy naukowcy i pracownicy służby zdrowia brali udział w tych kłótniach, było to spowodowane debatą naukową. W takim przypadku oskarżanie przeciwnika o rozpowszechnianie „dezinformacji” jest prewencyjnym przypisywaniem sobie nieuzasadnionej pewności – a przeciwnikowi złej wiary. Czasami nikt tak naprawdę nie wiedział, co jest bardziej szkodliwe – np. zatrzymywanie dzieci w szkole lub wysyłanie ich do szkoły. W naszej nowej sytuacji było mnóstwo błędnych informacji, w tym niektóre rozpowszechniane przez urzędników, którzy wielokrotnie przerzucali się na maskach lub którzy, twierdząc, że „podążają za nauką”, różnili się od urzędników w podobnych jurysdykcjach, na podstawie zmieniających się danych.
W medycynie nazywa się to problemem „odwrócenia sytuacji medycznej”. Udowodniono, że podejście uważane za pomocne jest szkodliwe i na odwrót. Czasami dwa badania mogą być ze sobą sprzeczne nawet tego samego dnia. Lekarz-naukowiec Vinayak Prasad z UC San Francisco twierdzi, że jest to najważniejszy problem, przed którym stoi dzisiejsza medycyna. Problem odwrócenia działań medycznych nie zniknął w dniu, w którym wirus wylądował na naszych brzegach. Mieliśmy nie tylko problem z wirusami, ale i medyczny problem z odwróceniem.
Komisje lekarskie znalazły się w niecodziennej sytuacji, rozdarte między kultywowanymi niegdyś tradycjami debaty naukowej a atmosferą kryzysu i chęcią wzięcia udziału w „wojnie”. W końcu ważne jest, aby zdrowie publiczne i jego urzędnicy w sytuacji kryzysowej potrafili przekazywać spójne komunikaty, prosząc obywateli o zmianę zachowania i poddając się różnym niedostatkom. Ale jeśli te komunikaty mają być przekonujące, a prośby o takie wyrzeczenia są naukowo uzasadnione i uzasadnione, działania muszą opierać się na pełnym, otwartym, nieskrępowanym procesie naukowym, wystarczająco solidnym, aby wytrzymać krytykę naukową i debatę. Z jakiego innego powodu opinia publiczna miałaby iść dalej? Cenzura, dając społeczeństwu fałszywe wrażenie, że nie ma kontrowersji medycznych, podważa roszczenie cenzora do przemawiania w imię nauki i bezpieczeństwa publicznego. Ironicznie,
Autorzy głównego narracji mają tendencję do twierdzenia, że głównym powodem, dla którego sprawy nie poszły tak, jak przewidywali, jest pojawienie się wariantów. Ale jeśli cokolwiek można było przewidzieć, to to, że wirusy mutują. Wirusolog z Kolumbii, Vincent Racaniello, opisał, jak koledzy naukowcy martwili się, że nowa technologia mRNA, skupiając się tylko na niewielkiej części wirusa, białku kolczastym, ułatwi wirusowi „poruszanie się” lub ucieczkę przed szczepionką poprzez mutacje. „Częściowo dlatego” , powiedział w maju , „wszystkie warianty pojawiają się teraz, ponieważ mamy tam tylko epitopy kolców”. Ten pogląd nie został wysłuchany.
Nie tylko rola wariantów w spadku skuteczności szczepionki zaskoczyła ludzi. Było coś w wykonaniu oryginalnych badań klinicznych, prowadzonych przez same firmy farmaceutyczne, na ich własnych produktach, co również doprowadziło do tej niespodzianki. Warto na chwilę wrócić i przyjrzeć się, jak rozwinął się problem.
W grudniu 2020 r. wprowadzono nowe szczepionki mRNA, które, zgodnie z randomizowanymi badaniami klinicznymi, okazały się skuteczne w powstrzymywaniu infekcji w 95 procentach (Pfizer) i 94,5% (Moderna). Lekarz naukowiec Eric Topol, szef Scripps Labs, powiedział , że te szczepionki „przejdą do historii jako jedno z największych osiągnięć badań naukowych i medycznych”.
Ale zanim nadeszło lato 2021 r., doświadczenie z prawdziwego świata zaprzeczało twierdzeniom pana Bourli i dr Sahina o potencji po sześciu miesiącach, braku transmisji przez zaszczepione i nieuchronnej odporności stada. Pan Bourla z firmy Pfizer w swoim lutowym wywiadzie nazwał Izrael „laboratorium świata”, ponieważ został zaszczepiony szczepionką Pfizerem i kilka miesięcy przed innymi krajami, dając światu wgląd w jego przyszłość. Ale kiedy izraelskie zdrowie publiczne opublikowało swoje sześciomiesięczne dane, pokazały, że skuteczność szczepionek spadła do 39 procent, a Delta rosła. (FDA początkowo stwierdziła , że nie zatwierdzi szczepionki o skuteczności mniejszej niż 50 procent). Badanie kliniczne Mayowykazali, że po sześciu miesiącach ochrona zapewniana przez dwie dawki Pfizera spadła z pierwotnych 95 procent do 42 procent. Inne izraelskie badanie wykazało, że spadła do 16 procent . Tej ogromnej rozbieżności nie można było przypisać tylko nowemu wariantowi, Delta, ponieważ ochrona już po pięciu miesiącach słabła również w przypadku wcześniejszych wariantów .
Skąd więc taka rozbieżność? Oryginalne badania były próbami klinicznymi. Badanie firmy Pfizer obejmowało około 38 000 osób bez COVID, które podzielono na dwie grupy – połowa dostała szczepionkę, a połowa placebo. Śledczy zadali pytanie: czy szczepionki mogą zapobiegać objawowym przypadkom COVID-19? Jednak, jak ostrzegł Peter Doshi, redaktor naczelny British Medical Journal: „Żadne z prowadzonych obecnie badań nie ma na celu wykrycia zmniejszenia jakichkolwiek poważnych wyników, takich jak hospitalizacje, korzystanie z intensywnej opieki medycznej lub zgony”. Wyjaśnił, że: „Ponieważ większość osób z objawowym COVID-19doświadczają tylko łagodnych objawów, nawet próby obejmujące 30 000 lub więcej pacjentów wykazałyby stosunkowo niewiele przypadków ciężkiej choroby”. Susanne Hodgson z Uniwersytetu Oksfordzkiego zgodziła się : „Obecne [randomizowane badania kontrolne], które są w toku… nie są w stanie ocenić skuteczności w odniesieniu do przyjęcia do szpitala i śmierci”.
Moderna raport FDA na 17 grudnia 2020, potwierdził „nie było zgonów z powodu COVID-19 w czasie wstępnej analizy w celu umożliwienia oceny skuteczności szczepionki przeciwko śmierci z powodu COVID-19.” Moderna śledziła około 30 000 osób. Zapytany przez British Medical Journal, dlaczego badanie nie zostało zaprojektowane w celu oceny, czy szczepionka może zapobiec hospitalizacji i śmierci, Moderna odpowiedziała : „ Potrzebowałbyś badania, które byłoby 5 lub 10 razy dłuższe, albo to 5-10 razy dłużej na zebranie tych wydarzeń.” W badaniu przeprowadzonym przez firmę Pfizer z udziałem 38 000 osób ani jedna osoba w grupie otrzymującej placebo lub szczepionkę nie zmarła na COVID. Do daty publikacji tylko jedna osobazmarł na COVID w badaniu Moderna. Mówiąc jasno: jedna osoba na około 70 000 w połączonych badaniach Pfizera i Moderna faktycznie zmarła na COVID. W prawdziwym świecie w tym czasie około 60 procent zgonów z powodu COVID dotyczyło osób w wieku powyżej 75 lat. Ale tylko 4,4 procent tej grupy wiekowej było w badaniu Pfizera. Wybrana próbka nie była odpowiednia, aby odpowiedzieć na najbardziej palące pytanie opinii publicznej: Czy szczepionki mogą uratować życie?
A jak długo badano szczepionki Moderna i Pfizer , kiedy zostały wprowadzone do masowego użytku zimą 2021 roku? Dwa miesiące.
W badaniach tych przyjrzano się szczepionkom pod kątem ich najsilniejszego działania w populacji niskiego ryzyka i dały nam pochlebny obraz. Ale COVID-19 to film.
W przeciwieństwie do tego badanie Mayo i dane izraelskie analizowały dane w bardziej realistycznym przebiegu czasowym, aby sprawdzić skuteczność.
Ubytek stworzył kryzys w Izraelu. Dr Sharon Alroy-Preis, dyrektor izraelskiej publicznej służby zdrowia, powiedziała Komitetowi Doradczemu ds. Szczepień FDA ds. Szczepionek, dlaczego kraj jako pierwszy wprowadził trzecią dawkę: „ Przed naszą kampanią przypominającą zaobserwowaliśmy , że 60 procent osób w ciężkim i krytycznym stanie było zaszczepionych, podwójnie zaszczepionych, w pełni zaszczepionych i jak powiedziałem, 45 procent osób, które zmarły w czwartej fali, było zaszczepionych podwójnie”. Większość „przełomowych infekcji” jest rzeczywiście łagodna, ale opisywała te zagrażające życiu u zaszczepionych. Gdy przełomowe infekcje stały się powszechne na całym świecie, zauważył epidemiolog z Harvardu Michael Mina, wiadomość, że „to jest tylko epidemia nieszczepionych … spada”.
Jeśli chodzi o twierdzenie dr Sahina, że byliśmy na krawędzi odporności stadnej wywołanej szczepionkami i całkowicie pozbyliśmy się COVID, eksperci tacy jak Larry Brilliant (który pomógł zwalczyć ospę za pomocą szczepionek) i pięciu innych naukowców napisało w lipcu w Foreign Affairs: 2021: „Wśród ludzi globalna odporność stada, niegdyś promowana jako jedyne rozwiązanie, jest nieosiągalna ”. Wyjaśnili szczegółowo, dlaczego COVID-19 różni się od ospy i nie można go „wyeliminować”, na przykład fakt, że rośnie już u kilkunastu gatunków zwierząt. „Jeśli jesteśmy zmuszeni wybrać szczepionkę, która zapewnia tylko rok ochrony”, powiedział dr Brilliant, „wtedy jesteśmy skazani na to, że COVID stanie się endemiczny, infekcja, która jest zawsze z nami…” To, że szczepionki doprowadzą nas do odporności stadnej opartej na szczepionkach, było jednym z dwóch głównych uzasadnień naukowych dla mandatów na szczepionki. Teraz go nie było.
Innym uzasadnieniem mandatów było to, że zaszczepieni nie przenoszą wirusa.
Większość z nas sądziła, kiedy otrzymaliśmy pierwsze dawki, że nie możemy przekazać wirusa innym. Oświadczenia publiczne wielokrotnie chwaliły ludzi za „robienie swojej części, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się”. Ale w sierpniu dyrektor CDC Rochelle Walensky powiedziała CNN , zapytana, dlaczego zaszczepieni muszą nosić maski: „Nasze szczepionki działają wyjątkowo dobrze. Nadal dobrze pracują dla Delty; w odniesieniu do ciężkiej choroby i śmierci zapobiegają jej. Ale to, czego już nie mogą zrobić, to zapobiegać transmisji”.
W rzeczywistości oryginalne randomizowane badania kliniczne dla firm Pfizer i Moderna nie sprawdzały, czy szczepionki zatrzymują przenoszenie. Teraz naszą największą nadzieją było to, że zaszczepieni mogą przekazywać mniej niż nieszczepieni. Można to zinterpretować w kilku badaniach . Ale inni stwierdzili, że zaszczepieni prawdopodobnie mieli taką samą transmisję. Jedno z badań , przeprowadzone w więzieniu , wykazało, że zaszczepieni więźniowie mieli taki sam „potencjał transmisyjny”jak nieszczepieni więźniowie, dodając, „klinicyści i pracownicy służby zdrowia powinni uważać zaszczepione osoby, które zaraziły się SARS-CoV-2, za nie mniej zakaźne niż osoby nieszczepione”. Dr Cyrille Cohen, kierownik laboratorium immunoterapii na Uniwersytecie Bar-Ilan i doradca rządu izraelskiego ds. badań szczepionek, powiedział , że w odniesieniu do transmisji z Omicronem „nie widzimy praktycznie żadnej różnicy… między osobami zaszczepionymi i nieszczepionymi ”, dodając „obaj zarażają się wirusem, mniej więcej w tym samym tempie. Uraza, którą my, zaszczepieni, coraz bardziej kierujemy przeciwko nieszczepionym, napędza się przez to, że świadomie zapominamy o tej późniejszej bolesnej prawdzie: my również rozprzestrzeniamy się, do siebie i do nieszczepionych, tak jak oni do nas i do siebie nawzajem”.
Główna narracja milczała na temat naturalnej odporności i jej związku ze stanem szczepień. Wielu naukowców-lekarzy z czołowych uniwersytetów w USA specjalizujących się w zdrowiu publicznym twierdzi, że można być za zastosowaniem szczepionki COVID, ale także przeciw jej nakazowi dla osób nieszczepionych, które są już odporne.
Ci naukowcy utrzymują, że ważne jest nie to, czy dana osoba jest szczepiona, czy nie, ale czy jest ona odporna, czy nie. Dlatego Unia Europejska uznaje naturalną odporność w swoim cyfrowym certyfikacie COVID , który zastępuje paszport szczepionki i nie ogranicza się do dowodu szczepienia. Możesz otrzymać paszport i podróżować, jeśli zostałeś zaszczepiony lub „wyzdrowiełeś z COVID-19” lub jeśli masz ostatni test stwierdzający, że jesteś negatywny. W przypadku podróży samolotem i pociągiem, Kanada również uznała powrót do zdrowia po COVID jako zwolnienie, jeśli ktoś przedstawi niedawny negatywny test – ale, niespójnie, naturalna odporność nie jest uznawana w większości innych quasi-mandatowych sytuacji tutaj. Tacy naukowcy uważają za irracjonalne, że rządowe apele o masowe mandaty nasilają się, podobnie jak podstawowe pierwotne uzasadnienia dla nich – że zaszczepieni nie przenoszą wirusa, a szczepionka doprowadzi nas do odporności stada – upadły.
Ogromną liczbę stanowią osoby niezaszczepione, które były narażone na wirusa. Na przykład w Stanach Zjednoczonych, według badań Uniwersytetu Columbia , do 31 stycznia 2021 r. (zanim podano wiele szczepionek) po 10 miesiącach pandemii, 120 milionów Amerykanów miało naturalną odporność. Teraz, 12 miesięcy później, przy znacznie bardziej zakaźnych wariantach Delta i Omicron, prawdopodobnie znacząca większość nieszczepionych ma teraz naturalną odporność.
Ostatnie kluczowe badanie z Republiki Południowej Afryki – jeszcze nie poddane przeglądowi naukowemu – pokazuje, że w biednych społecznościach, w których szczepienia były skromne (39 procent dorosłych), ponad 70 procent ludzi było już narażonych na wirusa w poprzednich falach, wchodząc do Omicron. Osoby dwukrotnie zaszczepione miały większą ochronę niż osoby nieszczepione i nigdy nie chorowały na COVID. Ale nieszczepieni, którzy mieli COVID i wyzdrowieli, mieli lepszą ochronę przed ciężką chorobą niż zaszczepieni. Jedno izraelskie badanie wykazało, że nieszczepieni, którzy wyzdrowieli z COVID, mają 27 razy mniejsze ryzyko ponownej infekcji w porównaniu z zaszczepionymi i 9 razy mniejsze ryzyko hospitalizacji.
W niedawnej debacie Munka dr Martin Kulldorff z Harvardu, epidemiolog i specjalista ds. bezpieczeństwa szczepionek, argumentował, że nakaz szczepienia osób naturalnie odpornych „w rzeczywistości stwarza problemy, ponieważ kiedy ludzie widzą, że są zmuszeni do przyjęcia szczepionki, której nie potrzebują, ponieważ już są odporni, co powoduje duży brak zaufania do zdrowia publicznego. I widzieliśmy przez ostatnie półtora roku, że cała ciężka praca, jaką wykonaliśmy przez wiele dziesięcioleci, aby zbudować zaufanie do szczepionek, teraz znika, ponieważ wydajemy te polecenia, które nie mają sensu z naukowego lub publicznego punktu widzenia. ”
Zdrowie publiczne porusza się z prędkością zaufania, jak napisał lekarz Rishi Manchanda. Spośród dwóch głównych podejść do zdrowia publicznego – partycypacyjnego i przymusu – przymus zwykle robi wrogów i rozdziera społeczeństwo. Jest jak zając: ma szybkie zwycięstwa. Podejście partycypacyjne to żółw; kiedy nie udaje mu się przekonać, zamiast obwiniać tych, którym służy, pyta, jak mógłby naukowiec, gdzie ja zawiodłem i dąży do poprawy.
Następnie, 1 stycznia 2022 r., badanie skuteczności szczepionek przeciwko zakażeniom w Ontario – jeszcze nierecenzowane przez ekspertów – wykazało trend, który pojawił się już w Danii. Zbadano dane z prowincji, a jego autorami byli członkowie Public Health Ontario, ICES, Dalla Lana School of Public Health, UHN oraz inne ważne programy uniwersyteckie i zdrowotne w Ontario.
Znaleźli dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, „VE [skuteczność szczepionki przeciwko zakażeniu] przeciwko Omicronowi wynosiła tylko 37% > 7 dni po trzeciej dawce”. Nie oznacza to, że pozostałe 63 procent osób, które dostały infekcję, mogło nie mieć pewnej ochrony przed poważną infekcją, ale autorzy nie byli w stanie zmierzyć ochrony przed dotkliwością na podstawie danych, które miały.
Drugie odkrycie było bardziej dramatyczne: „Zaobserwowaliśmy również negatywne VE przeciwko Omicronowi wśród osób, które otrzymały 2 dawki w porównaniu z osobami nieszczepionymi”. Tłumaczenie: Ujemny VE oznacza, że zaszczepiony dostał więcej infekcji niż nieszczepiony.
To „negatywne odkrycie”, które zauważyli, zostało już zaobserwowane gdzie indziej. „W duńskim badaniu nie stwierdzono znaczącej ochrony przed zakażeniem Omicronem po 31 dniach” po drugiej dawce produktu Pfizer. Duńczycy stwierdzili również znacząco negatywne szacunki VE 91-150 dni po drugiej dawce”. Duńskie badanie wykazało, że osoby zaszczepione Pfizerem miały o 76,5% większą szansę na zarażenie niż osoby nieszczepione. W przypadku Moderny zaszczepieni mieli o 36,7% większą szansę na zarażenie niż nieszczepieni po 90 dniach.
Autorzy omawiają, w jaki sposób może dojść do stwierdzenia negatywnej skuteczności szczepionki. Nie może to oznaczać, że szczepionka faktycznie obniża odporność osoby. Mogą istnieć czynniki mylące. Jednym z możliwych wyjaśnień, które podnoszą, jest to, że w Ontario system certyfikatów szczepień został wprowadzony jesienią 2021 r. i tylko ci, którzy otrzymali dwie dawki, mogli podróżować samolotem, koleją, chodzić do barów, siłowni itp., więc mogą mieć mieli więcej kontaktów towarzyskich niż nieszczepieni, którzy zostali zamknięci. Ale nawet jeśli to prawda, oznaczałoby to, że szczepionki nie chronią nas tak bardzo, jak byśmy chcieli, co nie jest powodem do świętowania.
Innym możliwym wyjaśnieniem, które podnoszą autorzy, jest „możliwość wdrukowania antygenowego ”może wpłynąć na odpowiedź immunologiczną na Omicron”. W przeszłości zaobserwowano, że na układ odpornościowy duży wpływ ma pierwsza ekspozycja na drobnoustroje (antygen), z którymi się styka. Nazywa się to „pierwotnym grzechem antygenowym”. Kiedy następuje druga ekspozycja na podobnego, ale nie identycznego drobnoustroju, układ odpornościowy reaguje tak, jakby celował w pierwotny drobnoustrój. Ale nowy najeźdźca nie jest oryginalny, więc układ odpornościowy jest w rzeczywistości mniej skuteczny w radzeniu sobie z tym. W istocie układ odpornościowy jest osłabiony dla drobnoustroju zbyt podobnego do jego pierwszego podobnego narażenia. Zjawisko to zostało pierwotnie opisane jako występujące sporadycznie w przypadku grypy. Jest to tutaj tylko teoretyczna możliwość, nie udowodniona w przypadku COVID, ale teraz jest to kwestia naukowej dyskusji. Od tego czasu ujemna skuteczność szczepionki pojawiła się również w Islandii , a także w Wielkiej Brytanii . Autorom z Ontario należą się brawa za przemyślane przedstawienie pewnych możliwości do przemyślenia, aby ustalić, co może być przyczyną.
Mieliśmy tyle huśtawek nastrojów. Minął rok od definiowania sukcesu szczepionki jako eliminacji wirusa, a następnie jako zmniejszenia infekcji i powstrzymania rozprzestrzeniania się, do odkrycia przełomowych infekcji i przenoszenia na inne osoby, ale nadal zmniejszały one ryzyko hospitalizacji i śmierci – to warte dużo – choć nie zawsze w najbardziej wrażliwych. Na Zachodzie wiele osób zareagowało na słabnącą z czasem ochronę przed szczepionkami, podwajając ją, proponując coraz więcej dawek przypominających. Jakie są dowody naukowe na częste dopalacze? To kwestia naukowej debaty.
Pierwotne badanie firmy Pfizer przedstawione na spotkaniu przypominającym FDA było szokująco małe – zaledwie 306 pacjentów otrzymało sekcję i byli obserwowani tylko przez miesiąc, i znowu większość badanych była młodsza niż osoby z grupy ryzyka (18- 55). Pfizer chciał, aby na tej podstawie zostało udostępnione milionom. To wystarczyło, aby urzędnicy FDA zadawali trudne pytania. Co najważniejsze, nikt nie badał długoterminowych skutków wielu boosterów mRNA – nie było na to czasu. FDA odrzuciła zalecenie Pfizera, aby zatwierdzić booster dla całej populacji USA, z dwoma najwyższymi szefami Komitetu ds. Badań i Przeglądu Szczepionek, dr Marion Gruber (szef i były główny naukowiec w FDA) i Philip Krause (zastępca dyrektora) oraz koledzy z zagranicy, piszący w Lancecie:
„ Może istnieć ryzyko , jeśli dawki przypominające zostaną wprowadzone na szeroką skalę zbyt wcześnie lub zbyt często, zwłaszcza w przypadku szczepionek, które mogą powodować działania niepożądane o podłożu immunologicznym (takie jak zapalenie mięśnia sercowego, które występuje częściej po drugiej dawce niektórych szczepionek mRNA lub Guillain- Zespół Barre'a, który jest powiązany ze szczepionkami przeciwko COVID-19 opartymi na wektorze adenowirusa [jak AstraZeneca lub Johnson & Johnson]). Jeśli niepotrzebne wzmacnianie spowoduje znaczące reakcje niepożądane, mogą wystąpić konsekwencje dla przyjęcia szczepionki, które wykraczają poza szczepionki przeciw COVID-19”.
Kiedy czołowi naukowcy z komitetu FDA Vaccine Review i współpracownicy podnoszą takie pytania, nie można tego lekceważyć jako skrajnego podżegania do strachu. Niedługo potem dr Gruber i dr Krause opuścili FDA, ponieważ administracja Bidena wywierała na nich presję, aby zatwierdzili dawki przypominające, zanim komitet ds. szczepionek jeszcze się spotkał. Standardową praktyką zatwierdzania jest zwoływanie przez agencje paneli ekspertów zewnętrznych w celu otwartego przeglądu danych, oceny ryzyka i korzyści oraz głosowania. Ale w grudniu kierownictwo FDA i CDC trzy razy podjęło niezwykły krok, by nie zwołać tych ekspertówna kluczowe spotkania przypominające, w zasadzie obchodząc je, ponieważ członkowie komitetu ostrzegali, że nauka wspierająca dopalacze dla młodszych ludzi jest słaba lub nieistniejąca, a oni mają obawy dotyczące bezpieczeństwa. Dr Paul Offit, być może najbardziej znany lekarz-naukowiec zajmujący się proszczepionką w Ameryce, który był w panelu FDA, powiedział The Atlantic , że nie doradziłby dawki przypominającej swojemu zdrowemu synowi w wieku 20 lat ani zdrowemu mężczyźnie w wieku kilkunastu lat. ponieważ ryzyko zapalenia mięśnia sercowego (większe u mężczyzn) przewyższa korzyści. Dr Offit odrzuca podejście „wszystko albo nic” CDC i FDA do szczepień dzieci.
Vinayak Prasad, epidemiolog UCSF, mówi, że jeśli połączymy badania w Danii, Ontario, USA i Kaiser na temat Omicron, „nadszedł czas, aby zmierzyć się z rzeczywistością dotyczącą szczepionek”.
„ Dwie dawki szczepionki nie robią nic lub prawie nic, aby zatrzymać objawowy SARS-CoV-2”, mówi. „Trzy dawki prawie nic nie robią, a efekt prawdopodobnie z czasem słabnie”. Mówi: „Mandaty dotyczące boosterów nie mają sensu. … Wzmocnienie powinno mieć miejsce w populacjach, w których dodatkowo zmniejsza poważne choroby i śmierć – czyli osoby starsze i podatne na zagrożenia”.
Wraz ze wzrostem popularności Omicron, izraelskie zdrowie publiczne spotkało się, aby omówić czwartą dawkę przypominającą. The New York Times poinformował , że niektórzy naukowcy z izraelskiego panelu doradczego ds. dawek przypominających „ostrzegali, że plan może przynieść odwrotny skutek, ponieważ zbyt wiele zastrzyków może spowodować rodzaj zmęczenia układu odpornościowego, zagrażającego zdolności organizmu do walki z koronawirusem”. Być może to zmęczenie układu odpornościowego nie było sprzeczne z negatywną skutecznością szczepionki. Nie jest to udowodnione, ale fakt, że urzędnicy ds. zdrowia publicznego wyrażali takie obawy, pokazuje, że strategia podwojenia w zakresie dopalaczy jest ponownie oceniana na liniach bezpieczeństwa. UE, w odwróceniu, właśnie wystąpiła przeciwko regularnym, ciągłym dopalaczom, mówiąc, że obawia się, że osłabi to układ odpornościowy .
Jak widzieliśmy, w ramach ponownej oceny większość ekspertów ds. zdrowia publicznego artykułuje coraz nowy cel, który polega na tym, że nie jest to „wykorzenienie wirusa”, ale ograniczenie hospitalizacji i zgonów, ale także praca z wirus. Przewodniczący Izraelskiego Stowarzyszenia Lekarzy Zdrowia Publicznego, profesor Hagai Levine, powiedział : „Ponieważ Omicron jest tak zaraźliwy, nasze wysiłki, aby powstrzymać jego rozprzestrzenianie się, są prawdopodobnie dość daremne. … Nie zatrzymamy tej fali.” Potem ośmielił się powiedzieć: „Próbowaliśmy uniknąć kuli przez dwa lata iw Izraelu do pewnego stopnia odnieśliśmy sukces. Ale większość ludzkości wciąż żyje po zarażeniu COVIDem”.
The Jerusalem Post poinformował , że w Izraelu niektórzy eksperci ds. zdrowia „wierzą, że tym razem 'magiczna kula' będzie w rzeczywistości powszechną infekcją”. Cytował dr Cohen, mówiąc: „Piąta fala może się skończyć, gdy duża liczba ludzi zostanie zarażona”.
Tak jak zgony oddzieliły się od przypadków z Omicronem, nasze nakazy COVID oddzieliły się od nauki pierwotnie używanej do ich uzasadnienia. Ale słupki bramek się przesuwają i teraz twierdzi się, że tylko mandaty pozwolą szpitalom uwolnić się od nieszczepionych pacjentów wysokiego ryzyka. Jakie są liczby? Na dzień 20 stycznia w szpitalu na COVID przebywało 740 osób niezaszczepionych i 2091 w pełni zaszczepionych (ale nie na OIOM). Na OIT przebywa 208 osób niezaszczepionych i 263 w pełni zaszczepionych. Prawdą jest, że w Ontario jest mniej osób niezaszczepionych niż zaszczepionych, ale jeśli operacje się opóźniają, to wyraźnie dlatego, że obie grupy zajmują łóżka. Przedstawianie nieszczepionych jako jedynej przyczyny jest niedokładne i odbiega od bolesnego faktu, że:Kanada ma mniej łóżek na oddziałach intensywnej opieki medycznej na mieszkańca niż w prawie każdym kraju rozwiniętym, a obecne szczepionki nie działają tak dobrze, jak się spodziewano. To, czego wymaga się, to nie więcej kozła ofiarnego i przymusu, ale uzdrowienie i wczesne leczenie dla obu grup, teraz, gdy to mamy. Szanowanie podstaw etyki lekarskiej, brak leczenia bez zgody, jest humanitarne, preferowane i możliwe.
Dokonuje również ponownej oceny samego Billa Gatesa. Przyznał w listopadzie ubiegłego roku: „Potrzebujemy nowego sposobu robienia szczepionek”. Zgodził się również, że nasze skupienie było zbyt wąskie. „Nie zdobyliśmy zbyt wiele na drodze terapeutycznej… o wiele mniej, niż powinno być”.
Zastanów się, jak inna jest teraz nasza narracja. Coraz więcej urzędników mówi otwarcie to, co jakiś czas temu powiedzieli autorzy Wielkiej Deklaracji Barringtona – wyśmiewany pogląd 60 000 naukowców zajmujących się zdrowiem publicznym i lekarzy sygnatariuszy: Naszym celem nie jest wyeliminowanie wirusa, cała polityka, ale zmniejszenie liczby zgonów wśród osób szczególnie wrażliwych poprzez ukierunkowaną ochronę i ukierunkowane szczepienia. Nasza odporność będzie mieszanką odporności szczepionkowej i odporności naturalnej, w zależności od osoby. Nowy plan – żyć z wirusem i wrócić do normalnego życia – jest odejściem od czystego Bacona „podboju natury” i nawiązuje do starożytnego przekonania Hipokratesa, że musimy współpracować z naturą jako sojusznikiem. , w rodzaju współpracy.
Ponieważ natura rzeczywiście może być zarówno „wrogiem”, ale także jest naszym fundamentem, potencjalnym sojusznikiem i przyjacielem, żadna narracja, która wyklucza którąkolwiek ze stron dualizmu przyjaciela i wroga, nigdy nie odda sprawiedliwości w medycynie i leczeniu. Jeśli porzucenie Hipokratesa było pierwszym odwróceniem sytuacji medycznej, to widzimy w jego powrocie, odwrócenie odwrócenia.
To, że przez ostatnie dwa lata została poruszona przez naturę, była ciosem dla naszego bakońskiego narcyzmu. Ten cienkoskórny Baconian wydaje się niemal urażony przyznaniem, że ochrona pochodzi nie tylko z postępów naukowych, ale także z naturalnej odporności. Inni mogą postrzegać to jako uspokajające przypomnienie, że naturalne procesy nie zawsze i tylko są wrogiem. Dowiemy się, jak obserwujemy u nieszczepionych, w jakim stopniu naturalna odporność, kumulująca się falami infekcji w czasie, chroni lub nie chroni dla obecnych lub przyszłych wariantów.
Do tego czasu dajmy nieomylność dzień wolny. Mamy trochę pomysłowości i narzędzi w naszym zestawie narzędzi, żaden nie jest doskonały, ale jeśli użyjemy całego zestawu, zamiast samego młotka, możemy być do tego lepsi. Dotyczy to tego, jak traktujemy wirusa i jak traktujemy siebie nawzajem. A dla tych naukowców wśród nas – tych dziwnych stworzeń, zawsze doceniających! – pociechą jest świadomość, że po dwóch latach ciężkiej pracy mamy nową narrację, obraz naszej sytuacji, który choć niedoskonały, jest bardziej zniuansowany i prawdopodobnie bliższy prawdy.
DECYBEL
W jaki sposób naukowcy śledzą mutacje wariantów COVID-19, takich jak Omicron, aby dowiedzieć się, co mogą zrobić z populacjami? Jak wyjaśnia światowy reporter naukowy Iwan Semeniuk. Subskrybuj więcej odcinków.
https://www.theglobeandmail.com/opinion/article-vaccines-are-a-tool-not-a-silver-bullet-if-wed-allowed-more-scientific/






