WITOLD HUBERT: UDZIAŁ FLOTY HOLENDERSKIEJ W WOJNIE POLSKO-SZWEDZKIEJ 1655-1660

UDZIAŁ FLOTY HOLENDERSKIEJ

W WOJNIE POLSKO-SZWEDZKIEJ 1655-1660


WOJNA polsko-szwedzka za Jana Kazimie­rza wynikła z powodów błahych, lecz miała przyczyny głębsze. Rząd sztokholm­ski poczuł się nagle dotkniętym, że kan­celaria królewska w Warszawie umieszcza stale przy tytule monarszym „etc.” i nie pozbawia pol­skiego orła państwowego 3 koron na piersiach. Owo „etc.” oznaczało zasadniczo „dziedziczny król Szwedów, Gotów i Wandalów”, a trzy korony na piersiach orła przedstawiały oznakę władzy nad Szwedami, Gotami i Wandalami. Zarówno „etc.”, jak trzy korony, były dekoracyjnymi pozostałoś­ciami, uwzględnionymi i w rozejmie Starowiejskim (1629 r.), i w rozejmie Sztumskim (1635 r.), a nie posiadającymi żadnej realnej wartości. Jednakże właśnie zatarg powstał o te dekoracje. Oczywiście, rządowi szwedzkiemu szło zupełnie o co innego, mianowicie o wykorzystania ciężkiej sytuacji poli­tycznej, w której znalazła się Rzplita z racji buntu Chmielnickiego i spowodowanej przez to wojny z Moskwą. Celem, do którego dążył Sztokholm, było powiększenie swego stanu posiadania nad Bałtykiem przez zagarnięcie nadmorskich ziem Rzplitej, należących do niej bezpośrednio, jak ów­czesne Prusy Królewskie (dziś. Pomorze), i po­średnio, jak lenna Kurlandia (dziś. Łotwa płdna) i Prusy Książęce (dziś. Prusy Wschodnie).O rozszerzeniu swych wybrzeży bałtyckich myśleli Szwedzi od chwili odzyskania niepodle­głości i zrzucenia jarzma duńskiego w pierwszej połowie XVI-go stulecia. Pierwsi Wazowie złączyli ściśle ze Szwecją Finlandię, zagarnęli Estonię i odrzucili od zatoki Fińskiej Moskwę. Gustaw Adolf, po zwycięskiej kampanii inflanckiej, opa­nował ujście Dźwiny z Rygą i z Inflant, uzyska­nych z takim nakładem krwi i trudów przez Zyg­munta Augusta i Stefana Batorego, zrobił szwedz­ką Liwonię (dziś. Łotwa środkowa i płn.). Wtrą­canie się Szwedów do wojny 30-letniej dało im przy podpisywania pokoju Westfalskiego zachod­nią część Pomorza Nadodrzańskiego ze Szczecinem i Wismarem oraz Rugię. W ten sposób przed 1655 r. 80% linii brzegowej Bałtyku znalazło się w rękach szwedzkich. Zagarnąć pozostałe 20% wy­brzeży i zamienić Bałtyk na wewnętrzne jezioro szwedzkie stało się hasłem Sztokholmu.

Całkowite opanowanie morza Bałtyckiego dawało Szwedom: po pierwsze, mocne usadowie­nie się na trzonie kontynentu europejskiego, a za­tem stanie się państwem środkowo-europejskim, i po drugie, ściąganie dla siebie wszystkich ko­rzyści natury gospodarczej, jakich przysparzał morski gościniec bałtycki. Tu dodać należy, że przedostanie się z półwyspu skandynawskiego na stały ląd europejski i przeistoczenie się z północ­no-zachodniego państewka na środkowo-europejskie

mocarstwo rokowało Szwecji w XVII-ym wie­ku, kiedy na kontynencie rozpoczynał się pojedy­nek burbońskiej Francji z habsburskiem cesar­stwem niemieckiem, wielkie sperandy polityczne, zważywszy na możliwość objęcia przez Sztokholm supremacji nad protestanckimi Niemcami, podbu­rzanymi przeciwko Habsburgom przez Paryż. To była strona polityczna medalu. Pozostawała druga, niemniej ważna, gospodarcza. Południowe i wschod­nie wybrzeże morza Bałtyckiego, będące zlewiska­mi wielkich wodnych arterii komunikacyjnych: Dźwiny, Niemna, Wisły i Odry, stanowiły wielkie miejsca wyładunkowe dla nieprzebranych ilości zbóż i drzewa, idących z żyznej i lesistej Polski na rynki środkowo-europejskie. Stąd Ryga, Kłaj­peda, Królewiec, Szczecin, a przede wszystkim Gdańsk jako miasto portowe, leżące w dodatku nad ujściami wspomnianych powyżej rzek, stały się najbogatszymi ośrodkami handlu morskiego, idącego przez Bałtyk ku portom holenderskim, angielskim, francuskim i śródziemnomorskim. Szwedzi mieli już Rygę i Szczecin, a zatem byli w posiadaniu spławu dźwińskiego i odrzańskiego, nie mieli natomiast „perły Bałtyku”, Gdańska, przez który odbywał się najważniejszy spław wi­ślany, ogarniający sobą dwie trzecie handlu mor­skiego Rzeczypospolitej, owego śpichlerza zbożo­wego i budulcowego dla całej Europy Zachodniej.

Zawładnięcie morskim wybrzeżem Polski w postaci Prus Królewskich wraz z lenną Kurlandią i Prusami Książęce mi oraz skrawkiem Pomorza Nadodrzańskiego, jakim rozporządzał hołdujący Warszawie z Prus Książęcych elektor brandeburski, było zamknięciem całkowitym wschodniej linii brzegów Bałtyku, która w przeważającej częś­ci już należała do Szwedów. Linia zachodnia, t. j. linia półwyspu skandynawskiego, była w posiada­niu Sztokholmu od niepamiętnych czasów. Pozo­stawały jeszcze cieśniny duńskie, otwierające wyjś­cie na Kategat i Skagerrak oraz parę wysp na Bałtyku z Bornholmem na czele. Wysuwała się z tego konieczność wojny z Danią, bo na pokojo­we ustąpienie Duńczyków z południowej krawę­dzi Skandynawii, t. zw. Skonii, oczywiście nie można było rachować. Zmienienie zatem Bałtyku z morza otwartego, „marę liberum”, na morze zamknięte, „marę clausum”, mogło nastąpić jedy­nie w drodze zbrojnych zapasów z Polską, posia­daczką znacznej połaci wschodniego wybrzeża Bałtyku, jak z Danią, panią cieśnin, wiodących na Bałtyk od oceanu Atlantyckiego. Wytknięty przez Gustawa Adolfa szlak mocarstwowego rozwoju Szwecji nakazywał jej zmierzenie się z tymi oby­dwoma państwami.

Gabinet sztokholmski, na czele którego stał świetny mąż stanu, kanclerz hrabia Axel Oxenstierne, dążył wytrwale i konsekwentnie do urze­czywistnienia planów Gustawa Adolfa. Od chwili zakończenia wojny 30-letniej, w której Szwedzi zo­stali pasowani na mocarstwo europejskie, gotowa­no się intensywnie do przyszłej kampanii. Zwró­cono baczną uwagę na powiększenie i wyćwicze­nie wojsk lądowych, które miały dać zwycięstwo nad Polską, i marynarki wojennej, która miała wywalczyć wiktorię nad Danią. Nastąpiło coraz ściślejsze porozumienie z Francją, popierającą stale Szwedów od czasów wojny 30-letniej, zawiązano lepsze stosunki z Moskwą, która bolała wprawdzie nad utratą brzegów zatoki Fińskiej, lecz z drugiej strony angażowała się coraz bardziej w odwetową kampanię przeciwko Rzeczypospolitej za „smutnoje wriemia”. Nie pozostawiono na uboczu republikańsko-purytańskiej Anglii, w której lord-protektor Cromwell interesował się coraz więcej zagad­nieniem morskim i toczył zwycięską wojnę z Ho­landią (1-sza wojna anglo-holenderska 1652/54 r.), Gabinet sztokholmski zdawał sobie jasno sprawę, że kwestie bałtyckie obejdą Holendrów, mających wówczas w swych rękach monopol handlu mor­skiego, wszak 75% tonażu morskiego odbywało rejsy pod banderą Niderlandzkich Stanów Gene­ralnych, i właśnie przeciwko Kolendrom nawiąza­no kontakt z Londynem, nie zważając na ogólny wstręt i pogardę, jakie wzbudziły w stosunku do Anglików w całym ówczesnym świecie cywilizo­wanym proces sądowy i ścięcie prawowitego mo­narchy, króla Karola I-go. W tajemnicy poczęto porozumiewać się nawet z lennikiem polskim, ele­ktorem brandenburskim, Fryderykiem Wilhelmem, choć zamierzano odebrać mu przy pierwszej spo­sobności ten wschodni skrawek Pomorza Nado­drzańskiego, który dał mu traktat Westfalski. Jed­nym słowem, Sztokholm rozpoczął grę na wielką skalę i w wielkim stylu Co jednak najważniejsze, że rządy nad Szwecją objął w owym czasie sio­strzeniec wielkiego wojownika na tronie, Gustawa Adolfa, niemiecki książę Dwóch Mostów, Karol X-ty Gustaw (1654—60 r.), świetny żołnierz i uta­lentowany organizator, wsławiony przewagami wojennymi w wojnie 30-letniej, które osiągnął, przechodząc przez wszystkie stopnie oficerskie w armii swego wuja, aż do stanowiska generalis­simusa włącznie.

Armia szwedzka, utrzymywana stale z racji zawieruchy w Niemczech na stopie wojennej, zo­stała jeszcze bardziej powiększona przez pobór rekruta w Skandynawii i zaciąg ochotniczy cudzo­ziemców, przeważnie Anglików, Niemców i Szko­tów. Liczyła ona 50 pułków. Wyćwiczenie i zao­patrzenie stały doskonale, dyscyplina była świetna. Równie dobrze przedstawiała się marynarka, za­inicjowana przez pierwszego Wazę na tronie, Gu­stawa I-go, który sprowadził do budowy swej floty inżynierów z dalekiej Wenecji i miewał okręty o 175 działach i 800 ludziach załogi (słynny „Makalos”). Jednostki szwedzkie były przeważnie o dużej wyporności, jak na owe czasy i bardzo przypominały okręty holenderskie. Artyleria prze­ciętnego okrętu szwedzkiego wynosiła 60 dział, a parę jednostek miało po 75 armat. Stan załogi na jednostce dochodził do 350 ludzi, w tem 33% morskiej piechoty. Połowę załóg składali najem­nicy niemieccy i angielscy. Między oficerami było kilku Holendrów. Flota szwedzka słynęła z żelaz­nej karności i dyscypliny, która w niczym nie ustępowała dyscyplinie wojsk lądowych, i była rzeczywistym wojskiem morskim. Wyćwiczenie wojskowe i żeglarskie było bardzo dobre, wojsko­wa górowało nad żeglarskim. Zaopatrzenie nie po­zostawiało nic do życzenia. W szeregach były okręty liniowe, fregaty i brandery oraz trochę jednostek pomocniczych, przerobionych ze stat­ków handlowych. Razem flota liczyła około 50 okrętów wojennych.

 

 

(D. c. n.)                                      WITOLD HUBERT

 

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication?id=144646&tab=3

 

 

II

C

CZAS pracował dla Szwedów. Główny przyszły przeciwnik, Rzeczpospolita, uwikłał się od 1648 r. w nieustanny bunt kozaków na południowowschodnich kresach imiał od 1654 r. woj­nę z Moskwą, która wzięła zbuntowanych pod swój pro­tektorat. Wojna ta miała od razu dla Rzeczypospolitej przebieg niepomyślny: upadł Smoleńsk, zostało wzięte Wilno, a na południu, gdzie wrzał bunt kozacki, utracono Kijów. Wojska polskie szybko cofały się na całym froncie, zbliżając się coraz bardziej do linii Wisły, Tak zeszedł rok 1654. Co się tyczyło Danii, drugiego z kolei ewentualnego przeciwnika, to nie przyszła ona w ogóle do siebie po klęskach, poniesionych od cesarskich w wojnie 30-letniej, a pamiętano o szeregu niepowodzeń wojennych, które spotkały Kopenhagę w niedaw­nej wojnie ze Szwecją przed dziesięciu laty (kam­pania 1643/5 r.) i doprowadziły do ustąpienia Szwedom Gotlandu i Ozylii oraz części terytorium na samym półwyspie Skandynawskim, koło Nor­wegii, a pozwoliły statkom szwedzkim przechodzić przez Sund bez opłaty rogatkowego (tak korzyst­nego dla Duńczyków „cła Sundzkiego”, jakie wpro­wadzili jeszcze na początku XV-go stulecia). Z An­glią dobito targu, uzyskując obietnicę przybycia eskadry brytańskiej, złożonej z 20 okrętów, w zamian za ulgi celne dla angielskich statków han­dlowych, udających się na Bałtyk. Holandia nie wchodziła w grę, tak się przynajmniej zdawało Karolowi Gustawowi i jego doradcom, albowiem tylko co została zmuszona do dość upokarzają­cego pokoju Westminsterskiego (1654 r,), który dawał przewagę Anglikom, i nie przypuszczano, aby się chciała angażować w nowym zatargu.

Moment wydawał się w 1655 r. bardzo od­powiedni: Polska była zajęta od wschodu, Dania nie przyszła do siebie, Anglia miała trzymać w szachu Holendrów. Rokowania prowadzone w Sztokholmie z przedstawicielami Rzeczypospo­litej zostały zerwane i nastąpiło raptowne rozpo­częcie kroków wojennych. Szwedzi uderzyli na Polskę z dwóch stron: od Pomorza Nadodrzańskiego i od Liwonii. Z Pomorza wkroczył korpus marszałka hrabiego Wittenberga, złożony z 17.000 żołnierza i zmusił do haniebnej kapitulacji od­działy pospolitego ruszenia wielkopolskiego pod Ujściem. Działo się to 25 lipca, a w tydzień pó­źniej 8.000 Szwedów pod generałem hrabią Löwenhauptem wkroczyło od Dźwiny na Żmudź, zaj­mując wydane im zdradziecko przez hetmana księ­cia Janusza Radziwiłła Birże. Wittenberg poszedł prosto na Poznań, a Löwenhaupt zajął Żmudź, zbliżając się szybko ku Prusom Książęcym. Zda­rzenia wojenne potoczyły się wartko: w ślad za korpusem Wittenberga wmaszerował w granice Rzeczypospolitej następny z kolei korpus szwedzki, liczący 15.000 ludzi i prowadzony przez samego Karola Gustawa. Korpus ten przybywał ze Szwecji i przeprawił się ze Sztokholmu do Wołgoszczy (niemieckiej Wolgast) na Pomorzu Nadodrzańskiem na o Krętach eskadry adm. hrabiego Wrangla, skła­dającej się z 40 jednostek bojowych i pomocni­czych o 1.400 działach. Wylądowanie odbyło się w połowie lipca, a wkroczenie do Wielkopolski w miesiąc później. Na teatrze lądowym nieliczne wojska polskie (gros walczyło z Moskwą i zbun­towanymi kozakami na kresach wschodnich) cofały się szybko pod osobistem dowództwem Króla Jana Kazimierza na Południe. Poniosły one klęskę pod Żarnowcem, Szwedzi zajęli do sierpnia Warszawę i poszli na ostatnią już twierdzę Rzeczypospolitej, Kraków, broniony przez Czarnieckiego. Tymczasem król Jan Kazimierz wyjechał na cesarski Śląsk, a zaczęły następować kapitulacje pojedynczych korpusów polskich. W drugiej połowie paździer­nika złożył broń Koniecpolski z 4.000 ludzi, na początku listopada Potocki z 11.000, a jednocze­śnie poddał się Czarniecki, uzyskując dla załogi krakowskiej prawo wyjścia z bronią w ręku i uda­nia się na terytorium cesarskie na Śląsku. Triumf Karola Gustawa był zupełny. Pozostawało mu tylko opanować drugorzędną twierdzę, Częstocho­wę i zabrać się energicznie do elektora branden­burskiego, który choć będąc lennikiem Rzeczypo­spolite.', dał jednak pozwolenie na przemarsz kor­pusów Wittenberga i Karola Gustawa przez swoje Pomorze Nadodrzańskie, ale przybrał teraz posta­wę wyczekującą, chcąc przede wszystkiem zagar­nąć Prusy Królewskie, ów „korytarz”, oddziela­jący Brandenburgię i elektorskie Pomorze Nad­odrzańskie od Prus Książęcych 1). Na zajęcie Czę­stochowy został wysłany generał Muller, a Karol Gustaw, wziąwszy z sobą kawalerię Koniecpol­skiego, udał się śpiesznie do Prus Książęcych, obserwowanych już od północy przez Korpus Löwenhaupta. Tu się Szwedom podwinęła noga.

Przede wszystkiem Częstochowa, której bronił Zamojski, zagrzewany przez bohaterskiego przeora oo. Paulinów, Kordeckiego, odparła wszystkie szturmy szwedzkie i zmusiła Mullera do zwinięcia oblężenia na początku nowego 1656 r. Następnie wojska polskie na kresach wschodnich wypowie­działy posłuszeństwo hetmanówi-zdrajcy, księciu Januszowi Radziwiłłowi, i rozpoczęły podjazdową walkę ze Szwedami, odciągając w ten sposób kor­pus Löwenhaupta od połączenia się z głównemi siłami Karola Gustawa, stojącego już od grudnia 1655 r. pod Królewcem. Wreszcie idąc za przykła­dem oddziałów wschodnich i będąc zagrzanemi przez zwycięski odpór, jaki dała Częstochowa, polskie wojska zachodnie wyłamały się z narzu­conej im niedawno kapitulacji i uderzyły na najezdników. W całym opanowanym przez Szwedów kraju wybuchnął ruch partyzancki, Jan Kazimierz wrócił do Rzeczypospolitej i założył główną kwa­terę we Lwowie, a z Moskwą nastąpiło najprzód obopólne wstrzymanie się od kroków zaczepnych, a niebawem formalne zawieszenie broni.

Karol Gustaw głowy nie stracił. Dobił on przede wszystkiem targu z elektorem brandenbur­skim. Fryderykiem Wilhelmem.

(D. c. n.)                               WITOLD HUBERT

 

 

UDZIAŁ FLOTY HOLENDERSKIEJ (C d)

W WOJNIE POLSKO-SZWEDZKIEJ 1655-i660


 

 

III

F

FRYDERYK Wilhelm złamał z lekkiem sercem przysięgi hołdownicze, złożone przez niego i jego poprzedników Rzeczypospolitej, i stał się lennikiem szwedzkim; stało się to na mo­cy układu z 17 stycznia 1656 r. W marcu nastą­piła ofensywa Szwedów, idących z Prus Książę­cych wprost na Lwów.

Załamała się ona zupełnie, wskutek umie­jętnej wojny podjazdowej, stosowanej przez Czar­nieckiego, który wpędził Karola Gustawa w widły rzeczne, między Sanem i Wisłą. Z największym wysiłkiem udało się Karolowi Gustawowi wymknąć z potrzasku i wyprowadzić w kwietniu 4.000 ludzi z całej 10.000 armii, z którą rozpoczął ofensywę. Wyniszczone szczątki tej armii dotarły znów do Prus Książęcych, a tymczasem Jan Kazimierz prze­szedł do działań zaczepnych i w maju odebrał Warszawę. W odpowiedzi Karol Gustaw oswobo­dził elektora brandenburskiego od obowiązku składania mu hołdu, nadał mu przez układ malborski z 25 czerwca 1656 r. część Wielkopolski, zawarł z nim przymierze zaczepno-obronne i roz­począł w lipcu drugą ofensywę, kierując uderze­nie na Warszawę. Ofensywa ta miała początkowo sukces, bo armia Jana Kazimierza poniosła porażkę pod odzyskaną niedawno stolicą i cofnęła się pod Lublin, lecz Szwedom i elektorskim zabrakło sił do wyzyskania zwycięstwa, wobec wzmożonego ruchu partyzanckiego i dochodzących coraz dono­śniej groźnych wieści z nad Bałtyku. Odezwała się tam Holandia.

Aspiracje szwedzkie, mające na celu przeisto­czenie Bałtyku na „marę clausum”, były zauwa­żone przez Niderlandzkie Stany Generalne już od- dawna. Napawały one Holendrów słuszną obawą, bo wszak żegluga bałtycka stanowiła podstawę bogactw niderlandzkich. Ogólny tonaż floty holen­derskiej liczył 12.000 statków, a z tej ilości 50%. t. j. 6.000 statków, udawało się rok rocznie na Bałtyk po zboże i budulec drzewny. Dawało to 92.000 in3, czyli 32.500 ton rej., i przynosiło zyski bardzo znaczne. Z Danią pobierającą swoje cła Sundzkie, doszli Holendrzy do porozumienia dość łatwo, tem bardziej, że rząd kopenhaski po oder­waniu się Szwecji w XVI-em stuleciu i niefortun­nych na ogół wojnach XVII wieku (udział w woj­nie 30-letuiej i kampanie szwedzkie) nie kwapił się zbytnio do energicznych działań, które mogłyby mu dać ewentualnie całkowite panowanie na Bał­tyku, lecz mogły również pozbawić tego, co po­siadał, t. j. prawa kontroli cieśnin i pobierania ro­gatkowego. Jeszcze lepiej stały stosunki Holen­drów z Rzeczpospolitą, ową największą dostarczy­cielką zbóż i budulca drzewnego. Wielkie myśli i zamiary Zygmunta Augusta, dążącego do utwo­rzenia własnej floty wojennej i handlowej oraz wskazującego narodowi na unię ze Szwecją, za­wartą na wzór unii polsko-litewskiej, zwichnęły się za panowania Zygmunta Ill-go. Nie był w sta­nie ich zrealizować Władysław IV-ty, bo ludzie mieli już utkwione oczy na wschód. Pola ukraiń­skie stały się celem, a nie środkiem. Polska za­częła się szybko odsuwać od zachodu i morza, stając frontem ku wschodowi i stepom. Cała do­stawa zboża i budulca została oddana prawie w 100% Gdańskowi, który uprawiał jedynie han­del „fob”, nie interesując się wcale handlem „cif” i oddając przewóz wyłącznie prawie Holendrom. Polska nie była więc konkurentem dla Holandii, a jedynie doskonałym dostawcą. Inaczej się przed­stawiało ze Szwecją, chcącą być panią na całym Bałtyku. Sztokholm podważał już Holendrów go­spodarczo, bo wymógł na Duńczykach przy za­wieraniu pokoju w Bromsebro w 1645 r., że stat­ki szwedzkie nie będą opłacały cła Sundzkiego, które płacili przecież Holendrzy. Na marynarkę wojenną zwracali też Szwedzi baczną uwagę, przeznaczając ją wyłącznie do działań zaczepnych i wpajając intensywnie duch ściśle militarny. Ma­rynarka duńska była liczna i dobra, lecz uważała za główne zadanie bronienie tego, co posiadano, a nastroje wojskowe i wojownicze były jej dość obce. Floty polskiej za Jana Kazimierza już nie było i to skłoniło nawet dwór warszawski po wy­buchu wojny z carem do pertraktacyj z Holendrami o dostarczenie przez Niderlandy 20 okrętów wo­jennych dla przecięcia dowozu kontrabandy wo­jennej dla Moskwy. Jednem słowem, Stany Gene­ralne były mocno zainteresowane, aby Szwecja nie urzeczywistniła swych ambitnych zamiarów, przetwarzających Bałtyk na wewnętrzne jezioro szwedzkie. Interes kupiecki Holendrów pokrywał się tutaj z interesem politycznym i zmuszał Stany Generalne do czynnego wystąpienia. Układy Ka­rola Gustawa z Anglią były ostrogą.

Jeszcze w 1655 r., kiedy korpus Karola Gu­stawa przeprawiał się ze Sztokholmu do Wołgo- szczy, doszły do monarchy szwedzkiego^ wieści, że z portów holenderskich odkotwicza eskadra, ma­jąca iść na Bałtyk. Atoli król szwedzki, będąc pewnym pomocy angielskiej, obiecanej mu przez CromwelFa, nie zwracał na te wieści wielkiej uwagi. Tymczasem w roku następnym odwinęła się karta Szwedom i ich obie ofensywy poniosły fiasko. Jednocześnie w tym samym 1656 r., pod­czas drugiej ofensywy Karola Gustawa w głąb Rzeczypospolitej, weszła na Bałtyk flota holender­ska, kierując się od razu pod Gdańsk. Składała się ona z 42 okrętów, mających na pokładzie 1.7000 armat i 6,400 załogi. Prowadził ją admirał baron Jakób Wassenaer van Obdam, następca słynnego wodza holenderskiego, adm. Marcina van Troompa, Van Obdam, który poprzednio służył w kawalerii, został przeniesiony do marynarki wojennej głów­nie dla zaprowadzenia w niej dyscypliny i subordycacji wojskowej, która tak szwankowała we flo­cie holenderskiej, przesiąkniętej do szpiku kości duchem kupieckim. Pomocnikiem jego był okryty już sławą w niedawnej wojnie z Anglikami i znany ze swoich przewag nad Hiszpanami admirał Michał de Ruyter. Okręty holenderskie miały wyporność po 400 ton; ilość dział wahała się od 32 do 57; stan załogi wynosił 140—240 ludzi, w tem 20—25% piechoty morskiej. Jednostki Obdama były płasko- demie i o wysokich burtach; były to wszystko dwupokładowee. Nie były one ani zbyt szybkie (płaskie dno i tępe obwody), ani zbyt zwrotne przy wietrze (wysokie burty i nieproporcjcnalność między szerokością i długością, B : L = 1 :2,5). Za ­łogi były świetnie wyćwiczone w służbie żeglar­skiej, gorzej stało wyszkolenie wojskowe, szcze­gólniej obsługa artyleryjska, natomiast długo­trwałe zapasy z Anglikami i Hiszpanami oraz ciągłe podróże po dalekich morzach dawały wielką przewagą Holendrom podczas wojny morskiej.

Eskadra van Obdama zawinęła na redę gdań­ską w połowie lipca 1656 r. Miasto, dotychczas szukając ratunku w ciągłych układach to z elek­torem brandenburskim, który, obiecując mu po­moc w postaci swego garnizonu, myślał o zawład­nięciu niem na stałe, to ze Szwedami, którzy chwilowo żądali tylko neutralności w toczącej się wojnie polsko-szwedzkiej, znalazło się teraz w sy­tuacji ciężkiej. Eskadra szwedzka admirała Wrangla, która przewiozła korpus ekspedycyjny Karola Gustawa ze Sztokholmu do Wołgoszczy, krążyła już od roku po zatoce Gdańskiej, utrzymując ści­słą blokadę i wysadzając desanty na półwyspie Helskim oraz pod Puckiem. Puck się trzymał, na­tomiast warownie nadmorskie na półwyspie; Wła­dysławowo (dzisiejsza Cejnowa) i Kazimierzowo (dzisiejsza Kuźnica), wzniesione przez Władysława IV-go zostały obrócone w perzynę. Wrangiel uni­kał kroków wojennych przeciwko Gdańskowi, sto­sował jedynie nacisk gospodarczy, uniemożliwiając handel morski. Obecnie jednak od strony lądu nadszedł korpus szwedzki generała Stenbocka, który w marcu zmusił do kapitulacji twierdzę Malborską, bronioną dotychczas uporczywie przez garnizon polski Weyhera. Stenbock rozpoczął od­razo prace oblężnicze i opanował jedno z ważniej­szych umocnień gdańskich, Głowę (niem. Haupt). Automatycznie z operacjami Stenbocka wzmogły się działania Wrangla, tem bardziej, że Karol Gu­staw, rozpoczynając swą drugą ofensywę, polecił siłą zmusić Gdańsk do posłuszeństwa. Okupacji szwedzkiej bali się gdańszczanie, jak ognia, wie­dząc o poczynaniach Skandynawów we wszyst­kich miastach portowych nad Bałtykiem, gdzie zastosowano od razu bezwzględny ucisk fiskalny i odjęto wszelkie swobody samorządowe. Zjawie­nie się eskadry holendersmej było dla Gdańska wybawieniem.

Okręty Obdama, nie dawszy ani razu ognia spowodowały cofnięcie się eskadry Wrangla z za­toki Gdańskiej i blokada szwedzka ustała. Tym­czasem ku brzegom ciągnęli po załamanej ofensy­wie Szwedzi i elektorscy. Karol Gustaw nie chciał narażać się na nowy zatarg zbrojny, tym bardziej, że obiecane posiłki angielskie, w postaci eskadry, nie nadchodziły, a flota holenderska, mając moż­ność oparcia się o porty duńskie (między Szwecją a Danią panował zawsze antagonizm), zdołałaby bardzo łatwo odciąć od metropolii całą armię Ka­rola Gustawa. Monarcha szwedzki uciekł się do układów. Holendrom chodziło zasadniczo o utrzy­manie tego stanu rzeczy, jaki dotychczas panował na Bałtyku, a który sprowadzał się: po pierwszo, do monopolu handlowego de facto, który mieli na tem morzu w dziedzinie handlu morskiego arma­torowie i kupcy niderlandzcy, i, po drugie, do wolności żeglugi morskiej z portu gdańskiego, bę­dącego największym rynkiem załadowczym i wy­ładowczym na Bałtyku. Szwedzi poszli na ustęp­stwa, tym bardziej, że, w ślad za eskadrą van Obdama, nadciągnął oddział okrętów holenderskich, złożony z 12 jednostek, pod komendą admirała Korneliusza van Troompa (syna poległego w 1-ej wojnie anglo-holenderskiej Marcina van Troompa), a na początku września przybył na redę gdańską duński admirał Lindenow na czele 10 okrętów. Przeciwko zatem Wranglowi, mającemu 40 jedno­stek, stanęły 64 okręty Obdama i Lindenowa.

Rokowania między Holendrami i Szwedami, prowadzone w pobliskim Elblągu, poszły żwawo, oblężenie Gdańska od strony lądu zostało zdjęte, blokada już przedtem upadła automatycznie i w re­zultacie 11 października 1656 r. został podpisany układ holendersko-szwedzki, który zapewniał Sta­nom Generalnym stanowisko najbardziej uprzywi­lejowanego państwa na Bałtyku i udział w podziale w ceł portowych. Jeszcze przed podpisaniem tego układu, kiedy było widoczne, że rokowania są na dobrej drodze, eskadra van Obdama odkotwiczyła we wrześniu z pod Gdańska, a w miesiąc później ruszył za nią oddział van Troompa. Jednocześnie zaś podniosła kotwicę eskadra duńska Lindenowa. (D. c. n.)              WITOLD HUBERT