Śmierć, pogrzeb Łukasza Litewki – kolejna żydowska egzekucja Polaka.

   Polacy wykrwawieni przez wojnę, okupację hitlerowską i jej żydowski odpowiednik w czasach PRL, przy masowej aborcji, być może nawet trzydziestu pięciu milionów nienarodzonych dzieci, a teraz wykończeni przez Covid, w swoich powstaniach, buntach nie są już nawet ludźmi, ale są jak szczury kanalizacyjne próbujące wydostać się z tego przeklętego rynsztoku, w którego brudzie toną jeden po drugim.

   Takie miotania się trwają od czasu pierwszego przypływu Solidarności, który był kolejną prowokacją Służby Bezpieczeństwa, regularną i metodyczną, mającą na celu wykrycie  buntowniczych, przywódczych elementów – wykrycie ich i zabicie. I tak jest już od dziesięcioleci, podczas gdy stajemy się coraz słabsi, nawet biologicznie, ponieważ polskie kobiety nie rodzą dzieci, więc nie ma odnowy sił witalnych narodu.

 

 

   Łukasz Litewka został zamordowany przez regularny aparat policyjny, czyli żydowski, podobnie jak w przypadku morderstwa Dariusza Ratajczaka. W obu przypadkach umundurowani policjanci nie brali bezpośredniego udziału w morderstwie, ale przekazali ofiarę katom, aby ją zabili. Najpierw zatrzymali Litewkę do kontroli drogowej, rzekomo w ramach rutynowej kontroli, a potem, gdy sprawcy pobili zatrzymanego na śmierć, ta sama policja zadbała o to, by nikt z przechodniów nie ingerował w to, co w rzeczywistości było zaplanowanym, zainscenizowanym wypadkiem drogowym.

   Coś jednak poszło nie tak i jedyne, co pozostało po całej tej farsie z „wypadkiem drogowym”, to nieudolnie ustawiony samochód z nieudolnymi uszkodzeniami. A do tego dochodzi nieudolna, prymitywna wersja wydarzeń przedstawiona przez policję i prokuraturę – bez żadnego jednak oficjalnego sprawozdania z tego zdarzenia, nawet w dniu pogrzebu.

   Wszystko jest fałszem, kłamstwem: Fałszywy kierowca, który rzekomo potrącił rowerzystę, zmyśleni prowizoryczni ratownicy drogowi, którzy rzekomo wyciągnęli rannego Litewkę spod samochodu i przeprowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową, a jeszcze wcześniej znaleźli uszkodzony rower w rowie. Nie ma śladów krwi, nie ma śladów miejsca, w którym leżał ranny Litewka. Nawet liście wokół samochodu są nienaruszone; nie noszą śladów wyciągania rannej osoby spod karoserii ani śladów po kierowcy wysiadającego z samochodu. Wszystko zostało podłożone bez jakiejkolwiek logicznej sekwencji sfabrykowanych wydarzeń.

   Sam Litewka, porzucony gdzieś na poboczu drogi, z pewnością był już martwy, a ci rzekomo przypadkowi ratownicy byli sprawcami napaści, mordercami, którzy nieudolnie zainscenizowali zderzenie i siłą rzeczy, chaotycznie zaczęli odgrywać rolę ratowników.

+

   Wcześniej już pisaliśmy, że wypadek był zainscenizowany, ponieważ samochód nie został uszkodzony w wyniku zderzenia z rowerzystą, a rowerzysta nie mógł znaleźć się pod podwoziem; samochód nie mógł znaleźć się w miejscu, w którym się znalazł. Nie siedział tam też żaden kierowca.

+

   Porzucenie tego samochodu przypomina inscenizowany wypadek z udziałem posła Rafała Wójcikowskiego – który zginął w wypadku samochodowym 19 stycznia 2017 r.; samochód tamten nie nosił śladów zderzenia odpowiadających miejscu zdarzenia na autostradzie.

   W tym przypadku – Litewki – czekaliśmy jednak z komentarzem na dalsze rewelacje ze strony prokuratury, ale kiedy sąd zwolnił kierowcę za kaucją w wysokości 40 000 PLN, stało się jasne, że nie będzie żadnej innej wersji wydarzeń i że dowody nie istnieją, mimo że sprawa została już zamknięta i utajniona. Z czasem dowiemy się, że kierowca – osoba rzekomo odpowiedzialna za wypadek – gdzieś się zawieruszył i na tym sprawa się zakończy.

   Tu nie warto już rozwodzić się nad bzdurami dotyczącymi samochodu, ratowania ofiary i przebiegu samego wypadku. Robią to za nas wszystkie stacje telewizyjne i radiowe. To wiele mówi o sprawcach  - a mianowicie o żydach. Ponieważ w Polsce tylko żydzi są w stanie nagle sprawić jedność ponad podziałami, a właśnie to się tutaj dzieje. Tak było w przypadku katastrofy smoleńskiej i katastrofy w Mirosławcu. W ten sposób – w przemilczeniu - zginął Dariusz Ratajczak, którego zwłoki najpierw zgniły w samochodzie marki Megano, a następnie, w stanie rozkładu biologicznego, zostały przewiezione na rozległy parking centrum handlowego, aby pokazać je światu jako trupa i sprawę zakończyć, a środowisko akademickie wystraszyć.

 

   Tak zmarł Paweł  Bednarz, tak zmarł Witek Bosonogi Muzyk Ulicy, tak zmarła Żarska a nawet naturszczyk ludowy Adolf Kudliński, Andrzej Lepper, Zbigniew Chałat. Etc.

Tu nie chodzi o pedofilię, gry hazardowe, zbrodnicze szczepionki czy prawa związkowe lub chłopskie.

Tu chodzi o liderów!

Liderów, którzy wyrastając ponad przeciętność, są ideowi, odporni na korupcję, pracują z poświęceniem dla Polski, jako tacy dają trwale warunki do budowy społeczeństwa narodowego, skupionego wokół trwałych narodowych wartości. - Nie można na to pozwolić!

   Witek Bosonogi, sugerował, że wystartuje wyborach i zmarł, zaraz po tym! A przy takim kandydacie Nawrocki nie miałby szans na dobry wynik. Podobnie z Litewką, gdyby założył rodzinę i jako ustabilizowany zgłosił się do przyszłych wyborów na Prezydenta RP, to już obecnie skompromitowany po same uszy Nawrocki dostałaby 1-2% głosów, nie więcej.

Tu chodzi o liderów!  

Żydzi są przezorni i zapobiegliwi. W Polsce nie ma miejsca dla dwóch żywiołów - Polaków i żydów.

Widomo, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, więc trzeba ich wszystkich zabić, dużych i małych, a gdy ktoś prześliźnie się przez takie sito i zacznie grozić żydowskiej dominacji to musi umrzeć.

I tak tu było. Tu chodzi o liderów! 

 

   Lider Łukasz Litewka został zlikwidowany. Groźba została zażegnana.

 

 Red. Gazeta Warszawska