JUDEOPOLONIA Nieznane karty historii PRL-u 2/2

III Zjazd Partii

Warszawa 10 marca 1958 – zakończył obrady II Zjazd Partii. Wybrano nowych członków Biura Politycznego. Zostali nimi: J. Cyrankiewicz, E. Gierek, W. Gomułka, S. Jędrychowski, Z. Kliszko, I. Loga-Sowiński, J. Morawski-Szloma, E. Ochab, A. Rapacki, M. Spychalski, R. Zambrowski, A.Zawadzki.

Na 12 członków BP 5 jest narodowości żydowskiej – Cyrankiewicz, Jędrychowski, Morawski, Ochab, Zambrowski. Natomiast łącznie z powiązanymi z tą grupą narodowościową (przez żony Żydówki) jest aż 9 osób.

Wybrany też został Sekretariat KC, którego skład stanowili: W. Gomułka – I sekretarz, A.Albrecht, E. Gierek, W. Jarosiński, Z. Kliszko, W. Matwin, J. Morawski-Szloma, R. Zambrowski

W tym wypadku aż 4 osoby były narodowości żydowskiej, tj. Albrecht, Matwin, Morawski, Zambrowski, a z powiązanymi z nimi poprzez żony Żydówki łącznie było ich 6 osob.

Wymieniony skład władz partyjnych nie zapowiadał wielkich zmian na stanowiskach obsadzanych przez ludzi narodowości żydowskiej. Tylko w czerwcu i październiku 1959 roku dokonano zmian w Radzie Ministrów.

27 października odwołano E. Ochaba ze stanowiska ministra rolnictwa. Wyszły bowiem na jaw sprawy związane z przebiegiem wypadków poznańskich. Okazało się, że to właśnie Ochab zezwolił na użycie broni przez wojsko i organy porządkowe a nie Cyrankiewicz, jak to się powszechnie, po niefortunnym jego wystąpieniu, w całym kraju o tym sądzono.  

Miejsce Ochaba w resorcie rolnictwa zajął inny Żyd – Mieczysław Jagielski, człowiek, który kierował rolnictwem aż do roku 1970, kiedy to produkcja rolna załamała się całkowicie i trzeba było podjąć pamiętna podwyżkę cen na żywność.

Tego samego październikowego dnia dwaj inni działacze żydowscy zostali mianowani na stanowiska wicepremierów; byli to E. Szyr i J. Tokarski.

Zagrożenie dla działaczy CKŻ

Niezwykle ważny etap w dziejach powojennych naszego kraju rozpoczął się dopiero w 1960 roku. W. Gomułka rozpoczął w tym właśnie roku stopniowe usuwania działaczy żydowskich z najwyższego kierownictwa partyjnego.

Proces ten zapoczątkował się od J. Morawskiego-Szloma. Na plenum KC, w dniu 21 stycznia 1960 roku, odwołano go z członkostwa w Biurze Politycznym i z sekretariatu KC.

28 lipca 1960 roku zmarł T. Dietrich, który był ministrem finansów. Było zbyt ważny resort, by działacze żydowscy poniechali dalszego dzierżenia nad nim swojej kontroli. Dlatego też CKŻ delegował 12 listopada na szefa tego resortu Jerzego Albrechta (członka Biura Politycznego, sekretarza KC, przewodniczącego Rady Państwa). Formalność ta została spełniona przez Sejm dnia 16 listopada 1960 roku.

Czym się zajmowali J. Morawski i J.Albrecht w Sekretariacie KC? Albrechtowi podlegały Wydział Ekonomiczny, Komitety d.s. Socjalnych, Wymiaru sprawiedliwości, Bezpieczeństwa i Porządku Społecznego oraz Komitet d.s. Narodowościowych. Natomiast J. Morawski nadzorował prace Wydziału Propagandy, Biura Prasy, Oświaty i Kultury, oraz Wydziału Zagranicznego.

  1. Albrecht formalnie odszedł z Sekretariatu KC dopiero 21 stycznia 1961 roku na VII Plenum.

W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę, że mimo tych zmian działacze pochodzenia żydowskiego nie tracili zbytnio na zakresie obszaru swego działania. Odszedł bowiem J. Morawski, ale w jego miejsce do Sekretariatu KC wszedł E. Ochab.

Na posiedzeniu CKŻ w dniu 20 maja 1961 roku tacy działacze żydowscy z Uniwersytety Warszawskiego jak Buman, Bronisław Baczko, Brus uskarżali się, że po odejściu Stefan Żółkiewskiego z Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego, sprawy kształcenia akademickiego jakby uchodziły uwadze ich Komitetowi. Przestrzegali, że takie postępowanie może mieć dla Żydów fatalne następstwa w przyszłości. Podjęto więc decyzję, aby poza wymienionym resortem utworzyć na szczeblu rządowym coś, co da im możliwość skutecznego oddziaływania na naukę. To zadanie otrzymał sam Cyrankiewicz-Zimerman, który miału zyskać przychylność W. Gomułki do tego celu.

Skutek był taki, że dnia 20 czerwca 1963 roku uchwała sejmu utworzono Komitet Nauki i Techniki, którego przewodniczącym wybrano E. Szyra (wiceprezesa Rady Ministrów).

Latem tego z roku wystąpiło duże poruszenie w kołach żydowskich wywołane usunięciem, w dniu 6 lipca na XII Plenum, z Biura Politycznego i Sekretariatu KC Romana Zambrowskiego. Sukces Gomułki był tylko połowiczny ponieważ obok Bolesława Jaszczuka wszedł do Sekretariatu KC kolejny działacz żydowski – Artur Starewicz.

Jak widać konsekwentnie przestrzegano reguły, aby odchodzącego ze stanowiska Żyda koniecznie zastąpić też Żydem lub Polakiem, który jednak ze środowiskiem żydowskim musi być powiązany niekoniecznie chwalebnymi więzami.

Jesienią z kierownictwa partyjnego ubył kolejny wielkiej wagi działacz żydowski. 30 listopada na XIV Plenum zwolniono z funkcji sekretarza KC Władysława Matwina, który nadzorował m.in. funkcję Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej. Komisja ta miała bardzo ważne zadania po VIII Plenum z 1956 roku. W. Matwin robił wszystko, aby kary partyjne dla działaczy żydowskich, którzy sprzeniewierzyli się partii była jak najłagodniejsze. Jeśli ktoś w to wątpi, to radzę zapoznać się z archiwalnymi dokumentami.

 

IV Zjazd Partii    

Następnego roku miał odbyć się IV Zjazd Partii. Zakończył on swoje obrady 20 czerwca 1964 roku. Wybrano do Biura Politycznego następujące osoby: J. Cyrankiewicz, E. Gierek, W. Gomułka, S. Jędrychowski, Z. Kliszko, I. Loga-Sowiński, E. Ochab, A. Rapacki, M. Spychalski, E. Szyr, Franciszek Waniołka, A. Zawadzki.

W wybrany Biurze Politycznym, w porównaniu do poprzedniego, było już mniej Żydów. Teraz 4, w poprzednim 5.

Zastępcami członków BP zostali: M. Jagielski, P. Jaroszewicz, Ryszard Strzelecki.

Mała dygresja – od IV Zjazdy M. Jagielski bez przerwy będzie w najwyższym kierownictwie partyjnym.

Wybrany na IV Zjeździe Sekretariat stanowili: W. Gomułka, W. Jarosiński, B. Jaszczak, Z.Kliszko, E. Ochab, A. Starewicz, R. Strzelecki, J. Tejchma.

W ośmioosobowym Sekretariacie było już tylko 2 Żydów – Ochab i Starewicz. Pojawiła się nowa postać – J. Tejchma, dotychczasowy kierownik Wydziału Rolnego KC. Tejchma, to człowiek o bardzo wieloznacznych zaletach,które bardzo ceniły osoby z nim kiedyś współpracujące. Pierwsza cecha, to brak konsekwencji i zdecydowania w urzeczywistnianiu słusznych koncepcji i poglądów. Druga, to brak odwagi do przeciwstawiania się ludziom dwulicowym, kombinatorom i cwaniakom. Jak mawiał J.Morawski – „Tejchma to idealista i naiwniak”.

Skład Sekretariatu KC bardzo zaniepokoił Centralny Komitet Żydów w Polsce. Zamiary Gomułki były zbyt widoczne. Trzeba temu – twierdzono w CKŻwP – zdecydowanie przeciwdziałać. Głoszono hasełka w rodzaaju: „Będziemy walczyć wszelkimi metodami byle tylko skutecznymi”, „Łatwo się nie poddamy” itp.

5 lipca 1964 roku w Warszawie, w godzinach wieczornych, w budynku przy ulicy Grzybowskiej, zebrał się na tajnym posiedzeniu Centralny Komitet Żydowski z przedstawicielami niektórych Wojewódzkich Komitetów Żydowskich

W posiedzeniu tym uczestniczyli m.in. J. Berman, R. Zambrowski, Wł. Matwin, J. Albrecht, J.Morawski, J. Zarzycki, S. Jędrychowski, A. Starewicz, A. Werblan, S. Żółkiewski, M. Rybicki, E.Szyr, E. Ochab, M. Jagielski (przybył na zakończenie), H. Minc i inni.

Rozważano szereg koncepcji walki w z Gomułką i jego współtowarzyszami. Cytowanie prezentowanych poglądów zajęłoby zbyt dużo miejsca i mogłoby czytelnikowi istotne sprawy zagmatwać dlatego pozwolę sobie w oparciu o źródłowe materiały oddać tylko w skrótowej formie sedno przyjętych postanowień.

Oto one. Celem walki jest kompromitacja w oczach partii i narodu W. Gomułki jako przywódcy partyjno-państwowego. Społeczeństwu trzeba – twierdzono – dostarczyć dowody, że człowiek ten nie tylko nie jest w stanie kierować dalej partią, ale przede wszystkim że sprzeniewierzył się temu co głosił w roku 1956.

Aby ten cel osiągnąć postanowiono aktywnie, w sensie negatywnym, działać na trzech zasadniczych płaszczyznach, tj. politycznej , społecznej i gospodarczej.

Koordynowanie całością poczynań przejęło na siebie Prezydium CKŻwP. Zadaniem każdego człowieka narodowości żydowskiej, bez względu na zajmowane stanowisko i miejsce pracy było to zamierzenie czynie wspierać.

Wymienione trzy płaszczyzny działania odnosiły się do tzw. „strategii wewnątrz kraju”. Równolegle postanowiono, w tym właśnie celu, uruchomić zagraniczne ośrodki żydowskie. Z tym, że nie było jeszcze jasno sprecyzowanej linii podziału pomiędzy tymi poczynaniami. Twierdzono właśnie, że tak powinno być.

Uważano bowiem, że człowiek nie znający kulis, dziejących się wówczas, krajowych wydarzeń politycznych nie tylko, że nie będzie znał prawdziwych intencji głównych autorów tych wydarzeń ale też nie będzie mógł uchwycić logicznego łańcucha ich przyczyn i skutków.

W takiej sytuacji z ludźmi, którzy kierują się sercem (uczuciem) a nie rozsądkiem, można robić co się chce. Jest tylko jeden niezbędny ku temu warunek: napięcie społeczne. Później, gdy już emocje opadają nie ma już żadnego znaczenia fakt, że wielu uczestników wydarzeń obudzi się z przysłowiową ręka w nocniku. Najważniejsze, że cel został osiągnięty. Wtedy autorzy i reżyserzy świętują sukces. Czy warto wtedy zastanawiać się nad goryczą setek tysięcy statystów, których się oszuka? Pytanie tyo pozostawiam bez odpowiedzi.

Wróćmy jednak do tzw. uwarunkowań zewnętrznych, które okazały się być bardzo pomocne w osiągnięciu przez działaczy żydowskich ich określonych celów politycznych wewnątrz kraju.

Aktualnie na świecie działa aż 19 międzynarodowych organizacji żydowskich oficjalnie zarejestrowanych w ONZ. Pod tym względem naród żydowski nie ma sobie równych na naszym globie. Jeżeli do tego dodamy liczącą się na świecie finansjerę żydowską, która dysponuje poważnym kapitałem w wysokorozwiniętych krajach kapitalistycznych, to nie potrzeba aż wielkiej wyobraźni, by wyobrazić sobie rozległość powiązań narodu żydowskiego, jak i jego możliwości i wpływy nie tylko w świecie kapitalistycznym.  

Wymienię tylko trzy międzynarodowe organizacje żydowskie, które utrzymują dość mocną więź ze środowiskiem żydowskim w Polsce.

Pierwsza to Rada Konsultacyjna Środowisk Żydowskich utworzona w roku 1946 w Nowym Jorku. To właśnie ta Rada pomagała młodemu, 36 letniemu, M. Jagielskiemu w uzupełnieniu kwalifikacji, kiedy w 1950 roku przybył on do USA. O jakie wówczas kwalifikacje chodziło trudno ustalić.      

Najwyższym organem Rady Konsultacyjnej Środowisk Żydowskich jest jej Zarząd składający się z po sześciu delegatów z każdej poszczególnej żydowskiej organizacji członkowskiej. Sekretariat i Biuro mieszą się w Londynie, Paryżu i w Wiedniu, zaś przedstawicielstwo znajduje się w Europejskim Biurze ONZ w Genewie. Rada zajmuje się badaniem problemów związanych z pracami społecznymi, politycznymi oraz zagadnieniami ekonomicznymi i kulturalnymi Żydów, a także rozwojem nauki w środowiskach żydowskich. Współpracuje z różnymi instytucjami kulturalnymi i społecznymi, prowadzi działalność kulturową i propagandową,. Głównie za pomocą biblioteki znajdującej się w Paryżu i posiadającej około 100 tysięcy tomów. Jej udział w głośnych na Zachodzie festiwalach, przeglądach artystycznych, konkursach jest najczęściej dyskretny. Pod zasłoną różnych organizacji kulturalnych Rada funduje artystom pochodzenia żydowskiego różnego rodzaju nagrody czyniąc ich nazwiska powszechnie znanymi na świecie. Również obywatele Polski korzystają z jej usług, m.in. np. Andrzej Wajda i Agnieszka Holland.

Poza tym w swojej działalności usiłuje w zakamuflowanej formie transponować ideologię syjonistyczną do wszystkich środowisk żydowskich. Organizacja ta na status konsultanta kategorii II przy Radzie Gospodarczo-Społecznej ONZ, której dostarcza materiały związane z problematyką żydowską, a także z ogólnym zagadnieniami praw człowieka. Ma swoich przedstawicieli przy UNESCO, UNICEF itd.

Druga organizacja to Międzynarodowe Stowarzyszenie Bibliotek Judaistycznych i Hebrajskich w Europie. Założone w 1955 roku na siedzibę w Kopenhadze i łączy biblioteki Austrii, Danii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Jugosławii, Polski, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Włoch. Wiele cennych dokumentów, dotyczących powojennego działania środowiska żydowskiego w Polsce, znajduje się właśnie w archiwum biblioteki w Kopenhadze.

Trzecia organizacja i to najważniejsza, to Światowy Kongres Żydowski. Założony w 1936 roku jako sukcesor powstałego w 1918 roku Komitetu Żydowskich Organizacji, który odegrał poważną rolę w Konferencji Pokojowej w Paryżu w 1919 roku, a następnie przy tworzeniu, pod patronatem Ligii Narodów, systemu ochrony mniejszości narodowych w Europie.

Kongres łączy stowarzyszenia i wspólnoty żydowskie z 63 państw. Jego stałą siedzibą jest Genewa. Natomiast regionalne ośrodki mieszczą się w Buenos Aires, Nowym Jorku, Paryżu i Tel-Awiwie. Ma status doradczy (B) ECOSOC i UNICEF oraz specjalny ILG, OPA i Rady Europejskiej.

Centralny Komitet Żydów w Polsce utrzymuje bezpośredni kontakt z Sekretariatem Kongresu w Genewie i Paryżu, obowiązkowo konsultując ważne dla Polskich Żydów decyzje i zamierzenia.

Wróćmy jednak do pamiętnego lipcowego posiedzenia CKŻwP. Plan odsunięcia W. Gomułki od władzy mógł się udać tylko pod jednym warunkiem jednoczesnego wystąpienia kryzysu społeczno- politycznego i gospodarczego.

Teoretycznie zadanie to nie było zbyt trudne. Najważniejsze resorty włącznie z Komsją Planowania znajdowały się przecież w rękach Żydów. Podobnie było w tzw. sferze polityczno- gospodarczego życia Polski. Ludzie narodowości żydowskiej dominowali w środkach masowego przekazu, kulturze, filmie, nauce szkolnictwie wyższym, a przede wszystkim w aparacie partyjnym.

Jak wiemy teoria nie zawsze pokrywa się z praktyką. Musimy – mówiono – stale o tym pamiętać. Walka z W. Gomułką była bardzo niebezpieczna ponieważ w przypadku ujawnienia planów kół żydowskich mógł on, wykorzystując dużą popularność w narodzie, szybko się z nimi rozprawić.

Dlatego też przyjęto koncepcję takiego działania, by nawet w razie niepowodzenia całego przedsięwzięcia Żydzi z centralnego kierownictwa partyjnego i państwowego byli poza wszelkim podejrzeniem, że biorą w tym wszystkim udział.

Nie chodziło tu jednak o lęk przed karą lecz głównie o to, by po odejściu Gomułki i jego najbliższych współtowarzyszy właśnie ci, głowni planiści akcji, wkroczyli na polka scenę polityczną w roli zbawicieli naszego kraju przed całkowitym upadkiem.

Jeżeli ktoś w tym miejscu pomyśli, że są to dziecinne mrzonki, to pragnę zwrócić uwagę, że w polityce najczęściej są stosowane wszelkie chwyty, również i niedozwolone, które pozwalają osiągnąć wyznaczony cel. Po prostu, jak mawiają wielcy mężowie stanu, w polityce nie ma sentymentów.

Koncepcja działania, o której wspomniałem, miała polegać w praktyce m.in. na tym, ze wykonawcy określonych zadań politycznych nie mogli bezpośrednio kontaktować się z tzw. sztabem generalnym, tj. z CKŻwP. Kontakt ten miał się odbywać w obu kierunkach, tzn. od decydentów do wykonawców i odwrotnie, tylko przez wyznaczonych łączników. Na miejsce urzeczywistnienia zamierzonych planów wybrano Warszawę, a konkretnie środowisko akademickie Uniwersytetu Warszawskiego.

Zapalony tam ogień miał później przenosić się nie tylko do innych środowisk Warszawy, ale także do większych ośrodków naukowych i gospodarczych kraju.

Uniwersytet Warszawski był doksdonał.ym miejscem do zapalenia tzw. ognia społecznego. Duże skupisko młodzieży prawie nie orientującej się z w niuansach polityki i kierującej się emocjami i uczuciem oraz podanej na hasła zawierajcie słowa demokracja, patriotyzm, sprawiedliwość, prawo, socjalizm o ludzkiej twarzy, niezawisłość, niezależność itd. itd. Jak mawiał J. Morawski-Szalom i Zarzycki-Neugebauer: „Taka młodzież to znakomita plastelina, a której ulepić można wszystko co się chce”.

Dla uzyskania pełnego obrazu i zrozumienia motywów kierujących decydentami z CKŻwP podam, że na UW działały już dobrze zorganizowane kluby, stowarzyszenie, sekcje itp. młodzieży pochodzenia żydowskiego. Dotyczy to i naukowców tego samej narodowości, np. Zygmunt Bauman, Bronisław Baczko, Włodzimierz Brus, Leszek Kołakowski, Henryk Samsonowicz, Jerzy Szaniawski, Jerema Maciszewski i wielu innych.

Jak pamiętamy, to kulminacyjny moment podjętych wówczas działań nastąpił dopiero w marcu 1968 roku. Zanim do tego doszło działo się wiele, w kraju i poza granicami, interesujących rzeczy, o których niestety zwykły śmiertelnik nic nie wie, a bez których trudno jest poznać prawdziwe tło wydarzeń wiosny 1968 roku.

Dodam jeszcze, że na głównych łączników między tymi, którzy mieli kierować wydarzeniami na Uniwersytecie Warszawskim a kołami decydenckimi wyznaczono dwóch już nam znanych panów: Stefana Staszewskiego (byłego I sekretarza KW PZPR w Katowicach do odwołania go z tego stanowiska w 1957 roku, pracował następnie w Państwowym Instytucie Wydawniczym) i Stefana Żółkiewskiego (sekretarza naukowego PAN, byłego ministra szkolnictwa wyższego)    

Poznajmy zatem rodowód osób, którym powierzono zadania rozniecenie ognia rozruchów na Uniwersytecie Warszawskim. W tym celu konieczne jest cofnięcie się do roku 1955.

W pierwszej połowie tego roku, za zgodą i poparciem płk Luny Brystigerowej, wówczas dyrektora personalnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zaczął się formować w Warszawie „Klub Krzywego Koła”. Jednym z współzałożycieli tego klubu był syn Brystigerowej - Michał Brystiger.

Pod koniec grudnia 1955 roku grupa założycieli Klubu w osobach Król, Sufin, Perman, Garsteccy na piśmie zaprezentowała Jakubowi Bermanowi i Jerzemu Morawskiemu-Szlomie swoje zamierzenia i plany.

Klub miał się stać kuźnią późniejszych kadr kierowniczych partyjnych, państwowych, związkowych, kulturalno-oświatowych itd. Klub, rozwijając oficjalną działalność, podjął bardzo bliska współpracę z tygodnikiem „Po Prostu”.W redakcji tego tygodnika pracowali, tylko i wyłącznie, sami Żydzi, oczywiście poza gońcami i sprzątaczkami.

Dla współdziałania i dla pomocy członkom Klubu ówczesne władze partyjne Warszawy, (na czele z I sekretarzem KW, Stefanem Jaszczewskim) wyznaczyły Henrykę Broniatowską (byłą oficer pol-wych. I Armii , a wtedy redaktorkę miesięcznika „Iskry”).Po pewnym czasie została ona nawet członkiem tego Klubu i wspólnie z innymi była aktywną popagatorką poglądów Trockiego.

Kierownictwo Klubu powołane w kwietniu 1961 roki tworzyli: Paweł Jasienica (właściwie Leon Lech Beynar), Aleksander Małachowski, Jerzy Duracz, Tadeusz Byrski i Witold Jedlicki. Ludzie ci nie kryli swych reakcyjnych i rewizjonistycznych poglądów. Mieli w Klubie wielu zwolenników, do których zaliczali się m.in., Stefan Nowak, Anna Rudzińska, Wojciech Ziembiński, Jan Wolski, Jan Olszewski, Krzysztof Dunin-Wąsowicz, Stanisław Matuszewski, Aniela Steinsberg, Jerzy Jedlicki, Jan Wyka, Jerzy Kornacki, Filip Istner, Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko i inni.

W pracach Klubu uczestniczyli także studenci Uniwersytetu: Karol Modzelewski -Fiszer, Jacek Kuroń, Jadwiga Lewicka, Janina Frentzel, Jakub Karpiński i inni oraz uczniowie szkół średnich, jak np. Adam Michnik-Szechter. Aktywnym sympatykiem Klubu był również Antoni Zambrowski (syn członka Biura Politycznego i sekretarza KC nadzorującego sprawy organizacyjne partii).  

W 1961 roku Klub zrzeszał około 200 aktywnych członków narodowości żydowskiej. Najliczniejszą grupę stanowili dziennikarze, literaci i publicyści. Tych było ponad 50-ciu. Pozostali to głównie ekonomiści, historycy, prawnicy, plastycy i inni.

Nie długo trzeba było czekać, aby sprawdzić możliwości, siłę i zdolności członków „Klubu Krzywego Koła”.

W grudniu 1961 roku władze bezpieczeństwa aresztowały znanego wówczas publicystę żydowskiego Henryka Hollanda, byłego pracownika KC PZPR, za to że przekazał francuskiemu korespondentowi pisma „La Monde” wiadomości stanowiącą tajemnicę państwową.

W czasie śledztwa prowadzonego w budynku MSW H. Holland okazał się być mięczakiem, przestraszył się i w końcu ujawnił swoją współpracę z CIA i z zachodnioniemiecką służbą wywiadowczą.

Jeden z wysokich funkcjonariuszy MSW okazał się by nadgorliwcem i doniósł o tym samemu Gomułce. W tej sytuacji nie mógł już CKŻwP uratować H. Holanda przed karą. Gomułka osobiście interesował się śledztwem i nie krył potrzeby ujawnienia wszystkich powiązań H. Hollanda i to zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Powoli stawało się to bardzo niebezpieczne.    

W tej sytuacji CKŻ postanowi sprawę przerwać. Przez przekupionego strażnika aresztu śledczego dostarczono H. Hollandowi karteczkę z wiadomością, że sprawa jego nabrała już takiego rozgłosu, iż przyjście mu z pomocą jest rzeczą niemożliwą. Informowano również o tym, że czeka go najwyższy wymiar kary, tj. wyrok kary śmierci. W związku z tym proponowano mu rolę męczennika i ofiary reżimu, a oto już postara się CKŻ. Natomiast zadaniem H. Hollanda było być poproszenie oficera śledczego o przeniesienie go do własnego mieszkania w celu pokazania skrytki znajdującej się rzekomo pod dekami podłogi obok wejścia na balkon.

Będąc już w mieszkaniu H. Holland miał wykorzystać moment zamieszania i wyskoczyć z balkonu na ulicę lecąc głową w dół. W zamian oferowano mu zaopiekowanie się całą jego rodziną, a zwłaszcza bliską jego serca córka Agnieszką Holland, znaną obecnie reżyserką filmową, autorką filmu pt. „Bez znieczulenia”.

  1. Holland na umowę przystał i wyskoczył z balkonu mieszkania na IV piętrze przy ul. Nowotki, niedaleko placu Krasińskich, ponosząc śmierć na miejscu.

Dziwne rzeczy działy się wtedy. Z Hollandem do jego mieszkania udali się dwaj młodzi oficerowie Milicji Obywatelskiej. Jeden miał 24 lat, a drugi 25. Czyżby zlekceważono sprawę? Jeżeli tak, to dlaczego później, po dokładnym zrewidowaniu rzeczy osobistych H. Hollanda i znalezieniu w podeszwie lewego buta tekstu informacji CKŻ, ukryto tenm fakt przed opinią publiczną? Może kiedyś doczekamy się odpowiedzi na to pytanie.

Z pogrzebu H. Hollanda zrobiono wielką manifestację publiczną,.która jednocześnie miała stanowić poważne ostrzeżenie dla W. Gomułki i jego przyjaciół by we walce Żydami nie przekraczali wyznaczonych im granic.

Uparty i ambitny Gomułka, bez reszty oddany Polsce, nie posłuchał wtedy głosu przestrogi za co później przyszło mu zapłacić wysoka cenę.

„Klub Krzywego Koła” to miejsce opracowywania różnorodnych programów i koncepcji politycznych, społecznych i ekonomicznych, które po odsunięciu od władzy W. Gomułki miały być realizowanie przez wielkich patronów Klubu.

Po przypadkowym ujawnieniu roli, jaką odegrali członkowie „Klubu Krzywego Koła” w przekształceniu pogrzebu H. Hollanda w manifestację polityczną, w dniu 1 lutego 1962 roku Klub został rozwiązany. Większość jego członków przeszła następnie do innych klubów i stowarzyszeń, głównie zaś do Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Towarzystwa Kultury Moralnej, Klubu Inteligencji Katolickiej, Klubu Dobrej Roboty oraz do Klubu Środowiska Życie, w którym działali szowiniści żydowscy m.in. Krystyna Konwerska, Ludwik Hass, Jan Wyka, Jan Frey-Bielecki.  

Po rozwiązaniu „Klubu Krzywego Koła” byli członkowie i sympatycy Klubu nieformalnie zbierali się również w kawiarniach i mieszkaniach prywatnych kontynuując w ten sposób działalność klubową.

Pierwsza grupę stanowili m.in. K. Modzelewski -Fiszer, Jacek Kuroń, T. Monasterska (pracownik Zakładu Historii Partii przy KC PZPR, Stefan Marody (kierownik działu w redakcji harcerskiego pisma „Drużyna”), A. Jarecki (dziennikarz), A. Drawicz (krytyk literacki), Wróblewscy, St. Gomułka, M. Żelazkiewicz, B. Tejkowski, A. Mazur (mieszkał w Łodzi, gdzie pracował jako asystent Wydziału Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego), A. Klimowicz (student AM w Lublinie, kierował sekcją instruktorów przy Komendzie Chorągwi ZHP w Lublinie)

Grupa K. Modzelewskiego najczęściej spotykała się w kawiarni „Czytelnik”, a później w mieszkaniu Grażyny Kuroń.

Inna grupa sympatyków dawnego Klubu spotykała się w domu Wojciecha Ziembńskiego. Bywali tam m.in. J.J Lipski, J. Grzędziński, P. Jasienica ( L. Beynar), A. Słonimski-Sztoma, A.Szpotański, S. Szechter (wujek Michnika), M. Kasow (nieczytelne - skryba), L. Kołakowski, J.Hass, J. Kuroń, A. Steinsberg, J. Olszewski, A. Budzińska.

Podobne zebrania odbywały się również w mieszkaniach A. Steinsbergowej, A. Kończewskiej, A.Rudzińskiej i innych.

W tamtym okresie ludzie ci zaczęli się nazywać „komandosami”. Dlaczego „komandosami”, to chyba nie trudno się domyślić. Ja wiadomo „komandos”, to żołnierz specjalnej jednostki bojowej, zorganizowanej do prowadzenia rozpoznania, dywersji, opanowywania ważnych obiektów i to również w głębi terytorium nieprzyjaciela. Tym nieprzyjacielem był Gomułka i jego najbliżsi współtowarzysze, a głębokie terytorium nieprzyjacielskie stanowiły organizacje partyjne, młodzieżowe, rożne stowarzyszenia itd.

Warto, wydaje mi się, wiedzieć, że to właśnie w mieszkaniu Ziembińskiego;

       - zredagowano w 1965 roku tzw. list trzydziestu czterech

       - opracowano życiorysy znanych w Polsce działaczy społeczno-politycznych i wysłano je do „Radia Wolna Europa”.

       - Omawiano przygotowania do uczczenie 10 rocznicy tzw. Polskiego Października.

Głównymi autorami „Listu 34” byli J. Kuroń i Z. Modzelewski. Przedstawili oni w tym liście swoje poglądy polityczne. Ich myśl przewodnia sprawdzała się do tezy, że w Polsce, jak i w innych państwach socjalistycznych, rządzi klasa centralnej politycznej biurokracji wyzyskując robotników i chłopów, odbierając im produkt ich pracy. Rozważania swe autorzy listu kończą wezwaniem klasy robotniczej do wystąpień przeciwko władzy państwowej. List ten poprzedzony był rok wcześniej „Manifestem” tych samych autorów.

A tak naprawdę to J. Kurowniowi i K. Modzelewskiemu nie chodziło o całkowite obalenie władzy państwowej. Rozruchy społecznie miał przede wszystkim ułatwić ich patronom usunięcie z centralnego aparatu partyjnego i państwowego niewygodnych dla nich ludzi jak np. W. Gomułki, M. Spychalskiego, Z. Kliszki, I. Loga-Sowińskiego i innych.

Kolejna sprawa to spreparowanie oko0ło 50 życiorysów znanych wtedy działaczy patryjno-państwowych. Zredagowali je: J.J. Lipski, W. Ziembiński, A. Steinsberg, J. Olszewski, A.Rudzińska, j. Skorzyński i M. Sroka. Zamiar był oczywisty. Chcieli skompromitować tych ludzi przed zbliżająca się kampanią wyborczą do sejmu i rad narodowych.

Te opracowane fałszywe życiorysy zostały przekazane za granicę przez Z. Błonickiego i A.Kończewską. Drukowały je później zachodnie gazety i podawało „Radio Wolna Europa”.

I trzecia prawa to przygotowania do obchodów 10 rocznicy „Polskiego Października”. Zajmowali się tym m.in. J. Grzędziński, L. Kołakowski, A. Słonimski, G. Kuroń, A.Małachowski, P. Jasienica (L. Beynar), A. Steinsbergerowa, J. Olszewski, A. Rudzińska, S. Szechter i Nina Karsov.

W tym celu rozważano wiele koncepcji, jak np. aby młodzież wyszła na ulice i manifestowała swoje niezadowolenie z tego, co wtedy działo się w polskim życiu społeczno-politycznym, zorganizowanie pochodu pod ambasadę ZSRR w Warszawie, opanowanie radiostacji, rozkolportowanie ulotek itd.

W końcu doszło tylko do jednego. Na Uniwersytecie Warszawskim 21 października 1966 roku odbył się odczyt L. Kołakowskiego pt. „Polska kultura w ostatnim dziesięcioleciu”. Odczyt ten de facto zamienił się w wyreżyserowany więc, na którym szczególnie aktywni byli H. Szlajfer i A. Michnik.    

Zostawmy teraz sprawy „Komandosów” ponieważ w międzyczasie miały miejsce ważne wydarzenia w kręgach partyjno-rządowych. 7 sierpnia 1964 roku zmarł A. Zawadzki, przewodniczący Rady Państwa. Jego miejsce w Belwederze zajął, 12 sierpnia 1964 roku, główny patron „Komandosów” E. Ochab, członek Biura Politycznego, dotychczasowy sekretarz KC.

12 listopada 1964 roku zakończyło się dwudniowe posiedzenie Plenum KC, na którym M.Strzelecki (sekretarz KC) został członkiem Biura Politycznego, a B. Jaszczuk – zastępcą członka Biura Politycznego. Na tym samym Plenum miejsce sekretarza KC, zwolnione przez E. Ochaba, objął M. Wicha (dotychczasowy minister spraw wewnętrznych).

To właśnie M.Wisze i E.Rybickiemu (ministrowi sprawiedliwości) i St. Walczakowi (późniejszy zastępca Rybickiego) mogą „Komandosi” podziękować za to, że zbytnio nie ucierpieli prowadząc do 1968 roku działalność wymierzoną w ówczesne władze partyjne.

Dodam jeszcze, że W.Wicha nadzorował w Sekretariacie nadzorował sprawy partyjne i działalność Głównego Zarządu Politycznego WP. Miejsce Wichy w MSW zajał Mieczysław Moczar.

Aby nie wracać do zmian, jakie zaszły w ekipie rządowej do marca 1968 podam tylko chronologię niektórych z nich.

25 czerwca 1965 roku uformował się nowy rząd. W jego składzie, już nie było, obecnego w poprzednim rządzie, M. Rybickiego (był ministrem sprawiedliwości) i Z. Ostrowskiego (był ministrem przemysłu ciężkiego). Ich miejsca zajęli: St. Walczak (minister sprawiedliwości) i J.Arynkiewicz (minister przemysłu ciężkiego).

14 grudnia tegoż roku odwołano J. Tokarskiego ze stanowiska wiceprezesa Rady Ministrów, M.Lesza ze stanowiska ministra handlu wewnętrznego przemysłu ciężkiego i H. Golańskiego ze stanowiska ministra szkolnictwa wyższego.

Natomiast mianowano H. Sznajdera na stanowisko ministra handlu wewnętrznego, a H.Jabłońskiego na stanowisko szefa resortu szkolnictwa wyższego. Jak widać H. Jabłoński powinien być dobrze poinformowany o tym, co przygotowywano później na Uniwersytecie Warszawskim. Ciekawe czy podejmował starania aby do tego nie doszło i jakie? Może się kiedyś o tym dowiemy.

  1. Lesz zbytnio na tym nie ucierpiał. Pozostał ministrem, członkiem rządu i pierwszym zastępcą przewodniczącego Komitetu Nauki i Techniki.

   Rok później, tj 11 listopada 1966 połączono Ministerstwo Oświaty z Ministerstwem Szkolnictwa Wyższego pod nazwą Ministerstwa Oświaty i Szkolnictwa Wyższego na czele z H.Jabłońskim.

     Wróćmy ponownie do działalności „komandosów”.

   Szczególnie interesujące i różnorodne są ich kontakty zagraniczne. Wielu z nich posiadało bliższych lub dalszych krewnych, bądź powinowatych, w NRF, USA, Francji, Izraelu, Belgii, Wielkiej Brytanii, Austrii, Włoszech i wielu innych państwach kapitalistycznych.

Częste wojaże zagraniczne sprzyjały nawiązywaniu kontaktów w kręgach politycznych głownie w tych, w których działali ich krewni. Kontakty te podtrzymywano zarówno drogą wzajemnych odwiedzin i korespondencji, jak i przez znajomych wyjeżdżających za granicę, których często kierowano do określonych osób lub pod wskazane adresy.

Wyjeżdżający „komandosi” otrzymywali listy polecające, które otwierały przed nimi wiele dobrze zamkniętych drzwi.

Z takich możliwości skorzystali m.in. K. Modzelewski, J. Kuroń, A. Zambrowski, A. Michnik, B.Toruńczyk, W. Górski, A. Smolar, W. Kuczyński, J. Koryś (?nieczytelne), J. Pentraub (?nieczytelne), I. Grudzińska, B. Blajfer (? nieczytelne), R. Rubinsztajn, H. Rubinsztajn, J. Gross, B.Zarzycka-Neugebauer, S. Kofman (?nieczytelne), I. Żyto, J. Blass, E. Schaff, S. Jurkiewicz, A.Perski, K. Topolski, H. Wistreich (?-nieczytelne), E. Czarnota,

Podam teraz szczegóły wojaży niektórych z „Komandosów” ujawniające zakulisowe przyczyny ich późniejszych sukcesów.

     Antoni Zambrowski już od roku 1966 rokrocznie przebywał za granicą. Wyjeżdżał zarówno do krajów kapitalistycznych jak i socjalistycznych. Bywał we Włoszech, na Wyspach Kanaryjskich (1961), w Jugosławii. W czasie studiów w Moskwie (1951 – 1956) poznaje syna Luigi Longo (Luigi Longo - pseud. Gallo, ur. 15 marca 1900 Fubine – zm. 16 października 1980 w Rzymie) – włoski i międzynarodowy działacz komunistyczny), na którego zaproszenie przebywał we Włoszech w roku 1963 i wtedy nawiązał kontakt z włoskimi trockistami.    

Jan Tomasz Gross wyjeżdżał często do Włoch i Francji. Finansował te podrożę jego stryj Feliks Gross, kierownik katedry socjologii na Uniwersytecie w Nowym Jorku, autor książki „The …......of ….....control”(?-nieczytelne) („Zagadnienia przechwytywania władzy politycznej”) zawierającej opis strategii i taktyki przechwytywania władzy szczególnie w krajach socjalistycznych.  

Innymi krewnymi Jana Grossa, z którymi utrzymuje on bliskie kontakty są: Ludwika Gross - dyrektor Instytutu Walki z Rakiem w Nowym Jorku, Maria Klein z domu Gross zamieszkała w Izraelu i inni dalsi krewni zamieszkali we Francji i Austrii.

Ojciec Jana Grossa, docent Zygmunt Gross, był kierownikiem katedry filozofii WESP w Katowicach i pracownikiem naukowym PAN. Matka była członkiem ZLP. Grossowie wywodzą się z bogatej rodziny żydowskiej z Krakowa, właścicieli kamienic w Krakowie i w Wiedniu.

Karol Modzelewski-Fiszer będąc we Francji w 1956 i w 1957 roku na zaproszenie krewnych (tj. Pola Schmierer i Ely Witter) nawiązał bliskie kontakty z przyjacielem swego ojca (Jean Burst) przez którego nawiązał kontakty z działaczami trockistowskimi.

W marcu 1961 roku Karol Modzelewski-Fiszer wyjechał do Włoch na stypendium fundowane „Giorgio Cini” w Wenecji, które uzyskał dzięki poparciu i staraniom prof. Gieysztora (obecnie prezes PAN).Podczas pobytu we Włoszech nawiązał przyjacielskie kontakty z trockistą Livio Maitan, sekretarzem IV Międzynarodówki. Do kraju Modzelewski wrócił 16 kwietnia 1961 roku.

W listopadzie 1964 roku Służba bezpieczeństwa ujawniła działalność trockistowską K. Modzelewskiego i J. Kuronia. Kilka miesięcy później K. Modzelewskiego skazano na 3,5 roku więzienia. Wielu Polaków, jeżeliby już aszym krajumusiało, to pewnie chciałoby odbyć karę więzienia w takich jak on warunkach. Ówczesny minister sprawiedliwości Marian Rybicki zezwolił mu na robienie pracy doktorskiej a jego promotorowi prof. Gieysztorowi dał stałą przepustkę do wiezienia w Barczewie.

Tymczasem w Warszawie jego przyjaciele „Komandosi” rozpowszechniali wiadomości o tym, jak K. Modzelewski musi cierpieć za to, że walczy o sprawiedliwość w naszym kraju.

Już w sierpniu 1967 roku wypuszczono go na wolność, y mógł aktywnie włączyć się do trwających przygotowań do tego, co miało nastąpić w marcu 1968 roku.

Adam Michnik-Szechter również posiadał rozliczne związki z zagranicą. W 1959 roku jego starszy brat Leo-Jerzy wyemigrował z Polski do Izraela. Drugi brat, Stefan Michnik, były sędzia wojskowy ma na sumieniu 9 wyroków śmierci dla osób, które później zrehabilitowano. Uciekł do Szwecji.

Brat ojca Adama Michnika, Szymon Szechter, i jego żona Nina Karsov, znani z działalności antypaństwowej, wyemigrowali do Izraela.

Adam, Michnik rozpoczął w roku 1965 studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Dwa razy był zawieszony w prawach studenta – w roku 1965 i w roku 1967. Idźmy jednak śladami wojaży Adama Michnika. W pierwszych dniach września 1964 roku, dysponując zaproszeniem nadesłanym przez Reche Korabluth, uciekinierkę z Polski, Michnik wyjechał do Francji. Wybrał drogę okrężną. Najpierw złożył wizytę w Wiedniu, gdzie gościł go pracownik naszej ambasady, Jan Szałubski, i Żyd austriacki, mieszkaniec Wiednia, Edward Heller. Otworzyć drzwi u tych panów pomogły mu listy polecające od Haliny Lachs, Judyty ….... (? nieczytelne) i Krzysztofa Melchiera.

Z Wiednia udał się do Monachium, gdzie przez 8 dni przebywał u rodziny Tauchner, emigrantów z Polski, do których dał mu z kolei list polecający znajomy jego matki, Akron Teitelbaum z Warszawy.

Podczas pobytu w Monachium Michnik spotkał się z wieloma działaczami żydowskimi rozmawiając głównie o sprawach mniejszości żydowskiej w Polsce, Republice Federalnej Niemiec i innych krajch. To wtedy właśnie zaczęła się jego przyjaźń z Tadeuszem Nowakowskim, pracownikiem rozgłośni „Radio Wolna Europa”. Odbył tam także spotkanie z Rutką Fischer, gorąca zwolenniczką trockistów.

Z RFN udał się Michnik na kilka dnia do Rzymu. Spotkał się tam m.in. z naszym ambasadorem A. Willmanem (? nieczytelne), do którego list polecający dała mu przyjaciółka jego rodziców – Róża Fiber.

Następnie Michnik pojechał do Paryża, gdzie przebywał do 18 października 1965 roku. Mieszkał i Rachy Kornbluth (rue Poliver (? nieczytelne) 9).

W Paryżu spotkał się Michnik kilka razy ze znajomym swego ojca, bankowcem z Nowego Jorku, Josephem Gruss. Gruss udzielał kiedyś pomocy finansowej jego ojcu, Ozjaszowi Szechterowi. A jakże, odwiedził też redakcję paryskiej „Kultury”, gdzie wiódł długie rozmowy z jej naczelnym redaktorem J. Giedroyciem. Tam m.in. zaopatrzył się w broszury pt. „Chamy i Żydzi”, które teraz krążą po Warszawie.

Do kraju Michnik wrócił 19 października 1964 roku.      

Z wyjazdów zorganizowanych przez Barbarę Toruńczyk zasługuje na uwagę jej pobyt w latach 1966 – 1967 we Włoszech, Francji i Belgii. W Paryżu, korzystając z pomocy przyjaciele swego ojca, Jane`a Lannedere`a, poznała jego kuzynkę – Katherinę – czołową działaczkę organizacji „La Jevelts”(?nieczytelne).To dzięki niej Toruńczyk nawiązała bliskie kontakty z członkami francuskich organizacji, których ideologiem był Lew Trocki. Tam tez poznała naczelnego redaktora „Kultury” J. Giedroycia i Kazimierza Wierzyńskiego. Tam spotkała się też ze, znanym jej wcześniej z Włoch, pracownikiem „Radia Wolna Europa” - Tadeuszem Nowakowskim.        

Barbara Toruńczyk nawiązała również w Paryżu kontakt z Janem Winczakiewiczem (?nieczytelne), (krewnym T. Daniszewskiego dawnym dyrektorem Szkoły Partyjnej przy KC PZPR, którego często odwiedzał), pracownikiem sekcji polskiej radia francuskiego i jednocześnie współpracownikiem paryskiej „Kultury”.

Jako ciekawostkę podam, że redakcyjny kolega Winczakiewicza, niejaki T. Parczewski, agent CIA, wciągnął do współpracy Jolkę Łucję Jordan, która później sąd polski skazał za to na 6 lat więzienia.  

W tym czasie we Francji przebywali także A. Zambrowski, I. Żyto i W. Górecki. Wtedy w Wiekiej Brytanii był Henryk Rubinstein.

O tym jak starannie przygotowywali się „Komandosi” do wydarzeń marca 1968 roku niech świadczy następujący przykład. W Polsce w roku 1967 nadal mieszkała duża grupa członków dawnej organizacji syjonistycznej „.......... …...” (?nieczytelne). Należały do niej m.in. Dora Gross i Helena Lemańska. Ta ostatnia, będąc redaktorem naczelnym Polskiej Kroniki Filmowej, zorganizowała, dla przygotowujących się do wzniecenia rozruchów na Uniwersytecie Warszawskim „Komandosów”, pokaz filmów dokumentalnych przedstawiających przebieg wydarzeń na ulicach Warszawy w latach 1956 i 1957. W pokazie brali udział A. Zarzycka-Neugebauer, J. Juryś, J.Gross, A.Perski, A Duracz i inni.

Natomiast rola Dory Gross polegała na dostarczaniu, wyjeżdżającym za granicę „Komandosom”, właściwych adresów swoich znajomych zamieszkałych we Francji, NRF, Izraelu.

Na koniec omawiania wojaży zagranicznych „Komandosów” zostawiłem osobliwy deser. Wielu z nich, w czasie swych podroży do Francji, korzystało z mieszkania byłej członkimi „H..ss...r H...ir” (?? nieczytelne), Lei Jagodzińskiej. Mieszkanie to mieści się w Paryżu przy ulicy M...ange (??nieczytelne) 45 i służyło jako tzw. punkt kontaktowy dla działaczy żydowskich przyjeżdżających z Polski.

W mieszkaniu tym zatrzymywali się m.in. A. Michni-Szechter, B. Toruńczyk, J. Juryś, S.Blumsztajn, B. Zarzycka-Neugebauer, W. Krzemień, K. Rozmaryn, W. Górecki, W. Hofman, M.Rubinstein, Maryna Ochab (córka Edwarda Ochaba), Rozalia Ochab (żona Edwarda Ochaba), Sz. Koszel (? nieczytelne), A. Perski, R. Bielska, N. Norton (? nieczytelne),        

Leo Jagodzińska to ciekawa postać. Jest córką .elig. (? nieczytelne) Lemkowicza i Rozali Leaufer (? nieczytelne). Przed wojną mieszkała w Krakowie. Wyemigrowała do Francji w roku 1938 i tam zawarła związek małżeński z Abrahamem Jagodzińskim właścicielem firmy skupu złomu. Do Polski przyjeżdżała wielokrotnie, głównie na zaproszenie Czesława Ringera, byłego szefa zaopatrzenia MPP, zamieszkałego w Warszawie przy ulicy Przyjaciół 1 m. 11, oraz na zaproszenie Stefana Ringera, zamieszkałego w Krakowie przy ul. Wolności 6 m 4.      

W czasie pobytu w naszym kraju w latach 1948, 1951, 1963, 1965, 1967 Lea Jagodzińska była gościem u m.in. następujących osób: Rozalii i Edwarda Ochabów, Mariana Naszkowskiego (byłego ambasadora w Moskwie i wiceministra spraw zagranicznych), Ruty i Stanisława Radkiewiczów, Idalii Juryś (była naczelnik wydziału MSZ, usunięta z partii i MSZ za postawę proizraelską), Heleny Michnik (matki Adama), Leopolda Domb-Treppera (przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce), Henryka Gałeckiego (byłego szefa Oddziału Ruchu Drogowego MO), Jana Kawińskiego (byłego wicedyrektora w MBP, pracownika Wydziału Zagranicznego KC), Gustawy Kamińskiej (naczelnik Wydziału MSZ), Romany Toruńczyk (matki Barbary Toruńczyk), Romy Alater, Bronisławy Norton (pracownicy PAP), Stefana Naeugera (przewodniczący Komisji Pomocy Społecznej Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce w Krakowie).

Zabawna sytuacja miała miejsce w 1965 roku w naszej ambasadzie we Paryżu, kiedy to Lea Jagodzińska, starając się o wizę, stwierdziła, ze jej celem podroży do Polski jest odwiedzenie rodziny przewodniczącego Rady Państwa i zażądała jednocześnie zwolnienia jej z opłat wizowych ponieważ wszyscy wysoko usytuowani w Polsce jej znajomi przyjeżdżający do Francji są na jej utrzymaniu.

Wróćmy jednak na krajowe podwórko i do „Komandosów”. Równie dobre kontakty mieli oni z korespondentami pism zachodnich w Polsce i pracownikami placówek zagranicznych.

Oto niektóre przykłady. Na początku grudnia 1966 roku Henryk Szlajfer poznaje dziennikarzy amerykańskich Eugene Kramera z Associated Prees i Henry Kamme z New York Times. W kawiarni „Harenda” w Warszawie znajomość z nimi zawarli również A. Michnik, E. Smolar i I.Lasota.

Inna grupa studentów (tj. B. Grzeliński – student Wydziału Historii UW, A. Gawerski – student tego samego wydziału, J. Kajetanowicz – student Wydziału Handlu Zagranicznego SGPIS, M.M.Leśniodorska – studentka Wydziału Pedagogiki UW) utrzymywała śmiały kontakt z pracownikami ambasady amerykańskiej Normanem Tarzelem (?nieczytelene), Davidem Fischerem i Teodorem Hertelem (?nieczytelne)

„Komandosi” utrzymywali też dobre kontakty z korespondentem „La Monde” w Polsce - Bernardem Marguarittem (pierwszy dziennikarz , który przekazał na Zachód wiadomość o zdjęciu z desek Teatru Narodowego „Dziadów”), z Georgem Parguanav`em (?nieczytelne) i wielu innymi.

Przesyłanie wiadomości na Zachód ułatwiał „Komandosom” polski dziennikarz Interpressu Jerzy Brodzki (właściwie Bronsztajn),. któremu informacje na bieżąco przekazywali A. Michnik i H. Szlajfer.

Dla lepszego orientowania się w marcowych rozruchach studenckich w Warszawie i innych miastach Polski koniecznie trzeba poznać sylwetki czterech panów: J. Kuronia, A. Zambrowskiego, W.Góreckiego i H. Szlajfera.

Pierwszy – Jacek Kuroń, syn Henryka, urodził się w roku 1934 we Lwowie. Matkę miał Żydówkę, ojciec z zawodu inżynier był członkiem OMS „Życie” i PPS. W latach 1936 – 1937 ojciec Jacka pracuje jako redaktor wydawanego we Lwowie „Dziennika Ludowego”. Jesienią 1939 roku Henryk Kuroń podjął współpracę z redakcją „Czerwonego Sztandaru”. Po wojnie został w Warszawie sekretarzem Naczelnej Organizacji Redakcji Wydawnictw Szkolnictwa Zawodowego, następnie był kierownikiem działu CRZZ, a później pracował w spółdzielczości. Był członkiem PZPR.

Natomiast jego syn, Jacek Kuroń już jako uczeń szkoły średniej aktywnie działał w ZMP (Związek Młodzieży Polskiej), pracował w Zarządzie Stołecznym ZMP. W 1953 rozpoczął studia na Wydziale Historii UW. Na uczelni działając w Zarządzie Uczelnianym ZMP ….....(tu 15 wierszy jest całkowicie nieczytelnych, podam więc dane z Wikipedii dla porównania)

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Kuro%C5%84

(ur. 3 marca 1934 we Lwowie, zm. 17 czerwca 2004 w Warszawie) – polski polityk, jeden z przywódców opozycji w okresie PRL, historyk, działacz tzw. Czerwonego Harcerstwa, współzałożyciel KOR, dwukrotny minister pracy i polityki socjalnej, w latach 1989–2001 poseł na Sejm X, I, II i III kadencji. Kawaler Orderu Orła Białego.

 

Życiorys

Okres PRL

W 1949 został działaczem Związku Młodzieży Polskiej (ZMP). Od 1952 pracował jako etatowy instruktor w wydziale harcerskim stołecznego ZMP, wstąpił wówczas do PZPR.

W 1955 założył Krąg Walterowski, którego był komendantem do 1961. W latach 1957–1964 pracował w Głównej Kwaterze ZHP, gdzie pełnił m.in. funkcję kierownika Wydziału Programowego. W 1953 został przewodniczącym zarządu uczelnianego ZMP na Politechnice Warszawskiej. W listopadzie 1953 usunięto go z tej organizacji, jak i z PZPR za krytykę koncepcji ideowej ZMP. Od 1955 brał udział w zebraniach Klubu Krzywego Koła. Związany pośrednio z Klubem Poszukiwaczy Sprzeczności. Proponował stworzenie rad robotniczych, które wybierałyby Centralną Radę Delegatów.

W 1957 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Rok wcześniej ponownie został przyjęty do PZPR. Usunięty z tej organizacji po napisaniu w 1964 wraz z Karolem Modzelewskim Listu otwartego do Partii, krytykującego biurokratyzację i niedostatecznie klasowy charakter systemu politycznego PRL. W jego miejsce proponował „demokrację robotniczą” z takimi rozwiązaniami, jak referendum, gdzie podejmowano by decyzję, jaka część dochodu narodowego miałaby być konsumowana, a jaka przeznaczona na inwestycje. Robotnicy przyjmowaliby w „kolektywny” sposób decyzje dotyczące planu gospodarczego. List otwarty był inspirowany myślą trockistowską i poglądami Milovana Đilasa. W 1965 został opublikowany przez paryską „Kulturę”, a dzięki licznym edycjom dokonanym na Zachodzie przez organizacje radykalnej lewicy stał się znanym w skali międzynarodowej dokumentem polskiej myśli politycznej[1]. Za współudział w pisaniu Listu skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności w 1965, zwolnienie uzyskał w 1967. W 1968, w związku z wydarzeniami marcowymi, został aresztowany i skazany za organizację strajków studenckich tym razem na karę 3 i pół roku pozbawienia wolności. W 1975 współorganizował akcję mającą zablokować poprawki do Konstytucji PRL. Należał do sygnatariuszy Listu 59. We wrześniu 1976 był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Komitetu Obrony Robotników, a w 1977 KSS „KOR”. Współpracował z Biurem Interwencyjnym KSS „KOR”. Od 1977 wchodził w skład redakcji niezależnego kwartalnika „Krytyka”, od 1978 wykładał w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych[2]. Opowiadał się wówczas za koncepcją tzw. finlandyzacji, czyli uzyskania przez Polskę na arenie międzynarodowej statusu Finlandii (demokracja parlamentarna o suwerenności ograniczonej na rzecz Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich)[3].

Z powodu represji nie mógł znaleźć pracy w instytucjach państwowych, został więc fikcyjnie zatrudniony jako osobisty sekretarz pisarza Igora Newerlego. W latach 70. opublikował pod pseudonimem kilka powieści kryminalnych[4]. Podczas działalności opozycyjnej używał pseudonimów Maciej Gajka, Elżbieta Grażyna Borucka, EGB.

W lipcu i sierpniu 1980 organizował sieć informacji o ruchu strajkowym. We wrześniu 1980 był doradcą Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego został 13 grudnia 1981 zatrzymany w sopockim Grand Hotelu, internowany, a w 1982 aresztowany pod zarzutem próby obalenia ustroju, zwolniono go w 1984 na mocy amnestii. W czasie uwięzienia w listopadzie 1982 zmarła jego pierwsza żona Grażyna (Gajka).

 

III Rzeczpospolita

W 1989 brał udział w rozmowach Okrągłego Stołu. W latach 1989–1990 i 1992–1993 był ministrem pracy i polityki socjalnej w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej. Od 1989 do 2001 sprawował mandat posła na Sejm czterech kadencji z ramienia Komitetu Obywatelskiego (był także wśród założycieli ROAD), Unii Demokratycznej i Unii Wolności. W wyborach w 1995 kandydował na urząd Prezydenta RP, zajął 3. miejsce, uzyskując 9,2% głosów.

W 2000 wraz z drugą żoną Danutą założył Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach, którego został pierwszym rektorem.

Występował przeciwko łamaniu praw człowieka w Chinach i Tybecie[5]. Pogrzeb Jacka Kuronia odbył się 26 czerwca 2004 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Sam deklarował się jako osoba niewierząca[6]. Został pochowany w Alei Zasłużonych. W uroczystościach pogrzebowych udział wzięli m.in. prezydent i przedstawiciele władz RP; głos zabrali m.in. Adam Michnik, Marek Edelman, Karol Modzelewski i Wiktor Juszczenko[7].


 

Poglądy

Jacek Kuroń był zwolennikiem niepodległości Białorusi, Litwy i Ukrainy. Już w 1974 roku pisał: Suwerenność Ukrainy, Białorusi i Litwy to program walki o suwerenność Polski i jednocześnie są to jej realni, a nie egzotyczni sojusznicy. Dla opozycji politycznej w Polsce ta myśl musi stanowić dyrektywę działania[8].

 

Odznaczenia i wyróżnienia

Ordery i odznaczenia

  • Order Orła Białego (1998)[9]
  • Srebrny Krzyż Zasługi (1961)[2]
  • Medal Pamiątkowy 13 Stycznia (1992, Litwa)[10]
  • Krzyż Oficerski Legii Honorowej (1993, Francja)[11]
  • Medal Zasługi Republiki Czeskiej II Stopnia (2003, Czechy)[12]
  • Wielki Krzyż Zasługi Orderu Zasługi RFN (Niemcy)
  • Order Księcia Jarosława Mądrego (Ukraina)
  • Order Wielkiego Księcia Giedymina (Litwa)
  • Order Ecce Homo (2001)[13]
  • Order Uśmiechu (2001)

Nagrody i wyróżnienia

  • Honorowe obywatelstwo miasta Lwowa (5 lipca 2002)[14]
  • Nagroda Pojednania Polsko-Ukraińskiego

 

Upamiętnienie

W 2005 na gmachu Ministerstwa Polityki Społecznej w Warszawie odsłonięto tablicą upamiętniającą Jacka Kuronia[15].

Na fasadzie domu przy ul. Mickiewicza na warszawskim Żoliborzu, w którym mieszkał, wmurowana została tablica pamiątkowa. W marcu 2010 nazwę Jacka Kuronia otrzymał plac u zbiegu ulic: Gdańskiej, Potockiej, Słowackiego oraz ks. Jerzego Popiełuszki[16]

W ramach Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących Bednarska powstało Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia działające przy ul. Kłopotowskiego w Warszawie.

W 2011 pomnikowy dąb szypułkowy rosnący w Białowieskim Parku Narodowym przemianowano na Dąb Jacka Kuronia.

Część ulicy Wieczystej we Wrocławiu przemianowano na ulicę Jacka Kuronia.

Życie prywatne

Jacek Kuroń był synem Henryka Kuronia (1905–1982) i Wandy z domu Rudeńskiej (1911–1978)[17]. Mąż Grażyny (Gai) Kuroń (zm. 1982), a od 1990 Danuty Kuroń. Ojciec Macieja Kuronia.

 

…..... wracam do tekstu czytelnego

 

W 1962 roku z powodu „upartego manifestowania błędnych koncepcji pedagogicznych” zwolniono Kuronia z pracy w ZHP.

W 1966 roku Kuroń został aresztowany i skazany za działalność antypaństwową na 3 lat więzienia. Kilka miesięcy później, tj. już w roku 1967, Minister Sprawiedliwości zezwolił J.Kuroniowi i K.Modzelewskiemu na przygotowania rozprawy doktorskiej u tego samego promotora. W maju 1967 roku J. Kuroń opuszcza już więzienia choć nigdy nie zaprzestał działalności politycznej. Mógł więc aktywnie włączyć się do przygotowań wystąpień młodzieży akademickiej w marcu przyszłego roku.

 

Drugi, Antoni Zambrowski, syn Romana. Urodził się w 1934 roku. Podczas wojny razem z rodzicami przebywał w ZSRR. W latach 1951 – 1955 studiował w Moskwie na Wydziale Ekonomiki Uniwersytety im. Łomonosowa. Studia ukończył. Ojciec Antoniego, Roman Zambrowski, był do lipca 1963 roku członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC, któremu podlegały praktycznie wszystkie sprawy wewnątrzpartyjne. Miał więc prawie niczym nieograniczoną możliwość oddziaływania na wszystko co się działo w tamtych latach w polskim życiu społeczno-politycznym.    

Po powrocie z ZSRR Antoni Zambrowski wstępuje do PZPR. Działał tez w ZMP, RZM i w ZMS. Około 4 lat pracował w przemyśle maszynowym, a następnie jako wykładowca w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Kierowniczych.

W 1957 roku Anoni Zambrowski aktywnie protestował przeciwko przeciwko decyzji W.Gomułki o zamknięciu żydowskiego pisma „Po Prostu”.

W 1962 roku rozpoczął studia doktoranckie na Wydziale Ekonomii Politycznej UW pod kierunkiem profesora W. Brusa, u którego w rok później został asystentem.

Dwa lata później, tj w roku 1965, postanowił włączyć się do działalności katolickich kół opozycji politycznej. W tym celu przeszedł tegoż roku z judaizmu na chrześcijanizm. Fakt ten zamanifestował ślubem kościelnym i chrztem dziecka oraz udziałem w kościelnych obchodach Milenium.

Mimo to judaizm był mu zawsze bliższy, z czym nie krył się przebywając wśród młodzieży żydowskiej. W czerwcu 1966 roku A. Zambrowskiego usunięto z partii.

 

Trzeci Komandos, to Wiktor Górecki (właściwie Muhlrad), syn Jana, urodzony w 1946 roku. Jego ojciec, Jan, był członkiem KPP, PPR i PZPR, ma stopień generała brygady rezerwy WP. Ostatnio pracował jako dyrektor generalny w Ministerstwie Finansów.

Za granicą przebywają trzej bracia i siostra ojca Wiktora. Jeden z nich, Hugo Muhlrad, mieszka w Brazylii,gdzie jest m.in. właścicielem przedsiębiorstwa handlowego „Sulamex”.

W 1957 roku Jan Górecki wspólnie z radcą handlowym ambasady PRL w Brazylii doproweadził do zawarcia kontraktu handlowego z firmą „Sulamex” w wyniku czego gospodarka nasza straciła kilkaset tysięcy dolarów.

Minęło od tamtego czasu 25 lat i mamy nowa aferę. Minister Handlu Wewnętrznego i Usług A.Kostrzewski doprowadził do kontraktu na import z firmy pana Hugo Muhlrad`a z Brazyli skór, obuwia i mydła. Efekt - ponieśliśmy milionowe straty w dolarach.

Inny brat Wiktora Góreckiego mieszka w Paryżu. Nazywa się Milek Muhlrad i jest lekarzem. Również w Paryżu mieszka trzeci brat Jana Góreckiego, Tolek Muhlrad właściciel przedsiębiorstwa samochodowego oraz siostra Ada Muhlrad.

Wróćmy do syna Jana, Wiktora Góreckiego. W 1963 roku rozpoczął on studia na Wydziale Filozoficznym. Był on głównym organizatorem obozu w Kampinosie, w Ośrodku PTTK, gdzie uzgodniona szczegóły całej akcji na UW.

 

Ostatnim Komandosem, którego szczegóły życiorysu ujawnię, jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, urodził się w 1947 roku. Ojciec jego należał do KZMP, K PP, WKP(b), PPR i PZPR. Zaraz po wojnie był wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej we Wrocławiu. Ostatnio pracował jako cenzor w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.  

Natomiast syn Henryk Szlajfer do ZMS wstąpił w szkole średniej. W roku 1967 rozpoczął studia na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Od 1966 roku brał udział prawie we wszystkich akcjach Komandosów. W 1968 roku, będąc na III roku studiów, został skreślony z lity studentów. Ale o tym później.

Zanim przejdę do tzw. wypadków marcowych podam, że o przygotowaniach Komandosów byli dobrze poinformowani:

       - Ówczesny I sekretarz KC PZPR - Romuald Jezierski (został później nawet kierownikiem Wydziału Oświaty i Nauki KC) .

       - Sekretarz KC PZPR d.s. Propagandy – Jerzy Waszczuk (obecnie sekretarz KC)

       - Sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR – Zdzisław Żandarowski (później został kierownikiem wydziału i sekretarzem KC).

       - Minister Oświaty i Szkolnictwa Wyższego – Henryk Jabłoński.

       - Kierownik Wydziału Organizacyjnego KC – Edward Babiuch

      - Kierownik Wydziału Nauki KC – Andrzej Werblan

Mam nadzieję, że o tym w jaki sposób wykorzystali oni posiadane informacje, dowie się kiedyś   społeczeństwo polskie bezpośrednio z ich ust. Żyją przecież niektórzy z nich i nawet aktywnie dziś działają na rzecz tzw. odnowy socjalistycznej.

Teraz znając już sylwetki przyszłych bohaterów wydarzeń Uniwersytecie Warszawskim i ich mocodawców w władzach partyjno-państwowych możemy przystąpić do chronologicznego przedstawienia istotnych wypadków, które wyprzedziły zamieszki na ulicach Warszawy w I kwartale 1968 roku.

Jest 1 marca 1967 roku. Wojska izraelskie przekraczają granice Egiptu, Syrii i Jordanii. W ciągu zaledwie 6 dni zajmują one obszar łącznie o powierzchni 62,5 tysiąca km2, tj. teren trzykrotnie większy od powierzchni samego Izraela. Po tej agresji na kraje arabskie przywódcy państw socjalistycznych spotkali się w czerwcu w Budapeszcie i tam potępili oni Izrael i postanowili zerwać z Izraelem stosunki dyplomatyczne.

Decyzja ta spotkała się w kręgach żydowskich w Polsce z wielkim oburzeniem. Nienawiść do Gomułki, który pierwszy poparł stanowisko ZSRR wobec Izraela, osiągnęła apogeum.

12 lipca 1967 roku odbyło się kolejne tajne posiedzenie CKŻwP. Na tym właśnie posiedzeniu zapadła decyzja o przystąpieniu Komandosów do przygotowywanej wcześniej akcji. Szczegóły z zakresu taktyki i metod działania miały zostać omówione na kolejnym, wrześniowym CKŻwP.    

Pospiech - podkreślali działacze CKŻwP – jest jak najbardziej wskazany, ponieważ W.Gomułka przystąpił do usuwania ze stanowisk tych wszystkich, którzy publicznie manifestowali swoje poparcie dla Izraela. A było takich osób sporo i to nie tylko w KC PZPR i w rządzie.

16 listopada 1967 roku członkowie Prezydium CKŻwP, debatując nad zorganizowaniem demonstracji na UW, nie mogli ustalić jednego, czyli właściwego zapalnika-iskry, która później mogłaby się zmienić nie tylko w płomień ale i w niszczycielski pożar społeczny.

Wprawdzie znane były fakty stagnacji ekonomicznej kraju, ewidentne błędy w decyzjach gospodarczych, ale nie można było się tym posłużyć ponieważ w Rządzie właśnie za te sprawy odpowiadali ich wielcy opiekunowie jak np. S. Jędrychowski (przewodniczący Komisji Planowania przy Radzie Ministrów), J. Albrecht (minister finansów), M. Jagielski (minister rolnictwa) itp. Pomijał już role samego premiera J. Cyrankiewicza-Zimermana.

Dlatego też szukano czegoś wzniosłego, symbolicznego, czegoś co poruszy serca i uczucia, a zgubi, tak potrzebny w takich chwilkach, rozsądek. Już dawno stary mędrzec mawiał: „Szukaj, a na pewno znajdziesz”. Tak dochodzi do pomysłu wykorzystania dramatu A. Mickiewicza pt. „Dziady”. Opracowania inscenizacji podjął się K. Dejmek, a główną rolę Konrada powierzono Gustawowi Holubkowi (obecnie dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie i poseł na sejm).

Najważniejszym zadaniem K. Dejmka było wyeksponować w sztuce wszystkie antyrosyjskie akcenty, a zadaniem G. Holubka było odpowiednio i właściwie je sprzedać publiczności.

Działacze żydowscy dobrze wiedzieli, że gdy wieści o tym, co się dzieje w sztuce granej w Teatrze Narodowym, dotrą do ówczesnego sekretarza KC Zenona Kliszki, to ten nakaże sztukę zdjąć z afisza nie informując społeczeństwa o motywach tej decyzji, a to wywoła falę plotek, domysłów i emocji, które później wykorzysta się do postawionych przez nich celów.

Nie wybiegajmy za daleko w przyszłość. Tak więc po Warszawie zaczęły krążyć różne wieści o sztuce pt.”Dziady” wystawianej w Teatrze Narodowym. Rośnie powoli atmosfera skandalu i podniecenia.

Jakoś uwadze wielu ludzi uszło, że na każdym prawie przedstawieniu jedna trzecia pierwszych miejsca zajmowali zawsze ci sami ludzie, na czele z dwoma zmieniającymi się znanymi pisarzami: Antonim Słonimskim-Sztomą i Jerzym Andrzejewskim.      

Gdy atmosfera skandalu wokół przedstawienia osiągnęła odpowiednie nasilenie, to wtedy puszczono plotkę, że na skutek interwencji ambasadora ZSRR ma być ona zdjęta ze sceny. Ten chwyt miał na celu jeszcze bardziej spotęgować antyrosyjskość „Dziadów”.

Na taką pułapkę dał się złapać Kliszko i dnia 15 stycznia polecił ministrowi Kultury zdjęcie „Dziadów” ze sceny z dniem 30 stycznia 1968 roku. Na to tylko czekała CKŻwP.

Teraz należało się starannie przygotować do tego ostatniego przedstawienia. Polecono Dejmkowi m.in. zmienić zakończenie sztuki. W nowej wersji zakończenie „Dziadów” brzmiało: „niedługo koniec dziadów” (czytaj - Dziadów).  

30 stycznia działacze żydowscy, głównie młodzież, zjawili się w Teatrze Narodowym w pełnym komplecie. Ostatnie przedstawienie było jednym, wielkim wiecem antyradzieckim. Po wyjściu widzów z teatru doszło do awantur na placu i na pobliskich ulicach.

Do akcji wkroczyło MO. Zatrzymano m.in. J. Lityńskiego, A.T. Seweryna, J. Dajczgewanda, M.Alistera, E. Morawską. Osoby te stanęły przed Kolegium. Już następnego dnia rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją do Sejmu z protestem w sprawie zdjęcia ze sceny:”Dziadów”. Informację o tym uzyskał od H.Szlajfera, jeszcze przed zdjęciem „Dziadów” ze sceny, korespondent „La Monde” B. Margeritte i przekazał ją do Paryża (ale sprawność).

Dodam jeszcze ciekawostkę – tekst petycji do sejmu ogłoszono już 29 stycznia, a więc na dzień przez zakończeniem przedstawień „Dziadów”.

Teraz działania potoczyły się lawinowo, a głownie dlatego, że wokół Komandosów zapanowało jakieś dziwne milczenie. Notatki prasowe na temat tego, co miało miejsce się przed Teatrem Narodowym były lakoniczne. Nie ukazano prawdziwych inicjatorów tych wydarzeń, ich motywów i planów. A szkoda, bo uniknęlibyśmy tego, co zdarzyło się dwa miesiące później.

2 lutego 1968 roku Adam Michnik spotyka się z posłem T. Mazowieckim z Klubu „Znak”, z którym uzgadnia jakie materiały mają mu dostarczyć Komandosi, by Mazowiecki mógł je przedstawić na forum Sejmu.

17 lutego 1968 roku Irena Lasota przekazała w Kancelarii Sejmu petycję do Marszałka Sejmu z protestem przeciw odwołaniu dalszych przedstawień „Dziadów”. Na 75 listach widniało około 3400 podpisów.

Jednocześnie listy z petycją otrzymał T. Mazowiecki, obecnie naczelny redaktor pisma „Solidarność”.    

22 lutego na naradzie Komandosów w mieszkaniu Baumana podjęto trzy zasadnicze decyzje:

       - najpóźniej w tydzień po Nadzwyczajnym Zjeździe Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich musi być na UW zorganizowany więc.

       - Kuroń i Modzelewski napiszą ulotkę omawiająca zdjęcie ze sceny „Dziadów” i nawołującą do protestów tej sprawie.

       - wszyscy Komandosi włączą się do akcji szeptanej propagandy w sprawie „Dziadów”, by stworzyć sprzyjającą wiecowi atmosferę.

Teraz uruchomiona machina nabiera coraz większych obrotów. 24 lutego Kuron i Modzelewski zredagowali tekst ulotki zatytułowanej „Sens polityczny zdjęcia „Dziadów” A Mickiewicza”, ktor a rozkolportowano na wszystkich Wydziałach UW.

29 lutego 1068 roku rozpoczął się Zjazd Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Tylko nieliczni wiedzieli, że jest od od początku do kona przygotowany i wyreżyserowany. Pierwszoplanowe role na nim grali A. Słonimski, P. Jasienica, J. Andrzejewski, J.J. Lipski, W.Wirpsza, A. Szpotański, I. Bocheński, T. Konwicki, A. Ważyk, M. Jastrun, M. Wańkowicz i inni.

Materiały ze Zjazdu zostały natychmiast przekazane Komandosom i rozkolportowane na UW i na innych uczelniach.

Przekazanie materiałów tzw. „uchwalonej rezolucji” i tekstów niektórych „gniewnych twórców” było tylko formalnością, ponieważ ich teksty Komandosi znali już kilka dni wcześniej.

3 marca w mieszkaniu J. Kuronia przy ulicy Mickiewicza w Warszawie odbyła się narada sztabowa. Obecnych jest 40 osób, w tym prawie wszyscy Komandosi.

Wiadomi już o relegowaniu w UW A. Michnika i H. Szlajfera. Wiadomość o tym Komandosom przekazała już 20 lutego 1968 roku żona Stefana Staszewskiego w czasie spotkania z B. Toruńczyk, H. Szlajferem i J. Lityńskim, a później potwierdziła to córka prof. Schaffa (p.o. dyrektora Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR).

W czasie narady zapadła decyzja, że wiec zostanie zwołany w środę 6 marca 1968 roku o godzinie 12.00, kiedy to na UW znajduje się najwięcej studentów.

Następnego dnia na odprawie sztabu termin wiecu zostaje przesunięty na 8 marca. Jednocześnie dokonano pewnych korekt w przyjętym scenariuszu:

       - rezolucję odczyta Irena Lasota

       - w delegacji rektora uczestniczyć mają m.in. A. Smolar, I. Lasota, W. Holsztyński, R. Bugaj (obecnie doradca ekonomiczny ZZ „Solidarność”, pracuje w Instytucie Planowania przy RM).

       - ustalono też kto, co i kiedy będzie skandować na wiecu oraz jakie hasła i kiedy należy rzucać w zebrany tłum.

6 marca odbyły się dwie interesujące narady. Pierwsza w mieszkaniu J. Andrzejewskiego, gdzie obecni byli m.in. J. Bocheński, J.J. Lipski, Daniel Passent (redaktor „Poliutyki”, krewny L.Brystiger i R. Zambrowskiego), W. Wirpsza i tu postanowiono wysłać list do rektora UW z apelem o wyrozumiałość i tolerancję.

Drugie wydarzenie to posiedzenie Komitetu Uczelnianego PZPR. Obecni na nim byli A.Michnik, I. Grudzińska, B. Toruńczyk, S. Blumsztajn, J. Lityński. Jak się można domyśleć, to na tym zebraniu nie podjęto żadnej decyzji.

7 marca Komandosi dowiadują się od S. Staszewskiego, którego z kolei poinformować miał I Sekretarz Komitetu Dzielnicowego Warszawa Wola Jerzy Łukaszewicz, iż rozpatruje się możliwość wprowadzenia na teren UW aktywu robotniczego.

Wróćmy na moment do pewnej rozmowy, jaka 2 lutego odbyła się między W. Gomułką a przewodniczącym Komisji Planowania przy Radzie Ministrów S. Jędrychowskim..Ten drugi sugerował W. Gomułce potrzebę uporządkowania spraw rynku, a zwłaszcza podniesienie cen detalicznych na żywość, co powinno nastąpić w pierwszych dniach marca. S. Jędrychowski miał podobno propozycję te uzgodnić z J. Albrechtem (Ministrem Finansów) i H. Sznajderem (Ministrem Handlu Wewnętrznego).

Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby akcja Komandosów zbiegła się z podwyżką cen detalicznych na żywność. Na szczęście W. Gomułka nakazał S. Jędrychowskiemu i J.Cyrankiewiczowi wstrzymać się z tą decyzją.

Wróćmy do scenariusza zdarzeń, które miały się rozpocząć 8 marca 1968 roku. Zakładano, że na wiecu, już pierwszego dnia, wysunie się kwestie obrony praw studentów i protest przeciwko bezprawnym relegacjom. Równolegle miała się rozpocząć akcja solidarnościowa środowiska literackiego.    

Te dwa postulaty miały być tylko wstępne. Po prostu środowisko akademickie nie było jeszcze przygotowane do przyjęcia pełni żądań politycznych, które nieco później Komandosi młodzieży zaserwowali.

Na wiecu 8 marca zamierzano doprowadzić do:

       - utworzenie Studenckiego Komitetu Strajkowego, oczywiście opanowanego przez Komandosów, a następnie nadanie mu trwałej formy organizacyjnej pod nazwą Rewolucyjne Komitety Studenckie

       - sprecyzowanie zarysu platformy politycznej tych Komitetów    

Aby to utworzyć należało osiągnąć atmosferę histerii, chaosu, emocji odbierających młodym ludziom rozum. Jednego tylko się najbardziej obawiano, że władze wprowadzą od razu do akcji MO. Jeżeli tak się stanie - twierdzono – cały wysiłek pójdzie na marne, ale i w tym przypadku „nie sprzedamy się tak łatwo”. Gdyby jednak władze partyjne zgodziły się z nimi zasiąść do stołu, to zwycięstwo jest pewne. Z takim przekonaniem przystąpiono do działania.

8 marca 1968 roku o godzinie 12.00 na dziedzińcu UW zebrało się około 1200 studentów. I.Lasota odczytuje tekst rezolucji przygotowanej już 4.III.1968 r. Wnosi się przygotowane plakaty z hasłami i rozdaje ulotki.

Około 13.45 na teren UW przywieziono robotników z warszawskich zakładów pracy. Nie przyniosło to żadnego skutku. Studenci zaczęli nawet robotnikom ubliżać i rzucac w kierunku nich drobne przedmiotu i drobne monety.

O godzinie 14.45 do akcji wkraczają oddziały ORMO, ale i to nie daje – zdaniem władz pożądanym efektów.

W tej sytuacji o godzinie 15.00 wkraczają na UW odziały MO. I okazuje się skuteczne – wiec zostaje rozpędzony.

Następnego dnia Komandosi rozpowszechniają plotkę z informacja jakoby na terenie UW dnia 8 marca została zabita studenta będąca w ciąży (uderzenie oddziaływające na wyobraźnie odbiorcy plotki) o nazwisku M. Baraniecka.

Jak się później okazało (a TV ją również pokazała) M.Baraniecka nie była w ogóle na terenie UW i nie została zbita, tylko od kilku dni chorowała i leżała w łózko w domu. A i nie była też w ciąży.

Plotka o śmierci zrobiła swoje. 7 marca ponownie poczęły się zbierać grupy młodzieży i niektórzy wyszli na ulicę wznosząc m.in. okrzyki „Roman do Biura”. Chodziło o powrót Romana Zambrowskiego do Biura Politycznego, a później na stanowisko I sekretarza KC. Kontrkandydatem był Jerzy Morawski-Szloma, ale Komandosi doszli do wniosku, że ten ma miej zalet niż Zambrowski.

9 marca Andrzej Manowel (? nieczytelne) spotkał się ze Stefanem Żółkiewskim od którego zażądał spowodowania, by naukowcy PAN wystosowali do W. Gomułki protest w sprawie zastosowania na terenie UW akcji MO. Żółkiewski upewnił go, że już wcześniej podjał odpowiednie kroki i że protest taki będzie wysłany.

10 marca był w Warszawie dniem spokojnym, nie licząc rozlepiania ulotek.

Tego dnia Jan Gross, wraz z I. Disłowickim (? nieczytelne), udali się do Krakowa. Tam J. Gross odbył spotkanie z prof. N. Kołodziejską, prof. K. Grzybowskim i z Piotrem Skrzyneckim z „Piwnicy pod Baranami”. Rozmowa dotyczyła możliwości porozumienia środowiska akademickiego na znak solidarności z Warszawą.

Podobni emisariusze wyjechali do Poznania, Szczecina, Łodzi, Gdańska, Katowic, Lublina, Wrocławia, Siedlec, Legnicy i Tarnowa.  

W dniu 11 marca młodzież i dołączone do niej grupy chuliganów zdemolowały kino „Kultura”, Bibliotekę Rolniczą, kioski Ruchu, wystawy sklepowe, samochody itp.

Na wielu uczelniach w kraju do 20 marca odbywały się wiece i zebrania. Kierowały nimi, podobnie jak w Warszawie, komitety wyłonione przez studentów.

W dniu 25 marca we Wrocławiu ukonstytuował się tzw. Ogólnopolski Komitet Ruchu Studenckiego do koordynacji działań studentów. W zebraniu uczestniczyli studenci z Wrocławia, Warszawy, Poznania, Krakowa, Szczecina, Gliwic, Łodzi i Lublina. W wyniku odbytych obrad ustalono termin następnej demonstracji na 22 kwietnia.

By wyjść z twarzą z rozruchów studenckich Komandosi w dniu 28 marca podjęli następny krok i zorganizowali na UW wiec, na którym, przedstawili swój program pod nazwą „Deklaracja ruchu studenckiego”.

Ja pamiętamy do demonstracji w dniu 22 kwietnia nie doszło. Gomułka podjął decyzję o ujawnieniu niektórych spraw zakulisowych i prawdziwych intencji organizatorów wydarzeń marcowych. To uspokoiło atmosferę.

Analizując wydarzenia marcowe nie sposób nie dostrzec zbieżności sił, celów i metod inspiratorów i organizatorów tych wydarzeń z tymi wydarzeniami, których byliśmy świadkami w Czechosłowacji. Był to więc element zakrojonej na szerszą skale akcji. Wykorzystali niewiedzę studentów, wykorzystali błędy naszego kierownictwa, wykorzystali wszystko co tylko można było wykorzystać w kraju i zagranicą. A gdy zorientowali się, że ponoszą klęskę nie zawahali się nawet przed zastosowaniem makabrycznego chwytu z trupem młodej dziewczyny rzekomo zamordowanej w czasie zajść.

Po prostu inicjatorom zajść chodziło o zmianą w Polsce władzy. Jak wiemy nie udał im się plan, a głownie dlatego, ze przerwano milczenie na temat ich rodowodu, planów i powiązań z niektórymi prominentami życia partyjno-rządowego.

Po tym co wydarzyło się w marcu można było się spodziewać poważanych zmian w Komitecie Centralnym i Rządzie. Prześledźmy niektóre z tych zmian.

11 kwietnia 1968 E. Ochab za powiązania z Komandosami zostaje odwołany ze stanowiska Przewodniczącego Rady Państwa. Jego miejsce w Belwederze zajął M. Spychalski, dotychczasowy minister obrony narodowej.

Tego samego dnia odwołano m.in. F. Pisulę ze stanowiska ministra przemysłu spożywczego i skupu i mianowano na jego miejsce Stanisława Gucwę (obecnego marszałka sejmu). S tym tez dniu W. Jaruzelski został ministrem obrony narodowej. Odwołano także ze stanowiska ministra członka rządu M. Lesza.

9 lipca 1968 roku zakończyło się dwudniowe posiedzenie Plenum KC PZPR, a na którym zwolniono E. Ochaba ze stanowiska członka Biura Politycznego i z funkcji sekretarza KC W. Wichę. Jednocześnie na tym samym Plenum B. Jaszczuk, sekretarz KC, został członkiem Biura Politycznego a M. Moczara wybrano na zastępcę członka Biura Politycznego i na sekretarza KC.

Tydzień później, tj. 15 lipca 1968 roku, sejm odwołał J. Albrechta ze stanowiska ministra finansów, a kierownictwo tego resortu objął Stanisław Majewski. K. Świtała został ministrem spraw wewnętrznych (po M. Moczarze), a J. Kostrzewski został ministrem zdrowia i opieki społecznej (po J.Sztachelskim).

Ważne wydarzenie miało miejsce jesienią tegoż roku. 11 listopada rozpoczął się w Warszawie V Zjazd Partii. Trwał 6 dni. Na i Plenum KC wybrano Biuro Polityczne w następującym składzie: J .Cyrankiewicz, E. Gierek, W. Gomułka, B. Jaszczuk, S. Jędrychowski, Z. Kliszko, St. Kociołek, W.Kruczek, I. Loga-Sowiński, M. Spychalski, R. Strzelecki, J. Tejchma,

W nowym Biurze Politycznym było już tylko dwóch działaczy żydowskich, tj. J. Cyrankiewicz (premier) i S. Jędrychowski (przewodniczący Komisji Planowania).

Zastępcami członków Biura zostali: M. Jagielski, P. Jaroszewicz, M. Moczar,. J. Szydlak.

W tym gronie był tylko jeden działacz narodowości żydowskiej – Mieczysław Jagielski, kierujący już 10 lat Ministerstwem Rolnictwa. Pojawiła się w nowym kierownictwie nowa postać – J. Szydlak, dotychczasowe I Sekretarz KW w Poznaniu. Dopiero w latach siedemdziesiątych wyszło na jaw, że w czasie wojny był żołnierzem Wermachtu. W stopniu sierżanta walczył na terenie Belgii i północnej Francji. Oczywiście nie można mieć do niego pretensji o to, że jako młody mieszkaniec Górnego Śląska został wcielony do armii Hitlera. Nasuwa się tylko pytanie: Czy ludzie z takim życiorysem musieli piastować aż tak wysokie partyjne i państwowe stanowiska.

Podobny życiorys ma Janiurek, były rzecznik prasowy rządu, a obecnie nasz ambasador w Meksyku.

Na tym samym I Plenum KC wybrano także Sekretariat KC w składzie: W. Gomułka – I Seketarz, członkowie: B. Jaszczuk, Z. Kliszko, M. Moczar, S. Olszowski, A. Starewicz, R.Strzelecki, J. Szydlak, J. Tejchma.

Tu tylko Starewicz był narodowości żydowskiej, ale podlegała mu m.in. Kancelaria Sekretariatu, tak więc kontrolował całość pracy kierownictwa KC. Nie wyschło więc źródło informacji dla CKŻ.

22 grudnia 1968 roku zebrał się Sejm, na którym dokonano poważanych zmian w składzie Rady Ministrów. Ze stanowiska wiceprezesów Rady Ministrów odwołano: Z. Nowaka i F. Waniołkę. Odwołano również S. Jędrychowskiego z funkcji przewodniczącego Komisji Planowania (został ministrem spraw zagranicznych), W. Trąmpczyńskiego ze stanowiska ministra handlu zagranicznego (został I zastępcą przewodniczącego Komisji Planowania, a następnie ambasadorem PRL w USA), A. Rapackiego ze stanowiska ministra spraw zagranicznych (odszedł na emeryturę) i E. Szyra ze stanowiska przewodniczącego Komitetu Nauki (zachował stanowisko wiceprezesa Rady Ministrów). W tym samym dniu J. Kulesza został przewodniczącym Komisji Planowania przy Radzie Ministrów.

29 kwietnia 1969 roku Janusza Burakiewicza mianowano ministrem handlu zagranicznego, a 10 września M. Zajfryd, w miejsce P. Lewińskiego, został ministrem komunikacji.

Trudna sytuacja gospodarcza zmusza W. Gomułke do szukania rozwiązań. Po prawdzie, to powinni robić to ci, którzy doprowadzili kraj do takiego stanu tzn. J. Cyrankiewicz, S.Jędrychowski, J. Albrecht, E. Szyr, M. Jagielski i inni.

Oni zaś cicho przeżywali gorycz porażki marca 1968 roku. Pocieszało ich tylko jedno, że teraz Polacy będą musieli zakasać rękawy i mocno zabrać się do roboty zwłaszcza w takich dziedzinach gospodarki jak rolnictwo, budownictwo mieszkaniowe, komunikacja zbiorowa itd.

Nawarstwiały się problemy w takich dziedzinach jak oświata, nauka, ochrona zdrowia, kultura itp.

Zapewne wielu Polaków jeszcze pamięta szereg działań systemowych i reform podjętych w tamtych latach. Dokumenty i materiały dotyczące tych spraw są ogólnie dostępne dlatego temat ten pominę.

To co miało być najtrudniejsze i najgorsze dopiero czekało ówczesną ekipę partyjno-rządową. Należało bowiem opracować nowy system zarządzania gospodarka polegający głównie m.in. na zastąpienie wskaźników dyrektywnych wskaźnikami parametrycznymi wyzwalającymi samoinicjatywę pracowników.

Zaproponowany system zarządzania gospodarką w wielu kręgach społecznych wyszydzano nazywając go „systemem bodźców”. Reforma była jednak konieczna, chociaż w pierwszym okresie mogła spowodować obniżenie stopy życiowej społeczeństwa.

Zdawali sobie z tego sprawę działacze żydowscy. Ponieśli w marcu 1968 roku porażkę, to fakt, lecz z rewanżu nigdy nie zrezygnowali. Nie udało się wprawdzie usunąć Gomułki własnymi siłami, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby Polacy to sami zrobili z ich dyskretnej inspiracji. Zwrócono więc uwagę na tych ludzi, którzy marzą o błyskotliwej karierze.

Pierwszą osobą, którą postanowiono wciągnąć do tej brudnej gry był Edward Babiuch (ówczesny kierownik Wydziału Organizacyjnego KC, X.1956 – XII.1970). Wprawdzie znano go dobrze, ale i tak zebrano wszelkie możliwe informacje dotyczące jego osoby, jak np. rodzaj hobby, prywatne zamiłowania i zainteresowania. Bowiem twierdzono, że trzeba znać człowieka doskonale, jeżeli chce się z nim zrobić coś takiego jak usuniecie I Sekretarza KC.

Kilku działaczy żydowskich (J. Zarzycki, J. Morawski i R. Zambrowski) było wcześniej (w ZMP i w KC) jego bezpośrednimi przełożonymi. Przyjaciółmi Babiucha byli także ówcześni kierownicy Wydziałów KC, też pochodzenia żydowskiego, A. Starewicz i A. Werblan.

Liczono też, że Babiucha „nie zawiedzie pamięć”, że to właśnie działacze pochodzenia żydowskiego umożliwili mu wejść na kilka pierwszych stopni schodów wiodących do wielkiej kariery politycznej i państwowej.

I nie pomylili się. W „małym człowieku” był „wielki duch”. Babiuch zdawał sobie jednak sprawę, ze nie jest na tyle popularny w partii i w narodzie, by tak od razu zastąpić na stanowisku I Sekretarza W. Gomułkę. Świadomość tego faktu mieli też działacze Centralnego Komitetu Żydów w Polsce.

Analizując ten problem „grupa inicjatywna” , łącznie z Babiuchem, doszła do wniosku, że jest taki działacz partyjny, znany powszechnie i lubiany, który mógłby zastąpić Gomułkę. Nazywał się Edward Gierek, przyjaciel E. Ochaba i R. Zambrowskiego.  

  1. Gierek od marca 1956 roku był prawie bez przerwy w najwyższym kierownictwie partyjnym. Kierując katowicką organizacją partyjną cieszył się wówczas autentycznym poparciem tamtejszych członków partii. Trzeba przy tym pamiętać, że była to wtedy, i nadal jest, największa w kraju organizacja partyjna. Te argumenty, ale też i inne, przeważyły o tym, aby w tej rozgrywce właśnie postawić na Gierka. Ale o tym potem.

Plan sprowokowania powstania strajków robotniczych mógł się udać tylko w przypadku stworzenia realnego zagrożenia ich poziomu życia. A zagrożenie takie mogła przecież spowodować przygotowywana podwyżka cen detalicznych na artykuły żywnościowe, zwłaszcza na mięso i jego przetwory. Obmyślono, że trzeba tylko popełnić taki niby „dyskretny błąd” w rodzaju konsultacji, poprzedzających podwyżkę cen, na terenie w wielkiego zakładu przemysłowego, będzie zagwarantowany wybuch niezadowolenia.

I jeszcze jeden generalny warunek musiał być spełniony, tj. protest klasy robotniczej powinien rozpocząć się daleko od Warszawy, aby centralne kierownictwo partyjne działało z opóźnieniem a nie z wyprzedzeniem działającej się akcji.    

W takiej sytuacji „centrum”, opierając się na dostarczanych mu droga pośrednią informacji, nawet przy najlepszych intencjach, może podjąć choćby jedną bledną decyzję a oto przecie „grupie inicjatywnej” chodziło.

Trzeba bowiem stale pamiętać, iż histeria wywołuje histerię, tworzy się błędne koło, które można i trzeba zatrzymać głownie radykalnym działaniem, a to nie zawsze zyskuje przychylność pokaźnej grupy społeczeństwa. Cóż z tego, że w teorii zgadzają się z tym, że racje mniejsze muszą ustąpić miejsca racjom większym, gdy w praktyce bywa z tym różnie.

Zostawmy na razie plany działaczy żydowskich oraz grupy karierowiczów narodowości polskiej i zobaczmy jakie zmiany zaszły w Rządzie na początku roku 1970. W tym miejscu jedna dygresja:a marcu 1970 roku J. Kuleszę na stanowisku przewodniczącego Komisji Planowania zastąpił St.Majewski, zaś Kulesza został wiceprezesem Rady Ministrów.

30 czerwca Sejm odwołał: M. Olewińskiego ze stanowiska wicepremiera Rady Ministrów, Romana Gesinga ze stanowiska ministra leśnictwa i przemysłu drzewnego, A. Radlińskiego ze stanowiska ministra przemysłu chemicznego, M. Jagielskiego ze stanowiska ministra rolnictwa.

Jednocześnie mianowano: M. Jagielskiego - wiceprezesem Rady Ministrów, St. Kociołka – wiceprezesem Rady Ministrów, Okuniewskiego – ministrem rolnictwa.

Przypomnę również kto kierował poszczególnymi Wydziałami w KC:

Biuro listów i inspekcji..................................Zygmunt Olejak, do III.1971.

Zakład historii partii.......................................Norbert Kołodziejczyk, do IV.1971.

Biuro spraw kadrowych.................................Jan Morczak, do XII.1970.

Kancelaria sekretariatu KC............................Stanisław Trapczyński do II.1971.

Wydział kultury..............................................Wincenty Kraśko, do II.1971.

Wydział nauki................................................Andrzej Werblan, do II.1971.

Wydział ogólny..............................................Bolesław Fendek, do VI.1971.

Wydział organizacyjny..................................Edward Babiuch, do XII.1070. Zastępcami byli:                                                                                Teodor Palimąka, IX1963 – XII.1970.

                                                                        Stanisław Mleczko, II.1965 – II.1972.

                                                                       Eugeniusz Głubek, I.1969 – I.1971.

                                                                        Zdzisław Żandarowski, II.1969 – XII.1970.

Wydział planowania i finansów.....................Franciszek Blinowski, do III.1971.

Wydział propagandy masowej.......................Tadeusz Wrębiak, do I.1972.

Wydział przem. cieżkiego i komunikacji.......Stanisław Kowalczyk, do XII.1971.

Wydział przem. Lekkiego, handlu i budow....Tadeusz Wieczorek, do III.1971.

Biuro prasy......................................................Wiesław Bąk, do I.1972.

Wydział rolny..................................................Eugeniusz Mazurkiewicz, do XII.1974

Wydział samorządowo-admin........................Stanisław Kania, XII.1968 – IV.1971.

Wydział zagraniczny.......................................Józef Cz...ak, (nieczytelne), do IV.1971.

Centralna szkoła partyjna................................Władysław Zastawny, do II.1971.

 

Zanim przejdę do omówienia okresu bezpośrednio poprzedzającego wydarzenia grudniowe na Wybrzeżu podzielę się kilkoma refleksami związanymi ze stylem, formą i metodami W. Gomułki.

Teraz z perspektywy kilkunastu lat, które upłynęły od tamtego czasu, można z całą pewnością stwierdzić, bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie, że Gomułka jest człowiekiem wielkiego formatu. Wiernie służył sprawie, którą uważał za słuszną, tj. budowanie we Polsce socjalizmu. Tej sprawie oddał wszystko co miał: młode lata, energię, zapał, ambicje, wiedzę itd. Znany był w KC PZPR i Rządzie z dużej pracowitości. Wymagający wobec siebie ale także od ludzi z najbliższego otaczającego go środowiska. Surowy wobec każdego, który łamał praworządność, sprzeniewierzał się państwu i partii.

Strach przed karą powodował, że wielu z ówczesnych dygnitarzy partyjno-państwowych, mając nawet nie mniejsze niż w latach siedemdziesiątych możliwości nielegalnego nabywania szeregu dóbr konsumpcyjnych, na ogół nie robili tego. Być może wynikało to z faktu, że W. Gomułka nawołując do skromności, pracowitości i rzetelnego służenia sprawie sam dawał swoim postępowaniem takiego postępowania przykład, choćby tym, że przez kilka lat z rzędu, będąc już I sekretarzem KC, mieszkał w dwupokojowym mieszkaniu w bloku na osiedlu Saska Kępa, a potem zajmował tylko cztery pokoje na Osiedlu na Skarpie.

Z tego m.in. powodu osobistości niżej umieszczone w hierarchii partyjno-rządowej musiały trochę hamować swoje zapędy nowobogackie. Jest to zrozumiałe, bowiem z ludźmi bez takich hamulców W. Gomułka szybko się rozstawał.    

Działacze żydowscy znaleźli i na to sposób. Majątek, w formie zielonych banknotów, umieszczono na dyskretnych kontach w bankach francuskich, szwajcarskich, austriackich. Spartańskie życie w kraju wynagradzali sobie później podczas wojaży zagranicznych. A o tym wiedzieli tylko wtajemniczeni.

Gorzej natomiast było z Polakami, którzy mieli podobne aspiracje, a nie posiadali powiązań z różnego rodzaju odpowiednimi środowiskami na Zachodzie. Tym działacze żydowscy oferowali „dobre usługi” np. w zakresie kupna potrzebnych drobiazgów, w znalezieniu na okres wakacji mieszkania w Paryżu dla córeczki lub synka pragnących pogłębić znajomość języka francuskiego itd. Zaczynało się więc na niewinnych gestach, które przybierały później rozmiary afer politycznych i gospodarczych.

Inne, bulwersujące sprawy z tamtych lat, to tzw. „przecieki” z posiedzeń Biura Politycznego i Sekretariatu KC. Dochodziło nawet do tego, że w tym samym dniu, w którym Biuro Polityczne na określony temat debatowało, to już wieczorem tego dnia Radio Wolna Europa komentowało wypowiedzi poszczególnych członków posiedzeń.

Dziś już wiemy kto i w jaki sposób informował mocodawców rozgłośni radiowej w Monachium. Byli to trzej panowie narodowości żydowskiej zasiadający w Biurze Politycznym i w Sekretariacie, a przekazywano wiadomości w podobny sposób jak w marcu 1968 roku.

Nie mając w tym zakresie konkretnych dowodów przeciwko konkretnym osobom, a tylko podejrzenia, W. Gomułka zaczął stopniowo ograniczać częstotliwość posiedzeń Biura Politycznego i Sekretariatu KC.  

Praca kierownictwa partyjnego coraz bardziej polegała na uzgadnianiu przez Gomułkę ważnych decyzji tylko z Z. Kliszo, B. Jaszczukiem, M. Spychalskim i R. Strzeleckim. Myślę, że nie należy pisać jak zachowywali się w tej sytuacji pozostali członkowie władz partyjnych i państwowych.

Obserwując działalność W. Gomułki w 1970 roku łatwo zauważyć, że wiele czasu poświęcał polityce zagranicznej, a szczególnie normalizacji naszych stosunków z NRF. Może w tym zasługa ówczesnego ministra spraw zagranicznych Stefana Jędrychowskiego. Niewiele więc czasu pozostawało na rozwiązywanie bieżących problemów krajowych.

Tutaj dał się wyczuć u Gomułki brak wiedzy ekonomicznej. W tych sprawach zdał się całkowicie na B. Jaszczuka, który całkowicie pochłonięty w ostatnich miesiącach 1970 roku projektem reformy gospodarczej nie podejrzewał, że to są ostatnie dni pracy w Komitecie Centralnym.

Tu mała ciekawostka. Działacze żydowscy wiedzieli dosłownie i w przenośni o każdym kroku Jaszczuka we gmachu KC. Informatorem była sekretarka, obecnie ajentka kawiarni „Izabella” tuż obok Teatru Żydowskiego.

Już 7 grudnia 1970 roku podpisano w Warszawie układ o normalizacji stosunków między PRL i NRF. W kontaktach z tym państwem zapoczątkowano nowy po wojnie rodzaj stosunków polegający na tym, że wyciszono ton wrogości i odwetu za popełnione przez Niemców zbrodnie na Polakach.

Tego dnia nazwa naszego kraju pojawiła się prawie we wszystkich środkach masowego przekazu na świecie. W. Gomułka wymieniany był jako jeden z głównych współtwórców tego, ważnego politycznie, układu. Wielu wówczas działaczy z centralnego kierownictwa partyjno-państwowego miało powody do zadowolenia. Udało się przecież doprowadzić do porozumienia, bądź co bądź, z naszym odwiecznym wrogiem. Sam W. Gomułka poczuł się trochę zmęczony (miał wtedy 65 lat) i nosił się z zamiarem pójścia na kilkudniowy urlop. Ja się później okazało, to poszedł... ale na wieloletni odpoczynek.

 

Kulisy projektu podwyżki cen  

Trzymajmy się jednak chronologii wydarzeń. Tego samego dnia (7 grudnia 1970 roku) o godzinie 21.00 w jednym z mieszkań przy ul. Przyjaciół spotykają się czterej panowie – Stefan Jędrychowski, Mieczysław Jagielski, Józef Cyrankiewicz, Jerzy Albrecht.

Tematem rozmowy jest sprawa przygotowywanej podwyżki cen na artykuły żywnościowe i możliwości ewentualnego wykorzystanie jej do sprowokowania wystąpienia robotników przeciwko temu zamiarowi.

Ustalono, że do proponowanego projektu, w ostatniej chwili, wniesie się pewne poprawki, które nieznacznie, ale zauważalnie, obniżą poziom dochodów ludności najmniej zarabiającej. To właśnie miało stanowić swego rodzaju zapalnik dla protestów robotniczych. Wprawdzie nad projektem nowych cen pracowało wielu ludzi z Państwowej Komisji Cen, Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Ministerstwa Finansów, ale całość prac przecież koordynowała Komisja Planowania a konkretnie wiceprzewodniczący tej Komisji Witold Trąmpczyński z Instytutu Planowania, który bardzo wiele działaczom żydowskim zawdzięczał.

System decyzyjny polegał na tym, że opracowane propozycje cenowe była najpierw zatwierdzane przez wicepremiera M. Jagielskiego, a następnie przez premiera J. Cyrankiewicza, sekretarza KC B. Jaszczuka i na końcu przez W. Gomułkę.

Ja już wspomniałem, to B. Jaszczuk, zajmujący się w Sekretariacie KC problematyką ekonomiczną, sprawy związane z podwyżką cen na żywność wypuścił spod kontroli, do której był przecież zobowiązany z racji zajmowanego stanowiska w KC. Jego rola sprowadziła się do wypowiedzenia sakramentalnego zdania w chwili, gdy Cyrankiewicz przedstawił mu cały projekt, tj. że zgadza się i poprze ten plan u Gomułki. Nie wdając się w szczegóły można dziś powiedzieć, ze sama podwyżka, z ekonomicznego punktu widzenia, była jak najbardziej słuszna, ale należało jednocześnie zadbać, aby realne dochody ludzi najmniej zarabiających niem uległy zmniejszeniu. Potrzebna była więc dla tej grupy społeczeństwa odpowiednia rekompensata. Ale o tym nikt nie pomyślał. Nie było to jednak, jak się to później okazało, przypadkowe przeoczenie.

 

Przygotowania do wydarzeń gdańskich            

9 grudnia w mieszkaniu Stefana Staszewskiego odbyło się spotkanie, w którym oprócz gospodarza, uczestniczyli Jerzy Albrecht, Jerzy Morawski, Jerzy Zarzycki-Neugebauer, Andrzej Werblan i kilka innych osób. Tematem rozmów był scenariusz akcji na Wybrzeżu w dniu 12 grudnia, a konkretnie w Stoczni im. Lenina.

Warto ujawnić motywy jakimi kierowali się działacze z CKŻwP decydując się na przeprowadzenie całej akcji właśnie w gdańskiej stoczni.

Po pierwsze dlatego, że pracowało w tej stoczni wielu aktywnych uczestników zajść z marca 1968 roku – było się więc na kim oprzeć.

Po drugie – był to największy zakład na terenie Trójmiasta. Tam udany początek powinien od razu gwarantować duży udział robotników w „autentycznym proteście”.

Po trzecie - w przypadku przeniesienia się protestu na ulice Gdańska istniało prawdopodobieństwo, iż do robotników doliczy się margines społeczny, a to już temperaturę wydarzeń mogło podnieść do takiego poziomu, który będzie wymagał użycia siły dla opanowania sytuacji.

Trzeba wiedzieć, że w roku 1970 na terenie całego Trójmiasta zamieszkiwało około 10 tysięcy osób mających nielegalne źródła utrzymania.

Po czwarte – istniało duże prawdopodobieństwo, że w ramach tzw. solidarności ze stocznią im. Lenina zastrajkuje też Stocznia im. Warskiego w Szczecinie i Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Liczba robotników biorących udział w proteście znacznie tym sposobem wzrośnie.

Po piąte – Gdańsk jest zbyt daleko od Warszawy, a ośrodek dyspozycyjny milicji mieścił się w stolicy. Jeśli taki ośrodek miałyby być umieszczony w Gdański, to w praktyce jego kompetencje byłyby i tak ograniczone. Oznaczało to, że niektóre ważne decyzje będą zapadały nie na miejscu lecz w Warszawie. W takiej sytuacji, jeżeli nawet nie dojdzie do podjęcia błędnych decyzji, to na pewno dojdzie do opóźnień w ich podejmowaniu. A to jest prawi to samo.

Po szóste - to załoga gdańskiej stoczni będzie się czuła oszukaną ponieważ kilka dni wcześniej na spotkaniu aktywu stoczni z wicepremierem Stanisławem Kociołkiem usłyszano z ust przedstawiciela rządu, że nie planuje się w najbliższym czasie podwyżki cen detalicznych na żywność.

Po siódme - „pomyślny” rozwój wydarzeń przeprowadzony w taki sposób jak wyżej zaplanowano dostarczy ówczesnemu kierownikowi Wydziału Organizacyjnego KC, Edwardowi Babiuchowi, argumentów do przeprowadzenia poufnych rozmów z niektórymi członkami Biura Politycznego i członkami KC w sprawie potrzeby powołania w trybie pilnym Plenum KC i dokonania zmiany na stanowisku I Sekretarza KC. Zadania będzie o tyle ułatwione – twierdzili - że najprawdopodobniej członkowie KC nie będą zorientowani w tym, co się dzieje na Wybrzeżu. Możliwości więc oddziaływania na ich wyobraźnię są prawie nieograniczone. Dlatego też Plenum musi się odbyć w trakcie wydarzeń, kiedy to i członkom KC udzieli się atmosfera podniecenia i niepokoju paraliżująca logiczne myślenie.

Po ósme – podwyżkę wprowadza się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy dochodzi do wzmożonych zakupów żywności. Temperatura oburzenia społeczeństwa powinna więc wzrosnąć.

Po dziewiąte – jeżeli nawet nie da się sprowokować robotniczych strajków, to ujawnione później tego próby i inspiracje będzie można przypisać działaniom agentów imperialistycznych przypływających do Gdańska na statkach kapitalistycznych bander.

Zanim opiszę przebieg wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu podam jeszcze jeden bardzo ważny fakt jaki miał miejsce 12 grudnia 1970 roku w 4 mieszkaniach młodych robotników Stoczni im. Lenina, byłych studentów Politechniki Gdańskiej relegowanych z uczelni w marcu 1968 roku a zamieszkałych w Gdańsku (przy ulicy Słowackiego, Świerczewskiego, Starogardzkiej i przy Al. Zwycięstwa. Nie wymieniam ich nazwisk ponieważ powiedział mi jeden z tej czwórki, że żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z tego w jakiej grze bierze udział i czym to się w końcu zakończy.

Relację z odbytych wtedy rozmów ograniczę tylko do podjętych postanowień. Zadaniem owych 4 robotników było doprowadzenie do przerwania pracy na dwóch wydziałach stoczni, gdzie byli zatrudnieni, i poprowadzenie robotników pod budynek dyrekcji, by tam zaprotestowali przeciwko podwyżkom cen żywności.

Przybysze z Warszawy, a było ich osiem osób, przekonali tych niezbyt świadomych sprawy 4 robotników, że protest pracowników stoczni spowoduje natychmiastowe wycofanie decyzji o podwyżkach cen żywności, za którymi opowiada się ponoć tylko W. Gomułka i B. Jaszczuk.

Dla dodania większej zachęty do działania przybysze z Warszawy pozostawili koperty z zielonymi banknotami.

A teraz prześledźmy przebieg wydarzeń na Wybrzeżu. Jak już wspomniałem decyzja o podwyżce cen detalicznych weszła w życie 12 grudnia 1970 roku, a więc na 2 tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy to mają miejsce wzmożone zakupy żywności.

 

Przebieg wydarzeń na Wybrzeżu    

     14 grudnia 1970 roku rano w dwóch zakładach Stoczni im. Lenina przerwano pracę i opuszczono stanowiska pracy. Robotnicy udali się pod budynek administracyjny stoczni pociągając za sobą pracowników innych zakładów. Zgromadzeni na terenie stoczni robotnicy kwestionowali decyzje o podwyżce cen, zgłaszali szereg żądań ekonomicznych, występowali przeciwko niektórym aspektom polityki gospodarczej i socjalnej państwa.

Temperatura wiecowania rosła. Jakoś uwadze tłumu uszedł fakt, że najdłużej i najgłośniej skandowało różnego rodzaju hasła ośmiu ludzi ubranych w nowe, ciemnogranatowe kombinezony. Dwóch z ich zdążyło w międzyczasie otworzyć bramę zakładu, am pozostała szóstka nawoływała do pójścia pod gmach KW PZPR, gdzie są ludzie bardziej kompetentni do wycofania podwyżki cen żywności niż dyrekcja stoczni.

Naste pnie około 900 osób opuściło zakład i udało się w kierunku Komitetu Wojewódzkiego. Wieść o strajku rozeszła się po Trójmieście lotem błyskawicy. Do robotników zaczęli dołączać przypadkowi ludzie z ulicy. Tłum idący ulicami powiększał się szybko.

Po dojściu pod gmach KW PZPR tłum zachowywał się podobnie jak na terenie stoczni; wysuwano te same żądania.

Grupa około 40 osób, w wieku 18-20 lat, próbowała dwukrotnie podpalić gmach KW, a nastepnie opanować miejscową rozgłośnię radową. Tyko na próbach to się skończyło.

W godzinach południowych zaczęły go Gdańska przybywać nowe jednostki MO. Do kierowania milicją został wydelegowany wiceminister spraw wewnętrznych generał H. Słabczyk.

O godzinie 12.00 wystartował z Warszawy do Gdańska samolot, na pokładzie którego znajdowali się: St. Kociołek – wicepremier, A. Karkoszka – I Sekretarz KW w Gdański (dziwne jest to, że nie był w Gdańsku w dniach przedzjazdowych strajk) i F. Kaim - minister przemysłu ciężkiego.

Po południu, gdy do głosu doszedł tzw. margines społeczny, ton wystąpień zaczął być coraz bardziej ostry. Rozpoczęto wznosić barykady, podpalano samochody i kioski „Ruchu”, rozbijano wystawy sklepowe, zdemolowano gdański Dworzec Główny PKP.

Do ochrony niektórych budynków w mieście po raz pierwszy użyto żołnierzy z jednostek Wojsk Obrony Wewnętrznej. Przez cały dzień informowano Warszawę, że w demonstracjach ulicznych bierze odział element chuligański.          

Wieczorem tego samego dnia przybyli do Gdańska członkowie Biura Politycznego: sekretarz KC Z. Kliszko i przewodniczący CRZZ I. Loga-Sowiński oraz wiceminister obrony narodowej gen.

dyw. C. Korczyński.

   Nic z dnia 124 na 125 grudnia opłynęła względnie spokojnie. Jednak już we wczesnych godzinach rannych do strajku przystąpiły inne zakłady Gdańska żądając uwolnienia osób aresztowanych poprzedniego dnia. Ponownie w Stoczni im. Lenina uformował się pochód demonstracyjny, który ruszył do centrum miasta. Z minuty na minutę wielkość tego pochodu rosła. W rejonie budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Dworca Głównego PKP było już około 40 - 50 tysięcy ludzi.

Demonstranci rozpoczęli atak na budynki KW PZPR i Komendy Wojewódzkiej MO. Następnie zaatakowano KM PZPR, KM MO, NOT, RSW „Prasa” i Dworzec Główny PKP. Budynek KW PZPR został podpalony. Wewnątrz, na wyższych kondygnacjach, znajdowali się ludzie. Histeria i emocje doszło do wprost niewyobrażalnego natężenia. Informacje o tym przekazano Gomułce o godzinie 8.20, który nadal nie wiedział, że wśród demonstrantów jest dużo robotników. O godzinie 9.00 15 grudnia W. Gomułka po konsultacji z M. Spychalskim (Przewodniczącym Rady Państwa) i J.Cyrankiewiczem (premierem) podejmuje decyzję o użyciu przez MO i wojsko broni.

Decyzję o użyciu broni przekazał telefonicznie gen. dyw. G. Korczyńskiemu premier J.Cyrankiewicz. Ustalono, że broń może być użyta w przypadku:

                   - bezpośredniego atakowania milicjantów i żołnierzy

                   - podpalania i niszczenia budynków

                   - stwarzania zagrożenia dla życia ludzkiego

Określono również zasady jej użycia:

                  - po ostrzeżeniu głosem pierwsze strzały oddawać do góry

                  - w przypadku zbliżania się tłumu do milicjantów i żołnierzy strzelać bezpośrednio w                         bruk przed napierającymi demonstrantami.

                   - a jeżeli to nie powstrzyma napierających do strzelać salwami w nogi

Decyzja ta obowiązywała od godziny 12.00 w dniu 15 grudnia, tj. po 1,5 dnia trwających zamieszek.

Szczególnie groźna sytuacji wytworzyła się tego dnia, tj. 15 grudnia, wokół budynku KW PZPR. Znajdujący się tam, na wyższych kondygnacjach budynku, ludzie, tj. pracownicy KW i ochraniający ich milicjanci i żołnierze mieli odciętą drogę ewakuacji (palił się podpalony parter). Przyjście z pomocą uniemożliwiał zgromadzony tłum. Trzeba było użyć siły dla jego rozpędzenia. Pierwszy strzał został oddany ślepą amunicją z czołgu, ale wywołał wśród tłumu tylko salwy śmiechu. Wtedy milicja oddała strzały w górę. Ktoś zaczął w tłumie krzyczeć, że zastrzelono małe dziecko (jak się okazało później była to nieprawda, a plotkę tę podała też „Wolna Europa”). Wtedy duża grupa ludzi wpadła w swego rodzaju furię i złapała jednego z milicjantów, którego zlinczowano wyrywając mu wszystkie kończyny. Była to pierwsza ofiara śmiertelna wydarzeń. Jakie nastroje wywołało to na milicjantach nie trzeba chyba opisywać.

Mała dygresja w tym miejscu. Szanowny czytelniku, przez moment wyobraź sobie, że jesteś w tej chwili szeregowym milicjantem, któremu wydano rozkaz ochrony określonego obiektu przed rozwścieczonym tłumem, tłumem, który liczy 20-30 razy więcej ludzi niż liczą siły porządkowe, które ty reprezentujesz. Wprawdzie masz palkę gumową, hełm, motacz gazowy i pistolet, ale czy lęk i strach przed utratą życia nie paraliżują twego umysłu, nie powodują, ze stajesz się nerwowy i podejmujesz decyzję zanim się nad nią zastanowisz.

Ktoś kto nie ma wyobraźni, kto nie widział i nie przeżył tamtejszych wydarzeń może sobie rozprawiać teoryjki o braku rozwagi wśród milicjantów i żołnierzy i inne tego typu snuć rozważania. Jestem pracownikiem naukowym ale byłem tam i widziałem wiele. Dlatego być może mam świadomość tego o czym wielu ludzi zapomina, że milicjant lub żołnierz to też człowiek reagujący podobnie jak większość z nas.

Wróćmy do przebiegu zdarzeń. W godzinach wieczornych 15 grudnia został powołany sztab lokalny, na czele z gen. Korczyńskim, do kierowani akcją. Powołano go co najmniej o jeden dzień za późno. W jego skład weszli: wiceminister s;praw wewnętrznych – H. Słabczyk, komendant KW MO w Gdańsku - płk Kolczyński. Sztab miał działać w porozumieniu z sekretarzem KC - Z.Kliszko.

W tym samym dniu, również wieczorem, przybył do Gdańska kolejny wiceminister spraw wewnętrznych, H. Szlachcic, z zadaniem zorganizowania zapasowego stanowiska dowodzenia MSW. A tak naprawdę po to, by na miejscu zorientować się o stanie sytuacji i poinformować o tym E. Babiucha i E. Gierka.

Wieczorem 15 grudnia zaczęły do Gdańska przybywać kolejne jednostki milicji i wojska. W innych rejonach Wybrzeża, za wyjątkiem Gdyni i Elbląga, panował spokój. W Gdyni, w godzinach przedpołudniowych 15 grudnia, część pracowników Stoczni im. Komuny Paryskiej, Stoczni Remontowej i Dalmoru opuściła stanowiska pracy i udała się początkowo pod budynek KW PZPR,. A następnie pod budynek Miejskiej Rady Narodowej. Marynarce Wojennej polecono wówczas zabezpieczyć ochroną kilka obiektów w mieście. W Elblągu natomiast demonstraci podpalili KW PZPR.


 

W nocy z 15 na 16 grudnia odbyło się w Gdańsku posiedzenie Egzekutywy KW PZPR z udziałem członka Biura Politycznego KC Z. Kliszki.

Oceniając przebieg wydarzeń uczestnicy posiedzenia doszli do wniosku, że następnego dnia, tzn. 16 grudnia, dojdzie w mieście do kolejnych demonstracji. W związku z tym Kliszko nakazał przeprowadzić blokadę stoczni.

Rano 16 grudnia załogi Stoczni im. Lenina, Stoczni Remontowej i Północnej ogłosiły strajk okupacyjny. Tego dnia nie pracowało wiele zakładów w Gdańsku.

Przed budynkiem dyrekcji Stoczni im. Lenina około godziny 7.30 zgromadził się kilkutysięczny tłum. Około godziny 8.00 grupa robotników, znajdująca się na terenie zakładu, zaczęła zbliżać się do bramy nr 2 z zamiarem połączenia się z tłumem zebranym przy budynku dyrekcji stoczni. Przez megafony zaczęto podawać wezwanie by zawrócili i nie próbowali opuszczać stoczni. Podobne komunikaty nadawano już wcześniej, tj. o godzinie 3 – 5 rano.

Grupa robotników idąca do bramy nie posłuchała wezwań do zawrócenia i zaczęła sztormować bramę wyjściową. Padły strzały. Najpierw w górę, a później, gdy szturm na bramę nie ustępował, w bruk. Wiele odbitych od bruku pocisków trafiło w sztormujących bramę robotników. Są pierwsze ofiary śmiertelne. Jest tez wielu rannych.

Następuje jakby gwałtowne osłabienie emocji. Zebrani przed zakładem, jak i na terenie stoczni, zorientowali się, że mogą zapłacić zbyt wysoką cenę za niepodporządkowanie się wezwaniom milicji i wojska. Duże grupy ludzi zebranych wokół budynku dyrekcji stoczni w pośpiechu opuszcza plac udając się z reguły do własnych domów.

Wiadomość o wypadkach pod stocznią rozeszła się błyskawicznie po całym Wybrzeżu. Do Szczecina dotarła dopiero wieczorem 16 grudnia. Świadomość tego, że demonstracje uliczne, to nie jest festyn dotarła nawet do wielu ograniczonych głów marginesu społecznego. W Gdańsku nastąpiło więc radykalne obniżenie temperatury emocji, chociaż sporadycznie dochodzi w mieście do starć ulicznych z milicją i wojskiem.

Tego samego dnia, tj. 16 grudnia zebrany w Elblągu na Placu Jedności i w jego pobliżu tłum zaczął demolować i rozbijać sklepy. W Słupsku usiłowano podpalić gmach Miejskiej Rady Narodowej. Interwancja MO spowodowała, że do tego nie doszło.

Natomiast w Gdyni załoga Stoczni im. Komuny Paryskiej, pracownicy Zarządu Portu i Dalmoru nie pracowały. Wyłoniony przedniego dnia Komitet Strajkowy został w nocy aresztowany. Wywołało to determinację wśród załóg.

Na kolejnym posiedzeniu sztabu lokalnego analizowano sytuację w Gdyni i stwierdzono, że nie można dopuścić do strajku okupacyjnego, który miał się rozpocząć następnego dnia w wielu zakładach tego miasta.

Dlatego też podjęto dwie zasadnicze decyzje:

pierwsza – zwolnić wszystkich pracowników stoczni oraz przeprowadzić następnie weryfikację i wybranym pracownikom pozwolić na podjęcie pracy.

druga – zablokować wszystkie zewnętrzne dojścia do Stoczni im. Komuny Paryskiej, Zarządu Portu i Dalmoru.

Wykonanie pierwszej decyzji zlecono dyrekcji Zjednoczonego Przemysłu Okrętowego, a drugiej gen. E. Korczyńskiemu. O podjętych decyzjach poinformowano też dyrekcję Stoczni im. Komuny Paryskiej.

Gen. E. Korczyński wieczorem 16 grudnia przystąpił do wykonywania drugiej decyzji. Siły porządkowe obsadziły wszystkie dojścia do wymienionych zakładów.

Na posiedzeniu sztabu lokalnego nie był obecny St. Kociołek, który od początku uważał, że apelami i prośbami można w Trójmieście zaprowadzi ład i porządek. Mimo, że jego usiłowania   doprowadzenia do rozwiązania sytuacji według proponowanych przez niego metod okazały się nieskuteczne, postanowił jeszcze raz zaapelować do robotników i rozwagę i podjęcie pracy.

Wygłosił więc wieczorem przemówienie, transmitowane przez telewizję, w którym stanowczo wezwał robotników, by załogi wszystkich zakładów 17 grudnia, od rana, stawiły się w miejscu pracy. Wypowiedź Kociołka był sprzeczna z tym, co postanowił sztab lokalny w stosunku do załóg pracowniczych Gdyni. W wielu domach ludzi zatrudnionych w zakładach gdyńskich nie wiedziano czy posłuchać swoich przełożonych mówiących, by do pracy nie przychodzić, czy wicepremiera Kociołka. Trzeba przyznać, że Kociołek doskonale wiedział, że funkcjonuje sztab lokalny i jego obowiązkiem było swoje przemówienie telewizyjne skonsultować z Z. Kliszko. Nie zrobił tego, chociaż do tej pory wykazywał dużo taktu w działaniu.                      

17 grudnia 1970 roku około godziny 6.00 rano na Dworzec PKP w Gdni przybywają pociągi z robotnikami miejscowych zakładów pracy. Większość z nich to pracownicy Stoczni im. Komuny Paryskiej. Z megafonów na peronach dworca PKP wciąż płyną komunikaty nakazujące ludziom wracać do domów i uprzedzające, że zakłady pracy są zamknięte.

Robotnicy dojrzalsi, tj. w wieku 30 – 50 lat, wsiadają z powrotem do pociągów i odjeżdżają. Zostaje głownie ml odzież szkolna i młodzi pracownicy. Większość z nich w wieku 18 – 24 lat. Na twarzach widać odwagę i chęć walki.

Najodważniejsi, w liczbie ok.250 osób, w ogóle nie słucha wezwań milicji nadawanych przez megafony i szturmem atakuje kordon MO, który miał stanowić pierwszą przeszkodę. Następna przeszkoda to już stanowiska ogniowe MO i wojska. Młodzi po przerwaniu kordonu milicyjnego ruszają dalej do ataku. Idą w ruch butelki z benzyną. Płoną dwa pierwsze czołgi wojskowe. Ktoś z młodych strzelił i tak się zaczęła tragedia atakujących. Padli pierwsi zabici.

Atakujący w popłochu wycofują się i pociągami, wraz z pozostałymi na Dworcu PKP osobami, odjeżdżają z Gdyni.

Na placu przed dworcem i na sąsiadujących z nim ulicach pozostają tylko zabici i ranni. Rozmawiałem, później w szpitalu z Robertem G. 24 letnim pracownikiem stoczni zranionym kolo Dworca PKP. Powiedział mi m.in., że gdy atakowaliśmy milicję o wojsko używając butelek z benzyną, łomów i cegłami, to nikt z nas nie przypuszczał, by mogła paść strzały ostrą amunicją. Dopiero gdy ujrzałem, jak mój kolega pada i nie rusza się, to dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że nie są to żarty i zacząłem uciekać ile tylko miałem sił w nogach na Dworzec PKP.

Przez cały dzień 17 grudnia w rożnych punktach miasta dochodzi do starć MO z małymi grupkami demonstrantów. Rozmiar tragedii powiększa się. Wieczorem sytuacja i jej atmosfera uspakaja się chociaż bardzo powoli.

W Szczecinie 17 grudnia 19y790 roku w godzinach rannych rozpoczęły się strajki w stoczniach im. Warskiego, Remontowej i Gryfia i jeszcze w innych zakładach. Część załóg wychodzi na ulicę. Tłum zmierzając do centrum miasta wywraca po drodze samochody, rozbija wystawy sklepowe itp. Około godziny 14.00 zaatakowano i podpalono budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Następnie podpalono budynki KW MO i Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych. Wieczorem zaatakowani budynek prokuratury i więzienie. Straż więzienna otworzyła do atakujących ogień z wież obserwacyjnych.

W Elblągu, w godzinach przedpołudniowych 17 grudnia, dochodzi do starć z MO i wojskiem. Atakowano budynek KM PZPR. Rozbito kilkanaście sklepów i placówek usługowych. Niektóre z nich podpalono. Siły porządkowe nie użyły broni.

18 grudnia strajkuje głównie Szczecin. W Stoczni im. Warskiego organizowane są grupy osób do wyjścia na ulicę. Na szczęście do tego nie doszło. Mimo to w różnych punktach miasta dochodzi do strać grup manifestującej młodzieży z MO.

Bilans ofiar czterodniowych wydarzeń na Wybrzeżu przedstawiał się następująco: zginęło lub zmarło w wyniku odniesionych ran 41 osób cywilnych i 564 zostało rannych. Ponadto zginęło 17 milicjantów i żołnierzy. Obrażenie poniosło 500 milicjantów, 51 ORMO-wców i 69 żołnierzy.

 

Usunięcie W. Gomułki i zmiany w KC PZPR

Następnego dnia rano informacje o bilansie ofiar otrzymuje W. Gomułka. Jest wstrząśnięty. Stan przygnębienia jeszcze bardziej pogłębia wiadomość, że w wydarzeniach brała udział duża grupa robotników, a nie jak początkowo informowano, że tylko tzw. element chuligański.

Gomułka doznaje ogólnego szoku i zostaje odwieziony do szpitala. Teraz do działania przystępuje E. Babiuch. W porozumieniu z J. Cyrankiewiczem, E. Gierkiem, S. Jędrychowskim, W.Kruczkiem, M. Jagielskim, P. Jaroszewiczem, J. Szydlakiem, A. Starewiczem i J.Tejchmą zwołuje VII Plenum KC.

Formalnie rzecz traktując, to można powiedzieć, ze decyzje tego VII Plenum nie powinny obwiązywać Partię ponieważ nie było decyzji Biura Politycznego o zwołaniu tego Plenum. Zostawmy jednak teoretyczne rozważania i trzymajmy się praktyki. W VII Plenum nie wzięli udziału poza Gomułką m.in. M. Spychalski, Z. Kliszko i inni, o co postarały się podległe Szlachcicowi służby.

Wynik zwoływanego Plenum był już wiadomy przez jego rozpoczęciem. Po prostu - dużą grupę członków KC Babiuch „dobrze” przygotował do udziału w tym Plenum. Jak się później okazało Babiuch był w takich działaniach mistrzem.

A oto wynik dokonanych na Plenum zmian personalnych:

Z Biura Politycznego i Sekretariatu KC zostali odwołani: W. Gomułka, B. Jaszczuk, Z. Kliszko i R.Strzelecki.

  1. Gierka wybrano na I Sekretarza KC (dotychczasowego Sekretarza KW PZPR w Katowicach). Do Biura Politycznego dokooptowano E. Babiucha, P. Jaroszewicza, M. Moczara, S. Olszowskiego i J. Szydlaka.

Skład Biura Politycznego po zmianach na VII Plenum był następujący: E. Babiuch, J.Cyrankiewicz, E. Gierek, P. Jaroszewicz, St. Kociołek, W. Kruczek, J. Loga-Sowiński, M.Moczar, S. Olszowski, J. Szydlak, J. Teichma.

Nowymi zastępcami członków Biura Politycznego wybrani zostali: M. Jabłonowski, W.Jaruzelski, J.Kępa.

W gronie zastępców członków Biura Politycznego pozostał jedynie M. Jagielski.

Natomiast nowymi sekretarzami KC zostali: E. Babiuch, K. Barcikowski, St. Kociołek. Tak więc skład Sekretariatu był następujący: E. Babiuch, K. Barcikowski, E. Gierek, St. Kociołek, M.Moczar, S. Olszowski, A. Starewicz, J. Szydlak, J. Tejchma.

Z analizy składu władz partyjnych wynika, że w Biurze Politycznym była nadal dwóch działaczy narodowości żydowskiej, jeden zastępca członka Biura Politycznego i jeden sekretarz KC. Z wyciąganiem innych wniosków ze składu kierownictwa partyjnego radzę poczekać, ponieważ wyniki VII Plenum były swego rodzaju bezprawiem zastosowanym przez te siły, których jedynym celem było usunięcie W. Gomułki i jego współpracowników i co okazało się później.

Rzeczywiste zamiary E. Gierka, E. Babiucha i M. Jagielskiego i innych poznały dopiero za kilka lat. Dodam tylko, że E. Babiuchowi w nowym sekretariacie polegały sprawy organizacyjne, kadrowe i współpraca międzypartyjna.

Szczególne powody do zadowolenia po VII Plenum mieli panowie E. Gierek, E. Babiuch i J.Szydlak. Nie mniejsze poczucie satysfakcji towarzyszyło również St. Kani, F. Szlachcicowi, Z.Żandarowskiemu, A. Karkoszce. Plan się przecież udał.

Najwięcej jednak radości było na posiedzeniu Prezydium CKŻ, które odbyło się 21 grudnia 1970 roku w późnych godzinach wieczornych. Udało się im bowiem to, co tak bardzo ciążyło im na sercu od marca 1968 roku.

 

Nowy Rząd

  1. Babiuch okazał się być bystrzejszym niż to początkowo wydawało się działaczom żydowskim. W rozmowie z E. Gierkiem zaproponował odwołanie Cyrankiewicza ze stanowiska premiera, a powołanie na to stanowisko P. Jaroszewicza (dotychczasowego wicepremiera i stałego przedstawiciela naszego rządu w PWPG), ponoć dobrze widzianego w Moskwie. Tego się w CKŻ nie spodziewano.

Trzy dni po Plenum, tj. 23 grudnia 1970 roku, dokonano poważnych zmian w Radzie Ministrów. Odwołano:

       - J. Cyrankiewicza ze stanowiska Prezesa Rady Ministrów, został Przewodniczącym Rady Państwa.

       - St. Kociołka ze stanowiska wiceprezesa Rady Ministrów, został Sekretarzem KC.

       - J. Hrynkiewicza ze stanowiska ministra przemysłu maszynowego

       - F. Kaima ze stanowiska ministra przemysłu ciężkiego

Jednocześnie mianowano:

       - P. Jaroszewicza – premierem

       - F. Kaima – wicepremierem

       - J. Mitręgę - wicepremierem

       - T. Wrzaszczyka – ministrem przemysłu maszynowego

           - W. Lajczaka - ministrem przemysłu ciężkiego

 

Początek nawiązywania ścisłych kontaktów z Zachodem.

5 stycznia 1971 roku do Moskwy przybyła polska delegacja reprezentująca już nowe kierownictwo partyjno-państwowe w składzie E. Gierek, P.. Jaroszewicz (jest to ich pierwsza po wyborze wizyta w ZSRR). Sześć dni później złożyli oni wizytę w Berlinie Wschodnim.

13 stycznia 1971 roku do Warszawy przybył dr Rudolf Kirchschläger, Minister Spraw Zagranicznych Austrii, na zaproszenie Ministra Spraw Zagranicznych PRL Stefana Jędrychowskiego.

Była to pierwsza, po ukształtowaniu się nowych władz partyjno-państwowych, oficjalna wizyta przedstawiciela innego państwa. Proszę zauważyć jak szybko zależało Wiedniowi na nawiązaniu owocnych kontaktów z Warszawą.

Gość z Austrii, jak się okazało, trafił na podatny grunt, o czym świadczy toast S.Jędrychowskiego wygłoszony tego dnia po południu na przyjęciu powitalnym. 14 stycznia 1971 roku „Trybuna Ludu” w relacji z tego przyjęcia podała, że „Mówiąc o owocnej współpracy między PRL i Austrią S. Jędrychowski stwierdził, że na rozwój ten patrzymy z dużym zadowoleniem, ale równocześnie stwierdzamy, że przy dobrej woli obu stron istnieją jeszcze dalsze możliwości rozszerzenia tej współpracy z obustronną korzyścią dla naszych krajów. Możliwości te widzimy zwłaszcza w dziedzinie ekonomicznej. Pragniemy szerszej i wolnej od wszelkich ograniczeń wymiany handlowej oraz bardziej zrównoważonej i strukturalnie bardziej właściwej i wszechstronnej współpracy gospodarczej”.

Dzisiaj już wiemy jakie efekty ta współpraca przynosiła i kto osiągał największe z tej współpracy korzyści. Ale o tym dalej.

Inna, tylko z pozoru mniej ważna wiadomość, jaką podał w styczniu PAP, brzmiała: „W dniach 13-14 stycznia przebywał w Bonn Wiceminister Handlu Zagranicznego Ryszard Karski. Przeprowadzał o rozmowy z Ministrem Gospodarki NRF Karlem Schillerem i Prezesem Federacji Izb Przemysłowo-Handlowych Otto Wolfem von Amerongenem”.

Tak zaczął się bardzo dla nas drogi handel z tym krajem.

25-26 stycznia odbyły się pamiętne spotkania E. Gierka z pracownikami stoczni, najpierw w Szczecinie, a później w Trójmieście, gdzie z ust E. Gierka padło słynne pytanie: „Pomożecie?”, na które robotnicy odpowiedzieli: „Pomożemy”.        

Na posiedzeniu Sejmu dnia 13 lutego dokonano kolejnych zmian w Radzie Ministrów. Odwołano między innymi:

- St. Majewskiego ze stanowiska wiceministra i Przewodniczącego Komisji Planowania.

- J. Kuleszę ze stanowiska wicepremiera.

- J. Burakiewicza ze stanowiska Ministra Handlu Zagranicznego.

- St. Gucwę ze stanowiska Ministra Handlu Spożywczego i Skupu.

     - K. Świtałę ze stanowiska Ministra Spraw Wewnętrznych, został Sekretarzem Rady Państwa.

Jednocześnie powołano:

- W. Kraśkę na stanowisko wicepremiera

- K. Olszewskiego na stanowisko Ministra Handlu Zagranicznego

- F. Szlachcica na stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych

- W. Trąmpczyńskiego na stanowisko Kierownika Komisji Planowania

W tych dniach wybuchł w Łodzi strajk miejscowych włókniarzy. Władze przestraszyły się tego i dnia 15 stycznia anulowano grudniową podwyżkę cen detalicznych na artykuły żywnościowe z tym, że decyzja ta miała obowiązywać od 1 marca 1971 roku. Zamiast więc zapewnić najmniej zarabiającym odpowiednią rekompensatę zrobiono coś, co zdecydowanie przeczyło racjom ekonomicznym a dało tylko chwilowy efekt w postaci uspokojenia nastrojów społecznych w niektórych miastach.

21 kwietnia zawarto w Warszawie kolejną międzynarodową umowę gospodarczą. Tym razem z Wielką Brytanią. Ze strony polskiej podpisał ją Minister Handlu Zagranicznego K. Olszewski, a ze strony angielskiej Michael Noble. Umowa przewidywała m.in. udzielenie klauzuli wzajemnego uprzywilejowania i oparcia stosunków handlowych na zasadach GATT.  

Dzień wcześniej, tj. 20 kwietnia, do Japonii udał się Minister Spraw Zagranicznych S.Jędrychowski a towarzyszył mu E. Karski Wiceminister Handlu Zagranicznego.

25 kwietnia rozpoczął się w Pradze XIV Zjazd Komunistycznej Partii Czechosłowacji. PSPR reprezentowała delegacja z E. Gierkiem na czele i nagle 27 kwietnia Gierek zjawia się w Olsztynie, gdzie w towarzystwie M. Moczara bierze udział w spotkaniu z aktywem wojewódzkim, a następnie odwiedza Zakłady Opon Samochodowych „Stomil”.

  1. Moczar przebywał wówczas na urlopie w Łańsku. Kilka dni wcześniej F. Szlachcic znalazł rzekome dowody na to, że Moczar planuje powracającego z Pragi Gierka aresztować na lotnisku. Wiadomość o tym zostaje przekazana Gierkowi, który postanowił skrócić pobyt w Pradze, by zażegnać grożące mu niebezpieczeństwo. Jak się później okazało, to cała to historia była wymysłem
  2. Szlachcica, który w ten sposób zdobył dla siebie prawie nieograniczone zaufanie E. Gierka. Ale, jak to zwykle bywa, czas później jeszcze raz potwierdził, że kto czym wojuje, ten sam od tego ginie.

Jak zapewne jeszcze wielu pamięta skutkiem tych fałszywych denuncjacji było odwołanie M.Moczara ze stanowiska Sekretarza KC i członka Biura Politycznego. 22 czerwca 1971 roku został Moczar prezesem NIK.

  

   Uzdrowienie gopsodarki i państwa      

Chciałbym zwrócić uwagę na pewne wydarzenie, które miało miejsce 28 maja 1971. Tego właśnie dnia w gmachu KC odbyło się posiedzenie Prezydium i Przewodniczących Zespołów Komisji Unowocześnienia Systemu Funkcjonowania Gospodarki i Państwa.

Prezydium tej Komisji stanowili F. Szydlak jako przewodniczący i zastępcy przewodniczącego M.Jagielski, St. Kusiński, J. Pajestka, St. Kania, J. Olszewski, Zb. Madej, F. Szlachcic i T.Wrzaszczyk.

Aż się nie chce wieżyc, że niektórzy i z nich chcą nadal unowocześniać naszą gospodarkę.

Z wydarzeń czerwcowych warto odnotować wizytę S. Jędrychowskiego w Finlandii. W kończącym się półroczu był on naprawdę aktywny w pogłębianiu naszych kontaktów z krajami o odmiennym ustroju.

W tym samym miesiącu dokonano zmiany ma stanowisku przewodniczącego Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej. Miejsce Z. Nowaka, który został ambasadorem w Moskwie, zajął Stefan Misiaczek.

     W czwartym kwartale miały miejsce kolejne zmiany w Rządzie. 26 października M. Jagielski został Przewodniczącym Komisji Planowania z zachowaniem stanowiska wicepremiera. Jerzego Olszewskiego mianowano Ministrem Przemysłu Chemicznego, Włodzimierza Berutowicza – Ministrem Sprawiedliwości.

5 tygodni później przybył do Warszawy Minister Handlu USA - Maurice H.ans (?nieczytelne). Drugiego grudnia 1971 roku spotkał się z nim P. Jaroszewicz. W rozmowach uczestniczyli także J.Szydlak, M. Jagielski, K. Olszewski, P. Karski i W. Trąmpczyński (nowo mianowany ambasador PRL w Waszyngtonie). Wszyscy ci panowie to zwolennicy szerokiego (i prawie na hurra!) handlu z Zachodem.

Już w 1971 roku widać było, że nowa ekipa rządowa w handlu zagranicznym obrała kurs na Wiedeń, Londyn, Paryż (w 1971 roku była w Warszawie cała grupa parlamentarzystów francuskich omawiająca m.in. sprawy kontaktów gospodarczych), Bonn i Waszyngton. Być może to przypadek, ale właśnie w tych stolicach finansjera żydowska odgrywa niepoślednią rolę w życiu społeczno-politycznym i gospodarczym.

 

VI Zjadz Partii

6 grudnia 1971 roku rozpoczął się VI Zjazd Partii. Na I Plenum KC, które zebrało się 11 grudnia wybrano Biuro Polityczne w składzie: E. Gierek, E. Babiuch, H. Jabłoński, M. Jagielski, P.Jaroszewicz, W. Jaruzelski, W. Kruczek, S. Olszowski, J. Szydlak, J. Tejchma.  

W nowym Biurze Politycznym już nie było J. Cyrankiewicza, S. Jędrychowskiego, S. Kociołka, I. Logi-Sowińskiego i M. Moczara. Ubyło więc dwóch działaczy żydowskich (Jozef Cyrankiewicz i Stefan Jędrychowski) oraz I. Loga-Sowiński (spowinowacony z nimi poprzez żonę Żydówkę).

Awansował wprawdzie M. Jagielski, ale uszczerbek kadrowy, w ocenie CKŻ, był jednak za duży. Należało z tego wyciągnąć należyte wnioski. Poza M. Jagielskim w Biourze Poliutycznymm po raz pierwszy znaleźli się H. Jabłoński i W. Jaruzelski.

Zastępcami członków Biura Politycznego zostali: K. Barcikowski, Z. Grudzień, St. Kania, J.Kępa, St. Kowalczyk. W tym składzie nie ma już działaczy żydowskich. Podam tylko czy się zajmowali. K. Barcikowski w Sekretariacie KC nadzorował sprawy drobne (nawet z dobrymi efektami). St. Kania w Sekretariacie KC odpowiadał za prace MSW i wymiaru sprawiedliwości (i innymi tego typu). J. Kępa był I Sekretarzem Komitetu Warszawskiego PZPR. St. Kowalczyk (były kierownik Wydziału Przemysłu Ciężkiego w KC) w Sekretariacie KC zajmował się sprawami ekonomicznymi.

Sekretarzami KC byli: E. Gierek, E. Babiuch, K. Barcikowski, St. Kania, St. Kowalczyk, J.Łukaszewicz, H. Szlachcic, J. Szydlak, J. Tejchma.  

O raz pierwszy sekretarzami zostali St. Kania (dotychczasowy kierownik wydziału administracyjnego KC), St. Kowalczyk (dotychczasowy kierownik wydziału przemysłu ciężkiego i komunikacji), J. Łukaszewicz (dotychczasowy I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR) i F.Szlachcic (dotychczasowy minister spraw wewnętrznych) .

Wybrano również członków sekretariatu KC. Zostali nimi: R. …..ak (nieczytelne) – kierownik wydziału zagranicznego i A. Werblan – kierownik wydziału nauki KC.

Jak widać w nowym Sekretariacie nie było już J. Kociołka, M. Moczara, S. Olszowskiego, A.Starewicza. Nastąpiła jakby wymiana. Jednego działacza żydowskiego (A. Starewicza) zastąpił inny (A. Werblan). Mała dygresja: A. Starewicz został naszym ambasadorem w Londynie skąd bardzo niechętnie wrócił do Polski po prawie 8 latach rezydowania nad Tamizą. Tak mocno zaangażował się w realizację umowy handlowej …............cyjnego (cztery wyrazy nieczytelne), że uważał za słuszne „wszystko” dostać …........... (trzy wyrazy nieczytelne).

Dwa tygodnie później, tj. 22 grudnia, zaszły kolejne zmiany w Radzie Ministrów. Odwołano A. Giersza ze stanowiska ministra budownictwa, mianując na to miejsce A.Karkoszkę (dotychczasowego I Sekretarza KW PZPER w Gdańsku). S. Jędrychowskiego minowano na Ministra Finansów (odszedł J.Trendota), a jego miejsce w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zajął S. Olszowski.

W związku z wyborem F. Szlachcica na Sekretarz KC kierownictwo resortu spraw wewnętrznych powierzono Władysławowi Ociepce (dotychczasowy kierownik wydziału samorządowo-administracyjnego KC)

Skoro jesteśmy przy VI Zjeździe Partii to przypomnę, że to właśnie na VI Zjeździe uchwalono program przyspieszonego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju. Późniejsi realizatorzy tego programu postanowili w tym celu coraz bardziej związać się z gospodarkami krajów Europy Zachodniej i USA licząc, że tamtejsi właściciele firm i przedsiębiorstw pomogą nam szybciej zbudować socjalizm. Ale o tym później.

Omawianie wydarzeń 1971 roku zakończę podaniem nazwisk osób, które kierowały poszczególnymi wydziałami KC.

Biuro listów i inspekcji.........................................Z. Oleniak (od III.71.)

Wydział Ekonomiczny..........................................St. Kuziński III. (od71. do IV.72.)

Wydział Kultury....................................................J. Kwiatek (od III.71. do III.74.)

Wydział Nauki.......................................................H. Jezierski (od III.71. do II.75.)

Wydział Ogólny.....................................................E. Ołubak (od IX.71. do VI.76.)    

Wydział Organizacyjny..........................................Z. Żandarowski (od I.71. do II.75.)

Wydział Prasy i Wydawnictw................................W. Bąk (do I.72.)

Wydział Propagandy i Agitacji..............................T. Wrębiak (do I.72.)

Wydział Przemysłu i Komunikacji........................St. Kowalczyk (do II.71.)

Wydział Rolny........................................................E. Mazurkiewicz (do XII.74.)

Wydział Samorządowo-Administracyjny..............W. Ociepka (od VI.71. do XII.71.)

Wydział Zagraniczny..............................................R. Frelek (do XII.71.)

Centralne Archiwum...............................................J. Durko (od IV 71.)  

Biuro Spraw Kadrowych........................................T. Palimska (od I.71. do I.72.)

Kancelaria Sekretariatu KC....................................H. Marian (od III.71. do VIII.73.)

Centralna Szkoła Partyjna......................................W. Zastawny (do VIII.71.)

Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy KC..........W. Zastawny (do IX.71.)

 

I tak doszliśmy do 1972 roku. To właśnie w tym roku zapoczątkowano działania, których skutki tak boleśnie odczuwa większość Polaków. Kierownicy naszego życia państwowego i gospodarczego przygotowali się do wyjazdu na Zachód po kredyty i zakupy. Ale o tych, jakże drogich wojażach, będzie dalej.

 

Plany CKŻ

4 stycznia 1972 roku o godzinie 17.00 zebrała się w Warszawie, w budynku przy Placu Grzybowskim, Centralna Komitet Żydów w Polsce z udziałem przedstawicieli 14 województw. Przypomnę jeszcze, że od 1954 roku jego istnienie i odbywane posiedzenia mają charakter poufny. Tematem zebrania, mówiąc językiem oficjalnym, była ocenia sytuacji ludności żydowskiej w Polsce, zakres jej kierowania życiem społeczno-politycznym i gospodarczym Polski i wynikajcie z tego wnioski do działania w przyszłości.

Jednak najbardziej dyskretne sprawy omawiano na Prezydium CKŻ. Uczestniczyli w nim S.Jędrychowski, M. Jagielski, A. Werblan, S. Żółkiewiski, M. Rybicki, E. Sznajder, E. Szyr, H.KIsiel i inni.

Obecni na posiedzeniu, po przeanalizowaniu zamierzeń ekipy E. Gierka dotyczących handlu zagranicznego z Zachodem, postanowili wszelkimi możliwymi środkami doprowadzić do zaciągnięcia przez Polskę kredytów szczególnie w bankach kontrolowanych przez finansjerę żydowską i zawierania kontraktów głównie z firmami, ktorych współudziałowcami są Żydzi. Uznano, że jeśli plan się powiedzie, to już po 3-4 latach polska gospodarka będzie na tyle uzależniona od zachodnich firm i koncernów, co podkreślali prawie wszyscy obecni, że na kierunek rozwoju życia społeczno-politycznego i gospodarczego Polski będzie można wpływać nie tylko od wewnątrz kraju, ale też od zewnątrz. Marzyli niektórzy z uczestników obrad, że wrócą być może czasy, kiedy ludzie pochodzenia żydowskiego będą mieli prawie nieograniczone pole działania.

Trudno odmówić racji rozumowaniu działaczy żydowskich. Szerokie otwarcie drzwi dla handlu z Zachodem kryło wiele nieznanych pułapek. Pamiętajmy, że do rozmów w sprawach handlowych z jednej strony do rozmów zasiadali ludzie, którzy reprezentowali jednostki państwowe, a ze strony drugiej byli to właściciele lub współwłaściciele firm.

Za pomyłki tych pierwszych lub za świadome ich działanie w zawieraniu niekorzystnych dla kraju umów i kontraktów płaciło (w podatkach) całe społeczeństwo. nie uderzało to we własne kieszenie negocjatorów, krzywda rozkładała się na wielomilionowy naród, tak że było to prawie niewidoczne, co mogło uspokoić sumienia negocjatorów, jeśli oni je w ogóle mieli.

Druga strona, pertraktująca z naszymi handlowcami, liczyła się z każdym dolarem. Najważniejszy był dla nich efekt końcowy. Jak było potrzeba, to na gości z Polski tracili tysiące (a czasem i więcej) dolarów, by w później zawartej umowie zarobić kilkadziesiąt, a niekiedy i kilkaset razy więcej. Pieniądz robi pieniądz i to jest samo życie.

Oczywiście, że zdarzały się wyjątki. W latach 1970 – 1980 wyjątków takich było mało. Musiało więc dojść do niekorzystnych dla Polski umów i rozlicznych przekrętów ponieważ przestały działać w tamtych latach niezbędne mechanizmy kontroli i nadzory zapobiegajcie tego rodzaju praktykom.

To tyle na marginesie tematów zaprezentowanych uczestniczącym w obradach Prezydium CKŻ działaczom społecznym i państwowym.


 

Podam teraz sytuacje demograficzną Żydów na świecie w 1972 roku. Liczbę ich szacowano na 15 milionów, z czego ponad 5 milionów żyło w USA, 2,8 miliona w Izraelu, około 2,5 miliona w ZSRR, 0,6 miliona w Wielkiej Brytanii i po 0,7 miliona we Francji, Polsce, Kandzie, Brazylii i Austrii. Te same szacunki mówią, że 51% Żydów mieszka w Ameryce Północnej i Południowej, 28% w Europie, 19% w Izraelu, 1,5% w Afryce i 0,5% w pozostałych częściach świata.

W Polsce działa oficjalnie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. To właśnie pod jego szyldem zbiera się Centralny Komitet Żydów w Polsce. Przewodniczącym Zarządu Głównego TSKŻ był Edward Rajbar. Wydawany jest tygodnik „Fołks Sztyme”, działa Teatr Żydowski i placówka naukowa pod nazwą „Żydowski Instytut Historyczny”, powiązany z Paryżem i Kopenhagą.    

4 lutego 1972 roku odbyło się kolejne posiedzenie Prezydium CKŻ. Omawiano, jak poprzednio, równie interesujące sprawy, a szczególnie omawiano charakterystyki osób narodowości polskiej zajmujące centralne stanowiska w aparacie partyjnym i państwowym. Najogólniej mówiąc, to 83 osoby ze świecznika politycznego i gospodarczego podzielono na dwie grupy, tj. na grupę swoich i grupę obcych. Podstawą do zastosowanie takiego podziału były wyniki obserwacji tych ludzi, którą przeprowadzono w 1971 roku.

Do swoich zaliczono te osoby ze sfer rządowych, których można było, ich zdaniem, uznać jako karierowiczów, naiwnych, przekupnych, oponentów politycznych, zdeklarowanych przeciwników ZSRR itp.

Natomiast do obcych zaliczono ludzi o rożnych odcieniach w poglądach nacjonalistycznych, patriotów, zdeterminowanych komunistów itp. Tych postanowiono się strzec, w miarę możliwości odsunąć od ważnych stanowisk w partii i w rządzie oraz w jednostkach gospodarczych.

Dlatego też dyskretnie wspierano, począwszy od drugiej połowy 1972 roku, politykę kadrową E.Babiucha, jeżeli można to, co ten człowiek robił, nazwać polityką kadrową, bowiem dobierał ludzi stosując jedyne kryterium, by byli mierni, bierni i wierni. Z tak dobranymi ludzki działacze żydowscy nie mieli żadnego kłopotu. Przestrzegano przy tym zasady, by szczególnie ważne stanowiska w Urzędzie Rady Ministrów i w resortach pozostawały zawsze w ich rękach, jako że wtedy było więcej pewności, iż wytyczony cel zostanie osiągnięty.  

Rozmiar sukcesów działaczy żydowskich uzależniony był jednak od stopnia osobistego zaangażowania E. Gierka i P. Jaroszewicza w handlu z Zachodem. A to przyszło im nadzwyczaj łatwo. Zasługa w tym M. Jagielskiego, E. Szyra, S. Jędrychowskiego, H. Kisiela, R. Karskiego, T.Olechowskiego, E. Wojtaszka, J.Szydlaka (ten od czasu pracy w ZMP był mocno związany z CKŻ).

Potrzeba też była jeszcze zachęta ze strony mężów stanu niektórych krajów zachodnich. Oto miały się postarać regionalne biura Światowego Kongresu Żydów oraz żydowskie koła przemysłowe.

 

Początek marszu do kryzysu gospodarczego  

Na efekty nie trzeba było długo czekać. 13 stycznia 1972 roku T. Olechowski, ambasador PRL we Francji, w rozmowie z E. Gierkiem poinformował go, że prezydent Francji, Georges Pampidou,             rad byłby z przyjęcia przez I Sekretarza KC PZPR zaproszenia do złożenia oficjalnej wizyty we Francji. Odpowiedź, jak wiemy, była pozytywna.

Zanim przejdę do omówienia skutków tej wizyty podam, że 7 stycznia 1972 roku Prezydium Rządu podjęło decyzję o rozpoczęciu budowy „Huty Katowice” o zdolności produkcyjnej 4,5 tysiąca ton stali. Dzisiaj wiemy, że te jej zdolności wzrosły prawie czterokrotnie.

Do wizyty E. Gierka obie strony, tj. polska i francuska, przygotowały się bardzo starannie. A oto wydarzenie wizytę tę poprzedzające.

   10 kwietnie udał się do Paryża Z. Grudzień by wziąć udział w posiedzeniu Francusko-Polskiej Grupy Parlamentarnej. Rewizytował on w ten sposób ubiegłoroczny pobyt w Polsce Jean-Paul Palewskiego. Następnego dnia, tj. 11 kwietnia, Z. Grudnia przyjął premier Francji, Jacques Chaben-Delmas, a w komunikacie po tym spotkaniu podkreślono rangę wizyty E. Gierka wczesną jesienią we Francji.

22 kwietnia 1972 roku, T. Olechowski, dotychczasowy ambasador PRL we Francji, został przyjęta na audiencji pożegnalnej przez prezydenta Francji G. Pampiduo. W czasie tej audiencji francuski prezydent stwierdził m.in., że jesienna wizyta E. Gierka stworzy perspektywy współpracy we wszystkich dziedzinach. T. Olechowski 29 marca został mianowany ministrem handlu zagranicznego.

23 maja E. Gierek przyjął na rozmowę nowo mianowanego ambasadora PRL we Francji E.Wojtaszka. Tematem tego spotkania były sprawy związane z wizytą E. Gierka we Francji.

13 lipca przekazano do eksploatacji I etap budowy wrocławskich „Azotów”. Cały proces produkcyjny tych zakładów został oparty o technologię i dostawę maszyn z francuskich firm „Ensa” i „Sonneider-Cvanset” (nazwy prawie nieczytelne)      

1 sierpnia w Warszawie podpisano polsko-francuskie porozumienie rządowe w sprawie kooperacji przy produkcji autobusów miejskich i międzymiastowych „Berliet”. Porozumienie podpisali polski minister handlu zagranicznego T. Olechowski (dzisiaj jest wiceministrem spraw zagranicznych) i ambasador Francji w Polsce Augustin Jordan. Obecny przy tej ceremonii był też T.Wrzaszczyk, minister przemysłu maszynowego (zięć P. Jaroszewicza).

Tymczasem zawarto największy z dotychczasowych kontraktów francusko-polskich, tj. kontrakt na uruchomienie nas produkcji autobusów „Berliet”. Kontrakt w imieniu Polmot podpisał dyrektor naczelny A. Górecki, a imieniu zakładów „Berliet” prezes B. Berliet. Z kontraktu wynikało, że kraj nasz do roku 1980 otrzyma około 20 tysięcy autobusów. Podam przy okazji, że kontrakt ten odsunął od firmy „Berlet” widmo bankructwa, jakie pojawiło się w tym czasie na horyzoncie tej firmy.

Teraz trochę informacji i firmie „Berliet”. Jaj kapitał zakładowy wynosił wówczas 120 milionów franków francuskich. W 1967 roku firma ta została przejęta przez francuskiego producenta samochodów spółkę „Citroen”. Mimo to kłopoty firmy nie skończyły się. Dopiero kontrakt z Polską jako tako postawił firmę na nogi.          

20 września „Trybuna Ludu” opublikowała wywiad z prezydentem Pompidou, a którym, powiedział on m.in.: „Ach, to stara, dobre Francja! Ach kuchnia francuska! Ach moda francuska! Oto w tej chwili z tym jest koniec! Francja stała się konkurentem! W cenach i w technice, choć jeszcze nie we wszystkich dziedzinach. Nasi ambasadorowie przestali trzymać szklankę herbaty w jednej ręce, zaczęli interesować się gospodarką. Co więcej – strach pomyśleć! Nasi radcy handlowi zaczęli się znać na handlu i zaczęli nim rządzić”.

Trudno odmówić racji prezydentowi Francji. Cho c trudno pogodzić się z faktem, że tak pozytywnej oceny nie możemy wydać wić o naszych ambasadorach i radcach handlowych.

23 września przeczytać można było w „Trybunie Ludu”, że od początku nawiązania stosunków handlowych po wojnie wyeksportowaliśmy 21 milionów ton węgla do Francji, która stała się po Włoszech drugim zachodnim krajem odbierającym ten surowiec od nas. Tylko w 1971 roku Francja dostała od nas 2 miliony ton miliony ton, co stanowiło aż 27% udziały w ogólnym obrocie handlowym między naszymi krajami. Minęło już 10 lat a my wciąż jesteśmy dla Francji głównym zapleczem surowcowym.

 

Najdroższe podróże  

Dzień 2 października 1972roku powinniśmy, my Polacy, dobrze zapamiętać. Tego dnia bowiem zaczęły się niezwykle kosztowne podróże I Sekretarza KC PZPR, E. Gierka, do najbardziej rozwiniętych krajów kapitalistycznych.

Panowie z Pałacu Elizejskiego mieli o E. Gierku pełną informację. Wiedzieli, że in z większą pompą będą go gościć, tym większe cyfry znajdą się w zawieranych później kontraktach. Dlatego gościowi z Polski postanowili oddać do dyspozycji Pałac Grand Trianon w Wersalu za oficjalną rezydencję. Środki masowego przekazu miały bez przerwy nadawać audycje o E. Gierku i Polsce. I tak na przykład telewizja francuska nadała drugiego października wieczorem specjalny program pt. „E. Gierek – robotnik u władzy”. „Le Monde”, pro izraelskie pismo, opublikowało z naszym I Sekretarzem wywiad itp.

Łatwo więc o zawrót głowy. A oto przecież gospodarzom chodziło. Prawdziwe intencje Francuzów znali przecież tylko M. Jagielski i T. Olechowski.

Relację z tej wizyty ograniczę tylko do wydarzenia, które miało miejsce 5 października 1972 roki. W tym dniu podpisano układ o współpracy na okres 10 lat (efekt na dziś, to około 3 miliardy dolarów długu). Przewidywano w nim m.in. powołanie Międzynarodowej Komisji Współpracy Gospodarczej. Podpis ze strony polskiej złożył M. Jagielski (przewodniczący Komisji Planowania), a ze strony francuskiej Valéry Giscard d’Estaing (minister finansów i gospodarki).

Układające się strony powołały się na udział obu krajów w GATT, tj. Ogólnym Układzie o Cłach i Handlu, który postuluje bezdyskryminacyjną politykę w międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Teraz dopiero wiemy, że GAT obowiązywał tylko w jedną strone.

Ta wizyta E. Gierka trwała we Francji tylko 5 dni a jej skutki odczuwamy do dziś pomimo, że upłynęło 9 lat.

W 1972 roku również ze Stanami Zjednoczonymi kontrakty handlowe poczęły przybierać coraz większego rozmachu. 17 kwietnia nasz ambasador w USA, W. Trąmpczyński, złożył wizytę w Białym Domu, by zaprosić prezydenta Richarda Nixona do złożenia wizyty w Polsce.

Zaproszenie zostało przyjęte i 31 maja tegoż roku samolot z Nixonem wylądował na Okęciu. W komunikacie opublikowanym 1 czerwca, tj na zakończenie wizyty, czytamy w rozdziale III, punkt 1., że „strona polska wykazała zainteresowanie w zwiększeniu zakupu dóbr inwestycyjnych, licencji i technologii w Stanach Zjednoczonych”. Szybko zabrano się do realizacji przyjętych ustaleń.

Już 1 sierpnia przybył do Polski sekretarz handlu USA Peter G. Peterson na czele delegacji gospodarczej. Rozmawiał z ministrem handlu T. Olechowskim, na temat przyspieszenia dostaw do Polski towarów ze Stanów Zjednoczonych i powołania specjalnej komisji do spraw handlu. Kontakty z USA nabrały właściwych rumieńców dopiero w 1974 roku, gdy E. Gierek zlożył tam wizytę.

Tego samego 1972 roku Z. Olechowski i M. Jagielski podjęli starania by rozszerzyć kontakty gospodarcze z Wielką Brytanią. W tym celu 3 sierpnia P. Jaroszewicz spotkał się z ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce. W rozmowie uczestniczył, jak zawsze, T. Olechowski.

Dwa miesiące później, tj 19 października, przybył do Warszawy sekretarz d.s. handlu i przemysłu Wielkiej Brytanii, John Davies, by podjęte wcześniej sprawy bardziej skonkretyzować.

Nie mniejsze tempo towarzyszyło zawieraniu kontraktów w NRF, chociaż Bundestag układ zawarty z Polską 7.12. 1970, ratyfikował dopiero 17 maja 1972. Jako przykład może służyć CHZ „Budimex”, która jeszcze przed ratyfikowaniem wspomnianego układu zawarła 23 marca 1972 roku czwarty z kolei kontrakt z firmą „Diana” na budowę w NRF zakładu sanatoryjno-hotelowego. Do transakcji tej trzeba było późnij dopłacić.

Skoro jesteśmy już przy sprawach handlu zagranicznego, to podam fragment wywiadu jaki „Trybuna Ludu” opublikowała 26 stycznia 1972 z ministrem handlu zagranicznego T.Olechowskim. Powiedział on m.in., że obroty handlu zagranicznego zamknęły się w 1971 roku kwotą 31,6 miliarda złotych dewizowych, tj. około 8 miliardów dolarów. Eksport wzrósł w porównaniu do roku poprzedniego o 9,2%, a import o 11,9%. Mimo to były to wskaźniki niższe od osiągniętych pod koniec 1970 roku. Minister Olechowski zaznaczył również, że w imporcie ogółem towarów konsumpcyjnych było więcej o ponad 38% niż w 1970 roku. Praktycznych wniosków z tego faktu nie wyciągnięto w latach późniejszych.          

   W 1972 roku miały miejsce także wydarzenia innej natury, których skutki do dziś odczuwamy. 21 lutego na przedwyborczym zgromadzeniu mieszkańców Śląska i Zagłębia E. Gierek po raz pierwszy użył obrazowego określenia, tzn. zbudowania jeszcze jednej Polski. Chodziło o podwojenie substancji mieszkaniowej. Czym się to skończyło – dobrze wiemy.

12 kwietnia Komisja Partyjno-Rządowa, powołana dla unowocześnienia gospodarki i państwa, zakończyła opracowanie koncepcji dotyczącej doskonalenia gospodarki. Komisja pracowała w 11 Zespołach Problemowych, a odział w niej wzięło 200 naukowców. Na zorganizowanej właśnie tego dnia w KC naradzie referat na temat jak należy wdrażać opracowaną koncepcję wygłosił M.Jagielski. Zamiast udoskonalenia doczekaliśmy się rozregulowania naszego życia gospodarczego.

4 sierpnia Prezydium Rządu podjęło decyzję o policzeniu przemysłu terenowego z kluczowym. Jakie straty poniósł ten przemysł terenowy jest dziś tajemnicą poliszynela.

18 sierpnia w Urzędzie Rady Ministrów odbyła się narada w sprawie intensyfikacji handlu z krajami kapitalistycznymi. Referat w tej sprawie wygłosił M. Jagielski.

1 września 1972 roku Prezydium Rządu podjęło zaskakującą decyzję o umożliwieniu sprzedaży indywidualnym nabywcom palantowych budynków i lokali i oddawanie im w wieczyste użytkowanie działek siedliskowych. Tak rozpoczęto dekapitalizację majątku trwałego. Czyżby pomylili panowie z Rządu kierunki rozwoju socjalizmu w Polsce?  

Zdaję sobie sprawę, że większość Polaków zadaje sobie pytanie o to, jak mogło dojść do tak wielkiego zadłużenia Polski na Zachodzie? Wyczerpującą odpowiedź na takie pytanie mogą udzielić tylko ludzie, którzy w imieniu władz polskich zaciągali kredyty i realizowali zakupy. Ja natomiast podam chronologię faktów, które dały początek obecnym dziś trudnościom ekonomicznym.  

1 lutego 1973 roku E. Gierek spotyka się z Davidem Rockefellerem prezesem rady nadzorczej „Chase Manhattan Bank”. W rozmowie biorą też udział panowie Michael W. Curran wiceprezes tej rady oraz dyrektor filii tego banku w Wiedniu Osvald E. Judar. Obecny był też H. Kisiel, zastępca przewodniczącego Komisji Planowania.

Tematem spotkanie było udzielenie Polsce kredytów i chodziło tu o pokaźne sumy.

11 września 1973 roku we Frankfurcie nad Menem otwarto bank polsko-zachodnioniemiecki. Jego główni akcjonariusze to Bank Handlowy SA z Warszawy i Hessische Landsbank. W otwarciu udział wziął m.in. prezes rady nadzorczej Banku Handlowego H. Kisiel.

Ten mieszany bank znakomicie wywiązał się tylko z jednego zadania, tj. z popierania eksportu towarów niemieckich do Polski.

W dniach 25-27 września 1973 roku odbyła się w Warszawie III sesja Polsko-amerykańskiej Komisji d.s. Handlu. Zebrani wyrazili duże zadowolenie z faktu, ze w ostatnich dwóch latach nastąpiło podwojeniem obrotów handlowych między Polską i USA.  

W Warszawie w dniach 26-29 października obradowała I sesja Polsko-francuskiej Komisji Międzynarodowej. Przewodniczył w tej sesji M. Jagielski (wicepremier i przewodniczący Komisji Planowania) i Valéry Giscard d’Estaing (minister gospodarki i finansów Francji). Zawarto porozumienie na mocy którego mieli Francuzi nami unowocześnić telekomunikację (modernizację central telefonicznych) i informatykę (drukarki i sterowanie procesami przemysłowymi) itp. Otrzymać mieliśmy również urządzenia hutnicze dla Huty Katowice i Huty Zawiercie, maszyny włókiennicze i wyposażenie dla wznoszonych właśnie hoteli, tzw. Novoteli.

Podczas tej sesji stwierdzono, że w minionych ośmiu miesiącach osiągnięto 50-cio procentowy wzrost obrotów. Korzystnych naturalnie tylko dla Francji.

Do Belgii 19 listopada udał się z wizytą E. Gierek. Obok spraw politycznych przedmiotem rozmów były również zagadnienia gospodarcze. Zawarto szereg kontraktów i porozumień międzynarodowych. Wiele z nich było niekorzystnymi dla naszego kraju.

W dniach 12-14 grudnia 1973 roku przebywał minister gospodarki NRF H. Friderisch. Podczas rozmów w polskim resorcie handlu zagranicznego obie strony stwierdziły, że w ostatnich trzech latach wartość wymiany handlowej uległa podwojeniu. Importowaliśmy maszyny, technologię i dobra konsumpcyjne. Natomiast eksportowaliśmy energię elektryczną, węgiel, miedź. Staliśmy się więc dla NRF dużym zapleczem surowcowym.

W następnym roku było podobne. Oto przykłady.

17 stycznia 1974 roku minister handlu zagranicznego, T. Olechowski, podpisał w Rzymie 10-cio letnią umowę gospodarczą z Włochami. Umowa ta przewidywała powołanie stałej Komisji Międzyrządowej do wspierania przyszłej współpracy.

Dwa tygodnie później, tj. 30 stycznia, T. Olechowski prawie identyczna umowę zawarł z Finlandią.

3 lutego 1974 roku przybył do Paryża minister przemysłu maszynowego T. Wrzaszczyk. W wydanym z tej okazji komunikacie czytam, że wartość obrotów polsko-francuskich osiągnęła wartość 1,5 miliarda złotych dewizowych i było o 60% wyższa niż w roku 1972. Udział artykułów przemysłowych w naszym eksporcie wynosił około 25%. Co to oznacza nie trzeba chyba tłumaczyć.

W dniach 18 – 24 lutego przebywał w Austrii minister przemysłu ciężkiego Włodzimierz Lejczak. Podpisał on porozumienie handlowe w sprawie dostarczenia do Polski urządzeń dla przemysłu ciężkiego. Dostawcami były zakłady Vost-Alpine i Gustaw Schmidt w Solbat Hal. Nie będę pisał o tym, jak ciężkie kłopoty mieliśmy z zainstalowaniem tych urządzeń.

# czerwca 1974 roiku rozpoczął się w Warszawie trzydniowy Międzynarodowy Kongres na temat kooperacji Polski z krajami kapitalistycznymi. Głównym organizatorem tego kongresu była Polska Izba Handlu Zagranicznego (prezes M. Kajzer) i Organizacja d.s. Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych (IER z siedzibą w Wiedniu – prezes Fritz Bock).W Kongresie uczestniczyło 300 przedstawicieli krajów Europy Zachodnie oraz USA, Japonii i Kanady. Reprezentowane było 130, banków światowych. Otwarcie Kongresu dokonał T. Olechowski.

4 czerwca 1974 roku w Madrycie wiceminister handlu zagranicznego H. Kisiel i minister spraw zagranicznych Hiszpanii Cortina Manci podpisali 10-cio letnią umowę gospodarczą.

W tym miejscu wspomnę, że 10 kwietnia utworzono z dwóch resortów jeden ood nazwą Ministerstwo Handlu Zagranicznego i Gospodarki Morskiej z K. Olszewskim na czele. T.Olszewski został później polskim ambasadorem w Egipcie, by po dwóch latach, tj w 1976 roku, zostać po raz drugi polskim ambasadorem w Paryżu (a to już ewenement!). Teraz wrócił do kraju i urzęduje jako wiceminister spraw zagranicznych.

24 czerwca 1974 roku rozpoczęła się w Wiedniu 4-dniowa sesja Polsko-Austriackiej Komisji Mieszanej powołanej na mocy 10-letniej Umowy o Współpracy Gospodarczej zawartej 6 września 1973 roku.

12 września 1974 roku wicepremier K. Olszewski i minister przemysłu maszynowego T.Wrzaszczyk podpisali w Londynie kontrakt współpracy polsko-brytyjskiej przy produkcji ciągników firmy Massay-Ferguson-Perkins. W doprowadzeniu do sfinansowania kontraktu istotną rolę odegrał ambasador PRL-u w Londynie Artur Starewicz. Z zawartej umowy wynikało, że kraj nasz będzie produkował ciągniki klasy 36, 45, 56 i 75 KM z silnikiem Perkinsa, a więc klasy, która była nam najmniej potrzebna. Wartość całego kontraktu oceniono na 600 milionów dolarów.      

30 września przybył do Wiednia P. Jaroszewicz. Pokazano mu zakłady Voest- Alpina” i „Chemia Ag” w Linzu, z których mieliśmy importować urządzenia i stal. Stwierdzono przy okazji, że dynamika handlu miedzy oboma krajami w latach 1972 – 1973 wynosiła 45%, a pierwszym półroczu 1974 roku aż 65%. Zawarty został też kontrakt Centralą Handlu Zagranicznego „Polimex-Cekop” a „Voest-Alpine” w sprawie budowy w Polsce wytwórni melaniny. Można było odnieść wrażenie, że to my jesteśmy bardziej bogaci niż Austriacy. Eksportowaliśmy do tego kraju głównie: siarkę, kwas siarkowy, węgiel, koks, torf, miedź, energię elektryczną itp.

8 października złożył oficjalną wizytę w USA E. Gierek. Towarzyszyli mu nasi znawcy handlu z Zachodem: M. Jagielski, H. Kisiel (I zastępca ministra handlu zagranicznego) i W. Trąmpczyński (ambasador PRL-u w Waszyngtonie). Oprawa tej wizyty była podobna do tej we Francji. Firmy takie jak np. „International Bussines Machines”, „Singer”, „Contral Dale”, „DOW Chemical” wyraziły chęć zwiększenia swego eksportu do Polski. Oto jak wyglądały obroty między USA i Polską: w roku 1970 – 120 milionów dolarów, w 1974 roku – 760 milionów dolarów, a roku 1976 miały osiągnac 1 miliard dolarów, w 1980 roku – 2 miliardy dolarów.

11 listopada 1974 roku przebywający w NRF, z okazji zorganizowanej w Essen wystawy o nazwie „Polska – 74, K. Olszewski podpisał 10-cio letnią umowę gospodarczą. W imieniu władz NRF podpis pod układem złożył Hans Dietrich Genscher (minister spraw zagranicznych NRF). Obroty handlowe naszego kraju z NRF w latach 1970 – 1974 wzrosły aż trzykrotnie i wynosiły 4 miliardy marek rocznie.

Ten pęd po kredytu i zakupy na Zachodzie próbowano zatrzymać dopiero w 1979 roku, kiedy już było za późno. Dlatego przykłady jakie powyżej podałem można mnożyć znacznie dalej. Ograniczę się jedynie do tych, bo mam nadzieję, że i one uchylą przynajmniej rąbek tajemnicy otaczający przyczyny naszych dzisiejszych kłopotów gospodarczych (udział krajów kapitalistycznych w wymianie handlowej z Polską wynosił pod koniec w 1974 roku aż 45%).

Kończąc omawianie wydarzeń 1974 roku podam jeszcze, że 21 listopada S. Jędrychowski odwołany został ze stanowiska ministra finansów, a 18 stycznia Rada Państwa mianowała go ambasadorem na Węgrzech. Jego miejsce w resorcie zajął H. Kisiel, bardzo mocno związany z CKŻ. Miała miejsce i jeszcze inna zmiana. K.Olszewskiego, który zachował stanowisko wicepremiera, zastąpił w Ministerstwie Handlu Zagranicznego i Gospodarki Morskiej Jerzy Olszewski, dotychczasowy minister przemysłu chemicznego.    

Analizę wydarzeń politycznych ograniczę do podania zmian w Radzie Ministrów i wyników wyborów przeprowadzonych podczas Zjazdu Partii, który odbył się w grudniu.

28 maja 1975 roku odwołanego ze stanowiska ministra handlu wewnętrznego E. Sznajdera zastąpił Jerzy Gawrysiak (obecnie szef Państwowej Komisji Cen).

Dopiero poważniejsze zmiany nastąpiły jesienią. 23 października na prośbę M. Jagielskiego, który ponoć 4 maja na czynie partyjnym zaniemógł, zwolniono ze stanowiska przewodniczącego Komisji Planowania zachowując go jednak na stanowisku wiceprezesa Rady Ministrów. Tego samego dnia mianowano T. Wrzaszczyka wicepremierem i przewodniczącym Komisji Planowania, T. Pyke wicepremierem i A. Kopcia ministrem przemysłu maszynowego.

Odejście S. Jędrychowskiego i schowanie się wciern M. Jagielskiego należy przede wszystkim interpretować jako przygotowanie do wydarzeń 1976 roku

 

VII Zjazd Partii  

W dniach od 8 do 12 grudnia obradował w Warszawie VII Zjazd Partii. Wśród wielu oddanych , przy tej okazji, do użytku obiektów znalazł się m.in. Dworzec Główny PKP w Warszawie. Zarzz po Zjeździe obradowało I Plenum KC i wybrano Biuro Polityczne w niestepującym składzie: E.Gierek, E. Babiuch, H. Jabłoński, M. Jagielski, P. Jaroszewicz, W. Jaruzelski, St. Kania, J. Kępa, St.Kowalczyk, W. Kruczek, St. Olszowski, J. Szydlak, J. Tejchma.

W porównaniu do poprzedniego Zjazdu Biuro Polityczne zostało powiększone o 4 osoby. Do Biura Politycznego awansowali Z. Grudzień, St. Kania, St. Kowalczyk i J.Kepa. Działacze żydowscy utrzymali swój dotychczasowy stan posiadania.

    Na zastępców członków Biura Politycznego wybrano: K. Barcikowskiego, J. Łukaszewicza, T.Wrzaszczyka.

Tak więc liczba zastępców członków BP uległa, w porównaniu to tego co było po VI Zjeździe, zmniejszeniu z 5 do 3 osób. Awansowali dwaj nieudacznicy, tj. J. Łukaszewicz i T. Wrzaszczyk. Poziom ich intelektu, jak już wiemy, był daleko niższy niż mierny.

Do Sekretariatu KC zostali powołani: E. Gierek – I Sekretarz, E. Babiuch, R. Frelek, St. Kania, W.Kraśko, J. Łukaszewicz, J. Pińkowski, J. Szydlak, A. Werblan, Z. Żandarowski.

Zastępcą członka sekretariatu został Zdzisław Kurowski (przewodniczący Rady Głównej ZMP). W nowym sekretariacie nie ma już St. Kowalczyka (został ministrem spraw wewnętrznych), K.Barcikowskiego (został ministrem rolnictwa), F. Szlachcica (popadł w zasłużoną niełaskę i został szefem Polskiego Komitetu Normalizacji i Miar) oraz J. Tejchmy (został ministrem kultury i sztuki).

Natomiast po raz pierwszy sekretarzami KC zostali: W. Krasko (zajmował się sprawami kultury), J. Pińkowskiego (został nim jeszcze przed Zjazdem i nadzorował rolnictwo z załosnym dla rolnictwa skutkiem), A. Werblan (odpowiadał za naukę i oświatę) i Z. Żandarowski (kierował sprawami wewnątrzpartyjnymi). Jak widać działacz żydowski A. Werblan wspiął się w hierarchii partyjnej o jeden stopień wyżej.

Przejdźmy teraz do wydarzeń politycznych następnego, tj. 1976 roku. 27 marca tegoż roku w składzie Rządu zaszły dalsze zmiany. J. Bafia (dotychczasowy prezes SN, przyjaciel znanego już nam Mariana Rybickiego, ten teraz w Instytucie PIP PAN) został ministrem sprawiedliwości, W.Wojtaszek mianowany ministrem administracji, gospodarki terenowej o ochrony środowiska. Po W. Wrzaszczyku ambasadę w Paryżu przejął ponownie T. Olechowski. E. Szyr został ministrem gospodarki materiałowej.

Uważny obserwator już z tych zmian personalnych, które wyżej wymieniłem, mógł zauważyć, że działacze żydowscy ustawili się jakby na drugiej linii. Po prostu wiedzieli już, że w najbliższym czasie musi dojść do podwyżki cen na artykuły żywnościowe i co to w konsekwencji spowoduje w określonych grupach społeczeństwa.

8 czerwca udał się E. Gierek z czterodniową wizytą do Bonn. Towarzyszyli mu m.in. E.Babiuch, T. Wrzaszczyk i J. Olszewski. Niemcy znali już upodobania E. Gierka. Powitali go z równie wielką pompą jak Francuzi i Amerykanie. Efekt, to podpisania 5-letniej umowy gospodarczej i zawarcie aż 14 porozumień między polskimi centralami handlu zagranicznego a firmami zachodnioniemieckimi. Zadłużenie więc rosło a nieświadomi tego Polacy wciąż cieszyli się z wojaży zagranicznych E. Gierka.

Umiarkowany optymizm panował tylko w gronie działaczy żydowskich chociaż inne były tego przyczyny. Ich plan – jak wiemy - przyniósł niespodziewanie dobre rezultaty. Gra jednak stawała się niebezpieczna. Zadłużenie Polski wynosiło bowiem już ponad 10 miliardów dolarów, a niektórym Polakom tak się spodobały wyjazdy na Zachód i zaciąganie dalszych kredytów, że im nawet na myśl nie przychodziło, by się w końcu opamiętać. Przestano się w ogóle liczyć z interesem kraju i zamieszkanego w nim narodu.

Konieczny był wstrząs, by te owoce spadły z drzewa partyjno-rządowego. Działacze żydowscy myśleli jednak tylko o ratunku dla niektórych. Nie myśleli przecież by sami siebie karać. Kozłem ofiarnym miał być głównie E. Gierek i P. Jaroszewicz, a zwłaszcza ten ostatni. W ten sposób społeczeństwo zostałoby w jakiejś mierze częściowo uspokojone, jako że dostałoby winnych, że później nastąpiłyby kolejne zakręty w historii Polski, to już inna sprawa

11 czerwca 1976 roku zebrało się w Warszawie na nadzwyczajnym posiedzeniu Plenum CKŻ. Zebrało się, jak zazwyczaj, w późnych godzinach wieczornych, by nie budzić niepotrzebnych podejrzeń. Uczestniczyli w nim m.in. M. Jagielski, E. Szyr, M. Kisiel i A. Werblan. Tematem rozmów była przygotowywana podwyżka cen na artykuły żywnościowe, a konkretnie to wykorzystanie jej do dokonania zmian w kierownictwie partyjnym i rządowym.

Wszyscy zebrani podzielali pogląd, że w opracowywanej podwyżce trzeba uwzględnić około 80% wzrost cen na mięso i jego przetwory. Będzie to dla społeczeństwa szok, po którym wpadnie ono w gniew, a oto przecież chodzi i plan musi się udać – stwierdzali działacze żydowscy. Z takim postanowieniem zakończyło się zebrania plenum CKŻ.  

Zadania „właściwego” opracowania podwyżki cen wzięli na siebie działacze żydowscy pracujący w Urzędzie Rady Ministrów i w Komisji Planowania. Natomiast specjalnej grupie inicjatywnej przypadł obowiązek zorganizowania spontanicznych protestów klasy robotniczej. W tym celu 6 panów spotkało się 13 czerwca o godzinie 21.00 w pewnym mieszkaniu przy ul. Przyjaciół w Warszawie. Na miejsc akcji wyznaczono 3 zakłady, tj. „Ursus” (w Ursusie pod Warszawą) i „Walter” w Radomiu i „.....remont” (nieczytelne) w Płocku.

   Następnego dnia ci panowie spotkali się ponownie w mieszkaniu T. Mazowieckiego dla skonfrontowania tego planu z bogatym doświadczeniem gospodarza mieszkania. Obecny byli także mecenas Siła-Nowicki, A. Hajnicz i inni. Dokonano razem tylko kosmetycznych korekt w scenariuszu. Nie było przecież potrzeby dokonywania w nim zmian skoro tak doskonale sprawdził się 6 lat temu w Stoczni im. Lenina.

Owe zmiany kosmetyczne odnosiły się do ilości osób, które miały sprowokować strajki załóg wymienionych zakładów i następnie wyprowadzić robotników na ulice. Przebieg wypadków w Radomiu i Płocku miał być identyczny jak tych w Gdańsku. Natomiast robotnicy „Ursusa” mieli zablokować pobliską ważną linię kolejową. W ten sposób o strajku miała się dowiedzieć cała Polska.

Do udziału w sprowokowaniu akcji strajkowej na terenie „Ursusa” namówiono 7 młodych robotników. Najstarszy miał 25 lat. Dwóch z nich mieszkało w Teresinie, jeden w Ursusie przy ulicy Spisaka. Pozostała czwórka to mieszkańcy warszawskich dzielnic Ochota i Wola.      

W Radomiu wykorzystano naiwność 9 chłopaków w wieku 20-22 lat zatrudnionych w zakładach „Waltera”. Czterech z nich mieszkało w Radomiu (przy ulicach Żółkiewskiego, Struga, Żeromskiego i Wierzbickiej), dwóch w Zwoleniu, jeden w Skarżysku i dwóch w Grójcu.

Natomiast w Płocku do tej niecnej gry wciągnięto 5 młodych robotników mieszkańców tego miasta. Nie podaję żadnych nazwisk ani dokładnych adresów owych młodych robotników, ponieważ pod tym właśnie warunkiem otrzymałem informacje od jednego z członków grupy inicjatywnej kierującej akcją pod nazwą „Czerwiec metalowców 76”.

Podobnie jak w Gdańsku zadaniem tych młodych ludzi było oderwanie robotników od stanowisk pracy i zorganizowanie wiecu w okolicy bramy wyjściowej. Tam już inicjatywę mieli przejąć przybysze z Warszawy, po wcześniejszym przedostaniu się przez ogrodzenie zakładu, by wyprowadzić robotników na ulice.        

Później miało to przybrać charakter żywiołowego oburzenia społeczeństwa.

Teraz prześledźmy przebieg wydarzeń z 24 czerwca 1976 roku. W Warszawie rozpoczęło się posiedzenie Sejmu. Gwoździem programu posiedzeń w gmachu przy ulicy Wiejskiej było wystąpienie premiera P. Jaroszewicza. W przydługim przemówieniu zapowiedział podwyżkę cen detalicznych na artykuły spożywcze i tak np. mięso i jego przetwory miały zdrożeć średnio o 69%, drób o 30% itd. A jakże – zaplanowano również rekompensatę, która miała polegać na tym, że kto zarabiał więcej miał większą rekompensatę. Biedny stawał się jeszcze biedniejszym. Jaroszewicz zapowiadał, że nowe ceny wejdą w życie dopiero 28 czerwca. Do tego czasu w całym kraju miały się odbywać tzw. „konsultacje” (sobie a muzom).

W imieniu klubów poselskich przemawiał E. Babiuch, który rozwijał zawarte w przemówieniu Jaroszewicza zamierzenia i przy okazji wspomniał, że E. Gierek jest tego samego zdania. Dotąd szlo wszystko jak po maśle.

 

Kryzys 1976

A teraz podam skrócony przebieg wydarzeń jakie miały miejsce 25 czerwca w Ursusie, Radomiu i w Płocku.

Radom 25 czerwca

Godz 7.10 – W Zakładach Metalowych im. gen. Waltera na Wydziale P-6, zatrudniającym 636 osób, pracownicy przerywają pracę, a cześć młodych robotników udaje się do innych wydziałów namawiając innych do przerwania pracy.

Godz. 8.00 – duża cześć załogi zebrała się na placu fabrycznym. Przemawia zastępca dyrektora Skrzypek, ale bez skutku. Kilkunastu robotników (młodych, w czystych kombinezonach) nawołuje do wyjścia na ulice i udania się pod budynek KW PZPR.

Godz. 8.10 – 8.30 – Zakład opuszcza około 1000 pracowników, głównie młodych. Tuż za bramą tłum zatrzymuje samochód dostawczy z piwem. Samnochód przewrócono a skrzynki z piwem zabrano ze sobą.

Godz. 8.30 – 9.45 – Część pracowników „Waltera” próbuje wyciągnąć na ulice załogi innych zakładów radomskich. Częściowo im się to udaje.    

Godz 10.00 – 10.15 – Przez KW PZPR zebrał się tłum liczący około 2000 osób. Do zebranych próbuje przemówić, stojąc na krześle przed budynkiem, sekretarz KW J. Admaczyk. Po otrzymaniu kilku ciosów pięścią, od stojących najbliżej, mdleje i odnoszą go do pomieszczeń w KW.

Godz. 11.00 – Tłum, liczący około 2000 osób, wdarł się do Zakładów Mięsnych przy ul. Mireckiego i rozkradł mięso i jego przetwory,

Godz.12.00 – Część załogi „ZREMB-u” opuszcza zakład i łączy się z tłumem na ulicy. W sumie około 3000 osób udaje się pod budynek KWPZPR. Z okna holu na I piętrze usiłuje przemówić przez tubę nagłaśniającą, I sekretarz KW J. Prokopiak, ale nikt go nie słucha. W tłumie rej wodzą ludzie podchmieleni.

Godz. 14.00- 14.20 – rozpoczęto atak na budynek KW PZPR. Po zniszczeniu kilku pomieszczeń budynek podpalono. Palił się również znajdujący się opodal kiosk „Ruchu” oraz punkt fotograficzny i sklep. Kilkunastoosobowa grupa młodych ludzi kijami i kamieniami wybija wszystkie szyldy wystawowe sklepów wzdłuż całej ulicy Żeromskiego.

Godz. 14.30 – Do akcji wkracza MO. Gdy tłum, stojący przed palącym się budynkiem KW, spostrzegł oddział MO, zepchnął wzdłuż spadku ulicy zaparkowaną opodal przyczepą z płytami betonowymi w kierunku nadchodzących milicjantów. W momencie nabierania przez przyczepę dużej szybkości trzymający jej dyszel Łabędzki i Ząbecki nie zdążyli odskoczyć i przejechani przez przyczepę ponieśli śmierć na miejscu. Obaj byli mocno nietrzeźwi – delikatnie mówiąc. Ich ciała grupa 6 młodych mężczyzn ułożyła na wózku akumulatorowym i wożąc ich po mieście wszem i wobec głosiła, że to są ciała zabitych przez MO robotników.

Godz. 14.39 – 15.00 – rozpoczęła się fala kradzieży w sklepach, których wystawy zostały wcześniej rozbite.

Godz. 18.00 – Duża grupa ludzi próbuje opanować budynek KM MO. Na szczęście do opanowania budynku nie dochodzi. W mieście pali się kilka samochodowe osobowych i trzy wozy strażackie.

Godz. 23.00 – na ulicach Radomia zapanował spokój.

Z rozkazu Ministra Spraw Wewnętrznych, którego to rozkazu kopię widziałem, wynikało, że MO miała posiadać tylko pałki gumowe, kaski ochronne i miotacze gazów łzawiących oraz tarcze. Faktem jest, że w Radomiu nie padł ani jeden strzał z broni palnej. I to na całe szczęście.

 

Z.M. „Ursus” 25 czerwca 1976 roku

Godz. 6.00 – Pracownicy I zmiany, liczącej około 10000 ludzi, nie podejmują pracy na znak protestu przeciwko zapowiedzianej podwyżce cen na artykuły spożywcze. Część jednak z tzw. działów ruchu ciągłego, wraca na stanowiska pracy.  

Godz. 8.00 – 8.45 – Wyłączono dopływ energii elektrycznej i sprężonego powietrza uniemożliwiając pracę tym, którzy chcieli do niej przystąpić. Część załogi, licząca około 400 osób opuszcza zakład i udaje się w kierunku miasta Ursus. Liczebność tłumu szybko rośnie. Około godziny 10.00 jest już około 2000 osób. Zablokowano linię kolejową. Pierwszym zatrzymanym pociągiem jest „Opolanin”, następnie „Górnik” i pociąg międzynarodowej relacji Warszawa-Paryż oraz pociągi podmiejskie i Wąskotorowa Kolejka Dojazdowa.

Godz. 13.00 – Ireneusz i Marek Majewscy przywożą aparaturę spawalniczą. Po przecięciu kilku śrub na złączach torów zabrakło im acetylenu więc musieli zrezygnować ze swego zamiaru. W tej sytuacji inna grupa po zabraniu klucza z elektrowozu pociągu „Opolanin” rozkręca szyny i w powstałą lukę wpycha elektrowóz.

Godz. 21.30 – do akcji w Ursusie wkracza ZOMO. W rejonie stacji PKP na przejeżdżające samochody z milicją zrzucono z wiaduktu i nasypu kolejowego kilkanaście podkładów betonowych oraz grad kamieni, butelek itp. Milicja, i to niepodważalna prawda, nie użyła broni palnej. Około godziny 23 w Zakładzie i mieście zapanował spokój

 

Płock, 25 czerwiec 1976 rok

Godz. 14.30 – Przy bramie nr 2 LZRiP zaczęli się gromadzić robotnicy pierwszej zmiany. Tłum liczył około 300 osób i byli to głównie młodzi ludzie.

Godz. 16.10 – 200 osobowa grupa rusza w kierunku KW PZPR. Już pod budynkiem, razem z przechodniami, grupa ta liczy około 500 - 600 osób.  

Godz. 17.30 – Do demonstrantów przemawia I Sekretarz KW. Efekt jego wystąpienia prawie żaden.

Godz. 21 – Pod gmach KW PZPR podjeżdża radiowóz milicyjny z głośników którego podają komunikaty, że rząd cofnął podwyżkę cen. Mimo to zebrani obrzucają radiowóz kamieniami wybijając w min szyby. Następnie przewrócono samochód straży pożarnej i wybito szyby w gmachu KW.

Godz. 21.10 – Do akcji wchodzi ZOMO. 10 minut później jest już spokój przy gmachu KW PZPR. W całym mieści zapanował spokój około 22.15.

 

Proszę zauważyć, że mimo odwołania przez Jaroszewicza, we wczesnych godzinach wieczornych 25 czerwca, zamiaru przeprowadzenia podwyżki cen na artykuły żywnościowe, duże grupy młodych ludzi nadal demonstrowały na ulicach miast niszcząc mienie społeczne, z którego przecież każdego dnia ci młodzi ludzie korzystali.

Wydawało się, że po tym feralnym dniu kierownictwo partyjne i palantowe będzie się starało przeanalizować powstałą sytuację i wyciągnie właściwe wnioski. Zresztą tego wieczoru większość Polaków było prawie pewna, że ze stanowiska ustąpi, co najmniej, P. Jaroszewicz i E. Babiuch. Tak uważano chociaż główni architekci tej podwyżki cen działali za plecami wymienionych panów w tzw. drugiej linii.

Tymczasem przewidywania się nie sprawdziły. Po prostu niektórzy z działacze potwierdzili, że nie mają zdrowej ambicji. Dla nich bowiem stołek był ważniejszy niż interes państwa i narodu.

Teraz zacytuję bardzo charakterystyczny fragment z wypowiedzi E. Gierka, jaką usłyszeli na specjalnej telekonferencji sekretarze Komitetów Wojewódzkich PZPR w dniu 26 czerwca 1976 roku, a więc nazajutrz po wyżej opisanych wydarzeniach. Wydaje mi się, że ta właśnie wypowiedź udowodniła, że I Sekretarz umysłem buszował w chmurach i że nawet rozruchy nie są w stanie ściągnąć go z tej wysokości na ziemię. I jeszcze jedno – wyzuwa się, że uwierzył w skandowane na różnych wiecach hasła w rodzaju „Gierek, Partia, Polska”. A oto ten fragment wypowiedzi:

„Biorąc pod uwagę całokształt sytuacji postanowiłem, zgodnie zresztą z zapowiedzią, że jest to konsultacja i od wyników konsultacji uzależnimy podjęcie decyzji lub nie i zaproponowałem Biuru Politycznemu, aby Premier wystąpił powiedział, że odkładamy tę sprawę, że musimy przepracować te koncepcję. Uważam, że trzeba będzie w ciągu dnia jutrzejszego i w poniedziałek odbyć we wszystkich województwach masowe wiece, wiece na kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nawet na 100 i więcej tysięcy ludzi. Muszą to być wiece złożone z ludzi dobranych, żeby brali w nich udział i ludzie bezpartyjni. Żeby na wiecu, w oparciu na przygotowanym wcześniej materiale, mogli towarzysze powiedzieć, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej i narodu woli niewielkich grup. Towarzysze, jest to mi potrzebne jak słonce, jak woda, jak powietrze. Jeśli tego nie zrobicie, to będę się musiał nad tym zastanowić. Oddzielnym zagadnieniem jest sprawa Radomia i sprawa Ursusa a może i Płocka. Ale przede wszystkim tych dwóch. Uważam towarzysze, że niezależnie o Zakładów „Waltera” trzeba odbyć wiec w samym Radomiu i sąsiednie województwa będą musiały posłać do Radomia trochę aktywu. Trzeba będzie zebrać Radomiaków i powiedzieć im jak my ich oceniamy. Jak oni wychowali swoje dzieci, jak oni szkodzą Polsce. Po prostu Radomiacy powinni odczuć, że cała Polska ma do nich pretensje, że cała Polską będzie im to długo pamiętała”.

Towarzysze – mówił dalej Gierek – to co ja wczoraj przeżyłem tego przez swoje 63 lata nie przeżyłem, a przeżyłem już dużo.

Wprawdzie pewnien komentarz dałem już przed tym cytowaniem E. Gierka ale proszę aby sam czytelnik ocenił, co dla Gierka było przedmiotem, a co podmiotem działania.

Po Gierku głos zabierali E. Babiuch i J. Szydlak dając województwom konkretne zadania do wykonania. Zapene jeszcze świeża jest pamięć tamtych dni. Odbyły się w dniach 27-28 czerwca na terenie całego kraju wielkie wiece. Otrzymał, jak wiemy, Gierek poparcie, ale źle je później spożytkował.

28 czerwca zebrało się Prezydium CKŻ. Krytycznie oceniono przebieg wydarzeń. Strajki miały się przenieść do innych zakładów i miast w kraju powodując w konsekwencji przynajmniej ustąpienie ze stanowiska premiera P. Jaroszewicza. Do tego nie doszło bo pospiesznie wycofano się z zamiaru podwyższenia cen. Nie mógł więc awansować M. Jagielski. Więc w tej sytuacji wydarzenia czerwcowe potraktowano jako porażkę, którą koniecznie należało poddać wnikliwej ocenie i postanowiono wyciągnąć z tego na przyszłość odpowiednie wnioski.

Wszystkie na ten temat informacje zbierał Sekretariat Światowego Kongresu Żydów w Genewie i w Paryżu. Robiono to bardzo dyskretnie wykorzystując rzekomo turystyczne wojaże bezpośrednich organizatorów strajków robotniczych i niektórych sprzyjających im działaczy społeczno-politycznych.

To właśnie w Genewie latem 1976 roku postanowiono utworzyć KOR (Komitet Obrony Robotników). Nazwa miała organizatorom ułatwić penetrację środowiska robotniczego, a zwłaszcza wciąganie do działalności opozycyjnej młodych robotników podatnych na hasełka demagogiczne itp. manipulacje. Następnie miały być utworzone z tych młodych, nie dostatecznie uświadomionych robotników, grupy wolnych związków zawodowych. Ale o tym później.

Na spotkaniach i naradach w Szwajcarii, w miejscowości koło Genewy, brali udział następujące osoby: J. Kuroń, M. Modzelewski, T. Mazowiecki, A. Hajnicz, A. Zambrowski, L. Kołakowski (przybył z Londynu) i in ni.

Interesujący urlop spędzał w tym samym czasie w Grecji Mieczysław F. Rakowski (ówczesny naczelny redaktor „Polityki” i członek KC PZPR). Podczas pobytu w Atenach, spotkał się dwukrotnie w dzielnicy Aten Plaka z trzema redaktorami popołudniówek wydawanych w Tel-Awiwie i z pewnym dziennikarzem „Bild Zeitung”. Rozmowa dotyczyła oczywiście przebiegu wydarzeń czerwcowych w Polsce.

Pod koniec przydługiego wypoczynku M.F. Rakowski odwiedzając Kretę złożył wizytę w pięknej willi położonej w południowo-zachodniej części miasta Fajstos. Tematu odbytej tam rozmowy można się tylko domyślać. Dzisiaj mieszkańcy tego miasta już wiedzą, że dzierżawcą tej willi była wtedy CIA. Zresztą M.F. Rakowski kontakty ma bardzo rozległe, szczególnie na Zachodzie. Do jego przyjaciół zalicza się m.in. szef koncernu prasowego NRF A. Saringer (prawie nieczytelne).

Omawianie wydarzeń politycznych, jakie miały miejsce w Polsce w roku 1976 zakończę podaniem informacji o zmianach w sekretariacie KC i w Rządzie.

2 grudnia 1976 roku, na V Plenum KC, A. Karkoszka i Stefan Olszowski zostali sekretarzami KC. Miejsce Olszowskiego w resorcie spraw zagranicznych zajął E. Wojtaszek (dotychczasowy minister administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska).  

W tym samym dniu J. Kępa został wicepremierem Rady Ministrów, a jego miejsce w Komitecie Warszawskim PZPR zajął A. Karkoszka (był do tego czasu wicepremierem). Dla Kępy zmiana miejsca pracy miała być swego rodzaju karą za to, że nie zapobiegł wydarzeniom w Ursusie. Wiceprezesami Rady Ministrów mianowano J. Szydlaka i K. Secomskiego. Ten pierwszy odpowiadał za przemysł, a ten drugi za budownictwo i inwestycje. O wynikach ich pracy nawet szkoda pisać.

W następnym roku, tj.21 stycznia 1977, VI Plenum zwolniło J. Szydlaka ze stanowiska sekretarza KC. Odtąd w gmachu, zwanym polskim Białym Domem, panowali niepodzielnie, niski wzrostem ale wielki ambicjami i inspiracjami, E. Babiuch.

14 kwietnia 1977 roku na VII Plenum KC awansował na członka sekretariatu KC Zb. Zieliński, kierownik wydziału przemysłu ciężkiego, transportu i budownictwa.

17 grudnia tegoż roku odwołano z rządu K. Olszewskiego ze stanowiska wicepremiera. Został on ambasadorem PRL w Moskwie. Odwołano też K. Barcikowskiego ze stanowiska ministra rolnictwa, później został I sekretarzem Komitetu Krakowskiego PZPR.

W tym miejscu podam pewne zabawne wydarzenie jakie miało miejsce w 1977 roku na jednym z posiedzeń Rady Ministrów. Zanim to zrobię jeszcze dodam kilka zdań o sprawach to posiedzenie wyprzedzających. Otóż wiadomym było w kręgach ministerialnych, że K. Barcikowski jest w konflikcie z dwoma ludźmi, tj. z P. Jaroszewiczem i T. Wrzaszczykiem. Zaczęło się wszystko od zmniejszenia środków inwestycyjnych na rolnictwo przez Komisję Planowania. Zachodził pewnego rodzaju paradoks. Stawiając coraz to wyższe zadania rolnictwu Komisja jednocześnie zaplanowała zmniejszenie zadań dla przemysłu produkującego na potrzeby rolnictwa. Barcikowski nie wytrzymał tego nerwowo i na wspomnianym posiedzeniu Rady Ministrów, gdy inni ministrowie zgłaszali zapotrzebowania na kilkaset, a nawet na kilka tysięcy nowych etatów, by wykonać zawarte w Narodowym Planie Społeczno-Gospodarczym zadania, powiedział, że on potrzebuje tylko jeden etat. Na pytanie Jaroszewicza - dla kogo – Barcikowski odpowiedział, że dla cudotwórcy. Reakcji premiera można się już domyśleć.

Tak ze w roku 1977 były próby wykorzystania krakowskich Juwenalii, tj. studenckich uroczystości, do zorganizowanych wystąpień antypaństwowych. Jako pretekst do wywołania awantur wykorzystano śmierć studenta Stanisława Pyjasa. Puszczono plotkę, że został on zamordowany przez milicjanta o nazwisku M. Pałamasz. Był więc trup i zaczęły się emocje w umysłach wielu młodych ludzi w Krakowie. Na szczęście nie doszło do awantur. Później, przed sądem, wyszły na jaw intencje prowokatorów. Główni oskarżeni, J. Szczęsna i S. Blumsztajn, w numerze 29 „Życia Warszawy” z 4 lutego 1980 roku, przeprosili M. Pałamasza za fałszywe oskarżenie. Jak się okazało śmierć Pyjasa był przypadkowa. Po prostu był tak zamroczony alkoholem, że nie utrzymał równowagi wchodząc po schodach. Upadł tak nieszczęśliwie, że uderzył tyłem głowy w betonowy kant schodów. Skutek znamy.

W 1979 roku, już po zmianie nazwy na KSS KOR, jego główni organizatorzy postanawiają otworzyć tzw .grupy wolnych związków zawodowych. Pierwsza taka grupa powstała w Gdańsku. W jej skład weszli m.in. B. Lis, L. Wałęsa, małżeństwo Gwiazdów, A. Walentynowicz, Pieńkowska, Borusewicz i inni.

Podobną grupę w tym samym roku utworzono w Zakładach Metalowych „Ursus”. W składzie tej grupy znaleźli się Zbigniew Janas (aktywny w czerwcu 1976), Zbigniew Bujak (zatrudniony w „Ursusie” jako świeży rezerwista WP) i inni.  

Ich pierwszym, głównym zadaniem było nawiązywanie jak najlepszych kontaktów z robotnikami, zdobywania u wielu z nich sympatii czy tez zwykłej życzliwości oraz popularności. Mieli wyrabiać o sobie opinie odważnych i sprawiedliwych obrońców ludzi pracy.

Jako przykład dużego sprytu i zdolności trafnego przewidywania przez KOR-owców wydarzeń podam kulisy wciągnięcia do całej gry Walentynowicz, starszej pracownicy Stoczni im. Lenina. Rozumowanie było logiczne. Brakuje jej do otrzymania emerytury około 1,5 roku. Jest więc pod tzw. „ochroną”. Trzeba więc właśnie jej powierzyć zorganizowanie na ternie stoczni tzw. wolnych związków zawodowych. W tym celu J. Kuroń zawiera z Walentynowicz odpowiednią umowę. Najogólniej mówiąc polegała ona na tym, że w przypadku zwolnienia jej z zakładu otrzymywać miała ona każdego miesiąca podwójną rekompensatę w dolarach, cześć tej kwoty miano jej wypłacać w kraju, a resztę wpłacać na kontro specjalnie dla niej założone w Genewie. Walentynowicz przystępuje następnie do wykonania powierzonego jej zadania. O tym co ona robi dowiadują się panowie z Komisji Zakładowej PZPR i dyrekcja stoczni. Konsultują ten fakt z KW PZPR. Zapada w końcu decyzja – zwolnić. Na to tylko czeka J. Kuroń i jego mocodawcy z CKŻ. Mają znakomity argument do głoszenia na cały kraj przez „Radio Wolna Europa”, „BBC” i inne, że oto w Polsce panuje terror, depcze się prawa ludzi pracy, łamie się swobody obywatelskie itd. itd.

Puszczone w ten sposób informację trafią do umysłów wielu robotników stoczni i dają temu wiarę. Nie ma się też zresztą czemu dziwić. Nikt ich z władz przedtem nie informował dlaczego tak poczyniono. A teraz, po fakcie, argumenty panów z KZ PZPR i dyrekcji nie brzmią przekonująco. Wiadomo, że kto pierwszy z informacją, ten lepszy. Dalszy ciąg wypadków znamy.

Działalność ugrupowań opozycyjnych przybiera na sile. Dzieje się tak dlatego, że z polecenia osobistego E. Gierka i St. Kani główni działacze o pochodzeniu żydowskim jak K. Modzelewski, J.Kuroń, A. Michnik, A. Hajnicz, T. Mazowiecki, A. Geysztor mają pełną swobodę działania. Ba, niektórym z ich pomagano nawet znaleźć odpowiednią do ich kwalifikacji i umiejętności pracę. I tak, na przykład, dzięki wstawiennictwom H. Jabłońskiego i A. Geysztora (prezesa PAN) – Karol Modzelewski został zatrudniony we wrocławskim oddziale PAN, a aktualnie wchodzi w skład dolnośląskiej „Solidarności”i w praktyce kieruje jej działalnością. Kryzys polityczny, choć powoli, ale stale się pogłębiał. Wielu Polaków zauważyło to zjawisko i próbowało temu zapobiec, ale opracowana przez E. Babiucha, J. Łukaszewicza i Z. Żandarowskiego taktyka lekceważenia działalności żydowskich ugrupowań opozycyjnych miała obowiązywać wszystkich, od samej góry do samego dołu.

Panowie, których nazwiska wymieniłem, z żelazną konsekwencją realizowali stale tylko dwa zadania. Pierwszym ich zadaniem było sztuczne rozbudowywanie szeregów partyjnych. W 1989 roku PZPR liczyła już 3,4 miliona członków i kandydatów. W latach 1971 – 1980 wstąpiło, lub zapisało się, 1,5 miliona ludzi, z tego około 500 tysięcy w kilka dni po otrzymaniu legitymacji kandydackiej rezygnowało z należenia do partii. Kryteria przyjmowania do tej organizacji politycznej funkcjonowały tylko w teorii. W praktyce do partii zapisywano hurtem wszystkich razem: komunistów z przekonania, karierowiczów, cwaniaków, dorobkiewiczów itd.

W tej sytuacji najwięcej stresów moralnych przeżywali nie ci, którzy zapisali się dla interesu i niecnych celów, lecz prawdziwi komuniści. To oni głownie boleli nad tym, że kierownictwo partyjne coraz bardzie odchodzi w codziennej praktyce od pryncypiów marksistowsko-leninowskich. Co z tego skoro nikt nie liczył się z ich rozterkami.

Nasuwa się w związku z tym pytanie. Dlaczego im, tzn. Gierkowi, Babiuchowi, Żandarowskiemu, Łukaszewiczowi i innych, tak bardzo zależało na istnieniu tak dużej liczebnie partii? W sposób uproszczony można odpowiedzieć na to pytanie w sposób następujący. W gospodarce uspołecznionej pracuje ok 12 milionów ludzi, w związku z tym im więcej będzie ludzi w partii, tym większa liczba ludzi znajdzie się w partii, w której obowiązuje tzw. dyscyplina partyjna. Panom, których nazwiska są wyżej wymienione, ta rzekoma dyscyplina partyjna umożliwiała realizowanie ich własnych, a nie partyjnych i narodowych, interesów.

Organizacje partyjne, zamiast być ich podmiotem działania, stały się powoli narzędziem, którym wyręczano się we wszystkich trudnych sytuacjach. Zamarło więc naturalne życie wewnątrzpartyjne, a to co miało miejsce na wielu naradach i zebraniach graniczyło z tragifarsą. Na napawało to panów, tych wyżej wymienionych, zbyt wielkim smutkiem. Najważniejszy przecież był ich interes. Partia – mawiali – to my!

Odbywały się więc narady za naradami. Opracowywano program za programem dla każdej niemal dziedziny życia społeczno-gospodarczego. Nikt jakoś nie trudził się ich urzeczywistnieniem. Zapomniano (czyżby), że samymi programami nie wyżywi się narodu i nie rozwiąże się jego istotnych problemów.

Nie oznacza to, że nie było w kierownictwie partyjnym ludzi, którzy nie wiedzieli do czego to zmierza. Pierwszym, który podjął próbę położenia przeszkody na drodze dalszego rozregulowania gospodarki był Stefan Olszowski, odpowiadający w Sekretariacie KC za sprawy ekonomiczne. Domagał się więc usunięcia P. Jaroszewicza ze stanowiska premiera. Jakoś nikt go nie słuchał w Sekretariacie i w Biurze Politycznym, chociaż miał niepodważalną rację. Nie liczę oczywiście desperackiego wystąpienia T. Grabskiego na jednym z ostatnich w 1979 roku plenarnych posiedzeń KC. Ukarano go później przykładnie.    

Za to nastąpiło jakieś dziwne ujednolicenie poglądów i stanowisk w stosunku do pracy Olszowskiego wśród panów P. Jaroszewicza, M. Jagielskiego, Z. Grudnia, W. Wrzeszczyka, J.Szydlaka, T. Pyki, H. Jabłońskiego (ten robił to bardzo dyskretnie), J. Pińkowskiego, A. Werblana. Doszło do tego, że Olszowski przychodził do KC po to, by siedzieć za biurkiem.

Oczywiście, można go było jeszcze przed VIII Zjazdem wyprowadzić ze składu najwyższych władz partyjnych, ale nie chciano tego zrobić, bo po co czynić coś przeciwko bohaterom. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by odwołanie członka Biura Politycznego i sekretarza KC nie było wśród społeczeństwa odpowiednio komentowane, tzn. z podjęciem próby doszukania się prawdziwej przyczyny zmian.

W okresie 1978 -1979 wiele województw rywalizowało o miano najlepszego w ilości przyjętych do partii. Na specjalnie organizowanych wiecach jedni przyjmowali do tysiąca osób w szeregi kandydatów do partii, inni chcąc być lepszymi bili rekordy i przyjmowali po 2 tysiące, a czasem i więcej osób. To, że następnego dnia kilkaset osób, z reguły, odnosiło do Komitetów wręczane im na wiecach legitymacje już nie miało wielkiego znaczenia. Za tę godnż pożałownia farsę należą się podziekowania panom, Babiuchowi i Żandarowskiemu.

Tak doszliśmy do 1980 roku. W partii trwały już końcowe przygotowania do VIII Zjazdu. Ze wszystkich prawie organizacji partyjnych napływała do KC fala niezwykle krytycznych wniosków zarówno pod adresem kierownictwa partyjnego jak i państwowego. Wydawało się, że nastąpią jakieś istotne zmiany we władzach. A oto lista członków Biura Politycznego wybranych na I Plenum KC po VIII Zjeździe: E. Gierek, E. Babiuch, Z. Grudzień, H. Jabłoński, M. Jagielski, W.Jaruzelski, St. Kania, A. Karkoszka, St. Kowalczyk, W. Kruczek, J. Łukaszewicz, J. Szydlak, A.Werblan, T. Wrzaszczyk.

Sensacją było to, że do KC, a tym samym i do Biura Politycznego, nie kandydował P.Jaroszewicz. Stalo się to w ostatniej chwili, gdy E. Babiuch i Z. Żandarowski zorientowali się, że nie będą mogli przekonać delegatów, by nie zakreślali nazwiska powszechnie nielubianego premiera.

Odszedł więc Jaroszewicz co najmniej o 4 lata za późno. W Biurze Politycznym nie widzimy już E. Kępy – a dużo krytykował tych, którzy pozostali w Biurze. Nie ma już S. Olszowskiego (pisałem o nim wyżej, został później polskim ambasadorem z NRD) i nie ma J.Tejchmy (za to samo co Kępa).

Miejsca tych, którzy odeszli z Biura Politycznego zajęli: A. Karkoszka (I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR), J. Łukaszewicz, A. Werblan i T. Wrzaszczyk. Paradoksem jest to, że to właśnie oni powinni podzielić los Jaroszewicza.

Zstepcami członków Biura Politycznego zostali: K. Barcikowski, J. Pińkowski, T. Pyka, W.Wojtaszek, Z. Żandarowski.

Poza P. Barcikowskim pozostali po raz pierwszy dostąpili honoru pełnienia tej funkcji. Jednoznacznie potwierdza to opinie, że wciąż w doborze kadr obowiązywała reguła: „mierny, bierny ale wierny”.

Na sekretarzy KC wybrano: E. Gierek, St. Kania, J. Łukaszewicz, J. Pińkowski, J. Wrzaszczyk, A.Werblan, A. Żabiński, Z. Żandarowski.

Nowe twarze w gronie sekretarzy to: J. Wrzaszczyk (dotychczasowy kierownik Kancelarii Sekretariatu) i A. Żabiński (dotychczasowy I Sekretarz KW PZPR w Opolu).

Na pierwszym Plenum wybrano także członków Sekretariatu KC: Z. Kurowski - kierownik wydziału handlu i przemysłu lekkiego KC i Zb. Zieliński - kierownik wydziału przemysłu ciężkiego, transportu i budownictwa.

Później jak pamiętamy, doszło do zmian w Rządzie. Premierem został E. Babiuch.

W niespełna 4 miesiące po nominacji Babiuch ruszył w podróż zagraniczną śladami P.Jaroszewicza – 25 czerwca 1980 roku złożył wizytę w Wiedniu, gdzie przeprowadził rozmowy gospodarcze z kanclerzem Brono Kreisky`im.


 

 

Sierpień 1980 rok

30 czerwca, na polecenie M. Jagielskiego, dyrektor Centralnego Zarządu Przemysłu Mięsnego, Pereta, podejmuje decyzję w sprawie włączenia z dniem 1 lipca do sprzedaży komercyjnej boczku, wołowiny i golonki. Wprost niewiarygodne ale prawdziwe. O tej decyzji nie jest poinformowany A.Żabiński, ówczesny sekretarz KC nadzorujący m.in. prace resortu przemysłu spożywczego i skupu.

Równolegle T .Pyka wydaje polecenie, by z dniem 1 lipca zmienić normy technologiczne w zakładach przemysłu metalowego polegające w zasadzie na tym, że za tak samo, jak dotychczas, wykonywaną pracę robotnicy mieli otrzymywać niższa jak dotychczas płacę.  

Trudno sobie wyobrazić, aby był to zwykły zbieg okoliczności. W każdym bądź razie spowodowało, że na początku lipca w kilku zakładach województwa lubelskiego wybuchły strajki.

Negocjacje ze strajkującymi prowadził M. Jagielski. Przystał na ich żądania płacowe i nawet zapewnił, że otrzymają oni większe dostawy mięsa i jego przetworów. Gdy wieść o tym rozeszła się po innych województwach rozpoczęły się podobne strajki. Krążyły z tego powodu różne hasełka w rodzaju: „Jak staniesz, to dostaniesz” i „Kto strajkuje, ten zyskuje”.

M.Jagielski i A. Werblan uspakajali E. Gierka i E. Babiucha oraz sugerowali aby te lokalne przerwy w pracy zbagatelizować. Tak też się stało, a 27 lipca pan Edward Gierek, chociaż wrzenie społeczne przybierało na sile, udał się na wypoczynek do ZSRR. Inni członkowie kierownictwa partyjnego poszli w jego ślady.

15 sierpnia powracającego I Sekretarza powitano smutnymi informacjami. Strajki rozszerzyły się na inne regiony kraju. Rozpoczęto więc apelować do ludzi przez okienko TV. Najpierw 15.08.1980 . E. Babiuch, a później sam E. Gierek. Efekt żaden.

Jest trzecia dekada sierpnia i rozmowy ze Komitetami Strajkowymi w Gdańsku i Szczecinie prowadzą M. Jagielski i K. Barcikowski.

Sam przebieg strajku pominę, bowiem dość obszernie relacjonowały go środki masowego przekazu. Podam tylko, że cały sztab doradców Komitetu Strajkowego w Stoczni im. Lenina opanowali ludzie związaniu niegdyś z „Komandosami”, a później z KSS KOR. Tak jest do dzisiaj.

25 sierpnia na IV Plenum KC odwołano z Biura Politycznego E. Babiucha, J. Łukaszewicza, J.Szydlaka, T. Wrzaszczyka. Ze stanowisk zastępcy członka Biura Politycznego odwołano T. Pykę i Ż. Żandarowskiego. Odwołano też ze stanowisk sekretarzy KC J. Łukaszewicza, J. Pieńkowskiego i Z. Żandarowskiego.

Członkami Biura Politycznego na tym samym Plenum zostali S. Olszowski i J. Pińkowski, a zastępcami członka BP zostali J. Waszczuk i A. Żabiński. Na sekretarzy wybrano S. Olszowskiego i E. Wojtaszka. T. Grabski został członkiem KC.

30 sierpnia V Plenum KC po wysłuchaniu sprawozdań szefów Komisji Rządowych, działających w Szczecinie i w Gdańsku, aprobuje ich wstępne ustalenia i zgadza się na podpisanie porozumienia. Tak otworzono furtkę dla powstania najpierw NSZZ „Solidarność”, a obecnie Rady Krajowej NSZZ „Solidarność”.

5-6 sierpnia 1980 roku na VI Plenum wybrano St. Kanię na I Sekretarza KC (dotychczasowy sekretarz KC nadzorujący sprawy administracyjne), który od początku lipca doskonale wiedział w jakim kierunku zmierzają zapoczątkowane w Lublinie strajki. Na tym samym Plenum K.Barcikowski i A. Żabiński zostali członkami Biura Politycznego, a na sekretarzy KC wybrano T.Grabskiego, Z. Kurowskiego i J. Wojtackiego.

13 września Rada Państwa podejmuje uchwalę o rejestracji związków zawodowych poza rejestrem prowadzonym przez CRZZ. To już otwarte brama dla „Solidarności”.  

5 października na drugiej części VI Plenum K. Barcikowski zostaje sekretarzem KC. Na zastępców członków Biura Politycznego wybrano W. Kruczka (I sekretarz w KW w Lublinie) i Romana Naya (rektora AGH). St. Grabialski (? nieczytelne) został członkiem sekretariatu KC. Odwołano A. Żabińskiego ze stanowiska I sekretarza KW w Katowicach i wybrano go I sekretarzem KC.

24 października Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował statut „NSZZ „Solidarność” z wniesionymi przez siebie poprawkami. Dochodzi do wzrostu napięcia społecznego.

11 listopada Sąd Najwyższy rejestruje statut „Solidarności” już bez poprawek; akapit o przewodniej roli partii wnioskodawcy umieścili w załączniku.

2 grudnia na VII Plenum podjęto uchwalę o zwołaniu IX Nadzwyczajnego Zjazdu Partii. Na plenum tym odwołano z Biura Politycznego W. Kruczka, A. Karkoszkę, St, Kowalczyka, A. Werblana (tego też odwołano ze stanowiska sekretarza KC).

Do składu KC dokooptowano T. Grabskiego i M. Moczara. Zastępcą członka BP został T.Fiszbach (I sekretarz KW w Gdańsku). Na sekretarza KC wybrano Romana Neya  

Styczeń 1981 roku to miesiąc strajków. Najpierw na tle wolnych sobót, a później w Bielsku- Białej i Jeleniej Górze w związku z żądaniem zmian we władzach wojewódzkich. W Bielsku-Białej przez 12 dni strajkowało 120 zakładów.

10 lutego Sąd Najwyższy oddalił wniosek o rejestrację NSZZ „Solidarność Wiejska”.

11 lutego premierem zostaje W. Jaruzelski, a wicepremierami A. Jedynak i M.F. Rakowski. Premier apeluje o 90 dni spokojnej pracy.

16 marca grupa rolników rozpoczęła okupację budynku WK ZSL, żądając m.in. zarejestrowania „Solidarności Wiejskiej”. W tym dniu, około godziny 19.00, w mieszkaniu J. Kuronia przy ulicy Mickiewicza w Warszawie , gdzie poza gospodarzem mieszkania znalazł się J. Rulewski (szef MKZ NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy) i A. Michnik z regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”, zapada decyzja, że w przypadku nie podjęcia do 18 marca, przez władze, właściwych rozmów ze strajkującymi rolnikami, J. Rulewski dobierze sobie około 40 działaczy „Solidarności” i uda się z nimi do siedziby Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy na posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej. Po zakończeniu sesji członkowie NSZZ „Solidarność” muszą pozostać w sali obrad. Jacek Kuroń dzień wcześniej otrzymał wiadomość od M.F. Rakowskiego, poprzez Daniela Passenta, że zapadła decyzja usuwania siłą osób okupujących budynki publiczne. Dojdzie więc w Urzędzie Wojewódzkim do awantury, którą wykorzysta się do ogłoszenia w całym kraju strajku solidarnościowego, a w konsekwencji wymuszenia od władz zarejestrowania „Solidarności Wiejskiej”.

Rulewski, spieszać się po tej naradzie do Bydgoszczy, tego samego dnia, tj 16 marca o godz. 20.10. zabija na drodze w Palmirach znajdującego się w stanie nietrzeźwym 33 letniego J.Gołąbka.

23 kwietnia na XD Plenum KC, po raz pierwszy w historii, dokooptowano do Biura Politycznego dwóch robotników - Gabrysia i Wrońskiego.

31 maja Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

Dzisiaj tematem częstych rozmów wielu Polaków jest sprawa zadłużenia naszego kraju na Zachodzie. Dlatego podam u kogo jesteśmy najbardziej zadłużeni i na ile (w miliardach dolarów).

Podaję stan zadłużenia na koniec grudnia 1980 roku.

 

Kraj                 całość zadłużenia        spłata na rzecz banków na b.r.

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

NRF                        4,5                                       0.678

USA                         3,0                                       0,575

Francja                     2,5                                       0,378

  1. Brytania             2,0                                      0,220

Austria                     1,5                                         0,203

Razem                   23,0                                         3,1  

 

X – łącznie z zadłużeniem wobec instytucji państwowych

 

Interesujące jest porównanie Polski do innych krajów socjalistycznych. Szacuje się, ze zadłużenie krajów RWPG na koniec 1980 roku wynosiło około 65 miliardów dolarów, z tego około 35% przypada na nasz kraj.

Stopa obsługi zaciągniętego przez kraje socjalistyczne długu wynosi: CSRS – 22%, ZSRR – 18%, NRD – 54%, Rumunia – 22%, Węgry – 37%, Polska 92%, Bułgaria 3,7% (? nieczytelne).

Kredytu Polsce udzieliło około 460 zachodnich banków, ale 70% zadłużenia przypada na 65 banków. Te 65 banków w większości są pod nadzorem finansjery żydowskiej.

W rozmowach londyńskich prowadzonych wiosną b.r. strona polska zwróciła się do wierzycieli o następny kredyt 11 miliardów dolarów, z czego 3,4 miliarda dolarów stanowiłyby nowe kredyty, 3,1 miliarda dolarów stanowiłoby formę przesunięcia spłaty zadłużenia w bankach komercyjnych, a 4,4 miliarda dolarów byłoby przedłożeniem terminowych spłat zadłużenia oficjalnego, tj. korzystającego z poręczenia rządu zainteresowanego kraju.

Podam też jak rozwijał się handel zagraniczny Polski w ubiegłym dziesięcioleciu (w milionach rubli).

 

                                           Handel z krajami kapitalistycznymi

!= = = = = = = = = = = ! = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =  

!       Ogółem               !             Razem                                        w tym

!                                     !                                                   ! eksport           !     import

= = = != = = =! = = = =!= = = =! = = = =! = = = != = = ! = = = =! = = = != = = =! = = = != = = =

1970 ! 1975 !   1979 ! 1970 !   1975 ! 1979 ! 1970 !   1975 ! 1979 ! 1970 ! 1975 ! 1979

= = = != = = =!= = = = != = = =! = = = =!= = ==!= = = != = = = != = = != = = =!= = = ! = = =

139   !17057 ! 23514 ! 1743 !   7044 ! 8146 !   906 !   2423 ! 2514 !   837   ! 4621 ! 4692

 

Źródło: Statistischen Jahrbuch des Rates Für Gegenseitige Wirtschaft. Moscau 1971, 1976, 1980.

 

Liczby mówią za siebie. Wydaje mi się, ze komentarz jest tu zbędny. Warto również wiedzieć, że ZSRR udzielił Polsce kredytu na 1,1 miliarda dolarów w gotówce, z tego 600 milionów w postaci pożyczki nisko oprocentowanej.

W ubiegłej pięciolatce, jak wynika z badań NIK, w sprawach handlowych wyjeżdżało każdego roku na Zachód około 80 tysięcy osób, jako przedstawicieli polskich central handlowych, instytucji i zakładów. Natomiast w Komitecie Centralnym obowiązek nadzoru partyjnego nad prawidłowym nadzorowaniem realizacji zadań w handlu zagranicznym powierzono 3 (trzem) pracownikom, tj. zastępcy kierownika wydziału i dwóm inspektorom.

Obecnie opinię publiczną bulwersują podawane przez prasę przykłady korupcji w najwyższych władzach partyjnych i państwowych. Nie podaje się natomiast nazwisk osób, które „ułatwiały” tym, osobom nabywanie wielu dóbr materialnych. Postacią nr 1, która od 25 lat kierowała Urzędem Rady Ministrów i korumpowała znane nam osoby z tzw. „wyższych sfer”, był Janusz Wieczorek. Obecnie jest na emeryturze ale nadal przewodniczy Społecznemu Komitetowi Budowy Centrum Zdrowia Dziecka w Zalesiu kolo Warszawy. To właśnie na ręce Wieczorka składane są ofiary na rzecz CZD, w tym także koperty zielonymi banknotami, które w jakiś dziwny sposób nie są ewidencjonowane w specjalnie do tego celu założonej księdze.

Janusz Wieczorek jest jedynym człowiekiem, który dokładnie wie kto i ile wziął z kasy państwowej. Sam był jednak na tyle ostrożny, ze umieścił uzyskane aktywa w bankach w Wiedniu i Genewie. Kto więc jest teraz w stanie sprawdzić ile ten człowiek ma świństw na sumieniu? Może jednak niektórym naszym organom państwowym uda się skłonić go do mówienia.

W chronologicznym opisie wydarzeń świadomie pominąłem to, co miało miejsce w dniu 6 marca 1981 roku w Warszawie. Twego dnia odbyły się jednocześnie dewa wiece. Jeden zorganizowany przez rektora Uniwersytetu Warszawskiego H. Samsonowicza, NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze, KSS KOR itp. Drugi z wieców odbył się na ulicy Koszykowej tuż przed budynkiem, gdzie kiedyś mieściło się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.      

Na tym pierwszym postanowiono uczcić pamięć tych wszystkich, studentów i naukowców, którzy po marcu 1968 roku wyjechali na Zachód. Określono ich mianem męczenników i prześladowanych przez reżim Gomułki, co było twierdzeniem J. Kuronia, K. Szaniawskiego, H.Samsonowicza, A. Geysztora i innych. Ach, przychodzi westchnąć, nie jeden Polak zapewne marzy, aby mu się tak źle działo jak tym, którzy wyemigrowali do Izraela, W. Brytanii, Francji, Włoch, RFN, Austrii i Szwecji. Jakoś uwadze uszło wiecującym, że gloryfikowani przez nich „męczennicy” zaraz po przyjeździe do wymienionych krajów otrzymywali piękne mieszkania, nieźle płatną pracę itp.

Natomiast drugi więc zorganizowany przez Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald miał na celu uczcić pamięć tych wszystkich, którzy zostali zamordowani przez, jak to ich określano, syjonistyczną klikę MBP spod znaku J. Bermana i R. Zambrowskiego.

Tak się jakoś złożyło, że na wiecu w Uniwersytecie Warszawskim obecni byłi m.in. synowie i córki byłych pracowników MBP, dorosłe już dzieci byłych dygnitarzy odsuniętych od władzy w latach 1956 – 1970. Przemówienia do zebranych wygłosili J. Kuroń i Zb. Bujak (przewodniczący Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”) oraz rektor H. Samsonowicz.

Na drugi dzień, tj 9 marca, rozpowszechniano po Warszawie plotkę z informację, ze uczestnicy tego drugiego wiecu są faszystami, zajadłymi antysemitami itp. Szum się z tego zrobił duży. Prawie natychmiast wszystkie zachodnie agencje przekazały takie właśnie informacje do swoich krajów. Mało tego, to do naszej ambasady w Waszyngtonie organizacje żydowskie przesłały noty protestacyjne, a Biały Dom raczył zwrócić uwagę, by od tego rodzaju wieców władze polskie stanowczo się odcięły. Musiał więc na ten temat zabrać głos tow. M. Moczar, prezes Rady Naczelnej ZBOWiD. Wypowiedź Moczara wydrukowało „Życie Warszawy”.

   Wielu uczestników wiecu przy ulicy Koszykowej nie mogło w ogóle pojąć o co tu chodzi. Mówiono – nie było żadnych akcentów antysemickich, ani razu nie padło słowo – Żyd. Pytali dlaczego się właśnie ich atakuje skoro chcieli uczcić pamięć niewinnych ofiar terroru syjonistycznej grupy w MBP. Próbowano potem znaleźć odpowiedź na pytanie, co łączy Żydów z Ameryki, USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii i innych krajów z tymi, którzy wprawdzie mieli pochodzenie żydowskie, ale przecież uważali się za zdeklarowanych komunistów. Niestety w tej sprawie panuje zmowa milczenia

Natomiast 20 marca ukazał się w „Życiu Warszawy” list otwarty podpisany przez 147 sygnatariuszy. W liście tym zawarty był protest przeciwko pojawiającym się rzekomo w polskim życiu społecznym elementów szowinistycznych i antysemickich. Tu proszę przypomnieć sobie pewien fragment tajnej dyrektywy J. Bermana z 1945 roku, jakże wciąż aktualnej mimo upływu lat.

Przy okazji proszę zapoznać się z listą owych 147 sygnatariuszy tego listu. Kogo tam widzimy? Sygnatariuszami tego listu są obecni i byli politycy, dziennikarze, literaci, artyści, naukowcy itd. Część z nich powinna stanąć przed sądem i ponieść odpowiedzialność za popełnione na szkodę narodu polskiego przestępstwa polityczne i kryminalne. Zostawmy realizację tego właściwym organom.

Dlatego proszę zapoznać się z tym nazwiskami, ponieważ tego samego dnia zostały one odnotowane w Sekretariacie Światowego Kongresu Żydowskiego w Genewie, a następnego dnia przekazane wszystkim organizacjom żydowskim. Po co to zrobiono?   To to aby ludzi tych popierać i wspierać pod każda szerokością geograficzną, to znaczy politykom umożliwić zrobienie właściwych karier, artystom dać szansę doskonalenia ich warsztatu artystycznego na Zachodzie, naukowcom stworzyć możliwość współpracy z zachodnimi placówkami naukowo-badawczymi itp. Obowiązuje żelazna reguła: „Coś za coś”.

Już są tego pierwsze efekty. Na przykład dr E. Duraczyński, wychowanek prof. Geysztora przyjaciel K. Modzelewskiego-Fiszera, został na miejsce K. Marciszewskiego minowany kierownikiem wydziału nauki i oświaty KC, a A. Wajda ma otrzymać główną nagrodę na festiwalu filmowym w Cannes za film „Człowiek z żelaza” itd. itd.          

I nan koniec kilka refleksji oraz faktów związanych z powstaniem NSZZ „Solidarność”. Rys historyczny tego związku zdecydowana większość obywateli Polski ma doskonale utrwalony w pamięci. Wiemy też jak wiele pragnień i nadziei jest związane z powstaniem „Solidarności”. Życie jest, czy to się komu podoba czy nie, brutalne. Liczą się przede wszystkim fakty. Ta uwaga odnosi się równie z do kierownictwa NSZZ „Solidarność”. Zarówno do tego formalnego kierownictwa noszącego tytuły stanowisk i funkcji, jak i do rzeczywistego kierownictwa kryjącego się pod nazwa ekspertów i doradców. Ludzie ci mają zalety, wady, ambicje i ambicyjki. Nie tak znów z dalekiej przeszłości znamy te mechanizmy, ze łatwiej krytykować niż proponować, łatwiej proponować niż realizować.

Słusznie więc głosi się wszem i wobec, aby więcej nie miały miejsca tzw. „zakręty” w naszej historii. Kto jednak da gwarancję, że intencje formalnego kierownictwa „Solidarności” i jej doradców są zgodnie z interesem narodu i państwa polskiego? Deklaracje i słowne zapewnienia, to za mało. Módlmy się więc, aby z deszczu nie wejść pod rynnę i aby powiedzenie Mikołaja Reya, ze „Polak mądry ale po.....” nie nabrało znów aktualnej wymowy.

Dlatego tak bardzo potrzebna jest nam rozwaga, rozsądek i trzeźwość w ocenach, a nie zaszkodzi też cień podejrzliwości wobec kierownictwa „Solidarności”. Są bowiem fakty, które do powinny nas ku temu skłaniać, jak np. opóźnienie wyborów do władz związku, absorbowanie uwagi i sił działaczy głównie sprawami politycznymi, przyjęcie około 200 tysięcy marek od różnych organizacji z NRF, wywieranie presji na organizacje partyjne, by te wysyłały do KC różnego rodzaju żądania zmian w składzie kierownictwa partyjnego, ogłaszanie strajku z błahego powodu (w Łodzi spór poszedł o 0,5 kg szynki) itd., itd.

Niepokoi też fakt, że większość doradców NSZZ „Solidarność”, to byli „Komandosi”, członkowie KSS KOR, zdeklarowani przeciwnicy socjalizmu, do których pasuje, jak ulał, określenie - kosmopolici.

Ten niepokój jest tym bardziej uzasadniony, ze większość z nich ma swoich mocodawców w sferach partyjno-rządowych, którzy nasz kraj traktują jako dobre miejsce do robienia niezłych, ich własnych, interesów.

Są na to niepodważalne dowody, że zaopatrują ich w niezbędne informacje i udzielają cichego wsparcia tacy działacze partyjno-rządowi jak: H. Jabłoński, M. Jagielski, M.F. Rakowski, E.Wojtaszek, A. Jedynak, H. Kisiel, A. Werblan, Jerzy Ozdowski, J. Waszczuk. Z ludźmi, których tu wymieniłem identyfikuje się także M. Krask i W. Bień z ministerstwa finansów, R. Karski z resortu handlu zagranicznego, J. Czyrek, T. Olechowski, M. Dobrosielski z MSZ, E. Duraczyński, W.Piątkowski, Z. Wróblewski i J. Klasa z KC, Jan Mujzel z Komisji Planowania.

Dodać jeszcze należy do tego należy bardzo wielu ludzi ze środowisk: dziennikarskiego (Polityka, Życie Warszawy, Kultura, Solidarność, Radio i Telewizja, Gazeta Krakowska, Głos Robotniczy, Dziennik Bałtycki, Gazeta Robotnicza), naukowego (PAN i UW), artystycznego (Zespoły Filmowe, Teatr Powszechny i Dramatyczny w Warszawie) i literackiego (prawie całe kierownictwo Związku Literatów Polskich).

Niepokojące jest i to, że od powstania PRL prawie bez przerwy nasze placówki dyplomatyczne w Wiedniu, Rzymie, Paryżu, Londynie i Waszyngtonie były i nadal są obsadzane przez ludzi, którzy nie tylko, ze nie reprezentują interesów naszego kraju, ale działają na jego szkodę.

Na zakończenie zamiast syntezy, lub wyciągania wniosków z przedstawianych tu faktów, podam definicję pewnych pojęć, które, mam nadzieję, okażą się pomocne nie tylko przy wyciąganiu właściwych wniosków, ale także w zorientowaniu się kim są naprawdę ludzie, których nazwiska zostały wymienione wyżej.

Patriotyzm, to miłość do własnej ojczyzny, własnego narodu, połączona z gotowością ofiar dla niej.      

Internacjonalizm, to dążenie do równouprawnienia, współpracy i przyjaźni wszystkich narodów (proletariacki).

Kosmopolityzm, to postawa polegająca na afirmowaniu swojej wspólnoty z całym światem, połączona z biernością wobec własnego środowiska narodowego i z niepoczuwaniem się do współodpowiedzialności za jego losy, czyli jest to poczuwanie się „obywatelem świata”.

Karierowicz, to człowiek, którego celem jest zrobienie własnej kariery i którego dążenie do tego celu nie powstrzymują nawet skrupuły moralne.

Komunista, to nie tylko członek partii, ale przede wszystkim człowiek wyznający ideologię komunistyczną (marksizm-leninizm) i dążący do jej urzeczywistnienia.

Komunizm, to ideologia społeczna, która uznając zasadę rzeczywistej równości socjalnej wszystkich członków społeczeństwa za podstawę sprawiedliwego ustroju społecznego głosi program zniesienia stosunków społecznych opartych na prywatnej własności środków produkcji oraz zniesienia klasowego podziału społeczeństwa i wyzysku człowieka przez człowieka.

Socjalizm, to primo: ideologia społeczna, która na gruncie krytyki ustroju kapitalistycznego głosi program zniesienia stosunków społecznych opartych na prywatnym władaniu środkami produkcji oraz postuluje zbudowanie ustroju społecznego, w którym społeczna własność środków produkcji, oddanie ich pod kontrolę społeczeństwa i wykorzystanie ich w celu racjonalnego zaspokojenia jego potrzeb, stanie się ekonomiczną podstawą zniesienia podziałów klasowych i wyzysku człowieka przez człowieka. Secundo: to ustrój społeczny oparty na realizacji postulatów wysuwanych przez ideologie socjalistyczną.

 

To trzeba wiedzieć:

 

Konwersatorium „Doświadczenie i przyszłość”.

Konwersatorium „Doświadczenie i przyszłość” jest jedną z grup mafijnych (o tajnym składzie i tajnych celach działania) działającej w Polsce od listopada 1978 roku.

Najpierw w ramach „Wolnej Wszechnicy Polskiej”, a od 1980 roku pod opieką Polskiej Akademii Nauk. Wówczas DIP ujawnił się jako zespół dziewięciu ekspertów od wszystkiego (te osoby są wymienione pod numerami 5,7,24,40,41,51,58,66, 100.

Faktyczny cel DIP-u to zaprzedanie gospodarki polskiej międzynarodowemu kapitałowi syjonistycznemu oraz odzyskania w kraju wszystkich pozycji utraconych w okresie marca 1968 roku przez grupę polityczną Bermana- Zambrowskiego.

Mafijność tej organizacji potwierdza skład osobowy. Wchodzą do niej osoby z rzekomo   zwalczających się obozów, tj z władz partyjno-państwowych i z NSZZ „Solidarność”. To ci, rzekomo zwalczający się nawzajem, organizowali prowokację bydgoską w marcu 1981 r. Krótko mówiąc, to ci eksperci nie mieli na względzie interesu narodu polskiego.

  1. Adamiecki Wojciech – dziennikarz  
  2. Ajnenkiel Andrzej – docent z Instytutu Historii PAN
  3. Beksiak Janusz – profesor SGPiS, doradca Gierka
  4. Boniecki Wiktor – profesor z Akademii Ekonomicznej Kraków
  5. Bójko Leon – publicysta rolny (ekspert od wszystkiego)
  6. Borkacki Stanisław – profesor AWF Kraków
  7. Bratkowski Andrzej - (ekspert od wszystkiego)
  8. Bratkowski Stefan - prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
  9. Burzyński Marek -
  10. Bryl Ernest - literat
  11. Chłopicki Jerzy – redaktor naczelny pisma „Ekran”
  12. Chodkowski Jerzy – profesor Akademii Medycznej Warszawa
  13. Chwalibóg Krzysztof -
  14. Danecki Jan – Instytut Filologii i Socjologii PAN
  15. Dąbrowski Janusz – Instytut Badan Jądrowych
  16. Długołęcki Kazimierz
  17. Drewnowski Tadeusz – dziennikarz „Polityka”
  18. Drozdowski Marian Marek – profesor Instytut Historii PAN
  19. Dudziński Władysław
  20. Dziewanowski Kazimierz – publicysta
  21. Gałęski Bogusław - Instytut Filologii i Socjologii PAN
  22. Goryński Julian – profesor UW
  23. Gorzym Andrzej -
  24. Gościński Janusz – profesor Uniwersytetu Łódzkiego (ekspert od wszystkiego)
  25. Gotowski Roman
  26. Górski Jan - Instytut Historii PAN
  27. Grzegorczyk Jan -
  28. Hemar Wiktor – profesor Instytut Planowania
  29. Holzer Jerzy – docent Instytut Historii PAN
  30. Holzer Jan
  31. Hübner Zygmunt – docent PWST
  32. Iłowiecki Maciej – dziennikarz „Polityka”
  33. Jaruzelski Jerzy - dziennikarz
  34. Józefiak Cezary - docent Uniwersytet Łódzki
  35. Józefowicz Adam – Instytut Polityki Naukowej
  36. Kamiński Antoni
  37. Krasiński Andrzej - dziennikarz
  38. Krasiński Janusz – literat
  39. Krzymiński Aleksander – docent Uniwersytet Łódzki
  40. Komender Zenon – poseł, minister, szef PAX, (ekspert od wszystkiego)
  41. Krawczyk Rafał – docent, sekretarz generalny P. T, Ekon. (ekspert od wszystkiego)
  42. Lans Wiesław – profesor Uniwersytet Mikolaja Kopernika Toruń
  43. Malinowski Jan – profesor Instytut Socjologii UW
  44. Małachowski Aleksander – dziennikarz Polskiego Radia i Telewizji
  45. Manteuffel Ryszard – profesor PAN
  46. Małcużyński Karol – dziennikarz
  47. Maziarski Jacek – dziennikarz „Polityka” , TV
  48. Mazowiecki Tadeusz – dziennikarz „Solidarność”
  49. Micowski Andrzej – dziennikarz, Klub Inteligencji Katolickiej
  50. Mokrzycki Edmund
  51. Morawski Witold – docent, dyrektor Instytutu Socjologii PAN, (ekspert od wszystkiego)
  52. Mujzol Jan – profesor Instytut Planowania PAN, doradca Gierka
  53. Nowak Robert
  54. Nowak Stefan – profesor Instytut Socjologii UW
  55. Obuchowski Kazimierz -
  56. Osęka Andrzeju - dziennikarz
  57. Paszyński Aleksander - dziennikarz
  58. Piokara Andrzej – docent, Spółdzielczy Instytut Badawczy, (ekspert od wszystkiego)
  59. Porwitt Krzysztof - profesor SGPiS
  60. Radgowski Michał – dziennikarz „Polityka”
  61. Rajkiewicz Antoni – profesor UW, minister, doradca Gierka
  62. Rakowski Mieczysław – redaktor naczelny „Polityka”, wiceminister
  63. Rawicz Juliusz – publicysta
  64. R...niewski Andrzej (nieczytelne) - socjolog PAN
  65. Regulski Jerzy - profesor Uniwersytet Łódzki
  66. Reykowski Janusz – profesor UW
  67. Rozner Jan – profesor
  68. Rurarz Zdzisław – docent, SGPiS, ambasador
  69. Rysiak Gwidon – docent, UJ
  70. Ryszka Franciszek – profesor, Instytut Historii PAN
  71. Siciński Andrzej – docent, Instytut Filologii i Socjologii PAN
  72. Szkurzyński Zygmunt -
  73. Suchowolski Marek – profesor, Instytut Nauki Polskiej UJ
  74. Stelmachowski Andrzej – profesor, UW, doradca „Solidarności”
  75. Strzelecki Jan – doktor, Instytut Filologii i Socjologii PAN
  76. Świącicki Andrzej - prezes KiK Warszawa
  77. Szacki Jerzy – profesor, UW
  78. Szaniawski Karol - profesor, UW
  79. Szperkowicz Jerzy – dziennikarz
  80. Szyndzielorz Karol – dziennikarz
  81. Tazbir Janusz - profesor, Instytut Historii PAN
  82. Terlecki Władysław - literat
  83. Teplitz Krzysztof T. – publicysta
  84. Tomaszewski Lech – profesor, ASP Warszawa
  85. Trzos-Rostawiecki Andrzej - reżyser
  86. Trzeciakowski Witold – profesor
  87. Tymowski Andrzej – profesor, Instytut Handlu Wewnętrznego i Usług
  88. Wajda Andrzej – reżyser
  89. Walicki Andrzej - profesor, Instytut Filologii i Socjologii PAN
  90. Wasilewski Andrzej
  91. Wieczorek Wojciech
  92. Wieleowiejski Andrzej – sekretarz generalny KiK
  93. Wierzyński Maciej - dziennikarz
  94. Woźniakowski Jacek – doktor hab. KUL, ZNAK
  95. Wyczański Andrzej - profesor, Instytut Historii PAN
  96. Zakrzewski Andrzej – doktor, Polskie Towarzystwo Higieniczne
  97. Zalewskim Witold – literat
  98. Zanussi Krzysztof – reżyser
  99. Zawadzki Sylwester – profesor, UW, minister, doradca Gierka
  100. Zawiślak Andrzej – doktor hab. UW, (ekspert od wszystkiego)
  101. Zieliński Andrzej – dziennikarz
  102. Żarnowski Janusz - profesor, Instytut Historii PAN

Polacy, czytajcie o naszej tragedii narodowej opisanej w niżej wymienionych książkach:
     F. Eger – Żydzi i masoni we wspólnej pracy, Warszawa 1908.

  1. Rolicki – Zmierzch Izraela, Warszawa 1933
  2. Pawlicki – W kręgu wielkiej tragedii, Watrszawa 1970
  3. Koneczny – Cywilizacja żydowska,