Dramat naszych rodaków na Ukrainie. „Państwo polskie ich porzuciło”

Polacy mieszkający na Ukrainie znaleźli się w sytuacji, o której w Polsce praktycznie się nie mówi. Marcin Fijas, od lat zaangażowany w pomoc naszym rodakom za wschodnią granicą, alarmuje: część z nich jest przymusowo wcielana do ukraińskiej armii, a polskie państwo nie zapewnia im ochrony.

– Zabierają ich z ulicy, sprzed domów, z kościołów – mówił Fijas w rozmowie z Tomaszem Drwalem.

Fijas od początku pełnoskalowej wojny pomaga Polakom na Ukrainie. Już szóstego dnia konfliktu pojechał tam i wstąpił do Legionu Międzynarodowego. Po zakończeniu służby zaczął regularnie wozić pomoc humanitarną. Według własnych słów odwiedził Ukrainę blisko 60 razy, docierając do setek rodzin, organizując pikniki w polskich miejscowościach i przewożąc żywność, sprzęt oraz środki medyczne.

Jak sam mówi:

„Polacy na Ukrainie są najwspanialszymi ludźmi, jakich poznałem w życiu. Nigdy wcześniej nie spotkałem tak wspaniałych ludzi. To są prawdziwi Polacy z krwi i kości, którzy przez lata radzili sobie bez żadnej pomocy i zainteresowania ze strony państwa polskiego, a momentami wręcz byli dla niego problemem.

To ludzie, którzy własnymi, bardzo skromnymi środkami dbają o polskie cmentarze i miejsca pamięci narodowej. Sami kupują znicze, troszczą się o groby polskich bohaterów i robią wszystko, by pamięć o nich nie zginęła.

Sytuacja, w jakiej się znaleźli, oraz prośby moich rodaków z Ukrainy zmusiły mnie do tego, żeby powiedzieć prawdę o ich losie i zwrócić na niego uwagę.”

„Polacy trafiają na front”

Najbardziej niepokojąca część jego relacji dotyczy mobilizacji. Fijas twierdzi, że w polskich miejscowościach na Ukrainie są osoby, które zostały wcielone do armii wbrew swojej woli. Przedstawiciele terytorialnych centrów rekrutacji (TCK) mają zatrzymywać mężczyzn na ulicach, w pobliżu ich domów, a nawet po nabożeństwach. 

Opowiada też o konkretnych osobach, które trafiły na front i o których w Polsce prawie nikt nie wie. 

„To jest tragedia dzieci, matek, żon. Tym ludziom trzeba pomóc. Niestety, trzeba powiedzieć to szczerze: państwo polskie nie zrobiło nic dla tych ludzi. Państwo polskie zostawiło tych ludzi, mimo że informacje o tym miało — zarówno od nas, jak i z innych źródeł. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaka jest sytuacja, a mimo to nikt tym ludziom nie chce pomóc”.

Fijas powołuje się na informacje pozyskane od polskich organizacji na Ukrainie, według których na froncie znalazły się setki osób polskiego pochodzenia.

„Te liczby idą w setki. Osób polskiego pochodzenia jest minimum sto na froncie” — mówi społecznik.

Zakaz wjazdu na Ukrainę

Sam Fijas nie może już odwiedzać swoich rodaków z pomocą. Otrzymał bowiem trzyletni zakaz wjazdu na Ukrainę.

25 lutego 2026 roku został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), około 17 kilometrów od granicy z Rosją. Jak relacjonuje, funkcjonariusze podejrzewali go o działalność dywersyjną i szpiegostwo na rzecz Rosji. W areszcie spędził około 16 godzin.

Fijas twierdzi, że w sprawę zaangażowała się również polska placówka dyplomatyczna. Okoliczności zatrzymania, stawiane mu zarzuty oraz przebieg interwencji polskich służb wymagają jednak dokładnego wyjaśnienia.

„Polska o nich zapomniała”

Najmocniejszy zarzut Fijasa dotyczy nie Kijowa, lecz Warszawy. Jego zdaniem Polacy mieszkający na Ukrainie zostali pozostawieni sami sobie. Jak twierdzi, przez lata próbował zwracać uwagę polskich polityków na problemy mieszkańców polskich wsi i miasteczek, jednak nie doczekał się realnej reakcji.

„Polskie wioski na Ukrainie, w których mieszkają praktycznie sami Polacy, są regularnie odwiedzane przez ukraińskich funkcjonariuszy, którzy zabierają mieszkańców na front. Zupełnie inaczej ma być w przypadku miejscowości zamieszkanych przez Węgrów i Rumunów. Tam funkcjonuje niepisana zasada, by takich wiosek nie ruszać.

Mówiąc krótko: państwo węgierskie na szeroką skalę przyznawało swoim rodakom węgierskie obywatelstwo, podczas gdy Polacy mieszkający na Ukrainie od lat mają ogromne problemy z uzyskaniem polskiego obywatelstwa.

Oczywiście samo posiadanie polskiego paszportu nie zwalniałoby ich automatycznie z obowiązku mobilizacyjnego na Ukrainie. Nadal są bowiem obywatelami Ukrainy. Mieliby jednak dodatkowy argument i — co równie ważne — mogliby liczyć na większe zainteresowanie i ochronę ze strony polskich władz.

Tymczasem nie ma nikogo, kto mógłby skutecznie wstawić się za naszymi rodakami”.

Na pytanie prowadzącego, czy Polacy z Ukrainy mają możliwość ubiegania się o polski paszport, Fijas odpowiedział, że formalnie tak. Jego zdaniem przypadek jego przyjaciela Mariana Mazura ma być jednak dobitnym przykładem problemów, z jakimi — według niego — spotykają się osoby polskiego pochodzenia.

„Prawdziwi Polacy, z pięknym rodowodem, z piękną historią całej rodziny, nie dostają polskiego obywatelstwa. Takie wnioski są bardzo często odrzucane” — stwierdził Fijas.

Jako kontrast przywołał również sprawę znanej ukraińskiej aktywistki Natalii Panczenko. Jak zaznaczył, miała ona wcześniej wypowiadać się w sposób obraźliwy o Polakach, a nawet grozić Polakom podpaleniami. Mimo to — jak twierdzi Fijas — otrzymała polskie obywatelstwo od prezydenta Andrzeja Dudy.

W rozmowie pojawiają się również nazwiska osób związanych z polską polityką i dyplomacją. Fijas mówi o problemach Polskiego Radia Lwów oraz o konkretnych rodzinach, którym miał pomagać.

To właśnie ten wątek wydaje się najważniejszy: jeżeli Polacy mieszkający na Ukrainie rzeczywiście są w niebezpieczeństwie, to czy polskie państwo systematycznie monitoruje takie przypadki i zapewnia im odpowiednią pomoc konsularną? Czy osoby posiadające polskie korzenie mogą liczyć na realne wsparcie Warszawy, gdy znajdują się w sytuacji zagrożenia?

Temat, którego nie wolno przemilczeć

Historia przedstawiona przez Marcina Fijasa jest niewygodna, ponieważ dotyka dwóch kwestii, które trzeba od siebie oddzielić: prawa Ukrainy do obrony przed rosyjską agresją oraz prawa Polski do interesowania się losem swoich rodaków pozostających za granicą.

Nie chodzi o kwestionowanie ukraińskiego prawa do mobilizacji. Chodzi o odpowiedź na konkretne pytania:

  • Ile osób polskiego pochodzenia jest przymusowo wcielanych do ukraińskiej armii?
  • Czy polskie placówki dyplomatyczne mają wiedzę o takich przypadkach i podejmują w nich działania?

Jedno wydaje się bezdyskusyjne: los Polaków pozostających na Ukrainie nie powinien być obojętny Warszawie. Skoro państwo polskie od lat deklaruje szczególną troskę o rodaków na Wschodzie, to powinno też potrafić powiedzieć, co konkretnie robi dla tych, którzy dziś — w warunkach wojny — znaleźli się w dramatycznej sytuacji. 

Przeczytaj również:

Kresowiak

 

https://wb24.org/2026/09/01/dramat-naszych-rodak-w-na-ukrainie-pa-stwo-polskie-ich-porzuci-o/