Autor: Michaił Nalimow - Koordynator ogólnorosyjskiego komitetu organizacyjnego "Za wyniesienie Lenina!" www.netlenin.ru
Ogłoszenie przez japońskich genetyków wyników badań ludzkich szczątków, które oficjalne rosyjskie władze uznały za szczątki rodziny Nikołaja Romanowa, wywołały wiele hałasu. Po przeanalizowaniu struktury DNA szczątków z Jekatierynburga i porównaniu ich z analizą DNA brata Mikołaja II Wielkiego księcia George'a Romanowa, siostrzeńca cesarza Tichona Kulikowskiego-Romanowa oraz DNA pobranego z cząstek potu i krwi z odzieży carskiej, profesor Tokijskiego Instytutu Mikrobiologii, Tatsuo Nagai doszedł do wniosku, że szczątki , odkryte w pobliżu Jekatierynburga, nie należą do Nikołaja Romanowa oraz członków jego rodziny.
Nadało to specjalną wagę argumentom tej grupy naukowców historyków i genetyków, którzy są przekonani, że w 1998 roku w Twierdzy Piotra i Pawła w Petersburgu, pod pozorem carskiej rodziny z wielką pompą zostały pochowane absolutnie obce szczątki. Przez prawie dziesięć lat problemem poszukiwania i identyfikacji szczątków rodziny Nikołaja Romanowa, która została rozstrzelana w Jekatierynburgu w 1918 roku zajmuje się profesor Rosyjskiej Akademii Historii i Paleontologii Wadim Wiener. W tym celu założył on nawet specjalny Ośrodek do badania okoliczności śmierci członków rodziny Domu Romanowów i którego jest prezydentem. Wiener uważa, że oświadczenie japońskich naukowców może sprowokować w Rosji nowy polityczny skandal, jeśli decyzja specjalnej komisji rządowej Federacji Rosyjskiej, uznającej „szczątki jekatierynburgskie” za szczątki Romanowych, nie zostanie zmieniona. Na temat głównych argumentów w tej sprawie i na temat tego, jakie interesy przeplatały się w "sprawie Romanowych", opowiedział on w wywiadzie korespondentowi Страны.Ru (Kraje.Ru) Wiktorowi Belimowowi.
- Wadimie Aleksandrowiczu, jakie Rosja ma podstawy, aby ufać Tatsuo Nagai?
- Jest ich dostatecznie dużo. Wiadomo, że do ekspertyzy tego poziomu konieczne jest branie próbek nie od dalszych krewnych cesarza, ale od najbliższych krewnych. Są to siostry, bracia, matka. Co zrobiła komisja rządowa? Wzięła ona odległe pokrewieństwo z trzeciego stopnia krewnych (ros. – троюродных) kuzynów Mikołaja II i bardzo odległe pokrewieństwo po linii Aleksandry Fiodorownej - angielskiego księcia Filipa. I to wtedy, gdy istnieje możliwość poznania struktury DNA bliskich krewnych: są szczątki Elżbiety Fiodorownej, rodzonej siostry cesarzowej, syna rodzonej siostry Mikołaja II Tichona Nikołajewicza Kulikowskiego-Romanowa. Tymczasem porównanie zostało dokonane na podstawie analiz krewnych dalszych i otrzymano bardzo dziwne wyniki z takimi oto sformułowaniami jak "są zbieżności". Zbieżność w języku genetyków wcale nie oznacza identyczności. Ogólnie wszyscy mamy jakieś zbieżności. Ponieważ mamy dwie ręce, dwie nogi i jedną głowę. To nie jest argument. Japończycy natomiast przeprowadzili testy DNA na podstawie badań próbek bliskich krewnych cesarza.
Po drugie. Odnotowany został absolutnie oczywisty fakt historyczny, kiedy pewnego razu Nikołaj, będąc jeszcze carewiczem, udał się do Japonii, gdzie został uderzony szablą w głowę (przez policjanta – A.L.). Zadane zostały dwie rany: potyliczno - ciemieniową oraz czołowo-ciemieniową, o długości 9 i 10 cm odpowiednio. Podczas czyszczenia drugiej potyliczno - ciemieniowej rany został wydobyty fragment kości o grubości zwykłego arkusza papieru do pisania. To wystarczyło do tego, aby na czaszce pozostało wgłębienie - tak zwany modzel kostny, który nie zanika. Na czaszce, którą władze w Swierdłowsku, a potem władze federalne uznawały za czaszkę Mikołaja II, nie ma takiego modzelu. A fundusz "Odnalezienie" w osobie pana Awdonina i Swierdłowskie Biuro Ekspertyzy Sądowo – Medycznej w osobie pana Niewolina mówili byle co: że podobno Japończycy popełnili błąd, że rana mogła migrować po czaszce i tak dalej.
A co zrobili Japończycy? Okazuje się, że po wizycie Nikołaja w Japonii zachowali oni jego chusteczkę (do nosa? – A.L.), kamizelkę, fotel, na którym siedział i miecz, którym go uderzono. Wszystko to znajduje się w muzeum miasta Otsu. Japońscy naukowcy zbadali DNA krwi, która pozostała na chusteczce po zranieniu oraz DNA z kości, znalezionych w Jekatierynburgu. Okazało się, że struktury DNA są różne. To było w 1997 roku. Teraz Tatsuo Nagai postanowił uogólnić wszystkie te dane w jednym kompleksowym badaniu. Jego badanie trwało rok i zostało ukończone całkiem niedawno, w lipcu. Japońscy genetycy udowodnili w 100 procentach, że ekspertyza, przeprowadzone przez grupę pana Iwanowa było chałturą czystej wody. Jednak analiza DNA, przeprowadzona przez Japończyków jest jedynie ogniwem w całym łańcuchu dowodów na temat braku związku szczątków z pod Jekatierinburga z rodziną Mikołaja II.
Oprócz tego dodam, że zgodnie z tą samą metodologią została przeprowadzona ekspertyza przez innego genetyka, Prezydenta Międzynarodowego Stowarzyszenia Medycyny Sądowej, pana Bonthe z Düsseldorfu. Udowodnił on, że odnalezione szczątki i sobowtóry rodziny Mikołaja II Filatowowie – to krewni.
- Dlaczego Japończycy są tak zainteresowani udowodnieniem błędu rosyjskiego rządu i rosyjskich genetyków?
- Ich zainteresowanie tutaj jest czysto profesjonalne. Przechowują oni rzecz, która ma bezpośredni stosunek nie tylko do pamięci Rosji, ale do całej kontrowersyjnej sytuacji. Mam na myśli chusteczkę z krwią Cara. Jak wiadomo, genetycy w tej kwestii są podzieleni, podobnie jak historycy. Japończycy poparli tę grupę, która próbuje udowodnić, że nie są to szczątki Nikołaja II i jego rodziny. I popierali nie dlatego, że tego chcieli, ale dlatego, że ich wyniki same w sobie wykazywały jawną niekompetencję pana Iwanowa i tym bardziej niekompetencję całej komisji rządowej, utworzonej pod przewodnictwem Borysa Niemcowa. Wnioski Tatsuo Nagai - to ostatni, bardzo mocny argument, którego trudno obalić.
- Czy były jakieś odgłosy na wypowiedzi Nagai ze strony waszych oponentów?
- Były krzyki. Ze strony tego samego Awdonina. Niby, przy czym tu jakiś japoński profesor, jeśli gubernator województwa Swierdłowskiego Rossel nas poparł. Potem powiedziano, że to wszystko zostało zainspirowane przez jakieś ciemne siły. Kim one są? Widocznie jest ich wiele, poczynając od Patriarchy Aleksieja II. Ponieważ Cerkiew początkowo nie akceptowała punktu widzenia oficjalnych władz.
- Powiedział Pan, że analiza DNA jest jedynie ogniwem w łańcuchu dowodowym. Jakie są jeszcze inne argumenty świadczące o tym, że w twierdzy Piotra i Pawła w Sankt Petersburgu nie ma szczątków ostatniej rodziny cesarskiej?
- Istnieją dwa bloki argumentów. Pierwszym blokiem jest medycyna w czasie życia.
Początkowo Nikołaja Aleksandrowicza i jego rodzinę obsługiwało 37 lekarzy. Oczywiście, zachowały się dokumenty medyczne. To jest najłatwiejsza ekspertyza. I pierwszy argument, który znaleźliśmy, dotyczy rozbieżności w danych zapisów lekarzy, wykonanych za życia, ze stanem szkieletu N 5. Szkielet ten został uznany za szkielet Anastazji. Według zapisów lekarzy Anastazja miała za życia wzrost 158 cm. Była niewysoka, pulchniutka. Szkielet, który został pochowany, ma wzrost 171 cm i jest to szkielet chudego człowieka. Drugim – jest modzel kostny, o którym już mówiłem.
Trzeci. W dziennikach Mikołaja II, gdy był w Tobolsku, jest notatka: "Siedziałem u dentysty". Z wieloma kolegami-historykami zaczęliśmy szukać, kto był wtedy dentystą w Tobolsku. On, a raczej, ona była jedyną na całe miasto - Maria Łazariewna Rendel. Zostawiła swemu synowi zapisy, dotyczące stanu zębów Mikołaja II. Poinformowała, jakie plomby zakładała. Poprosiliśmy lekarzy medycyny sądowej o sprawdzenie plomb na zębach szkieletu. Okazało się, że nic nie pasuje. Biuro Medycyny Sądowej ponownie stwierdziło, że Rendel się pomyliła. Jak mogła się pomylić, jeśli, przepraszam, osobiście leczyła Carowi zęby?
Zaczęliśmy szukać innych zapisów. I w Archiwum Państwowym Federacji Rosyjskiej na Bolszoj Pirogowskiej 17, znalazłem zapisy oficera medycznego Eugeniusza Siergiejewicza Botkina. W jednym z pamiętników znajduje się fraza: "Mikołaj II pechowo wspiął się na konia. Spadł. Złamanie nogi. Ból zlokalizowano. Założono gips." Ale na szkielecie, który usiłuje się przedstawić jako szkielet Mikołaja II, nie ma ani jednego złamania. Przy czym zrobiliśmy to przy minimalnych kosztach. Śledczy Prokuratury Generalnej Sołowjow, który prowadził tę sprawę, nie musiał wyjeżdżać za granicę i wydawać pieniędzy budżetowych, jak to dotąd robił z przyjemnością. Wystarczyło zajrzeć do archiwów Moskwy i Petersburga. Ale to nie mówi o niechęci, ale o tym, że władze bardzo chciały zignorować te argumenty i dokumenty.
Drugi zestaw argumentów jest związany z historią. Przede wszystkim postawiliśmy pytanie, czy notatka Jurowskego jest prawdziwa, na podstawie której władze szukały grobu. I oto nasz kolega, doktor nauk historycznych profesor Buranow, znajduje w archiwum ręczną notatkę, napisaną przez Michaiła Nikołajewicza Pokrowskiego, a nie przez Jakowa Michajłowicza Jurowskiego. Jest w niej dokładnie wskazany ten grób. Oznacza to, że notatka jest a priori fałszywa. Pokrowski był pierwszym dyrektorem Rosarchiwu. Stalin wykorzystywał go, gdy trzeba było przerobić historię. Jest u niego słynny wyraz: "Historia to polityka, zamieniona w przeszłość". Notatka Jurowskiego – to podróbka. A jeśli jest to podróbka, to według niej nie można znaleźć grobu. To jest teraz sprawa udowodniona.
- Ale to ma też stronę prawną ...
- Ona również jest pełna dziwactw i absurdów. Początkowo prosiliśmy, aby wszystko to zostało umieszczone na polu prawniczym. W 1991 roku Awdonin, który znalazł grób, zwraca się do Wierch-Isetskiego Departamentu Spraw Wewnętrznych w Jekatierynburgu z oświadczeniem o znalezisku. Stamtąd zwracają się do regionalnej prokuratury i wyznacza się prokuratorską kontrolę. Grób jest otwarty. Dalej nie jest jasne. Sprawa karna nie została wszczęta, a w ramach tej kontroli powołana jest ekspertyza prokuratorska. Jest to wyraźna sprzeczność. Oznacza to, że powinni byli wszcząć sprawę karną w związku ze znalezieniem szczątków z objawami gwałtownej śmierci. Artykuł 105 kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej. W związku z tym wszczęto sprawę karną według art. 102. Morderstwo, popełnione przez grupę osób w wyniku uprzedniej zmowy. I tu już poszła prawdziwa polityka. Ponieważ powstaje proste pytanie: jeśli podejmuje się sprawę dotyczącą okoliczności śmierci rodziny carskiej, to kogo należy pociągać do odpowiedzialności jako podejrzanych w zabójstwie? Swierdłowa, Lenina, Dzierżyńskiego - miasto Moskwę? Czy Bełoborodowa, Wojkowa, Gołoszczekina – jest to Uralsowiet (Uralska Rada), Jekatierynburg.
Przeciw komu będzie się wszczynało postępowanie, jeśli wszyscy oni są martwi?
Jest to a priori sprawa nielegalna i nie miała ona perspektywy sądowej. Ale na mocy artykułu 102 łatwiej jest udowodnić, że są to szczątki rodziny Romanowów, a raczej, łatwiej jest nie zauważyć argumentów. Jak trzeba było działać, jeśli chce się robić wszystko zgodnie z prawem? Należy ustalić okres przedawnienia, wyjaśnić, że nikogo nie można pociągnąć do odpowiedzialności.
Sprawa karna podlega zamknięciu. Następnie należy skierować sprawę do sądu, przyjąć decyzję sądową w sprawie ustalenia tożsamości osoby i dopiero wtedy decydować o sprawie dotyczącej pogrzebu. Dla Prokuratury Generalnej było to jednak niewygodne. Wydawała ona państwowe pieniądze, udając bardzo aktywną działalność. Czyli była to czystej wody polityka. Biorąc pod uwagę, że w tę sprawę pakowano ogromne pieniądze z budżetu federalnego.
Prokuratura Generalna wszczyna sprawę według art. 102 i zamyka ją z powodu przynależności szczątków do Mikołaja II. Jest to ta sama różnica, co między kwaśnym a słonym. Co więcej, decyzję w sprawie szczątków podejmował nie sąd, ale rosyjski rząd czasów Czernomyrdina. Rząd w drodze głosowania podejmuje decyzję, że są to szczątki rodziny carskiej. Czy to jest decyzja sądu? Oczywiście, że nie.
Co więcej, Prokuratura Generalna w osobie Sołowiowa sporządza wyciąg z aktu zgonu. Zacytuję go: „Świadectwo zgonu zostało wydane Romanowowi Nikołajowi Aleksandrowiczowi. Urodził się 6 maja 1868 roku. Miejsce urodzenia nie jest znane. Wykształcenie nieznane. Miejsce pobytu przed aresztowaniem nieznane. Miejsce pracy przed aresztowaniem nieznane. Przyczyna śmierci – rozstrzelanie. Miejsce śmierci - piwnica budynku mieszkalnego w Jekatierynburgu”. Proszę mi powiedzieć, dla kogo zostało wypisane to świadectwo? Nie wiecie, gdzie się urodził? Nie wiecie nawet, że był cesarzem? To już prawdziwa kpina!
- Jakie było stanowisko Cerkwi?
- Ona nie uznaje tych szczątków za autentyczne, widząc wszystkie te sprzeczności. Cerkiew początkowo podzieliła dwie sprawy - szczątki osobno i imiona osobno. A potem już, zdając sobie sprawę, że rząd będzie chował te szczątki, Cerkiew podejmuje jedyną słuszną decyzję z serii "Bóg zna ich imiona". Oto paradoks. Cerkiew grzebie pod hasłem "Bóg zna ich imiona". Jelcyn pod naciskiem Cerkwi grzebie niektóre ofiary wojny domowej. Pytanie brzmi: a kogo my w ogóle grzebiemy?
- Jaki, Pańskim zdaniem, był cel tego całego przedsięwzięcia? Argument, aby pojeździć „po zagranicach" jest nadal słaby. Poziom gry jest jednak nieco wyższy ...
- Oczywiście. Wspomniałem tylko o tym, co leży na powierzchni. Argumentów jest tutaj kilku rodzajów. Pierwszy rodzaj jest oparty na ulubionej kombinacji słów gubernatora Rossela "aby przejść do historii". Istotą tego argumentu jest popisanie się na tle osób koronowanych.
Ale banalna przczyna jest po drugiej stronie. Kiedy powstało zainteresowanie się Rodziną Romanowych? Właśnie wtedy, kiedy Leonid Breżniew, a następnie Michaił Siergiejewicz Gorbaczow, próbowali poprawić stosunki z Pałacem Buckingham. Jej Wysokość Królowa Elżbieta II powiedziała, że nie przyjdzie do Rosji, dopóki nie zostanie przeproszona za los Mikołaja II. Nikołaj II i jej ojciec – to kuzyni. I pojechała dopiero po tym, jak ją przeproszono. Oznacza to, że wszystkie etapy pojawienia się i badania tych szczątków są ściśle związane z posunięciami politycznymi.
Ekshumacja szczątków miała miejsce kilka dni przed spotkaniem Gorbaczowa i Thatcher. Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, to w banku braci Baring (Barings Bank) leży złoto, osobiste złoto Mikołaja II. Pięć i pół tony. Nie mogą rozdawać tego złota, dopóki Mikołaj II nie zostanie uznany za zmarłego. Nawet jako nieobecnego z powodu zaginięcia bez wieści. Ponieważ nikt wniosków o poszukiwanie nie składał. W związku z tym, on nie jest nieobecnym z powodu zaginięcia bez wieści. Zgodnie z prawem Wielkiej Brytanii brak trupa i dokumentów o ogłoszeniu poszukiwań oznacza, że dana osoba żyje. W tej sytuacji, najwyraźniej, mając nadzieję, że uda się „przerobić” niektórych krewnych, władze decydują się na poszukiwanie szczątków i prowadzanie wadliwej ekspertyzy.
- Ale przecież i po tym Barings Bank nie wydał złota ...
- Prokuratura Generalna nie przypadkowo wydała akt zgonu. I grupa obywateli zwracała się do banku o pieniądze. Ale bank nie uznaje tego dokumentu. Żądają tam decyzji rosyjskiego sądu o tym, że Nikołaj II umarł i oto są jego szczątki.
- A co z krewnymi, gotowymi oddawać cześć obcemu grobowi, żeby tylko dostać złoto?
- Dla większości krewnych, niewątpliwie, znalezienie prawdziwego grobu jest ważniejsze niż złoto. Próbowano wciągać ich w tę brudną grę. Wielu odmówiło, ale niektórzy z Romanowów jednak przybyli do Jekatierynburga na pogrzeb.
- Co proponuje Pan zrobić teraz, kiedy pojawili się jako nasi sojusznicy tacy wpływowi ludzie, jak japońscy naukowcy?
- Wrócimy ze sprawą ściśle do dziedziny prawa. Wniesiemy ją do sądu. Przez sąd odrzucimy system dowodów Prokuratury Generalnej. Ponieważ istnieją już dwa orzeczenia sądowe w Niemczech, dotyczące uznania szczątków jekatierynburgskich jako krewnych Fiłatowych. Czyli potrzebne jest jednak ustalenie, czyje to są szczątki i przekazanie ich krewnym, niech oni zdecydują, gdzie je pochować. Znaczy to, że procedura usuwania szczątków z katedry Piotra i Pawła w Twierdzy Sankt Petersburga majaczy (staje się widoczną).
- Czy Pan wie, czyje to są szczątki?
- Jeśli wierzyć niemieckim naukowcom, są to szczątki Fiłatowowów, sobowtórów - bliźniaków Mikołaja II. A Mikołaj II miał siedem rodzin sobowtórów - bliźniąt. Jest to również fakt już znany. System bliźniaków rozpoczął się od Aleksandra Pierwszego. Kiedy w wyniku spisku zabito jego ojca, cara Pawła Pierwszego, on się wystraszył, że ludzie Pawła go zabiją. Wydał polecenie znalezienia dla siebie trzech sobowtórów. Historycznie wiadomo, że dokonano na niego dwóch zamachów. Za każdym razem pozostał on przy życiu, ponieważ ginęli sobowtóry – bliźniacy. Aleksander II nie miał sobowtórów. U Aleksandra III sobowtóry – bliźniacy pojawili się po słynnej katastrofie kolejowej w Borkach. W przypadku Mikołaja II sobowtóry - bliźniacy pojawili się po Krwawej Niedzieli 1905 roku. Przy czym były to specjalnie dobierane rodziny. Dopiero w ostatniej chwili bardzo wąski krąg ludzi dowiadywał się, jaką trasą i w której karecie pojedzie Mikołaj II. Więc następował równoczesny odjazd wszystkich trzech karet. W której z nich siedział Nikołaj II - nie wiadomo. Dokumenty na ten temat znajdują się w archiwach Trzeciego Oddziału Kancelarii Jego Cesarskiej Mości. A bolszewicy, po przejęciu archiwum w 1917 roku, otrzymali oczywiście nazwiska wszystkich sobowtórów - bliźniaków. Następnie w Suchumi pojawia się Bierezkin Siergiej Dawydowycz, idealnie podobny do Mikołaja II. Jego żona - Surowcewa Aleksandra Fiodorowna - kopia cesarzowej. I jego dzieci - Olga, Tatiana, Maria, Anastazja. Przykrywali oni cara.
- Kiedy się o nich dowiedziano?
- O Bierezkinie zaczęto mówić w 1915 roku. W czasach radzieckich żył w Suchumi. Zmarł w 1957 roku. KGB używał go do pracy z ludnością, nastrojoną monarchicznie. Jeżdżono do niego jak do Mikołaja II, a organa wyjaśniali: kto jeździł, po co jeździł. Problem sobowtórów - bliźniąt istnieje realnie. Tam tylko dziecko, które odgrywało Aleksieja Nikołajewicza, nie cierpiało z powodu hemofilii.
- Jak tworzono te rodziny?
- Istniały zarówno realne rodziny, jak i składane. Problem sobowtórów - bliźniąt trzeba ujawniać i badać. Prokuratura powiedziała dla tej wersji "amen". Powiedziałem już, że nie wzięła ona pod uwagę żadnych dowodów, które podważały oficjalny punkt widzenia.
- Czy są jakieś dowody na to, że Fiłatowowie pojechali do Tobolska, do Jekatierynburga?
- Tego jeszcze na razie nie wiemy. Są pytania. Na razie nie dają nam tych dokumentów. Ślad prowadzi do budynku FSB. Przecież stamtąd, w swoim czasie, w 1955 roku, zorganizowano wyciek informacji o tym, że w 1946 roku był otwierany grób w pobliżu Jekatierynburga. Chociaż istnieje również wniosek doktora nauk medycznych Popowa o tym, że grób ma 50 lat, a nie 80. Jak mówi się u nas: jak się w sprawie Romanowów odpowiedziało na jedno pytanie, to powstaje jeszcze 20. Sprawa jest tak zagmatwana. Bardziej, niż zabicie Kennedy'ego. Ponieważ informacje są ściśle dozowane.
- Jaki był sens w 1946 roku włazić do tego grobu?
- Możliwe, że w tym czasie go stworzono. Przypomnijmy, że w 1946 roku, mieszkająca w Danii, Anna Andersen próbowała zdobyć carskie złoto. Rozpoczęła drugi proces uznania jej za Anastazję. Pierwszy jej proces nic nie przyniósł, trwał do połowy lat 30-tych. Potem nastąpiła przerwa i ponownie w 1946 roku Anna wniosła sprawę do sądu. Stalin najwyraźniej zdecydował, że lepiej będzie zrobić grób, w którym będzie leżeć "Anastazja", niż tłumaczyć się Zachodowi w tych sprawach. To są dalekosiężne plany, o wielu z nich nawet nie wiemy. Można tylko zgadywać.
- Czy Fiłatowowie żyli w tym czasie?
- Nie wiem. Ślad Fiłatova zaginął.
- A naukowiec Bonthe z jakimi krewnymi się kontaktował?
- Rozmawiał z Olegiem Wasiliewiczem Fiłatowem. To jest syn Fiłatowa, który według jednych źródeł przedstawiał samego Mikołaja, według innych - Aleksieja. Oczywiście, Oleg sam słyszał dzwonienie, ale nie wiedział, gdzie ono jest. Niemiec dokonał porównania swoich analiz z niemieckimi krewnymi Fiłatowa i szczątkami z Jekatierynburga. I otrzymał 100% zbieżność. Nikt nie zaprzecza tej ekspertyzie. Milczy się o niej. Chociaż w Niemczech ma ona status sądowy. O sobowtórach – bliźniakach nikt jeszcze nigdy nie mówił. W jednym z wywiadów zająknąłem się o tym, to powiedziano mi, że jestem wariatem, chociaż podniosłem problem, który naprawdę istniał.
- Co Pan zamierza robić w przyszłości?
- Chcielibyśmy stworzyć jakiś klub dyskusyjny, przeprowadzić cykl konferencji internetowych. We wrześniu powinien przybyć do Jekatierynburga słynny historyk Władlen Sirotkin*/. Gromadzi on dokumenty dotyczące roszczeń Rosji wobec długów Zachodu. Według niego, nie tylko my jesteśmy zadłużeni na Zachodzie, ale Zachód tez jest nam winien. Zadłużenie wynosi 400 miliardów dolarów. Winni są nam Czesi, Anglia, Francja, Ameryka, Japonia, Niemcy, Włochy. Bardzo dużo pieniędzy zostało wysłanych na Zachód w celu zakupu broni podczas Pierwszej Wojny Światowej. Były to zastawy na przyszłe dostawy broni. Ale żadnych dostaw nie było. Tam jest nasza własność. Oto jest cena sprawy, która realnie stoi za tym wszystkim. Musimy pokazać, że problem jest wielowymiarowy. To dla nas jest bardzo ważne, że wystąpiliśmy przeciwko rządowi, oficjalnym władzom, w tym rządowi województwa Swierdłowskiego. Byliśmy prześladowani ze względu na ustalanie prawdy historycznej.
+/ - Wspomniany historyk Władlen Sirotkin zmarł w 2006 roku i pochowany jest w Moskwie. Dlatego ciekawe jest, kiedy został przeprowadzony ten wywiad z Wadimem Wienerem. Wychodzi, że przed 2006 rokiem. Artykuł z wywiadem umieszczono na stronie <livejournal> 14.4.2015 roku.
Źródło:
ЦАРСКАЯ СЕМЬЯ. ДОКАЗАТЕЛЬСТВА ВЕЛИКОГО ПОДЛОГА
https://nalimov-michael.livejournal.com/88808.html
14.4.2015 r.
Tłumaczył Andrzej Leszczyński
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
18.8.2018 r.






