ADAM DOBOSZYŃSKI „Generał Sikorski - żywot ułatwiony”

W wyniku ubiegłej wojny przemianowano dwie wielkie arterie stolicy, nadając im nazwiska Stalina1 i Sikorskiego.2

Nazwisko pierwsze nie budzi refleksji; narzuci! je okupant i zdaniem olbrzymiej większości Polaków nie przeżyje ono okupacji.

Co innego z nazwiskiem Sikorskie­go3: gloryfikuje go dziś zarówno narzucony przez Moskwę reżim, jak i masy narodu,

przywykłe z lar 1939-1943 uważać Sikorskiego za ucieleśnienie swej heroicznej walki z niemieckim cie­miężcą.

Rada Ministrów w Londynie, pod przewodnictwem Stanisława Mikołajczyka4, uchwa­liła

- w pierwszym impulsie po śmierci Sikorskiego - pochować go na Wawelu. Rząd, narzucony Polsce przez Rosję,

dopomaga do wytworzenia atmosfery', sprzyjającej realizacji rej uchwały. Na tym jednym, jedynym punkcie,

wydaje się istnieć zgoda między narodem a okupantem. Przy­szłe pokolenia Polaków' otrzymają jeden więcej wielki

wzór do naśladowania. Marsa mtodych Sobieskich prowadziła ich do trumny Żółkiewskiego; następne pokolenia

młodzieży polskiej u trumny Sikorskiego uczyć się mają, jak żyć dla Ojczyzny i jak dla Niej umierać.

Jakże ciężko brać pióro do ręki, by niszczyć narastającą legendę i ściągać z cokołu bohatera. Wszak „de mortuis nil nisi bene”...

Rozprawmy się najpierw z tym ostatnim zdaniem. W zastosowaniu do postaci historycz­nych prowadzi ono prostą

drogą do brązu i fałszu. Owszem, mówmy tylko dobrze o zmarłych szewcach, krawcach czy organistach, ale dociekajmy prawdy,

brutalnej prawdy i tylko prawdy o zmarłych postaciach historycznych, które automatycznie stają się dla przyszłych pokoleń

wzorem do naśladowania lub przestrogą. Świat współczesny przywiązuje słuszną wagę do wy­chowania młodzieży, do kształtowania

jej osobowości przy równoczesnym wyrabianiu w niej

 

1          W latach 1945-1956 nazwę Aleja Stalina nosiły Aleje Ujazdowskie od placu Trzech Krzyży do piacu Na Rozdrożu. Przewodnik m, sto/. Warszawy 1949/50. informator (Warszawa: Związek Pracowników Niewidomych RFj 1949); s. 185; J. Zleiiński Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy: Śródmieścia historyczne, 1.1 (Warszawa: Towarzystwo Opieki nad Zabytkami, 1995): s. 67.

 

2           W latach 1947-1949 nazwę Aleja Gen. Władysława Sikorskiego nosił odcinek Alej Jerozolimskich od Wisty do ul. Marszałkowskiej. Przewodnik,.,, dz. cyt., s. 182; Uchwala Rady Narodowej m.st. Warszawy nr 468 z dnia 26 II11949, Dziennik Urzędowy Rady Narodowej i Zarządu Miejskiego m.st, Warszawy Warszawa 26 IX 1949, rok V nr 16 poż. 67; J. Zieliński, dz. cyt., s. 53 błędnie informuje, że byt to odcinek Alej Jerozolimskich od wylotu wiaduktu do ul. Nowy Świat

 

3              Władysław Eugeniusz Sikorski (1881-1943). General broni, polityk, Szef Sztabu Generalnego WP (IV 1921—XII 1922), premier, minister spraw wewnętrznych (XII1922-V 1923), minister spraw wojskowych (I11924—XI1925), dowódca Okręgu Korpusu VI we Lwowie (XI11925-1111928), premier (30IX1939-4 VII 1943), naczelny wódz (7 XI—4 VI11943), mini­ster spraw wojskowych (IX 1939—IX1942), minister spraw wewnętrznych (IX1939—X 1940).

 

4             Stanisław Mikołajczyk (1901-1966), Polityk, działacz ruchu ludowego. Przewodniczący Komitetu Zagranicz­nego SL (1940-1945), wiceprzewodniczący (p.o. przewodniczącego) Rady Narodowej (XII 193£MX 1941), wicepremier, minister spraw wewnętrznych (IX 1941—VII 1943), premier (14 VII 1943-24 XI 1944), It wicepremier, minister rolnictwa i reform rolnych TRJN (V11945-111947), poseł do KRN (1945-1947), na Sejm Ustawodawczy (1947), wiceprezes (1945), prezes NKW PSL (1946-1947), potajemnie opuścił Polskę (X1947), zamieszkał w Stanach Zjednoczonych,

 

prawidłowych instynktów społecznych. Im głębiej wiedza wnika w mroki ludzkiej nieświado­mości, w zawiłości związków między naszym organizmem a psychiką, w różnorodność ludzkich przywar i uzdolnień, w subtelny mechanizm nawyków i sprawności, w niezmierne możliwości tresury młodego człowieka, którego jeden niebaczny gest obciąża urazem, jeden niefortunny wątek wychowawczy kompleksem - tym wyraźniej rysuje nam się niezmierna odpowiedzial­ność, z jaką szczepić musimy umysłom dziecięcym prawdy historyczne i podawać wielkich ludzi do podziwu i naśladownictwa. Stara to prawda, że w dziedzinie moralnej czysto rozumo­wym nauczaniem wiele się nie wskóra; symbol i przypowieść, dźwięk, kształt i barwa, przykład czynu i żywota wywołują trwalszy i głębszy oddźwięk na tej przebogatej, obejmującej tysiące strun klawiaturze naszej psychiki, o której tak wnikliwie pisał Proust, a na której tak nieznacz­na tylko ilość klawiszy reaguje na czysto rozumowe naciski. Religii uczy się najskuteczniej na żywotach świętych, miłości Ojczyzny i racji jej stanu na żywotach wielkich w narodzie. I w jednym i w drugim wypadku źle dobrany przykład pozostawi trwałe spaczenie psychiki. Społeczność religijna, wychowana na podziwie dla Husa, pójdzie nieodwołalnie w kierunku antyrzymskim; naród, wychowany na bezkrytycznym podziwie dla Kościuszki, będzie w każ­dym pokoleniu robi! samobójcze gesty powstańcze pod inspiracją zagranicy. Jakiejże odmiany patriotyzmu uczyłoby się polskie dziecko, postawione w podziemiu wawelskim przed trumną Władysława Sikorskiego? Jakiej historii jego życia nauczać będą w szkołach? O księciu Józefie dowiaduje się młody Polak, że zginął w Flsterze, by oddać Bogu powierzony sobie honor Pola­ków. Za co ginąć będzie - w podręcznikach historii — Sikorski w Gibraltarze? Jaki będzie mora! z jego tragedii?

Na początku rozdziału dziejów, poświęconego osobie Sikorskiego, znajdzie się nieodzow'- ny opis jego postaci i charakterystyka jego usposobienia. Z podobizny wyglądać będzie ku nam twarz przystojna, męska, szczera i energiczna, postać o sylwecie żołnierskiej, tak milej oczom Polaków. Sikorski miał typowy „moderunek żołnierski”, mówiąc gwarą teatralną miał doskonale „warunki zewnętrzne” na naczelnego wodza. Lubował się w rzemiośle żołnierskim, w manewrach i defiladach. Co więcej, miał niewątpliwy talent wojskowy i jemu zawdzięcza! w życiu wszystkie swoje istotne powodzenia. W pierwszych latach pierwszej wojny światowej doszedł byl do rangi podpułkownika, nie powąchawszy prochu, drogą zakulisowych kombi­nacji politycznych, budząc tym wiele zawiści; dopiero w trzecim roku wojny idzie na front - i, o dziwo, ku konfuzji swych przeciwników dowodzi doskonale. W wojnie polsko-bolszewi­ckiej wTalczy początkowo na czele dywizji, w pamiętne zaś dni sierpniowe 1920 r. dowodzi grupą, złożoną z kilkunastu tysięcy szabel i bagnetów. Walki te opisał później w książce pt. „Nad Wisłą i Wkrą”.5 Ten epizod wojenny, drugorzędny w całości operacji tego okresu, nie wystarcza jeszcze dla stwierdzenia, czy starczyłoby Sikorskiemu zdolności do dowodzenia całością sił zbrojnych, kiedy trzeba samodzielnie wybrać, a potem przeprowadzić do zwycię­skiego końca wielką koncepcję strategiczną (jak to uczyni! Piłsudski w roku 1920); nie było danym Sikorskiemu dowodzić w drugiej wojnie światowej, choć pragnął tego wiclokrocnie, w czasie kampanii wrześniowej i we Francji w roku 1940 i dążąc w latach 1942—1943 do uży­cia całości polskiego wojska na jednym odcinku frontu pod swoim dowództwem. We wszyst­kich tych wypadkach przeszkodziła mu polityka, ta polityka, która wlecze się za nim jak kula u nogi i nie pozwala mu stanąć do czynnej walki, jak choćby w roku 1926, kiedy Sikorski, do­wodzący korpusem we Lwowie, zamiast spełnić swój prosty obowiązek żołnierski i wystąpić w obronie rządu (co byłoby niechybnie przesądziło o niepowodzeniu Piłsudskiego), dosto-

 

5              W. Sikorski, Nad Wisłą i Wkrą. Studium z polsko-rosyjskiej wojny 1920 roku (Lwów-Warszawa-Kraków:

Wydawniclwo Zaktadu Narodowego im. Ossolińskich, 1928).

 

CM

CM

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

sowa? się do jakiejś tajemniczej dyrektywy politycznej, która w owe dni maja 1926 r. kazała wszystkim braciom lożowym poprzeć - czy to czynnie, czy choćby tylko bezczynnością - za­mach Piłsudskiego. Za jego neutralność wynagrodzi! Piłsudski Sikorskiego, wypłacając mu przez lat 13 (1926—1939) pełne pobory generała dywizji, i zostawiając mu pełną swobodę ruchów, w kraju i zagranicą. 1 znowu Sikorski-żolnierz wykorzystuje tę swobodę pozytywnie, pisząc książkę o przyszłej wojnie6, natomiast Sikorski-połityk nawiązuje mętne kontakty polityczne, które wytworzą dokoła niego specyficzną atmosferę w chwili, gdy w roku 1939 dojdzie ponownie do władzy.

Jeśli chodzi zresztą o wspomnianą książkę wojskową, to jest to praca wysoce charakte­rystyczna dla Sikorskiego: solidne rozważania, wysnute z najnowszego dorobku teoretyków wojskowych Niemiec, Anglii, Włoch i Francji - ale nie twórczego ani oryginalnego; nie wolno mu jednak odmówić tej zasługi, że jedyny z polskich wyższych dowódców stara się on w tym czasie nadążyć za postępem wiedzy wojennej. Jak dalece mu się to - mimo napisania książki i licznych na ten temat artykułów-niestety nie udało, dowodzi naiwne wręcz— trudno tu zna­leźć inne słowo - zachowanie się Sikorskiego w przełomowych dniach czerwca 1940 r., kiedy to w chwili, gdy Niemcy podchodzą już pod Paryż, Sikorski wierzy jeszcze w niezwyciężoność armii francuskiej i w tym duchu nastawia polskie czynniki rządowe. Efekt tego „zapatrzenia się Sikorskiego we Francuzów” byt żałosny i wyraził się w zmarnowaniu szeregu polskich jed­nostek wojskowych, które można było uratować dla dalszej walki (Brygady Podhalańskiej oraz 3. i 4. dywizji piechoty).

Epizod francuski nie świadczy wprawdzie dodatnio o orientacji Sikorskiego w wielkiej strategii, wiąże się jednak zbyt ściśle z polityczną oceną położenia, by można tu było oddzie­lić Sikorskiego-żoinierza od polityka. Sąd zaś o nim jako o polityku nie może wypaść inaczej niż ujemnie. Na wiosnę roku 1940 wydano w Paryżu zbiór przemówień Sikorskiego z czasów jego premierostwa w latach 1923-1924, Lektura to jałowa, wyługowana z myśli konstruktyw­nej, sięgającej poza bieżący młynek zdarzeń. Nike nie zaryzykuje chyba twierdzenia, jakoby po Sikorskim został jakiś „testament polityczny”, jakaś „ideologia”, czy nawet określony styl działania politycznego. Zbiór przemówień Sikorskiego z lat 1939-1943 (o ile się taki kiedy ukaże) będzie wykazywał te same cechy, co przemówienia z czasów pierwszego jego pre­mierostwa: nagromadzenie powiedzeń utartych, będących właśnie w danej chwili w obiegu w środowisku, w którym Sikorski się obraca, i u tej obcej potencji, o którą się w danej chwili opiera. O ile bowiem napisałem przed chwilą, że Sikorski nie zostawił po sobie żadnego prze­kazu politycznego, to muszę tu zrobić pewne zastrzeżenie: oto Sikorski stworzył swoisty styl działania politycznego, polegający na nieustannym opieraniu się o jakieś obce mocarstwo; nie umiał on po prostu odetchnąć politycznie w atmosferze niezależnej od wpływu zagranicy. Pił­sudskiemu i Dmowskiemu zarzucano swojego czasu oparcie się o państwa centralne względnie o Rosję, ale Piłsudski brutalnie zwróci! się w roku 1917 przeciw swym protektorom i do końca życia utrzymał już samodzielną linię polską, Dmowski natomiast dokona) tej sztuki, że prze­bywając w czasie pierwszej wojny światowej na Zachodzie (w analogicznych trochę warunkach jak Sikorski w czasie wojny następnej) potrafił utrzymać pełną, nie tylko formalną, niezależ­ność i od Francji, i od Anglii, i od Stanów Zjednoczonych. Nie mała to była sztuka; Sikorski był do niej organicznie niezdolny. Znane jest powiedzenie Piłsudskiego, że wobec zagranicy Sikorski był zawsze od niego tańszy... Ludziom, którzy wytykali Piłsudskiemu jego orientację „centralną” w latach 1914—1916, a którzy w wielu wypadkach byli potem zwolennikami SL

 

6          W. Sikorski, Przyszła wojna - jej możliwości i charakter oraz związane z nim zagaj~ ar;a ccrcn a _

(Warszawa: Wydawnictwo „Biblioteka Prawnicza'’. 1934).

 

korskiego, warto przypomnieć, że wśród legionistów Piłsudskiego Sikorski znienawidzony był w latach 1914-1917 właśnie za swój arcyuległy stosunek do Niemiec i Austrii, za to, że wyda­wał się być po prostu ich narzędziem.

I cale dalsze życie Sikorskiego upłynie podobnie. Nie minęło parę lat od upadku mocarstw centralnych, a już Sikorski zaczyna w kolach wtajemniczonych uchodzić za przedstawiciela wpływów francuskich. W czasie, gdy Piłsudski organizuje swych zwolenników w loże „szko­ckie”, zależne wprawdzie od obediencji masońskiej zagranicznej, ale nie od masonerii jakiegoś poszczególnego narodu (a pó roku 1930 Piłsudski usiłować będzie odciąć loże swoich zwolen­ników od wszelkiej obediencji zagranicznej), Sikorski służy wiernie ,(Wielkiemu Wschodowi”, będącemu wręcz ekspozyturą Francji. W tę Francję wierzy ślepo. Wierzy nie tylko w doskona­łość jej armii, ale i w doskonałość jej ustroju politycznego. Od jesieni 1939 r. do upadku Francji w czerwcu 1940 r., Sikorski i caiyjego obóz polityczny (tzw. Front. Morges, którego jawną ekspo­zyturą było Stronnictwo Pracy, a po części i Stronnictwo Ludowe) starają się szczepić polskiej emigracji podziw dla urządzeń francuskich i obiecują zbudować Polskę na wzór 111 Republiki. W związku z tym gtosi się nawrót do ustroju sprzed roku 1926 i do konstytucji z roku 1921, wzorowanej ściśle na Francji. Na cle ogólnego sceptycyzmu przybyszów polskich w stosunku do ówczesnej Francji (sceptycyzmu potwierdzonego przez dalsze wypadki) postawa Sikorskiego i jego popleczników stanowiła jakiś dziwaczny - i niebezpieczny - anachronizm. Wspomniałem już, że ten ślepy podziw dla ciężko chorej Francji pomści! się dotkliwie w chwilach załamania się Francji, nie pozwalając Sikorskiemu uratować z takim mozołem budowanej armii. Dodajmy jeszcze do tego szczególnie bolesny sposób, w jaki kraj przeszedł upadek Francji, w dużej mie­rze też na skutek gloryfikacji Francji, szerzonej w Polsce przez ludzi Sikorskiego. On sam jed­nak, skoro tylko przyleci po niego samolot z Londynu, uderzająco sprawnie przesiądzie się na konia, brytyjskiego. Nie przejdzie kilka miesięcy, a brat króla angielskiego, książę Kentu7, jest już półoficjalnym kandydatem Sikorskiego na tron polski. Nie przeszkadza Sikorskiemu fakt, że wielu Brytyjczyków ocenia księcia Kentu ujemnie, ze względu na słabości jego charakteru i ostrzega przed nim Polaków; przemawia za nim zapewne w oczach Sikorskiego i ten motyw, że książę Kentu jest Wielkim Mistrzem masonerii brytyjskiej. Od Sikorskiego i jego otocze­nia emanuje teraz oczywiście kult dla wszystkiego, co brytyjskie; Polskę widzi się urządzoną na modlę angielską, w ścisłym związku z brytyjską Wspólnotą Narodów, zanim zaś do tego dojdzie, interes Polski wymaga ścisłego posłuchu wobec dyrektyw brytyjskich. Przykład tego posłuchu da Sikorski w lipcu 1941 r., w czasie pertraktacji o pakt z Rosją, kiedy dla wypełnienia woli Brytyjczyków złamie konstytucję {nie pozwalającą mu zawierać umowy międzynarodowej bez zgody Prezydenta Rzeczypospolite;, której prezydent Raczkiewicz8 odmawia), sprzeciwi się większości Rady Narodowej (powołanej przez niego samego) i własnemu ministrowi spraw zagranicznych i doprowadzi ao kryzysu w rządzie. W pół roku później Sikorski jest już u Sta­lina i przez pozosta;e półtora roku swojego życia będzie w rozterce, czy nie oprzeć się z kolei o tę nową zagraniczną potencję. Wielbiciel Sikorskiego, Stanisław Strumph Wojtkiewicz, autor

 

1             Jerzv Edward Alexander Edmund Windsor n 902-1942). Książę Kentu (1934), cztonek brytyjskiej rodziny

królewskiej, czwarty syn późniejszego króla Jerzego V (1865-1936, panował 1910-1936) i Marii Teck (1867-1953), brat późniejszego króla Jerzego VI (1895-1952, panowat 1936-1952), pierwszy członek brytyjskiej rodziny królewskiej pracujący w administracji państwowej (Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych), Wielki Mistrz Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii (1939-1942), po wybuchu wojny w Wydziale Wywiadu Admiralicji, następnie (od 1940) w RAF) zginą) w katastrofie lotniczej,

 

8              Władysław BaGZłUBWiGZ (1885-1947). Prawnik, polityk. Minister spraw wewnętrznych (1921, 1925-1926, 1935­

1936), wojewoda nowogródzki (1921-1924), wileński (1926-1939), pomorski (1936-1:939), prezes Światowego Związku Polaków z Zagranicy (1934-1939), senator BBWR, marszatek Senatu (1930-1935), prezydent RP (IX 1939—V11947).

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

„Gwiazdy Władysława Sikorskiego” (Warszawa 1946), opisuje lirycznie, jak to Sikorski przez ostatnie dwa miesiące swego życia (już po Katyniu) matzy o ponownym spotkaniu ze Stalinem. „Tak dobrze rozmawiało się nam” - wzdycha Sikorski.9 Ma trafne wyczucie, że przyjdą niedłu­go czasy, kiedy będzie można być w Polsce tylko narzędziem Rosji.

Obok zwyczaju opierania się o jakąś potencję zagraniczną, Sikorski od samego zarania swej ka­riery politycznej opiera się równie konsekwentnie na masoneri i i na Żydach. Już w czasie studiów na Politechnice Lwowskiej, gdzie rozwija ożywioną działalność w organizacjach akademickich, otacza go ta jakaś nieokreślona aura „liberalno-lewicowa” (typowa dla masonów), która nie opuści go przez cale życie, mimo że dla urzeczywistnienia haseł sprawiedliwości społecznej (będących przecież sprawdzianem tzw. „lewicowości”) nic w życiu realnego nie zrobi i nie wysunie nigdy postulatów społecznych, któreby mogły mu zaszkodzić w świecie wielkiego kapitału, Scrasburge- rów i Falcerów, czy też w konserwatywnym świecie Churchillów i księcia Kentu.

Czy Sikorski już w czasie studiów wciągnięty' był do masonerii? Brak na to danych; możliwe, że był jeszcze tylko głęboko zaawansowanym członkiem jednej z tych rozlicznych konspiracji, które stanowią „przedszkole” masonerii i bezpośrednio do niej prowadzą. Nie ulega natomiast wątpliwości, że Sikorski musiał być regularnym masonem już w roku 1914: dowodzi tego jego błyskawiczna kariera na terenie Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie, instytucji/w ęsceUence lożowej i opartej o czynniki lożowe obu państw centralnych. Kariera dla nie-„brata” nie byłaby tli możliwa.

Wierny swemu powołaniu, Sikorski przez całe życie krzewię będzie dokoła siebie kon­spiracje, których nici wiodą do masonerii. Na kilka lat przed wojną jeden z najbliższych Sikor­skiemu ludzi, gen. Kukieł10, opisał w „Kurierze Warszawskim”, jak to na polecenie Sikorskiego zorganizował wśród oficerów konspirację „Honor i Ojczyzna” i jak na rozkaz Piłsudskiego zmu­szony był ją zlikwidować.11 Nie ulega wątpliwości, że likwidacja ta była tylko pozorna, toteż z chwilą objęcia przez Sikorskiego naczelnego dowództwa występuje wyraźnie zespół członków tej konspiracji. We wspomnianej wyżej pracy Sftanisław] Srrumph Wojtkiewicz pisze (str. 393) o członkach założonej przez. Sikorskiego ongiś organizacji Związku Obrony Rzeczpospolitej, rozsia­nych wszędzie po świecie. Bezpośrednio po śmierci Sikorskiego opow iada się na ucho w Londynie, że jego następca gen. Sosnkowski12 zawarł „modus vivend:" z członkami ..Strażnicy”, konspira­cji wojskowej Sikorskiego. Z grona tej „Strażnicy'” rekrutowali się uczestnicy słynnego epizodu - o posmaku meksykańskim, kiedy to w lipcu 1940 r. prezydent Raczkiewicz udzielił dymisji Si­korskiemu i powierzył misję tworzenia gabinetu ówczesrsir.u ministrowi spraw zagranicznych Au­gustowi Zaleskiemu.13 Wówczas to grono członków konspiracji Sikorskiego, z szefem sztabu gen.

 

9           S. Strumph Wojtkiewicz, Gwiazda Władysława Sikorsk eg: srszawa: Spófdzielnia Wydawnicza „Czytelnik", 1946): s. 404.

 

10            Marian Kukieł (1885-1973). Historyk, generat dywizji. Szef Oddziału III SG WP (1921-1923), szef Biura Histo­rycznego SG WP (l-lll 1923, 1925-1926), docent UJ (od 1927), dyrs-ccr Muzeum i Biblioteki Czartoryskich w Krakowie (1930-1939), członek PAU, wiceminister spraw wojskowych (1939-1340:, dowódca ! Korpusu PSZ w Szkocji (1940­1942), minister obrony narodowej w rządzie na emigracji (1942-1949). prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego wWieikiej Brytanii (1946-1973), prezes Zarządu Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego w Londynie (1951-1966).

 

11         Relacja Mariana Kukiela na temat Związku „Honor i Ojczyzna’; M. Kukieł, General Sikorski (Londyn: Polska Fundacja Kulturalna, 1995): s. 62-64, 69,81.

 

12            Kazimierz Sosnkowski (1885-1969). General broni. Minister spraw wojskowych (1920-1923,1923-1924), in­

spektor armii (1927-1939), komendant ZWZ (w Paryżu) (1939-1940), minister, przewodniczący Komitetu Ministrów dla Spraw Kraju (1939-1941), naczelny wódz (8 VI11943-30 IX1944).                                                                         ’

 

13            August Zaleski (1883-1872), Dyplomata, polityk. Poseł RPw Grecji (1919-1921), we Włoszech (1922-1926), minister spraw zagranicznych (1926-1932,1939-1941), szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP (1941-1945), prezydent RP na uchodźstwie (1947-1972).

 

Klimeckim14 na czele i rewolwerami ostentacyjnie za pasem, udało się do Zaleskiego, żądając, by zrzekł się swej misji. Żądanie to poparli u prezydenta Raczkiewicza - Anglicy.

Wierny swej zasadzie opierania się o potencje zagraniczne i zakulisowe, .Sikorski przez cale swe życie dba również usilnie o poparcie Żydów. Na emigracji roją się dokoła niego; są to wy­próbowani przyjaciele starej datyjako to panowie. Aubac-Auerbach, Falter15, Retinger16. Stras- burger17, Litauer.18 Falter, który dorobił się ogromnej fortuny na spekulacjach węglem śląskim, jest wiceministrem w pierwszym rządzie na emigracji, a później mężem zaufania Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych; Aubac-Auerbach, dziennikarz, jest podporą Sikorskiego na gruncie paryskim; Strasburger, prezes organizacji ciężkiego przemysłu, tzw. popularnie „Lewiatana”, należy do rządu bez chwali przerwy przez cały czas pobytu na emigracji; Litauer, szef Polskiej Agencji Telegraficznej w Londynie, byi aż do śmierci Sikorskiego jego głównym łącznikiem z prasą anglosaską, mimo że nie brak byio poszlak, że byl płatnym agentem sowieckim. Szarą jednak eminencją reżimu Sikorskiego i głównym reżyserem spraw' polskich na emigracji byt dr Józef Retinger, ten sam, który w pamiętne dni czerwca 1940 r. przywiózł Sikorskiego sa­molotem brytyjskim do premiera Churchilla. Postać to kluczowa dla zrozumienia tego okresu dziejów Polski, wypada więc poświęcić jej nieco więcej uwagi.

Retinger, syn żydowskiego adwokata z Krakowa, opuścit Polskę już na kilka lat przed rokiem 1914 i osiadł w Anglii, gdzie zapuścił korzenie bardzo głęboko. Po pierwszej wojnie światowej przebywa w Meksyku, jako zaufany przyjaciel swego współwyznawcy, prezydenta Callesa19, który bolszewizuje właśnie Meksyk przy akompaniamencie krwawych, głośnych na cały świat

 

14         Tadeusz Klimecki (1895-1943). General brygady. Oficer WP (od 1918), szef Wydziału Operacyjnego, zastępca szefa Oddziaiu III Sztabu Naczelnego Wodza (IX 1939), szef Oddziału II! Sztabu Naczelnego Wodza (1939-1940), szef Sztabu Naczelnego Wodza (V11940—VI11943).

 

15            Alfred Falter (1880-1954). Przemysłowiec, d2ialacz gospodarczy. Prezes i główny udziałowiec Związku Kopalń Górnośląskich Robur, założyciel przedsiębiorstwa żeglugowego Połskarob, Polsko-Skandynawskie Towarzystwo Trans­portowe SA (1928), członek władz Górnośląskiego Związku Przemysłowców Górniczo-Hutniczych (1922-1932), jeden z prezesów Rady Centralnego Związku Przemysłu Polskiego (od 1932), członek Rady Banku Polskiego (1924-1939), podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu (od XII 1939 w Ministerstwie Skarbu oraz Przemyślu i Handlu) (X 1939 -V11940), w Stanach Zjednoczonych (od 1942).

 

16            Jdzet Hieronim Retinger (1883-1960) Polityk, publicysta, dr. Jeden z najbliższych współpracowników gen. Sikorskiego, charge d'affaires w Moskwie (VIII IX 1941), jako skoczek spadochronowy w okupowanym kraju (3/4 !V-26 VI11944), trzykrotnie w Polsce z inicjowaną przez siebie pomocą brytyjską dla kraju (X, X11945 i 1111946). inicjator i uczest­nik działań, debat i spotkań na rzecz integracji europejskiej, m.in. współorganizator kongresu europejskiego w Hadze (V 1948), oraz spotkań na zamku Bilderberg w Holandii (od 1952).

 

17            Henryk Strasburger (1887-1951). Ekonomista, działacz gospodarczy, dr. Podsekretarz stanu (XI 1918). kie­rownik (IX 192'-V 1922 VII 1922-i '923) Ministerstwa Przemysłu i Handlu, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych ' 325-1324 .gen=-a ■ . =F w Gdańsku (II 1924-11 1932), jeden z prezesów Rady Centralnego Związku Przem.stó Fos-.eg: oz 1932 mcister skarbu oraz przemysłu i handlu (XII 1939-Vl 1942), minister skarbu (VI 1942-VIM94o, — " ste- 1&43-X) 1944, ambasador w Wielkiej Brytanii (1945-1949).

 

m Stelan utaj Et 1391-1959). Dziennikarz, dr. Pracownik MSZ (1922-1929), Polskiej Agencji Telegraficznej (1929-1941), korespondent PAT w Wielkiej Brytanii (1936-1941), przewodniczący Foreign Press Associatlon w Londynie (od 1936), sekretarz generalny w Ministerstwie Informacji, kierownik.służby prasowej, doradca premiera gen. W. Sikor­skiego (1941-1943), współpracownik londyńskiego dziennika News Chronicie (1944-1945), informator Political InteP iigence Department, w wyniku oskarżeń o współpracę z wywiadem sowieckim powrócił do Polski (1945), pracownik MSZ (1945-1949, m in. radca ambasady w Waszyngtonie), pracownik redakcji kwartalnika Sprawy Międzynarodowe, adiunkt w Studium Dziennikarskim Akademii Nauk Politycznych, następnie (po 1956) korespondent Życia Warszawy oraz Polskiego Radia w Wielkiej Brytanii. W. Materski, „Stefan Litauer - dyplomata, dziennikarz i .." [w:] Od Piłsudskiego do Wałęsy. Studia z dziejów Polski wXX wieku (Warszawa: IPN, iSP PAN, 2008): s, 85-93

 

19            Elias Plutarco CaMes (1877-1945), Polityk meksykański, gen. Uczestnik rewolucji meksykańskiej (1910-1917), gubernator Sonory (1915-1919), minister spraw wewnętrznych (1920-1924), prezydent Meksyku (1924-1928), którego antykatolicka polityka doprowadziła do wybuchu powstania „Cristeros" (1926-1929), faktyczny dyktator (1928-1936), założyciel Partii Narodowo-Rewolucyjnej (1929), zmuszony do emigracji (1936-1941).

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

prześladowań duchowieństwa katolickiego. Miarą znaczenia Retingera może być fakt, że gdy po pomyślnym przeprowadzeniu rewolucji opuszcza Meksyk, prezydent Calles wydaje na jego cześć bankiet przy udziale 300 osób, całej elity ówczesnego rewolucyjnego reżimu. Sprawa od­biła się w Polsce nieprzyjemnym dla Retingera echem, poruszona przez Katolicką Agencję Pra­sową, pozostającą wówczas pod kierownictwem ks. kanonika Józefa Gawliny.20 Wspomnienia te odżyły w roku 1940, gdy Retinger przywiózł Sikorskiego do Londynu i stal się jego najbliższym doradcą, a znalazł się tam również ks. kanonik Gawlina, awansowany tymczasem na biskupa polowego i powołany do Rady Narodowej. Potożenie srało się drażliwe, toteż Sikorski podjął się osobiście przekazania biskupowi wyjaśnień Retingera, z których wynikało, że prześladowaniom duchowieństwa w Meksyku zawinił faktycznie — papież, który przekazane mu kompromisowe propozycje Retingera odrzucił i cym samym dopuścił do krwawych zajść...

W parę lat po Meksyku widzimy Retingera w górach marokańskiego Rifu u boku sułtana Abd al-Karima21, który powstał przeciw Hiszpanom i Francuzom. W wolnych chwilach pra­cuje Retinger w ambasadzie polskiej w Londynie, żeni się z córką jednego z przywódców Latour Party (pierwszą żonę zostawił w Krakowie) i obwozi po Polsce słynnego pisarza Con- rada-Korzeniowskiego. W ostatnim dziesięcioleciu przed wojną bywa w Polsce często, utrzy­muje duże stosunki w świecie literackim i artystycznym i opiekuje się młodymi talentami. Pisze książkę o Conradzie22, za którego przyjaciela się podaje. Jego ciężar gatunkowy rośnie. Minęły już czasy, kiedy cały świat uważał go za zwykłego agenta Intelligence Semce. Teraz jest już czymś więcej. Wszystkie rozmowy Sikorskiego z Churchillem i Edenem, spotkania z Rooseveltem i Stalinem odbywają się przy jego udziale. Po zawarciu paktu polsko-rosyj­skiego (lipiec 1941) Retinger jedzie do Moskwy z rangą ministra, jako pierwszy polski charge d’affaires.

W roku 1942 postawiłem jednemu z najinteligentniejszych oficerów naszego II Oddzia­łu pytanie, kim jest Retinger? Odpowiedział mi: „Członkiem potężnej międzynarodowej mafii lewicowej”. Przypomniało mi się to powiedzenie, kiedy niedawno opowiadano mi wystąpienie Retingera w Warszawie, na wiosnę 1944 r., tuż przed powstaniem, na posie­dzeniu Rady Jedności Narodowej z udziałem Delegata Rządu i ministrów'. Zawiadamiając najwyższe ciało Polski Podziemnej, że za chwilę stanie przed nim Retinger, Delegat Rządu ostrzegł, by obecni byli ostrożni w swych wypowiedziach, gdyż Retinger jest nie tylko agentem brytyjskim, ale zapewne i reprezentuje pewne inne czynniki... Jakże znamienny to epizod dla sieci, w którą omotano naród polski, że najwyższe jego ciało musiało dys­kutować najpoufniejsze sprawy polskie z człowiekiem, co do którego panowało tak mało złudzeń.

Ostatnie dw'a miesiące przed powstaniem spędził Retinger w Warszawie i opuścił Polskę na parę dni przed wybuchem; w czasie swego pobytu w stolicy konferował z wszystkimi kie­rownikami naszego państwa podziemnego; bez przesady można powiedzieć, że był on w tym czasie najpoważniejszą osobistością - i indywidualnością - polityczną w Warszawie. Był nią również, po śmierci Sikorskiego bezkonkurencyjnie, i w „polskim” Londynie. Gdy już bol-

 

20            Józel Gawlina (1892-1964). Duchowny rzymskokatolicki, arcybiskup, generai dywizji. Święcenia (1921), orga­nizator i dyrektor Katolickiego Biura Prasowego (późniejszej Katolickiej Agencji Prasowej) (1927-1929), kierownik Akcji Katolickiej w diecezji katowickiej (1929-1931), biskup połowy WP (1933-1947), członek Rady Narodowej (1939-1941), Opiekun duchowy emigracji polskiej (od 1945), arcybiskup tytularny Madito (1952),

 

21            Abd al-Karim (Abd El-Krim. wiaśc. Muhammad Ibn Abd al-Karim Al-Khattabi) (1882-1963). Prawnik, dzien­nikarz. Przywódca powstania plemion berberyjskich w górach Ar-Rif. (1921-1926) przeciwko kolonizacji hiszpańskiej (od 1924 również francuskiej).

 

22         J. H. Retinger, Conrad and his contemporaries: souvenirs (London: Minerva Publishing Company, 1941),

 

szewscy zainstalują drugi rząd w Warszawie, Retinger stanie się na pewien czas jedynym łącz­nikiem wszystkich odłamów społeczeństwa polskiego: będzie w równie dobrych stosunkach z rządem warszawskim i londyńskim, z szefem sztabu gen. Kopańskim23, z gen. Andersem24 i 2 gen. Rudnickim25, dowódcą oddziałów polskich uczestniczących w okupacji Niemiec. W jednym z najbardziej zagmatwanych okresów naszych dziejów Retinger odegra tym samym rolę - dosłownie — zwornika polskiej społeczności.

Dla uzupełnienia obrazu dodajmy, że do roli tej (tzn. do spełnienia jej w myśl życzeń swych mocodawców) całkowicie dorósł. Mylą się grubo ci, którzy pod pozorami nonszalancji i bohe­my człowieka, u którego butelka nie schodzi ze stołu a kobieta jest zawsze w drugim pokoju, nie potrafią dostrzec dużej inteligencji i uderzającej odwagi, zdolności artystycznych, indy­widualności wybitnej o dużym czarze osobistym, nie mającej swej przeciwwagi w rządzących ośrodkach politycznych ani „polskiego” Londynu, ani Kraju. Zasięg osobistego oddziaływania Retingera był bardzo szeroki i obejmował również sporo najzdolniejszych jednostek z młodego pokolenia.

Taki to człowiek stał się, poczynając od czerwca 1940, nieodłącznym impresariem Sikor­skiego. Pierwszym jego czynem politycznym po sprowadzeniu Sikorskiego do Anglii było pod­sunięcie mu do podpisu memoriału26, przeznaczonego dla Anglików, w którym proponował utworzenie armii polskiej w Rosji. Sikorski memoriał składa na ręce ministra spraw zagra­nicznych lorda Halifaxa27, ale rzecz dochodzi do wiadomości Rady Narodowej, która zmusza Sikorskiego do jego wycofania. Przypomnijmy, że dzieje się to w chwili, kiedy Rosja jest ofi­cjalnym rozbiorcą Polski, a stosunki sojusznicze Stalina z Hitlerem są w fazie jak najserdecz­niejszej.

Pilotowany przez Retingera Sikorski wjeżdża teraz szybko na szczyty, na których huragan propagandy robi z człowieka, znanego do niedawna tylko najbliższemu otoczeniu, osobistość na miarę światową (a mimochodem i „wodza” swego narodu). Wszystkie środki propagandy, prasa, radio, kino, przemysł wydawniczy, propaganda szeptana, są przecież w rękach czynni­ków, na których Sikorski opar! już od łat trzydziestu swoją karierę. Jeżdżąc do Waszyngtonu po­święca on niezmiennie swój pierwszy wieczór na wizytę u sędziego Sądu Najwyższego Stanów

 

23            Stanisław Kopaiiski (1895-1976). Gen. dywizji. Dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich (1940 -1942), 3. Dywizj Strzelców Karpackich (1942-1943), szef Sztabu Naczelnego Wodza (1943-1947, p.o. naczelnego wodza (IX 1944-111945). generałkry r.spe-hor Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (1947-1949).

 

24            Władysław Anders ’892-'5T: Gen. bron. Dowódca Armii Polskiej w ZSRR (VII11941—IX 1942), Armii Polskiej na Wschodzie (IX 1942-Vill 1943: Korpusu =c =-iego ;Vili 1943—X11946), p.o, naczelnego wodza (il—V 1945), generalny inspektor sit zbrojnych i naczein. wódz 1946-1954,

 

25            Klemens Rudnicki '35~-'992 General brygady. Zastępca dowódcy 5. Kresowej Dywizji Piechoty (X 1943 -IV1945), zastępca dowódcy łV-. 1545 . dowódca 1. Dywizji Pancernej (V1945-V11947), zastępca inspektora general­nego Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (1947-1949)

 

26            Wzmianka dotyczy projektu „Memorandum w sprawie Polski i Rosji Sowieckiej" opracowanego 19 VI 1940 przez Stefana Litauera, Tekst projektu wraz z tekstem memorandum opracowanym na jego podstawie przez ambasadora Edwarda Raczyńskiego, przestanego lordowi Hatifaxowi 19 VI 1940, a następnie wycofanego przez ministra spraw za­granicznych zob.: E. Raczyński. W sojuszniczym Londynie. Dziennik ambasadora Edwarda Raczyńskiego 1939-1945 (Warszawa: Niezależna Oficyna Wydawnicza, 1989): s. 71-73,

Lifauer w swym [Zmierzchu Londynu] twierdzi, że memoriał o podobnej treści opracował dla Sikorskiego jeszcze na jesieni 1939 [S, Litauer, Zmierzch Londynu (Warszawa-Łódź: Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, 1945): s. 11-12],

 

27            Edward Frederick Lindley Wood, Ear! of Halifax (1881-1959). Polityk brytyjski. Działacz Partii Konserwatywnej, wicekról Indii (1926-1931), przewodniczący Izby Lordów (1935-1938), minister spraw zagranicznych (1938-1940), am­basador w Waszyngtonie (1940-1946)

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGC

 

Zjednoczonych Frankfurtera.28 Przemawia w „świątyni” masońskiej w Detroit. Nawet ginąc w Gibraltarze ma jeszcze w swym towarzystwie pik. Gazaleta29 30, posia do parlamentu brytyj­skiego i łącznika od władz brytyjskich przez cały czas pobytu Sikorskiego w Wielkiej Brytanii. Taktyka ta opłaca się Sikorskiemu sowicie. Nieznany na jesieni 1939 r. jeszcze nikomu poza Polską i pewnymi kołami Francji, jest już w dwa łata później „wodzem narodu” i osobistością na miarę światową. Mówiąc nawiasem trzy razy w ciągu dziesięciu lat te same czynniki tymi samymi metodami narzuciły narodowi polskiemu „wodza”: pierwszym był Rydz-Śmigiy39 dru­gim Sikorski, trzecim Mikołajczyk. Kto będzie następnym? Metoda ta działa tak sprawnie, że można zrobić „wodzem narodu” w dwa lata byłe kogo, czyje zdolności wyrastają choć trochę ponad przeciętną. Nie potrzeba.zasług, wystarcza propaganda.

W tym miejscu nasuwa się dygresja: dlaczego - słyszy się u nas tak często biadanie - nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody? Dlaczego miewamy tylko rozreklamowane miernoty? Dlaczego nasz „górny tysiąc” polityczny i wojskowy zwykł się składać przeważnie z ludzi o siabych charakterach, niedouków i pyszałków? Ubolewał już nad tym w swych „Dziejach Polski” Bobrzyński. Czyżbyśmy mieli jakąś organiczną wadę, jakiś biologiczny defekt uniemożliwiający wyłonienie przywódców naprawdę wartościowych? li­tanie to niezmiernie doniosie,. a odpowiedź na nie - choć ogółowi Polaków nieznana - nie wydaje się trudna. Oto od paruset lat zarówno nasze życie gospodarcze było w ręku czynników obcych, jak i nasze jednostki przywódcze zorganizowane były w związkach tajnych, kierowanych spoza naszych granic i zmuszanych - ze względu na swój antykatolicki charakter - lawirować bardzo umiejętnie, by nie wypuścić cugti z rąk w społeczeństwie do gruntu katolickim. W ten sposób nad społeczeństwem naszym rozpięta była - i jest nadal - sieć, przez którą nie przebije się w górę żadna jednostka, choćby największych zdolności, o ile nie będzie dawała gwarancji powolności względem czynników wszechpotężnych, które w wielu wypadkach sabotują interes narodu.

Rządzenie jest sztuką i do rządów wymagana jest długa zaprawa, trening żmudny i cierpliwy, trwający lat dziesiątki; temu, kto go nie przejdzie, nie pomogą najwybitniejsze zdolności. Jakże zaś łatwo czynnikom, rządzącym danym społeczeństwem, uciąć w zarodku karierę młodego czło­wieka, który im nie odpowiada, nie zezwolić mu włożyć stopy w przysłowiowe strzemię?

Czyż ludzie tacy jak Oleśnicki czy Richeiieu, Cawour, Bismarck czy Churchill mogliby byli przejść długą zaprawę, uzdalniającą ich do władzy, gdyby w ich ojczyznach cały mechanizm krążenia elit i kształtowania rządzących nastawiony był na puszczanie w górę wyłącznie tylko ludzi o oportunistycznym charakterze i miękkim karku, a spychanie w dół ludzi twardych i har­townych? Bywa zresztą, że i przy takim systemie wydostanie się na wierzch trochę ludzi war­tościowych, ale w jakimże stanie deformacji? Twarda konieczność nauczy ich nie liczyć na sity wfasne i na sity wiasnego narodu, ale szukać poparcia u szafarzy tajnego awansu i międzynaro­dowego kapitału, choćby ich cele nie pokrywały się bynajmniej z celami społeczności, której ich pupile mają przewodzić? Krążenie elit i kształtowanie rządzących, to procesy socjologiczne nietrudne do ścisłego zbadania; skoro tylko uda się przezwyciężyć istniejące obecnie opon' i zbadanie to nastąpi, zdobędziemy się może wreszcie na przełamanie zaczarowanego kręgu,

 

28            FellK Frankfurter (1882-1965). Prawnik. Wykładowca Han/ard Law School (1914-1939), delegat syjonistyczny na konferencję pokojową w Paryżu (1919), współzałożyciel Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich (ACLU) (1920). doradca prezydenta F. D. Roosevelta w zakresie prawnych konsekwencji ustawodawstwa New Dealu, sędzia Sądu Najwyższego (1939-1962).

 

29            lłfctor Alexander Cazalef (1896-1943). Polityk brytyjski, pik. Członek Partii Konserwatywnej, cztonek parlamentu (1924-1943), oficer łącznikowy premiera Churchilla przy gen. Sikorskim (1940-1943),

 

30            Edward Rydz-Śltligty (1886—1941). Marszalek Polski. Generalny inspektor sit zbrojnych (1935-1939), naczelny wódz (1 IX—7 X11939), internowany w Rumunii (18 IX 1939), powrócif potajemnie do kraju (X 1941).

 

w którym od wieków produkujemy swoisty typ przywódców - oportunistów i karierowiczów, w najlepszym zaś razie Hamletów i kunktatorów, którzy na szczytach społeczności wiodą życie pozłocone i - ułatwione.

Tak więc w roku 1941 Sikorski stoi wreszcie u szczytu. Jest „wodzem narodu” (te same czynniki rozreklamowały go również i w Kraju) i osobistością na miarę całego globu, rozma­wiającą — przy udziale Retingera - z największymi mocarzami tego świata. Życie jego, od da­lekich chwił, kiedy stawiał na Politechnice Lwowskiej pierwsze kroki polityczne, słało się bez chmurki, zawsze w oparciu o te same czynniki. Bez chmurki, jeśli nie liczyć 13 iat usunięcia w cień, osłodzonych jednak sutymi poborami, własną posiadłością ziemską, podróżami za gra­nicę, nieskrępowaną przez nikogo działalnością pisarską i polityczną. Jedyny to bodaj z naszych przywódców od czasu konfederacji barskiej, który nie siedział nigdy w więzieniu, nie zaznał nigdy prześladowań, biedy ni poniewierki. W szczęściu tym nie było zresztą nic przypadkowe­go, gdyż Sikorski konsekwentnie baczył przez całe życie, by nie wplątać się jakąś akcję, która by mogła go narazić jego mocodawcom. Zaczynając np. na jesieni 1939 r. budować od nowa zarówno polskie wojsko, jak i polską państwowość cywilną, miał Sikorski świetną sposobność dokonać cięć radykalnych, usunąć to, co chore i rakowate, i zbudować zupełnie nowe środo­wisko, zdrowe i sprawne. Równałoby się to jednak narażeniu się wielu ciemnym mocom, boć przecież wszystko, co w naszym aparacie wojskowym i cywilnym jest robaczywego, tradycyjnie reasekuruje się w takiej ezy innej agenturze. Sikorski mógi był uzdrowić nasz aparat państwo­wy jedynie kosztem narażenia się agenturom i utrudnienia sobie w przyszłości życia, a tego po nim oczekiwać nie należało. Tworzy więc armię jeszcze bardziej chorą niż była armia przed- wr2eśniowa, aparat cywilny jeszcze mniej sprawny i przetkany obcymi „wtyczkami”. Z czyn­ników sanacyjnych przejmuje hurtem elementy najujemniejsze, płaszczące się i karierowe. Aż przykro czytać, jak wielbiący Sikorskiego Strumph Wojtkiewicz w książce swej co chwilę wraca bezradnie do pytania, dlaczego Sikorski - mając tak doskonalą sposobność do uzdrowienia ar­mii, tego nie uczynił, dlaczego ją jeszcze gorzej zakaził, wysuwając na czołowe stanowiska ludzi szkodliwych, o których ponadto nie mógł nie wiedzieć, że przy pierwszej lepszej sposobności, obrócą się przeciw niemu? Ależ taka właśnie była cena, którą płacił Sikorski za ułatwianie sobie życia politycznego.

Wielbicielom Sikorskiego, którzy w czasie jego rządów przebywali w Kraju, urzeczonym sfa­brykowanym pracowicie jego mitem i nieznających trudnych wątków politycznych, toczących się w tym czasie na emigracji, zwykłem rzucać na odtrutkę dwa magiczne wyrazy: „Regina” i „Rubens”. Każdy, dosłownie każdy z Polaków, przebywających w pierwszych latach tej wojny na emigracji, na dźwięk tych dwóch stów otrząsa się z niesmakiem. Kojarzą mu się one w pa­mięci z pojęciem instytucji o chorobliwym składzie i nieudolnym działaniu, skażonych i sko­rumpowanych. „Regina” - to nazwa hotelu paryskiego przy rue de Rreoli, w którym mieścity się wszystkie polskie instytucje wojskowe i część cywilnych.31 „Rubens” - to iondyński odpo­wiednik „Reginy”, hotel, mieszczący w sobie Sztab Giówny i kwaterę. Naczelnego Wodza.32 Rzecz zadziwiająca, że gdzie tylko Sikorski - mówiąc obrazowo - „rozbił namioty”, powstawała gangrena. Przejechałem granicę francuską w poiowie listopada 1939 r,, a więc w półtora mie­

 

31            W paryskim hotelu „Regina” mieści! się Sztab Naczelnego Wodza i Ministerstwo Spraw Wojskowych. L. Wit­kiewicz, „Z paryskiej »Reginy« do londyńskiego “Rubensa" (kartki z mojego notatnika)", Zeszyty Historyczne, Paryż, z. 3 (1963): s. 184.

 

32            W londyńskim hotelu „Rubens" od końca sierpnia 1940 mieścif się Sztab Naczelnego Wodza. Urzędowa) w nim także sam wódz naczeiny, jego adiutantura i gabinet wojskowy. Wcześniej od początku lipca 1940 Sztab Naczel­nego Wodza mieści) się tymczasowo w londyńskim hotelu „Clifton" i kilku wynajętych prywatnych domach. L. Mitkiewicz, dz, cyt., s. 188, 196.

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

siąca po powstaniu rządu Sikorskiego, i już w granicznej Modanie znalazł się znajomy, który nakreślił mi charakterystykę „Reginy” taką, że włos mi się zjeżył na głowie i odeszła ochota do zanurzenia się w bagienko, otaczające Sikorskiego. Narzuca się tu sylogizm: zdrowy moral­nie człowiek wytwarza dokoła siebie atmosferę zdrową; „Regina” i „Rubens” miały atmosferę wysoce skażoną; oba były wytworem Sikorskiego - ergo sum Sikorski... Sylogizm ten jeszcze dziś, po latach, wydaje mi się. nieodparty. Jedyne, co mu można przeciwstawić - to wygląd Sikorskiego, o którym już wspomniałem, twarz szczera, otwarta, niewątpliwie sympatyczna i pociągająca. Czyżby człowiek o takim wyglądzie zewnętrznym mógł wytwarzać niezdrowe stosunki, że tak powiem kompleksy chorobowe wszędzie, gdzie stąpnął? Francuzi mają świetne powiedzenie „fausse-maigre” na określenie kobiety pulchnej przy pozorach smukłości. Otóż dla ludzi typu Sikorskiego (spotyka się takich więcej) należałoby ukuć jakieś nowe wyrażenie, może „faux-franc”: człowiek, skażony od wewnątrz, przy zewnętrznych pozorach zdrowia. Do­rian Cray o twarzy niewinnej, którego grymas kryje się na portrecie za kotarą.

Zwykło się mówić o Sikorskim, że miał zdolności administracyjne. Rzeczywiście czul się on znakomicie za biurkiem (nie mając zresztą jakichś szczególnych skłonności biurokratycz­nych), lubił urzędować i wydawać decyzje. Wydawał je niezmiernie łatwo, wiedzieli jednak jego współpracownicy, że równie łatwo je potem zmieniał lub cofał, uzyskawszy więc decyzję należało czym prędzej stworzyć fakt dokonany, zanim doskoczy do Sikorskiego ktoś z jego pokątnych doradców. Ze zaś najbliższe otoczenie Sikorskiego wytwarzało właśnie tę zatru­tą atmosferę „Reginy” czy „Rubensa”, przeto i jego dorobek administracyjny obciążony był u samego korzenia brakami, które przekreślały jego pożyteczność.

Jak wspomnieliśmy, Sikorski miał pełną możność uzdrowić nasz aparat wojskowy i cywil­ny, niestety z niej nie skorzystał. Nie wykorzystał również dla dobra Polski (bo wykorzystał dla własnego rozgłosu) wspaniałej koniunktury, jaką miała sprawa polska od czerwca 1940 r. do czerwca 1941 r. (daty najazdu Niemców na Rosję), a nawet jeszcze do końca roku 1942 r. - do zwycięstwa Sowietów pod Stalingradem. Poczynając od czerwca 1940 r., po niesław­nym pogromie Francji, akcje polskie w krajach anglosaskich stoją świetnie. Polacy" uchodzą za wzór waleczności i bohaterstwa, kampania wrześniowa jest „zrewaloryzowana”, Kraj niezłom­ny w swym oporze, Sikorski cieszy się renomą wielkiego wodza na tle pobitych generałów brytyjskich i niedoświadczonych amerykańskich, moda na Polaków panuje od Edynburga po Waszyngton, polscy lotnicy bronią Londynu. Koniunktura taka, czy to w życiu państwa czy jednostki, zdarza się rzadko i trwa krótko, toteż kardynalnym obowiązkiem jest czym prędzej ją wykorzystać. Dochodzimy tu do jednego z najcięższych zarzutów, ciążących na Sikorskim: oto koniunkturę te wykorzystał tylko dla własnej osoby, by urosnąć osobiście na arenie mię­dzynarodowej, nie wykorzystał zaś jej dla Polski. Jakiż bowiem interes narodowy mieliśmy w Anglii i Ameryce do załatwienia w okresie czerwiec 1940-ezenciec 1941? Oczywiście jeden i tylko jeden: sprawę granic zachodnich. Przecież już na jesieni 1939 r. powstało Ministerstwo Spraw Kongresowych; w okresie samotnej walki Wielkiej Brytanii i Polski przeciw Niemcom, najsposobniejsza była chwila, by Anglikom wydrzeć obiernice, ryczące naszych przyszłych granic z Niemcami, a jeśli nawet nieformalne obietnice, to przynajmniej te przyszłe granice w opinii brytyjskiej gruntownie przygotować. Chcąc to uzyskać, trzeba było jednak wywrzeć na Anglików pewien nacisk, a więc zejść z linii postępowania człowieka, który swym zwierzchni­kom czy chlebodawcom mówi wyłącznie tylko rzeczy przyjemne. Każdy z nas - w wojsku czy w biurze - obserwował takich ludzi, którzy karierę swą fundują wyłącznie na tym, by być gładcy i przyjemni, nie poruszając nigdy tematów drażliwych czy trudnych, choćby ich poruszenia wy­magało dobro służby lub urzędu. Przykro to stwierdzić, że błyszcząca kariera międzynarodowa Sikorskiego zbudowana była właśnie na takiej metodzie. W czasie, gdy wszyscy na Zachodzie

 

chorowali na federacje - Sikorski z całą powagą mówii o federacji z Czechami i o sfederowaniu Europy Środkowo-Wschodniej. Gdy Anglosasi zwlekali z tzw. „drugim frontem”, Sikorski z całą powagą radził z „drugim frontem” jeszcze się powscrzymać. Gdy możni tego świata agitowali za pomocą dla Rosji — Sikorski przemawia! za pomocą dla Rosji. Po Pearl Harbor z trzaskiem wypowiedzią! wojnę Japonii, mimo że przebywało tam wówczas sporo obywateli polskich. Ale jedynej sprawy, w której chodziło o głębszy interes narodowy polski - sprawy granic zachod­nich - w poważny sposób, tzn. rzucając na szalę wszystkie nasze ówczesne możliwości, nawet nie postawił.

Wspomniałem już, że okres, w którym mieliśmy w czasie tej wojny duże możliwości działa­nia, trwa! od czerwca 1940 r. do końca roku 1942. W tym czasie powinniśmy byli umocnić sobie granice wschodnie i przygotować zachodnie. W rzeczywistości zaś w sprawie granic zachodnich nie uczyniono prawie nic (poza tyra, że Ministerstwo Spraw Kongresowych zajęto stanowisko zdecydowanie przeciwne linii Odra-Nysa), sprawę zaś granicy wschodniej przesądzono na na­szą niekorzyść paktem z lipca 1941, który byt faktyczną kapitulacją wobec Rosji, i to w chwili, kiedy była ona śmiertelnie zagrożona, a my - stosunkowo w tej wojnie - najsilniejsi.

Dochodzimy tu do krytycznego punktu kariery politycznej Sikorskiego, do dramatycznego okresu jego życia, który zaczyna się w dniu 22 czerwca 1941 r,, dacie najazdu Niemców na Rosję, a kończy się w falach Gibraltaru. I na Sikorskiego, jak na tylu innych ludzi, przyszła ta decyzja o całym przyszłym życiu chwila próby, z której człowiek albo wychodzi zwycięsko, by wznosić się dalej na wyżyny powodzenia, albo załamuje się, marnując dorobek całego ży­cia. Mimo zaś, że w wielu wypadkach wydaje się, iż próba taka jest próbą inteligencji, w rze­czywistości bywa to z reguły próba charakteru. I dramat Sikorskiego, rozwijający się z jakimś starogreckim fatalizmem na przestrzeni dwu ostatnich lat jego życia, jest właśnie dramatem charakteru, który nie dopisze mu w lipcu 1941 r., który każe mu później taić wobec Narodu dalszy rozwój -wypadków, a który w chwili, gdy jego gra się wykryje, nie zdobędzie się na pod­trzymanie swej dotychczasowej linii, ale każe mu stchórzyć i ulec naciskowi opinii, bo każe mu spróbować przelicytować swych przeciwników politycznych tromtadracją w sprawie Katynia. Nigdzie więcej, niż na szczytach polityki, nie potrzeba charakteru, który pozwala sterować własnym kursem, nie ulegając naciskom swoich ani obcych. Sikorski zaś najpierw uległ obcym, potem uląkł się swoich.

Ale wróćmy do położenia z czerwca 1941 r. Polska ma wówczas do Rosji dwie sprawy: zabo­ru Ziem Wschodnich oraz wywiezionego do Rosji miliona obywateli polskich, z których duża część siedzi w więzieniach lub mrze po lagrach. I Rosja potrzebuje czegoś od Polski: pragnąc otrzymać pomoc od Zachodu musi się wkupić w rodzinę narodów zachodnich, z której od dawna (a tym bardziej przez dwa ubiegłe lara) była wyklęta, chcąc się zaś wkupić, musi jakoś ułożyć swoje stosunki przede wszystkim z Polską, wobec której ma szczególnie dużo grzechów na sumieniu.

Jakiż jest wówczas wzajemny stosunek sił między Polską a Rosją? Chwilowo jest on wy­raźnie na korzyść Polski. Pozycja jej na Zachodzie jest silna, pretensje względem Rosji, która jeszcze miesiąc temu była czynnym sojusznikiem Hitlera, biją w oczy swą słusznością. Pakt z Hitlerem z 23 sierpnia 1939 r. (zawarty za plecami mocarstw zachodnich, z którymi Sowiety równocześnie toczyły rokowania), cios zadany Polsce w plecy dnia 17 września 1939 r., pakt rozbiorowy Ribbentrop-Mołotow, sfałszowany plebiscyt na Ziemiach Wschodnich, deportacja miliona obywateli polskich w warunkach nieludzkich, zmarznięte trupy wyrzucane z wago­nów, bezprawne wieloletnie wyroki, potworna śmiertelność w łagrach - rzeczy te znane są dość szeroko na Zachodzie i wzmacniają pozycję Polski, tym bardziej, że pasują dokładnie do obrazu Rosji, jaki wytworzyła dwudziestoletnia propaganda antykomunistyczna. Przeszło

 

NIEZNANY ARTYKUt ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

przecież dopiero półtora roku od wyrzucenia Rosji z Ligi Narodów za napaść na matą Finlandię, beniaminka krajów anglosaskich. Ameryka rozżarzona jest przeciw Sowietom do białości. Przed sprzyjającym Sowietom prezydentem Rooseveltem stoi niezmiernie trudne zadanie odkręce­nia swej opinii publicznej o 180°, celem umożliwienia pomocy dla Rosji, bez której to pomocy, jak wykażą późniejsze, wypadki, nie byłaby Rosja zdolna oprzeć się Hitlerowi. Każdy miesiąc zwłoki może tu odegrać rolę rozstrzygającą i tu leży właśnie polska szansa. Mobilizując w obro­nie słusznych spraw Polski opinię Stanów Zjednoczonych, a w każdym razie tych czynników, do których mieliśmy dostęp bezpośredni, a więc katolików oraz osób pochodzenia polskiego i z narodów ciemiężonych przez Rosję (razem co najmniej Va ludności Stanów) oraz grając na niechęci całej liberalnej i kapitalistycznej opinii amerykańskiej względem ustroju sowieckiego, mogliśmy opóźnić i utrudnić pomoc dla Rosji, co mogło przesądzić o wyniku wojny. Zachowa­nie się Anglików' w lipcu 1941 r. dowodzi, że rozumieli oni doskonale, jakim Polska dyspono­wała wówczas jeszcze atutem.

Sikorski nie siada więc do rokowań z Rosją z pustymi rękami. Ma za sobą opinię publicz­ną świata, przekonaną o słuszności sprawy polskiej; co więcej, Rosji i Anglosasom spieszy się więcej niż Polsce, gdyż zagadnienie Ziem Wschodnich nie jest w danej chwili palące, bowiem ziemie te zajęte są przez Niemców. Jeśliby się nie udaio zmusić Sowietów do wyrzeczenia się zaboru, może Polska bez szkody dla siebie utrzymać jeszcze przez pewien czas status quasi-woj- ny, trwający między obu państwami od września 1939 r. Co prawda, jest już w roku 1941 pe­wien (nieliczny zresztą i szczególnie zachwaszczony agenturami) odłam wśród Polaków, który uważa Ziemie Wschodnie za ciężar i chciałby ich się zrzec. Gdyby jednak stanąć nawet na tym stanowisku, to czyż na takie zrzeczenie się jest właśnie odpowiednia chwila, kiedy Niemcy prą zwycięsko naprzód i większość rzeczoznawców wojskowych przepowiada klęskę Rosji? ja­kiż ekwiwalent może Polska otrzymać od Rosji za zrzeczenie się Ziem Wschodnich właśnie te­raz, w lipcu 1941? Przypuśćmy, że Sikorski przekonany byłby o pożyteczności wyrzeczenia się Ziem Wschodnich (a z jego poufnych wypowiedzi wiemy, że przekonany nie był), to czyż od­powiedzialny mąż stanu obierze na takie zrzeczenie się właśnie chwilę, kiedy ustępstwa nasze padną w próżnię? Prawda, pozostaje sprawa miliona obywateli polskich w Sowietach; ale to, co zrobiła z nimi Rosja, jest tak skandaliczne, bezprawne i nieludzkie, że wystarczy poruszyć w ich obronie opinię przyjaznej nam części świata, a przede wszystkim Stanów Zjednoczo­nych, by zmusić Sowiety do wypuszczenia ich z więzień i łagrów, a może nawet z granic Rosji. A czyż nie lepiej byłoby dla nich, gdyby opiekę nad nimi roztoczyła dyplomacja brytyjska czy amerykańska, w razie gdyby nie doszło do ponownego nawiązania stosunków polsko-rosyjskich? Czyż nie uratowałoby się wówczas poza granice Rosji więcej niż ten nieliczny ich ułamek, któ­ry wyratowała polityka Sikorskiego? Polska wr lipcu 1941 r. miałaby interes w zawarciu paktu z Rosją, doprawdy jedynie wówczas, gdyby Rosja wyrzekła się niedwuznacznie naszych Ziem Wschodnich. Z chwilą, gdy Rosja się temu opiera, jedyną właściwrą drogą było mobilizowanie w naszej obronie opinii świata. Nie wydaje się zresztą wykluczone, że gdyby rząd Polski wszedł byi na tę drogę zaraz z końcem czerwca 1941 r., byłby w tymże samym lipcu 1941 r. uzyska! pakt z Ro­sją, gwarantujący nam integralność terytorium; gdyby zaś takiego paktu nawet nie uzyskał, byłby zadokumentował wobec całego świata nasze nieugięte stanowisko w sprawne Wilna i Lwowa — co przydałoby się nam w parę lat później - a równocześnie mógłby uzyskać rozciągnięcie nad oby­watelami polskimi w Rosji opieki państw anglosaskich, gorąco zainteresowanych w rozładowaniu nastrojów antyrosyjskich, utrudniających przyjście Rosji z pomocą przeciw nawale niemieckiej.

Takie było stanowisko zajęte przez większość polskich czynników konstytucyjnych i pol­skiej opinii publicznej w Anglii w czerwcu i lipcu 1941 r., i na tej platformie byliby Rosjanie musieli wszcząć pertraktacje z Polakami — gdyby nie ich znajomość osoby Sikorskiego. Znają

 

go dobrze i Sowiety i Brytyjczycy, toteż grają od pierwszej chwili nie na układ z Polską, ale na wykorzystanie słabości polskiego premiera. Istnieją przecież dwa sposoby prowadzenia targów: jeden - by użyć popularnego przykładu - polega na tym, by za konia wartego 100 zt uzyskać zl 1Ó0, a jak dobrze pójdzie 120 lub 130. Drugi sposób polega na tym, by poznać słabości kupują­cego i umieścić u jego boku agenta, który postara się go omotać, oswoić i namówić, by za konia zapłaci! trzy razy więcej, niż koń wart. Taką metodę Brytyjczycy i Rosjanie zastosują w lipcu 1941 r. wobec Sikorskiego. Od samego początku dążyć będą do porozumienia nie z Polską, ale osobiście z Sikorskim. Zagrają na zimno na notoryczną uległość Sikorskiego wobec zagranicy, i wykorzystają umieszczonych zawczasu, w jego otoczeniu swoich agentów. I pakt otrzymają, przy złamaniu polskiej konstytucji i sprzeciwie ogromnej większości polskich czynników po­litycznych. Otrzymają pakt. będący kapitulacją strony w danej chwili (taktycznie) silniejszej przed stroną śmiertelnie zagrożoną, bo Niemcy podchodzą właśnie pod Smoleńsk.

Wypadki lat następnych przyznają słuszność przeciwnikom tego paktu; wyrzekając się Ziem Wschodnich Polska nic nie zyska, będzie i tak okupowana przez Rosję i będzie miała i tak narzucony sobie rząd, złożony z agentów komunistycznych.

Mówię rozmyślnie o kapitulacji, gdyż słowo „kompromis”, użyte w stosunku do paktu z lip­ca 1941 r. przez Strumph Wojtkiewicza, wydaje się tu zupełnie nie na miejscu. Przypominam, że mieliśmy wówczas do załatwienia z Rosją dwie sprawy: Ziemie Wschodnie i wywiezienie do Rosji obywateli polskich. Otóż Sikorski wydobył z Rosji 130.000 ludzi, a więc zaledwie parę- naście procent wywiezionych, w sprawie zaś Ziem Wschodnich kapitulacja była zupełna. Jak wiadomo, Sowiety w czasie pertraktacji londyńskich uporczywie twierdziły, że ziemie po Bug i San należą do nich nie na podstawie paktu Ribbentrop-Mołotow, ale na podstawie plebiscy­tów z jesieni 1939 r. Otóż w pakcie lipcowym nie znalazła się żadna wzmianka, jakoby Sowiety tych ziem się zrzekały, w czasie zaś samej ceremonii podpisywania paktu ambasador sowiecki w Londynie Majski33 oświadczył, że po zwycięskiej wojnie przyjdzie czas na odbudowę nowej Europy na zasadzie samookreśłenia narodów. Trudno było jaśniej postawić sprawę, samo zaś słowo „amnestia”, użyte w pakcie w stosunku do obywateli polskich, skazanych bezprawnie przez Sowiety, kładło kropkę nad i, zrozumiałą dla najbardziej zaślepionych. Sam pakt podpi­sano 30 lipca 1941 r., w cztery zaś miesiące później (2 grudnia, na dwa dni przed rozmową Si­korskiego ze Stalinem) wpłynie już pierwsza nota sowiecka do rządu polskiego, podkreślająca prawa sowieckie do ziem na wschód od Sanu i Bugu.

Wszedłszy już raz na drogę kapitulacji wobec Rosji, Sikorski brnie po niej dalej i dopuszcza się na przestrzeni miesięcy grudzień 1941-luty 1943 czynu w dziejach wszystkich chyba naro­dów bezprzykładnego, a mianowicie tai przed Polakami fakt, że sąsiad wysuwa roszczenia do połowy ich państwa; tai całą serię kolejnych not i wystąpień bolszewickich (od 2 grudnia 1941 do stycznia 1943 >. podkreślających prawa Sowietów do ziem na wschód od Bugu i Sanu i do ludności, zamieszkującej te ziemie, włącznie - w ostatniej fazie - z Polakami z Polski zachod­niej, których wypadki wojenne rzuciły na wschód. Sikorski lubił przez cale życie podkreślać, że jest demokratą: nie może chyba ulęgać wątpliwości, że właśnie z punktu widzenia demokracji trudno o cięższy grzech, niż takie postępowanie Sikorskiego.

Cały ten rok 1942 upłynie naszemu uchodźstwu w położeniu paradoksalnym: dzięki nie­dyskrecjom z aparatu rządowego przenikają wiadomości o nieprzerwanej serii wystąpień so­wieckich, a równocześnie Sikorski i jego ministrowie informują ogól Polaków - nazwijmy to po imieniu: okłamują ogół Polaków - że wszystko jest w porządku, dla wszelkiej pewności posłu­

 

33            Iwan Majski (1884-1975). Dyplomata sowiecki. Ambasador w Londynie (1932-1943), zastępca komisarza ludowego spraw zagranicznych (1943-1946).

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

gując się cenzurą brytyjską, by uniemożliwić emigracyjnej prasie podawanie właściwych infor­macji. Równocześnie Sikorski - i cały jego zespól - pomaga Rosji propagandowo w chwilach dla niej najcięższych. W lutym 1943 napisałem w liście otwartymi, skierowanym do prezydenta Raczkiewicza i gen. Sosnkowskiego, że rząd gen. Sikorskiego „idzie od dwu lat po linii zbieżnej z wytycznymi polityki sowieckiej”. Na twierdzenie to zacytowałem w mym liście dwadzieś­cia przykładów, a można ich było wymienić więcej. Oto szczególnie charakterystyczny przy­kład stosowanej przez Sikorskiego metody: ambasador polski w Waszyngtonie Ciechanowski34 (w liście do prezydenta Roosevelta) oraz jeden z najbliższych Sikorskiemu polityków ks. Kaczyń­ski35 (w wywiadzie w najpoczytniejszym popołudniowym piśmie nowojorskim „PM”) przyczy­niają się do wytworzenia w Stanach Zjednoczonych wrażenia, że religia w Rosji cieszy się swobo­dą, co ma kapitalne znaczenie - właśnie w tym momencie - dla propagandy rosyjskiej.

jakież motywy kierują Sikorskim w takim jego postępowaniu? Wydaje mi się, że należy tu ściśle odgraniczyć motywy samego Sikorskiego od motywów' otaczających go agentur. Agenci dążą do tego, by Polaków' możliwie gładko, bez krzyków i hałasów, przeprowadzić w orbitę So­wietów', by rozbroić ich psychicznie, przyzwyczaić powoli do myśli o utracie Ziem Wschodnich, a w ślad za tym i do myśli o utracie niepodległości. Taktyka to wspaniale obmyślana i precyzyj­nie wprowadzana w życie. Gzy Sikorski zdaje sobie z niej sprawę? Jedno trzeba z góry wyklu­czyć: Sikorski nie miał żadnej wielkiej koncepcji historiozoficznej, jak mu to chcą podsunąć ex post jego zwolennicy; nie dążył do jakiejś rewolucyjnej zmiany kursu polityki polskiej ostatnich 500 lat, do przestawienia jej „ze Wschodu na Zachód” i do trwałego oparcia się o Rosję. Sikorski nic miał takiej koncepcji choćby dlatego, że nigdy w życiu nie miał żadnej większej koncepcji politycznej; nie przynosi mu żadnej ujmy stwierdzenie, że jego umysł byt do tego organicz­nie niezdolny. Cytowane przez Strumph Wojtkiewicza wypowiedzi Sikorskiego potwierdzają ogólnie skądinąd znany fakt, że nie ma on w tym czasie żadnej zdecydowanej linii, lecz po pro­stu płynie z prądem. - „O przyszłości granic polskich decydować będzie powojenny układ sil w Europie” (str. 186) - mawia w tym czasie Sikorski , a sam Strumph Wojtkiewicz w związku z wymarszem wojsk gen. Andersa z Rosji (co było oczywiście sprzeczne z linią ścisłego związku polsko-sowieckiego, a na który to wymarsz Sikorski chętnie się zgodzi!) pisze melancholijnie (str. 275): „Idea przymierza i współpracy dwu narodów (Polski i ZSRR) okazała się zbyt wielka dla współczesnych reżyserów', aktorów' i statystów”.

Nie podsuwajmy więc Sikorskiemu pośmiertnie koncepcji, których nie miai, wyżywając się po prostu w bieżącej grze politycznej. Po zawarciu paktu lipcowego, chcąc ratować swą pozycję w polskiej opinii publicznej, przyjął Sikorski taktykę uporczywego twierdzenia, że pakt ten nie uronił niczego z naszych praw do Ziem Wschodnich. Twierdząc tak Sikorski liczył chyba na ja­kieś minimum współdziałania ze strony Sowietów: zawiódł się na tym punkcie bardzo prędko,

 

34            Jan Ciechanowski (1887-1973). Dyplomata. Pbsei w Waszyngtonie (1925-1929, 1940-1945), sekretarz gene­ralny Ministerstwa Spraw Zagranicznych (1939-1940).

 

35            Zygmunt Kaczyński (1894-1953). Duchowny rzymskokatolicki, działacz Chrześcijańskiej Demokracji, publi­cysta. Poset na Sejm Ustawodawczy (1919-1921), Sejm I kadencji (1922-1927), dyrektor Katolickiej Agencji Prasowej (1930-1939), członek Rady Narodowej (1942-1945), wiceminister w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji w rządzie gen. Sikorskiego, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego (VII 1943—X! 1944), w Polsce (1945), redaktor naczelny Tygodnika Warszawskiego (1946-1948), aresztowany (1949), skazany na 10 lat pozbawienia wolności (1951), zmarł w więzieniu.

Jak już wspomniałem, rząd Sikorskiego Odnosit się niechętnie do koncepcji granicznej Odra-Nysa, wysuniętej na wiosnę 1942 r. przez Komitet Zagraniczny Obozu Narodowego w Londynie - a ta granica stanowi przecież kamień węgielny rozumowania zwolenników ścisłego porozumienia z Rosją. [KZON opowiadał się za przyłączeniem do Polski Gdańska, Prus Wschodnich, wyspy Rugii i przebiegiem granicy wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej. „Komitet Zagraniczny Obozu Narodowego w sprawie granic zachodnich Polski", Myśl Polska, nr 38 (1942); s. 583]

 

podobnie jak niebawem zawieść się miai i na Anglikach. Tając noty i wystąpienia sowieckie Sikorski kieruje się zapewne przede wszystkim własną próżnością, która nie pozwala mu się przyznać do błędu popełnionego w lipcu 1941 r. Oficjalnie operuje jednak argumentem innym, a mianowicie chęcią zapobieżenia, by w rozstrzygających chwilach wojny nie doszło do zaostrzenia się konflik­tu polsko-rosyjskiego i rozbicia jedności sprzymierzonych. Dobro całej koalicji antyhitlerowskiej wymaga, by trzymać w uśpieniu Polaków i z tej i z tamtej strony oceanu w chwilach, gdy Rosja potrzebuje jak najwięcej pomocy ze strony Anglii i Ameryki. Ostatnie to wprawdzie również chwile, w których Polska ma jeszcze jakieś możliwości oddziaływania politycznego, ale Sikorski, upojo­ny sukcesami osobistymi, tego nie dostrzega, licząc na wzrost swych możliwości osobistych, co skompensuje osłabienie pozycji polskiej. Jego wizyta u Stalina, jego trzykrotne jazdy do Roosevel- ta, jego bezustanne konferencje z królami, regentami, marszałkami i premierami niczego wpraw­dzie sprawie polskiej nie dają, ale Sikorski zaczyna żyć coraz bardziej w jakimś urojonym świecie, w którym powodzenia osobiste (a Churchill, Stalin i Roosevelt eksploatują jego próżność do grun­tu) przesłaniają mu całą coraz ciemniejszą rzeczywistość polityczną. W styczniu 1943 r. mają miej­sce dwa wystąpienia dyplomatyczne sowieckie, przypieczętowujące roszczenia Rosji do naszych Ziem Wschodnich. Brytyjczycy coraz wyraźniej wypowiadają się za linią Curzona. Rosja storpedo­wała wszelkie dążenia federalne na wschodzie Europy. W sprawie przyszłych granic zachodnich nie ma żadnych obietnic anglosaskich. Rekrutacja Polaków amerykańskich do polskich sil zbrojnych zawiodła. Z Rosji udało się wydobyć jedynie 130.000 Polaków, reszta żyje nadal w skrajnej nędzy, a tysiące przebywają nadal w łagrach i więzieniach, wbrew wyraźnemu brzmieniu paktu. Co gorzej, w ZSRR zaczęła się nowa fala aresztowań Polaków. I w takiej chwili Sikorski po powrocie ze Sta­nów Zjednoczonych zdobywa się na oświadczenie ogółowi żołnierzy polskich w Szkocji (zebranych 1611943 r. na coś w rodzaju wiecu), że „wszystkie nasze sprawy pomyślnie załatwiłem”. Nie wiem, jak określiłby psychiatra ówczesny stan umysłu tego człowieka; Anglosasi mówią o takich, że żyją w „Foo!’s paradise”, „raju wariata”. Dobrotliwie można by to określić jako życie „z głowrą w chmu­rach”, boć trudno tu posądzać Sikorskiego o świadome wyrachowanie, gdyż pewnego typu kłam­stwa mają aż tak krótkie nogi, że żaden człowiek o zdrowych zmysłach się nimi nie posługuje.

Powyższa wypowiedź Sikorskiego datuje się ze stycznia 1943 r.; w miesiąc później Sikor­skiego, jak już wspomniałem, nacisk opinii publicznej omal że nie zmusza do ustąpienia; ratu­je się on wówczas całkowitym odwróceniem swojej linii politycznej wobec Sowietów. W trzy miesiące później ginie, nie załatwiwszy nic, ani naszych granic wschodnich ani zachodnich, i zostawiając sprawrę polską zabagnioną i otwartą na cztery wiatry.

Wróćmy jednak do zdarzeń z lutego-kwietnia 1943 r., gdyż stanowią one bezpośrednią uwerturę do tragedii w Gibraltarze. Z chwilą gdy okazało się, że Sikorski zamierza zataić przed społeczeństwem polskim również i dwa wystąpienia sowieckie ze stycznia 1943 (w których Sowiety odmówiły rządowi polskiemu już nawet prawa opieki nad Polakami, przebywającymi w Rosji, uznając ich za obywateli sowieckich), postanowiłem poinformować społeczeństwo polskie o istotnym stanie rzeczy i spowodować zmianę naszej linii politycznej wobec Rosji; postarałem się więc o ogłoszenie przez pismo podziemne „Walka” noty sowieckiej z połowy stycznia 1943 oraz protokołu z późniejszej o kilka dni rozmowy jednego z polskich dyplomatów w sowieckim komisariacie spraw zagranicznych. Rozmowa ta nie zostawiała żadnych złudzeń i potwierdzała poprzednie noty. W odpowiedzi na ogłoszenie tych dokumentów Sikorski chwy­ta za pióro iw rządowym „Dzienniku Polskim” osobiście broni swej polityki (17 II), twierdząc, że „polityka dotychczasowa rządu polskiego wobec Rosji dała rezultaty pozytywne, wszystkim dobrze znane, a żadnych szkód nie wyrządziła”.

Z kolei opublikowałem w dniu 19 lutego w „Walce” list otwarty, skierowany do prezyden­ta Raczkiewicza i gen. Sikorskiego, domagając się zmiany polityki wobec Rosji i ustąpienia

 

NIEZNANY ARTYKUŁ ADAMA DOBOSZYŃSKIEGO

 

Sikorskiego. Następnego dnia jestem aresztowany, ale już w pięć dni później (25 II) ukazuje się pierwsza od półtora roku deklaracja rządu polskiego, zdecydowanie broniąca integralności Rzeczpospolitej i odpierająca zakusy sowieckie. 1 III ukazuje Się deklaracja polemiczna w so­wieckiej agencji urzędowej TASS, w dwa dni później bardzo stanowczo odpowiada jej Polska Agencja Telegraficzna w Londynie. Rząd Sikorskiego wpada teraz w ton zdecydowanej obrony interesów polskich wobec Rosji, co prowadzi go w kwietniu do wystąpienia w sprawie Katynia i do zerwania stosunków dyplomatycznych z Sowietami. Jeszcze dwa miesiące - i Sikorski ginie. Wszelkie poszlaki wskazują na to, że ginie rozmyślnie zgładzony. Po jego zgonie ,Wolna Polska”, organ agenturowego Związku Patriotów Polskich w ZSRR, napisze o Sikorskim, że „tragicznie się załamał”, a moskiewskie „Izwiestja” (cytuję za Strumph Wojtkiewiczem) „po­święciły Sikorskiemu długi artykuł, pełen uznania, a zakończony wyrazami żalu, że ostatnio generał poddał się wpływom kół, nieprzyjaznych Rosji”.

Podkreślam, że w chwili swego zgonu Sikorski jest dla Sowietów człowiekiem, który się załamał i wstąpił na linię polityczną, nieprzyjazną Rosji.

Kto jest winien śmierci Sikorskiego? O ile zagadnienie to nie doczeka się rychło wyjaśnie­nia, liczne pokolenia Polaków pasjonować się będą rozwiązywaniem tej zagadki. Jeśli chodzi

0    sprawców, to nasuwają się cztery' hipotezy: 1) Anglia, 2) Rosja, 3) „potężna międzynarodowa mafia lewicowa”, 4) czynniki polskie.

Zacznijmy od hipotezy ostatniej. Sformułował ją czarno na białym Strumph Wojtkiewicz pisząc (str. 421): „W polskich kołach rządowych zdołano drogą upartych dociekań stwierdzić, że katastrofa nie była przypadkiem. Dokumenty poufnego śledztwa, które doprowadziły do ta­kiego wniosku, zostały starannie zabezpieczone. W świetle ich - jak zapewniono mnie później

—  fatalnie rysuje się rola pewnych polskich organizacji emigracyjnych”.

Jest to już więcej niż insynuacja, bo oskarżenie, toteż musi przyjść chwila, kiedy sprawę tę rozpatrzy sąd Rzeczypospolitej. Osobiście muszę zaznaczyć, że orientując się dobrze w stosun­kach emigracyjnych, nie widzę „polskiej organizacji emigracyjnej” tak potężnej i sprawnej, by stacją było na zorganizowanie katastrofy na lotnisku w fortecy gibraltarskiej, strzeżonej przez Anglików jak oko w głowie. Nie widzę również powodu, dla którego Anglicy mieliby oszczę­dzać taką „polską organizację emigracyjną”, która by wbrew ich woli sprzątnęła Sikorskiego

1     to w miejscu rzucającym cień na nich samych. Nasz londyński aparat państwowy nie miał dla Anglików tajemnic, toteż posiadane przezeń dowody znane byłyby oczywiście i gospodarzom.

Pozostają więc trzy pierwsze hipotezy. Jeśli chodzi o najpierwszą, Brytyjczyków, to istnieje dokument bardzo poważnie - na pierwszy rzut oka — ich obciążający. Tym dokumentem jest reportaż, który ukazał się w londyńskim „Dzienniku Polskim i Żołnierza” w roku 1945 (a może 1946) i który nietrudno tam odszukać. Reportaż ten kreśli barwne dzieje Polaka, którego matka była Greczynką, który znalazł się w czasie wojny w Grecji i zaangażował się tam w ruchu oporu, W pewnej chwili "wysłano tego Polaka do Egiptu, gdzie wywiad brytyjski przeszkolił go w akcji dywersyjnej. Wysadzony ponownie na brzegu greckim, Polak ten odznaczył się gorliwą akcją dy­wersyjno-sabotażową, w trakcie której utracił życie. Między innymi - pisze „Dziennik Polski”

-       spowodował on katastrofy pewnej ilości samolotów niemieckich bezpośrednio po starcie.36

Dokument jest na pozór efektowny. Wiadomo, że samolot Sikorskiego zginą! właśnie od zablokowania steru głębokościowego tuż po starcie. Intełligence brytyjski uczył więc swych

 

36            Wzmianka dotyczy dziaialności Jerzego Iwanowa-Szajnowicza (1911-1943). agenta brytyjskich służb spec­jalnych, współdziałającego z greckim ruchem oporu, który spowodował zatopienie kilku niemieckich statków i okrętów, a wraz ze swoja grupą zniszczy! i uszkodzi) przy pomocy specjalnego środka chemicznego ok. 400 niemieckich i włoskich samolotów.

 

agentów w Egipcie pewnej metody, którą zastosowano wobec Sikorskiego w tym samym czasie i rejonie. Skądinąd w sferach lotników polskich opowiadano sobie, że metoda ta polega na umieszczeniu na linkach sterowych bardzo prostego zatrzasku, który przy wykonywaniu sa­kramentalnych (zawsze tych samych) kilku ruchów przy starcie, automatycznie przesuwa się i zaciska, aż wreszcie blokuje zupełnie ster głębokościowy. A więc?

Wniosek obciążający Anglików na tej podstawie winą za katastrofę gibraltarską wydaje mi się mimo to pochopny,, gdyż wszystkie wywiady świata posługują się. z reguły tymi samymi metodami (interpenetrując się nawzajem bardzo dokładnie) i w Anglii słyszałem, że wywiad niemiecki stosował ten sam środek na lotniskach brytyjskich, powodując również upadki samo­lotów bezpośrednio po starcie. Uważam, że najrozsądniej będzie przyjąć, że wszystkie wywiady świata znały tę metodę w chwili zgonu Sikorskiego. Zostaje wówczas wzgląd bardzo poważny

-      czyż Anglicy nie zrobiliby zamachu wszędzie indziej, z wykluczeniem właśnie Gibraltaru, który przez cały świat uważany jest za szczególnie dobrze pilnowaną domenę InteIIigence’u (choć w praktyce jest inaczej, gdyż kilka tysięcy Hiszpanów wpuszczanych jest codziennie na teren twierdzy)? Sikorski latał bardzo dużo - Anglicy mogli, gdyby chcieli, sprzątnąć go wszędzie indziej. Osobiście uważam, że zamachu w Gibraltarze dokonał właśnie ktoś, kto chciał przerzucić podejrzenie na Anglików. W związku z tym najprawdopodobniejsze wydają mi się hipotezy 2) i 3), a znamiennie brzmią slowm, wypowiedziane przez Retingera na wiosnę 1944 r., w czasie jego przemówienia na Radzie Jedności Narodowej w Warszawie: „Towarzyszy­łem gen. Sikorskiemu we wszystkich jego podróżach - prócz ostatniej”.

Skoro już tyle na ten temat napisałem, nie wolno mi się uchylić od wypowiedzenia własne­go poglądu na tę spraw'ę. Sądzę, że pewme czynniki przywykły uważać Sikorskiego za posłusz­ne narzędzie, i przy jego pomocy (częściowo tylko świadomej) chciały przeprowadzić Polskę bezboleśnie i bez krzyku - niejako pod narkozą - do stanu, w jakim znalazła się w roku 1945, przy równoczesnej likwidacji wszelkich polskich niezależnych ośrodków politycznych na Za­chodzie, co dałoby dopiero Sowietom pełną swobodę ruchów w okupowanej Polsce i możność systematycznej pracy nad rozłożeniem Polskiego Narodu. Sikorski szedł po tej drodze posłusz­nie do lutego 1943 r., kiedy to przestraszył się postawy społeczeństwa polskiego i załamał swą linię polityczną. Z tą chwalą przestał być użyteczny jako narzędzie i musiał ulec likwidacji, by ustąpić miejsca narzędziom bardziej uległym.

Morał z żveia Sikorskiego jest prosty i wstrząsający: obdarzony przez Stwórcę wielkimi zdolnościami, przy pomocy których mógł oddać Narodowi wielkie usługi, od lat młodości szedł po linii najmniejszego oporu, szukając stale oparcia w czynnikach obcych i ciemnych i dążąc

-      poprzez żywot ułatwiony - do chwały osobistej. Toteż sprawie publicznej się nie przysłużył, uczniów' ni spadkobierców po sobie nic zostawał, pogrążył Rzeczpospolitą w rozdarciu i zginął, nie dopeiniwszy miary sw oich przeznaczeń.

Toteż przed jego trumną dzieci nasze niczego pożytecznego się nie nauczą.

 

https://rwrpbooks.files.wordpress.com/2018/10/adam-doboszyc584ski_sikorski-c5bcywot-uc582atwiony.pdf

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location