Jak ugniatać polską duszę, czyli o Holokauście w naszych szkołach
W miniony poniedziałek odebrałem telefon spod nieznanego numeru. Okazało się, że dzwoni pani ankieterka świadcząca usługę na rzecz jednej z pracowni badania opinii publicznej. Zgodziłem się porozmawiać. Podczas wywiadu kilkukrotnie pojawiło się pytanie o największe wyzwania stojące obecnie przed Polską. Zgodnie z własnym przekonaniem stwierdziłem, iż za priorytet uznaję przewartościowanie i podniesienie poziomu edukacji dzieci oraz młodzieży szkolnej. Zostało to odnotowane. Zainspirowany wydarzeniem pomyślałem, że warto skrobnąć na ten temat notkę i wzmocnić salonową frakcję blogerów nawołującą do dogłębnej reformy nauczania i szkolnictwa. O problemie tym nie powinno się jednak pisać z marszu i bez choćby krótkiej kwerendy. Dlatego odkurzyłem w pamięci spostrzeżenia koleżeństwa zarabiającego na chleb uczeniem naszych latorośli i zanurzyłem się w nieograniczona przestrzeń Internetu… Klik, klik, klik… O! Klik, klik, klik… Matko i córko! Nie jest dobrze. Szczególnie w zakresie przedmiotów humanistycznych. Najpewniej wynika to z faktu, iż poddaliśmy się przekonaniu, że dla dobrego życia wystarczy jako taka wiedza matematyczna. To błąd, bo człowiek kompletny winien znać coś więcej niźli tabliczkę mnożenia. Ale, ale… Byłbym się zagalopował.