Glenn Diesen był pierwszą osobą, z którą rozmawiałem po powrocie do Wielkiej Brytanii z rodzinnych wakacji w Kanadzie. Nagraliśmy długą rozmowę o jego książce „ Wojna ukraińska a euroazjatycki porządek świata” . Właśnie skończyłem ją czytać w czasie podróży, razem z Anną Kareniną. Połączenie było przypadkowe, ale przydatne. Rosja Tołstoja to kraj obserwujący industrializację Zachodu i próbujący zrozumieć, co tak naprawdę oznaczają liberalizm, nowoczesność i władza. Książka Diesena porusza ten sam problem, cztery wieki później.
Głównym argumentem książki Glenna jest to, że wojna na Ukrainie nie dotyczy przede wszystkim Ukrainy. Jest to najbardziej brutalny przejaw szerszej transformacji. Pięć wieków morskiej hegemonii Zachodu – zbudowanej na potędze finansowej, postępie technologicznym i kontroli nad morskimi szlakami handlowymi – dobiegło końca.
System wielobiegunowy walczy o narodziny. Interregnum, jak to ujął Gramsci, to czas potworów.
Współczesny porządek, który opisuje Glenn, zaczyna się od Westfalii w 1648 roku. Po wojnie trzydziestoletniej stało się jasne, że żadne mocarstwo nie jest w stanie narzucić Europie uniwersalnej hegemonii religijnej ani politycznej. Rozwiązaniem były suwerenne państwa, równowaga sił i próba zarządzania bezpieczeństwem jako czymś niepodzielnym, a nie sumą zerową. To rozwiązanie ograniczało się do europejskich mocarstw imperialnych. Nie przeszkodziło im to w byciu imperialistycznymi.
Adam Smith wcześnie dostrzegł tę sprzeczność: połączenie świata poprzez odkrycia Ameryki i Indii Wschodnich było osiągnięciem cywilizacyjnym, ale koncentracja władzy w Europie sprawiła, że wynikające z tego stosunki handlowe stały się drapieżne. Suwerenna równość w Europie nadal oznaczała suwerenną nierówność w relacjach Europy z resztą świata.
Smith uważał, że większa równość ekonomiczna ostatecznie zmieni charakter łączności. Ten dzień nadszedł.
W jednobiegunowym „momencie” po 1991 roku Stany Zjednoczone odrzuciły westfalską powściągliwość. Zamiast tego nastąpił liberalny pęd do promowania uniwersalnych wartości – demokracji, praw człowieka, „obowiązku ochrony” – uzasadniających ograniczoną suwerenność dla innych i pełną suwerenność dla zachodniego hegemona.
Rozszerzenie NATO było militarnym wyrazem tego roszczenia. Inkluzywna architektura nakreślona w Karcie Paryskiej i zinstytucjonalizowana w OBWE została odrzucona. Linie podziału przesunęły się na wschód. Jack Matlock, George Kennan, William Perry i dziesiątki innych wysoko postawionych osobistości ostrzegały, że doprowadzi to do ponownego uruchomienia logiki zimnej wojny. Zignorowano je, ponieważ alternatywa – zaakceptowanie rzeczywistej równowagi sił – ograniczyłaby amerykańską swobodę działania.
Efektem jest obecna wojna na Ukrainie, w miejscu, w którym jednobiegunowy projekt próbował dokończyć dzieło: osłabić Rosję, utrzymać zakotwiczenie Stanów Zjednoczonych w Europie i dać Waszyngtonowi możliwość skoncentrowania się na Chinach.
Zwycięstwo Rosji, które wydaje się nieuniknione, argumentuje Glenn, przynosi odwrotny skutek. Potwierdza ono, że liberalna hegemonia nie może zostać przywrócona, a największa potęga w rodzącym się systemie, Chiny, jest poza Zachodem. To jest zmiana cywilizacyjna o ogromnych konsekwencjach dla globalnej równowagi sił politycznych, militarnych i gospodarczych.
Jak często powtarzam, wojny wygrywa się gospodarką, a nie armiami. Europa walczy do ostatniego ukraińskiego dolara i ostatniego euro.
Rosja dysponuje głębokim przemysłem i nadwyżkami energii, które pozwalają jej przeciwstawić się liberalnemu ekspansjonizmowi poprzez Ukrainę (która jest bardzo daleka od liberalizmu).
Podkreśl, że polityka Zachodu jest szkodliwa i nieskuteczna, a ty jesteś „prorosyjski”.
Podkreśl, że sankcje nie doprowadziły do załamania rosyjskiej gospodarki, a ty podważasz determinację.
Reszta świata nie zaakceptowała projektu Ukraina. Obserwacja Kishore Mahbubaniego jest nadal aktualna: zdecydowana większość ludzkości żyje w krajach, które odmówiły nałożenia sankcji na Rosję. Nie zrobiły tego z sympatii do Moskwy. Zrobiły to, ponieważ nie chcą powrotu jednobiegunowości z lat 90. i towarzyszącej jej pychy.
BRICS i Szanghajska Organizacja Współpracy mają listy oczekujących nie bez powodu. Władza hegemoniczna, pisze Glenn, opiera się na trzech filarach: finansach, technologii i łączności.
Chiny są obecnie liderem w wielu technologiach czwartej rewolucji przemysłowej. Rosja i Chiny budują lądowe i morskie korytarze, które zmniejszają zależność od zachodnich wąskich gardeł. Obie strony tworzą systemy płatności i porozumienia handlowe, które osłabiają dominację dolara i systemu SWIFT. Kopiują formułę, która kiedyś zapewniła dominację Wielkiej Brytanii, a następnie Ameryce, tym razem z kontynentalnej, a nie wyłącznie morskiej bazy. I z bazą przemysłową, której Zachód nie jest w stanie dorównać.
Reakcja Europy była odwrotna do zamierzonej. Tania rosyjska energia została przekształcona w „uzależnienie”. Zdywersyfikowane źródła dostaw, które utrzymywały niskie ceny w latach 2014–2016, zostały zlikwidowane na rzecz droższego amerykańskiego LNG. Rezultatem jest deindustrializacja w kraju i wyższe ceny rosyjskiej ropy sprzedawanej Indiom i innym krajom.
Bezpieczeństwo energetyczne kiedyś oznaczało niezawodne i niedrogie dostawy z jak największej liczby źródeł. Teraz oznacza polityczne porozumienie z Waszyngtonem, nawet jeśli pociąga ono za sobą wzrost kosztów i zmniejsza wpływy na Grenlandię, cła czy cokolwiek innego.
Porządek euroazjatycki, jeśli się skonsoliduje, nie będzie chińską repliką amerykańskiej hegemonii. Państwa, które go napędzają, posługują się terminologią westfalską: odrębne cywilizacje, suwerenna równość, brak uniwersalnego wzorca narzucanego z jednego centrum. Metafora Xi Jinpinga o „kwiecistej łące” i rosyjskie wieloetniczne, wielowyznaniowe państwo to wersje tej samej idei. Gorbaczowowska koncepcja „wspólnego europejskiego domu z wieloma pokojami” była wczesną, nieudaną próbą zastosowania tej samej logiki.
Wewnętrzna sprzeczność liberalizmu utrudnia przejście do nowego porządku świata. Głosi on tolerancję dla różnych koncepcji dobrego życia, jednocześnie twierdząc, że istnieje jedna, sprawiedliwa ścieżka, którą każdy musi ostatecznie podążać. W praktyce międzynarodowej staje się to prawem do ingerencji w sprawy wewnętrzne innych krajów. W praktyce krajowej staje się zawężeniem dopuszczalnej różnicy zdań i wewnętrznym tłumieniem wolności słowa.
Ten sam schemat pojawia się w polityce energetycznej, tożsamości płciowej i seksualnej, imigracji i wojnie. Zasady, których nie da się podważyć, przestają być liberalne.
Europa wciąż ma jednak wybór. Współpraca technologiczna ze Wschodem, nowe korytarze transportowe, nie tylko atlantycka postawa finansowa oraz miks energetyczny, w którym cena i niezawodność traktowane są jako cechy, a nie moralne wady. Jednak wszystkie te opcje wymagają radykalnej zmiany polityki w stolicach zachodnich, wymagającej od rządów, by wychodziły od własnych interesów, a nie od moralnej postawy (co jest znacznie trudniejsze, niż można sobie wyobrazić).
Wydaje się to mało prawdopodobne w najbliższym czasie. Zachodnia klasa polityczna tkwi w pułapce lat 90., próbując wciągnąć Stany Zjednoczone z powrotem na kontynent poprzez mdłą uległość i wasalstwo.
Spotkam się z Glennem osobiście pod koniec miesiąca. Jego książka „ Wojna na Ukrainie a euroazjatycki porządek świata ” tak naprawdę nie dotyczy wojny na Ukrainie. Wojna to jedynie zamglone okno Overtona, przez które z niepokojem spoglądają zachodni decydenci. Niewygodna prawda jest taka, że potrzebujemy lepszych relacji z Rosją; tylko nikt tego nie dostrzega.
Każdy, kto chce zrozumieć, dlaczego obecna sytuacja wydaje się tak chaotyczna, powinien przeczytać książkę Glenna. Stary świat umiera. Nowy jeszcze się nie narodził. Potwory są już tutaj, na Ukrainie, na naszych ulicach, zasiadają w naszych parlamentach i głównych gazetach. Transformacja będzie nadal chaotyczna i brutalna.
:Gdziekolwiek jesteś na świecie, jakakolwiek jest twoja narodowość i religia, życzę ci dużo pokoju.






