TADEUSZ GLUZIŃSKI. SPRAWA UKRAIŃSKA

Article Index

 

 

 

BIBLIOTEKA „NOWEGO ŁADU

TADEUSZ GLUZIŃSKI

SPRAWA UKRAIŃSKA

Bratu mojemu

ś. p. podp. Lechowi Oluzimhemu

poległemu pod Lwowem w dniu 29 grudnia 1918 roku poświęcam.

WARSZAWA - 1936


 

 

 

 

 

Jednem z zagadnień, w którem brak znajomo­ści historii, choćby niedawnej, najfatalniejsze daje wyniki, to t. zw. kwestia ukraińska. Ocenianie isto­ty ruchu ukraińskiego z perspektywy przedwojen­nego Kijowa — to absurd zupełny, a jakże rozpo­wszechniony! Liczenie na możność przeciwstawienia ukraińców Rosji — jakże zawodne dla kogokolwiek, a tem bardziej dla nas! ..Sprowadzanie „kwestii ukra­ińskiej “ do źródeł wyłącznie gospodarczo-społecznych — jakże fałszywe! A wskutek tych mylnych poglądów każdy krok—jakże błędny i szkodliwy! Toteż, biorąc się do rozważań nad kwestią ukraińską w Polsce, trze­ba zacząć od pobieżnego choćby rysu historycznego.

W okresie rozbiorów Polski i potem jeszcze, podczas kongresu wiedeńskiego, o Rusinach głucho. Przecież przed i po r. 1831 duchowieństwo unickie pisze i mówi po polsku, a klerycy w grecko-katolickiem seminarium duchownem we Lwowie spiskują wraz z Polakami na rzecz sprawy polskiej. Pocho­dzenie rusińskie powszechnie oznacza się znanem powiedzeniem: gente Ruthenus, natione Polonus.

Ruch ruski począł na terenie wschodniej Galicji tworzyć rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wiedeńskim, a więc wówczas, gdy za kordonem ro­syjskim nikomu się o ruchu małoruskim nie śniło. Czytamy w konserwatywnym „Przeglądzie Polskim^ z r. 1857 t. 1 str. 502 w studjum B. Kalickiego:

.Już około r. 1820 rozpoczęły figury rządowe agitację w sprawie ruskiej... Niemcy urzędnicy... urządzali w domach swoich pierwsze wieczorki rusko-literackie, spraszali na nie młodzież ruską, która dopiero za popędem i w domu Niemców iprzypominała sobie o istnieniu ruskiej literatury i ruskiego języka. Uczestnikami takich muzykalno-deklamacyjnych wieczorków, odbywanych w ścisłej tajemnicy, byli po największej części ludzie, którzy po r. 1848 wypłynęli na ruską widownię polityczną”.

Pamiętajmy, że jest to okres Świętego Przymie­rza, a więc pełnego zbliżenia austro-rosyjskiego, które w r. 1849 znalazło swój wyraz w przemarszu wojsk rosyjskich przez Galicję na Węgry, celem stłumienia powstania przeciw Austrii. Toteż tworzony przez Austrię, a przeciw Polakom zwrócony, ruch ruski ma zabarwienie filorosyjskie. Ruch ten krystalizuje się pod opieką namiestnika cesarskiego hr. Stadiona. Rząd austriacki, sparaliżowawszy knowania emigracji polskiej przez wywołanie rzezi szlachty w zachodnie} Galicji, rozdmuchał równocześnie zawiść społeczną we wschodniej Galicji. Uwłaszczenie włościan, za które indemnizacją obciążył cały kraj, przedstawił jako akt łaski cesarskiej, tak samo, jak później ta uczynił rząd rosyjski w Królestwie, zaś między chło­pów ruskich rzucił hasło, że tylko polska szlachta stoi na przeszkodzie, a nastąpiłby podział lasów i ob­szarów dworskich między nich.

Agitacji społecznej towarzyszyło popieranie ru­chu filorosyjskiego. Toteż nowopowstały ruch, umo­cniony przyjaźnią austro-rosyjską i neutralnością Austrii w wojnie krymskiej 1855 r. skłania swe sympatie wyraźnie w stronę Rosji. W okresie walk konstytu­cyjnych w Austrii wyłania się zeń stronnictwo świętojurców, tak nazwane od katedry świętego Jura we Lwowie.

Stronnictwo świętojurców przy pomocy rządu austriackiego oparło swe wpływy w kraju na potężnej organizacji Kościoła unickiego. Rozpoczęło się na wielką skalę odpolonizowanie cerkwi unickiej. Usuwa­no obrzędy i obyczaje, przejęte z biegiem stuleci od Kościoła łacińskiego i zastępowano je przejętymi z cerkwi prawosławnej. Zarazem zakazywano parafianom uczęszczać do kościołów rzymsko-katolickich, brać udział w rzymsko-katolickich odpustach i prze­stano dopuszczać księży łacińskich do odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich. Tak stopniowo ruch świętojurski zbliżał cerkiew unicką do prawo­sławia. Równocześnie przez wpływ na szkoły propagowało duchowieństwo unickie moskwiczenie języka ruskiego, usuwając zeń wyrazy polskiego pochodzenia i zastępując je słowami pochodzenia rosyjskiego. Ten wrogi wobec polskości stosunek wyraził się także w gwałtownym ruszczeniu Polaków grecko-katolickie- go obrządku.

„We Lwowie i Brodach dyaki staczają utarczki z tymi, którzy po polsku i z polskiej modlą się książki, w Bełzie chłopi wychodzą z kościoła, gdy pop po rusku mówić zacznie" (patrz lwowska „Gazeta Narodowa" z r, 1865 Na 227).

O sztuczności ówczesnego ruchu ruskiego, o presji, przy pomocy której go szczepiono, świadczy zdu­mienie współczesnych temu Polaków. Wybitny polityk i sławny historyk, Józef Szujski, tak pisze w r. 1866 w swoich „Listach ze Lwowa":

„Faktem jest, że od roku 1773 do 1848 mało słyszana o Rusinach, a wcale nic o ruskiem stronnictwie".

A Florian Ziemiałkowski, ugodowy wobec Wied­nia, późniejszy pierwszy minister dla Galicji, tak wy­raża swe zdumienie:

„Wiedzieliśmy o tem wszyscy, że za czasów Polski część dzisiejsze] Galicji nazywała się Rusią i że wschodnią część Galicji zamieszkują Rusini; lecz o tem wiedzieliśmy, że Rusini są „nątione Poloni", bo jako ród nie stanowi jeszcze narodu, tak odrębna rodowość nie stanowi jeszcze odrębnej narodowości. W Rzeczypospolitej polskiej, z różnych szczepów złożonej, wyrobił się pod wpływem wspólnego łącznika państwowego jeden naród polski, jako wyraz kilkowiekowej spój­ności dziejowej,

W roku 1848 raptem pojawiła się w Galicji tak zwana kwestia ruska, która, wywołana przez niemiecką biurokrację służąc tejże, nawzajem przez nią wspierana, stała się zmorą kraju. Powiedziałem tak zwana kwestia ruska, była ona bowiem raz centralistyczną, drugi raz schizmatycką, potem stała się moskiewską u góry, a u dołu socjalną — byłą wszystkiem, ale nie kwestją ruską" (patrz „Przegląd Polski" z r, 856 str, 16).

A oto ustęp z przemówienia posła sejmowego, unity Mikołaja Zyblikiewicza, późniejszego marszałka, sejmu galicyjskiego, które zostało wygłoszone podczas pamiętnej dyskusji nad adresem do Franciszka Józefa w roku 1866, gdy to świętojurcy przedstawili własny projekt adresu:

„I ja jestem Rusinem i jestem pewny, że może więcej Rusinów stoi za mną, niż za autorami tego adresu, a jako Ru­sin własnym i współwyznawców moich imieniem wypieram się tego adresu*.

Świętojurcy, idąc ręka w rękę z Austrją, zwal­czającą polskie dążenia do autonomii, tak istotne w okresie bezpośrednio po upadku powstania z roku 1863, odnosili się wręcz wrogo do polskich dążeń.

„Nie wiem" — mówił w sejmie 1865 roku o odbudowa­niu państwa polskiego świętojurzec ks. Łoziński — „czyto zgo­dziłoby się z nadziejami naszego narodu i z jego stanowiskiem i nie wiem, czyżby to nie było nieszczęściem dla nas".

W Wiedniu posłowie świętojurscy do parlamentu w r. 1861 przystąpili do klubu unionistów, utworzo­nego przez najzawziętszych centralistów niemieckich, nieprzejednanych wrogów autonomji Galicji i Czech.

Polacy szukali pojednania i ugody z ruchem ruskim, ale oczywiście po roku 1865 nie chcieli ugo­dy z ruchem moskalofilskim. Stanisław Tarnowski, późniejszy wódz konserwatystów krakowskich, tak pisał:

„Gdyby ta sprawa ruska była sprawą narodowości, gdy­by raz dowiodła, że jest ruską, a nie rosyjską, wtedy wiedzie­libyśmy, co robić: otworzyć jej ramiona i serce i dać jej wszystko, co sami mamy, lub kiedykolwiek mieć możemy. Ta­ka Ruś byłaby kotwicą i tarczą wiary, cywilizacji i narodo­wości przeciw Rosji, ale dziś nią nie jest" (patrz „Przegląd Polski" z r. 1866 I str, 146).

 

Austria umiała cenić swych sojuszników w walce z odśrodkowymi dążeniami Polaków i starała się im pomagać wszędzie i zawsze. W r. 1861 rząd Schmerlinga zniósł rozporządzenie o stosowaniu alfabetu ła­cińskiego w piśmie ruskiem, a wprowadził cyrylicę. Najcharakterystyczniejsze zaś w owej epoce, gdy to we Lwowie istniał uniwersytet czysto niemiecki, zaś Polacy nie mieli we Lwowie ani trochę językowych praw w szkolnictwie średniem i wyższem, to to gwał­towne narzucanie Rusinom szkolnictwa wyższego. Oto w r. 1843 reskrypt ministerialny z d. 4 grudnia znosi katedry języka polskiego na uniwersytecie lwowskim (inne katedry były niemieckie) i zapowiada stopniowe wprowadzenie języka ruskiego do wykładów. Patent cesarski z dn. 21 października 1862 r. tworzy na uni­wersytecie dwie ruskie katedry prawa, gdy nie było polskich, poczem następuje na te katedry telegra­ficzna nominacja dwóch ruskich zastępców profeso­rów, skoro kandydatów, ukwalifikowanych na profe­sorów, brakło. W końcu reskrypt ministerstwa stanu z d. 31 marca 1865 r. zezwala na zdawanie egzaminu sądowego w języku ruskim!

Toteż w uznaniu tych dobrodziejstw przedsta­wiciel świętojurców, ks. Naumowicz, tak zadrwił sobie z Polaków na sejmie 1866 r. podczas dyskusji nad adresem do cesarza, żartując z wiernopoddańczej dyplomacji projektowanego adresu:

„Czytając projekt Waszego adresu jedno tylko nas ucie­szyło, a mianowicie to, że i wy, panowie, zrozumieliście, że dobro nas wszystkich jest silnie związane z dobrem Austrji. Takie prze-

 

świadczenie ma u nas każdy wykształcony i niewykształcony Ru­sin od czasu rewindykacji Galicji (t. j. rozbioru Polski—przyp. autora), aż po dzień dzisiejszy. Imię wielkiego reformatora, Jó­zefa II, który dał naszemu narodowi, jak i innym narodom austrjackiej monarchji ludzkie i obywatelskie prawa, wspomina się jeszcze dziś w naszych wiejskich chatach z głęboką czcią, a pamięć dobrodziejstw światłej dynastii Habsburgów i rządu austriackiego wymogła na przeciąg prawie stu lat to bezgra­niczne zaparcie się, wierność i miłość, dla której żadna ofiara mienia i krwi w obronie ojczyzny austriackiej nie była wiel­ka. Świadkiem tego jest historia wszystkich wojen i rewolucyj, w których w pierwszym rzędzie stali synowie wschodu, naszej Rusi, twardym murem; i były czasy, gdy różne narody Austrii stawały w szeregu różnych wrogów, monarcha dopiero wów­czas spokojnie zasnął, gdy dowiedział się. że go strzegą rus­kie pułki-.

Nic dziwnego, że świętojurców w Wiedniu za wierność wobec Habsburgów długo nazywano Tyrol­czykami wschodu.

Pierwsze przejawy odrębności małoruskiej w sto­sunku do Rosji budzą się na Kijowszczyźnie po z górą stuletniem uśpieniu pod wpływem polskiej literatury romantycznej. Ruch to słaby, odznaczający się nawet raczej pewnemi sympatiami dla Polski i Polaków, niż dla Rosji; wyrazem jego literackim staje się twórczość Szewczenki. Dopiero jednak równolegle z ruchem świętojurców w Galicji, jako jego echo wtórne po­niekąd zaczął się w Kijowie pewien żywszy ruch inte­lektualny, kultywujący odrębności językowe i oby­czajowe tamtejszego ludu. Przodował temu ruchowi Włodzimierz Antonowicz, z pochodzenia Polak; od r. 1862, jako dwudziestokilkuletni młodzieniec, nauczy-

ciel w kijowskim korpusie kadetów, począł pisać o stosunkach między szlachtą polską a ludem małoruskim na Ukrainie. Zostawszy w r. 1870 docentem, a w r. 1878 profesorem historii ruskiej na uniwersy­tecie, wytworzył koło uczniów, którym głosił apoteozę buntu Chmielnickiego i gloryfikował jego poddanie się Rosji. Dzięki niemu powstał ruch umysłowy, zdecy­dowanie filorosyjski, a wręcz wrogi w stosunku do Polski i oparty na antagonizmie społecznym między chłopem małoruskim, a polską szlachtą. Ruch ten — tak podobny do ruchu świętojurowców i od ich po­wstania późniejszy — niósł przed sobą sławne zawo­łanie swego wodza, stawiające Polakom alternatywę: „roztopić się w ukraińskim narodzie, albo uciekać do Warszawy!“

Ruch kijowski zaważyć miał w przyszłości na sto­sunkach polsko-ruskich w Galicji, gdyż uczniem An­tonowicza był Michał Hruszewski, późniejszy ducho­wy przywódca ruchu ukraińskiego.

 

Pewne naprężenie w stosunkach austro - rosyj­skich zaczyna się już od wojny krymskiej. Zajęte przez Austrię stanowisko zbrojnej neutralności, jej na­cisk na Rosję, zmuszający ją do przyjęcia warunków Anglji i Francji, rozgoryczyły rząd rosyjski i rosyjską opinię narodową. Polityka austriacka ułatwiła zbliże­nie między rządami Aleksandra II i Napoleona III.

W okresie wojny francusko-austriackiej, wskutek której Austria utraciła Lombardję, Rosja sympatyzuje z Francją. Później jednak wypadki, rozgrywające się w Polsce, rozruchy w Warszawie i wybuch powstania doprowadzają do zupełnego zbliżenia, a potem do konwencji wojskowej rosyjsko-pruskiej z dn. 8 lutego 1863 r. Austria po cichu popiera powstanie, bierze udział w inicjowanych przez Napoleona III interwen­cjach dyplomatycznych wraz z Francją i Anglią; wy­cofanie się Austria z popierania powstania nie usuwa już osadu gwałtownej niechęci w Petersburgu, a po­rozumienie Bismarcka z ks. Gorczakowem trwa nie- zamącone niczem aż do wojny niemiecko-francuskiej 1870 r. Przy życzliwej neutralności Rosji napadają

 

Prusy na Austrję, a katastrofa pod Koeniggraetzem w 1866 roku wyrzuca Austrję ze związku państw nie­mieckich. Przez cały ten czas rząd wiedeński podej­rzewa Rosję o zamiary zaborcze w stosunku do Ga­licji. Po pokoju praskim 1866 roku, po klęsce Austrji w wojnie z Prusami pisał Kajetan Koźmian:

„Istniała między Prusami i Rosją umowa o odstąpienie temu ostatniemu mocarstwu Galicji, co w dzisiejszem położe­niu rzeczy byłoby niezawodnie największą dla sprawy intere­sów polskich klęską".

Od r. 1866 naprężenie stosunków austro-rosyj- skich trwa już bez przerwy i znajduje swój wyraz podczas wojny rosyjsko-tureckiej 1878 r., gdzie wojna austro-rosyjska przez kilka lat wisi na włosku. I póź­niej jeszcze trwa wzajemna nieufność i doprowadza do częściowych mobilizacyj w latach 1908 i 1912 i wreszcie do wybuchu 1914 r.

Zmiana stosunku Austrji do Rosji musiała przy­nieść ze sobą i zmianę postawy Austrji wobec ruchu filorosyjskiego wśród Rusinów galicyjskich. Zwrot nie dokonał się jednak odrazu, bo zbyt silnie zakorzeniło się w Wiedniu przekonanie o wierności świętojurców, tych „Tyrolczyków Wschodu”. Na otrzeźwienie wpły­nęły w pewnym stopniu głosy prasy rosyjskiej w 1866 roku, wyrażające przeświadczenie, że świętojurcy po­prą najście wojsk rosyjskich na Galicję. Ale i wierno- poddańcze oświadczenia przywódców ruskich na sej­mie galicyjskim 1866 r. i ich taktyka w parlamencie wiedeńskim, zwrócona przeciw dążeniom autonomicz­nym Polaków i Czechów zdołały rządowi wiedeńskie-

mu zaciemnić rzeczywistość. Niemniej przeto rząd Franciszka Józefa próbuje się asekurować w stosunku do świętojurców przez popieranie narodzin ruchu młodoruskiego, mówiącego o odrębności Rusinów wo­bec Rosji. W dążeniach tych sekundują mu Polacy, jednolicie zajmujący po wypadkach 1863 r. stanowis- ko antyrosyjskie. Mimo tej wspólnej linji rząd austr- jacki dbał jednak usilnie, by nie dopuścić Polaków do zbliżenia z Rusinami.

Około r. 1861 ogarnia ruską młodzież akademic­ką na lwowskim uniwersytecie ruch t. zw. „Młodej Rusi”, przeniesiony z poza kordonu rosyjskiego. Głosi on hasła odrębności ludu rusińskiego w stosunku do Rosji i szerzy kult ukraińskiego poety, Szewczenki i ruskiej pieśni ludowej. Biurokracja austrjacka wita ten prąd radośnie. Jeden z wyższych urzędników au- strjackich, Niemiec oczywiście, staje się w r. 1862 głównym założycielem pisma młodoruskiego „Weczor- nycia", a potem w r. 1864 otrzymuje koncesję na założenie teatru ruskiego we Lwowie, przyczem do komitetu teatralnego powołuje samych adeptów „Mło- dej Rusi”.

Atoli sztucznie szczepiony ruch nie zdobywa sobie gruntu i nie umie sobie poradzić z atakami świętojurców, tern bardziej, że i rząd wiedeński nie chce się jeszcze angażować w walce przeciw do­tychczasowym „Tyrolczykom Wschodu** i woli grać na cztery ręce, wywierając równocześnie swój wpływ na oba ugrupowania ruskie. I tak ruch młodoruski w cią­gu kilku lat zamiera niemal zupełnie. Około r. 1865

 

już niemal o nim nie słychać. Bojkot, stosowany wobec niego przez cerkiew unicką i przez stronnictwo świętojurskie doprowadza do upadku wszystkie wy­dawnictwa „Młodej Rusi". Kończą swój żywot „We- czornycia”, „Meta”, „Czytelnia" i „Niwy". Teatr rus­ki przechodzi w ręce świętojurców. W rezultacie na placu zostają tylko „Tyrolczycy Wschodu".

Mimo naprężenia stosunków austro-rosyjskich i wrogiego usposobienia Polaków wobec Rosji rząd wiedeński z większą nieufnością odnosi się do Pola­ków, walczących o autonomję Galicji, niż do filoro- syjskich, lecz centralistycznie nastrojonych przedsta­wicieli ruskich. W myśl starej austrjackiej zasady „divide et impera" stara się podtrzymać waśń polsko- ruską i za żadną cenę nie chce dopuścić do jakiegoś istotnego zbliżenia między Polakami a ludem ruskim; w tej tendencji znajduje pełne poparęie u święto­jurców.

Polacy, hołdujący idei Jagiellońskiej zlania w jed­no wszystkich ludów Rzeczypospolitej, pragnęli usu­nąć tę zawadę, jaką stanowić musiało nierozumienie języka ruskiego przez Polaków i naodwrót. Ustawa sejmowa galicyjska z 1867 r. wprowadzała do szkół ludowych przymus uczenia się obu języków. Tymcza­sem konstytucja austrjacka z dn. 21 grudnia 1867 r. zakazała umyślnie stosowania takiego przymusu i pod presją rządu sejm galicyjski musiał przyjąć w r. 1869 odpowiednią zmianę swej ustawy. Gdy później w r. 1871 Józef Szujski i Krzeczunowicz próbowali wpro­wadzić obowiązkową naukę języka ruskiego do

szkół średnich w całej Galicji, sprzeciwił się temu rząd i świętojurcy. Ich przedstawiciel, Szaszkiewicz, oświadczył w sejmie, że jest przeciwny takiemu wnio­skowi, bo — jako zwolennik wolności — nie może znieść przymusu. I znowu w r. 1884 Wojciech Dzie- duszycki postawił wniosek, żądający przymusowego nauczania w szkole średniej w całej Galicji języka ruskiego i tak go motywował:

„Jeśli się będziemy dalej w ten sposób godzić, jak się dotąd godzimy, doprowadzimy do tego, że się ze wszystkiem rozpadniemy, że Małopolska stanie się całkiem obcą dla Rusi Czerwonej, że szlachta na Rusi nie będzie rozumiała umysło­wego ruchu ludu, co się dokołą niej budzi, że młodzieniec wyszły z ludu nie pojmie dziejów własnego kraju i będzie pa­trzał na historyczne stany swego narodu, jak na obcych, że Małopolanin nie będzie sobie mógł radzić, jak do Przemyśla przyjedzie, że prądy socjalistyczne, destrukcyjne, wrogie cywi­lizacji i obałamucające lud, będą mogły rozpościerać swą propagandę jak najbezpieczniej zapomocą książek drukowa­nych abecadłem, niedostępnem dla klas zamożnych; że wielu z nas nie będzie zgoła nic wiedziało o najważniejszych ru­chach umysłowych, odbywających się w kraju naszym zapo­mocą niedostępnej pisowni, dla śmiesznej nieznajomości naj­ściślej spokrewnionej mowy”.

  • ten rozumny wniosek został utrącony wskutek sta­nowiska rządu i Rusinów. Przepaść rosła nieprzebyta. Ale rząd austrjacki miał już wtedy znaczne perspek­tywy na wytworzenie wśród Rusinów filoaustrjackiego prądu o silnem nastawieniu antypolskiem.

Ruch młodoruski ożywa bowiem po r. 1870, aczkolwiek na razie nie zrywa jeszcze ze stronnictwem świętojurskiem. Na terenie akademickim następuje

 

w latach 1874 — 1876 rozłam w towarzystwie „Akade- miczeskij Krużok" i pod wodzą radykałów Franki i Pawlika część studentów ruskich usuwa się od współpracy z świętojurcami. Wcześniej jeszcze, bo w r. 1868 powstaje ruskie towarzystwo oświatowe „Proświta". W r. 1881 nauczyciele ruscy występują z Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego i powołują do życia własne Towarzystwo Pedagogiczne.

A tymczasem ruch świętojurski kompromituje się w oczach Austrji ostatecznie. Jak już wspomnia­łem, w r. 1878, w czasie wojny rosyjsko-tureckiej za­ostrzenie stosunków austrjacko-rosyjskich grozi lada chwila wybuchem wojny. Ta groźba wisi odtąd przez parę lat następnych. W tym właśnie czasie święto- jurcy rozwijają wśród ludu żarliwą agitację na rzecz Rosji. Około r. 1880 oddziela się od święto- jurców grupa młodych „Wielkorusów”, zwolenników pełnej jedności rosyjskiej i tworzy nowe ugrupowanie. Ruch ten zakończył się w r. 1882 wielkim procesem politycznym Olgi Hrabar, Dobrjańskiego, Markowa i tow. o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosji. Proces ten stał się końcem tego radykalnego ruchu i definitywnie pogrzebał w opinji wiedeńskich sfer rządzących „Tyrolczyków Wschodu**, w których śro­dowiskach lęgło się szpiegostwo i zdrada.

Secesja radykalnych, która dokonała się na te­renie akademickim w latach 1874—1876, rozwinęła się wkrótce w osobne ugrupowanie społeczno-rady- kalne i antykościelne. Duchowym wodzem tego odła­mu był niejaki Dragomanów, zaś jego pomocnikami

 

 

 

Franko, Pawlik, Budzynowski iTrylowski. Działali głów­nie na Pokuciu, czyli na terenie Huculszczyzny, głosząc walkę z panami i klerem i obiecując chłopom rozdział la­sów rządowych i pastwisk, oraz ziemi ornej, należącej do polskiej szlachty. Część tego ugrupowania miała się w niedalekiej przyszłości stać ośrodkiem krystaliza- cyjnym ruchu „ukraińskiego", choć na razie, aż do śmierci Dragomanowa w r. 1895, nie aKcentowała wcale w swej działalności pierwiastków nacjonalis­tycznych. Brak poczucia narodowego wśród tego od­łamu szedł tak daleko, że jeszcze w r. 1903 jeden z jego głównych działaczy, Trylowski — gdy we wsi Załucze w powiecie śniatyńskim zmarł proboszcz unicki i powstał zatarg między ludnością, a biskupem grecko-katolickim w Stanisławowie o osobę nowego proboszcza — zorganizował przejście 400 mieszkań­ców tej wsi na prawosławie.

Bezpośrednio przed r. 1890 wyłączność stron­nictwa świętojurskiego miała się już ku końcowi. Wyodrębniona w latach 1874—1876 radykalna grupa Dragomanowa poszła własną drogą. Secesja „wielko- rusów*' zakończyła swój żywot procesem Olgi Hrabar i rzuciła taki cień na resztę, że ta wolała odtąd przy­cichnąć i zwać się w odróżnieniu od tamtych stronnic­twem staroruskiem. Wreszcie wewnątrz ugrupowania wyłaniał się jeszcze organizacyjnie nieskrystalizowany ruch, podkreślający odrębność narodową Rusinów wobec Rosji i — pod wodzą Romańczuka — pojawił się nawet w osobach swych przedstawicieli na ławach sejmu galicyjskiego.

W tej sytuacji rząd wiedeński zdecydował się na zadanie stronnictwu filorosyjskiemu ostatecznego uderzenia drogą doprowadzenia do nowego rozłamu przez wyodrębnienie młodoruskiej grupy Romańczuka i udzielenie jej pełnego poparcia administracji. Użył do tej akcji rządzących naówczas w Galicji stańczy­ków krakowskich i wyszłego spośród nich namiestnika cesarskiego, Kazimierza hr. Badeniego, późniejszego austrjackiego prezesa ministrów. Tak doszło do pamiętnej „ugody polsko-ruskiej" z r. 1890 i do po­wstania stronnictwa „ukraińskiego". Ale nie wyprze­dzajmy wypadków.

W r. 1889 rozpoczął namiestnik, Kazimierz Ba- deni, na życzenie Wiednia i za poparciem stronnictwa konserwatywnego krakowskiego, a w szczególności swego brata, Stanisława Badeniego, późniejszego dłu­goletniego marszałka sejmowego, oraz Michała Bo- brzyńskiego, w najbliższym już czasie wiceprezydenta Rady Szkolnej Krajowej, a w szereg lat później na­miestnika Galicji, pertraktacje z grupą Romańczuka i Barwińskiego. W zamian za obietnicę pełnego po­parcia domagał się od nich namiestnik secesji ze stronnictwa staroruskiego i „wierności dla państwa i Kościoła". Dla Polaków nie domagał się nic. Poku­sa poskutkowała i w r. 1890 przy poparciu kardynała unickiego, ks. Sembratowicza, dokonywa się rozłam w klubie sejmowym ruskim i na czele secesji stają posłowie Romańczuk, Barwiński i Teliszewski. Zostaje zawarty pakt między namiestnikiem i polską, konser­watywną większością sejmową, a przedstawicielami

 

nowego ugrupowania ruskiego- Na posiedzeniu sejmo* wem z dn. 26 listopada 1890 r. zabrał głos imieniem nowej formacji politycznej ks. Teliszewski w te słowa:

„Na polu wspólnego interesu, bogactwa krajowego, Ru­sini i Polacy zgodzić się mogą. Jakiekolwiek dzielić nas mogą niechęci, to wiemy — Rusini wiedzą tak dobrze, jak Polacy,— że grunt pod nogami mamy wspólny i że nie walczyć z sobą, ale jednoczyć się powinniśmy, bo przed nami stoi wspólny wielki wróg (Rosja — przyp. autora\ przeciw któremu, jeżeli nie połączymy się w obronie, to zginiemy jedni i drudzy”.

Na tern samem posiedzeniu prezes nowego klu­bu, Romańczuk, zwrócił się do Polaków:

„Rusini chcą zostać katolikami, bo ten charakter łączy ich z zachodem, a zasłania od rusyfikacji, a że nie chcą ani Polaków za San przepędzić, ani sami jedni i wyłącznie swoim językiem się rządzić, ale chcą na podstawie tego języka być narodem, a nie odnogą narodu (rosyjskiego — przyp. autora): chcą pełni praw równych i tych samych. Rząd powinien na nich zważać i popierać ich, bo wskutek swego położenia ge­ograficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni*1.

Akt ugody — po przemówieniu posła Madey- skiego, imieniem większości sejmowej — zakończyło oświadczenie namiestnika, Kazimierza hr. Badeniego:

„Rząd, jak z obowiązku prawa mniejszości strzedz po­winien, tak z obowiązku także większości lekceważyć nie może a winien starać się o to, by w poszanowaniu praw mniejszo­ści ta większość pomagać mu mogła. Zadanie to należy uła­twić rządowi i większości, ułatwić zaś można, wyznając czy­nem i słowem wierność dla państwa i dynastji, dążąc do zgod­nego wspólnego życia, odrzucając od siebie to wszystko, co powyższym zasadom zaprzecza i staje na wspak. Jeżeli te hasła zdołają zjednoczyć Rusinów pod przewodnictwem ich

 

duchowych zwierzchników, biskupów, zadanie rządu będzie ułatwione i jego życzliwość niewątpliwą”.

Tak przypieczętował namiestnik swem oświad­czeniem zapewnienia nowego stronnictwa ruskiego, że „zachowa wierność dla państwa i Kościoła'1. Rząd wiedeński zaś po raz pierwszy połknął przynętę, za­wartą w słowach posła Romańczuka, jakoby Rusini byli dla Wiednia cennym sojusznikiem na wypadek wojny z Rosją, bo „wskutek swego położenia geogra­ficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni”. Tę przynętę połyka Wiedeń po raz wtóry w kilkanaście lat później, w obliczu grożą­cej wojny światowej.

Rozpoczęła się teraz idylla austrjacko-rusko-pol- ska. Zaraz po sesji sejmowej kardynał metropolita lwowski i inni biskupi uniccy wydali odezwę, wzy­wającą lud ruski do poparcia nowego stronnictwa, Polacy odtąd długie lata żyli pod urokiem ugody, choć glosy ugodowe po stronie ruskiej w stosunku do Polaków przebrzmiały już po upływie roku.

Od r. 1890 rząd wiedeński i polska administracja w Galicji udzielają zdecydowanego poparcia stron­nictwu narodowo-ruskiemu w walce ze stronnictwem staroruskiem. Podczas wyborów poparciem admini­stracji cieszą się stale kandydaci młodoruscy, na probostwa i biskupstwa otrzymują nominacje jedynie zwolennicy narodowego kierunku. Mianowany w r. 1890 wiceprezydentem Rady Szkolnej Krajowej, Michał Bo- brzyński rozpoczyna nową erę w szkolnictwie w sto­sunku do Rusinów. Na przekór tradycyjnemu polskie-

mu domaganiu się obowiązkowej nauki obu języków w całem szkolnictwie średniem, kładzie w porozumie­niu z namiestnikiem Badenim pieczęć na separatyzmie ruskim przez tworzenie gimnazjów z ruskim językiem wykładowym, których dyrektorami mianuje zwolenni­ków narodowege ruchu ruskiego. Naskutek inicjatywy Bobrzyńskiego i za możnem poparciem namiestnika tworzy się na uniwersytecie lwowskim katedrę historji powszechnej ze specjalnem uwzględnieniem historji wschodu z ruskim językiem wykładowym; na katedrę staraniem obu sprowadza się Rusina kijowskiego, Mi­chała Hruszewskiego, ucznia Antonowicza i gloryfi- katora Chmielnickiego, choć egzotyczny kandydat li­czy ledwo 29 lat i nie posiada nawet stopnia doktor­skiego. Ten importowany uczony staje się wkrótce ideologiem ruchu „ukraińskiego" i głosicielem hasła: Polacy za San!

Równocześnie namiestnik Badeni stara się i o fun­damenty materjalne dla nowego ruchu i za jego wpły­wem krakowskie towarzystwo ubezpieczeń, t. zw. Flo- rjanka, umożliwia powstanie odrębnego ruskiego to­warzystwa asekuracyjnego „Dnister”, które w parę lat zdołało ogarnąć całą wieś ruską. Bez oporu ze strony polskiej kler ruski uprawia w dalszym ciągu przecią­ganie polskiej ludności rzymsko-katolickiej po wsiach •do cerkwi unickiej, wyzyskując fakt, że szlachta pol­ska tak teraz, jak i przedtem woli fundować cerkwie, niż kościoły i do chłopa we wschodniej Galicji — bez względu na jego narodowość — mówi wyłącznie po rusku, bo to „język chłopski11, gdy polski jest „ję-

zykiem pańskim". Polacy niczem nie dają się zach­wiać w swej wierności dla dzieła ugody. Gdy w r. 1894 poseł Romańczuk narzekał w sejmie, że Rusini zawiedli się na ugodzie 1890 r., lecz nie zapowiadał jeszcze jaj zerwania, Stanisław Badeni, brat namie­stnika, tak mu odpowiedział:

„Panowie, co właściwie znaczy to, co mylnie nazywają nową erą? Zdaje mi się, że było to przekonaniem tak u pa­nów,* jak u nas, że należy nam szukać wspólnego gruntu, na którym byśmy^się spotkać, porozumieć i łączyć mogli i przy­puszczaliśmy, że gdy się na tym gruncie raz szczerze spotka­my, to stosunki tak nasze, jak i wasze na tym tylko zyskać mogą. A w czem ten punkt wspólny się znalazł? Znalazł się przedewszystkiem w tern, że wy i my chcemy stać przy Austrji i przy dynastji. Aby uniknąć możliwych tu nieporozumień, muszę powiedzieć, że stać przy Austrji i dynastji to nie zna­czy nie mówić tego nigdy, co takiego stanowiska byłoby jaw- nem zaprzeczeniem, tylko znaczy nie zrobić nigdy nic takiego, coby dla tego państwa było osłabieniem. Otóż, gdy Rusini na­rodowcy na tym gruncie stoją i stać chcą, to już jest pewna i główna podstawa do porozumienia i do wspólnego działania. Drugim czynnikiem jest oparcie się o Kościół katolicki. To znowu jest grunt, na którym się spotykamy... Rozumieją to dobrze ci spośród Rusinów, którzy sobie tej wspólności z nam* nie życzą; dla nich unja z Kościołem katolickim jest prze­szkodą w ich politycznem działaniu. Nakoniec trzeci punkt, t. j. rozwój narodowości naszej i waszej, to znowu grunt wspólny, bo wspólne są pod tym względem nasza prawa i dą­żenia. 1 to znów powód, dlaczego my ten wasz program nie tylko akceptujemy, ale wprost przy nim stać musimy. Bo jeśli i dopóki wy chcecie rozwijać waszą odrębną narodowość, to nietylko możecie i macie prawo liczyć na naszą pomoc i po* parcie, ale powinniście pamiętać o tern, że to jest też zgodne z naszym interesem narodowym”.

Gdy te pojednawcze słowa padały z ust przed­stawiciela konserwatywnej większości sejmowej i póź niejszego marszałka sejmu, ruskie stronnictwo naro­dowe— nie zdradzając się na razie z niczem —miało już w zanadrzu nowy sojusz.

Oto w r. 1895, po śmierci Dragomanowa, docho­dzi do skutku rozłam w ugrupowaniu radykalno-rus- kiem, o którem pisałem wyżej. Młodzi, z Franką i Bu- dzynowskim na czele, nagle poczynają akcentować w swych wyznaniach wiary politycznej pierwiastki narodowe i opuszczają Trylowskiego, zgłaszając akces do partji narodowo-ruskiej Romańczuka. Wnoszą do niej motyw walki społecznej i odtąd w ruchu naro- dowo-ruskim moment radykalno-społeczny zlewa się w jedno z nacjonalistyczną nutą.

Walka Rusinów z polskością zaostrza się od tej pory i jedynie Polacy trwają ciągle przy złudzeniach zawartej ongiś ugody. Tendencje do przestrzegania ugody zakorzeniły się były tak silnie w społeczeństwie polskiem we wszystkich obozach, że jeszcze w dn. 14 marca 1903 r. narodowa polska młodzież akade­micka we Lwowie zwołuje wspólny wiec z Rusinami, aby zaprotestować razem przeciw temu, że żandar- merja austrjacka udziela pomocy żandarmerji rosyj­skiej w ściganiu rewolucjonistów ukraińskich z Kijow- szęzyzny.

Celem przeciwdziałania akcji radykałów, którzy się znaleźli tak niespodziewanie w stronnictwie naro- dowem ruskiem, umyślili sobie promotorzy ugody opanować cerkiew przez wprowadzenie na tron me-

tropolitalny we Lwowie swego człowieka. W tym celu upatrzony kandydat, Andrzej Szeptycki, były ofi­cer austrjacki, brat późniejszego polskiego generała, który już przed kilku laty zmienił obrządek na grec- ko-katolicki, wstąpił w ambitnych zamiarach na teo- logję i stał się Bazyljaninem; zostaje on za staraniem stańczyków, po śmierci arcybiskupa Kuiłowskiego, me­tropolitą unickim lwowskim, jako Polak i zaufany patron zbliżenia polsko-ruskiego. W krótkim czasie nowy arcybiskup stał się opiekunem tendencyj anty­polskich wśród Rusinów, zdradził swój naród i swo­ich protektorów i doprowadził do tego, że rodzony jego ojciec, polski poseł na sejm galicyjski, wyparł się go publicznie Pod jego skrzydłami w kilkanaście miesięcy potem księża uniccy agitują za strajkiem rolnym i namawiają parafjan do puszczania „czerwo­nego koguta” na polskie dwory, zaś w parę lat póź­niej studenci teologji biorą czynny udział w awantu­rach uniwersyteckich i w niszczeniu portretów rek­torskich.

Sprowadzony przez Bobrzyńskiego i Badeniego profesor Michał Hruszewski przywiózł ze sobą z Ki­jowa zaczerpnięte u Antonowicza idee bezwzględnej walki z Polakami, apoteozę buntu kozackiego i haj- damaczyzny. Dzięki niemu ruch narodowy ruski przyj­muje teraz Bohdana Chmielnickiego w poczet swoich bohaterów historycznych. Dzięki Hruszewskiemu ki­jowska dewiza Antonowicza: „Polacy do Warszawy!” przeszczepiona została w zmienionej formie na grunt galicyjski, jako hasło: „Polacy za San!” Dopiero Hru-

 

szewski wpoił w działaczy ruskich pogląd, źe powo­ływanie się na łączność narodową z Kijowem da im wobec Austrji i wobec Polaków potężne atuty do ręki. Polaków przerazi, zaś Austrję zachęci perspek­tywami na pomoc w walce z Rosją. Toteż dopiero około r. 1900 poczyna ruch narodowy ruski rościć sobie pretensje do jedności z Ukrainą i wyglądać swej duchowej stolicy w Kijowie, choć komenda po­lityczna i organizacyjna całego ruchu pozostaje we Lwowie.

W r. 1900 stronnictwo narodowe ruskie przy­biera nazwę partji „ukraińskiej" i podejmuje z żywio­łem polskim otwartą i nieprzejednaną walkę na wszystkich polach. Tak to dwie secesje ze stronnictwa staroruskiego, głoszącego jedność z Rosją: z jednej strony Franko i Budzynowski, z drugiej Romańczuk i Barwiński, zaczerpnąwszy kijowskiego natchnienia z nauk Michała Flruszewskiego, dały początek rucho­wi, który znamy dziś, jako ruch ukraiński. Przy pa­tronacie austrjackim i przy współdziałaniu obałamu- conego stronnictwa konserwatywnego krakowskiego wyszedł ten ruch z rosyjskiego pnia i miał służyć Austrji i Polakom, jako sprzymierzeniec w walce z ko­losem rosyjskim. Najbliższe lata zwróciły go jednak wyłącznie przeciwko Polakom.

 

Nastrój ugodowy w stosunku do Polaków nie przetrwał w obozie młodoruskim dłużej, niż rok po pamiętnej ugodzie 1890 roku. W rezultacie ugoda nabrała charakteru jednostronnych koncesyj, dawanych przez polskie czynniki w Galicji z maniac­kim uporem, przy chętnej akceptacji rządu wiedeń­skiego. Naskutek uchwał sejmu galicyjskiego powstają gimnazja z językiem wykładowym ruskim w Kołomyji w r. 1892, w Przemyślu w roku 1894, w Tarnopolu w r. 1897, we Lwowie i t. d , a jeszcze w r. 1904 — tym razem już wbrew prawu, bo bez uchwały sejmu galicyjskiego — tworzy rząd wiedeński gimnazjum ruskie w Stanisławowie. Gimnazja te stają się sie­dliskiem propagandy ukraińskiej, mającej przysposobić element inteligencki dla potrzeb nowozorganizowanego ruchu

Od chwili przybrania przez stronnictwo młodo- ruskie nazwy stronnictwa „ukraińskiego” znajduje wy­raz w jego programie nowa ideologja. Stanowi ona konglomerat haseł radykalno-społecznych, wniesio­nych przez secesjonistów ruchu radykalnego, Frankę

 

i Budzynowskiego, z hasłami narodowemi ruskiemi secesjonistów z grupy staroruskiej, moskalofilskiej, pod wodzą Romańczuka i Barwińskiego; oba te od­łamy zespala w jedną całość zaczerpnięta z nauk Antonowicza i przywieziona z Kijowa do Lwowa przez Hruszewskiego doktryna historyczno-polityczna, wywo­dząca naród „ukraiński0 od kozaków i hajdamaczy- zny i zakreślająca mu granice osiadłości i historycz­nych praw od Sanu aż po Wołgę. Ten zgórą trzy- dziestomiljonowy naród ukraiński, którego ludność ruska w Galicji ma być tylko drobnym odłamem i Pie­montem niejako, należy ukazać na targowisku mię- dzynarodowem, jako kontrahenta do pozyskania. „U- kraina” Hruszewskiego z każdym może wejść w przy­mierze: z Austrją, czy Niemcami przeciw Rosji, z Ro­sją przeciw Austrji. Z każdym — byle przeciw Polsce. Jak w Kijowie ongiś zrusyfikowany Polak i ideolog małoruski, Antonowicz, wołał „Polacy do Warszawy!”, tak we Lwowie sprowadzony przez Badenich i Bo- brzyńskiego Hruszewski poczyna wzywać gromko: „Po­lacy za San!” Wschodnia Galicja staje się w oczach „Ukraińców” ich niepodzielną własnością, a stano­wiąca tam zgórą 30% ogółu ludności, półtoramiljo- nowa, osiadła ludność polska, przeważnie wiejska, li­cząca w wielu powiatach 40%—50% zaludnienia, zo­staje w tych zamiarach zaborczych całkowicie prze­kreślona i pominięta. Już pierwszy program stronnic­twa ukraińskiego z dn. 21 grudnia 1899r. uznaje całą wschodnią Galicję za wyłącznie ukraińską dzierżawę.

Tak więc od r. 1900 na kartach Europy ukazał

się nowy naród Nie znała go dotąd historja. Mówi ona jedynie o licznych, średniowiecznych księstwach ruskich, walczących pomiędzy sobą i niezdolnych do stawienia poważnego odporu Tatarom; zna jedynie kozactwo na Zadnieprzu, złożone z napływających z całej Rzeczypospolitej elementów awanturniczych, wojujących z tatarem i turkiem i podnoszących bunty przeciw królom i szlachcie; zna bunt Chmielnickiego, kiedyto kozactwo, żądne swobód, zespoliło się z mó­wiącym po rusku ludem chłopskim wschodnich kre­sów Rzeczypospolitej i — sprzymierzone z chanem tatarskim—ruszyło przeciw królowi, panom i żydom, bunt zakończony rozgromem beresteckim i poddaniem się Chmielnickiego Moskwie; pamięta bunt Mazepy przeciw Piotrowi Wielkiemu i połączenie się jego sił z wojskami szwedzkiego Karola XII w przeddzień bitwy pod Połtawą, który to epizod historycy ukraiń­scy chętnie przemilczają; opowiada wreszcie o ru­chach hajdamackich i o rzezi humańskiej, zorganizo­wanej przez Rosję w odpowiedzi na konfederację barską. Ale historja ta zna również dzieło unji brzes­kiej i długoletnią martyrologję unji w walce z pra­wosławiem i z cesarskim rządem. Cokolwiek pokazu­je nam przeszłość — to zawsze płynie z niej nauka, że nie było można nigdy mówić nietylko w sensie historycznym, czy religijno-kulturalnym, ale nawet w znaczeniu czysto szczepowem o jednolitej osiadło- ści na przestrzeni od Wołgi aż po San. Twór histo- ryczno-polityczny prof. Hruszewskiego był kłamliwy i sztuczny, a jako podstawa polityczna nowego ruchu

 

był oszukiwaniem Austrji i Niemiec i Polaków i ma mieniem własnego, ciemnego ludu w Galicji. Nic więc dziwnego, że twórcą tej ideologji był człowiek, im­portowany zzewnątrz, obcy ludowi, któremu miał przewodzić.

Wobec Rosji oszustwo na temat jedności „ukra­ińskiej ” nie miało widoków powodzenia. Rosja wie­działa dobrze, że ludność, mówiąca djalektami mało- ruskiemi w jej granicach, jest prawosławna, gdy Rusi- ni galicyjscy są unitami; że o tendencjach separaty­stycznych małoruskich na Ukrainie można mówić chyba tylko w szczupłych kołach inteligencji i że ruch ten nie jest dla niej groźny; że jeżeli można mówić

  • jakiejś jedności tego ludu — to chyba z morzem rosyjskiem. Wszak przecie prof. E. Korsz, małorusin
  • zwolennik ruchu małoruskiego ogłosił 18 lutego 1911 roku w „Utro Rossii” artykuł, w którym stwierdził „odwieczną jedność narodu rosyjskiego” i uznał, że Wielka, Biała i Mała Ruś tworzą pod względem etno­graficznym „naród rosyjski jeden i nierozerwalny", a cały swój artykuł zatytułował wymownie: „Trójje­dyna Ruś”.

Tymczasem po stronie polskiej i austrjackiej krą­żyły cudowne legendy na temat samowiedzy wielkiego narodu ukraińskiego. Oto w dn. 29 grudnia 1911 r. ówczesny prezes Koła Polskiego w Wiedniu, wielo­krotny austrjacki minister skarbu, a późniejszy minister skarbu w niepodległej Polsce, Leon Biliński, w mowie wygłoszonej na posiedzeniu delegacji austrjackiej do spraw wspólnych austro-węgierskich, dał taki doku-

 

ment orjentacji Polaków i Austrji w sprawach ruchu ukraińskiego w Rosji:

„W państwie rosyjskiem część prześladowanych Rusinów i wszyscy Polacy mają jedną rzecz wspólną: są katolikami, Po­lacy wyznania rzymsko-katolickiego, Rusini greko-katolickiego... Między językiem Rusinów, a Rosjan jest takie pokrewieństwo jak między językami rasy germańskiej i romąńskiej".

Jeżeli takie miarodajne pouczenie było możliwe przez prezesa Koła Polskiego, to jakież otwierały się perspektywy dla mistyfikacyj „ukraińskich”! A prze­cież z całej sztuczności tej legendy zdawali sobie do­skonale sprawę jej twórcy. Sam wódz, prof. Hruszew- ski, na zebraniu w Tow. im Szewczenki we Lwowie w dn. 12 maja 1909 r. tak mówił:

„Nacisk reakcji ściągnął ukraińskie życie w Rosji do wąskich granic samej tylko kulturalnej działalności i to jesz­cze obstawionej niekończącemi się przeszkodami. Nowe ele­menty, które przystały do ruchu ukraińskiego podczas dni swobód, odstąpiły od niego, skoro się ujawniło, jak mało ma on widoków, aby zaraz stać się wielką siłą polityczną" (patrz „Diło” z dn. 17 maja 1909 r.).

Mimo tych warunków i ucisku w Rosji front ukraiński zwracał się wyłącznie przeciw Polakom, zgodnie zresztą z tradycją, nawiązującą do Chmiel­nickiego. Już pierwszy program stronnictwa ukraiń­skiego z dn. 21 grudnia 1899 r. głosił, że stronnictwo

„będzie utrzymywało ścisły związek z rosyjskimi Ukra­ińcami i dążyło do przeobrażenia Rosji w duchu federacyjnym".

Zato nienawiść do Polski umożliwiała nawet współdziałanie polityczne z reakcją carską, czego do­wodzi odezwa prof. Hruszewskiego z r. 1909 do Li-

 

twinów i Białorusinów, wzywająca ich do walki z Po lakami. A przecież ten ruch antypolski wśród Biało­rusinów i Litwinów organizował równocześnie rząd carski!

Radykalizm secesjonistów z grupy Dragomanowa znalazł w ideologji kijowskiej cenne uzupełnienie; zrodził w partji ukraińskiej kult hajdamaczyzny i rze­zi humańskiej i dał plastyczną interpretację trady­cjom buntu Chmielnickiego. Dla ilustracji przytoczę jedno tylko wynurzenie posła ukraińskiego, Budzy- nowskiego, z sierpnia 1911 r.:

.Kozacka szabla i wsparty przez zaporożców hajdamac­ki nóż dość silnie przetrzebiły i wypleniły obcy żywioł na na­szej ziemi. My idziemy w bój, uzbrojeni w te tradycje, jakie przodkowie kubańskiego wojska zostawili nam w spuściźnie. W naszej walce narodowej są tradycje kozaczyzny tą kuźnią, w której kujemy sobie broń silniejszą, niż przesławne artyku­ły austrjackiej konstytucji, bo te tradycje rodzą twardych i nie­złomnych bojowników za ideały Ukrainy!”

Jednym z pierwszych aktów partji ukraińskiej po przybraniu tej nazwy było w roku 1902 proklamo­wanie powszechnego strajku rolnego w okresie żniw w całej wschodniej Galicji. Jak zwykle w takich wy­padkach bywa, podłoże gospodarcze do strajku istnia­ło rzeczywiście, lecz zostało wyzyskane przez partję w celach politycznych. Chłopi zwykli byli sprzątać zboże, biorąc — jako wynagrodzenie w naturze — co 14 snop na własność. Pierwotnie w strajku wzięła udział i cała polska ludność wiejska i strajkujący uzyskali ugodę z właścicielami folwarków, dzięki któ­rej mieli otrzymać w zapłacie co 10 snop zboża. Po

zawarciu umowy polska ludność poszła do pracy, zaś ukraińscy kierownicy strajku zażądali nagle, by od­dawano w zapłacie co 8 snop. Gdzie tylko uzyskali to ustępstwo, domagali się odrazu co 6 snopa; jeden z właścicieli ziemskich, pragnąc ratować zboże, zgo­dził się pod przymusem i na to, a wówczas strajku­jący zażądali w zapłacie co 4 snopa.

Strajkowi towarzyszył teror i podpalania; podże­gało do nich duchowieństwo unickie. Partja dawnych radykałów, która zachowała pod wodzą Trylowskiego odrębność organizacyjną od partji ukraińskiej, działa­ła tu oczywiście w ścisłym z nią sojuszu i przyjmo­wała od niej stopniowo zabarwienie „ukraińskie”. Nie­bawem przy pełnem zachowaniu organizacyjnej nie­zależności przybiera ona nazwę partji „ukraińsko-ra- dykalnej”. Jej rolą staje się kontynuowanie dorobku strajkowego przez systematyczne radykalizowanie wsi, przez przyrzekanie chłopom rozdziału lasów państwo­wych i pastwisk, tudzież ziemi folwarcznej. Trylowski zakłada po wsiach t. zw. „Sicze", rodzaj bojówek, mających teroryzować polską ludność wiejską. W okre­sie wojny światowej wyszły z nich oddziały t- zw. strzelców siczowych.

Owocem kilkuletniej pracy organizacyjnej partji ukraińskiej, której sprawność podziwiać należy, była potężna sieć instytucyj ruskićh w kraju. Oto ich prze­gląd w r. 1908: towarzystwo oświatowe „Proświta”, liczące 30.000 członków, 2164 czytelń ludowych, 194 chórów włościańskich, 170 drużyn scenicznych, 372 sklepy wiejskie, 264 kas pożyczkowych, 100 śpichle-

 

rzy pożyczkowych, gmachy własne i t.d.; Towarzystwo Pedagogiczne, prowadzące seminarja nauczycielskie męskie i żeńskie, dwie ogromne bursy dla 390 ucz­niów we Lwowie, 12 burs prowincjonalnych, szereg szkół powszechnych i t.d-; Sokół ruski z 24.000 człon­ków; Silskij Hospodar, obejmujący wszystkie powiaty swą działalnością gospodarczą; Związek Rewizyjny, skupiający 262 towarzystwa zarobkowe; Krajowy Zwią­zek Spółdzielni gospodarskich i mleczarskich, obra­cających kapitałem ponad 30 miljonów koron; towa­rzystwo asekuracyjne „Dnister”, które przyjęło ubez­pieczeń na sumę 224.915.556 koron i wiele drobniej­szych instytucyj.

I źle byłoby z polskiemi wpływami w tym kraju, gdyby nie praca religijna i społeczna, jaką przeciw­stawiono ze strony polskiej wysiłkom ruskim! W roku 1900 zostaje metropolitą rzymsko-katolickim we Lwo­wie niezapomianej pamięci ks. Józef Bilczewski. Set­ki kościołów i kaplic łacińskich, zbudowanych jego staraniem po wsiach wschodniej Galicji — to pomnik jego działalności. Dzięki niemu dotychczasowa kra­dzież dusz, uprawiana od lat przez duchowieństwo unickie skutkiem braku kościołów i księży łacińskich, została niemal całkowicie zahamowana. A tej akcji religijnej, będącej w danych warunkach i pracą dla polskości, towarzyszyła niestrudzona działalność oświa­towa i społeczna tysięcy polskich bezimiennych pra­cowników w Towarzystwie Szkoły Ludowej, Kółkach Rolniczych, Kasach Reiffeisena, Sokołach, przeciw­stawianych Siczom Drużynach Bartoszowych i t. d.

 

 

 

Jeszcze w r. 1910 ponad 40 tysięcy polskich dzieci wiejskich musiałoby uczęszczać do szkół powszech­nych ruskich, gdyby nie szkoły prywatne Towarzystwa Szkoły Ludowej!

Jako przeciwwaga ruskiej sieci organizacyj po­litycznych Narodnej Rady, powstaje po miasteczkach Wschodniej Galicji sieć bezpartyjnych Organizacyj Narodowych, które w r. 1906 otrzymują, jako nadbu­dowę, Radę Narodową ze wszystkich polskich stron­nictw ze stałem biurem we Lwowie. I gdyby nie cała ta pracowita akcja religijna, społeczna, oświatowa i gospodarcza, wcielenie tej ziemi do Rzeczypospoli­tej napewno nie miałoby miejsca, bo cały kraj byłby zorganizowaną jednolicie irredentą ukraińską!

W wyniku powstania uzyskanych na mocy ugody z r. 1890 gimnazjów ruskich wyłoniło się, jako lo­giczna konsekwencja, tworzenie na polskim uniwer­sytecie we Lwowie katedr z językiem wykładowym ruskim. Pod koniec XIX w. katedr tych istniało już kilka na wydziałach filozoficznym i prawnym. Wobec braku ruskich uczonych polscy rzecznicy ugody pol­sko-ruskiej byli bezsilni, a już mianowanie Hruszew- skiego świadczy, że ani poziom naukowy (brak dokto­ratu), ani obce obywatelstwo (rosyjskie) nie stanowiły tu przeszkody.

Partja ukraińska od chwili swego powstania w ro­ku 1900 wysunęła, jako postulat polityczny, utrakwi- zację polskiego uniwersytetu, czyli zamianę go na polsko-ruski. Na,..poparcie swego żądania zorganizo­wała — po burzliwej demostracji studentów ruskich

 

w murach uczelni w dn. 12 listopada 1901 r. —boj­kot uniwersytetu lwowskiego; studenci ruscy przy du­żym nakładzie środków finansowych na rok cały prze­rzuceni zostali do Wiednia i do Pragi. Równolegle posłowie ukraińscy wręczyli austrjackiemu ministrowi oświaty memorjał „lwowskich Rusinów”, w którym po raz pierwszy postulat odebrania Polakom uniwersy­tetu sformułowano oficjalnie. Oto tekst jego wniosków w przekładzie polskim:

„Z uwagi ną to. że bezwłoczne przystąpienie do założę- nia samoistnego uniwersytetu musiałoby wymagać dłuższego czasu i że ruska młodzież musi tymczasem uczyć się w do­tychczasowym, prawnie utrakwistycznym uniwersytecie — że w porównaniu do liczby ruskich studentów liczba katedr rus­kich jest znikomo mała, a usiłowania dotychczasowych, wy­łącznie polskich władz uniwersyteckich, idą oczywiście w tym kierunku, aby i tę małą liczbę ruskich katedr zmniejszyć, albo conajmniej niedopuścić do jej zwiększenia i czynić im tru­dności, aby i tak już drobne uprawnienia ruskiego języka cał­kowicie wyplenić i wyprzeć z uniwersytetu, wkońcu z uwagi na to, że panujący w kołach polskich profesorów szowinizm udziela się także i polskiej uniwersyteckiej młodzieży tak, że dla ruskiej młodzieży nastaje pod względem naukowym i kul­turalnym niemożliwy stan rzeczy — zechce Wasza Ekscelencja powziąć na razie takie przejściowe postanowienia i zarzą­dzenia:

  • z własnej inicjatywy Waszej Ekscelencji utworzyć na lwowskim uniwersytecie samoistne katedry z ruskim językiem wykładowym dla wszystkich przedmiotów i na wszystkich wy­działach — z tern, że wybór rektora i dziekanów ma się co­rocznie odbywać na przemiany spośród ruskich i polskich pro­fesorów;
  • k. profesorom, wykładającym po rusku, ma być wyraźnie przyznane prawo używania ruskiego języka we wszyst-

 

 

 

kich urzędowych czynnościach, a szczególnie na konferencjach i naradach kolegjów profesorskich i senatu akademickiego;

  • spis wykładów, księga ustaw i rozporządzeń uniwer­syteckich, wszystkie obwieszczenia rektora, dziekanów i innych władz uniwersyteckich, wszystkie druki, jak: rodowody, świa­dectwa niezamożności, karty legitymacyjne i indeksy, tymcza­sowe zaświadczenia przyjęcia, poświadczenia bibljotecznę i t.d. mają być układane także i w ruskim języku i oddawane do do użytku ruskich studentów: w ruskich prośbach i podaniach ma być wolno posługiwać się językiem ruskim i ruską piaow- nią; na głównym budynku uniwersyteckim i na innych budyn­kach, na bibljotece, laboratorjach, gabinetach, salach wykłado­wych i wogóle wszędzie, gdzie teraz znajdują się same tylko polskie napisy, należy poprzytwierazać także i ruskie napisy^ wkońcu nabożeństwo na otwarcie roku szkolnego należy od­prawiać nietylko w kościele, ale także i w cerkwi'.

Oto w wyniku ugody z roku 1890 próba zaboru polskiego uniwersytetu i to nawet nie w drodze po­rozumienia z Polakami, ale za ich plecami via Wie­deń i w zupełnej przed polską stroną tajemnicy, aby żyjący złudzeniami ugody nie zdołali się spostrzec. Toteż przytoczony memorjał z r. 1901 opublikowany został po raz pierwszy dopiero w „Dile“ w dn. 26—28 grudnia 1907 r. (Nr. 279—281), a więc w sześć lat po wręczeniu go w Wiedniu! (Zwracam uwagę, że w memorjale tym nie mówi się jeszcze o „ukraiń­skim narodzie", ale poprostu o Rusinach).

Od dnia wręczenia tego memorjału przedstawi­cielowi rządu wiedeńskiego stało się zadaniem orga­nizacji ukraińskiej wykazywać Wiedniowi za pośred­nictwem studentów ruskich, że spokojne kształcenie się ich w polskim uniwersytecie istotnie nie jest mo-

żlłwe. Tak oto, po przerwaniu bojkotu, w dn. 16 paź­dziernika 1903 r. studenci ruscy napadają w budyn­ku uniwersyteckim na rektora ks. prof. Fijałka, do­magają się jego'[ustąpienia i obrzucają go zgniłemi jajami. W dn. 22 grudnia 1905 r. ma miejsce znowu hałaśliwa demonstracja ruska w murach wszechnicy, zaś w dn. 1 marca 1906 r. ponownie tłum studentów ruskich napastuje rektora prof. Gluzińskiego i doma­ga się odpowiedzi urzędowej w języku ruskim. Wobec odmowy rozpoęzyna się oblężenie rektora, tłuczenie lamp, szyb, zdzieranie tablic. I znowu dnia następne­go na deputację polskiej młodzieży do rektora napa­da tłum ukraińskich studentów z pałkami i dopiero po dłuższej walce i oblężeniu zostaje zmuszony do opuszczenia gmachu. I jeszcze w d. 23 stycznia 1907 roku podczas uroczystości uniwersyteckiej na znak protestu przeciw polskiej rocie ślubowania akademic­kiego młodzież ukraińska demoluje aulę, rozdziera i profanuje togę rektorską, kraje na strzępy portrety rektorów, a potem, ochłonąwszy po kilku dniach, uchwala na swym wiecu oficjalne swe stanowisko:

.Ukraińska młodzież akademicka solidaryzuje się z ostat­nią demonstracją ukraińskich studentów z dn. 23 stycznia b. r. i uważa ją za jedyną odpowiedź na prowokacje ze strony władz uniwersyteckich".

Pokrajane portrety, połatane kunsztownie, wiszą podziśdzień w auli uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i świadczą wymownie o metodach walki, zmierzającej do zdobycia przybytku własnej nauki!

Cała ta akcja miała na celu dostarczać partji

ukraińskiej argumentów w jej działalności parlamen­tarnej. Zasadą taktyczną w tej walce — to podko­pywanie praw autonomicznych sejmu galicyjskiego i przenoszenie wszelkich spraw na grunt wiedeński. Zaraz niemal po swem powstaniu inscenizuje partja ukraińska secesję z sejmu galicyjskiego w roku 1901. Agitacja za wprowadzeniem powszechnego głosowa­nia do parlamentu austrjackiego w latach 1905—1906 daje Ukraińcom nową sposobność do rozdmuchiwania nienawiści ku Polakom na tysiącznych wiecach. Przy pierwszych wyborach parlamentarnych na zasadzie powszechnego głosowania w r. 1907 ukraińcy w dwóch okręgach wiejskich przy ściślejszym wyborze między Polakiem, a sjonistą decydują o wyborze sjonistów. Chłopi ruscy za poduszczeniem agitatorów głosują solidarnie na żydów przeciw Polakom.

Ówczesny namiestnik cesarski Andrzej Potocki, zasłużony Polak, zrozumiał po wyborach 1907 r. i oce­nił trafnie istotę dążeń partji ukraińskiej wobec Po­laków. Wynikająca z jego wyjątkowej pozycji na dwo­rze Franciszka Józefa znaczna niezależność od rządu wiedeńskiego pozwalała mu na prowadzenie prawdzi­wie polskiej polityki wtedy nawet, gdy ta nie odpo­wiadała zamierzeniom austrjackim. Toteż przy wybo­rach parlamentarnych 1907 r. namiestnik poparł zde­cydowanie polską Radę Narodową, zaś przy wyborach sejmowych w grudniu 1907 roku nie pozwolił admini­stracji na popieranie ukraińców przeciw starorusinom, dzięki czemu ci ostatni zdobyli niemal połowę rus­kich mandatów sejmowych (starorusini 9, ukraińcy

 

i radykali razem 12). Austrjacki prezydent ministrów, bar. Beck, poczynił był w dn. 16 grudnia 1907 roku ukraińcom szereg przyrzeczeń w sprawach admini­stracji, w sprawie uniwersyteckiej i w szeregu spraw gospodarczo-finansowych. Wynik wyborów sejmowych z dn. 28 grudnia 1907 r. poderwał ukraińcom grunt i zachwiał ich pozycją w Wiedniu. Tę kompromitację zapragnęła partja ukraińska pomścić, zarzucając w Wiedniu Potockiemu, że poparł moskalofilów i zdra­dził interesy Austrji.

„Bar. Beck" — pisało „Diło" (Luty 1908 Ns 46) — „dal ruskim posłom słowo na pełną legalność galicyjskich wyborów’' — wobec czego ukraiński klub parlamentarny musi... „dostać od rządu satysfakcję za zachowanie się jego przedstawicieli w Galicji. I ta satysfakcja musi być niedwuznaczna i sta­nowcza".

Tymczasem rząd wiedeński dla wygody umył ręce i wskazał na Potockiego, jako na winowajcę, bo po dyskusji w wiedeńskiej komisji budżetowej pisze „Diło“ w dn. 19 marca 1908 r.:

„Przebieg okazał, że wszelkie nasze polityczne zdoby­cze, zagwarantowane przyrzeczeniami ministrów... nic nie zna­czą i los nasz bez gruntownej zmiany całego administracyj­nego systemu i bez usunięcia jego filarów ani trochę się nie poprawi".

W dn. 3 kwietnia 1908 r. pomieściło znowu „Di­ło” korespondencję własną z Wiednia, w której czy­tamy (cytuję fragmenty):

„Centralny rząd swojemi koncesjami posłów ruskich po- prostu oszukał, gdyż nie liczył się z ewentualnością, że skoro galicyjski namiestnik nie pozwoli wykonać tego, do czego rząd

centralny się zobowiązał, to zobowiązania rządu nie będą wy­konane... Przed sejmowemi wyborami niektórzy posłowie mieli jeszcze nadzieję, że prezydent ministrów Beck, który, jak wia­domo, stał przy tern, że koncesje mają i muszą być wykonane, przecież przyprze namiestnika do muru tak, że on wykona te ustępstwa, których wykonnnie leży w zakresie jego działania i kompentencji. Wybory do sejmu pokazały, że Potocki jest nad Galicją większym panem, niż prezydent ministrów, że przeciw woli namiestnika centralny rząd w galicyjskich spra­wach niczego nie zrobi i że — co jest najważniejsze — pre­zydent ministrów nie ma siły, by opornego namiestnika usunąć z urzędu*.

Wpływy Potockiego na dworze wiedeńskim były więc zbyt wielkie, aby go można było usunąć legal­nie. Toteż partja ukraińska usunęła go nielegalnie. W dn. 12 kwietnia 1908 r. wychowanek uniwersytetu, Mirosław Siczyński, podczas audjencji w pałacu na­miestnikowskim we Lwowie strzelił z browninga do Andrzeja Potockiego, a potem do śmiertelnie rannego,

leżącego na ziemi, dał jeszcze pięć kolejnych, cel­nych strzałów.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location