Kontynuując swe niewygasłe tradycje historyczne i uwzględniając niewątpliwie ukraiński charakter swych ziem^ oraz wykonywując święte prawo każdego narodu do zupełnego samostanowienia o sobie, zrealizował ukraiński naród w niedawnej przeszłości na wszystkich swych ziemiach swój narodowy, testamentem pokoleń przekazany mu ideał niepodległości państwowej: a) proklamując czwartym uniwersałem Ukraińskiej Centralnej Rady w Kijowie w dn. 22 stycznia 1918 r. Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową na ukraińskich ziemiach b. zaboru rosyjskiego, b) powołując do życia ustawą Ukraińskiej Rady Narodowej we Lwowie z dn. 19 października 1918 roku państwo ukraińskie na ukraińskich ziemiach b. austrjacko-węgierskiej monarchji (Wschodnia Galicja, Bukowina i Zakarpacie) i wkoń- cu c) proklamując w Kijowie aktem z dn. 22 stycznia 1919 r. połączenie obu ukraińskich organizmów państwowych w zjednoczoną, niepodległą Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową.
W obronie tego swego państwa przeciw przemocy ze strony Rosji, Polski i Rumunji przelał naród ukraiński w latach 1918— 1919 morze krwi i złożył w ofierze życie swych najlepszych synów, poległych na polach bitew lub zamęczonych w obozach jeńców. Z największą dumą wspominamy ten bohaterski okres naszej niedawnej historji. Kłonimy głowy w najgłębszym szacunku przed cieniami naszych narodowych bohaterów, wierni ich świętemu testamentowi.
Ulegliśmy przemocy. Lecz niezłamani oświadczamy uroczyście, że najwyższym, świętym i niezachwianym ideałem naszym jest niepodległe, ukraińskie państwo narodowe na wszystkich ziemiach ukraińskich.
Dlatego wszystkie międzynarodowe akty, któremi odwieczne ukraińskie ziemie: Wschodnią Galicję wraz z Łem- kowszczyzną, Chełmszczyznę, Wołyń, Podlasie i Polesie przyznano Polsce, a mianowicie: traktat zawarty w Rydze w dniu 18 marca 1921 roku i decyzję Rady Ambasadorów w Paryżu z dn. 14 marca 1923 r. jako akty, któremi pogwałcono prawo
ukraińskiego narodu do samostanowienia o sobie, uważamy de iure za nieprawomocne.
Toteż wstępując do polskich izb ustawodawczych, będziemy i tą drogą dążyć do urzeczywistnienia najwyższego prawa ukraińskiego narodu”.
Dosadna ta deklaracja nastręczyła widać jednak w kołach ukraińskich jeszcze wątpliwości, skoro ten sam przywódca ukraiński uznał za właściwe w dwa miesiące później wyraźniej zinterpretować jej treść:
„Stojąc na platformie niepodległości ukraińskiej" — mówił na posiedzeniu z dn. 30 maja 1928 r. — „i zjednoczenia wszystkich ziem etnograficznych ukraińskich w jedną całość państwową, kierujemy się nietylko uczuciem głębokiej miłości ojczyzny naszej, lecz także świadomością stanu faktycznego^ który powstał na wschodzie Europy. Albowiem rozwój wypadków w b. imperjum rosyjskiem od wiosny 1917 roku świadczy niezbicie, że musi przyjść do oderwania się ziem ukraińskich, od wszelkiej wspólności państwowej z ziemiami rosyjskiemi i że musi przyjść do powstania niepodległości pańtwa ukraińskiego. Zaś logika dziejów mówi, że nigdy trzydziestoiniljono- we państwo macierzyste nie zrezygnuje z sześciu miljonów ziomków swych, oddzielonych wąską rzeczką od pnia macierzystego tern bardziej, jeśli owe ziemie oderwane były kiedyś kulturalnym i politycznym Piemontem narodowym. Tą świado- ścią jest przejęty cały naród ukraiński i wszystkie jego parfje"^
Równolegle z jawną działalnością polityczną trzech partyj ukraińskich w Małopolsce wschodniej, ukraińskich narodowych demokratów (UNDO), ukraińskich socjal-radykałów i ukraińskich socjalistów, rozwijała się podziemna działalność spiskowa organi- zacyj nielegalnych, znacząca się szeregiem napadów rabunkowych, mordów politycznych i podpalam Doszło do tego, że oddziały wojska atakowano w nocy
z zasadzki i nie było dnia, w którym nie dokonaliby nieznani sprawcy podpalenia folwarków, czy zbiorów zboża i siana, przecięcia drutów telegraficznych, uszkodzenia linji kolejowych. Ta masowa akcja sabotażowa trwała przez parę miesięcy i spotkała się ze strony legalnej prasy ukraińskiej z wyrozumiałą oceną. W dn. 11 września „Diło”, oficjalny organ UNDO pomieścił artykuł wstępny p.t. „Pidpały“ („Podpalenia44), którego zakończenie przytoczę:
„Każdy czyn, podjęty nie z osobistych motywów, bez osobistych materjalnych korzyści, a przeciwnie — z narażeniem swego życia i bezpieczeństwa i w przekonaniu, że przyniesie korzyść wielkiej sprawie, która w danym wypadku jest idea narodowa — każdy taki czyn jest czynem idealistycznym. Tak nakazuje definicja tego pojęcia. I dlatego my — pozwoli pan, panie cenzorze! — nie możemy w żaden sposób zgodzić się ze stanowiskiem tych polskich czynników, które zgóry każdy akt gwałtu, czy to U. W. O., czy pojedynczych młodzieńców, nienależących do U. W. O. ale nasiąkniętych rewolucyj- nemi hasłami i starających się przejawić swój zapał w jakichś czynach — nie możemy zgodzić się, aby każdy taki czyn określać mianem „bandytyzmu’', a jego sprawców zwać „bandytami”. Nie możemy w żaden sposób pominąć momentu idealizmu, nie możemy w żaden sposób podciągnąć akcji podpalania pod miano „niemieckiego dyktanda”, w żaden sposób nie możemy oddzielić skutków od ich przyczyn, do których zaliczamy i obecne położenie narodu ukraińskiego jak i polską politykę narodową wogóle i w odniesieniu do młodzieży ukraińskiej w szczególności, jak wreszcie całe psychiczne podłoże, wynikłe z różnych poważnych i ogólnych zjawisk życiowych. Oto jedna strona medalu, odnosząca się w zasadzie do ocęny konspiracyjnych, rewolucyjnych organizacyj i ich działalności; strona ta związana jest z historją narodowych ruchów bodaj u wszystkich narodów kulturalnych świata i jest ona też
zapisana w dziejach polskiego narodu. Ale istnieje i druga strona medalu: czy w zasadzie każda rewolucyjna działalność w każdym czasie jest potrzebna i eelową i czy w zasadzie wystarczy, aby jakiś czyn był idealistyczny, aby tern samem był korzystny dla realizacji idei?
Szczytnie świadczy o ukraińskiem społeczeństwie, a w szczególności o ukraińskiej młodzieży ta wrażliwość niezwykła na wszelkie czyny, należące do kategorji aktów walki o wyzwolenie. Ale w takiej działalności trzeba i pewnego krytycyzmu. Bo jeśli tego nie zachowamy, to możemy stać się ofiarą tragicznych pomyłek".
Cóż więcej za cenzury czasów pomajowych mogło o stosunku do działań spiskowych i do aktów sabotażu napisać legalne pismo?
Władze polskie na akcję sabotażową odpowiedziały znaną akcją pacyfikacyjną, podjętą na jesieni 1930 r. Metody jej wywołały uzasadnioną krytykę ze
* 4
strony opozycji polskiej w sejmie, niepodobna jednak odmówić słuszności przedstawicielowi obozu rządowego, posłowi Zdzisławowi Strońskiemu, gdy zarzucił Ukraińcom ścisłą współpracę z Berlinem. Na ten zarzut replikował poseł ukraiński, dr. Stefan Baran:
„Proszę Panów! Łączenie sprawy naszej, sprawy ukraińskiej ze sprawą Berlina, ze sprawą Ukraińskiej Wojskowej Organizacji jest świadomem naciąganiem sprawy".
Oto autorytatywne, wiarogodnie brzmiące oświadczenie ukraińskie, do złożenia którego wydelegowany został najwłaściwszy człowiek: dr. Stefan Baran, w roku 1913 sekrerarz generalny partji ukraińskiej we Lwowie, w listopadzie 1918 r. znowu we Lwowie naczelnik policji ukraińskiej, później minister rządu Za-
chodniej Ukrainy, a znany nam już w r. 1913 jako... oficjalny korespondent ukraiński berlińskiego Ostmar- kenverein’u (Tow. H. K. T.).
Ukraińcy rozwinęli dziś działalność legalną. Stosunek ich akcji legalnej do akcji spiskowej da się na zasadzie spostrzeżeń historycznych określić pokrótce prostą maksymą polityczną: wszystkie korzyści z akcji spiskowej, ale żadnej za nią odpowiedzialności.
Teraz, gdy przed paru miesiącami współpraca ukraińców małopolskich w Kijowie z rządem Ukrainy sowieckiej zakończyła się fiaskiem, usunięciem ich wpływów i wyrokami karnemi w Kijowie, znowu jesteśmy świadkami prób ugody z rządem polskim, ugody, mającej na celu rozszerzenie ram ukraińskiej działalności legalnej w Polsce. O zacieśnieniu ram działalności nielegalnej nie może oczywiście być mowy, gdyż za nią przecież legalne partje ukraińskie nie myślą brać odpowiedzialności. O. U. N. działać będzie nadal na własny rachunek.
Nie uważam, by było rzeczą celową rozważać teoretycznie, czy istnieje dziś samodzielnie ukształtowany naród ruski, czy lud ruski posiada te istotne cechy, jakich pisarze nacjonalistyczni wymagają od każdego narodu. Taka dyskusja nosi dla mnie wszelkie znamiona doktrynerstwa i w rezultacie musi uzależnić stanowisko polityczne wobec żywego ruchu od czysto papierowego rozstrzygnięcia. Wystarczy stwierdzić, że lud ruski w stosunku do elementu polskiego posiada cechy odrębne, będące — być może,, bo w to zagłębiać się nie zamierzam — po części wynikiem czynników rasowych, ale wynikłe w znacznej mierze z przyczyn odrębności językowej, religijnej, gospodarczo-społecznej i nawet historycznej. Ta odrębność umożliwiła powstanie ruchu ukraińskiego choć byłoby jaskrawą przesadą twierdzić, jakoby była jego dostatecznem uzasadnieniem.
Szereg czynników wewnętrzno-ruskich i w równej mierze czynników zewnętrznych wpłynęło na to,, aby ruchowi ukraińskiemu nadać jego treść. Pewien kult odrębności etnicznej, jaki w połowie XIX wieku
pojawił się w szczupłych kołach inteligencji rosyj" skiej nad Dnieprem, pozostawał w ścisłym związku z ruchem romantycznym w Europie, z jego pociągiem do ludowości, do poezji i pieśni ludowej, do gwary i folkloru. Ten pociąg, który w polskiej literaturze stworzył dzieła t. zw. poetów ukraińskich, umożliwił również twórczość Szewczenki i jej spopularyzowanie w pewnych kołach inteligencji rosyjskiej, pochodzenia małoruskiego. Na tym samym ruchu romantycznym oparła i Austrja około r. 1820 swe pierwsze próby tworzenia odrębności ruskiej w Galicji.
Walną pomocą dla przyszłego ruchu ukraińskiego stało się nieco później zniszczenie unji na ziemiach zaboru rosyjskiego i zrusyfikowanie kościoła unickiego w Galicji. Unja była dziełem cywilizacji zachodniej, dziełem polskiem w szczególności. Zniszczenie jej na rzecz prawosławia na ziemiach, zabranych przez Rosję, stworzyło między rzymsko-katolickim żywiołem polskim, a małoruskim przepaść religijnej obcości. Tego samego dzieła w zaborze austr- jackim dokonała, popierana przez rząd wiedeński, działalność świętojurców. Usunięcie z cerkwi unickiej alfabetu łacińskiego i całkowite zastąpienie go cyrylicą, wyrugowanie z kościołów unickich języka polskiego, wprowadzenie obrzędów cerkiewnych, zapożyczonych z prawosławia, wyłączenie księży rzymskokatolickich od odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich — te wszystkie akty austrjackiej administracji i unickich władz kościelnych, działających ręka w rękę na przestrzeni lat 1840—1870, oddaliły cerkiew
unicką od kościoła łacińskiego i zbliżyły do prawosławia. Do tego dodać należy rozpoczęte w tym czasie i prowadzone konsekwentnie przez świętojurowców odpolszczanie języka ruskiego i bogacenie go wzamian słowami, urabianemi z rosyjskiego. Te wszystkie akty planowe przyczyniły się sztucznie do stworzenia rozdziału między ludnością ruską i polską w zaborze austrjackim i umożliwiły później zaszczepienie wśród ludności ruskiej ideologji ukraińskiej. Poważnym sprzymierzeńcem w tej akcji były momenty gospodarczo- społeczne. Na ziemiach zaboru rosyjskiego wytracenie licznej warstwy szlacheckiej w powstaniach sprawiło, że przeciwstawiły się sobie szerokie rzesze ludu chłopskiego, mówiące po małorusku i hołdujące prawosławiu i jednostki, należące przeważnie do sfery wielkiego ziemiaństwa i wyznające religję rzymsko-katolicką. W Galicji wschodniej rozdział ten nie był tak przepastny, liczono tam setki tysięcy polskiej ludności chłopskiej, ale naogół w okresie znoszenia resztek pańszczyzny tarcia społeczne łatwo można było wyzyskać tern bardziej, że działy się często rzeczy krzyczące i drastyczne. Rząd wiedeński wyzyskał te stosunki w zachodniej Galicji, organizując znaną rzeź szlachty w kilku powiatach w 1846 r., a we wschodniej Galicji już w połowie XIX w. grali na tych strunach świętojurcy tem łatwiej, że cała większa własność ziemska pozostawała w rękach polskich. Później na tem tle powstaje w zachodniej Galicji radykalny ruch ludowy pod wodzą ks. Stojałowskiego i Stapińskiego, zaś we wschodniej Galicji tworzą ruch
krańcowy ludzie, wychowani pod wpływami rewolucjonistów rosyjskich i nasiąkli oparami socjalizmu europejskiego w jego rosyjskim przekładzie. Metody socjalistów, w szczególności zaś cechy psychiczne i metody działania rewolucjonistów rosyjskich znajdujemy w duszach pierwszych twórców ideologji ukraińskiej w daleko wyższym stopniu, niż w naszym przedwojennym P. P. S., gdyż rusyfikacja wśród Rusinów zaboru rosyjskiego i austrjackiego zaszła była znacznie dalej i sięgnęła znacznie głębiej, niż w jakichkolwiek sferach społeczeństwa polskiego.
Bardzo silnie na ideologji ruchu ukraińskiego zaważyły i bezpośrednie wpływy tych państw, które rozebrały Polskę. Jak pamiętamy, pierwszą świadomą akcję w kierunku przeciwstawienia Rusinów Polakom podjął rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wiedeńskim. W założeniach polityki austrjackiej, które nie uległy zmianie aż do r. 1918, t. j. do rozpadnię- cia się monarchji Habsburgów, było użycie Rusinów do osłabienia irredentystycznych, a później autonomicznych roszczeń narodu polskiego. W oczach Wiednia zadaniem Rusinów i racją ich odrębności było umożliwić Austrji strawienie zaborów, dokonanych w latach 1772, 1795 i 1815.
Polityka rosyjska już w XVII w. użyła kozaków i czerni przeciw Polsce. W XVIII w. Rosja podniosła kwestję dyssydentów, a zorganizowaniem rzezi hu- mańskiej zadała cios konfederacji barskiej. W XIX w. lud ruski na ziemiach Wołynia, Podola i Ukrainy ułatwił Rosji opanowanie powstań i wytępienie pol-
skiej szlachty. Jeszcze w XX w. stosunek ruchu ukraińskiego do Polaków uzasadniał w Dumie akt gwałtu wobec ziemi chełmskiej, a równocześnie sukcesy partji ukraińskiej podsycały apetyt nacjonalistów rosyjskich na wschodnią Galicję, co znalazło swój wyraz jaskrawy w czasie okupacji tej ziemi przez wojska rosyjskie w czasie wojny światowej. Tak to polityka carska uważała przeciwstawianie ludności ruskiej Polakom za rzecz korzystną dla swych zamiarów. To nastawienie nie uległo w Rosji zmianie po przewrocie rewolucyjnym i oto po rozgromię wojsk zachod- nio-ukraińskich 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich z b. Galicji walczyło w r. 1920 w szeregach bolszewickich przeciw Polsce.
Wreszcie polityka Berlina. Berlin dopiero z początkiem XX w. poczyna się interesować odrębnością Rusinów i odrazu intensywnie popiera ruch ukraiński. Trzeba przyznać, że Niemcy umieli wyzyskać ruch ukraiński wszechstronnie na swą korzyść. Z jednej strony uczynili zeń jeden z filarów swej akcji antypolskiej i w tej roli ukraińcy byli czynnikiem, mającym utrwalić rozbiory Polski i zabezpieczyć Niemcom posiadanie Poznania, Pomorza i Górnego Śląska i możliwość zaboru części b. Królestwa. Z drugiej strony przeciw Rosji mieli stanowić groźbę w rękach niemieckich, wyzyskaną pod koniec wojny światowej przez okupację południowej Rosji i traktat w Brześciu Litewskim. i dziś w stosunku do Rosji sowieckiej ukraińcy w rachubach niemieckich zajmują to samo miejsce. Stąd plany tworzenia Ukrainy nie znikły
~w Niemczech i co jakiś czas dochodzą nas echa tych zamierzeń. Po dziś dzień Berlin uważa Ukraińców za jedno z narzędzi do rozbicia niedogodnego dla niemieckiej hegemonji ustroju politycznego Europy wschodniej, a zarówno bojowe organizacje ukraińskie, jak i publikacje polityczne mają w Niemczech bezpieczny przytułek. Zadaniem Ukraińców w przyszłości — ułatwić Niemcom rozkawałkowanie polityczne ziem, na wschód od ich granicy położonych, w szczególności zaś rozbić oba wielkie państwa, Polskę i Rosję, by potęga niemiecka mogła wśród drobnych, zwalczających się, państewek pełnić funkcje rozjemcy, dyktatora i eksploatatora. „Mehr Raum“ — woła Rosenberg i spogląda łakomie na wschód.
Z tego podłoża i przy współdziałaniu tych czynników obcych wyrosła ideologja ruchu ukraińskiego. Od zarania swego miała w sobie pierwiastki duszy rosyjskiej. Przypominam, że powstanie pierwszej organizacji ruchu ukraińskiego było wynikiem zlania się w jedno dwóch secesji: Romańczuka i Barwińskiego ze stronnictwa świętojurców, pozostającego pod wpływami Rosji carskiej i prawosławia oraz z secesji Franki i Budzynowskiego ze stronnictwa radykałów, pozostającego pod wpływem Rosji rewolucyjnej. Ideo- logję ruchu sformułował Kijowianin, prof. Hruszewski, uczeń Antonowicza, wyrażającego wpływy Rosji carskiej na regjonalny ruch małoruski, gdy znowu sam Hruszewski był pod wpływem rewolucyjnych kół rosyjskich. Od Antonowicza przejął Hruszewski gloryfikację Chmielnickiego, który zbuntował się przeciw
Polsce, a w tej gloryfikacji zaporoskiego hetmana,, który kozaczyznę poddał Rosji, znalazł punkt wyjścia dla swej fikcji historycznej, wywodzącej ruch ukraiński od kozaków. Tak powstała koncepcja Wielkie} Ukrainy i skomponowanej z pogwałceniem prawdy jej przeszłości historycznej. Ta fantazja przybrała szczególnie jaskrawe formy na terenie Galicji wschodniej, gdzie nie sposób naprawdę się doszukać związków historycznych między ludem ruskim a kozaczyz- ną. Jak wiadomo przecież, kozaczyzna składała się z elementów niejednolitych, po części nawet ze zbiegłej szlachty z całej Polski. Bunt Chmielnickiego podniósł przeciw Polsce nietylko kozaczyznę, ale czerpał swe siły także i z t. zw. czerni, z chłopstwa, które przyłączyło się do walki przeciw panom. Tymczasem lud ruski na przestrzeni późniejszej wschodniej Galicji do buntu nie przystąpił, a spokój jego stworzył warunki, w których możliwa była zwycięska obrona Zbaraża, bitwa pod Zborowem i wreszcie bezskuteczne oblężenie Lwowa przez Chmielnickiego. W buncie brała udział przedewszystkiem ludność z dorzecza Dniepru. Toteż tradycje historyczne 1648 r., a szczególnie tradycje kozactwa obce są ludowi ruskiemu z b. zaboru austrjackiego i szczepione były z całą świadomością fałszu.
Nauki Antonowicza przeniesione zostały na grunt wschodnio-galicyjski i okrzepły przy współudziale Berlina. W interesie przedwojennego Berlina było tworzący się ruch ukraiński zwrócić przedewszystkiem przeciw Polakom, zachowując równocześnie możność
szantażowania Rosji widmem separatyzmu ukraińskiego. Ale w stosunku do Rosji groźba ta miała być użyta tylko na wypadek ostrego zatargu; na razie broń miała spoczywać w pochwie. Pomocy politycznej i materjalnej Berlina partja ukraińska zawdzięcza w dużej mierze swą organizacyjną sprawność. W tym zakresie ukraińcy — trzeba to przyznać — stali się pojętnymi uczniami pruskiej szkoły i umieli od mistrzów zbiorowego, koszarowego działania nauczyć się wiele. Stąd w latach próby 1918—1919 ta rażąca różnica między nienajgorszą organizacyjną sprawnością zachodniej Ukrainy, a organizacyjnem rozprzężeniem, cechującem Ukrainę wschodnią.
Berlinowi udało się organizacje ruchu ukraińskiego napoić własną swą nienawiścią do Polski do tego stopnia, że nienawiść ta zawiodła wkońcu resztki wojsk Ukrainy Zachodniej do obozu bolszewickiego, gdzie walczyły przeciw Polsce i znajdującym się w polskich szeregach własnym braciom z Ukrainy wschodniej (Petlurowcom).
Tak więc w ideologji i metodach ruchu ukraińskiego spotykamy pierwiastki sobie nawzajem obce: pierwiastki rosyjskie, jakbyśmy dziś powiedzieli, euraz- jatyckie, połączone sztucznie ze szkołą pruską o charakterze bądź co bądź europejskim. Eurazjatycki charakter w ruchu ukraińskim zdradza przedewsztkiem olbrzymia przewaga pierwiastka negatywnego nad pozytywnym; mówiąc poprostu, przewaga nienawiści do przeciwnika nad przywiązaniem do własnego ludu, przewaga żądzy niszczenia nad pragnieniem tworzenia. Wreszcie
11.3
azjatycka kłamliwość, chytrość i posługiwanie się podstępem w politycznem działaniu. Równolegle z tern wyniesione ze szkoły socjalno-rewolucyjnej rosyjskiej zamiłowanie do akcji nielegalnej i terorystycznej, organiczna niechęć do praworządności. Natomiast europejski pierwiastek — to umiejętności organizacyjne i zdolność do jednolitych, politycznych wystąpień.
Temu naporowi miał się przeciwstawić naród polski, rozbity na zabory, pozbawiony oparcia naze- wnątrz, żyjący nawet w okresie pozywityzmu tradycjami romantycznemi, miękki i naiwny. Azjatycki podstęp i kłamliwość brane były i podziśdzień bywają brane za dobrą monetę. To też ze strony polskiej mieliśmy już szereg okresów ugody z ruchem ukraińskim; lata 1891 — 1904, 1908—1911, 1913, a potem już w niepodległej Polsce 1920 i znowu 1927 i znowu próby teraz... Charakterystyczne, że zawsze inicjatorzy ugody zapominali o dziejach ugod poprzednich, o ićh jednostron- nem, zgóry zamierzonem, zrywaniu przez ukraińców. Ugody te musiały być przez ukraińców zrywane, bo nie tylko domagał się tego od nich stały protektor ich, Berlin, co wyraźnie stwierdzają przytoczone poprzednio dokumenty, ujawnione przez Krysiaka, ale i sama ideologja ruchu ukraińskiego nigdy i w żadnych warunkach nie da się pogodzić z polską racją stanu. Trwała ugoda z Polską — to przekreślenie ide- ologji ukraińskiej.
Cóż więc? Wojna? Na śmierć i życie?
Zanim zadamy sobie poważnie takie zapytanie odpowiedzmy na inne. Czy ideologja ruchu ukraiń-
skiego jest rzeczywistą wiarą tych miljonów ludności, które ma objąć—w myśl propagandy polityków ukraińskich — owa „Wielka Ukraina od Kaukazu do Lu- blina?“ Czy przedewszystkiem ta ludność przedstawia jednolity blok narodowy?
Okres lat 1918—1919 był dla ruchu ukraińskiego prawdziwym okresem próby. W warunkach wyjątkowo sprzyjających, przy rozbiciu Rosji i niemocy Polski Ukraina zdawała egzamin. Nie będę obciążał jej konta przegraną wojną z Polską, choć i to należałoby uczynić. Ale przyjrzyjmy się jej stosunkom wewnętrznym, od niej tylko zależnym. Czyż ten rozdział polityczny i wojskowy Ukrainy zachodniej i wschodniej nie mówi sam za siebie? Cały czas dw>a rządy ukraińskie, dwa dowództwa wojskowe, dwie administracje cywilne, a wreszcie ten absurd, że w Kamieńcu Podolskim oba rządy, oba dowództwa, obie administracje funkcjonują długi czas obok siebie i nietylko nie myślą się łączyć, ale następują sobie na pięty, zbroją się przeciw sobie i wkońcu jedne wojska łączą się z Polską przeciw bolszewikom, a drugie z bolszewikami przeciw Polsce. Egzamin wypadł dla idei Wielkiej Ukrainy wprost fatalnie, stwierdził w sposób niezbity sztuczność całej ideologji ukraińskiego obozu.
I cóż w tern dziwnego? Cóż bowiem łączy Ma- łorusów naddnieprzańskich z Rusinami wschodniej Małopolski? Rasa? Można mieć duże wątpliwości, czy Rusin z pod Charkowa i z pod Lwowa to ten sam typ rasowy. Historja? Aż do Dniepru władała kiedyś Polska, ale dalej były stepy, kozactwo i Tatarzy, a po-
tem Rosja. Nad Dnieprem ciążyło ongiś wiekowe jarzmo tatarskie, nad górnym Bugiem, Sanem, Dniestrem i Prutem—nigdy. Potem, gdy na zachodniem dorzeczu Dniepru stanęła Rosja, Galicja wschodnia pozostawała nadal pod wpływem cywilizacji europejskiej, gdyż przypadła Austrji. A może religja? Całą zachodnią część tych ziem zamieszkiwali unici. Unia z Rzymem od końca XVI w. związała tę ludność z cywilizacją Europy. Naddnieprze pozostało przy prawosławiu. Potem Rosja zniszczyła unię w swym zaborze, ale to dopiero w XIX w. i po części tylko powierzchownie. Tymczasem cała wschodnia Małopolska w zasadzie trwa nadal przy unji brzeskiej. Zaś unia do połowy XIX w.— to był alfabet łaciński i polski język równouprawniony z rusińskim i rzymsko-katoliccy księża, odprawiający w cerkwiach nabożeństwa, narówni z księżmi unickimi. A język? Język Rusinów we wschodniej Galicji aż do połowy XIX w., aż do planowej działalności świętojurców był nieporównanie bliższy językowi polskiemu, niż rosyjskiemu. I dziś jeszcze, po blisko stuletnich rugach polszczyzny, język ten mniej różni się od polskiego, niż bliski polszczyźnie język słowacki, a każdy Polak, gdyby nie cyrylica, mógłby bez znajomości rosyjskiego ze znaczną swobodą czytać ukraińskie dzienniki. A nawet struktura społeczna! Rusini ze wschodniej Małopolski wytworzyli już zastępy własnej inteligencji zawodowej i mieszczaństwa. Ukraina wschodnia — to społeczeństwo niemal czysto chłopskie,, które w latach 1918—1919 posiłkowało się inteligencją rosyjską, czy polską i nawet nie wytworzyło dotąd własnego drobnego mieszczaństwa.
Te wszystkie czynniki złożyły tię na to, że w okresie przełomowej próby nie mogło być mowy o jednolitości politycznej Ukrainy. Okazało się, że Wielka Ukraina jest fikcją, gdyż zaprzeczyło jej życie. Nawet najsilniejszy czynnik w ideologji ukraińsxiej, fundamentalne credo prof. Hruszewskiego, nienawiść do Polski nie zdołała Ukrainy zjednoczyć, czego dowodnym wyrazem stał się w r. 1919 układ polskiego wojskowego dowództwa z Petlurą!
Rozbrat między ukraińcami ze wschodniej Małopolski, a Petlurowcami trwa nadal i jest objawem na" turalnym. Małopolscy ukraińcy trwają przy dawnej doktrynie w całej rozciągłości. Zaprzeczyły jej fakty *— tern ci gorzej dla faktów! Ałe oni jedynie poza agitatorami bolszewickimi wzięli sobie monopol na lud ruski w granicach Rzeczypospolitej, bo Petlurowcy — to emigranci z Rosji. Tymczasem monopol ten nie jest wcale naturalny, a szczepienie sztucznej doktryny dziś jeszcze, po tylu latach swobodnego działania, natrafia wśród ludu na odpór. Ale zato monopol ten z uporem niezrozumiałym sankcjonuje od r. 1890 strona polska, naprzekór ostrzeżeniom i sprzeciwom ludzi, znających warunki i stosunki z codziennej obserwacji.
Polacy ze wschodniej Małopolski od lat są odsuwani od wytyczania polskiej polityki wobec Ukraińców, choć sztab ruchu ukraińskiego od lat kilkudziesięciu rezyduje właśnie we Lwowie. Pomawiano ich zawsze o szowinizm, zaściankowość, brak szerszego poglądu i robiono śmiało głupstwa we własnem imieniu, ale na ich rachunek. Do wojny o polityce pol-
skiej w tej dzielnicy decydował Kraków, a teraz Warszawa, czy nawet Polacy z Kijowa, Wilna i Mińska. Jaskrawo przemawia fakt, że Małopolska wschodnia,, choć przed wojną najbardziej w całej Polsce zasobna była w polskie siły urzędnicze, stojące na poziomie, w niepodległej Polsce otrzymuje wojewodów i inne kierownicze siły urzędnicze z pośród Polaków, pochodzących z ziem kresowych, pozostających przedtem pod władzą carską, albo też z b. Królestwa. W rezultacie oficjalną politykę polską wobec ukraińców brali na swe barki ludzie, nie znający terenu i stosunków, ani ideologji i metod ruchu ukraińskiego. Dopiero po dłuższym czasie przekonywali się, że zawodzą ich kolorowe szkiełka, które nałożyli przedtem na oczy, że to nie to, co sobie wyobrażali, ale szkody były już niepowetowane, a polski element miejscowy, otrzymujący stale votum nieufności od własnego narodu, rozkładał się, grzązł w pesymizmie i bierności. Bo jakże? Po obronie Lwowa, po dziewięciomiesięcznej wojnie ukraińskiej, w której skrwawiło się całe młode pokolenie — odebrano im głos! A tu trzeba patrzeć. Ugody, pacyfikacje i znowu ugody... Niezrozumiałe pląsy na linie nad przepaścią
Niewielu Polaków zna ruch ukraiński do gruntu, poznało jego ideologję i dzieje. Nie lubimy grzebać się w przeszłości, nastawieni na improwizowanie przyszłości, na efekty olimpijskich rekordów. Lubimy się uczyć, ale na własnej skórze. Apoteoza dyletantyzmu,
najbardziej szkodliwa w polityce, doczekała się na*
wet utrwalenia w znanem przysłowiu narodowem: mądry Polak po szkodzie.
Ideologja ukraińskiego ruchu w interpretacji Ukraińców wschodniomałopolskich—powtarzam — nie da się nigdy pogodzić z polską racją stanu. Cóż z tego, że Petlurowcy ukrainizm pojmują inaczej? Ci emigranci nie mają tutaj głosu, nie mają dziś ani jednej szansy, by głos ich wpłynął na stosunek spadkobierców prof. Hruszewskiego do Polski. Ci wierni sojusznicy Berlina są w tej sprawie jedynie miarodajni i dla szczerej ugody z Polską musieliby wyrzec się siebie.
Ideologja prof. Hruszewskiego, a najistotniejsze interesy Polski — to ogień i woda. Nie mówię tu nic nowego. Ta prosta prawda znana jest oddawna polskim działaczom z Małopolski wschodniej. I druga prawda: niema konieczności dziejowej, by ruch ukraiński uznawać za wyraz istotnych dążeń i potrzeb Rusinów, by nienawiść do Polski miała na zawsze pozostać istotną dźwignią ich działania. Dzisiejszy monopol ukraińców stworzyliśmy sami naszą samobójczą polityką od r. 1890.
O tern wszystkiem wschodniomałopolscy działacze wiedzieli już przed wojną. Na dowód przytoczę własne słowa, drukowane w r. 1911 w sprawozdaniu z działalności lwowskiej „Czytelni Akademickiej":
„My nie jesteśmy wrogami narodu ruskiego, co więcej, na podstawie tradycyj historycznych Rzeczypospolitej uważać chcemy naród ruski za naród bratni. I dlatego to z całym naciskiem stwierdzamy, że zarówno nasze uczucia i nasza idea polityczna, jak i też stan faktyczny, zabraniają nam uważać partję ukraińską za reprezentantkę ruskiego narodu. Reprezentantką narodu, z którym nas sprzęgły wspólne wiekowe tradycje, wspólna dola i niedola, z którym razem przelewaliśmy
krew na polach bitew, nie jest i być nie może partja, która za cel swój postawiła sobie wykopać przepaść między bratniemi ludami. Chwilowy szal nienawiści minie, a narodów, związanych wiekami wspólnego pożycia, nie potrafi rozerwać historyczna fikcja i nie licząca się z niczem, zbrodnicza agitacja*, (sprawozdanie „Czyt. Akad.* za rok 1910 str. 51).
Od chwili, gdy pisałem te słowa, przeszła burza wojny światowej i zawierucha wojny ukraińskiej, a Polska odzyskała niepodległość. Przebieg dziejów uwydatnił jeszcze wyraźniej rolę i wytyczne ruchu ukraińskiego. A polska polityka przez to ćwierćwiecze szła dalej zygzakiem, po linji łamanej. Czy twórcy tej linji zdołali coś lepszego wymyśleć, ponad tę prostą prawdę, głoszoną już wtedy?
Umyślnie zajmowałem uwagę czytelnika przez taki długi czas wywodami o charakterze historycznym. Bez znajomości historji równie błędnie rozstrzyga się problemy polityczne, jak bez znajomości dzisiejszej rzeczywistości. Dopiero oba te pierwiastki, zespolone ściśle, dają wnioskom politycznym realną podstawę. Wtedy dopiero, gdy zbuduje się budynek na rzetelnych fundamentach, wolno go pokropić święconą wodą intuicji.
Wszystkie przytoczone materjały historyczne i oparte na nich rozważania prowadzą nas do nieuchronnego wniosku: ludność Ukrainy naddnieprzańskiej i ludność ruska wschodniej Małopolski — to z dziejów, religji i cywilizacji coś istotnie odrębnego. W ostatnich kilkudziesięciu latach usiłowano te odrębne elementy spoić sztucznie. Zaczęła tę niewdzięczną pracę Austrja i Rosja, potem klecił tę jedność z pozorami powodzenia obóz ukraiński, któremu dodał ducha i życia świadomy swych celów wiew z Berlina. Lata 1918—1919 skompromitowały tę fikcję. Prze-
trwała ona jednak, jako pobożne pragnienie, przede- wszystkiem w Berlinie, wiążąc się z planami rozczłon- kowania Rosji i Polski, a następnie wśród polityków ukraińskich we Lwowie, dla których Kijów stał się odległą i otoczoną mgławicą ziemią obiecaną. Opary tych mglistych koncepcyj włóczą się także po głowach niektórych polityków polskich, a zwłaszcza tych, których uczucia ciągną bardziej do Dniepru, niż do Wisły. Wydaje im się, że Ukraina przy pomocy Niemiec i Polski stanie się tym taranem, który rozbije Rosję i tym pomostem, po którym Polska dojdzie nad Dniepr.
Tym marzycielom trzeba powiedzieć parę słów, opartych o podstawy tego wszystkiego, co napisałem dotąd. Wolno mi już w tern miejscu stwierdzić kilka prawd jasnych, których nie dostrzeże chyba ten tylko, kto naprawdę dojrzeć ich nie chce.
Ukraina naddnieprzańska — to problem, połączony tylko sztucznie z problemem wschodniej Małopolski. Między Ukrainą wschodnią, a ziemiami, obję- temi w latach 1918—1919 aspiracjami zdobywczemi zachodniej Ukrainy idzie wyraźna granica religijna, historyczna, gospodarcza, a nawet polityczna. O ile odrębność ludności małoruskiej wschodnich części dzisiejszych województw wołyńskiego i poleskiego w stosunku do ludności po stronie rosyjskiej łatwo można kwestjonować, to bezsporna jest ta odrębność ludności ruskiej Małopolski wschodniej w stosunku do ludności zza kordonu rosyjskiego, a także w stosunku, do ludności ruskiej naszego Wołynia i Polesia. Gra-
nice północne województw lwowskiego i tarnopolskiego są wyraźną lin ją demarkacyjną.
Kwestja ruska w Małopolsce wschodniej — to wyłącznie problem naszej polityki wewnętrznej, nie związany niczem z naszym stosunkiem do Rosji. Wszelkie próby łączenia go z zagadnieniami polityki zagranicznej — to budowanie na fikcjach.
Sprawa Ukrainy .naddnieprzańskiej — to przeciwnie znowu wyłącznie problem naszej polityki zagranicznej. Nasz stosunek do niego zależy od naszego ustosunkowania się do Niemiec i do Rosji. Nie tu miejsce na jego rozważanie. Dziś wystarczy stwierdzić, że od lat trzydziestu Niemcy żyją ideą marszu na Kijów i raz już próbowały zrealizować to pragnienie w r. 1918 traktatem brzeskim i jego granicami. Kto o tern nie pamięta — chowa głowę w piasek.
Zagadnienia naszego wschodniego Wołynia i Polesia — to ze względu na pokrewieństwo tej ludności z ludnością ruską za kordonem problem, który nazwałbym mieszanym: po części problem naszej polityki wewnętrznej, już choćby z uwagi na granice polityczne, po części problem polityki zagranicznej, polityki w stosunku do Rosji.
Z powyższego wynika, że na gruncie słuszności i w wyraźnym interesie polskim winna być utrzymana ścisła granica administracyjna i gospodarcza między województwem wołyńskiem, a lwowskiem i tarnopol- skiem. Musi to znaleźć swój wyraz w naszej polityce wewnętrznej, w szczególności zaś w niedopuszczeniu agitacji i penetracji gospodarczej „ukraińców” lwow-
skich na tereny Wołynia i Polesia. W otwarciu Wołynia i Polesia dla tych wpływów leży kardynalny błąd oficjalnej polityki polskiej z ostatnich lat kilkunastu. Eksperymenty, które ze względu na politykę zagraniczną możnaby w pewnych warunkach tolerować i rozumieć na wschodzie województwa wołyńskiego, na terenie Małopolski wschodniej stają się czemś gorszem od zbrodni, bo głupstwem.
Czego należy się domagać od polityki polskiej na tych terytorjach, na których bez zastrzeżeń i bez liczenia się z widokami w polityce zagranicznej trzeba stosować środki, mające stworzyć i umocnić wewnętrzną spoistość Polski?
Powiedzmy sobie na zasadzie doświadczeń własnych i cudzych: mechaniczne wynaradawianie odrębnej etnicznie, religijnie i językowo ludności, polszczenie par force — to metoda wstrętna i w naszem ręku napewno nieskuteczna. Brzydzimy się taką robotą i nie umiemy jej robić. Nie wychowano nas w Berlinie.
Atoli w stosunku do ludu ruskiego mamy atuty innej natury. Kilkowiekowe wspólne życie w jednem państwie, tradycje, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyrastał powszechny typ „gente Ruthenus, natione Polonus”. Zbliżenie ludu ruskiego do życia, wierzeń i ideałów narodu polskiego znaleźć może dziś jeszcze oparcie w instynktach, wyrosłych z dziejowych tradycyj, na przekór fałszom historycznym prof. Hruszewskiego. Aby jednak zmieść z drogi przeszkody, nagromadzone przez tyloletnią swobodną działalność Ukraińców lwowskich, trzeba świadomej polityki.
m
Duchowego i cywilizacyjnego zbliżenia ruskiej ludności do Polski nie osiągniemy nigdy, jeżeli polskiemu żywiołowi na tych ziemiach nie damy takiej siły i postawy, by imponował swą wartością cywilizacyjną i gospodarczą. Stosunek procentowy polskiej ludności do ruskiej na tych obszarach musi ulec korzystnej zmianie, co da się uskutecznić bez krzywdzenia Rusinów przez parcelację polskiej większej własności ziemskiej z reguły między Polaków z zachodu. W tych warunkach parcelacja polskiej ziemi między Rusinów, dyktowana względami, związanemi z polityką zagraniczną, jest znowu jednem głupstwem więcej, opartem o doktrynerstwo i ignorancję.
Żywiołem polskim na tych ziemiach musi się cała Polska zaopiekować gospodarczo i kulturalnie. Najłatwiej jej to przyjdzie, gdy Polska reprezentować będzie w Europie samodzielną i silną, promieniującą na zewnątrz pozycją ideową. Ograniczanie, czy zurzędniczenie inicjatywy społecznej w zakresie opieki nad polską ludnością na wschodzie jest błędem nie do darowania. Czy to nie skandal, że ludność ruska w Małopolsce wschodniej dzięki ukraińskim kooperatywom zdołała się wyrwać z sieci żydowskich i zbliża się do dobrobytu, gdy polska tkwi w szponach lichwiarzy i oszukańczych kupców i stanowi odstraszający przykład nędzy? Czy w tych warunkach można marzyć o przewadze kulturalnej ludności polskiej nad ruską? Czy nędzarz może asymilować kulturalnie?
W stosunku do ludności ruskiej trzeba również prowadzić konsekwentną politykę, mającą na celu jej
125
zbliżenie do narodu polskiego. Przedewszystkiem należy uniemożliwić systematyczne kopanie przepaści między ludnością polską i ruską, planowe niecenie nienawiści, zohydzanie państwa i narodu polskiego, zorganizowaną akcję irredentystyczną. Politycy ukraińscy we Lwowie muszą zrozumieć i odczuć, że dla spadkobierców ideologji prof. Hruszewskiego i przymierza z berlińskim Ostmarkenverein’em w Polsce niema miejsca. To samo dotyczy agitacji, usiłującej ludność ruską związać z Moskwą, obojętne czy czerwoną, czy białą.
Natomiast musi się w Polsce wytworzyć nastrój* pozwalający tym Rusinom, którzy będą się uważać za bliskich narodowi polskiemu i zechcą wspólnie z nami dźwigać obowiązki współgospodarzy w naszem państwie, na dobre samopoczucie. Dla takich musi Polska naprawdę stać otworem. Stan rzeczy, w którym tacy się pojawią licznie, nie może jednak być tworzony sztucznie. Mechaniczne klecenie polonofil- skich partyj ruskich, złożonych z ludzi, pozyskanych w sposób niewybredny — to budowanie na bagnie, to przygarnianie karjerowiczów i ludzi bez charakteru, budzących równe obrzydzenie wśród Polaków i wśród Rusinów. Praca nad zbliżeniem ludności ruskiej — to rzecz żmudna i nie mogąca dać błyskotliwych efektów.
Autonomia gospodarcza ludności ruskiej, budowana tak skutecznie przez małopolskich Ukraińców ma na celu jej odgrodzenie od ludności polskiej i od państwa polskiego. Nie trzeba chyba stwierdzać, że polska racja stanu dyktuje coś przeciwnego: właśnie ścisłe zespolenie gospodarcze tej ludności z państwem polskiem. I tutaj znowu pospolity błąd, przed którym przestrzec muszę; popieranie separatyzmu gospodarczego ruskiego jest równie błędne, jak gospodarcze
zaniedbywanie ludonści ruskiej. I jedno bowiem i drugie oddala ją od państwa polskiego. Tylko szczere i istotne zaopiekowanie się potrzebami gospodarczemi tej ludności przez czynniki polskie ponad głowami separatystów może dać rezultat pomyślny.
Gdy mówimy o zbliżaniu Rusinów do Polski, to musimy zwrócić uwagę na Kościół unicki i szkołę. Niepodobna patrzeć spokojnie, jak polityczne dzieło świętojurowców, polegające na upodobnieniu Kościoła unickiego do cerkwi prawosławnej, trwa dalej w państwie polskiem przy zupełnej obojętności czynników polskich. Istotą cerkwi unickiej nigdy nie była rosyj- skość obrzędów, wyłączanie alfabetu łacińskiego i za mykanie dostępu rzymsko-katolickim duchownym i językowi polskiemu. Ta eksterminacja — to poparte przez Austrję i Rosję dzieło XIX wieku. Jeżeli zaś czynniki watykańskie kiedyś uważały cerkiew unicką za bramę wypadową ku prawosławiu, to mogły się przekonać w latach 1914—1915, że w tej roli zawiodła ona gruntownie.
Szkoła ruska została oddana przez państwo polskie w pacht partjom ukraińskim. Pod okiem polskich władz sączy ona planowo nienawiść do Polski i szczepi fikcje ukraińskie. Przygotowuje irredentę i spośród jej uczniów pod wpływem nauczycieli wychodzą szeregi adeptów ukraińskich organizacyj rewolucyjnych i bojowych. Szkoła ruska w Polsce nie może być gniazdem separatyzmu tak samo, jak środkiem do wynaradawiania. Musi stać się narzędziem zbliżenia.
Na zakończenie jeszcze jedno. Dopuściliśmy do tego absurdu, że Polak, działający na terenach zamieszkałych przez ludność ruską, jest ściśle od niej odseparowany wskutek nieznajomości jej języka. Polacy, wychowani na tych ziemiach, jeszcze od biedy mogą sobie poradzić) choć często żywią dla tego ję-
II
9
zyka szkodliwe lekceważenie, które daje się wyczuć i odstręcza. Natomiast Polacy z innych ziem, zjawiający się tam, jako urzędnicy, czy działacze gospodarczy, mówią z tą ludnością po polsku i wskutek tego nie umieją jej zrozumieć, ani wyczuć jej prawdziwych potrzeb i dążeń. Ruski chłop, gdy mówi obcym językiem polskim, albo z kimś, mówiącym po polsku, nie jest nigdy szczery i ufny.
W ten sposób zostawiamy czynnikiom separatystycznym i wywrotowym monopol na obcowanie z ludnością ruską i dziwimy się potem przepaści, jaka wyrasta. Polakom wszędzie, na wszystkich ziemiach państwa należy umożliwić przyswojenie sobie
języka ruskiego, a poniekąd nawet zmusić ich do tego ustrojem planów szkolnych i wymaganiami przy egzaminach zawodowych, zwłaszcza urzędniczych, nauczycielskich i sędziowskich. O realizację tego postulatu walczyli już w XIX wieku mądrzy Polacy w Galicji, ze wspomnę tylko Wojciecha Dzieduszyc- kiego, ale natrafili na zdecydowany sprzeciw Austrji, która pragnęła utrzymać rozdział między Polakami, a Rusinami. Ten przedział nie ma nic wspólnego z polską racją stanu.
Dzięki wpływom ideowym bolszewizmu problem Ukrainy naddnieprzańskiej coraz wyraźniej staje się dzisiaj problemem eurazjatyckim, pozaeuropejskim. Ta okoliczność ułatwia nam niezmiernie postępowanie na ziemiach o ludności polsko-ruskiej, które nasza cywilizacja i nasze państwo spaja z Europą. To sprawia, że łatwiej dzisiaj przekreślić kilkudziesięcioletnią agitację ukraińską, wiążącą Lwów, Stanisławów i Tarnopol z Kijowem, o wiele łatwiej, niż wydaje się tym, których myśl dotąd błądzi po szlakach przedwojennych.
Biblioteka Narodowa
Warszawa
30001021714229
|
|






