TADEUSZ GLUZIŃSKI. SPRAWA UKRAIŃSKA

Article Index

 

 

 

BIBLIOTEKA „NOWEGO ŁADU

TADEUSZ GLUZIŃSKI

SPRAWA UKRAIŃSKA

Bratu mojemu

ś. p. podp. Lechowi Oluzimhemu

poległemu pod Lwowem w dniu 29 grudnia 1918 roku poświęcam.

WARSZAWA - 1936


 

 

 

 

 

Jednem z zagadnień, w którem brak znajomo­ści historii, choćby niedawnej, najfatalniejsze daje wyniki, to t. zw. kwestia ukraińska. Ocenianie isto­ty ruchu ukraińskiego z perspektywy przedwojen­nego Kijowa — to absurd zupełny, a jakże rozpo­wszechniony! Liczenie na możność przeciwstawienia ukraińców Rosji — jakże zawodne dla kogokolwiek, a tem bardziej dla nas! ..Sprowadzanie „kwestii ukra­ińskiej “ do źródeł wyłącznie gospodarczo-społecznych — jakże fałszywe! A wskutek tych mylnych poglądów każdy krok—jakże błędny i szkodliwy! Toteż, biorąc się do rozważań nad kwestią ukraińską w Polsce, trze­ba zacząć od pobieżnego choćby rysu historycznego.

W okresie rozbiorów Polski i potem jeszcze, podczas kongresu wiedeńskiego, o Rusinach głucho. Przecież przed i po r. 1831 duchowieństwo unickie pisze i mówi po polsku, a klerycy w grecko-katolickiem seminarium duchownem we Lwowie spiskują wraz z Polakami na rzecz sprawy polskiej. Pocho­dzenie rusińskie powszechnie oznacza się znanem powiedzeniem: gente Ruthenus, natione Polonus.

Ruch ruski począł na terenie wschodniej Galicji tworzyć rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wiedeńskim, a więc wówczas, gdy za kordonem ro­syjskim nikomu się o ruchu małoruskim nie śniło. Czytamy w konserwatywnym „Przeglądzie Polskim^ z r. 1857 t. 1 str. 502 w studjum B. Kalickiego:

.Już około r. 1820 rozpoczęły figury rządowe agitację w sprawie ruskiej... Niemcy urzędnicy... urządzali w domach swoich pierwsze wieczorki rusko-literackie, spraszali na nie młodzież ruską, która dopiero za popędem i w domu Niemców iprzypominała sobie o istnieniu ruskiej literatury i ruskiego języka. Uczestnikami takich muzykalno-deklamacyjnych wieczorków, odbywanych w ścisłej tajemnicy, byli po największej części ludzie, którzy po r. 1848 wypłynęli na ruską widownię polityczną”.

Pamiętajmy, że jest to okres Świętego Przymie­rza, a więc pełnego zbliżenia austro-rosyjskiego, które w r. 1849 znalazło swój wyraz w przemarszu wojsk rosyjskich przez Galicję na Węgry, celem stłumienia powstania przeciw Austrii. Toteż tworzony przez Austrię, a przeciw Polakom zwrócony, ruch ruski ma zabarwienie filorosyjskie. Ruch ten krystalizuje się pod opieką namiestnika cesarskiego hr. Stadiona. Rząd austriacki, sparaliżowawszy knowania emigracji polskiej przez wywołanie rzezi szlachty w zachodnie} Galicji, rozdmuchał równocześnie zawiść społeczną we wschodniej Galicji. Uwłaszczenie włościan, za które indemnizacją obciążył cały kraj, przedstawił jako akt łaski cesarskiej, tak samo, jak później ta uczynił rząd rosyjski w Królestwie, zaś między chło­pów ruskich rzucił hasło, że tylko polska szlachta stoi na przeszkodzie, a nastąpiłby podział lasów i ob­szarów dworskich między nich.

Agitacji społecznej towarzyszyło popieranie ru­chu filorosyjskiego. Toteż nowopowstały ruch, umo­cniony przyjaźnią austro-rosyjską i neutralnością Austrii w wojnie krymskiej 1855 r. skłania swe sympatie wyraźnie w stronę Rosji. W okresie walk konstytu­cyjnych w Austrii wyłania się zeń stronnictwo świętojurców, tak nazwane od katedry świętego Jura we Lwowie.

Stronnictwo świętojurców przy pomocy rządu austriackiego oparło swe wpływy w kraju na potężnej organizacji Kościoła unickiego. Rozpoczęło się na wielką skalę odpolonizowanie cerkwi unickiej. Usuwa­no obrzędy i obyczaje, przejęte z biegiem stuleci od Kościoła łacińskiego i zastępowano je przejętymi z cerkwi prawosławnej. Zarazem zakazywano parafianom uczęszczać do kościołów rzymsko-katolickich, brać udział w rzymsko-katolickich odpustach i prze­stano dopuszczać księży łacińskich do odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich. Tak stopniowo ruch świętojurski zbliżał cerkiew unicką do prawo­sławia. Równocześnie przez wpływ na szkoły propagowało duchowieństwo unickie moskwiczenie języka ruskiego, usuwając zeń wyrazy polskiego pochodzenia i zastępując je słowami pochodzenia rosyjskiego. Ten wrogi wobec polskości stosunek wyraził się także w gwałtownym ruszczeniu Polaków grecko-katolickie- go obrządku.

„We Lwowie i Brodach dyaki staczają utarczki z tymi, którzy po polsku i z polskiej modlą się książki, w Bełzie chłopi wychodzą z kościoła, gdy pop po rusku mówić zacznie" (patrz lwowska „Gazeta Narodowa" z r, 1865 Na 227).

O sztuczności ówczesnego ruchu ruskiego, o presji, przy pomocy której go szczepiono, świadczy zdu­mienie współczesnych temu Polaków. Wybitny polityk i sławny historyk, Józef Szujski, tak pisze w r. 1866 w swoich „Listach ze Lwowa":

„Faktem jest, że od roku 1773 do 1848 mało słyszana o Rusinach, a wcale nic o ruskiem stronnictwie".

A Florian Ziemiałkowski, ugodowy wobec Wied­nia, późniejszy pierwszy minister dla Galicji, tak wy­raża swe zdumienie:

„Wiedzieliśmy o tem wszyscy, że za czasów Polski część dzisiejsze] Galicji nazywała się Rusią i że wschodnią część Galicji zamieszkują Rusini; lecz o tem wiedzieliśmy, że Rusini są „nątione Poloni", bo jako ród nie stanowi jeszcze narodu, tak odrębna rodowość nie stanowi jeszcze odrębnej narodowości. W Rzeczypospolitej polskiej, z różnych szczepów złożonej, wyrobił się pod wpływem wspólnego łącznika państwowego jeden naród polski, jako wyraz kilkowiekowej spój­ności dziejowej,

W roku 1848 raptem pojawiła się w Galicji tak zwana kwestia ruska, która, wywołana przez niemiecką biurokrację służąc tejże, nawzajem przez nią wspierana, stała się zmorą kraju. Powiedziałem tak zwana kwestia ruska, była ona bowiem raz centralistyczną, drugi raz schizmatycką, potem stała się moskiewską u góry, a u dołu socjalną — byłą wszystkiem, ale nie kwestją ruską" (patrz „Przegląd Polski" z r, 856 str, 16).

A oto ustęp z przemówienia posła sejmowego, unity Mikołaja Zyblikiewicza, późniejszego marszałka, sejmu galicyjskiego, które zostało wygłoszone podczas pamiętnej dyskusji nad adresem do Franciszka Józefa w roku 1866, gdy to świętojurcy przedstawili własny projekt adresu:

„I ja jestem Rusinem i jestem pewny, że może więcej Rusinów stoi za mną, niż za autorami tego adresu, a jako Ru­sin własnym i współwyznawców moich imieniem wypieram się tego adresu*.

Świętojurcy, idąc ręka w rękę z Austrją, zwal­czającą polskie dążenia do autonomii, tak istotne w okresie bezpośrednio po upadku powstania z roku 1863, odnosili się wręcz wrogo do polskich dążeń.

„Nie wiem" — mówił w sejmie 1865 roku o odbudowa­niu państwa polskiego świętojurzec ks. Łoziński — „czyto zgo­dziłoby się z nadziejami naszego narodu i z jego stanowiskiem i nie wiem, czyżby to nie było nieszczęściem dla nas".

W Wiedniu posłowie świętojurscy do parlamentu w r. 1861 przystąpili do klubu unionistów, utworzo­nego przez najzawziętszych centralistów niemieckich, nieprzejednanych wrogów autonomji Galicji i Czech.

Polacy szukali pojednania i ugody z ruchem ruskim, ale oczywiście po roku 1865 nie chcieli ugo­dy z ruchem moskalofilskim. Stanisław Tarnowski, późniejszy wódz konserwatystów krakowskich, tak pisał:

„Gdyby ta sprawa ruska była sprawą narodowości, gdy­by raz dowiodła, że jest ruską, a nie rosyjską, wtedy wiedzie­libyśmy, co robić: otworzyć jej ramiona i serce i dać jej wszystko, co sami mamy, lub kiedykolwiek mieć możemy. Ta­ka Ruś byłaby kotwicą i tarczą wiary, cywilizacji i narodo­wości przeciw Rosji, ale dziś nią nie jest" (patrz „Przegląd Polski" z r. 1866 I str, 146).

 

Austria umiała cenić swych sojuszników w walce z odśrodkowymi dążeniami Polaków i starała się im pomagać wszędzie i zawsze. W r. 1861 rząd Schmerlinga zniósł rozporządzenie o stosowaniu alfabetu ła­cińskiego w piśmie ruskiem, a wprowadził cyrylicę. Najcharakterystyczniejsze zaś w owej epoce, gdy to we Lwowie istniał uniwersytet czysto niemiecki, zaś Polacy nie mieli we Lwowie ani trochę językowych praw w szkolnictwie średniem i wyższem, to to gwał­towne narzucanie Rusinom szkolnictwa wyższego. Oto w r. 1843 reskrypt ministerialny z d. 4 grudnia znosi katedry języka polskiego na uniwersytecie lwowskim (inne katedry były niemieckie) i zapowiada stopniowe wprowadzenie języka ruskiego do wykładów. Patent cesarski z dn. 21 października 1862 r. tworzy na uni­wersytecie dwie ruskie katedry prawa, gdy nie było polskich, poczem następuje na te katedry telegra­ficzna nominacja dwóch ruskich zastępców profeso­rów, skoro kandydatów, ukwalifikowanych na profe­sorów, brakło. W końcu reskrypt ministerstwa stanu z d. 31 marca 1865 r. zezwala na zdawanie egzaminu sądowego w języku ruskim!

Toteż w uznaniu tych dobrodziejstw przedsta­wiciel świętojurców, ks. Naumowicz, tak zadrwił sobie z Polaków na sejmie 1866 r. podczas dyskusji nad adresem do cesarza, żartując z wiernopoddańczej dyplomacji projektowanego adresu:

„Czytając projekt Waszego adresu jedno tylko nas ucie­szyło, a mianowicie to, że i wy, panowie, zrozumieliście, że dobro nas wszystkich jest silnie związane z dobrem Austrji. Takie prze-

 

świadczenie ma u nas każdy wykształcony i niewykształcony Ru­sin od czasu rewindykacji Galicji (t. j. rozbioru Polski—przyp. autora), aż po dzień dzisiejszy. Imię wielkiego reformatora, Jó­zefa II, który dał naszemu narodowi, jak i innym narodom austrjackiej monarchji ludzkie i obywatelskie prawa, wspomina się jeszcze dziś w naszych wiejskich chatach z głęboką czcią, a pamięć dobrodziejstw światłej dynastii Habsburgów i rządu austriackiego wymogła na przeciąg prawie stu lat to bezgra­niczne zaparcie się, wierność i miłość, dla której żadna ofiara mienia i krwi w obronie ojczyzny austriackiej nie była wiel­ka. Świadkiem tego jest historia wszystkich wojen i rewolucyj, w których w pierwszym rzędzie stali synowie wschodu, naszej Rusi, twardym murem; i były czasy, gdy różne narody Austrii stawały w szeregu różnych wrogów, monarcha dopiero wów­czas spokojnie zasnął, gdy dowiedział się. że go strzegą rus­kie pułki-.

Nic dziwnego, że świętojurców w Wiedniu za wierność wobec Habsburgów długo nazywano Tyrol­czykami wschodu.

Pierwsze przejawy odrębności małoruskiej w sto­sunku do Rosji budzą się na Kijowszczyźnie po z górą stuletniem uśpieniu pod wpływem polskiej literatury romantycznej. Ruch to słaby, odznaczający się nawet raczej pewnemi sympatiami dla Polski i Polaków, niż dla Rosji; wyrazem jego literackim staje się twórczość Szewczenki. Dopiero jednak równolegle z ruchem świętojurców w Galicji, jako jego echo wtórne po­niekąd zaczął się w Kijowie pewien żywszy ruch inte­lektualny, kultywujący odrębności językowe i oby­czajowe tamtejszego ludu. Przodował temu ruchowi Włodzimierz Antonowicz, z pochodzenia Polak; od r. 1862, jako dwudziestokilkuletni młodzieniec, nauczy-

ciel w kijowskim korpusie kadetów, począł pisać o stosunkach między szlachtą polską a ludem małoruskim na Ukrainie. Zostawszy w r. 1870 docentem, a w r. 1878 profesorem historii ruskiej na uniwersy­tecie, wytworzył koło uczniów, którym głosił apoteozę buntu Chmielnickiego i gloryfikował jego poddanie się Rosji. Dzięki niemu powstał ruch umysłowy, zdecy­dowanie filorosyjski, a wręcz wrogi w stosunku do Polski i oparty na antagonizmie społecznym między chłopem małoruskim, a polską szlachtą. Ruch ten — tak podobny do ruchu świętojurowców i od ich po­wstania późniejszy — niósł przed sobą sławne zawo­łanie swego wodza, stawiające Polakom alternatywę: „roztopić się w ukraińskim narodzie, albo uciekać do Warszawy!“

Ruch kijowski zaważyć miał w przyszłości na sto­sunkach polsko-ruskich w Galicji, gdyż uczniem An­tonowicza był Michał Hruszewski, późniejszy ducho­wy przywódca ruchu ukraińskiego.

 

Pewne naprężenie w stosunkach austro - rosyj­skich zaczyna się już od wojny krymskiej. Zajęte przez Austrię stanowisko zbrojnej neutralności, jej na­cisk na Rosję, zmuszający ją do przyjęcia warunków Anglji i Francji, rozgoryczyły rząd rosyjski i rosyjską opinię narodową. Polityka austriacka ułatwiła zbliże­nie między rządami Aleksandra II i Napoleona III.

W okresie wojny francusko-austriackiej, wskutek której Austria utraciła Lombardję, Rosja sympatyzuje z Francją. Później jednak wypadki, rozgrywające się w Polsce, rozruchy w Warszawie i wybuch powstania doprowadzają do zupełnego zbliżenia, a potem do konwencji wojskowej rosyjsko-pruskiej z dn. 8 lutego 1863 r. Austria po cichu popiera powstanie, bierze udział w inicjowanych przez Napoleona III interwen­cjach dyplomatycznych wraz z Francją i Anglią; wy­cofanie się Austria z popierania powstania nie usuwa już osadu gwałtownej niechęci w Petersburgu, a po­rozumienie Bismarcka z ks. Gorczakowem trwa nie- zamącone niczem aż do wojny niemiecko-francuskiej 1870 r. Przy życzliwej neutralności Rosji napadają

 

Prusy na Austrję, a katastrofa pod Koeniggraetzem w 1866 roku wyrzuca Austrję ze związku państw nie­mieckich. Przez cały ten czas rząd wiedeński podej­rzewa Rosję o zamiary zaborcze w stosunku do Ga­licji. Po pokoju praskim 1866 roku, po klęsce Austrji w wojnie z Prusami pisał Kajetan Koźmian:

„Istniała między Prusami i Rosją umowa o odstąpienie temu ostatniemu mocarstwu Galicji, co w dzisiejszem położe­niu rzeczy byłoby niezawodnie największą dla sprawy intere­sów polskich klęską".

Od r. 1866 naprężenie stosunków austro-rosyj- skich trwa już bez przerwy i znajduje swój wyraz podczas wojny rosyjsko-tureckiej 1878 r., gdzie wojna austro-rosyjska przez kilka lat wisi na włosku. I póź­niej jeszcze trwa wzajemna nieufność i doprowadza do częściowych mobilizacyj w latach 1908 i 1912 i wreszcie do wybuchu 1914 r.

Zmiana stosunku Austrji do Rosji musiała przy­nieść ze sobą i zmianę postawy Austrji wobec ruchu filorosyjskiego wśród Rusinów galicyjskich. Zwrot nie dokonał się jednak odrazu, bo zbyt silnie zakorzeniło się w Wiedniu przekonanie o wierności świętojurców, tych „Tyrolczyków Wschodu”. Na otrzeźwienie wpły­nęły w pewnym stopniu głosy prasy rosyjskiej w 1866 roku, wyrażające przeświadczenie, że świętojurcy po­prą najście wojsk rosyjskich na Galicję. Ale i wierno- poddańcze oświadczenia przywódców ruskich na sej­mie galicyjskim 1866 r. i ich taktyka w parlamencie wiedeńskim, zwrócona przeciw dążeniom autonomicz­nym Polaków i Czechów zdołały rządowi wiedeńskie-

mu zaciemnić rzeczywistość. Niemniej przeto rząd Franciszka Józefa próbuje się asekurować w stosunku do świętojurców przez popieranie narodzin ruchu młodoruskiego, mówiącego o odrębności Rusinów wo­bec Rosji. W dążeniach tych sekundują mu Polacy, jednolicie zajmujący po wypadkach 1863 r. stanowis- ko antyrosyjskie. Mimo tej wspólnej linji rząd austr- jacki dbał jednak usilnie, by nie dopuścić Polaków do zbliżenia z Rusinami.

Około r. 1861 ogarnia ruską młodzież akademic­ką na lwowskim uniwersytecie ruch t. zw. „Młodej Rusi”, przeniesiony z poza kordonu rosyjskiego. Głosi on hasła odrębności ludu rusińskiego w stosunku do Rosji i szerzy kult ukraińskiego poety, Szewczenki i ruskiej pieśni ludowej. Biurokracja austrjacka wita ten prąd radośnie. Jeden z wyższych urzędników au- strjackich, Niemiec oczywiście, staje się w r. 1862 głównym założycielem pisma młodoruskiego „Weczor- nycia", a potem w r. 1864 otrzymuje koncesję na założenie teatru ruskiego we Lwowie, przyczem do komitetu teatralnego powołuje samych adeptów „Mło- dej Rusi”.

Atoli sztucznie szczepiony ruch nie zdobywa sobie gruntu i nie umie sobie poradzić z atakami świętojurców, tern bardziej, że i rząd wiedeński nie chce się jeszcze angażować w walce przeciw do­tychczasowym „Tyrolczykom Wschodu** i woli grać na cztery ręce, wywierając równocześnie swój wpływ na oba ugrupowania ruskie. I tak ruch młodoruski w cią­gu kilku lat zamiera niemal zupełnie. Około r. 1865

 

już niemal o nim nie słychać. Bojkot, stosowany wobec niego przez cerkiew unicką i przez stronnictwo świętojurskie doprowadza do upadku wszystkie wy­dawnictwa „Młodej Rusi". Kończą swój żywot „We- czornycia”, „Meta”, „Czytelnia" i „Niwy". Teatr rus­ki przechodzi w ręce świętojurców. W rezultacie na placu zostają tylko „Tyrolczycy Wschodu".

Mimo naprężenia stosunków austro-rosyjskich i wrogiego usposobienia Polaków wobec Rosji rząd wiedeński z większą nieufnością odnosi się do Pola­ków, walczących o autonomję Galicji, niż do filoro- syjskich, lecz centralistycznie nastrojonych przedsta­wicieli ruskich. W myśl starej austrjackiej zasady „divide et impera" stara się podtrzymać waśń polsko- ruską i za żadną cenę nie chce dopuścić do jakiegoś istotnego zbliżenia między Polakami a ludem ruskim; w tej tendencji znajduje pełne poparęie u święto­jurców.

Polacy, hołdujący idei Jagiellońskiej zlania w jed­no wszystkich ludów Rzeczypospolitej, pragnęli usu­nąć tę zawadę, jaką stanowić musiało nierozumienie języka ruskiego przez Polaków i naodwrót. Ustawa sejmowa galicyjska z 1867 r. wprowadzała do szkół ludowych przymus uczenia się obu języków. Tymcza­sem konstytucja austrjacka z dn. 21 grudnia 1867 r. zakazała umyślnie stosowania takiego przymusu i pod presją rządu sejm galicyjski musiał przyjąć w r. 1869 odpowiednią zmianę swej ustawy. Gdy później w r. 1871 Józef Szujski i Krzeczunowicz próbowali wpro­wadzić obowiązkową naukę języka ruskiego do

szkół średnich w całej Galicji, sprzeciwił się temu rząd i świętojurcy. Ich przedstawiciel, Szaszkiewicz, oświadczył w sejmie, że jest przeciwny takiemu wnio­skowi, bo — jako zwolennik wolności — nie może znieść przymusu. I znowu w r. 1884 Wojciech Dzie- duszycki postawił wniosek, żądający przymusowego nauczania w szkole średniej w całej Galicji języka ruskiego i tak go motywował:

„Jeśli się będziemy dalej w ten sposób godzić, jak się dotąd godzimy, doprowadzimy do tego, że się ze wszystkiem rozpadniemy, że Małopolska stanie się całkiem obcą dla Rusi Czerwonej, że szlachta na Rusi nie będzie rozumiała umysło­wego ruchu ludu, co się dokołą niej budzi, że młodzieniec wyszły z ludu nie pojmie dziejów własnego kraju i będzie pa­trzał na historyczne stany swego narodu, jak na obcych, że Małopolanin nie będzie sobie mógł radzić, jak do Przemyśla przyjedzie, że prądy socjalistyczne, destrukcyjne, wrogie cywi­lizacji i obałamucające lud, będą mogły rozpościerać swą propagandę jak najbezpieczniej zapomocą książek drukowa­nych abecadłem, niedostępnem dla klas zamożnych; że wielu z nas nie będzie zgoła nic wiedziało o najważniejszych ru­chach umysłowych, odbywających się w kraju naszym zapo­mocą niedostępnej pisowni, dla śmiesznej nieznajomości naj­ściślej spokrewnionej mowy”.

  • ten rozumny wniosek został utrącony wskutek sta­nowiska rządu i Rusinów. Przepaść rosła nieprzebyta. Ale rząd austrjacki miał już wtedy znaczne perspek­tywy na wytworzenie wśród Rusinów filoaustrjackiego prądu o silnem nastawieniu antypolskiem.

Ruch młodoruski ożywa bowiem po r. 1870, aczkolwiek na razie nie zrywa jeszcze ze stronnictwem świętojurskiem. Na terenie akademickim następuje

 

w latach 1874 — 1876 rozłam w towarzystwie „Akade- miczeskij Krużok" i pod wodzą radykałów Franki i Pawlika część studentów ruskich usuwa się od współpracy z świętojurcami. Wcześniej jeszcze, bo w r. 1868 powstaje ruskie towarzystwo oświatowe „Proświta". W r. 1881 nauczyciele ruscy występują z Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego i powołują do życia własne Towarzystwo Pedagogiczne.

A tymczasem ruch świętojurski kompromituje się w oczach Austrji ostatecznie. Jak już wspomnia­łem, w r. 1878, w czasie wojny rosyjsko-tureckiej za­ostrzenie stosunków austrjacko-rosyjskich grozi lada chwila wybuchem wojny. Ta groźba wisi odtąd przez parę lat następnych. W tym właśnie czasie święto- jurcy rozwijają wśród ludu żarliwą agitację na rzecz Rosji. Około r. 1880 oddziela się od święto- jurców grupa młodych „Wielkorusów”, zwolenników pełnej jedności rosyjskiej i tworzy nowe ugrupowanie. Ruch ten zakończył się w r. 1882 wielkim procesem politycznym Olgi Hrabar, Dobrjańskiego, Markowa i tow. o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosji. Proces ten stał się końcem tego radykalnego ruchu i definitywnie pogrzebał w opinji wiedeńskich sfer rządzących „Tyrolczyków Wschodu**, w których śro­dowiskach lęgło się szpiegostwo i zdrada.

Secesja radykalnych, która dokonała się na te­renie akademickim w latach 1874—1876, rozwinęła się wkrótce w osobne ugrupowanie społeczno-rady- kalne i antykościelne. Duchowym wodzem tego odła­mu był niejaki Dragomanów, zaś jego pomocnikami

 

 

 

Franko, Pawlik, Budzynowski iTrylowski. Działali głów­nie na Pokuciu, czyli na terenie Huculszczyzny, głosząc walkę z panami i klerem i obiecując chłopom rozdział la­sów rządowych i pastwisk, oraz ziemi ornej, należącej do polskiej szlachty. Część tego ugrupowania miała się w niedalekiej przyszłości stać ośrodkiem krystaliza- cyjnym ruchu „ukraińskiego", choć na razie, aż do śmierci Dragomanowa w r. 1895, nie aKcentowała wcale w swej działalności pierwiastków nacjonalis­tycznych. Brak poczucia narodowego wśród tego od­łamu szedł tak daleko, że jeszcze w r. 1903 jeden z jego głównych działaczy, Trylowski — gdy we wsi Załucze w powiecie śniatyńskim zmarł proboszcz unicki i powstał zatarg między ludnością, a biskupem grecko-katolickim w Stanisławowie o osobę nowego proboszcza — zorganizował przejście 400 mieszkań­ców tej wsi na prawosławie.

Bezpośrednio przed r. 1890 wyłączność stron­nictwa świętojurskiego miała się już ku końcowi. Wyodrębniona w latach 1874—1876 radykalna grupa Dragomanowa poszła własną drogą. Secesja „wielko- rusów*' zakończyła swój żywot procesem Olgi Hrabar i rzuciła taki cień na resztę, że ta wolała odtąd przy­cichnąć i zwać się w odróżnieniu od tamtych stronnic­twem staroruskiem. Wreszcie wewnątrz ugrupowania wyłaniał się jeszcze organizacyjnie nieskrystalizowany ruch, podkreślający odrębność narodową Rusinów wobec Rosji i — pod wodzą Romańczuka — pojawił się nawet w osobach swych przedstawicieli na ławach sejmu galicyjskiego.

W tej sytuacji rząd wiedeński zdecydował się na zadanie stronnictwu filorosyjskiemu ostatecznego uderzenia drogą doprowadzenia do nowego rozłamu przez wyodrębnienie młodoruskiej grupy Romańczuka i udzielenie jej pełnego poparcia administracji. Użył do tej akcji rządzących naówczas w Galicji stańczy­ków krakowskich i wyszłego spośród nich namiestnika cesarskiego, Kazimierza hr. Badeniego, późniejszego austrjackiego prezesa ministrów. Tak doszło do pamiętnej „ugody polsko-ruskiej" z r. 1890 i do po­wstania stronnictwa „ukraińskiego". Ale nie wyprze­dzajmy wypadków.

W r. 1889 rozpoczął namiestnik, Kazimierz Ba- deni, na życzenie Wiednia i za poparciem stronnictwa konserwatywnego krakowskiego, a w szczególności swego brata, Stanisława Badeniego, późniejszego dłu­goletniego marszałka sejmowego, oraz Michała Bo- brzyńskiego, w najbliższym już czasie wiceprezydenta Rady Szkolnej Krajowej, a w szereg lat później na­miestnika Galicji, pertraktacje z grupą Romańczuka i Barwińskiego. W zamian za obietnicę pełnego po­parcia domagał się od nich namiestnik secesji ze stronnictwa staroruskiego i „wierności dla państwa i Kościoła". Dla Polaków nie domagał się nic. Poku­sa poskutkowała i w r. 1890 przy poparciu kardynała unickiego, ks. Sembratowicza, dokonywa się rozłam w klubie sejmowym ruskim i na czele secesji stają posłowie Romańczuk, Barwiński i Teliszewski. Zostaje zawarty pakt między namiestnikiem i polską, konser­watywną większością sejmową, a przedstawicielami

 

nowego ugrupowania ruskiego- Na posiedzeniu sejmo* wem z dn. 26 listopada 1890 r. zabrał głos imieniem nowej formacji politycznej ks. Teliszewski w te słowa:

„Na polu wspólnego interesu, bogactwa krajowego, Ru­sini i Polacy zgodzić się mogą. Jakiekolwiek dzielić nas mogą niechęci, to wiemy — Rusini wiedzą tak dobrze, jak Polacy,— że grunt pod nogami mamy wspólny i że nie walczyć z sobą, ale jednoczyć się powinniśmy, bo przed nami stoi wspólny wielki wróg (Rosja — przyp. autora\ przeciw któremu, jeżeli nie połączymy się w obronie, to zginiemy jedni i drudzy”.

Na tern samem posiedzeniu prezes nowego klu­bu, Romańczuk, zwrócił się do Polaków:

„Rusini chcą zostać katolikami, bo ten charakter łączy ich z zachodem, a zasłania od rusyfikacji, a że nie chcą ani Polaków za San przepędzić, ani sami jedni i wyłącznie swoim językiem się rządzić, ale chcą na podstawie tego języka być narodem, a nie odnogą narodu (rosyjskiego — przyp. autora): chcą pełni praw równych i tych samych. Rząd powinien na nich zważać i popierać ich, bo wskutek swego położenia ge­ograficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni*1.

Akt ugody — po przemówieniu posła Madey- skiego, imieniem większości sejmowej — zakończyło oświadczenie namiestnika, Kazimierza hr. Badeniego:

„Rząd, jak z obowiązku prawa mniejszości strzedz po­winien, tak z obowiązku także większości lekceważyć nie może a winien starać się o to, by w poszanowaniu praw mniejszo­ści ta większość pomagać mu mogła. Zadanie to należy uła­twić rządowi i większości, ułatwić zaś można, wyznając czy­nem i słowem wierność dla państwa i dynastji, dążąc do zgod­nego wspólnego życia, odrzucając od siebie to wszystko, co powyższym zasadom zaprzecza i staje na wspak. Jeżeli te hasła zdołają zjednoczyć Rusinów pod przewodnictwem ich

 

duchowych zwierzchników, biskupów, zadanie rządu będzie ułatwione i jego życzliwość niewątpliwą”.

Tak przypieczętował namiestnik swem oświad­czeniem zapewnienia nowego stronnictwa ruskiego, że „zachowa wierność dla państwa i Kościoła'1. Rząd wiedeński zaś po raz pierwszy połknął przynętę, za­wartą w słowach posła Romańczuka, jakoby Rusini byli dla Wiednia cennym sojusznikiem na wypadek wojny z Rosją, bo „wskutek swego położenia geogra­ficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni”. Tę przynętę połyka Wiedeń po raz wtóry w kilkanaście lat później, w obliczu grożą­cej wojny światowej.

Rozpoczęła się teraz idylla austrjacko-rusko-pol- ska. Zaraz po sesji sejmowej kardynał metropolita lwowski i inni biskupi uniccy wydali odezwę, wzy­wającą lud ruski do poparcia nowego stronnictwa, Polacy odtąd długie lata żyli pod urokiem ugody, choć glosy ugodowe po stronie ruskiej w stosunku do Polaków przebrzmiały już po upływie roku.

Od r. 1890 rząd wiedeński i polska administracja w Galicji udzielają zdecydowanego poparcia stron­nictwu narodowo-ruskiemu w walce ze stronnictwem staroruskiem. Podczas wyborów poparciem admini­stracji cieszą się stale kandydaci młodoruscy, na probostwa i biskupstwa otrzymują nominacje jedynie zwolennicy narodowego kierunku. Mianowany w r. 1890 wiceprezydentem Rady Szkolnej Krajowej, Michał Bo- brzyński rozpoczyna nową erę w szkolnictwie w sto­sunku do Rusinów. Na przekór tradycyjnemu polskie-

mu domaganiu się obowiązkowej nauki obu języków w całem szkolnictwie średniem, kładzie w porozumie­niu z namiestnikiem Badenim pieczęć na separatyzmie ruskim przez tworzenie gimnazjów z ruskim językiem wykładowym, których dyrektorami mianuje zwolenni­ków narodowege ruchu ruskiego. Naskutek inicjatywy Bobrzyńskiego i za możnem poparciem namiestnika tworzy się na uniwersytecie lwowskim katedrę historji powszechnej ze specjalnem uwzględnieniem historji wschodu z ruskim językiem wykładowym; na katedrę staraniem obu sprowadza się Rusina kijowskiego, Mi­chała Hruszewskiego, ucznia Antonowicza i gloryfi- katora Chmielnickiego, choć egzotyczny kandydat li­czy ledwo 29 lat i nie posiada nawet stopnia doktor­skiego. Ten importowany uczony staje się wkrótce ideologiem ruchu „ukraińskiego" i głosicielem hasła: Polacy za San!

Równocześnie namiestnik Badeni stara się i o fun­damenty materjalne dla nowego ruchu i za jego wpły­wem krakowskie towarzystwo ubezpieczeń, t. zw. Flo- rjanka, umożliwia powstanie odrębnego ruskiego to­warzystwa asekuracyjnego „Dnister”, które w parę lat zdołało ogarnąć całą wieś ruską. Bez oporu ze strony polskiej kler ruski uprawia w dalszym ciągu przecią­ganie polskiej ludności rzymsko-katolickiej po wsiach •do cerkwi unickiej, wyzyskując fakt, że szlachta pol­ska tak teraz, jak i przedtem woli fundować cerkwie, niż kościoły i do chłopa we wschodniej Galicji — bez względu na jego narodowość — mówi wyłącznie po rusku, bo to „język chłopski11, gdy polski jest „ję-

zykiem pańskim". Polacy niczem nie dają się zach­wiać w swej wierności dla dzieła ugody. Gdy w r. 1894 poseł Romańczuk narzekał w sejmie, że Rusini zawiedli się na ugodzie 1890 r., lecz nie zapowiadał jeszcze jaj zerwania, Stanisław Badeni, brat namie­stnika, tak mu odpowiedział:

„Panowie, co właściwie znaczy to, co mylnie nazywają nową erą? Zdaje mi się, że było to przekonaniem tak u pa­nów,* jak u nas, że należy nam szukać wspólnego gruntu, na którym byśmy^się spotkać, porozumieć i łączyć mogli i przy­puszczaliśmy, że gdy się na tym gruncie raz szczerze spotka­my, to stosunki tak nasze, jak i wasze na tym tylko zyskać mogą. A w czem ten punkt wspólny się znalazł? Znalazł się przedewszystkiem w tern, że wy i my chcemy stać przy Austrji i przy dynastji. Aby uniknąć możliwych tu nieporozumień, muszę powiedzieć, że stać przy Austrji i dynastji to nie zna­czy nie mówić tego nigdy, co takiego stanowiska byłoby jaw- nem zaprzeczeniem, tylko znaczy nie zrobić nigdy nic takiego, coby dla tego państwa było osłabieniem. Otóż, gdy Rusini na­rodowcy na tym gruncie stoją i stać chcą, to już jest pewna i główna podstawa do porozumienia i do wspólnego działania. Drugim czynnikiem jest oparcie się o Kościół katolicki. To znowu jest grunt, na którym się spotykamy... Rozumieją to dobrze ci spośród Rusinów, którzy sobie tej wspólności z nam* nie życzą; dla nich unja z Kościołem katolickim jest prze­szkodą w ich politycznem działaniu. Nakoniec trzeci punkt, t. j. rozwój narodowości naszej i waszej, to znowu grunt wspólny, bo wspólne są pod tym względem nasza prawa i dą­żenia. 1 to znów powód, dlaczego my ten wasz program nie tylko akceptujemy, ale wprost przy nim stać musimy. Bo jeśli i dopóki wy chcecie rozwijać waszą odrębną narodowość, to nietylko możecie i macie prawo liczyć na naszą pomoc i po* parcie, ale powinniście pamiętać o tern, że to jest też zgodne z naszym interesem narodowym”.

Gdy te pojednawcze słowa padały z ust przed­stawiciela konserwatywnej większości sejmowej i póź niejszego marszałka sejmu, ruskie stronnictwo naro­dowe— nie zdradzając się na razie z niczem —miało już w zanadrzu nowy sojusz.

Oto w r. 1895, po śmierci Dragomanowa, docho­dzi do skutku rozłam w ugrupowaniu radykalno-rus- kiem, o którem pisałem wyżej. Młodzi, z Franką i Bu- dzynowskim na czele, nagle poczynają akcentować w swych wyznaniach wiary politycznej pierwiastki narodowe i opuszczają Trylowskiego, zgłaszając akces do partji narodowo-ruskiej Romańczuka. Wnoszą do niej motyw walki społecznej i odtąd w ruchu naro- dowo-ruskim moment radykalno-społeczny zlewa się w jedno z nacjonalistyczną nutą.

Walka Rusinów z polskością zaostrza się od tej pory i jedynie Polacy trwają ciągle przy złudzeniach zawartej ongiś ugody. Tendencje do przestrzegania ugody zakorzeniły się były tak silnie w społeczeństwie polskiem we wszystkich obozach, że jeszcze w dn. 14 marca 1903 r. narodowa polska młodzież akade­micka we Lwowie zwołuje wspólny wiec z Rusinami, aby zaprotestować razem przeciw temu, że żandar- merja austrjacka udziela pomocy żandarmerji rosyj­skiej w ściganiu rewolucjonistów ukraińskich z Kijow- szęzyzny.

Celem przeciwdziałania akcji radykałów, którzy się znaleźli tak niespodziewanie w stronnictwie naro- dowem ruskiem, umyślili sobie promotorzy ugody opanować cerkiew przez wprowadzenie na tron me-

tropolitalny we Lwowie swego człowieka. W tym celu upatrzony kandydat, Andrzej Szeptycki, były ofi­cer austrjacki, brat późniejszego polskiego generała, który już przed kilku laty zmienił obrządek na grec- ko-katolicki, wstąpił w ambitnych zamiarach na teo- logję i stał się Bazyljaninem; zostaje on za staraniem stańczyków, po śmierci arcybiskupa Kuiłowskiego, me­tropolitą unickim lwowskim, jako Polak i zaufany patron zbliżenia polsko-ruskiego. W krótkim czasie nowy arcybiskup stał się opiekunem tendencyj anty­polskich wśród Rusinów, zdradził swój naród i swo­ich protektorów i doprowadził do tego, że rodzony jego ojciec, polski poseł na sejm galicyjski, wyparł się go publicznie Pod jego skrzydłami w kilkanaście miesięcy potem księża uniccy agitują za strajkiem rolnym i namawiają parafjan do puszczania „czerwo­nego koguta” na polskie dwory, zaś w parę lat póź­niej studenci teologji biorą czynny udział w awantu­rach uniwersyteckich i w niszczeniu portretów rek­torskich.

Sprowadzony przez Bobrzyńskiego i Badeniego profesor Michał Hruszewski przywiózł ze sobą z Ki­jowa zaczerpnięte u Antonowicza idee bezwzględnej walki z Polakami, apoteozę buntu kozackiego i haj- damaczyzny. Dzięki niemu ruch narodowy ruski przyj­muje teraz Bohdana Chmielnickiego w poczet swoich bohaterów historycznych. Dzięki Hruszewskiemu ki­jowska dewiza Antonowicza: „Polacy do Warszawy!” przeszczepiona została w zmienionej formie na grunt galicyjski, jako hasło: „Polacy za San!” Dopiero Hru-

 

szewski wpoił w działaczy ruskich pogląd, źe powo­ływanie się na łączność narodową z Kijowem da im wobec Austrji i wobec Polaków potężne atuty do ręki. Polaków przerazi, zaś Austrję zachęci perspek­tywami na pomoc w walce z Rosją. Toteż dopiero około r. 1900 poczyna ruch narodowy ruski rościć sobie pretensje do jedności z Ukrainą i wyglądać swej duchowej stolicy w Kijowie, choć komenda po­lityczna i organizacyjna całego ruchu pozostaje we Lwowie.

W r. 1900 stronnictwo narodowe ruskie przy­biera nazwę partji „ukraińskiej" i podejmuje z żywio­łem polskim otwartą i nieprzejednaną walkę na wszystkich polach. Tak to dwie secesje ze stronnictwa staroruskiego, głoszącego jedność z Rosją: z jednej strony Franko i Budzynowski, z drugiej Romańczuk i Barwiński, zaczerpnąwszy kijowskiego natchnienia z nauk Michała Flruszewskiego, dały początek rucho­wi, który znamy dziś, jako ruch ukraiński. Przy pa­tronacie austrjackim i przy współdziałaniu obałamu- conego stronnictwa konserwatywnego krakowskiego wyszedł ten ruch z rosyjskiego pnia i miał służyć Austrji i Polakom, jako sprzymierzeniec w walce z ko­losem rosyjskim. Najbliższe lata zwróciły go jednak wyłącznie przeciwko Polakom.

 

Nastrój ugodowy w stosunku do Polaków nie przetrwał w obozie młodoruskim dłużej, niż rok po pamiętnej ugodzie 1890 roku. W rezultacie ugoda nabrała charakteru jednostronnych koncesyj, dawanych przez polskie czynniki w Galicji z maniac­kim uporem, przy chętnej akceptacji rządu wiedeń­skiego. Naskutek uchwał sejmu galicyjskiego powstają gimnazja z językiem wykładowym ruskim w Kołomyji w r. 1892, w Przemyślu w roku 1894, w Tarnopolu w r. 1897, we Lwowie i t. d , a jeszcze w r. 1904 — tym razem już wbrew prawu, bo bez uchwały sejmu galicyjskiego — tworzy rząd wiedeński gimnazjum ruskie w Stanisławowie. Gimnazja te stają się sie­dliskiem propagandy ukraińskiej, mającej przysposobić element inteligencki dla potrzeb nowozorganizowanego ruchu

Od chwili przybrania przez stronnictwo młodo- ruskie nazwy stronnictwa „ukraińskiego” znajduje wy­raz w jego programie nowa ideologja. Stanowi ona konglomerat haseł radykalno-społecznych, wniesio­nych przez secesjonistów ruchu radykalnego, Frankę

 

i Budzynowskiego, z hasłami narodowemi ruskiemi secesjonistów z grupy staroruskiej, moskalofilskiej, pod wodzą Romańczuka i Barwińskiego; oba te od­łamy zespala w jedną całość zaczerpnięta z nauk Antonowicza i przywieziona z Kijowa do Lwowa przez Hruszewskiego doktryna historyczno-polityczna, wywo­dząca naród „ukraiński0 od kozaków i hajdamaczy- zny i zakreślająca mu granice osiadłości i historycz­nych praw od Sanu aż po Wołgę. Ten zgórą trzy- dziestomiljonowy naród ukraiński, którego ludność ruska w Galicji ma być tylko drobnym odłamem i Pie­montem niejako, należy ukazać na targowisku mię- dzynarodowem, jako kontrahenta do pozyskania. „U- kraina” Hruszewskiego z każdym może wejść w przy­mierze: z Austrją, czy Niemcami przeciw Rosji, z Ro­sją przeciw Austrji. Z każdym — byle przeciw Polsce. Jak w Kijowie ongiś zrusyfikowany Polak i ideolog małoruski, Antonowicz, wołał „Polacy do Warszawy!”, tak we Lwowie sprowadzony przez Badenich i Bo- brzyńskiego Hruszewski poczyna wzywać gromko: „Po­lacy za San!” Wschodnia Galicja staje się w oczach „Ukraińców” ich niepodzielną własnością, a stano­wiąca tam zgórą 30% ogółu ludności, półtoramiljo- nowa, osiadła ludność polska, przeważnie wiejska, li­cząca w wielu powiatach 40%—50% zaludnienia, zo­staje w tych zamiarach zaborczych całkowicie prze­kreślona i pominięta. Już pierwszy program stronnic­twa ukraińskiego z dn. 21 grudnia 1899r. uznaje całą wschodnią Galicję za wyłącznie ukraińską dzierżawę.

Tak więc od r. 1900 na kartach Europy ukazał

się nowy naród Nie znała go dotąd historja. Mówi ona jedynie o licznych, średniowiecznych księstwach ruskich, walczących pomiędzy sobą i niezdolnych do stawienia poważnego odporu Tatarom; zna jedynie kozactwo na Zadnieprzu, złożone z napływających z całej Rzeczypospolitej elementów awanturniczych, wojujących z tatarem i turkiem i podnoszących bunty przeciw królom i szlachcie; zna bunt Chmielnickiego, kiedyto kozactwo, żądne swobód, zespoliło się z mó­wiącym po rusku ludem chłopskim wschodnich kre­sów Rzeczypospolitej i — sprzymierzone z chanem tatarskim—ruszyło przeciw królowi, panom i żydom, bunt zakończony rozgromem beresteckim i poddaniem się Chmielnickiego Moskwie; pamięta bunt Mazepy przeciw Piotrowi Wielkiemu i połączenie się jego sił z wojskami szwedzkiego Karola XII w przeddzień bitwy pod Połtawą, który to epizod historycy ukraiń­scy chętnie przemilczają; opowiada wreszcie o ru­chach hajdamackich i o rzezi humańskiej, zorganizo­wanej przez Rosję w odpowiedzi na konfederację barską. Ale historja ta zna również dzieło unji brzes­kiej i długoletnią martyrologję unji w walce z pra­wosławiem i z cesarskim rządem. Cokolwiek pokazu­je nam przeszłość — to zawsze płynie z niej nauka, że nie było można nigdy mówić nietylko w sensie historycznym, czy religijno-kulturalnym, ale nawet w znaczeniu czysto szczepowem o jednolitej osiadło- ści na przestrzeni od Wołgi aż po San. Twór histo- ryczno-polityczny prof. Hruszewskiego był kłamliwy i sztuczny, a jako podstawa polityczna nowego ruchu

 

był oszukiwaniem Austrji i Niemiec i Polaków i ma mieniem własnego, ciemnego ludu w Galicji. Nic więc dziwnego, że twórcą tej ideologji był człowiek, im­portowany zzewnątrz, obcy ludowi, któremu miał przewodzić.

Wobec Rosji oszustwo na temat jedności „ukra­ińskiej ” nie miało widoków powodzenia. Rosja wie­działa dobrze, że ludność, mówiąca djalektami mało- ruskiemi w jej granicach, jest prawosławna, gdy Rusi- ni galicyjscy są unitami; że o tendencjach separaty­stycznych małoruskich na Ukrainie można mówić chyba tylko w szczupłych kołach inteligencji i że ruch ten nie jest dla niej groźny; że jeżeli można mówić

  • jakiejś jedności tego ludu — to chyba z morzem rosyjskiem. Wszak przecie prof. E. Korsz, małorusin
  • zwolennik ruchu małoruskiego ogłosił 18 lutego 1911 roku w „Utro Rossii” artykuł, w którym stwierdził „odwieczną jedność narodu rosyjskiego” i uznał, że Wielka, Biała i Mała Ruś tworzą pod względem etno­graficznym „naród rosyjski jeden i nierozerwalny", a cały swój artykuł zatytułował wymownie: „Trójje­dyna Ruś”.

Tymczasem po stronie polskiej i austrjackiej krą­żyły cudowne legendy na temat samowiedzy wielkiego narodu ukraińskiego. Oto w dn. 29 grudnia 1911 r. ówczesny prezes Koła Polskiego w Wiedniu, wielo­krotny austrjacki minister skarbu, a późniejszy minister skarbu w niepodległej Polsce, Leon Biliński, w mowie wygłoszonej na posiedzeniu delegacji austrjackiej do spraw wspólnych austro-węgierskich, dał taki doku-

 

ment orjentacji Polaków i Austrji w sprawach ruchu ukraińskiego w Rosji:

„W państwie rosyjskiem część prześladowanych Rusinów i wszyscy Polacy mają jedną rzecz wspólną: są katolikami, Po­lacy wyznania rzymsko-katolickiego, Rusini greko-katolickiego... Między językiem Rusinów, a Rosjan jest takie pokrewieństwo jak między językami rasy germańskiej i romąńskiej".

Jeżeli takie miarodajne pouczenie było możliwe przez prezesa Koła Polskiego, to jakież otwierały się perspektywy dla mistyfikacyj „ukraińskich”! A prze­cież z całej sztuczności tej legendy zdawali sobie do­skonale sprawę jej twórcy. Sam wódz, prof. Hruszew- ski, na zebraniu w Tow. im Szewczenki we Lwowie w dn. 12 maja 1909 r. tak mówił:

„Nacisk reakcji ściągnął ukraińskie życie w Rosji do wąskich granic samej tylko kulturalnej działalności i to jesz­cze obstawionej niekończącemi się przeszkodami. Nowe ele­menty, które przystały do ruchu ukraińskiego podczas dni swobód, odstąpiły od niego, skoro się ujawniło, jak mało ma on widoków, aby zaraz stać się wielką siłą polityczną" (patrz „Diło” z dn. 17 maja 1909 r.).

Mimo tych warunków i ucisku w Rosji front ukraiński zwracał się wyłącznie przeciw Polakom, zgodnie zresztą z tradycją, nawiązującą do Chmiel­nickiego. Już pierwszy program stronnictwa ukraiń­skiego z dn. 21 grudnia 1899 r. głosił, że stronnictwo

„będzie utrzymywało ścisły związek z rosyjskimi Ukra­ińcami i dążyło do przeobrażenia Rosji w duchu federacyjnym".

Zato nienawiść do Polski umożliwiała nawet współdziałanie polityczne z reakcją carską, czego do­wodzi odezwa prof. Hruszewskiego z r. 1909 do Li-

 

twinów i Białorusinów, wzywająca ich do walki z Po lakami. A przecież ten ruch antypolski wśród Biało­rusinów i Litwinów organizował równocześnie rząd carski!

Radykalizm secesjonistów z grupy Dragomanowa znalazł w ideologji kijowskiej cenne uzupełnienie; zrodził w partji ukraińskiej kult hajdamaczyzny i rze­zi humańskiej i dał plastyczną interpretację trady­cjom buntu Chmielnickiego. Dla ilustracji przytoczę jedno tylko wynurzenie posła ukraińskiego, Budzy- nowskiego, z sierpnia 1911 r.:

.Kozacka szabla i wsparty przez zaporożców hajdamac­ki nóż dość silnie przetrzebiły i wypleniły obcy żywioł na na­szej ziemi. My idziemy w bój, uzbrojeni w te tradycje, jakie przodkowie kubańskiego wojska zostawili nam w spuściźnie. W naszej walce narodowej są tradycje kozaczyzny tą kuźnią, w której kujemy sobie broń silniejszą, niż przesławne artyku­ły austrjackiej konstytucji, bo te tradycje rodzą twardych i nie­złomnych bojowników za ideały Ukrainy!”

Jednym z pierwszych aktów partji ukraińskiej po przybraniu tej nazwy było w roku 1902 proklamo­wanie powszechnego strajku rolnego w okresie żniw w całej wschodniej Galicji. Jak zwykle w takich wy­padkach bywa, podłoże gospodarcze do strajku istnia­ło rzeczywiście, lecz zostało wyzyskane przez partję w celach politycznych. Chłopi zwykli byli sprzątać zboże, biorąc — jako wynagrodzenie w naturze — co 14 snop na własność. Pierwotnie w strajku wzięła udział i cała polska ludność wiejska i strajkujący uzyskali ugodę z właścicielami folwarków, dzięki któ­rej mieli otrzymać w zapłacie co 10 snop zboża. Po

zawarciu umowy polska ludność poszła do pracy, zaś ukraińscy kierownicy strajku zażądali nagle, by od­dawano w zapłacie co 8 snop. Gdzie tylko uzyskali to ustępstwo, domagali się odrazu co 6 snopa; jeden z właścicieli ziemskich, pragnąc ratować zboże, zgo­dził się pod przymusem i na to, a wówczas strajku­jący zażądali w zapłacie co 4 snopa.

Strajkowi towarzyszył teror i podpalania; podże­gało do nich duchowieństwo unickie. Partja dawnych radykałów, która zachowała pod wodzą Trylowskiego odrębność organizacyjną od partji ukraińskiej, działa­ła tu oczywiście w ścisłym z nią sojuszu i przyjmo­wała od niej stopniowo zabarwienie „ukraińskie”. Nie­bawem przy pełnem zachowaniu organizacyjnej nie­zależności przybiera ona nazwę partji „ukraińsko-ra- dykalnej”. Jej rolą staje się kontynuowanie dorobku strajkowego przez systematyczne radykalizowanie wsi, przez przyrzekanie chłopom rozdziału lasów państwo­wych i pastwisk, tudzież ziemi folwarcznej. Trylowski zakłada po wsiach t. zw. „Sicze", rodzaj bojówek, mających teroryzować polską ludność wiejską. W okre­sie wojny światowej wyszły z nich oddziały t- zw. strzelców siczowych.

Owocem kilkuletniej pracy organizacyjnej partji ukraińskiej, której sprawność podziwiać należy, była potężna sieć instytucyj ruskićh w kraju. Oto ich prze­gląd w r. 1908: towarzystwo oświatowe „Proświta”, liczące 30.000 członków, 2164 czytelń ludowych, 194 chórów włościańskich, 170 drużyn scenicznych, 372 sklepy wiejskie, 264 kas pożyczkowych, 100 śpichle-

 

rzy pożyczkowych, gmachy własne i t.d.; Towarzystwo Pedagogiczne, prowadzące seminarja nauczycielskie męskie i żeńskie, dwie ogromne bursy dla 390 ucz­niów we Lwowie, 12 burs prowincjonalnych, szereg szkół powszechnych i t.d-; Sokół ruski z 24.000 człon­ków; Silskij Hospodar, obejmujący wszystkie powiaty swą działalnością gospodarczą; Związek Rewizyjny, skupiający 262 towarzystwa zarobkowe; Krajowy Zwią­zek Spółdzielni gospodarskich i mleczarskich, obra­cających kapitałem ponad 30 miljonów koron; towa­rzystwo asekuracyjne „Dnister”, które przyjęło ubez­pieczeń na sumę 224.915.556 koron i wiele drobniej­szych instytucyj.

I źle byłoby z polskiemi wpływami w tym kraju, gdyby nie praca religijna i społeczna, jaką przeciw­stawiono ze strony polskiej wysiłkom ruskim! W roku 1900 zostaje metropolitą rzymsko-katolickim we Lwo­wie niezapomianej pamięci ks. Józef Bilczewski. Set­ki kościołów i kaplic łacińskich, zbudowanych jego staraniem po wsiach wschodniej Galicji — to pomnik jego działalności. Dzięki niemu dotychczasowa kra­dzież dusz, uprawiana od lat przez duchowieństwo unickie skutkiem braku kościołów i księży łacińskich, została niemal całkowicie zahamowana. A tej akcji religijnej, będącej w danych warunkach i pracą dla polskości, towarzyszyła niestrudzona działalność oświa­towa i społeczna tysięcy polskich bezimiennych pra­cowników w Towarzystwie Szkoły Ludowej, Kółkach Rolniczych, Kasach Reiffeisena, Sokołach, przeciw­stawianych Siczom Drużynach Bartoszowych i t. d.

 

 

 

Jeszcze w r. 1910 ponad 40 tysięcy polskich dzieci wiejskich musiałoby uczęszczać do szkół powszech­nych ruskich, gdyby nie szkoły prywatne Towarzystwa Szkoły Ludowej!

Jako przeciwwaga ruskiej sieci organizacyj po­litycznych Narodnej Rady, powstaje po miasteczkach Wschodniej Galicji sieć bezpartyjnych Organizacyj Narodowych, które w r. 1906 otrzymują, jako nadbu­dowę, Radę Narodową ze wszystkich polskich stron­nictw ze stałem biurem we Lwowie. I gdyby nie cała ta pracowita akcja religijna, społeczna, oświatowa i gospodarcza, wcielenie tej ziemi do Rzeczypospoli­tej napewno nie miałoby miejsca, bo cały kraj byłby zorganizowaną jednolicie irredentą ukraińską!

W wyniku powstania uzyskanych na mocy ugody z r. 1890 gimnazjów ruskich wyłoniło się, jako lo­giczna konsekwencja, tworzenie na polskim uniwer­sytecie we Lwowie katedr z językiem wykładowym ruskim. Pod koniec XIX w. katedr tych istniało już kilka na wydziałach filozoficznym i prawnym. Wobec braku ruskich uczonych polscy rzecznicy ugody pol­sko-ruskiej byli bezsilni, a już mianowanie Hruszew- skiego świadczy, że ani poziom naukowy (brak dokto­ratu), ani obce obywatelstwo (rosyjskie) nie stanowiły tu przeszkody.

Partja ukraińska od chwili swego powstania w ro­ku 1900 wysunęła, jako postulat polityczny, utrakwi- zację polskiego uniwersytetu, czyli zamianę go na polsko-ruski. Na,..poparcie swego żądania zorganizo­wała — po burzliwej demostracji studentów ruskich

 

w murach uczelni w dn. 12 listopada 1901 r. —boj­kot uniwersytetu lwowskiego; studenci ruscy przy du­żym nakładzie środków finansowych na rok cały prze­rzuceni zostali do Wiednia i do Pragi. Równolegle posłowie ukraińscy wręczyli austrjackiemu ministrowi oświaty memorjał „lwowskich Rusinów”, w którym po raz pierwszy postulat odebrania Polakom uniwersy­tetu sformułowano oficjalnie. Oto tekst jego wniosków w przekładzie polskim:

„Z uwagi ną to. że bezwłoczne przystąpienie do założę- nia samoistnego uniwersytetu musiałoby wymagać dłuższego czasu i że ruska młodzież musi tymczasem uczyć się w do­tychczasowym, prawnie utrakwistycznym uniwersytecie — że w porównaniu do liczby ruskich studentów liczba katedr rus­kich jest znikomo mała, a usiłowania dotychczasowych, wy­łącznie polskich władz uniwersyteckich, idą oczywiście w tym kierunku, aby i tę małą liczbę ruskich katedr zmniejszyć, albo conajmniej niedopuścić do jej zwiększenia i czynić im tru­dności, aby i tak już drobne uprawnienia ruskiego języka cał­kowicie wyplenić i wyprzeć z uniwersytetu, wkońcu z uwagi na to, że panujący w kołach polskich profesorów szowinizm udziela się także i polskiej uniwersyteckiej młodzieży tak, że dla ruskiej młodzieży nastaje pod względem naukowym i kul­turalnym niemożliwy stan rzeczy — zechce Wasza Ekscelencja powziąć na razie takie przejściowe postanowienia i zarzą­dzenia:

  • z własnej inicjatywy Waszej Ekscelencji utworzyć na lwowskim uniwersytecie samoistne katedry z ruskim językiem wykładowym dla wszystkich przedmiotów i na wszystkich wy­działach — z tern, że wybór rektora i dziekanów ma się co­rocznie odbywać na przemiany spośród ruskich i polskich pro­fesorów;
  • k. profesorom, wykładającym po rusku, ma być wyraźnie przyznane prawo używania ruskiego języka we wszyst-

 

 

 

kich urzędowych czynnościach, a szczególnie na konferencjach i naradach kolegjów profesorskich i senatu akademickiego;

  • spis wykładów, księga ustaw i rozporządzeń uniwer­syteckich, wszystkie obwieszczenia rektora, dziekanów i innych władz uniwersyteckich, wszystkie druki, jak: rodowody, świa­dectwa niezamożności, karty legitymacyjne i indeksy, tymcza­sowe zaświadczenia przyjęcia, poświadczenia bibljotecznę i t.d. mają być układane także i w ruskim języku i oddawane do do użytku ruskich studentów: w ruskich prośbach i podaniach ma być wolno posługiwać się językiem ruskim i ruską piaow- nią; na głównym budynku uniwersyteckim i na innych budyn­kach, na bibljotece, laboratorjach, gabinetach, salach wykłado­wych i wogóle wszędzie, gdzie teraz znajdują się same tylko polskie napisy, należy poprzytwierazać także i ruskie napisy^ wkońcu nabożeństwo na otwarcie roku szkolnego należy od­prawiać nietylko w kościele, ale także i w cerkwi'.

Oto w wyniku ugody z roku 1890 próba zaboru polskiego uniwersytetu i to nawet nie w drodze po­rozumienia z Polakami, ale za ich plecami via Wie­deń i w zupełnej przed polską stroną tajemnicy, aby żyjący złudzeniami ugody nie zdołali się spostrzec. Toteż przytoczony memorjał z r. 1901 opublikowany został po raz pierwszy dopiero w „Dile“ w dn. 26—28 grudnia 1907 r. (Nr. 279—281), a więc w sześć lat po wręczeniu go w Wiedniu! (Zwracam uwagę, że w memorjale tym nie mówi się jeszcze o „ukraiń­skim narodzie", ale poprostu o Rusinach).

Od dnia wręczenia tego memorjału przedstawi­cielowi rządu wiedeńskiego stało się zadaniem orga­nizacji ukraińskiej wykazywać Wiedniowi za pośred­nictwem studentów ruskich, że spokojne kształcenie się ich w polskim uniwersytecie istotnie nie jest mo-

żlłwe. Tak oto, po przerwaniu bojkotu, w dn. 16 paź­dziernika 1903 r. studenci ruscy napadają w budyn­ku uniwersyteckim na rektora ks. prof. Fijałka, do­magają się jego'[ustąpienia i obrzucają go zgniłemi jajami. W dn. 22 grudnia 1905 r. ma miejsce znowu hałaśliwa demonstracja ruska w murach wszechnicy, zaś w dn. 1 marca 1906 r. ponownie tłum studentów ruskich napastuje rektora prof. Gluzińskiego i doma­ga się odpowiedzi urzędowej w języku ruskim. Wobec odmowy rozpoęzyna się oblężenie rektora, tłuczenie lamp, szyb, zdzieranie tablic. I znowu dnia następne­go na deputację polskiej młodzieży do rektora napa­da tłum ukraińskich studentów z pałkami i dopiero po dłuższej walce i oblężeniu zostaje zmuszony do opuszczenia gmachu. I jeszcze w d. 23 stycznia 1907 roku podczas uroczystości uniwersyteckiej na znak protestu przeciw polskiej rocie ślubowania akademic­kiego młodzież ukraińska demoluje aulę, rozdziera i profanuje togę rektorską, kraje na strzępy portrety rektorów, a potem, ochłonąwszy po kilku dniach, uchwala na swym wiecu oficjalne swe stanowisko:

.Ukraińska młodzież akademicka solidaryzuje się z ostat­nią demonstracją ukraińskich studentów z dn. 23 stycznia b. r. i uważa ją za jedyną odpowiedź na prowokacje ze strony władz uniwersyteckich".

Pokrajane portrety, połatane kunsztownie, wiszą podziśdzień w auli uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i świadczą wymownie o metodach walki, zmierzającej do zdobycia przybytku własnej nauki!

Cała ta akcja miała na celu dostarczać partji

ukraińskiej argumentów w jej działalności parlamen­tarnej. Zasadą taktyczną w tej walce — to podko­pywanie praw autonomicznych sejmu galicyjskiego i przenoszenie wszelkich spraw na grunt wiedeński. Zaraz niemal po swem powstaniu inscenizuje partja ukraińska secesję z sejmu galicyjskiego w roku 1901. Agitacja za wprowadzeniem powszechnego głosowa­nia do parlamentu austrjackiego w latach 1905—1906 daje Ukraińcom nową sposobność do rozdmuchiwania nienawiści ku Polakom na tysiącznych wiecach. Przy pierwszych wyborach parlamentarnych na zasadzie powszechnego głosowania w r. 1907 ukraińcy w dwóch okręgach wiejskich przy ściślejszym wyborze między Polakiem, a sjonistą decydują o wyborze sjonistów. Chłopi ruscy za poduszczeniem agitatorów głosują solidarnie na żydów przeciw Polakom.

Ówczesny namiestnik cesarski Andrzej Potocki, zasłużony Polak, zrozumiał po wyborach 1907 r. i oce­nił trafnie istotę dążeń partji ukraińskiej wobec Po­laków. Wynikająca z jego wyjątkowej pozycji na dwo­rze Franciszka Józefa znaczna niezależność od rządu wiedeńskiego pozwalała mu na prowadzenie prawdzi­wie polskiej polityki wtedy nawet, gdy ta nie odpo­wiadała zamierzeniom austrjackim. Toteż przy wybo­rach parlamentarnych 1907 r. namiestnik poparł zde­cydowanie polską Radę Narodową, zaś przy wyborach sejmowych w grudniu 1907 roku nie pozwolił admini­stracji na popieranie ukraińców przeciw starorusinom, dzięki czemu ci ostatni zdobyli niemal połowę rus­kich mandatów sejmowych (starorusini 9, ukraińcy

 

i radykali razem 12). Austrjacki prezydent ministrów, bar. Beck, poczynił był w dn. 16 grudnia 1907 roku ukraińcom szereg przyrzeczeń w sprawach admini­stracji, w sprawie uniwersyteckiej i w szeregu spraw gospodarczo-finansowych. Wynik wyborów sejmowych z dn. 28 grudnia 1907 r. poderwał ukraińcom grunt i zachwiał ich pozycją w Wiedniu. Tę kompromitację zapragnęła partja ukraińska pomścić, zarzucając w Wiedniu Potockiemu, że poparł moskalofilów i zdra­dził interesy Austrji.

„Bar. Beck" — pisało „Diło" (Luty 1908 Ns 46) — „dal ruskim posłom słowo na pełną legalność galicyjskich wyborów’' — wobec czego ukraiński klub parlamentarny musi... „dostać od rządu satysfakcję za zachowanie się jego przedstawicieli w Galicji. I ta satysfakcja musi być niedwuznaczna i sta­nowcza".

Tymczasem rząd wiedeński dla wygody umył ręce i wskazał na Potockiego, jako na winowajcę, bo po dyskusji w wiedeńskiej komisji budżetowej pisze „Diło“ w dn. 19 marca 1908 r.:

„Przebieg okazał, że wszelkie nasze polityczne zdoby­cze, zagwarantowane przyrzeczeniami ministrów... nic nie zna­czą i los nasz bez gruntownej zmiany całego administracyj­nego systemu i bez usunięcia jego filarów ani trochę się nie poprawi".

W dn. 3 kwietnia 1908 r. pomieściło znowu „Di­ło” korespondencję własną z Wiednia, w której czy­tamy (cytuję fragmenty):

„Centralny rząd swojemi koncesjami posłów ruskich po- prostu oszukał, gdyż nie liczył się z ewentualnością, że skoro galicyjski namiestnik nie pozwoli wykonać tego, do czego rząd

centralny się zobowiązał, to zobowiązania rządu nie będą wy­konane... Przed sejmowemi wyborami niektórzy posłowie mieli jeszcze nadzieję, że prezydent ministrów Beck, który, jak wia­domo, stał przy tern, że koncesje mają i muszą być wykonane, przecież przyprze namiestnika do muru tak, że on wykona te ustępstwa, których wykonnnie leży w zakresie jego działania i kompentencji. Wybory do sejmu pokazały, że Potocki jest nad Galicją większym panem, niż prezydent ministrów, że przeciw woli namiestnika centralny rząd w galicyjskich spra­wach niczego nie zrobi i że — co jest najważniejsze — pre­zydent ministrów nie ma siły, by opornego namiestnika usunąć z urzędu*.

Wpływy Potockiego na dworze wiedeńskim były więc zbyt wielkie, aby go można było usunąć legal­nie. Toteż partja ukraińska usunęła go nielegalnie. W dn. 12 kwietnia 1908 r. wychowanek uniwersytetu, Mirosław Siczyński, podczas audjencji w pałacu na­miestnikowskim we Lwowie strzelił z browninga do Andrzeja Potockiego, a potem do śmiertelnie rannego,

leżącego na ziemi, dał jeszcze pięć kolejnych, cel­nych strzałów.


Od tego dnia zjawia się mord polityczny, jako normalna broń, w arsenale ruchu ukraińskiego w wal­ce z polskością. Zamach Fedaka, zamordowanie ku­ratora Sobińskiego, mord na Hołówce i t. d. — to już tylko owoce z tego drzewa, które w dn. 12 kwiet­nia 1908 zasadziła partja ukraińska w swym politycz- nym ogrodzie.

Zaraź po morderstwie jeden z przywódców ukra­ińskich, znany nam już poseł Budzynowski, depeszu­je z Wiednia triumfalnie do redakcji „Diła”: „Vivat sequens!” Kolej na następnego! A drugi poseł, E. Le-

wieki, depeszuje do siostry mordercy; „Ogólne zado­wolenie narodowe niech ci będzie pociechą!" Poseł Trylowski w wywiadzie z pismem wiedeńskiem „Neues Wiener Journal” wypowiada się, że jest „przekonany, iż czyn Siczyńskiego będzie sławiony w całym naro­dzie ruskim, jako czyn bohaterski". A „Diło” z dn. 15 kwietnia 1908 r. w artykule p. t. „Polityczny ne­krolog hr. Potockiego” pisze;

„Sejmowe wybory, ten ostatni polityczny akt ś. p. na­miestnika, były nietylko gwaltownem złamaniem naszych wy­borczych praw; były także aktem zwyczajnego wiarołomstwa butnego polskiego magnata wobec wyższej swojej władzy i wo­bec naszego narodu, aktem, który mógł bardzo poważnie za- chwiaćjego stanowiskiem.Tymczasem austrjacki rząd ukorzył się przed polskim magnatem, zostawiając dalej nasz naród jemu na łup. I kto wie, czy nie ta właśnie okoliczność przyczyniła się do tego, że młody syn naszego narodu zdecydował się osta­tecznie sam na własną rękę usunąć siłą tego, przeciw któremu cała polityczno-pąrlamentarna siła narodu okazała się bezsilna".

Wkrótce potem „Diło" pisze już wyraźnie (w dn. 24 kwietnia 1908 r.):

„Mordercy polityczni przechodzą do historji, a poeci i artyści uwieczniają ich”.

Jeszcze w rok później, gdy morderca, Siczyński, stanął przed lwowskim sądem przysięgłych, czytamy w „Dile“ z dn 14 kwietnia 1909 r. taką groźbę na wypadek, gdyby sąd wyniósł wyrok śmierci:

„Wasza wina, jeśli za taki posiew w chwili dzisiejszej zbierzecie w przyszłości takie plony, jakie zebraliście przed rokiem za taki posiew w przyszłości. Kto wiatr sieje, burzę zbierał”.

 

A oto ustęp z przemówienia obrońcy, posła ukraińskiego, Okuniewskiego:

„Lud wiejski, doprowadzony naszemi stosunkami spo- lecznemi, brakiem ziemi i chleba do rospaczy, rzuca się w strajki agrarne lub emigruje do Ameryki. Jęki i krzyki po kraju, a tu nadchodzi agitacja za reformą wyborczą. Wśród takich ciężkich chwil przyjeżdża ś. p. Potocki zaraz po mia­nowaniu do sąsiedniego sioła, do Drohiczówki nad Dniestrem i tu za stołem przy szumnych toastach, jako cesarski na­miestnik, przemówił publicznie, a dzienniki rozniosły po ca- całym kraju te słowa: „Mówią nam, że były niegdyś Żółte Wody; tak, były, ale było także Beresteczko". Przyznaję, że mnie osłupieniem przejęły te słowa. Jakto myślę, namiestnik cesarski, zamiast przyjaznego uspokojenia wzburzonych mas, wywołuje z pobojowiska, okrytego tysiącami trupów, krwawego upiora narodowych tłumów? Przemówiły widać przodki w Po­tockim, a na to krwawe wezwanie ktoś niebawem odpowie. J stało się. Odpowiedź przyszła! Czy był wówczas Siczyński tylko orężem sądu, czy historyczną Nemezis— Bóg jeden wie. Baczcie zatem, panowie, by wyrok świetnej historji nie musiał kiedyś poprawić Waszego dzisiejszego wyroku".

Gloryfikacja mordercy przez partję ukraińską szła niepowstrzymanie. Duchowy wódz ruchu ukraiń­skiego, prof. HruszewsKi, pisał w „Dile“:

.Żydowska tradycja przekazała nam skreślony z głębo­kim pietyzmem obraz heroicznej niewiasty, Judyty, która, pod­stępnie podkradłszy się, morduje wroga swego narodu".

W dn. 3 lipca 1908 r. ogłasza „Diło” zbiórkę na fundusz im. Oleny Siczyńskiej, matki Mirosława! A później jeszcze po skazaniu mordercy na śmierć i podaniu do łaski cesarskiej przez polski sąd sięgnę­ło „Diło” do takiego porównania:

 

„Tak Piłat, oddawszy Chrystusa na śmierć, umywał rę­ce, tak Judasz całował Chrystusa oddawszy go wrogom”.

Pojawiły się pocztówki ukraińskie z wizerunkiem Siczyńskiego, a na zebraniach wznoszono okrzyki na jego cześć. Gdy zaś morderca, ułaskawiony przez ce­sarza na dożywotnie więzienie, przy pomocy polskich władz i straży więziennej uciekł z więzienia w Stanisła­wowie, wybuchł w obozie ukraińskim istny szał radości. Organ ludowy partji ukraińskiej „Swoboda” z dn. 16 listopada 1911 r. takie pomieszcza impresje o wra­żeniu, jakie ucieczka Siczyńskiego rzekomo miała wy- wrzeć w pewnej wsi:

„Wiadomość wywołała we wsi wielkie wrażenie. Wszyst­ko, co żyło, porzuciło pracę. Włościanie poczęli tłumnie zbie­rać się na ulicach. Przez całą noc nikt prawie we wsi nie spał. Gdy w niedzielę zjawiła się przed cerkwią gazeta, wszyscy wyszli z cerkwi tak, że oprócz księdza i djaków nikt w cerkwi nie został. Włościanie drżą na myśl, że Siczyńskiego mogą złapać. „Boże! Boże! — biadają — żeby jeszcze dzień, żeby jeszcze tydzień! Może Pan Bóg mu dopomoże! U nas od piątku nikt spać nie może. Gdyby tak można Siczyńskiego po kawałeczku schować, to byśmy go uchowali pod sercem. Chy­ba wraz z sercem by go nam wyrwali! Wy, inteligenci, nie od­czuwacie, ale my, chłopi, czujemy, że on nasze serce, że on nasza krew!*

A parę dni później ta sama ludowa „Swoboda” z dn. 23 listopada 1911 r. pisze:

„Taki człowiek, jak Siczyńslu, to ma w sobie cudowną siłę i ta siła cudem go wyprowadziła z murów więzienia. Bramy same się pootwierały, mury same się rozstąpiły a wszys­cy dozorcy na tę chwilę oślepli i oniemieli. On mógł był już dawniej wyjść z murów, ale wolał żyć zamknięty przez trzy

lata, aby odpokutować grzechy narodu ruskiego. Za nasze grzechy on tam marnował swoje młode dnie i noce. Aż gdy odpokutował w zamkniętych murąch grzechy swego narodu, wtedy wstąpiła w niego cudowna siła i spadły z niego kajdany. Teraz on wolny i niema już mocy, któraby go ujęła. A dlatego on dostał taką siłę, bo mu żal nie było oddać swego życia za naród. Jak będzie więcej takich, jak on, to dopiero wtedy nasz naród będzie wolny".

Zaiste, czy nie dziwny mesjanizm? Toteż Si* czyński, uszedłszy do Ameryki, stał się tam przywód­cą emigracji ruskiej i ukraińskim bohaterem narodo­wym, obwożonym z miasta do miasta.

Czy wolno dzisiaj wpadać w zdumienie, że taka szkoła wychowawcza rodzi O. U. N , tę organizację, w której ideowi szaleńcy o duszy wschodniej, pospo­lici zbrodniarze, dziewczęta w stylu Narodnej Woli rosyjskiej i konfidenci policji mieszają się dziwnie? I czy sposób jeszcze prześlepiać ten prosty fakt, że kierownicze koła ukraińskiego ruchu z organizacją terroru wiąże niesubtelnie ukryta nić?

Dzień 12 kwietnia 1908 r. — to plon działalno­ści Romańczuków i Badzynowskich, to kwiat ideologji prof. Hruszewskiego. To w ruchu ukraińskim data historyczna.

 

\

Wybory sejmowe, przeprowadzone przez Andrzeja Potockiego w grudniu 1907 roku, w wyniku któ­rych obóz ukraiński utracił połowę swych manda­tów sejmowych na rzecz stronnictwa staroruskiego,. były ostatnim samodzielnym aktem polskiej admini­stracji w Galicji, w którym mogła ona sobie pozwo~ lić na politykę, dyktowaną polską racją stanu. Zamor­dowanie namiestnika Potockiego przez ukraińców zeszło się z początkiem okresu, w którym austrjackie interesy, wynikające z wymogów zagranicznej polityki monarchji, poczynają ciążyć już wszechmożnie nad jej polityką wewnętrzną; polska administracja w Ga­licji traci odtąd wobec ruchu ukraińskiego swobodę działania.

Jesienią 1908 r. ogłosiła Bułgarja w porozumie­niu z Austro-Węgrami swą pełną niezależność wobec Turcji; nazajutrz Franciszek Józef obwieścił wcielenie Bośni i Hercogowiny do monarchji Habsburskiej. Za­skoczona Rosja, której polityka bałkańska została tak mocno zaszachowana, próbowała nacisku dyploma­tycznego, na który Austro-Węgry odpowiedziały próbną

 

 

 

mobilizacją. Rosja, nieprzygotowana do wojny, mu­siała ustąpić tern bardziej, że Niemcy dały jej do zrozumienia, że stanęłyby zbrojnie po stronie Austro- Węgier.

Odtąd naprężenie między Austrją i Rosją trwa już nieprzerwanie aż do wojny światowej Jesienią 1912 r. Austrja zostaje zaskoczona przygotowanym przez Rosję wybuchem wojny bałkańskiej, w której Serbja, Bułgarja i Grecja rozgromiły wojska tureckie. I znowu Austrja zarządza częściową mobilizację prze- ciw Rosji i wydaje się, że wojna wisi na włosku. I na­gle w roku 1913 po zakończeniu wojny bałkańskiej armja bułgarska za podszeptem Austrji uderza na woj­ska serbskie i greckie, lecz wkroczenie armji rumuń­skiej doprowadza Bułgarję do klęski w tej krótko­trwałej, drugiej wojnie bałkańskiej. Rosja więc umo­cniła swą pozycję na Bałkanach. Odtąd Austro-Węgry Czują się stale zagrożone popieraną przez Rosję irre- dentą serbską i gotują się przy poparciu Niemiec do wojennego wkroczenia na półwysep bałkański. Zamor­dowanie austrjackiego następcy tronu w czerwcu 1914 roku to już tylko pretekst do wybuchu wojny.

Rosja, świadoma bliskiej rozprawy z Austrją, od roku 1908 zdaje sobie sprawę, że wschodnia Galicja stanie się terenem przyszłej wojny. Toteż podejmuje usilne starania, by ożywić zdławiony przez Austrję ruch filorosyjski; z Petersburga poczynają płynąć hoj­nie ruble na agitację wśród ludności ruskiej. Znowu głoszą agitatorzy hasła pełnej jedności ludu ruskiego z narodem rosyjskim i propagują prawosławie; w roku

1908 organizują wielką pielgrzymkę unickich Rusinów do prawosławnego Poczajowa. Nasilenie propagandy rośnie i w dn. 2 lutego 1909 roku udaje się wyznaw­com Moskwy po wodzą Dudykiewicza i Markowa opa­nować władze partji staroruskiej. Starzy działacze sta- roruscy opuszczają szeregi partji, zdobytej przez ro­syjskich radykałów, a w ich siedzibie politycznej roz- gaszczają się następcy owych „Wielkorusów”, zde­maskowanych ongiś w procesie Olgi Hrabar i Dobrjań- skiego. Równolegle w Rosji w Dumie i prasie podnoszą się coraz mocniej głosy, że wschodnia Galicja — to kraj rdzennie rosyjski, jęczący w niewoli austrjackiej i polskiej. W związku z tą propagandą przygotowuje Rosja wyłączenie Chełmszczyzny z granic Królestwa Kongresowego, by ten kraj poddać intensywnej rusy­fikacji. Ziemia chełmska ma stanowić pomost między Wołyniem, a zachodniemi powiatami Wschodniej Ga­licji. Im bliżej wybuch wojny, tern groźniejsza dla Austrji staję się agitacja rosyjska wśród Rusinów. Liczne przejścia na prawosławie, mnogie procesy o szpiegostwo i zdradę stanu — oto jej widoczne sukcesy. Kraj został zalany rublami rosyjskiemi i pod­minowany przeciw Austrji. Rezultaty tej akcji rosyj­skiej ujawniły się w całej pełni dopiero na początku wojny i podczas zajęcia Galicji wschodniej przez wojska rosyjskie.

Tak więc okres, poprzedzający bezpośrednio wojnę światową, zastał wśród Rusinów galicyjskich wyznawców trzech narodowości: przedstawicieli naro­du „ukraińskiego", przyznających się do łączności

narodowej z Kijowszczyzną i działających w partji ukraińskiej, ukraińsko-radykalnej oraz w t. zw. grupie „Rusłana", skupionej około metropolity Szeptyckiego (rodzaj chrześcijańskiej demokracji wiejskiej); następ­nie przedstawicieli narodu rosyjskiego, którzy pod wodzą Dudykiewicza opanowali stronnictwo starorus- kie i głosili jedność narodową z Moskwą; wreszcie dawnych starorusinów, którzy za przewodem posła Korola opuścili stronnictwo staroruskie, opanowane przez „Wielkorusów” i głosili odrębność narodu rus­kiego w Galicji, poczuwając się jedynie do więzi kul­turalnej z narodem rosyjskim.

Austrja w tej sytuacji przy trwałem naprężeniu jej stosunków z Rosją widziała oczywisty interes w tłu­mieniu propagandy rosyjskiej i rozpoczął się sze­reg procesów politycznych i aresztowań, zwróco­nych przeciw agitatorom rosyjskości i prawosławia. Z drugiej strony i tak od lat już wyraźne popieranie ruchu ukraińskiego staje się od r. 1908 zdecydowaną i silnie akcentowaną polityką Wiednia. Nie przesą­dzałoby to atoli ustosunkowania się rządu wiedeń" skiego wobec Polaków, którzy przecież w zaborze austrjackim ujawniali sympatje austrjackie i wierność dla dynastji, gdyby nie perspektywy, sprytnie podsu­nięte przez polityków ukraińskich, na groźne zasza­chowanie Rosji na jej własnem terytorjum- Jeżeli — jak to przytoczyłem już poprzednio — o stosunkach politycznych za kordonem rosyjskim nie miał zielo­nego pojęcia prezes Koła Polskiego, Biliński, to igno­rancja wiedeńskich mężów stanu w tej dziedzinie

była jeszcze bardziej idealna. To też obietnice poli­tyków ukraińskich, że za Austrją i Niemcami, a prze­ciw Rosji opowie się w razie wojny cały naród ukra­iński od Sanu aż po Wołgę, zawróciły w głowie sta­tystom nad Dunajem. Ukraińcy manewrują sprytnie. Opowiadają cuda o ruchu ukraińskim w Rosji. W ro­ku 1912 poseł Okuniewski mówi w parlamencie o licz­nych posłach ludu ukraińskiego, działających w ro­syjskiej Dumie, choć byli nimi... skrajni nacjonaliści rosyjscy! Słynny profesor Hruszewski, sprowadzony ongiś do Lwowa z Kijowa przez twórców zawartej w roku 1899 ugody polsko-ruskiej, choć po przybyciu do Lwowa uczył się dopiero języka ruskiego, zwane­go później ukraińskim, po r. 1908 zapowiada rozbicie Rosji przez federację Ukrainy, sięgającej od Karpat aż po Kaukaz, z Czarną Rusią, Białą Rusią, Litwą, Łotwą, Estonią i Finlandją.

Berlin i Wiedeń zachłystywały się ukraińską przynętą, a politycy ukraińscy manewrowali chytrze na terenie wiedeńskim przeciw Polakom, oskarżając ich o sympatje dla Rosji i Słowiańszczyzny. Ułatwiała im grę antyniemiecka postawa całego społeczeństwa polskiego w okresie Wrześni i wywłaszczenia, pod­czas gdy ukraińcy, jedyni ze Słowian austrjackich, popierali z zapałem przymierze austro - niemieckie. Zachowując niezmiennie grymaśną postawę opozycyj­ną wobec rządu wiedeńskiego, który wydał ich rze­komo na łup Polakom, poczęli czynić zaszczytne wy­różnienie dla ministra spraw zagranicznych. W grudniu 1911 r. przedstawiciel ukraińców w t. zw. delegacji

po raz pierwszy głosuje manifestacyjnie za budżetem ministra spraw zagranicznych. W numerze z dnia 2 stycznia 1912 r. „Diło“ tak komentuje to stanowisko:

„Ukraiński naród i ukraińską sprawa traktowana przez Austrję ze stanowiska aspiracyj zagranicznych, już nieraz wpływała i w przyszłości wpływać będzie na kierunek we­wnętrznej polityki kierowników państwa, odbijała słę i będzie się odbijać na doli naszego narodu tak w granicach, Austrji, jak i poza jej granicami. W ten sposób naród ukraiński jest choć nie aktywnym, to bodaj biernym czynnikiem i to bardzo ważnym w zagranicznej polityce monarchji. Nie zmienia to rzeczy, że to nasze znaczenie w zagranicznej polityce miało dla nas dotychczas bardzo fatalne następstwa. W przyszłości, gdy tego wymagać będzie zagraniczna polityka, a na to jakby się zanosiło, kierownicy państwa mogą skorzystać z przysłowia, że każdy kij ma dwa końce. Dotychczas bili bez korzyści koń­cem polskim, otóż od jutra mogą zacząć bić ruskim końcem".

Od roku 1908 Wiedeń w jawnem porozumieniu z Berlinem poczyna przygotowywać bicie Rosji „rus­kim końcem”. Pozyskanie Ukraińców w roli narzędzia w polityce antyrosyjskiej zależy jednak od spełnienia jednego warunku wstępnego: od złamania przez rząd wiedeński roli Polaków we wschodniej Galicji na rzecz hegemonji ukraińców. I jeżeli co wpływa jeszcze chwilowo na hamowanie tej akcji, to chyba perspek­tywy niemicko-austrjackie na równoczesne zaszacho­wanie Rosji powstaniem polskiem w Królestwie.

Wkrótce po zamordowaniu namiestnika Potockie­go ukraińcy zakrzątnęli się w Wiedniu około sprawy jego następcy. Wysunęli żądanie mianowania na to stanowisko urzędnika, Niemca, jak to stale bywało przed r. 1848. Na tak jawne zdeptanie Koła Polskiego

rząd wiedeński jednak iść nie mógł i znalazł wyjście, zaakceptowane przez ukraińców, przez powołanie na stanowisko namiestnika Michała Bobrzyńskiego, jedne­go z twórców ugody austrjacko-polsko-ruskiej z roku 1890, twórcy ruskich gimnazjów.

Nominacja Bobrzyńskiego, jako odpowiedź na mord polityczny, stała się zapoczątkowaniem rady­kalnej zmiany kursu wobec ukraińców. Nowy namiest­nik natychmiast odgrodził się od linji politycznej swego poprzednika i poszedł po drodze naginania polskich interesów do nakazów politycznych, płyną­cych z Wiednia. Po gloryfikowanym w obozie ukraiń­skim mordzie politycznym, dokonanym na przedstawi­cielu polskiej administracji w Galicji, nastąpił wobec ukraińców z całą siłą narzucany społeczeństwu pol­skiemu kurs pobłażania i ugody. Symbolem nowej taktyki stała się sprawa mordercy, Siczyńskiego. W trzy miesiące po zbrodni sąd przysięgłych we Lwowie skazał go na śmierć. Naskutek kasacji wyroku przez sąd najwyższy w Wiedniu odbyła się w rok po mor­derstwie ponowna rozprawa we Lwowie przed sądem przysięgłych. Znowu zapadł wyrok śmierci, ale trybu­nał, złożony z sędziów-urzędników, wbrew procedurze i zwyczajom, uchwalił podać skazanego do łaski ce­sarskiej. I tak Siczyński, ułaskawiony przez Franciszka Józefa na dożywotnie więzienie, osadzony został wbrew zwyczajom znowu nie w więzieniu lwowskiem, lecz w więzieniu stanisławowskiem w otoczeniu prawie samych „ukraińskich” dozorców. Po trzech latach —

spiwszy rzekomo całą straż więzienną! — uciekł śżćzę-

..,

 

śliwie z więzienia i dotarł bez przeszkód do Ameryki.

Nacisk namiestnika na polską administrację szedł po linji Wiednia w kierunku popierania Ukraińców kosztem Polaków. Oto jak charakteryzuje wytworzony w kraju nastrój bezpartyjna „Gazeta Kołomyjska” z dnia

12 lutego 1910 r.:

„Wobec ciągłych żalów, krzyków i oszczerstw ukrałńców wszystko ustępuje. Ustępuje społeczeństwo, ustępuje rząd, ustępują sądy i urzędy. Sędzia polski, gdy ma sprawę między Rusinem, a Polakiem, szczególnie gdy sprawa jest nieco „za­barwiona”, traktuje Rusina niesłychanie pobłażliwie, bo aż się trzęsie ze strachu na myśl, że dzienniki ruskie wezmą go na języki i zarzucą stronniczość; starostowie przez palce patrzą na gwałty siczowników, bo boją się interpelacji ruskich po­słów w parlamencie; wszystko się boi, by nie narazić się na

zarzut prześladowania Rusinów, więc ustępuje gdzie może

  • jak może”.

A postawa Ukraińców staje się coraz bardziej buńczuczna. W r. 1909 zjazd partji ukraińskiej doma­ga się usunięcia języka polskiego z urzędów wschod­niej Galicji. Potem zjazd posłów ukraińskich w dniu

  • lutego 1910 r. przy współudziale metropolity Szep­tyckiego i innych biskupów unickich ogłasza żądanie oddzielenia od Galicji t. zw. wielkiego księstwa kra­kowskiego i pełnej autonomji dla Rusinów w reszcie kraju. A w odpowiedzi na ofiarowanie realnych kon- cesyj i na próby ugody za wszelką cenę, mimo nie­zmordowanych usiłowań namiestnika Bobrzyńskiego i partji konserwatywnej krakowskiej, której namiestnik jest przedstawicielem, ze strony ukraińskiej rosną bezustannie żądania, a ich oświadczenia są niedwu­

znaczne.

„My z dobrej woli Kola Polskiego rezygnujemy” — oświadczył w sejmie galicyjskim w r. 1909 przywódca Ukraiń­ców, poseł Kost Lewicki — „Umiarkowanej partji niema i nie będzie, a conajwyżej możecie znaleźć kilku ludzi bez zasad”.

A w parę lat później oficjalny organ partji ukra­ińskiej „Diło” pisze już wprost (.Nś 173 z r. 1911):

„Sprawa polsko-ukraińskiego porozumienia to nie sprawa kilku nowych subwencyj z funduszów krajowych i państwowych, kilku nowych gimnazjów, kilku nowych katedr, czy nawet ca­łego uniwersytetu dla narodu ukraińskiego, jednem słowem nie sprawa nowych „ustępstw" z polskiej, a „nabytków” z ruskiej strony, lecz sprawa zasad całego prawno-politycznego życia w Galicji”.

I w parę dni później jeszcze wyraźniej („Diło” z r, 1911 Jsfe 176):

„Mylą się Polacy, jeśli sądzą, że to lub inne stronnictwo ukraińskie może dać im jakieś gwarancje, że z zakresu naro­dowej polityki ukraińskiej zniknie walka przeciw Polakom; ta­kie gwarancje może dać tylko oparcie polsko-ukraińskich sto­sunków na zasadach, dzięki którym rozwój narodu ukraińskie­go nie zależałby od Polaków”.

Te, tak jasne, oświadczenia partji ukraińskiej nie zahamowały w niczem kroków ugodowych ze strony namiestnika Bobrzyńskiego, ani ze strony blo­ku podtrzymujących go polskich stronnictw (konser­watystów krakowskich, t. zw. krakowskich demokratów i ludowców Stapińskiego przy poparciu socjalistów); nacisk Wiednia, domagającego się ustępstw ze strony polskiej na rzecz ukraińców, potęgował się zresztą w miarę zaostrzania się sytuacji międzynarodowej.

Partja ukraińska postanowiła położenie wyzyskać przedewszystkiem w dwóch kierunkach: chodziło jej

 

  • stworzenie faktów, pozbawiających Polaków we Lwowie uniwersytetu przez uczynienie zeń instytucji na razie polsko-ruskiej, a później już czysto ruskiej.
  • o zniszczenie polskiej autonomji w Galicji, której wyrazem był sejm galicyjski we Lwowie.

Niespełna rok upłynął od mordu, dokonanego na Andrzeju Potockim, a już rozpoczynają się w Wiedniu pertraktacje między klubem ukraińskim, rządem i Ko­łem Polskiem o ustępstwa na rzecz Rusinów. Jak. zwykle, towarzyszy tym rozmowom ofensywa w kraju. W dn. 2 lutego 1909 r. na zjeździe z okazji czter­dziestolecia „Proświty”, odbytym we Lwowie, mło­dzież ukraińska podejmuje rezolucję, w której pragnie

„ostrzec kierujące polityczne kola, ażeby swoją dotych­czasową polityką w sprawie ukraińskiego uniwersytetu same nie wywoływały w niej przekonania, że ukraiński uniwersytet stanie dopiero wtedy, gdy nauka na dotychczasowym uniwer­sytecie stanie się niemożliwa".

Rezolucję tę wręczono namiestnikowi Bobrzyń- skiemu i senatowi uniwersytetu. Stała się ona wy­tyczną taktyki ukraińskiej. Ilekroć posłom ukraińskim gorzej wiodło się w Wiedniu, tylekroć następowały gwałty ze strony studentów ruskich na uniwersytecie lwowskim i służyły w Wiedniu za dowód, że stosunki

muszą w interesie nauki ulec radykalnej zmianie na rzecz ukraińców.

Gdy więc nie powiodły się próby tworzenia no­wych katedr ruskich na uniwesytecie dzięki demo- stracji i obiciu namiestnika Bobrzyńskiego przez pol­ską młodzież akademicką, gdy później w r. 191 Oper" traktacje z Kołem Polskiem nie doprowadzały do

 

realnych zdobyczy, poczęli ukraińcy wznawiać taktykę gwałtów na uniwersytecie. W dniu 14 marca 1910 roku ma miejsce najście studentów ruskich na uniwersytet, wyłamanie drzwi jednej ze sal wykłado­wych i wiec nielegalny. W maju 1910 r. rozsyła „Ko­mitet ukraińskiej młodzieży*1 wezwania na prowincje, których tekst dla charakterystyki podaję:

„Kolego! Jak wiadomo Wam z dzienników, prowokują od kilku dni wszechpolacy na lwowskim uniwersytecie ukraińską młodzież i nie dopuszczają jej na wykłady. Ażeby położyć ko­niec bezczelnej prowokacji i posunąć naprzód sprawę kreowa­nia ruskiego uniwersytetu we Lwowie, Komitet ukraińskiej młodzieży wzywa Was pod grozą towarzyskiego bojkotu do bezwzględnego jawienia się we Lwowie w środę dn. 18 maja rano (najdalej popołudniu) z chłopskim paragrafem (kołem z płotu — przyp. autora) w ręce. Powiadomcie o tern także i godnych zaufania kolegów i przywieźcie ich ze sobą. Mater- jalna strona sprawy w części zabezpieczona. Prosto z dworca zgłoście się w Domu Akad. ul. Supińskiego 17, gdzie otrzy­macie potrzebne informacje. K.U M.’

Po tern przygotowaniu ma miejsce nieudałe naj­ście na uniwersytet w dn. 19 maja 1910 r. W czer­wcu 1910 r. pojawia się w „Dile“ artykuł w związku z pertraktacjami w sprawie uniwersytetu, stwierdza­jący, że

„polscy potentaci są tak ślepi, że nawet tragiczna śmierć hr. Andrzeja Potockiego niczego ich nie nąuczyła”.

W parę dni potem wygłosił w parlamencie wie­deńskim podżegającą mowę poseł ukraiński, Dnie- strzański, profesor lwowskiego uniwersytetu. I niemal bezpośrednio po tej mowie w dn. 1 lipca 1910 roku, kilkuset ukraińców przy współudziale teologów rus-

kich wpada tłumnie na uniwersytet, wyłamuje drzwi jednej z śal i uchwalają następującą rezolucję:

„Ze względu na to, że wszystkie dotychczasowe sposoby walki młodzieży ukraińskiej o uniwersytet ukraiński we Lwo­wie spotykały się ze strony Polaków', polskiej młodzieży aka­demickiej, Senatu lwowskiego uniwersytetu i prawie całego społeczeństwa polskiego z bezwględnym oporem, a rząd cen­tralny założenie osobnego uniwersytetu ukraińskiego zawsze odsuwał na drugi plan, ukraińska młodzież akademicka przy­stępuje do jaknajostrzejszych sposobów walki”, (patrz „Diło” z r. 1910 Ns 146).

Natychmiast po tej uchwale wiecownicy napa­dają na rektorat, a napotkawszy garstkę młodzieży polskiej — witają ją salwami rewolwerowemi. W re­zultacie, dzięki wypadkowi, ustalonemu później nie­zbicie przez rzeczoznawców wiedeńskich i sąd, pada ofiarą strzelaniny ze strony ruskiej jeden z przywód­ców młodych ukraińców, student Adam Kocko. Po

t

krwawych zajściach „Narodnyj Komitet", naczelna in- sytucja polityczna ukraińska, uchwala rezolucję, której wstęp przytaczam (patrz „Diło" z dnia 4 lipca 1910 roku N° 146):

„Narodnyj Komitet na posiedzeniu w dn. 2 lipca skon­statował, że odpowiedzialność za ostatnie krwawe zajścia na lwowskim uniwersytecie pada na rząd austrjacki, który wszel- kiemi prawnemi i nieprawnemi sposobami utrzymuje w Galicji panowanie polskich możnowladców nad Rusinami, a wszystkie żądania galicyjskich Rusinów—nawet czysto kulturalne —sy­stematycznie ignoruje, a w szczególności w sprawie założenia ruskiego uniwersytetu we Lwowie dotąd nic nie zrobił..

Rząd wiedeński naciska więc znowu w kierunku ugody i jedynie oburzenie, wywołane przez napad

 

wśród ludności polskiej, wymusza kilkumiesięczną zwłokę w pertraktacjach. Niemniej przeto już w po­łowie lutego 1911 r. komisja budżetowa parlamentu wiedeńskiego na wniosek prezesa klubu ukraińskiego, Kost Lewickiego, uchwala m. i. głosami delegatów

Koła Polskiego następującą rezolucję:

„Wzywa się rząd, aby bezwłocznie poczynił wszelkie przygotowania, które są potrzebne do jaknajrychlejszego otwar­cia samodzielnego uniwersytetu ukraińsko-ruskiego".

Wybory do parlamentu austrjackiego, przepro­wadzone w r. 1911, oddały — dzięki nadużyciom ad­ministracji — nowe Koło Polskie całkowicie w ręce namiestnika Bobrzyńskiego. Odtąd taktyka ugody znaj­duje już jedyny hamulec w opinji publicznej kraju. W maju, a potem w grudniu 1912 r. godzi się nowe Koło Polskie nietylko na utworzenie ruskiego uniwer­sytetu we Lwowie, ale nawet na zakwestjonowanie polskości istniejącego uniwersytetu na szereg lat i do­piero pod naciskiem kraju cofa się z tego stanowiska. Namiestnikowski „Czas" krakowski (w numerze z dn. 23 stycznia 1913 r.) tak charakteryzuje sytuację:

„Stała się rzecz w Austrji niebywała; jeden naród bez walki zgodził się na olbrzymie ustępstwo na rzecz drugiego. Polacy nietylko zgodzili się na powstanie ruskiego uniwersy­tetu w kraju, ale ułatwiają je, ofiarując własny uniwersytet do wstępnych przygotowań...”

Na szczęście dla Polaków ukraińcy odrzucili te ustępstwa, domagając się jeszcze większych i sprawa przewlokła się aż do wybuchu wojny światowej.

Drugim kierunkiem, w którym poszła ofensywa -ukraińska po zamordowaniu Potockiego, był postulat

 

zniszczenia ostoji autonomji Galicji, jaką stanowił sejm we Lwowie. Wprowadzenie powszechnego głoso­wania do parlamentu wiedeńskiego wysunęło koniecz­ność reformy przestarzałej ordynacji wyborczej do sej­mu galicyjskiego. Rząd wiedeński i jego namiestnik w Galicji dążyli do tego, by ta reforma doszła do skutku za zgodą partji ukraińskiej. Przy zatrzymaniu instytucji kurji wyborczych skonstruował namiestnik projekt, gdzie w każdej z tych kurji wyborcy ruscy otrzymywali rażące przywileje kosztem wyborców pol­skich. I znowu powstaje burza w kraju, aż wreszcie list pasterski wszystkich biskupów polskich, zwrócony przeciw zasadom projektu Bobrzyńskiego,zmusza namie­stnika katolickiej Austrji do podania się do dymisji. W dniu 14 maja 1913 r. Franciszek Józef odwołuje Bobrzyń- skiego i mianuje na jego miejsce b. austrjackiego mi­nistra skarbu, Witolda Korytowskiego.

W nastroju rządu i administracji galicyjskiej w stosunku do Ukraińców niewiele się zmienia. Pod­czas nowych wyborów do sejmu galicyjskiego, odby­tych w czerwcu 1913 r., dokonała administracja sze­regu nadużyć na korzyść partji ukraińskiej. Nowoobra- ny sejm uchwalił za zgodą Ukraińców reformę ordy­nacji wyborczej, ledwo trochę korzystniejszą dla Polaków od poprzedniego projektu rządowego, lecz znowu wybuch wojny światowej nie pozwolił jej wejść w życie.

Celem ostatecznym ofensywy ukraińskiej po za­mordowaniu Potockiego, trwającej aż do wojny świa­towej, było — w myśl programu — wyparcie Polaków

za San. Prawno-polityczną formą tego żądania stał się postulat rozdziału Galicji na obejmującą część trzecią jej obszaru — połać polską z Krakowem i na— obejmującą dwie trzecie jej obszaru — część ruską ze Lwowem, Przemyślem, Drohobyczem, Tarnopolem i Stanisławowem. „Diło“ z dn. 9 sierpnia 1911 roku pisze:

„W programie całego ukraińskiego narodowego obozu Galicji, jako zasadnicze żądanie narodowe, znajduje się żąda­nie urzeczywistnienia narodowej niezależności ukraińskiego narodu w terytorjalnych i prawnych granicach państwa au­striackiego przez utworzenie z terytorjum ukraińskiego w Austrji osobnej prowincji na zasadach autonomicznych".

A jaki obszar tej prowincji? Tu znowu czytamy w „Dile“ z dn. 8 październiha 1913 roku:

„Jakie powinno być załatwienie sporu polsko-ukraińskie­go, to dla nas jasne... Jest to ukonstytuowanie narodu ukra­ińskiego, jako odrębnego organizmu politycznego, na własnem terytorjum narodowem i utworzenie kraju ukraińskiego ze wszystkięmi uprawnieniami, jakie daje krajom ustrój państwowy...”

A w numerze dn. 13 października 1913 roku:

„Z historycznego i etnograficznego stanowiska jest Ga­licja wschodnia ukraińskiem terytorjum i na tej podstawie do­magamy się utworzenia z niej odrębnego ukraińskiego kraju ze wszystkiem prawno-państwowemi uprawnieniami, jakie krajom przyznaje prawno-państwowy ustrój Austrji... Wschodnia Galic­ja jest ziemią ukraińską, bo na niej zwartą masą żyje ludność ukraińska... wśród której polsko-żydowskie mniejszości tworzą tylko wysepki obco-narodowościowe”.

Tymczasem według spisu ludności z 1910 roku było w Galicji wschodniej (bez zachodniej) 3 miljo- ny 132 tysiące ludności ruskiej, a 1 miljon 650 ty-

sięćy Polaków katolików i około 500 tysięcy żydów którzy podali narodowość polską.

Tak oto w okresie, bezpośrednio poprzedzają­cym wybuch wojny światowej, ustalali sobie ukraińcy, jakie ziemie, uważane przez Polaków za naturalne dzielnice przyszłej Polski, winny przypaść na włas­ność narodowi „ukraińskiemu". A więc dwie trzecie Galicji. A potem?

Przedewszystkiem Chełmszczyzna, której wyłą­czenie z granic Królestwa Kongresowego przeprowa­dzał właśnie rząd rosyjski. Oto w dn. 7 maja 1909r. klub ukraiński w parlamencie wiedeńskim określa swój stosunek do zagrabienia ziemi chełmskiej przez

rząd rosyjski w ten sposób:

„Chełmszczyzna historycznie i etnograficznie jest ziemią nie polską, lecz ruską... Oddzielenie tego kraju od rosyjskiej Polski, ą przyłączenie do ruskiej kijowskiej ziemi jest pono- wnem złączeniem jednakowych składowych części, które po­winno było już dawno się dokonać”.

A więc znowu pochwała i poparcie moralne dla rządu carskiego, skoro ten czyni zamach na prawa Polaków. A w stosunku do zamachów pruskich?

W r. 1908 wnosi rząd pruski do sejmu prus­kiego głośny projekt ustawy o przymusowem wywła­szczaniu Polaków na rzecz Komisji Kolonizacyjnej. Zdawałoby się, że sprawa ta w niczem nie dotyczy żywotnych interesów obozu ukraińskiego. Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim przeciw projektowi ustawy o wywłaszczeniu organizuje w grudniu 1908 r. uro­czysty protest wszystkich klubów słowiańskich, do którego przyjączają się posłowie włoscy i rumuńscy.

 

Stronnictwa niemieckie, a nawet rząd austrjacki, za-- chowują się biernie, nie odważają się pochwalać po­stępowania sprzymierzeńca. I jedynie klub ukraiński podczas uroczystego składania oświadczeń przez przywódców klubów demonstruje krzykliwie i pochwala jawnie gwałty pruskie!

Cóż to za nieprzytomna zaciekłość? Nie tak nie­przytomna jak zdawało się naówczas zdumionym świadkom. Był to bowiem wynik ścisłego przymierza, którego istnienia domyślali się już wówczas niektórzy, lecz nie mieli na to dowodów. Dowody wieloletniego sojuszu antypolskiego między kierownictwem ruchu ukraińskiego, a Berlinem udało się dopiero zdobyć bezpośrednio przed wojną światową. Ujawnione przez Franciszka Krysiaka w końcu 1913 r. dokumenty, wy­kradzione z archiwów Ostmarkenverein’u w Berlinie, podane w fotograficznych odbitkach w paru pismach polskich, ukazały opinji polskiej w całej jaskrawości spisek prusko-ukraiński na zniszczenie narodu pol­skiego. Wojna światowa w pokoju brzeskim odsłoniła resztę tajnego planu.

*


Popieranie ruchu ukraińskiego przez Wiedeń od początku dla wszystkich było jasne. Natomiast tyl­ko część polskiej opinji publicznej podejrzywała przywódców ukraińskich o ścisłą współpracę z Berli­nem. Za tą współpracą przemawiały fakty: stosunek ukraińców do przymierza austrjacko-niemieckiego, do ustawy o wywłaszczeniu, dostarczanie prasie polako­żerczej w Niemczech tendencyjnych informacyj z Ga­licji, jaskrawe wystąpienie pruskiego ministra spraw wewnętrznych w sejmie pruskim w obronie ukraińców galicyjskich podczas dyskusji o wywłaszczeniu, przeciw czemu urzędowo protestował hr. Gołuchowski, jako austro-węgierski minister spraw zagranicznych. W r. 1909 pojawiły się rewelacje b. szpiega pruskiego Rakowskiego, który dostarczył szeregu dokumentów o współdziała­niu konsulatu niemieckiego we Lwowie z Ukraińcami; dokumenty te miały jednak zbyt podejrzany wygląd, by je można było uznać za autentyczne. Dopiero przed samą wojną światową uzyskał Franciszek Salezy Krysiak dowody, niewątpliwie autentyczne i stwier­dzające niezbicie patronat pruski nad ruchem ukra-

 

jńskim. Były to fotograficzne zdjęcia listów, wykra­dzionych z archiwum t. zw. Ostmarkenverein’u, insty­tucji stworzonej w r. 1894 za inspiracją Bismarck a przez Hansemanna z Pempowa, Kennemanna z Klenki i Tiedemanna z Jeziorek i zwanej stąd przez Pola­ków w skrócie Tow. H. K. T. Stosunek rządu prus­kiego do tej instytucji da się ściśle porównać do

dzisiejszego stosunku rządu sowietów do Kominternu. Listy, ogłoszone przez Krysiaka w kilku pismach pol­skich pod koniec 1913 i z początkiem 1914 r. zde- konspirowały rolę rządu pruskiego w sprawie ukraiń­skiej. Warto trochę zajrzeć do tych dokumentów.

W liście z daty Wiedeń 23 marca 1903 r. zao­patrzonym pieczęcią „Krużok Zemljakiw u Widni”, adresowanym do generalnego sekretarza Tow. H.K.T. Bovenschena, prosi Jan Tyranowicz o poparcie ko­mitetu prasowego, utworzonego przez ukraińców w Wiedniu:

»dla poinformowania prasy zachodnio - europejskiej o wszechpolskich machinacjach w Galicji”.

W liście z dn. 20 kwietnia 1903 r. Bovenschen zapowiada poparcie dla tej antypolskiej instytucji prasowej i zachęca ukraińców do akcji w wielkim stylu.

W aktach Tow. H. K. T. znajduje się 147 listów, wymienionych między działaczami Narodnego Komi­tetu ukraińskiego, a Tow. H. K. T. w Berlinie na przestrzeni lat 1903—1913. W akcji porozumienia współdziała konsulat niemiecki we Lwowie, którego sekretarz, W. Falter, jest agentem zarządu głównego

Tow. H. K. T. Korespondentem zarządu Tow. H K.T. jest ze strony ukraińskiej delegat Narodnego Komitetu ks. Hanycki. Gdy w roku 1903 rozeszły się pogłoski

  • zamierzonej ponownej ugodzie polsko-ruskiej, ks. Hanycki w liście z dn. 10 października 1903 r. spie­szy zapewnić zarząd H. K. T.:

„W odpowiedzi na cenne pismo Panów z dn. 7 paździer­nika donoszę, że niema zawieszenia broni między Rusinami, a Polakami. Dopóki tylko trwać będzie polska niewola, dopóty mowy nie ma o zawieszeniu broni”. - i dalej — „Dnia 7 października mieliśmy posiedzenie szerszego komitetu, do którego z całego kraju należy 30 mężów, które zatwierdziło plan komitetu wykonawczego wysyłania robotników do Niemiec

  • wejścia w porozumienie z niemieckiemi politycznemi towa­rzystwami, dając zarazem mandat, aby nawiązać jaknajściślej- szy związek z Niemcami...”—i kończy — „O bliższych szcze­gółach nie mogę pisać, to trzeba osobiście omówić przy na- szem spotkaniu".

W liście z dn. 4 listopada 1903 zapowiada ks. Hanycki zarządowi głównemu Tow. H. K. T. że Ukra­ińcy wysyłają delegatów na zjazd w Berlinie

„aby ustanowić jednolity program działania w walce z Polakami*.

Prezes i jeden z twórców Tow. H. K. T. Tiede- mann z Jeziorek listem z dn. 22 grudnia 1903 roku zwraca się do Narodnego Komitetu i — powołując się na odbyty w Berlinie w dn. 11 grudnia zjazd — poucza, że

.zadania, omówione na zebraniu, tylko wtedy mogą być załatwione ku obustronnemu zadowoleniu, jeżeli ruski Komitet Narodny, jako reprezentacja ruskiego narodu, stworzy silną organizację, stanowiącą organ, z którym ci, którzy w Niem-

czech współpracują dla wielkiego dzieła, będą mieli obowią­zek się znosić".

Hakatystom zawadzało mocno polskie wychodź- two sezonowe robotników rolnych, sprowadzanych z Galicji i Królestwa na Śląsk i Pomorze, gdyż przy­czyniało się do budzenia polskiego ruchu narodowego na tych ziemiach. To też zarząd H.K.T. podjął próby sprowadzania na ich miejsce niemieckich kolonistów z Galicji. Akcja ta nie mogła jednak dać wyników odrazu, toteż zwrócono się do ukraińców, by nimi zluzować wychodztwo polskie. W tej sprawne prezes Tiedemann pisze w7 dn. 4 sierpnia 1903 roku list do niejakiego von Pilis, kierownika założonej w tym celu „Zentralstelle zur Beschałfung deutscher Ansiedler und Feldarbeiter” w Berlinie, w którym powołuje się na swą rozmowę z ks. Hanyckim i ustala:

„Stosunek z ruskim Narodnim Komitetem może mieć dla nas wartość na wypadek, że nie uda się nam w pierwszych latach sprowadzić odpowiedniej masy niemieckich robotników z Galicji; w takim razie musielibyśmy się wyręczać Rusinami" — i niżej — „Cale nasze staranie musi być skierowane ku temu celowi, by w przyszłości polscy robotnicy, tak z Galicji, jak z Rosji nie byli potrzebni i nie zostali dopuszczeni".

I znowu w dniu 8 lutego 1904 roku ks. Hanyckt odnosi się do Tiedemanna w sprawie robotników rus­kich i kończy list ciekawą propozycją:

„Jest obecnie do nabycia polski majątek książęcy (20 tysięcy mórg pruskich), cena wynosi około 2 miljony marek. Jest w nim wiele lasów, stawów z młynem (znany staw gró­decki), cena jest bardzo przystępna. Byłoby dobrze, żeby Niemiec go kupił, albo żeby udzielono Rusinom pomocy do nabycia go... Dziękując za życzliwą i łaskawą pomoc Jaśnie

Wielmożnemu Panu i składając całe nasze nadzieje w Jego wszechmocne ręce, pozostaję z najgłębszym szacunkiem. Hanycki*.

I znowu zacytuję z listu Hanyckiego do Tiede- manna z dn. 13 lutego 1904 r.:

.Tak zwany Komitet Czynu, rozumie się ruski, posta­nowił za dwa lata t. j. w r. 1905 wywołać powszechny bojkot i przeprowadzić go. Przez bojkot ten zamierza on zrujnować polskich właścicieli ziemskich. Ponieważ Komitet zwrócił się do mnie, abym go wspomagał radami i pomocą, przeto zwra­cam się do JWPana z najgorętszą prośbą o wspieranie nas w tej sprawie... Robotnicy, zatrudnieni w państwie niemieckiem, będą przystępniejsi wobec odpowiedniej agitacji w słowie

  • piśmie, która u nas podlegałaby karze i to więzienia aż do
  • Słowa, które ci ludzie usłyszą tam w Niemczech i druki, które z sobą przywiozą, utrzymają przy odpowiedniem doagi- towaniu ferment w ludzie i doprowadzą go do wybuchu... Po­nieważ sprawa z Komitetem Czynu i zamierzony bojkot jest ścisłą tajemnicą, proszę tedy, żeby JWPąn pismo niniejsze uważał za akt zaufania do siebie i żeby tylko wydał zarzą­dzenia w myśl tego pisma".

W liście z dn. 26 marca 1904 r. Hanycki pisze do sekretarza generalnego H. K. T. w Berlinie, Bo- venschena:

„Upoważniam p. dr. H. Bovenschena, ażeby udał się do wydawnictwa Hermanna Waltkera i jeżeli ten nie zgodzi się na publikację broszury, ażeby odebrał manuskrypt i go wydał. Ponieważ jednak autorowi, Budzynowskiemu, już teraz grożą procesem o zdradę stanu, przeto tytuł broszury brzmieć bę­dzie: „Polskie niebezpieczeństwo (Die polnische Gefahr)*, opracowane na podstawie pisma Budzynowskiego p. t. „Austrja czy Polską".

Hanycki dla większej swobody przesiedlił się do

Katowic i znowu w liście z dnia 9 lipca 1905 roku pisze do Tow. H. K. T.:

„Proszę przysłać wszystko, co moglibyśmy zużyć wspól­nie przeciw Polakom, a wszystko zostanie przeciw Polakom zużyte".

A w liście, skierowanym znowu do prezesa Tie- demanna z daty 15 stycznia 1910 r., a więc w kilka lat później, przypomina mu Hanycki ustaloną wspól­nie zasadę, że „Polakom trzeba wydać bitwę w Ga­licji" i proponuje tę bitwę rozszerzyć w ten sposób, by

.Polakom wydąć bitwę na tyłach, także ze strony Litwi­nów, Białorusinów i Rusinów w Rosji".

Zajmę się teraz jeszcze przez chwilę drugim korespondentem H. K. T. dr. Stefanem Baranem, ge­neralnym sekretarzem partji ukraińskiej. W liście z dn. 19 listopada 1912 r. skierowanym do generalnego se­kretarza Tow. H. K. T. Schultza, przesyła dr. Stefan Baran opracowany memorjał i wyraża przekonanie, że Niemcy zainteresują się informacjami

„o drugim co do wielkości, a germanofilskim narodzie".

W odpowiedzi z daty 20 stycznia 1913 Schultz prosi go o naszkicowanie programów stronnictw pol­skich i ruskich, zapytuje, co to są „Drużyny Barto­szowe", których ma być w Galicji 79 i dowiaduje się o stosunek kościoła ruskiego do papieża i czem różni się od prawosławia.

Tyle wybrałem spośród stu kilkudziesięciu listów. Okazuje się z nich dowodnie, że stosunki między Berlinem, a Ukraińcami już od r. 1903 stały się ofi­cjalne, przyczem ukraińcy wyraźnie podjęli się roli

 

narzędzia Berlina w walce z Polakami. Wzamian za te usługi cieszyli się poparciem moralnem i mater- jalnem. Pozatem jednak służyli wywiadowi niemiec­kiemu w Galicji i na terenie państwa rosyjskiego, jak możemy to wywnioskować choćby z listu sekre­tarza Schultza do dr. Stefana Barana. Byli ponadto jedynymi informatorami niemieckich czynników rzą­dzących o ruchu ukraińskim i jego zasięgu w Rosji,, albowiem w tym zakresie cechowała Niemców zupeł­na ignoracja, skoro po dziesięcioletnich stosunkach konsulatu pruskiego we Lwowie z Ukraińcami Schultz pyta dr. Barana o stosunek cerkwi unickiej do pra­wosławia. Te informacje i ta współpraca prusko- ukraińska skierowały w czasie wojny światowej eks­pansję wojskową Niemiec na Kijów i Charków i zna­lazły swój polityczny wyraz w pokoju brzeskim.

W parę miesięcy po ujawnieniu tych dokumen­tów wybuchła wojna światowa i armje rosyjskie wkro­czyły do wschodniej Galicji- I nagle wojskowe władze austrjackie zostały zaalarmowane faktem nieoczeki­wanym: oto cały lud ruski w Galicji witał entuzja­stycznie wojska rosyjskie, w każdej wsi pułki carskie znajdowały chętnych przewodników i szpiegów dla swego wywiadu. Przerażone władze austrjackie stra­ciły głowę i jęły się środków barbarzyńskich i dra­końskich. Masowe rozstrzeliwania i wieszania, wywo­żenie księży unickich do obozów koncentracyjnych, palenie wsi, a nawet masowe masakry kobiet i dzieci, spędzonych z szeregu wsi, jak w twierdzy przemyskiej. Austrjacka krajowa komenda żandarmerji we Lwowie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wydała w sierpniu i wrześniu 1914 r. kilka rozkazów, które — wykradzione w parę lat później — opubli­kowane zostały w moim przekładzie na język polski w drukowanem we Lwowie tajnem czasopiśmie »Z chwi- li“ (.NŁ 2 lipiec 1917). Oto rozkaz z dn. 16 sierpnia 1914 roku (pomijam wstęp):

„Żandarmi! Pomnijcie dobrze, co wam teraz powiem, a mówię wam to po raz ostatni! Zbudźcie się z małodusz­ności, wyzbądźcie się ograniczających was małostek i ciasnych, prawnych skrupułów. Dzisiaj istnieje tylko jedna, jedyna spra­wiedliwość, t. j. pomyślność państwa i tej należy przymnażać ze wszystkich sił bez względu na to, czy to zgadza się z upar- temi, prawnemi mądrostkami, czy też nie. Także istnieje jedna, jedyna odpowiedzialność, t. j. odpowiedzialność za bezpie­czeństwo państwa i armji. W obliczu tej jedynej odpowiedzial­ności nie ma już żadnych względów dla niczego i dla nikogo... Dlatego opieka bez zastrzeżeń każdemu patrjocie, a bez­względność bez zastrzeżeń w stosunku do każdego podejrza­nego, kimkolwiekby on był. Pomnijcie dobrze! Zguba każdemu -zdrajcy! Przy niektórych zderzeniach z nieprzyjacielem, gdy wojsko stało w ogniu, zdradzili moskalofilscy chłopi, a nawet, księża — przeciwnikowi stanowiska i siły. Żandarmi zdołali uwięzić podejrzanych, z tych jednak kilku uciekło podczas odwrotu, albowiem troskliwe pilnowanie ich nie było możliwe. Tu należało tych zdrajców nawet na miejscu wyrżnąć! W po­dobnych wypadkach, gdy ma się do czynienia z tak jawną zdradą, należy właśnie sprawić się krótko i nie mieć skrupu­łów z czasów pokoju! (—) Hagauer, podpułkownik”.

Następny rozkaz z dn. 19 sierpnia 1914 r. koń" •czy się tak:

„Skoro tylko dadzą się gdziekolwiek spostrzec oznaki popierania nieprzyjaciela, należy postąpić w sposób bezwzględ­ny. Żaden środek nie jest w tych wypadkach dostatecznie ostry... (—) Kolosvary, generał kawalerji”.

roku:

„W ostatnich czasach mnożą się wypadki zdrady mo~ skalorilów wobec naszych wojsk... Żandarmi! Z powodu niezbyt energicznego odporu zjawia się niebezpieczeństwo, że ruch moskalofilski ośmielony wystąpi tern gwałtowniej i rozprze­strzeni się ku naszej nieobliczalnej szkodzie... Nie ma już dziś czasu na wydawanie tych nędzników sądom wojskowym przesłuchuje się ich i świadków krótko, sporządza się odpo­wiedni protokół i strzela się im w łeb, dając ludziom odstra­szający przykład... (—) Hagauer, podpułkownik”.

I drugi rozkaz z tego samego dnia 20 sierpnia 1914 roku:

„Z powołaniem się na tutejszy rozkaz z dn. 16 sierpnia

  • N° 403 poufne — należy w obliczu wroga każdego po­dejrzanego o zdradę, poprostu zatłuc. (—) Hagauer, podpułko­wnik ".

I wreszcie dn. 19 września 1914 roku rozkaz telegraficzny:

„Pouczyć natychmiast wszystkie posterunki: zaprzestać zupełnie sądownictwa, dopuszczalne użycie broni według art 12 ustawy i art. 65 instrukcji służbowej. Krajowa Komenda Żandarmerii”.

Cała wschodnia Galicja znalazła się aż do czerwca

  • pod władzą wojsk rosyjskich. Po wkroczeniu armij rosyjskich do Lwowa w pierwszych dniach wrze­śnia 1914 r. wygłosił metropolita Szeptycki kazanie w katedrze św. Jura, w którem wystąpił przeciw rzą­dowi rosyjskiemu, zaco wywieziony został do Kijowa,, lecz conajmniej dziwnie określił stosunek cerkwi unic­kiej do prawosławia:

„Kordon padł” — mówił o Ukraińcach kijowskich —„złą­czyliśmy się z naszymi braćmi. U nich ta sama wiara, co

i u nas i tenże sam obrządek. Oni nazywają się prawosławni i my prawosławni. Ale ich prawosławie państwowe, synodalne, rządowe, nasze zaś lepsze i wyższe, gdyż jesteśmy katolikami, uznającymi zwierzchnictwo papieżą. Naszym obowiązkiem dać im wszystko nasze lepsze, naszym obowiązkiem walczyć za naszą wiarę do ostatniej kropli krwi", (cytuje „Prikarpatskaja Ruś* N° 1421).

Przypomina się goszczący u metropolity Szeptyc­kiego na kilka lat przed wojną tajemniczy ksiądz, książę Max bawarski, którego doktryna o braku różnic dogmatycznych między katolicyzmem i prawosławiem została wówczas potępiona przez oficjalny organ wa­tykański. A ludność ruska, pouczana od czasów świę- tojurców, że różnica między unją, a prawosławiem leży tylko w uznaniu władzy papieża, zamiast synodu i cara, wolała uznać potęgę cara, którego wspaniałe wojska okupowały kraj. Mimo to, że władze wojskowe rosyjskie wydały w dn. 8 października 1914 r. zakaz stosowania jakiegokolwiek przymusu na rzecz prawo­sławia, rozpoczyna się masowe, dobrowolne przecho­dzenie Rusinów na prawosławie. Przytoczę dwa cha­rakterystyczne ustępy z pism gmin ruskich, domaga­jących się przysłania popa w miejsce księdza unic­kiego. Wieś Sławna w powiecie Zborowskim pisze w dn. 23 listopada 1914 r.:

„My zawsze byliśmy prawosławni, nie zaś wrogami pra­wosławia. Ongiś Jezuici, a w nowszych czasach mazepińcy wykoślawili naszą cerkiew i nasz obrządek cerkiewny, że teraz sami nie wiemy, czem jesteśmy".

A wieś Snowicz w dniu 4 grudnia 1914 roku:

„Jezuity, Lachy i żydy wymyśliły jakąś unię. My nigdy

I •• M * • * '

S-S; ^ £5

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy unitami. My zawsze byliśmy i będziemy prawosławni".

W marcu zawitał do Lwowa car Mikołaj II. W od­bytem z tej okazji nabożeństwie prawosławnem, które celebrował prawosławny arcybiskup wołyński, Eulog- jusz, asystują mu księża uniccy, choć nie przechodzą na prawosławie. Rosyjskie „Birżewyja Wiedomosti” tak komentują ten niezwykły fakt:

„Podobnego wspólnego nabożeństwa nie było ani razu przez czas wszystkich czterech wieków istnienia unji. Nabo­żeństwo lwowskie tembardziej jest znamienne pod względem kanonicznym, że celebrował je arcybiskup wołyński Eulogjusz i tym sposobem duchowni uniccy służyli wspólnie z archijere­jem prawosławnym; według prawideł cerkiewnych z archirejem służyć mogą tylko ci kapłani, którzy uznają jego zwierzchnictwo kanoniczne".

W maju 1915 r. gdy Rosjanie naskutek klęski pod Gorlicami poczęli się wycofywać z Galicji wschod­niej, istniało już 200 zorganizowanych parafij prawo- sławnych, a 300 było w stadjum organizacji, zaś kil­kudziesięciu księży unickich przeszło na prawosławie. Nie zapominajmy, że ogromną większość księży sprzy­jających Rosji Austrjacy już przedtem pomordowali, lub wywieźli do obozów koncentracyjnych.


Ofensywa państw centralnych doprowadziła w ro­ku 1915 do odbioru większej części wschodniej Gali­cji, a ponadto posunęła wojska niemieckie i austr­iackie poza granice Królewstwa Polskiego na ziemie, zamieszkałe przez prawosławną ludność ruską i biało­ruską. Odtąd Berlin i Wiedeń poczynają liczyć na możliwość zawarcia odrębnego pokoju na wschodzie.

a za drogę, wiodącą do tego celu, uważają — poza intrygami na dworze carskim — szachowanie Rosji groźbami. Tej polityce wojennej należy zawdzięczać, obok proklamacji Królestwa Polskiego w dn. 5 listo­pada 1916 roku, odżycie rachub na zastraszenie Rosji separatyzmem ukraińskim. W obliczu tych rachub zmienia się kurs wobec ukraińców. Jużwmaju 1915ro- ku zaraz po bitwie gorlickiej, jako pierwszy akt powrotu do dawnej polityki, następuje zwolnienie Ru­sinów, internowanych masowo w obozach koncentra­cyjnych.

Politycy ukraińscy podchwytują moment i usi­łują nawiązać do harmonijnej współpracy z okresu przedwojennego i zatrzeć w pamięci wydarzenia w Galicji z pierwszego okresu wojny. W Wiedniu, a szczególnie w Berlinie organizują od roku 1915 wielką akcję prasową, mającą zachęcić państwa cen­tralne do ponownego podjęcia sprawy „wielkiej Ukra­iny11, zdolnej zniweczyć potęgę rosyjską na zawsze. Wychodzą książki, pisane przez ukraińców w języku niemieckim, zaś w Berlinie pojawia się perjodyczne wydawnictwo „Die Ukrainę”, pomieszczające rozpra­wy polityków ukraińskich i niemieckich. Ukazują się opracowane przez ukraińców mapy, na których wid­nieje „wielka Ukraina od Kaukazu do Lublina1*.

Politycy ukraińscy wiązali losy „wielkiej Ukra­iny* ze zwycięstwem Niemiec i Austrji, musieli więc ją ograniczać do ziem, pozostających pod suweren­nością rosyjską; nie mogli głosić jawnie programu oderwania wschodniej Galicji od Austrji. Głosili więc

program wyodrębnienia wschodniej Galicji aż po San w autonomiczną prowincję ukraińską pod berłem Habsburgów.

„Narodowy podział Galicji* — wyjaśniał dr. Michał Ło­ziński w broszurze p. t. „Die Schaffung einer ukrainischen Provinz in Oesterreich", wydanej w Berlinie w r. 1915 (patrz str. 75) — „byłby tylko usunięciem polskich przywilejów, sprzecznych z nowoczesnemi poglądami na wolność narodową. Natomiast nie byłby on poderwaniem narodowych praw poi' skiego ludu, których mógłby ten zażywać w polskiej prowincji, utworzonej z polskiego obszaru Galicji*, (a więc na zachód od Sanu — przyp. autora).

Wódz ruchu ukraińskiego, importowany z Kijowa, prof. Hruszewski, wydaje w Wiedniu w r. 1915 bro­szurę p. t. „Die ukrainische Frage in historischer Entwicklung", w której przestrzega państwa centralne przed skutkami niepodjęcia sprawy wielkoukraińskiej:

„Bliska przyszłość" — pisze na str. 52 — „przyniesie nam rozstrzygnięcie. Każdy znawca stosunków wschodnioeu­ropejskich musi zapowiedzieć z góry, że problem ukraiński — jeżeli nie zostanie rozwiązany przez obecną wojnę — stanie się źródłem nowych wstrząśnień we wschodniej Europie*.

Trzeba było oczywiście wykazać, że lud ukraiń­ski po stronie rosyjskiej nie będzie biernym czynni­kiem w walce o własne państwo, lecz poprze czynnie Niemcy i Austrję, a w przyszłości stanie przy ich boku, jako stały sprzymierzeniec. Temu zadaniu po­święcone zostało wychodzące w Berlinie czasopismo „Die Ukrainę".

„O dziejach Ukrainy”, — pisze w niem w artykule p. t. „Die wiedererwachte Ukrainę” poseł E. Lewicki (Rok 1916 ze­szyt 12 str. 77) — „jej położeniu geograficznem i nieprzebra-

nych bogactwach tej ziemi, a wreszcie o jej poiitycznem zna­czeniu międzynarodowem pisano już wiele w ciągu wojny, szczególnie w Niemczech. Przyczyniło się to istotnie do po­znania krąju i jego przeszłości. Natomiast w rozważaniu pro­blemu ukraińskiego dotknięto zaledwie, a może nawet pomi­nięto pytanie, jak to lud ukraiński po jego całkowitem zgnie­ceniu podźwignąUsię ze swego smutnego położenia i pomimo tak trudnych warunków zewnętrznych umiał wywalczyć sobie na nową duchową i polityczną indywidualność. Albowiem lud ten dokonał wszystkiego, a także i tego, czem może się wy­kazać w swym duchowo-politycznym rozwoju jedynie i wyłącz­nie własnemi siłami; w dążeniach swych nie znalazł opiekuna, ani sprzymierzeńca aż do czasów wojny, jeżeli wyłączymy po­litycznie dogodne warunki, które dawała mu konstytucja au­striacka”.

Opiekę i przymierze, które ujawniły dokumenty, opublikowane bezpośrednio przed wojną przez Fr. Krysiaka, pominął polityk ukraiński z łatwo zrozu­miałych względów. A tymczasem polityków i wojsko­wych niemieckich coraz bardziej nęciły perspektywy rozwalenia Rosji i zdobycia sobie drogi aż ku Indjom. Istotę planów niemieckich w tej dziedzinie, mogą­cych mieć walor i dzisiaj jeszcze, odsłania w cyto- wanem już czasopiśmie „Die Ukrainę” w roku 1916 dr. Falk Schupp w artykule p. t.: „Ukraina, pomost niemiecki do krajów Wschodu”, (zeszyt 12, str. 102)

„Jeżeli spojrzymy na mapę”, — pisze — .to spostrze­żemy, że droga z Berlina do Odesy jest krótsza niż droga- z Berlina do Konstantynopola. Ujrzymy dalej, że przez Warszawę, Kijów, Rostów nad Donem, a dalej przez Ty- flis, Tebris wiedzie bezpośrednia droga kolejowa do zatoki perskiej, a stąd do Indyj. Rosja chciała przy pomocy swego serbskiego wasala zatarasować państwom centralnym drogę

przez Bałkan, aby je odciąć na trwale od ich tureckiego przy­jaciela. Gdyby to się powiodło, to państwo Osmanów byłoby przez mocarstwa entente’y przecięte, jak tort i podzielone. Toteż przepędzenie Rosji znad morza Czarnego przywraca polityczną równowagę naszej części świata wobec Wschodu i otwiera uzasadnione widoki na ożywienie kultury krajów kaukaskich, szczególnie Gruzji, oraz graniczących z nię części Azji. Bismarck rozpoznał był te polityczne skutki z właściwą mu bystrością i dlatego to polecił w 1888 r. filozofowi, Edwar­dowi v. Hartmann wystąpienie z projektem przywrócenia wielkiego miasta Kijowa, czyli Ukrainy. Choćby te projekty były wówczas tylko politycznym szachem, przeznaczonym na to, aby Rosję, coraz bardziej zadufaną w sobie, połechtać w piętę Achillesowy — to jednak są w nich zawarte wytyczne naszej polityki, w myśl których dobrze byłoby podążyć. Jeżeli przedtem półwysep bałkański uchodził w polityce europejskiej za kocioł czarownic, a rozwiązywanie jego zagadnień za dowód mistrzostwa w sztuce państwowej w zakresie Wschodu, to dzisiaj zadanie to kryje się, jak karzeł, za problemem ukra­ińskim, którego wymiary muszą być uznane za olbrzymie”.

♦ * • «

Rewolucja marcowa 1917 r. w Rosji, detronizu- jąca cara, otwarła przed państwami centralnemi mo­żliwość realizacji ich planów ukraińskich i rozpaliła nadzieje ukraińskich polityków. Ale dopiero przewrót październikowy 1917 r., doprowadzający do władzy Lenina i Trockiego pchnął Niemcy i Austrję do po­djęcia sprawy ukraińskiej na wielką skalę. Bolszewicy bowiem wstrzymali odrazu kroki wojenne na froncie i patronowali dzikiej demobilizacji całej armji rosyj­skiej. W rozpoczętych z delegacją bolszewicką per­traktacjach państwa centralne odrazu wyłączyły spod kompetencji rosyjsko-komunistycznej delegacji poko­jowej sprawy ukraińskie. Już przedtem w dn. 2 grud-

nia 1917 r. odbył się w Kijowie na zasadach stano­wienia narodów o sobie, głoszonych przez bolszewi­ków, zjazd Centralnej Rady ukraińskiej pod przewo­dnictwem znanego nam już dobrze prof. Hruszew- skiego. Przedstawicielstwo tej Centralnej Rady po- powołały teraz państwa centralne do rokowań o pokój, tworząc poza plecami bolszewików delegację ukra­ińską do rokowań z sobą. W dyskusjach, toczonych w Brześciu litewskim, okupowanym przez wojska nie­mieckie, wynikł spór z delegacją rosyjsko-bolszewicką o zasady pokoju i kompetencje niezależnej od bol­szewików delegacji ukraińskiej do zawarcia osobnego pokoju, zaś austro-węgierski minister spraw zagra­nicznych, hr. Czernin, w dn. 4 lutego 1918 r. złożył imieniem państw centralnych następujące oświadcze­nie w tej sprawie na posiedzeniu z delegacją ukra­ińską :

„Nie mamy powodu do cofnięcia lub ograniczenia po­twierdzonego na posiedzeniu plenarnem z dn. 12 stycznia r.b. uznania delegacji ukraińskiej za delegację samodzielną i za upełnomocnione przedstawicielstwo ukraińskiej republiki ludo­wej. Przeciwnie, uważamy raczej za stosowne już teraz uznać ukraińską republikę ludową za niepodległe, wolne, suwerenne państwo, które znajduje się w tej sytuacji, że może samodzielnie zawierać układy międzynarodowe”.

Jakkolwiek przedmiotem rokowań o granice Ukra­iny miały m. in. stać się terytorja, wchodzące w skład utworzonego przez państwa centralne aktem z dnia 5 listopada 1916 r. Królewstwa Polskiego, przedsta­wicielstwo warszawskiej Rady Regencyjnej nie zostało dopuszczone do rokowań i na posiedzeniu z dnia 9

lutego nad ranem delegaci państw centralnych pod­pisali ze swoją delegacją ukraińską pokój w Brześciu litewskim, ustanawiający ^wschodnie granice „wielkiej Ukrainy”. Podpisanie aktu uczcił imieniem państw centralnych niemiecki sekretarz stanu do spraw za­granicznych, v. Kuehlmann, uroczystym przemówieniem:

„Panowie! Nikt z Panów nie zechce się usunąć od oce­ny historycznego znaczenia tej chwili, w której przedstawicie­le czterech sprzymierzonych państw zeszli się w tej oto sali z przedstawicielami ukraińskiej republiki ludowej, aby podpi­sać pierwszy pokój, który został zawarty w czasie wojny świa­towej. Sprzymierzonym delegacjom sprawia szczególną satys­fakcję fakt, że pokój zawarły z młodym organizmem państwo­wym, który się wyłonił z zamętu wielkiej wojny. Niechaj ten pokój będzie pierwszym z szeregu traktatów pokojowych, pełnym błogosławieństw zarówno dla państw sprzymierzonych, jak i dla ukraińskiej republiki ludowej, której wszyscy życzy­my najlepszej przyszłości”.

Wytyczone w Brześciu granice^wschodnie Ukra­iny miały pójść po linji Tarnogród—Biłgoraj—Szcze­brzeszyn—Krasnystaw — Puchaczów—Radzyń—Między­rzecz—Sarnaki —Mielnik—Wysokie litewskie—Kamie­niec litewski — Prużany—Wyganowicze. Odcinały więc na rzecz republiki ukraińskiej z granic dzisiejszego państwa polskiego następujące obszary: 1) całe wo­jewództwo wołyńskie i większość poleskiego, 2) po­łowę województwa lubelskiego z Chełmem, i Zamoś­ciem i całem Podlasiem, przyczem granica miała iść tuż na wschód od samego Lublina, 3) południowy skrawek województwa białostockiego, 4) ponadto całe województwa stanisławowskie i tarnopolskie, oraz prawie całe województwo lwowskie, połączone z au-

* zaeMtue

strjacką Bukowiną, miały utworzyć — czego nie opu­blikowano — autonomiczną, ukraińską prowincję pod berłem Habsburgów. Oczywiście województwa wileń­skie, nowogrodzkie, reszta poleskiego i prawie całe białostockie również nie miały wchodzić w skład Królestwa Polskiego, tak samo jak poznańskie, pomor­skie, śląskie, krakowskie i reszta lwowskiego.

Wobec rozejścia się wojsk rosyjskich i deklaracji Trockiego, kończącej wojnę bez zawarcia pokoju, wmaszerowały wojska niemiecko-austrjackie w głąb południowej Rosji i zajęły Kijów i Charków. Zaczęła się po parotygodniowych rządach z ramienia Cen­tralnej Rady organizacja pod protektoratem wojsk niemieckich rządu ukraińskiego z hetmanem Skoro- padzkim na czele. Równocześnie w austrjackiej Bu­kowinie pod opieką Austrji, a pod wodzą atamana Witowskiego, sformowano oddziały legionistów ukraiń­skich, t. zw. strzelców siczowych, pochodzących z Ga­licji; oddziały te niebawem odegrały znaczną rolę w walce o Lwów.

Tymczasem nastąpił pogrom państw Centralnych i rozpad Austro-Węgier. Wojska niemieckie na wscho­dzie zostały odcięte od macierzy i wycofywały się spiesznie. Straciwszy poparcie wojsk niemieckich upadł natychmiast w Kijowie umiarkowany rząd hetmana Skoropadzkiego, a miasto zostało opanowane przez ukraińskich radykałów z atamanem Petlurą na czele. W tym samym czasie we wschodniej Galicji władze wojskowe i cywilne austrjackie poczyniły wszelkie przygotowania, mające na celu przekazanie władzy

 

Ukraińcom. Wiedeń roił sobie nadzieje zatrzymania dla Habsburgów korony Zachodniej Ukrainy i w zwią­zku z tymi nadziejami arcyksiąże Wilhelm Habsburg, syn arcyksięcia Karola Stefana z Żywca, niedawnego kandydata do korony polskiej, został odkomendero­wany do wschodniej Galicji i później, w początku walk polsko-ukraińskich, przebywał stale w głównej kwaterze ukraińskiej, jako „Wasyl Wyszywany". Na parę tygodni przed katastrofą Austrji kadry pułków, rekrutujących się z Rusinów, zostały przeniesione do wschodniej Galicji, podczas gdy polskie pułki trzyma­no zdała od kraju.

Ukraińcy nie próżnowali. W dn. 17 października 1918 r. delegacja Narodnej Rady powzięła we Lwo­wie uchwały, w których

„1) postanowiła ze względu na stanowisko Polskiej Ko­misji Likwidacyjnej w stosunku do suwerennej państwowości ukraińskiej we wschodniej Galicji dla wszystkich władz i urzę­dów ukraińskiego państwa rozporządzenie bezwzględnie obo­wiązujące. Ukraińska Narodna Rada, jako naczelna władza su­werennego ukraińskiego państwa, rozkazuje, by wszystkie za­rządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej na terenie ukraiń­skiego państwa uważać za pozbawione wszelkiej mocy prawnej i zakazuje ich wykonywania pod odpowiedzialnością przed Ukraińską Narodną Radą.

  • Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady uznaje ukraiń­ski legjon siczowych strzelców za początek i zawiązek naro­dowej siły zbrojnej ukraińskiego państwa i postanawia, że wszystkie ukraińskie pułki, jakie dotychczas pozostawały w związku z c. k. armją, podlegają rozkazom atamana Ukra­ińskiej Narodnej Rady.
  • Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady wzyw;a austrjac-;

ki likwidacyjny rząd i c. k. komendę naczelną austrjackiej

armji, by oddala wszystkie austrjackie pułki, o których mowa,

do rozporządzenia Ukraińskiej Naczelnej Radzie i przeniosła

bezwlocznie wszystkie kadry tych wojskowych oddziałów do kraju.

Za delegację Ukraińskiej Narodnej Rady: Kost Lewicki, Iwan Kiweluk".

Uchwałę tę opublikowali ukraińcy dopiero w dwa tygodnie później, po dokonaniu zamachu na Lwów i wschodnią Galicję. Tymczasem w dn. 18 paździer- rnika 1918 roku obradowała we Lwowie konstytuanta ukraińska i zażądała od austrjackiego prezydenta mi­nistrów, hrabiego Lammascha, przekształcenia Galicji wschodniej wraz z Bukowiną na niepodległe państwo ukraińskie w związku dynastycznym z Austrją. W kil­kanaście dni potem austrjacka rada ministrów w obli­czu upadku państwa uchwaliła nakazać namiestnikowi we Lwowie, generałowi hr. Huynowi, przekazanie władzy nad wschodnią Galicją Ukraińskiej Narodnej Radzie (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolscheviśmus”, Berlin 1934 str. 33).

Istotnie w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. władze austrjackie w tajemnicy przed Pola­kami przekazały Ukraińskiej Narodnej Radzie władzę cywilną i wojskową, koleje, policję, objekty i maga­zyny wojskowe, budynki państwowe i znacznę fundu" sze. Komenda główna i inne dowództwa ukraińskie zasilone zostały oficerami niemieckimi i austrjackimi,. narodowości niemieckiej, ci zaś kierowali później,

przez szereg miesięcy wojskiem ukraińskiem w walce z Polakami.


8f

 

Zaraz po obsadzeniu Lwowa ogłosiło „Diło" odezwę do żołnierzy:

„Stare miasto stołeczne halickiej Ukrainy“ — czytamy w niej — „i cały naród ukraiński składa Wam, wojacy ukraiń­scy, swoją najserdeczniejszą i najgorętszą podziękę za naj­piękniejsze dzieło życia Waszego, jakiegoście, bracia, dokonali, za oswobodzenie z niewoli lackiej. Naród ukraiński, jakoteż wielka i szeroka jego ziemia, od Sanu do gór Kaukazu, zapa­mięta Wam i dzieciom Waszym to, że Wy byliście pierwsi po­między miljonami synów Ukrainy, którzy tu podnieśli broń w obronie praw narodu, który był 600 lat w niewoli polskiej".

Zbrojny czyn ukraiński zwrócił się więc przeciw Polsce. Ale Lwów nie pogodził się z okupacją ukra­ińską i do broni porwała się ludność cywilna, kobiety i dzieci. Z górą 3 tygodnie trwające wałki wewnątrz miasta pod dowództwem ś. p. Czesława Mączyńskie- go stanowią jedną z najchlubniejszych kart w naszych dziejach. Ówczesne dowództwo polskie we Lwowie i obrońcy Lwowa doczekali się najwymowniejszego hołdu, bo uznania ze strony pisarza ukraińskiego (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolschevismus”, Berlin 1934 r., str. 48):

„W tym samym czasie” — pisze Kuczabski — „zorgani­zował kapitan Mączyński komendę naczelną ze służbą łącz- czności i wywiadu, uporządkował zamieszki w związany front i wytyczył atakom, prącym naprzód, cel i plan... Ze strony Polaków był to wspaniały wyczyn wojskowy, w którym złączyła się pogarda śmierci poszczególnych walczących z niepohamo­wanym zapałem ofensywnym poszczególnych oddziałów, wspa­niałe zdolności organizacyjne naczelnego dowództwa z celo- wemi działaniami wojennemi poto, aby wywalczyć zwycięstwo”.

W dn. 22 listopada 1918 r., naskutek wzmoc­nienia polskich oddziałów w mieście nadeszłą odsie­czą, ukraińcy zostali zmuszeni w walce do ucieczki z wnętrza miasta i rozpoczęła się z górą pół roku trwająca wojna polsko ukraińska. Tak wygląda osta­teczny bilans polityczny ugody austrjacko-polsko-rus- kiej 1890 r., dzięki której powstała partja ukraińska, aby zorganizować współmieszkający z Polakami lud ruski w dorzeczu Sanu, Bugu, Dniestru i Prutu do walki z Polską.

 

Załamanie się państw centralnych na schyłku 191S roku nastręczyło przywódcom ruchu ukraińskie­go sposobne warunki dla budowy niepodległego państwa po obu stronach dawnego granicznego kordo­nu. Po stronie austrjackiej konający rząd wiedeński w drodze ostatniej uchwały rady ministrów przekazał ukraińcom władzę w całej Galicji wschodniej i oddał im na usługi broń i zapasy wojskowe. Po stronie ro­syjskiej wojska niemieckie życzliwie odnosiły się do organizacji państwa ukraińskiego i — póki nie opuś­ciły kraju — osłaniały go przed bolszewikami. Nowo­powstające państwo polskie targane było wewnętrzne- mi walkami politycznemi i stoczone anarchją, przy- czem granice jego zewsząd zostały wojskowo zagro­żone; od zachodu przez Niemców i Czechów, od wschodu przez bolszewików i ukraińców. Koalicja była na wschodzie bezsilna i przerażona postępami bolszewizmu, podminowującego całą Europę; ogarniał on Rosję, spowodował bunt marynarzy francuskich w Odesie i już w sercu Europy doprowadził do wy­buchów w Berlinie i Bawarji i do opanowania władzy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na Węgrzech przez rząd Beli Kuna. W tej sytuacji czynniki polityczne i wojskowe koalicji marzyły o stwo­rzeniu na wschodzie wspólnego frontu, osłaniającego zachód Europy przed bolszewizmem, w skład którego wchodziłyby armję kontrrewolucyjne rosyjskie, Polska, Rumunja i niepodległa Ukraina. Dla niepodległej Ukra­iny otwierały się więc i widoki uznania przez dykta­torów kongresu pokojowego. Tę przychylną dla dążeń ukraińskich konstelację umacniały jeszcze rachuby angielskie na osłabienie Polski, jako sojuszniczki Francji i apetyty na galicyjską naftę. Wreszcie po­parcie Czechosłowacji, która poprzez Ukrainę pragnę­ła zyskać łączność z Rosją, zapewniało państwu ukra­ińskiemu bezpieczeństwo jego południowo-zachodnich granic. Wkońcu możnie ważyło na szali antypolskie stanowisko żydostwa światowego, które swoje wpływy

  • mimo pogromów żydowskich na Ukrainie rosyjskiej
  • rzuciło na rzecz Ukrainy.

Zaraz po opanowaniu Lwowa przez zamach ukraiński żydzi lwowscy zadeklarowali „neutralność” w sporze polsko-ukraińskim. Deklarację, imieniem całego żydostwa lwowskiego, podpisali przedstawicie­le wszystkich ugrupowań żydowskich, a wraz z nimi i t. zw. asymilatorzy, czyli „żydzi-Polacy“. Za zgodą komendy ukraińskiej powstała uzbrojona milicja ży­dowska, aby strzec neutralności dzielnic żydowskich; w praktyce jednak neutralność ta skłaniała się przy­chylnie ku ukraińcom i sprowadzała się do obrony żydowskiej części miasta przed zajęciem ze strony oddziałów polskich. Deklaracja neutralności znalazła

 

swój wyraz w obwieszczeniu komendanta milicji ży­dowskiej, kapitana Eisnera:

,Po raz pierwszy powiewa nad budynkiem gminy ży­dowskiej we Lwowie chorągiew o biało-niebieskich barwach. Tern samern wyrażono, że my, żydzi, występujemy zupełnie samodzielnie i tę niezależność pragniemy zachować na lewa i na prawo. Pragniemy służyć tylko interesom żydowskim ! bronić ludności żydowskiej według sił. Z całą siłą będziemy się starali przeszkodzić, by ludność żydowską miano wciągnąć wbrew jej woli w wir sporu walczącyęh narodów. Wiernie peł­nimy służbę przed żydowską dzielnicą”...

Neutralność żydowska przejawiła się nietylko na polu wojskowem przez zabezpieczenie tyłów wojskom ukraińskim w mieście, ale wyraziła się także na polu politycznem słynną radiodepeszą, skierowaną do pre­zydenta Wilsona przez żydowski wydział bezpieczeń­stwa we Lwowie. Oto jej treść, podana dosłownie w wychodzącej we Lwowie pod protektoratem ukraiń­skim niemieckiej „Lemberger Zeitung” (JMs z dnia 15 listopada 1918 r.):

„We Lwowie panują od 1 listopada krwawe walki ulicz­ne pomiędzy wojskami polskiemi, a ukraińskiemi. Setki ofiar między niewinną ludnością cywilną. Całe dzielnice znajdują., się w strefie ognia i wystawione są na śmierć głodową. Żydzi proklamowali we Lwowie i w całej wschodniej Galicji najści­ślejszą neutralność. Mimo to rekrutują Polacy w zajętych przez nich dzielnicach miasta żydowskich mężów przymusowo do walki przeciw Ukraińcom. Lwowski wydział bezpieczeństwa pro­testuje uroczyścielprzeciw temu i prosi o skuteczną interwencję".

Gdy po wyparciu Ukraińców z miasta milicja i ludność żydowska broniła się zbrojnie, by nie do­puścić do zajęcia dzielnic żydowskich przez wojska polskie, wybuchły we Lwowie zamieszki antyżydow-

skie, którym kres położyło wkroczenie polskich władz wojskowych. Mimo to żydostwo roztrąbiło po całym świecie wieści o krwawym pogromie we Lwowie, pod­czas gdy równoczesne pogromy żydowskie na Ukra- inie rosyjskie], o wiele krwawsze, zostały planowo przemilczane i dopiero w wiele lat później zostały pomszczone morderstwem Petlury przez żyda Szwarc- barta. Oto, co o tych zaburzeniach antyżydowskich we Lwowie i o stanowisku żydów pisze historyk ukra­iński (W. Kuczabski: Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolschevismus, Berlin 1934 str. 65):

„Ponieważ żydzi podczas poprzednich walk zachowali neutralność, choć okazywali przychylność Ukraińcom, stały się zaraz dzielnice żydowskie ofiarą trzydniowego pogromu, przy- czem całe bloki domów zostały spalone, a wielu żydów bez różnicy wieku i płci utraciło życie. Potem wkroczyło dowództwo polskie i przywróciło porządek, ale żydowstwo wschodnio-gali- cyjskie stanęło odtąd podczas całej wojny polsko-ukraińskiej po stronie Ukraińców*.

Tak to „przychylna neutralność'1 zamieniła się w ścisły sojusz.

We Lwowie w pierwszych dniach listopada 1918 roku ukonstytuował się rząd Zachodniej Ukrainy, któ­ry po zdobyciu miasta przez wojska polskie przeniósł się do Stanisławowa. Jeszcze ze Lwowa w pierwszej

połowie listopada zwrócił się ten rząd do Kijowa do hetmana Skoropadzkiego z prośbą o pomoc przeciw

Polakom, w szczególności zaś o przysłanie kijowskich oddziałów strzelców siczowych, w skład których wcho­dzili wyłącznie niemal Rusini wschodniogalicyjscy.

Jednak dalsze wydarzenia na kijowskiej Ukrainie unie­możliwiły spełnienie tej prośby.

W odmęcie rewolucji bolszewickiej i w obliczu ewakuacji Ukrainy przez wojska niemieckie hetman Skoropadzki postanowił połączyć swe siły z kontrre­wolucją rosyjską i obwieścił o wejściu Ukrainy w sto­sunek federacyjny z tą Rosją, którą odbuduje prze- ciwrewolucja. W odpowiedzi na to żywioły radykalne wywołały bunt chłopski, czyli t. zw. powstanie Pe~ tlurowskie w dn. 15.XI—19.XI 1918 r. Na czele nowej socjal-rewolucyjnej Ukrainy stanął dyrektorjat, do któ­rego wchodzili Petlura, Hołubowicz i inni; dyrektorjat podjął marsz na Kijów i oblężenie tego miasta. W dniu 14 grudnia 1918 r. wojska Petlury wkroczyły do Ki­jowa. W najbliższym okresie czasu na skutek ciągłego stanu wojennego dyrektorjat usunięty został całkowi­cie w cień przez dyktaturę wojskową Petlury.

Pierwsze miesiące istnienia dwóch Ukrain — to czas ich wzajemnego zbliżenia, przyczem oba państwa łączy na gruzach Rosji i Austrji ścisły sojusz wojenny. Znajduje on odrazu swój wyraz w powołaniu b. wyż­szego oficera armji carskiej, generała Omeljanow- Pawlenki na wodza armji Zachodniej Ukrainy w dniu 10 grudnia 1918 r. Wkrótce potem z końcem grudnia pojawiają się pod Lwowem oddziały Petlury i biorą udział w walkach z Polakami, lecz niechęć popędzo­nych pod Lwów chłopów z rosyjskiej Ukrainy do wal­ki na obcym terenie wybucha w masowym buncie, który powoduje zdziesiątkowanie ich, a potem ode­słanie do rodzinnego kraju (patrz cytowane dzieło Kuczabskiego str. 148). Niemniej przeto pierwszy okres trwania Wschodniej i Zachodniej Ukrainy cechuje

 

dążność do wprowadzenia w życie ideału jedności Wielkiej Ukrainy, zaś odrębne rządy obu jej części miały być tylko czynieniem zadość chwilowej koniecz­ności polityczno-wojskowej.

W myśl tych zasad w dn. 3 stycznia 1919 roku Narodna Rada, zebrana w Stanisławowie, podejmuje uchwałę o połączeniu obu Ukrain i wysyła delegację do dyrektorjatu do Kijowa, celem uzgodnienia szcze­gółów tego połączenia. Po przybyciu delegacji do Ki­jowa dyrektorjat Wschodniej Ukrainy podaje w dniu 23 stycznia 1919 r. do publicznej wiadomości uchwa­łę stanisławowską Narodnej Rady i obwieszcza o po­łączeniu obu Ukrain w jedno państwo; odtąd do dy­rektorjatu miał wchodzić E. Petruszewicz, jako przed­stawiciel Zachodniej Ukrainy. W praktyce jednak roz­dział polityczny, administracyjny i wojskowy trwał nadal, zaś unifikację pozostawiono przyszłości.

Tymczasem operacje ukraińskie we wschodniej Galicji rozwijały się groźnie dla wojsk polskich; prze­wadze liczebnej armji ukraińskiej, zasilonej przymu­sowym poborem we wschodniej Galicji i fachową po­mocą oficerów niemieckich, austrjackich i rosyjskich, z trudem przeciwstawiała się skromna siła ochotni­czych formacyj polskich, płynących zresztą z całej Polski. Oblężony Lwów, ostrzeliwany bezustannie przez artylerję ukraińską, pozbawiony wody, światła i gazu, a często dowozu żywności bronił się ostatkiem sił; po jego zdobyciu dowództwo ukraińskie zamie­rzało uderzyć na Przemyśl, by mocną stopą stanąć nad Sanem. W tej sytuacji zjawiła się we Lwowie

 

misja wojskowa państw koalicji, wydelegowana przez kongres pokojowy, której zadaniem było doprowadzić do trwałego zawieszenia broni między wojskami poi- skiemi i ukraińskiemi, by wojska ukraińskie stały się czynnym elementem frontu przeciwbolszewickiego. Równocześnie inna misja wojskowa francuska pertrak­towała z rządem Petlury.

W dn. 19 stycznia 1919 roku angielski generał Carton de Wiart zwrócił się do komendy wojskowej ukraińskiej, by podała swe warunki zawieszenia broni, z Polakami. W odpowiedzi dowództwo ukraińskie za­żądało oddania Lwowa i Przemyśla i wycofania wojsk polskich na linję Sanu, przyczem oświadczyło, że ukraińcy nie rezygnują i z ziem, położonych jeszcze na zachód od Sanu


W lutym 1919 roku zjechał do Lwowa imieniem koalicyjnej misji wojskowej francuski generał, Barthe- lemy i w dn. 18 lutego zaproponował Ukraińcom lin ję rozejmu z zapewnieniem, że stanie się ona podstawą przyszłej granicy politycznej. Linja ta pozostawiała po stronie polskiej Lwów i Przemyśl, a nadto Dro­hobycz i Borysław, a więc zagłębie naftowe. Miała jść wzdłuż Bugu do Kamionki Strumiłowej, poczem przez Bóbrkę, Mikołajów nad Dniestrem i między Stryjem i Drohobyczem do Karpat. Dla poparcia swej propozycji udaje się generał Barthelemy do Chodo- rowa, dokąd zjechał Petlura wraz ze swym sztabem. I znowu w dn. 28 lutego 1919 roku wygłasza generał Barthelemy przemówienie do przedstawicieli ukraiń­skich, mające ich nakłonić do przyjęcia jego warunków.

„My, przedstawiciele entente‘yw,— mówi — „armji Anglji, Francji, Ameryki i Wioch, zbadaliśmy sumiennie i dokładnie sprawę, którą mamy rozstrzygnąć... Jeśli przyjmiecie naszą propozycję, przedsięweźmiemy kroki, celem uznania waszej suwerenności. Fakt, że pertraktujemy z wami i że kierujemy do was tę propozycję, jest już do pewnego stopnia uznaniem waszego państwa, bo przecież nie pertraktuje się z kimś, kto nie istnieje. Następnie z naszą pomocą zwyciężycie bolszewi­ków, odzyskacie utracony kraj i nie staniecie z pustemi ręko­ma przed konferencją pokojową... Poczynimy przygotowania, abv wasi przedstawiciele zostali dopuszczeni na konferencję pokojową. Wyślemy do was misję, która u was pozostanie i po­wiadomi nasze rządy o waszych potrzebach. Nawiążemy kon­takt między waszym rządem, a mocarstwami entente’y... Nigdy ! nigdzie nie będziecie mieli takiej sposobności, jak dzisiaj. Chwila jest wielka i uroczysta. Los waszego ludu znajduje się w waszych rękach", (cytuje Kuczabski na str. 262-263).

Ale ukraińcy, zaślepieni chwilowemi sukcesami wojennemi i nienawiścią do Polski odrzucili propo­zycję koalicji i linję graniczną Barthelemy’ego. W dniu

27 marca na ponowną propozycję odpowiedzieli od­mownie po raz wtóry.

Tymczasem Wschodnia Ukraina zagrożona została atakiem bolszewickim. Już w dn. 4 lutego 1919 roku zdobyli bolszewicy Kijów, symboliczną stolicę Wiel­kiej Ukrainy. W tym czasie wojska Zachodniej Ukrai­ny, miast spieszyć Petlurze na pomoc, oblegały na własny rachunek Lwów i odrzucały warunki zawie­szenia broni. Toteż Petlura, pozostawiony własnym siłom, został w kwietniu 1919 r. pobity przez wojska bolszewickie i zepchnięty na środkowy Wołyń, zaś wojska bolszewickie stanęły nad Zbruczem na grani­cy Zachodniej Ukrainy. Tu zatrzymały swój pochód,

obserwując neutralnie walki polsko-ukraińskie I tak Wschodnia Ukraina nie podołała w walce bolszewi­kom i została sprowadzona do ciasnego obszaru ziemi wołyńskiej. Przyczyny tej klęski tak ujmuje historyk ukraiński (W. Kuczabski str. 12):

.Póki trwała walka masowa przeciwko ochotnikom ro­syjskiej kontrrewolucji, poty autorytet dyrektorjatu, który wy­obrażał sobie, że stoi na czele polityczno-narodjwej rewolucją gdy faktycznie przewodził rewolucji społecznej, był powszech­nie uznany. Skoro jednak zgłosił swe pretensje jedyny prawny i prawdziwy rozkazodawca wschodnio-europejskiej rewolucji społecznej — bolszewizm—cały autorytet załamał się odrazu".

Czyli po prostu Petlura swe sukcesy na Ukra­inie oparł na demagogji społecznej, zaś bolszewicy przelicytowali go i tern zapewnili sobie powodzenie. Poczucie narodowe na Wschodniej Ukrainie — zda­niem historyka ukraińskiego — znikomą odegrało rolę.

„Nad Ukrainą panowała Wielkorosja" — pisze (str. 347) — „ponieważ ukraińskie poczucie odrębności spało w masach ludowych i nie przeciwstawiało się czynnie Wielkorosji, zaś ukraińskie warstwy wyższe, które niekiedy pielęgnowały „ma- łoruskie" szczepowe obyczaje, poczuwały się, jako naród do .wszechrosyjskiej" jedności z Wielkorusami i uważały swą ojczystą „małoruskość" w stosunku do jednego „wszechrosyj- skiego narodu" jedynie za regjonalną odmianę”.

Wówczas, kiedyto Petlura poniósł klęskę na Ukrainie, także i siły Polski poczynają się wzmagać. Postępująca naprzód organizacja wewnętrzna, przyby­cie armji Hallera przesuwają szanse walki we wschod­niej Galicji coraz wyraźniej na stronę Polaków. W tym okresie czasu rośnie nacisk koalicji na Polskę, by zaniechała rozprawy wojennej z wojskami Zachodniej

Ukrainy i zrzekła się znacznej części wschodniej Galicji. Za przewodem Anglji Rada Najwyższa w Pa­ryżu stawia delegatom polskim ultimata, zaś jej przed­stawiciel, południowo - afrykański premjer, generał Botha, domaga się od Polski w dn. 12 maja 1919 r. przyjęcia nowej linji zawieszenia broni, która pozo­stawiała wprawdzie Lwów po stronie polskiej, ale zato „nacjonalizowała,’ galicyjską naftę, odcinając Droho­bycz i Borysław na rzecz Ukraińców. Żądanie Rady, Najwyższej zostało odrzucone wręcz przez polskiego delegata na konferencję, Romana Dmowskiego. Polska tymczasem czyniła przygotowania do decydującego uderzenia.

W dn. 18 maja 19J9 r. misja Petlury w Lublinie składa dowództwu wojsk polskich oświadczenie, że pretensje polskie do wschodniej Galicji nie stoją w drodze porozumieniu Ukrainy Wschodniej z Polską, (patrz Kuczabski str. 301). Przy neutralności Petlury rozpoczyna się ofensywa polska, która spycha wojska Zachodniej Ukrainy w południowo-wschodni kąt Ga­licji. Atoli wycofanie części sił polskich spowodowało nagły zwrot w położeniu. Rząd Zachodniej Ukrainy postawił w czerwcu na czele swej armji, zdemorali­zowanej odwrotem, generała Grekowa, Rosjanina z armji carskiej, który poprostu stał się najemnym wodzem; śmiały ten dowódca podjął odrazu przeciwuderzenie i doprowadził je niemal do Bugu. W tej ciężkiej dla Polski sytuacji udzieliła jej pomocy armja rumuńska, wkraczając do południowo-wschodnich powiatów Ga­licji i zajmując Kołomyję, gdy świeżo nadeszła przez

 

Rumunję dywizja generała Żeligowskiego obsadziła południowy brzeg Dniestru wraz ze Stanisławowem. Wojska Ukrainy Wschodniej w czasie tej ofensywy zachodnio-ukraińskiej zachowały pełną neutralność.

„W tej ostatniej chwili ostatniej szansy, jaka pozostała Ukraińcom" — pisze W. Kuczabski (str. 320—321)—„zemściła się na ich losie okoliczność, że aż dotąd istniały dwa od sie­bie niezależne ukraińskie ustroje państwowe i że ani kiero­wnictwo zachodniej, ani też wschodniej Ukrainy nie ogarniało całości położenia Ukrainy, tylko każde z nich dążyło uparcie do swych odrębnych celów, zasadniczo sobie przeciwsta­wnych... Nawet teraz nie nastąpiło połączenie ukraińców pod jednym rządem, a upadkowi kraju towarzyszyły małostkowe spory między dwoma rządami, które sobie nawzajem prze­szkadzały i nawzajem się zwalczały".

W lipcu 1919 r. nowa ofensywa polska wyparła ukraińców całkowicie ze wschodniej Galicji poza linję Zbrucza. Odtąd w Kamieńcu Podolskim rezydowały dwa rządy ukraińskie i dwa dowództwa wojskowe.

Za Zbruczem wojska Zachodniej Ukrainy zetknęły się z bolszewikami, atakującymi wojska Petlury i roz­poczyna się krótki okres współdziałania. Ale wojska zachodnio-ukraińskie za Zbruczem spotkały się z wro­gą postawą tamtejszej ludności, która uważała ich za obcych, za najezdników. Toteż zza Zbrucza

„nadeszły meldunki od brygady, która uderzyła na Pło- skirów, o nieprzyjaznem, a nawet wrogiem zachowaniu się wschodnio-ukraińskiej ludności, która straciła zaufanie”. (W Kuczabski str. 331).

Tymczasem bolszewicy poczęli się wycofywać z Ukrainy pod naciskiem kontrrewolucyjnej armji De- nikina. Ośmielone tern obie armie ukraińskie podej-

 

mują więc ofensywę przeciw bolszewikom w kierunku wschodnim i dochodzą aż pod Kijów, gdzie spotykają się z białą armją rosyjską. Staje z nią układ, ustala­jący linję demarkacyjną, przyczem Kijów pozostaje po stronie rosyjskiej. Wkrótce jednak zawieszenie broni zostaje zerwane i nacisk Denikina spycha zno­wu obie armję ukraińskie do Kamieńca Podolskiego.

Oba rządy ukraińskie, które przed kilku miesią­cami w styczniu 1919 r. deklarowały uroczyście po­łączenie Wielkiej Ukrainy, przebywały terazwjednem mieście, strzegąc zazdrośnie swej niezależności.

„Utrzymanie fikcyjnej zachodnio-ukraińskiej odrębności na wygnaniu stało się dla zachodnich ukraińców politycznym aksjomatem”. (Kuczabski str. 326).

W tych warunkach rosły trudności pożycia i na­rastał antagonizm coraz silniejszy.

„Podczas gdy oba rządy"—mówi Kuczabski na str. 372 — .rezydując w jednem i tern samem mieście, w Kamieńcu Podolskim, wykuwały swe plany w zupełnej odrębności i mimo wszystko, skute ze sobą, zmuszone były w każdem zagadnie­niu do prowadzenia z sobą żmudnych rokowań i gdy te roko­wania wyradzały się po obu stronach, w poszukiwanie klauzul, zabezpieczających własne korzyści lub własny prestiż, obie armje i obie biurokracje przesiąkały wzajemną nieufnością tak, że wkońcu oba rządy widziały po stronie przeciwnej groźbę zbrojnego zamachu, zamierzającego posłużyć się gwałtem".

I tak — ku parodji jedności ukraińskiej — sto­sunki obu rządów zaogniły się do tego stopnia, że pod koniec 1919 r. —- jak informuje nas Kuczabski (str. 381).

.przyszło do tego, że oba odrębne rządy otoczyły się

w Kamieńcu Podolskim silnie uzbrojonemi wojskami, a sie­dziba ich przeistoczyła się w dwa wrogie obozy*.

W dniu 17 listopada dowództwo wojsk Zachod­niej Ukrainy podpisało kapitulację wobec wojsk De- nikina, zdradzając jawnie Petlurę i sprawę wschodniej Ukrainy. W układzie kapitulacyjnym pominięto nawet słowo „Ukraina". Rząd Zachodniej Ukrainy wraz z jej dyktatorem, Petruszewiczem, przeniósł się do Wiednia.

Równolegle w dn. 16 listopada 1919 r. na we­zwanie Petlury wkroczyła do Kamieńca kawalerja pol­ska. W dniu 2 grudnia 1919 roku ogłosił Petlura, że zrzeka się wschodniej Galicji, zaś w dniu 6 grudnia resztki jego wojsk przeszły na Wołyniu na stronę polską. Zawarty w dn. 22 kwietnia 1920 r. układ mię­dzy Petlura, a marszałkiem Piłsudskim, ustanawiał granice między Polską, a Ukrainą tam mniej więcej, gdzie biegnie dzisiejsza granica polsko rosyjska (patrz Kuczabski str. 396).

W rezultacie w wojnie polsko - bolszewickiej 1920 r. wzięło dobrowolny udział po stronie polskiej około 10.000 żołnierzy wschodnio-ukraińskich, podczas gdy równocześnie około 10.000 żołnierzy zachodnio- ukraińskich walczyło ochotniczo przeciw Polsce i Pe- tlurowcom w 3 brygadach armji bolszewickiej (Ku­czabski str. 399).

.Zachodni ukraińcy" — osądza ich własny historyk (str. 130— 131) — „byli w swej wierze, że ich wojna przeciw Polakom jest jedyną poważną sprawą całej Ukrainy, tak samo bezwzględni, jak Ukraińcy wschodni (wojujący z Rosją — przyp. autora). Byli oni politycznie zainteresowani Ukrainą wschodnią o tyle tylko, o ile zakrywała ich przed boiszewika-

  1. Ale wkońcu byli w stosunku do niej tak srodze rozczaro­wani, że w gruncie rzeczy najchętniej pragnęliby o niej wię­cej nie słyszeć i zachowywali się niemal, jak odrębny naród. Później po rozluźnieniu związku ze wschodnią Ukrainą poli­tyka zachodnio - ukraińska od r. 1920 zmierzała do powstania państwa neutralnego we wschodniej Galicji pod gwarancją Ligi Narodów".

Tak wyglądała w okresie próby jedność narodo­wa Stanisławowa i Tarnopola z Kijowem i Żytomie­rzem. Od końca roku 1920 działalność polityków za- chodnio-ukraińskich przeniosła się do Paryża i Wied­nia, a potem do Berlina i Pragi. W Paryżu, opierając się na wpływach angielskich i żydowskich, politycy ukraińscy przy pomocy koalicji pragnęli zmusić Pol­skę do oddania wschodniej Galicji ze Lwowem pod suwerenność Ligi Narodów, przyczem Polska miała otrzymać mandat do zarządu tym krajem na lat 25. Zdecydowany opór polski udaremił to rozwiązanie.

Traktat ryski z Rosją sowiecką ustanowił grani­cę polsko-rosyjską na linji Zbrucza. Wkońcu więc ustąpiła i koalicja i Rada Ambasadorów uchwałą z dnia 14 marca 1923 r. w myśl art. 87 traktatu wer­salskiego i art. 91 traktatu w St. Germain uznała wschodnie granice Polski zgodnie z traktatem ryskim.

Odtąd ukraińcy małopolscy poczęli żyć negacją państwowości polskiej. Na długie lata ciężar swej akcji politycznej przenieśli na emigrację i przerzucili na działalność nielegalną i terorystyczną, której ucie­leśnieniem stała się ILW.O., przeorganizowana potem w O. U. N. Wrogie nastawienie Niemiec wobec Polski umożliwiło im stworzenie centrali ruchu w Berlinie, pod -

czas gdy instytucja wyższego szkolnictwa ukraińskiego tworzył u siebie rząd czechosłowacki. W kraju ogło­sili ukraińcy bojkot państwa polskiego, który wyraził się przedewszystkiem w r. 1922 bojkotem wyborów sejmowych.

Opieka Czechosłowacji nad irredentą ukraińską przerwana została przed kilku laty, gdy — przy równoczesnej poprawie stosunków polsko-czeskich — ukraińcy przerwali bojkot wyższych szkół w Polsce, zaś uczelnie ich w Czechach zostały stopniowo zli­kwidowane. Natomiast współpraca ukraińsko-niemiecka trwała jawnie aż do złagodzenia polsko-niemieckich stosunków pod rządem Hitlera i nadal trwa bardziej pocichu, jak o tern świadczy choćby pojawienie sięf w Berlinie w r. 1934 cytowanej tu wielokrotnie książ­ki W. Kuczabskiego.

W roku 1924 wychodzące w Monachjum „Sued- deutsche Monatshefte" poświęcają cały zeszyt (R. 21 zesz. 5) zagadnieniu „Ukraina a przyszłość Niemiec" i znowu, jak za dobrych, wojennych czasów — piszą w nim galicyjscy ukraińcy obok Niemców.

„Chcemy dziś przypomieć” — czytemy w redakcyjnym wstępie — „że punkt ciężkości europejskiej Rosji Ieżywczter- dziestomiljonowym ludzie ukraińskim. A lud ten — nie biorąc już pod uwagę jego konieczności życiowych — jest dla nas przyjaźnie usposobiony od czasu, kiedy to Niemcy pod koniec wojny przebywali w tym kraju, a — będący mężem stanu — marszałek Eichhorn rozumiał konieczności życiowe tego ludu. Czy nie daje do myślenia fakt, że sympatje ukraińców dla nas — jak się zdaje — przetrwały dłużej, niż nasza pamięć o tym epizodzie?*

 

Bohdan Lepkyj, b. docent uniwersytetu w Krako­wie, ogłasza artykuł p.t. „Dusza naszego ludu”, w któ­rym oświadcza:

„Lud, który przez tysiąc lat umiał się bronić przeciw burzliwym falom narodowych zmagań i teraz nie zadowoli się sztucznemi liniami granicznemi, nie uzna rozkawałkowania swe' go żywego organizmu za polityczną konieczność*.

A wkońcu dr. Paweł Rohrbach z Berlina w arty­kule p. t. „Ukraina, jako problem europejski" formu­łuje powojenny niemiecki program w sprawie ukra­ińskiej:

„Czterdzieści miljonów Ukraińców pod panowaniem so­wietów i Polski uważa się za narodową jedność. Ani Polska, ani Moskwa nie są tworami państwowemi, którymby można w ich obecnej postaci zapowiadać trwałą przyszłość. W intere­sie Wschodu i w interesie Niemiec leży, by Europa wschodnia nie tworzyła przymusowo zwartej masy, ale by stanowiła sy­stem większych i mniejszych państw, których narodowe cele i tendencje by się nawzajem równoważyły, częściowo zaś biegły równolegle z niemieckiemi. Z Ukrainą rzecz się miała tak, jak n. p. z Finlandją. Ukraina jest wrogiem Polski, a Pol­ska — to sęp, który pożera ciało niemieckie. Polityczna sa­modzielność Ukrainy da nam w przyszłości najmocniejszą rę­kojmię, że Niemcy nie zostaną równocześnie okrążone ze wschodu i z zachodu”.

Mijały lata i emigracja poczęła ciążyć działa­czom ukraińskim. Coraz bardziej torował sobie wśród nich drogę pogląd, że polityczna i gospodarcza działal­ność legalna daje wielkie korzyści, tern większe, jeżeli udaje się ją skojarzyć w ukryciu z działalnością nie­legalną i terorystyczną. Pozostawiono więc na emi­gracji centralę U. W. O., a później U. O. N., gdy ogół

polityków i działaczy powrócił do Polski i podjął le­galną akcję polityczną, nie biorąc na siebie — jak za dawnych, galicyjskich czasów — odpowiedzialności za to, co robią „młodzi teroryści“. Niemniej jednak zasadnicza postawa zewnętrzna polityków i partyj ukraińskich wobec państwa polskiego pozostała nie­zmieniona.

W r. 1928 po raz pierwszy ukraińscy posłowie ze wschodniej Małopolski weszli do sejmu polskiego. Zaraz na posiedzeniu z dn. 29 marca 1928 r. poseł Dymitr Lewicki złożył imieniem ogółu posłów ukraiń- kich następujące oświadczenie:

„My przedstawiciele tej części wielkiego ukraińskiego narodu, która znalazła się w granicach Rzeczypospolitej Pol­skiej, wstępując do polskich izb ustawodawczych, oświadcza­my niniejszem przed całym światem:

Zwyż sześć miljonów ukraińskiej ludności żyje zwartą masą w Polsce, stanowiąc znaczną i niewątpliwą większość w Galicji wschodniej wraz z Łemkowszczyzną, w Chełmszczyź- nie, na Podlasiu, Polesiu i na Wołyniu i zajmuje na południo­wo-wschodnich i wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej Pol­skiej wielki i jednolity obszar około 200 tysięcy kilometrów kwadratowych. Ziemie te łączą się bezpośrednio z dalszem zwartem ukraińskiem terytorjum na wschodzie (z Ukrainą nad- nieprzańską), na południu (Zakarpacie) i na południowym wschodzie (Bukowina i Besarabia) i tworzą jego nierozdzielną część składową.

Od wieków naród ukraiński jest autochtonem tych ziem. Wchodziły one niegdyś w skład państwa kijowskiego, tworzyły następnie samoistne państwo halicko-włodzimierskie, częścio­wo należały później do państwa, utworzonego przez hetmana Ukrainy, Bohdana Chmielnickiego, a nawet i pod obcym zabo­rem (litewskim, polskim, austrjackim i rosyjskim) nie straciły

 

nigdy swej narodowej odrębności i nigdy nie wyrzekły się dą­żenia do niepodległości państwowej.


Kontynuując swe niewygasłe tradycje historyczne i uwzględniając niewątpliwie ukraiński charakter swych ziem^ oraz wykonywując święte prawo każdego narodu do zupełnego samostanowienia o sobie, zrealizował ukraiński naród w nie­dawnej przeszłości na wszystkich swych ziemiach swój naro­dowy, testamentem pokoleń przekazany mu ideał niepodległości państwowej: a) proklamując czwartym uniwersałem Ukraińskiej Centralnej Rady w Kijowie w dn. 22 stycznia 1918 r. Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową na ukraińskich ziemiach b. zaboru ro­syjskiego, b) powołując do życia ustawą Ukraińskiej Rady Na­rodowej we Lwowie z dn. 19 października 1918 roku państwo ukraińskie na ukraińskich ziemiach b. austrjacko-węgierskiej monarchji (Wschodnia Galicja, Bukowina i Zakarpacie) i wkoń- cu c) proklamując w Kijowie aktem z dn. 22 stycznia 1919 r. połączenie obu ukraińskich organizmów państwowych w zje­dnoczoną, niepodległą Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową.

W obronie tego swego państwa przeciw przemocy ze strony Rosji, Polski i Rumunji przelał naród ukraiński w latach 1918— 1919 morze krwi i złożył w ofierze życie swych najlepszych synów, poległych na polach bitew lub zamęczonych w obozach jeńców. Z największą dumą wspominamy ten bohaterski okres naszej niedawnej historji. Kłonimy głowy w najgłębszym sza­cunku przed cieniami naszych narodowych bohaterów, wierni ich świętemu testamentowi.

Ulegliśmy przemocy. Lecz niezłamani oświadczamy uro­czyście, że najwyższym, świętym i niezachwianym ideałem naszym jest niepodległe, ukraińskie państwo narodowe na wszystkich ziemiach ukraińskich.

Dlatego wszystkie międzynarodowe akty, któremi od­wieczne ukraińskie ziemie: Wschodnią Galicję wraz z Łem- kowszczyzną, Chełmszczyznę, Wołyń, Podlasie i Polesie przy­znano Polsce, a mianowicie: traktat zawarty w Rydze w dniu 18 marca 1921 roku i decyzję Rady Ambasadorów w Paryżu z dn. 14 marca 1923 r. jako akty, któremi pogwałcono prawo

 

ukraińskiego narodu do samostanowienia o sobie, uważamy de iure za nieprawomocne.

Toteż wstępując do polskich izb ustawodawczych, bę­dziemy i tą drogą dążyć do urzeczywistnienia najwyższego prawa ukraińskiego narodu”.

Dosadna ta deklaracja nastręczyła widać jednak w kołach ukraińskich jeszcze wątpliwości, skoro ten sam przywódca ukraiński uznał za właściwe w dwa miesiące później wyraźniej zinterpretować jej treść:

„Stojąc na platformie niepodległości ukraińskiej" — mó­wił na posiedzeniu z dn. 30 maja 1928 r. — „i zjednoczenia wszystkich ziem etnograficznych ukraińskich w jedną całość państwową, kierujemy się nietylko uczuciem głębokiej miłości ojczyzny naszej, lecz także świadomością stanu faktycznego^ który powstał na wschodzie Europy. Albowiem rozwój wypad­ków w b. imperjum rosyjskiem od wiosny 1917 roku świadczy niezbicie, że musi przyjść do oderwania się ziem ukraińskich, od wszelkiej wspólności państwowej z ziemiami rosyjskiemi i że musi przyjść do powstania niepodległości pańtwa ukraiń­skiego. Zaś logika dziejów mówi, że nigdy trzydziestoiniljono- we państwo macierzyste nie zrezygnuje z sześciu miljonów ziomków swych, oddzielonych wąską rzeczką od pnia macie­rzystego tern bardziej, jeśli owe ziemie oderwane były kiedyś kulturalnym i politycznym Piemontem narodowym. Tą świado- ścią jest przejęty cały naród ukraiński i wszystkie jego parfje"^

Równolegle z jawną działalnością polityczną trzech partyj ukraińskich w Małopolsce wschodniej, ukraińskich narodowych demokratów (UNDO), ukra­ińskich socjal-radykałów i ukraińskich socjalistów, rozwijała się podziemna działalność spiskowa organi- zacyj nielegalnych, znacząca się szeregiem napadów rabunkowych, mordów politycznych i podpalam Do­szło do tego, że oddziały wojska atakowano w nocy

 

z zasadzki i nie było dnia, w którym nie dokonaliby nieznani sprawcy podpalenia folwarków, czy zbiorów zboża i siana, przecięcia drutów telegraficznych, uszkodzenia linji kolejowych. Ta masowa akcja sabo­tażowa trwała przez parę miesięcy i spotkała się ze strony legalnej prasy ukraińskiej z wyrozumiałą oceną. W dn. 11 września „Diło”, oficjalny organ UNDO po­mieścił artykuł wstępny p.t. „Pidpały“ („Podpalenia44), którego zakończenie przytoczę:

„Każdy czyn, podjęty nie z osobistych motywów, bez osobistych materjalnych korzyści, a przeciwnie — z naraże­niem swego życia i bezpieczeństwa i w przekonaniu, że przy­niesie korzyść wielkiej sprawie, która w danym wypadku jest idea narodowa — każdy taki czyn jest czynem idealistycznym. Tak nakazuje definicja tego pojęcia. I dlatego my — pozwoli pan, panie cenzorze! — nie możemy w żaden sposób zgodzić się ze stanowiskiem tych polskich czynników, które zgóry każdy akt gwałtu, czy to U. W. O., czy pojedynczych młodzień­ców, nienależących do U. W. O. ale nasiąkniętych rewolucyj- nemi hasłami i starających się przejawić swój zapał w jakichś czynach — nie możemy zgodzić się, aby każdy taki czyn określać mianem „bandytyzmu’', a jego sprawców zwać „ban­dytami”. Nie możemy w żaden sposób pominąć momentu ide­alizmu, nie możemy w żaden sposób podciągnąć akcji podpa­lania pod miano „niemieckiego dyktanda”, w żaden sposób nie możemy oddzielić skutków od ich przyczyn, do których zaliczamy i obecne położenie narodu ukraińskiego jak i pol­ską politykę narodową wogóle i w odniesieniu do młodzieży ukraińskiej w szczególności, jak wreszcie całe psychiczne pod­łoże, wynikłe z różnych poważnych i ogólnych zjawisk życio­wych. Oto jedna strona medalu, odnosząca się w zasadzie do ocęny konspiracyjnych, rewolucyjnych organizacyj i ich dzia­łalności; strona ta związana jest z historją narodowych ruchów bodaj u wszystkich narodów kulturalnych świata i jest ona też

zapisana w dziejach polskiego narodu. Ale istnieje i druga strona medalu: czy w zasadzie każda rewolucyjna działalność w każdym czasie jest potrzebna i eelową i czy w zasadzie wystarczy, aby jakiś czyn był idealistyczny, aby tern samem był korzystny dla realizacji idei?

Szczytnie świadczy o ukraińskiem społeczeństwie, a w szczególności o ukraińskiej młodzieży ta wrażliwość nie­zwykła na wszelkie czyny, należące do kategorji aktów walki o wyzwolenie. Ale w takiej działalności trzeba i pewnego kry­tycyzmu. Bo jeśli tego nie zachowamy, to możemy stać się ofiarą tragicznych pomyłek".

Cóż więcej za cenzury czasów pomajowych mo­gło o stosunku do działań spiskowych i do aktów sabotażu napisać legalne pismo?

Władze polskie na akcję sabotażową odpowie­działy znaną akcją pacyfikacyjną, podjętą na jesieni 1930 r. Metody jej wywołały uzasadnioną krytykę ze

* 4

strony opozycji polskiej w sejmie, niepodobna jednak odmówić słuszności przedstawicielowi obozu rządo­wego, posłowi Zdzisławowi Strońskiemu, gdy zarzucił Ukraińcom ścisłą współpracę z Berlinem. Na ten za­rzut replikował poseł ukraiński, dr. Stefan Baran:

„Proszę Panów! Łączenie sprawy naszej, sprawy ukraiń­skiej ze sprawą Berlina, ze sprawą Ukraińskiej Wojskowej Or­ganizacji jest świadomem naciąganiem sprawy".

Oto autorytatywne, wiarogodnie brzmiące oświad­czenie ukraińskie, do złożenia którego wydelegowany został najwłaściwszy człowiek: dr. Stefan Baran, w ro­ku 1913 sekrerarz generalny partji ukraińskiej we Lwowie, w listopadzie 1918 r. znowu we Lwowie na­czelnik policji ukraińskiej, później minister rządu Za-

 

chodniej Ukrainy, a znany nam już w r. 1913 jako... oficjalny korespondent ukraiński berlińskiego Ostmar- kenverein’u (Tow. H. K. T.).

Ukraińcy rozwinęli dziś działalność legalną. Sto­sunek ich akcji legalnej do akcji spiskowej da się na zasadzie spostrzeżeń historycznych określić pokrótce prostą maksymą polityczną: wszystkie korzyści z akcji spiskowej, ale żadnej za nią odpowiedzialności.

Teraz, gdy przed paru miesiącami współpraca ukraińców małopolskich w Kijowie z rządem Ukrainy sowieckiej zakończyła się fiaskiem, usunięciem ich wpływów i wyrokami karnemi w Kijowie, znowu je­steśmy świadkami prób ugody z rządem polskim, ugody, mającej na celu rozszerzenie ram ukraińskiej działalności legalnej w Polsce. O zacieśnieniu ram działalności nielegalnej nie może oczywiście być mo­wy, gdyż za nią przecież legalne partje ukraińskie nie myślą brać odpowiedzialności. O. U. N. działać bę­dzie nadal na własny rachunek.

 

Nie uważam, by było rzeczą celową rozważać teoretycznie, czy istnieje dziś samodzielnie ukształ­towany naród ruski, czy lud ruski posiada te istot­ne cechy, jakich pisarze nacjonalistyczni wymaga­ją od każdego narodu. Taka dyskusja nosi dla mnie wszelkie znamiona doktrynerstwa i w rezultacie musi uzależnić stanowisko polityczne wobec żywego ruchu od czysto papierowego rozstrzygnięcia. Wystarczy stwierdzić, że lud ruski w stosunku do elementu pol­skiego posiada cechy odrębne, będące — być może,, bo w to zagłębiać się nie zamierzam — po części wynikiem czynników rasowych, ale wynikłe w znacz­nej mierze z przyczyn odrębności językowej, religij­nej, gospodarczo-społecznej i nawet historycznej. Ta odrębność umożliwiła powstanie ruchu ukraińskiego choć byłoby jaskrawą przesadą twierdzić, jakoby była jego dostatecznem uzasadnieniem.

Szereg czynników wewnętrzno-ruskich i w rów­nej mierze czynników zewnętrznych wpłynęło na to,, aby ruchowi ukraińskiemu nadać jego treść. Pewien kult odrębności etnicznej, jaki w połowie XIX wieku

 

pojawił się w szczupłych kołach inteligencji rosyj" skiej nad Dnieprem, pozostawał w ścisłym związku z ruchem romantycznym w Europie, z jego pociągiem do ludowości, do poezji i pieśni ludowej, do gwary i folkloru. Ten pociąg, który w polskiej literaturze stworzył dzieła t. zw. poetów ukraińskich, umożliwił również twórczość Szewczenki i jej spopularyzowanie w pewnych kołach inteligencji rosyjskiej, pochodze­nia małoruskiego. Na tym samym ruchu romantycz­nym oparła i Austrja około r. 1820 swe pierwsze pró­by tworzenia odrębności ruskiej w Galicji.

Walną pomocą dla przyszłego ruchu ukraińskie­go stało się nieco później zniszczenie unji na zie­miach zaboru rosyjskiego i zrusyfikowanie kościoła unickiego w Galicji. Unja była dziełem cywilizacji zachodniej, dziełem polskiem w szczególności. Zni­szczenie jej na rzecz prawosławia na ziemiach, za­branych przez Rosję, stworzyło między rzymsko-kato­lickim żywiołem polskim, a małoruskim przepaść re­ligijnej obcości. Tego samego dzieła w zaborze austr- jackim dokonała, popierana przez rząd wiedeński, działalność świętojurców. Usunięcie z cerkwi unickiej alfabetu łacińskiego i całkowite zastąpienie go cyry­licą, wyrugowanie z kościołów unickich języka pol­skiego, wprowadzenie obrzędów cerkiewnych, zapoży­czonych z prawosławia, wyłączenie księży rzymsko­katolickich od odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich — te wszystkie akty austrjackiej administra­cji i unickich władz kościelnych, działających ręka w rę­kę na przestrzeni lat 1840—1870, oddaliły cerkiew

 

 

 

 

unicką od kościoła łacińskiego i zbliżyły do prawo­sławia. Do tego dodać należy rozpoczęte w tym cza­sie i prowadzone konsekwentnie przez świętojurowców odpolszczanie języka ruskiego i bogacenie go wzamian słowami, urabianemi z rosyjskiego. Te wszystkie akty planowe przyczyniły się sztucznie do stworzenia roz­działu między ludnością ruską i polską w zaborze austrjackim i umożliwiły później zaszczepienie wśród ludności ruskiej ideologji ukraińskiej. Poważnym sprzy­mierzeńcem w tej akcji były momenty gospodarczo- społeczne. Na ziemiach zaboru rosyjskiego wytracenie licznej warstwy szlacheckiej w powstaniach sprawiło, że przeciwstawiły się sobie szerokie rzesze ludu chłop­skiego, mówiące po małorusku i hołdujące prawosła­wiu i jednostki, należące przeważnie do sfery wiel­kiego ziemiaństwa i wyznające religję rzymsko-kato­licką. W Galicji wschodniej rozdział ten nie był tak przepastny, liczono tam setki tysięcy polskiej ludności chłopskiej, ale naogół w okresie znoszenia resztek pańszczyzny tarcia społeczne łatwo można było wyzy­skać tern bardziej, że działy się często rzeczy krzy­czące i drastyczne. Rząd wiedeński wyzyskał te sto­sunki w zachodniej Galicji, organizując znaną rzeź szlachty w kilku powiatach w 1846 r., a we wschod­niej Galicji już w połowie XIX w. grali na tych stru­nach świętojurcy tem łatwiej, że cała większa wła­sność ziemska pozostawała w rękach polskich. Póź­niej na tem tle powstaje w zachodniej Galicji rady­kalny ruch ludowy pod wodzą ks. Stojałowskiego i Stapińskiego, zaś we wschodniej Galicji tworzą ruch

krańcowy ludzie, wychowani pod wpływami rewolu­cjonistów rosyjskich i nasiąkli oparami socjalizmu europejskiego w jego rosyjskim przekładzie. Metody socjalistów, w szczególności zaś cechy psychiczne i metody działania rewolucjonistów rosyjskich znaj­dujemy w duszach pierwszych twórców ideologji ukra­ińskiej w daleko wyższym stopniu, niż w naszym przed­wojennym P. P. S., gdyż rusyfikacja wśród Rusinów zaboru rosyjskiego i austrjackiego zaszła była znacz­nie dalej i sięgnęła znacznie głębiej, niż w jakich­kolwiek sferach społeczeństwa polskiego.

Bardzo silnie na ideologji ruchu ukraińskiego zaważyły i bezpośrednie wpływy tych państw, które rozebrały Polskę. Jak pamiętamy, pierwszą świadomą akcję w kierunku przeciwstawienia Rusinów Polakom podjął rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wie­deńskim. W założeniach polityki austrjackiej, które nie uległy zmianie aż do r. 1918, t. j. do rozpadnię- cia się monarchji Habsburgów, było użycie Rusinów do osłabienia irredentystycznych, a później autono­micznych roszczeń narodu polskiego. W oczach Wied­nia zadaniem Rusinów i racją ich odrębności było umożliwić Austrji strawienie zaborów, dokonanych w latach 1772, 1795 i 1815.

Polityka rosyjska już w XVII w. użyła kozaków i czerni przeciw Polsce. W XVIII w. Rosja podniosła kwestję dyssydentów, a zorganizowaniem rzezi hu- mańskiej zadała cios konfederacji barskiej. W XIX w. lud ruski na ziemiach Wołynia, Podola i Ukrainy ułatwił Rosji opanowanie powstań i wytępienie pol-

 

skiej szlachty. Jeszcze w XX w. stosunek ruchu ukra­ińskiego do Polaków uzasadniał w Dumie akt gwałtu wobec ziemi chełmskiej, a równocześnie sukcesy partji ukraińskiej podsycały apetyt nacjonalistów ro­syjskich na wschodnią Galicję, co znalazło swój wy­raz jaskrawy w czasie okupacji tej ziemi przez woj­ska rosyjskie w czasie wojny światowej. Tak to poli­tyka carska uważała przeciwstawianie ludności ruskiej Polakom za rzecz korzystną dla swych zamiarów. To nastawienie nie uległo w Rosji zmianie po przewro­cie rewolucyjnym i oto po rozgromię wojsk zachod- nio-ukraińskich 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich z b. Galicji walczyło w r. 1920 w szeregach bolszewickich przeciw Polsce.

Wreszcie polityka Berlina. Berlin dopiero z po­czątkiem XX w. poczyna się interesować odrębnością Rusinów i odrazu intensywnie popiera ruch ukraiński. Trzeba przyznać, że Niemcy umieli wyzyskać ruch ukraiński wszechstronnie na swą korzyść. Z jednej strony uczynili zeń jeden z filarów swej akcji anty­polskiej i w tej roli ukraińcy byli czynnikiem, mają­cym utrwalić rozbiory Polski i zabezpieczyć Niemcom posiadanie Poznania, Pomorza i Górnego Śląska i mo­żliwość zaboru części b. Królestwa. Z drugiej strony przeciw Rosji mieli stanowić groźbę w rękach nie­mieckich, wyzyskaną pod koniec wojny światowej przez okupację południowej Rosji i traktat w Brześciu Litewskim. i dziś w stosunku do Rosji sowieckiej ukraińcy w rachubach niemieckich zajmują to samo miejsce. Stąd plany tworzenia Ukrainy nie znikły

 

~w Niemczech i co jakiś czas dochodzą nas echa tych zamierzeń. Po dziś dzień Berlin uważa Ukraińców za jedno z narzędzi do rozbicia niedogodnego dla nie­mieckiej hegemonji ustroju politycznego Europy wschodniej, a zarówno bojowe organizacje ukraińskie, jak i publikacje polityczne mają w Niemczech bezpieczny przytułek. Zadaniem Ukraińców w przyszłości — ułat­wić Niemcom rozkawałkowanie polityczne ziem, na wschód od ich granicy położonych, w szczególności zaś rozbić oba wielkie państwa, Polskę i Rosję, by potęga niemiecka mogła wśród drobnych, zwalczają­cych się, państewek pełnić funkcje rozjemcy, dykta­tora i eksploatatora. „Mehr Raum“ — woła Rosen­berg i spogląda łakomie na wschód.

Z tego podłoża i przy współdziałaniu tych czyn­ników obcych wyrosła ideologja ruchu ukraińskiego. Od zarania swego miała w sobie pierwiastki duszy rosyjskiej. Przypominam, że powstanie pierwszej orga­nizacji ruchu ukraińskiego było wynikiem zlania się w jedno dwóch secesji: Romańczuka i Barwińskiego ze stronnictwa świętojurców, pozostającego pod wpły­wami Rosji carskiej i prawosławia oraz z secesji Franki i Budzynowskiego ze stronnictwa radykałów, pozostającego pod wpływem Rosji rewolucyjnej. Ideo- logję ruchu sformułował Kijowianin, prof. Hruszewski, uczeń Antonowicza, wyrażającego wpływy Rosji car­skiej na regjonalny ruch małoruski, gdy znowu sam Hruszewski był pod wpływem rewolucyjnych kół ro­syjskich. Od Antonowicza przejął Hruszewski glory­fikację Chmielnickiego, który zbuntował się przeciw

 

Polsce, a w tej gloryfikacji zaporoskiego hetmana,, który kozaczyznę poddał Rosji, znalazł punkt wyjścia dla swej fikcji historycznej, wywodzącej ruch ukraiń­ski od kozaków. Tak powstała koncepcja Wielkie} Ukrainy i skomponowanej z pogwałceniem prawdy jej przeszłości historycznej. Ta fantazja przybrała szczególnie jaskrawe formy na terenie Galicji wschod­niej, gdzie nie sposób naprawdę się doszukać związ­ków historycznych między ludem ruskim a kozaczyz- ną. Jak wiadomo przecież, kozaczyzna składała się z elementów niejednolitych, po części nawet ze zbie­głej szlachty z całej Polski. Bunt Chmielnickiego podniósł przeciw Polsce nietylko kozaczyznę, ale czerpał swe siły także i z t. zw. czerni, z chłopstwa, które przyłączyło się do walki przeciw panom. Tym­czasem lud ruski na przestrzeni późniejszej wschod­niej Galicji do buntu nie przystąpił, a spokój jego stworzył warunki, w których możliwa była zwycięska obrona Zbaraża, bitwa pod Zborowem i wreszcie bezskuteczne oblężenie Lwowa przez Chmielnickiego. W buncie brała udział przedewszystkiem ludność z dorzecza Dniepru. Toteż tradycje historyczne 1648 r., a szczególnie tradycje kozactwa obce są ludowi ru­skiemu z b. zaboru austrjackiego i szczepione były z całą świadomością fałszu.

Nauki Antonowicza przeniesione zostały na grunt wschodnio-galicyjski i okrzepły przy współudziale Berlina. W interesie przedwojennego Berlina było tworzący się ruch ukraiński zwrócić przedewszystkiem przeciw Polakom, zachowując równocześnie możność

 

szantażowania Rosji widmem separatyzmu ukraiń­skiego. Ale w stosunku do Rosji groźba ta miała być użyta tylko na wypadek ostrego zatargu; na razie broń miała spoczywać w pochwie. Pomocy politycz­nej i materjalnej Berlina partja ukraińska zawdzięcza w dużej mierze swą organizacyjną sprawność. W tym zakresie ukraińcy — trzeba to przyznać — stali się pojętnymi uczniami pruskiej szkoły i umieli od mi­strzów zbiorowego, koszarowego działania nauczyć się wiele. Stąd w latach próby 1918—1919 ta rażą­ca różnica między nienajgorszą organizacyjną spraw­nością zachodniej Ukrainy, a organizacyjnem rozprzę­żeniem, cechującem Ukrainę wschodnią.

Berlinowi udało się organizacje ruchu ukraiń­skiego napoić własną swą nienawiścią do Polski do tego stopnia, że nienawiść ta zawiodła wkońcu reszt­ki wojsk Ukrainy Zachodniej do obozu bolszewickiego, gdzie walczyły przeciw Polsce i znajdującym się w pol­skich szeregach własnym braciom z Ukrainy wschod­niej (Petlurowcom).

Tak więc w ideologji i metodach ruchu ukraiń­skiego spotykamy pierwiastki sobie nawzajem obce: pierwiastki rosyjskie, jakbyśmy dziś powiedzieli, euraz- jatyckie, połączone sztucznie ze szkołą pruską o charak­terze bądź co bądź europejskim. Eurazjatycki charakter w ruchu ukraińskim zdradza przedewsztkiem olbrzymia przewaga pierwiastka negatywnego nad pozytywnym; mówiąc poprostu, przewaga nienawiści do przeciwni­ka nad przywiązaniem do własnego ludu, przewaga żądzy niszczenia nad pragnieniem tworzenia. Wreszcie

11.3

 

azjatycka kłamliwość, chytrość i posługiwanie się pod­stępem w politycznem działaniu. Równolegle z tern wyniesione ze szkoły socjalno-rewolucyjnej rosyjskiej zamiłowanie do akcji nielegalnej i terorystycznej, organiczna niechęć do praworządności. Natomiast eu­ropejski pierwiastek — to umiejętności organiza­cyjne i zdolność do jednolitych, politycznych wystąpień.

Temu naporowi miał się przeciwstawić naród polski, rozbity na zabory, pozbawiony oparcia naze- wnątrz, żyjący nawet w okresie pozywityzmu trady­cjami romantycznemi, miękki i naiwny. Azjatycki pod­stęp i kłamliwość brane były i podziśdzień bywają brane za dobrą monetę. To też ze strony polskiej mieliśmy już szereg okresów ugody z ruchem ukraińskim; lata 1891 — 1904, 1908—1911, 1913, a potem już w niepodległej Polsce 1920 i znowu 1927 i znowu próby teraz... Charakterystyczne, że zawsze inicjatorzy ugody zapo­minali o dziejach ugod poprzednich, o ićh jednostron- nem, zgóry zamierzonem, zrywaniu przez ukraińców. Ugody te musiały być przez ukraińców zrywane, bo nie tylko domagał się tego od nich stały protektor ich, Berlin, co wyraźnie stwierdzają przytoczone po­przednio dokumenty, ujawnione przez Krysiaka, ale i sama ideologja ruchu ukraińskiego nigdy i w żad­nych warunkach nie da się pogodzić z polską racją stanu. Trwała ugoda z Polską — to przekreślenie ide- ologji ukraińskiej.

Cóż więc? Wojna? Na śmierć i życie?

Zanim zadamy sobie poważnie takie zapytanie odpowiedzmy na inne. Czy ideologja ruchu ukraiń-

 

skiego jest rzeczywistą wiarą tych miljonów ludności, które ma objąć—w myśl propagandy polityków ukra­ińskich — owa „Wielka Ukraina od Kaukazu do Lu- blina?“ Czy przedewszystkiem ta ludność przedstawia jednolity blok narodowy?

Okres lat 1918—1919 był dla ruchu ukraińskiego prawdziwym okresem próby. W warunkach wyjątkowo sprzyjających, przy rozbiciu Rosji i niemocy Polski Ukraina zdawała egzamin. Nie będę obciążał jej konta przegraną wojną z Polską, choć i to należałoby uczynić. Ale przyjrzyjmy się jej stosunkom wewnętrz­nym, od niej tylko zależnym. Czyż ten rozdział po­lityczny i wojskowy Ukrainy zachodniej i wschodniej nie mówi sam za siebie? Cały czas dw>a rządy ukra­ińskie, dwa dowództwa wojskowe, dwie administracje cywilne, a wreszcie ten absurd, że w Kamieńcu Po­dolskim oba rządy, oba dowództwa, obie administra­cje funkcjonują długi czas obok siebie i nietylko nie myślą się łączyć, ale następują sobie na pięty, zbroją się przeciw sobie i wkońcu jedne wojska łączą się z Polską przeciw bolszewikom, a drugie z bolszewi­kami przeciw Polsce. Egzamin wypadł dla idei Wiel­kiej Ukrainy wprost fatalnie, stwierdził w sposób nie­zbity sztuczność całej ideologji ukraińskiego obozu.

I cóż w tern dziwnego? Cóż bowiem łączy Ma- łorusów naddnieprzańskich z Rusinami wschodniej Małopolski? Rasa? Można mieć duże wątpliwości, czy Rusin z pod Charkowa i z pod Lwowa to ten sam typ rasowy. Historja? Aż do Dniepru władała kiedyś Polska, ale dalej były stepy, kozactwo i Tatarzy, a po-

 

 

 

 

tem Rosja. Nad Dnieprem ciążyło ongiś wiekowe jarz­mo tatarskie, nad górnym Bugiem, Sanem, Dniestrem i Prutem—nigdy. Potem, gdy na zachodniem dorzeczu Dniepru stanęła Rosja, Galicja wschodnia pozostawała nadal pod wpływem cywilizacji europejskiej, gdyż przy­padła Austrji. A może religja? Całą zachodnią część tych ziem zamieszkiwali unici. Unia z Rzymem od końca XVI w. związała tę ludność z cywilizacją Euro­py. Naddnieprze pozostało przy prawosławiu. Potem Rosja zniszczyła unię w swym zaborze, ale to dopiero w XIX w. i po części tylko powierzchownie. Tymcza­sem cała wschodnia Małopolska w zasadzie trwa na­dal przy unji brzeskiej. Zaś unia do połowy XIX w.— to był alfabet łaciński i polski język równouprawniony z rusińskim i rzymsko-katoliccy księża, odprawiający w cerkwiach nabożeństwa, narówni z księżmi unic­kimi. A język? Język Rusinów we wschodniej Galicji aż do połowy XIX w., aż do planowej działalności świętojurców był nieporównanie bliższy językowi pol­skiemu, niż rosyjskiemu. I dziś jeszcze, po blisko stu­letnich rugach polszczyzny, język ten mniej różni się od polskiego, niż bliski polszczyźnie język słowacki, a każdy Polak, gdyby nie cyrylica, mógłby bez znajo­mości rosyjskiego ze znaczną swobodą czytać ukraiń­skie dzienniki. A nawet struktura społeczna! Rusini ze wschodniej Małopolski wytworzyli już zastępy własnej inteligencji zawodowej i mieszczaństwa. Ukraina wscho­dnia — to społeczeństwo niemal czysto chłopskie,, które w latach 1918—1919 posiłkowało się inteligen­cją rosyjską, czy polską i nawet nie wytworzyło do­tąd własnego drobnego mieszczaństwa.

 

Te wszystkie czynniki złożyły tię na to, że w okresie przełomowej próby nie mogło być mowy o jednolitości politycznej Ukrainy. Okazało się, że Wielka Ukraina jest fikcją, gdyż zaprzeczyło jej życie. Nawet najsilniejszy czynnik w ideologji ukraińsxiej, fundamentalne credo prof. Hruszewskiego, nienawiść do Polski nie zdołała Ukrainy zjednoczyć, czego do­wodnym wyrazem stał się w r. 1919 układ polskiego wojskowego dowództwa z Petlurą!

Rozbrat między ukraińcami ze wschodniej Mało­polski, a Petlurowcami trwa nadal i jest objawem na" turalnym. Małopolscy ukraińcy trwają przy dawnej dok­trynie w całej rozciągłości. Zaprzeczyły jej fakty *— tern ci gorzej dla faktów! Ałe oni jedynie poza agita­torami bolszewickimi wzięli sobie monopol na lud ruski w granicach Rzeczypospolitej, bo Petlurowcy — to emigranci z Rosji. Tymczasem monopol ten nie jest wcale naturalny, a szczepienie sztucznej doktry­ny dziś jeszcze, po tylu latach swobodnego działania, natrafia wśród ludu na odpór. Ale zato monopol ten z uporem niezrozumiałym sankcjonuje od r. 1890 stro­na polska, naprzekór ostrzeżeniom i sprzeciwom ludzi, znających warunki i stosunki z codziennej obserwacji.

Polacy ze wschodniej Małopolski od lat są od­suwani od wytyczania polskiej polityki wobec Ukraiń­ców, choć sztab ruchu ukraińskiego od lat kilkudzie­sięciu rezyduje właśnie we Lwowie. Pomawiano ich zawsze o szowinizm, zaściankowość, brak szerszego poglądu i robiono śmiało głupstwa we własnem imie­niu, ale na ich rachunek. Do wojny o polityce pol-

 

skiej w tej dzielnicy decydował Kraków, a teraz War­szawa, czy nawet Polacy z Kijowa, Wilna i Mińska. Jaskrawo przemawia fakt, że Małopolska wschodnia,, choć przed wojną najbardziej w całej Polsce zasobna była w polskie siły urzędnicze, stojące na poziomie, w niepodległej Polsce otrzymuje wojewodów i inne kierownicze siły urzędnicze z pośród Polaków, pocho­dzących z ziem kresowych, pozostających przedtem pod władzą carską, albo też z b. Królestwa. W rezul­tacie oficjalną politykę polską wobec ukraińców brali na swe barki ludzie, nie znający terenu i stosunków, ani ideologji i metod ruchu ukraińskiego. Dopiero po dłuższym czasie przekonywali się, że zawodzą ich ko­lorowe szkiełka, które nałożyli przedtem na oczy, że to nie to, co sobie wyobrażali, ale szkody były już niepowetowane, a polski element miejscowy, otrzymu­jący stale votum nieufności od własnego narodu, roz­kładał się, grzązł w pesymizmie i bierności. Bo jakże? Po obronie Lwowa, po dziewięciomiesięcznej wojnie ukraińskiej, w której skrwawiło się całe młode poko­lenie — odebrano im głos! A tu trzeba patrzeć. Ugo­dy, pacyfikacje i znowu ugody... Niezrozumiałe pląsy na linie nad przepaścią

Niewielu Polaków zna ruch ukraiński do gruntu, poznało jego ideologję i dzieje. Nie lubimy grzebać się w przeszłości, nastawieni na improwizowanie przy­szłości, na efekty olimpijskich rekordów. Lubimy się uczyć, ale na własnej skórze. Apoteoza dyletantyzmu,

najbardziej szkodliwa w polityce, doczekała się na*

wet utrwalenia w znanem przysłowiu narodowem: mądry Polak po szkodzie.

 

Ideologja ukraińskiego ruchu w interpretacji Ukra­ińców wschodniomałopolskich—powtarzam — nie da się nigdy pogodzić z polską racją stanu. Cóż z tego, że Petlurowcy ukrainizm pojmują inaczej? Ci emigranci nie mają tutaj głosu, nie mają dziś ani jednej szansy, by głos ich wpłynął na stosunek spadkobierców prof. Hruszewskiego do Polski. Ci wierni sojusznicy Ber­lina są w tej sprawie jedynie miarodajni i dla szcze­rej ugody z Polską musieliby wyrzec się siebie.

Ideologja prof. Hruszewskiego, a najistotniejsze interesy Polski — to ogień i woda. Nie mówię tu nic nowego. Ta prosta prawda znana jest oddawna pol­skim działaczom z Małopolski wschodniej. I druga prawda: niema konieczności dziejowej, by ruch ukra­iński uznawać za wyraz istotnych dążeń i potrzeb Ru­sinów, by nienawiść do Polski miała na zawsze pozo­stać istotną dźwignią ich działania. Dzisiejszy mono­pol ukraińców stworzyliśmy sami naszą samobójczą polityką od r. 1890.

O tern wszystkiem wschodniomałopolscy działa­cze wiedzieli już przed wojną. Na dowód przytoczę własne słowa, drukowane w r. 1911 w sprawozdaniu z działalności lwowskiej „Czytelni Akademickiej":

„My nie jesteśmy wrogami narodu ruskiego, co więcej, na podstawie tradycyj historycznych Rzeczypospolitej uważać chcemy naród ruski za naród bratni. I dlatego to z całym na­ciskiem stwierdzamy, że zarówno nasze uczucia i nasza idea polityczna, jak i też stan faktyczny, zabraniają nam uważać partję ukraińską za reprezentantkę ruskiego narodu. Reprezen­tantką narodu, z którym nas sprzęgły wspólne wiekowe trady­cje, wspólna dola i niedola, z którym razem przelewaliśmy

 

 

 

 

krew na polach bitew, nie jest i być nie może partja, która za cel swój postawiła sobie wykopać przepaść między bratniemi ludami. Chwilowy szal nienawiści minie, a narodów, związa­nych wiekami wspólnego pożycia, nie potrafi rozerwać histo­ryczna fikcja i nie licząca się z niczem, zbrodnicza agitacja*, (sprawozdanie „Czyt. Akad.* za rok 1910 str. 51).

Od chwili, gdy pisałem te słowa, przeszła burza wojny światowej i zawierucha wojny ukraińskiej, a Polska odzyskała niepodległość. Przebieg dziejów uwydatnił jeszcze wyraźniej rolę i wytyczne ruchu ukraińskiego. A polska polityka przez to ćwierćwiecze szła dalej zygzakiem, po linji łamanej. Czy twórcy tej linji zdołali coś lepszego wymyśleć, ponad tę prostą prawdę, głoszoną już wtedy?

 

Umyślnie zajmowałem uwagę czytelnika przez taki długi czas wywodami o charakterze historycz­nym. Bez znajomości historji równie błędnie rozstrzy­ga się problemy polityczne, jak bez znajomości dzi­siejszej rzeczywistości. Dopiero oba te pierwiastki, zespolone ściśle, dają wnioskom politycznym realną podstawę. Wtedy dopiero, gdy zbuduje się budynek na rzetelnych fundamentach, wolno go pokropić świę­coną wodą intuicji.

Wszystkie przytoczone materjały historyczne i oparte na nich rozważania prowadzą nas do nie­uchronnego wniosku: ludność Ukrainy naddnieprzań­skiej i ludność ruska wschodniej Małopolski — to z dziejów, religji i cywilizacji coś istotnie odrębnego. W ostatnich kilkudziesięciu latach usiłowano te odręb­ne elementy spoić sztucznie. Zaczęła tę niewdzięczną pracę Austrja i Rosja, potem klecił tę jedność z po­zorami powodzenia obóz ukraiński, któremu dodał ducha i życia świadomy swych celów wiew z Berlina. Lata 1918—1919 skompromitowały tę fikcję. Prze-

 

trwała ona jednak, jako pobożne pragnienie, przede- wszystkiem w Berlinie, wiążąc się z planami rozczłon- kowania Rosji i Polski, a następnie wśród polityków ukraińskich we Lwowie, dla których Kijów stał się odległą i otoczoną mgławicą ziemią obiecaną. Opary tych mglistych koncepcyj włóczą się także po gło­wach niektórych polityków polskich, a zwłaszcza tych, których uczucia ciągną bardziej do Dniepru, niż do Wisły. Wydaje im się, że Ukraina przy pomocy Nie­miec i Polski stanie się tym taranem, który rozbije Rosję i tym pomostem, po którym Polska dojdzie nad Dniepr.

Tym marzycielom trzeba powiedzieć parę słów, opartych o podstawy tego wszystkiego, co napisałem dotąd. Wolno mi już w tern miejscu stwierdzić kilka prawd jasnych, których nie dostrzeże chyba ten tyl­ko, kto naprawdę dojrzeć ich nie chce.

Ukraina naddnieprzańska — to problem, połą­czony tylko sztucznie z problemem wschodniej Mało­polski. Między Ukrainą wschodnią, a ziemiami, obję- temi w latach 1918—1919 aspiracjami zdobywczemi zachodniej Ukrainy idzie wyraźna granica religijna, historyczna, gospodarcza, a nawet polityczna. O ile odrębność ludności małoruskiej wschodnich części dzisiejszych województw wołyńskiego i poleskiego w stosunku do ludności po stronie rosyjskiej łatwo można kwestjonować, to bezsporna jest ta odrębność ludności ruskiej Małopolski wschodniej w stosunku do ludności zza kordonu rosyjskiego, a także w stosunku, do ludności ruskiej naszego Wołynia i Polesia. Gra-

 

 

 

nice północne województw lwowskiego i tarnopolskiego są wyraźną lin ją demarkacyjną.

Kwestja ruska w Małopolsce wschodniej — to wyłącznie problem naszej polityki wewnętrznej, nie związany niczem z naszym stosunkiem do Rosji. Wszelkie próby łączenia go z zagadnieniami polityki zagranicznej — to budowanie na fikcjach.

Sprawa Ukrainy .naddnieprzańskiej — to prze­ciwnie znowu wyłącznie problem naszej polityki za­granicznej. Nasz stosunek do niego zależy od naszego ustosunkowania się do Niemiec i do Rosji. Nie tu miejsce na jego rozważanie. Dziś wystarczy stwier­dzić, że od lat trzydziestu Niemcy żyją ideą marszu na Kijów i raz już próbowały zrealizować to pragnie­nie w r. 1918 traktatem brzeskim i jego granicami. Kto o tern nie pamięta — chowa głowę w piasek.

Zagadnienia naszego wschodniego Wołynia i Po­lesia — to ze względu na pokrewieństwo tej ludno­ści z ludnością ruską za kordonem problem, który nazwałbym mieszanym: po części problem naszej po­lityki wewnętrznej, już choćby z uwagi na granice po­lityczne, po części problem polityki zagranicznej, po­lityki w stosunku do Rosji.

Z powyższego wynika, że na gruncie słuszności i w wyraźnym interesie polskim winna być utrzymana ścisła granica administracyjna i gospodarcza między województwem wołyńskiem, a lwowskiem i tarnopol- skiem. Musi to znaleźć swój wyraz w naszej polityce wewnętrznej, w szczególności zaś w niedopuszczeniu agitacji i penetracji gospodarczej „ukraińców” lwow-

 

skich na tereny Wołynia i Polesia. W otwarciu Wo­łynia i Polesia dla tych wpływów leży kardynalny błąd oficjalnej polityki polskiej z ostatnich lat kilku­nastu. Eksperymenty, które ze względu na politykę zagraniczną możnaby w pewnych warunkach tolero­wać i rozumieć na wschodzie województwa wołyń­skiego, na terenie Małopolski wschodniej stają się czemś gorszem od zbrodni, bo głupstwem.

Czego należy się domagać od polityki polskiej na tych terytorjach, na których bez zastrzeżeń i bez liczenia się z widokami w polityce zagranicznej trze­ba stosować środki, mające stworzyć i umocnić we­wnętrzną spoistość Polski?

Powiedzmy sobie na zasadzie doświadczeń wła­snych i cudzych: mechaniczne wynaradawianie odręb­nej etnicznie, religijnie i językowo ludności, polszcze­nie par force — to metoda wstrętna i w naszem rę­ku napewno nieskuteczna. Brzydzimy się taką robotą i nie umiemy jej robić. Nie wychowano nas w Berlinie.

Atoli w stosunku do ludu ruskiego mamy atuty innej natury. Kilkowiekowe wspólne życie w jednem państwie, tradycje, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyrastał powszechny typ „gente Ruthenus, natione Polonus”. Zbliżenie ludu ruskiego do życia, wierzeń i ideałów narodu polskiego znaleźć może dziś jeszcze oparcie w instynktach, wyrosłych z dzie­jowych tradycyj, na przekór fałszom historycznym prof. Hruszewskiego. Aby jednak zmieść z drogi prze­szkody, nagromadzone przez tyloletnią swobodną dzia­łalność Ukraińców lwowskich, trzeba świadomej polityki.

m

 
   


Duchowego i cywilizacyjnego zbliżenia ruskiej ludności do Polski nie osiągniemy nigdy, jeżeli pol­skiemu żywiołowi na tych ziemiach nie damy takiej siły i postawy, by imponował swą wartością cywili­zacyjną i gospodarczą. Stosunek procentowy polskiej ludności do ruskiej na tych obszarach musi ulec ko­rzystnej zmianie, co da się uskutecznić bez krzyw­dzenia Rusinów przez parcelację polskiej większej własności ziemskiej z reguły między Polaków z za­chodu. W tych warunkach parcelacja polskiej ziemi między Rusinów, dyktowana względami, związanemi z polityką zagraniczną, jest znowu jednem głupstwem więcej, opartem o doktrynerstwo i ignorancję.

Żywiołem polskim na tych ziemiach musi się cała Polska zaopiekować gospodarczo i kulturalnie. Najłatwiej jej to przyjdzie, gdy Polska reprezentować będzie w Europie samodzielną i silną, promieniującą na zewnątrz pozycją ideową. Ograniczanie, czy zurzędniczenie inicjatywy społecznej w zakresie opieki nad polską ludnością na wschodzie jest błędem nie do darowania. Czy to nie skandal, że ludność ruska w Małopolsce wschodniej dzięki ukraińskim koopera­tywom zdołała się wyrwać z sieci żydowskich i zbli­ża się do dobrobytu, gdy polska tkwi w szponach lichwiarzy i oszukańczych kupców i stanowi odstra­szający przykład nędzy? Czy w tych warunkach można marzyć o przewadze kulturalnej ludności polskiej nad ruską? Czy nędzarz może asymilować kulturalnie?

W stosunku do ludności ruskiej trzeba również prowadzić konsekwentną politykę, mającą na celu jej

125

 

zbliżenie do narodu polskiego. Przedewszystkiem na­leży uniemożliwić systematyczne kopanie przepaści między ludnością polską i ruską, planowe niecenie nienawiści, zohydzanie państwa i narodu polskiego, zorganizowaną akcję irredentystyczną. Politycy ukra­ińscy we Lwowie muszą zrozumieć i odczuć, że dla spadkobierców ideologji prof. Hruszewskiego i przy­mierza z berlińskim Ostmarkenverein’em w Polsce niema miejsca. To samo dotyczy agitacji, usiłującej ludność ruską związać z Moskwą, obojętne czy czer­woną, czy białą.

Natomiast musi się w Polsce wytworzyć nastrój* pozwalający tym Rusinom, którzy będą się uważać za bliskich narodowi polskiemu i zechcą wspólnie z nami dźwigać obowiązki współgospodarzy w naszem państwie, na dobre samopoczucie. Dla takich musi Polska naprawdę stać otworem. Stan rzeczy, w któ­rym tacy się pojawią licznie, nie może jednak być tworzony sztucznie. Mechaniczne klecenie polonofil- skich partyj ruskich, złożonych z ludzi, pozyskanych w sposób niewybredny — to budowanie na bagnie, to przygarnianie karjerowiczów i ludzi bez charakte­ru, budzących równe obrzydzenie wśród Polaków i wśród Rusinów. Praca nad zbliżeniem ludności rus­kiej — to rzecz żmudna i nie mogąca dać błysko­tliwych efektów.

Autonomia gospodarcza ludności ruskiej, budo­wana tak skutecznie przez małopolskich Ukraińców ma na celu jej odgrodzenie od ludności polskiej i od państwa polskiego. Nie trzeba chyba stwierdzać, że polska racja stanu dyktuje coś przeciwnego: właśnie ścisłe zespolenie gospodarcze tej ludności z państwem polskiem. I tutaj znowu pospolity błąd, przed którym przestrzec muszę; popieranie separatyzmu gospodar­czego ruskiego jest równie błędne, jak gospodarcze

 

zaniedbywanie ludonści ruskiej. I jedno bowiem i dru­gie oddala ją od państwa polskiego. Tylko szczere i istotne zaopiekowanie się potrzebami gospodarczemi tej ludności przez czynniki polskie ponad głowami separatystów może dać rezultat pomyślny.

Gdy mówimy o zbliżaniu Rusinów do Polski, to musimy zwrócić uwagę na Kościół unicki i szkołę. Niepodobna patrzeć spokojnie, jak polityczne dzieło świętojurowców, polegające na upodobnieniu Kościoła unickiego do cerkwi prawosławnej, trwa dalej w pań­stwie polskiem przy zupełnej obojętności czynników polskich. Istotą cerkwi unickiej nigdy nie była rosyj- skość obrzędów, wyłączanie alfabetu łacińskiego i za mykanie dostępu rzymsko-katolickim duchownym i ję­zykowi polskiemu. Ta eksterminacja — to poparte przez Austrję i Rosję dzieło XIX wieku. Jeżeli zaś czynniki watykańskie kiedyś uważały cerkiew unicką za bramę wypadową ku prawosławiu, to mogły się przekonać w latach 1914—1915, że w tej roli za­wiodła ona gruntownie.

Szkoła ruska została oddana przez państwo pol­skie w pacht partjom ukraińskim. Pod okiem polskich władz sączy ona planowo nienawiść do Polski i szcze­pi fikcje ukraińskie. Przygotowuje irredentę i spośród jej uczniów pod wpływem nauczycieli wychodzą sze­regi adeptów ukraińskich organizacyj rewolucyjnych i bojowych. Szkoła ruska w Polsce nie może być gniazdem separatyzmu tak samo, jak środkiem do wynaradawiania. Musi stać się narzędziem zbliżenia.

Na zakończenie jeszcze jedno. Dopuściliśmy do tego absurdu, że Polak, działający na terenach za­mieszkałych przez ludność ruską, jest ściśle od niej odseparowany wskutek nieznajomości jej języka. Po­lacy, wychowani na tych ziemiach, jeszcze od biedy mogą sobie poradzić) choć często żywią dla tego ję-

II

9


zyka szkodliwe lekceważenie, które daje się wyczuć i odstręcza. Natomiast Polacy z innych ziem, zjawia­jący się tam, jako urzędnicy, czy działacze gospo­darczy, mówią z tą ludnością po polsku i wskutek tego nie umieją jej zrozumieć, ani wyczuć jej pra­wdziwych potrzeb i dążeń. Ruski chłop, gdy mówi obcym językiem polskim, albo z kimś, mówiącym po polsku, nie jest nigdy szczery i ufny.

W ten sposób zostawiamy czynnikiom separa­tystycznym i wywrotowym monopol na obcowanie z ludnością ruską i dziwimy się potem przepaści, jaka wyrasta. Polakom wszędzie, na wszystkich zie­miach państwa należy umożliwić przyswojenie sobie

języka ruskiego, a poniekąd nawet zmusić ich do te­go ustrojem planów szkolnych i wymaganiami przy egzaminach zawodowych, zwłaszcza urzędniczych, na­uczycielskich i sędziowskich. O realizację tego po­stulatu walczyli już w XIX wieku mądrzy Polacy w Galicji, ze wspomnę tylko Wojciecha Dzieduszyc- kiego, ale natrafili na zdecydowany sprzeciw Austrji, która pragnęła utrzymać rozdział między Polakami, a Rusinami. Ten przedział nie ma nic wspólnego z polską racją stanu.

Dzięki wpływom ideowym bolszewizmu problem Ukrainy naddnieprzańskiej coraz wyraźniej staje się dzisiaj problemem eurazjatyckim, pozaeuropejskim. Ta okoliczność ułatwia nam niezmiernie postępowanie na ziemiach o ludności polsko-ruskiej, które nasza cywilizacja i nasze państwo spaja z Europą. To spra­wia, że łatwiej dzisiaj przekreślić kilkudziesięcioletnią agitację ukraińską, wiążącą Lwów, Stanisławów i Tar­nopol z Kijowem, o wiele łatwiej, niż wydaje się tym, których myśl dotąd błądzi po szlakach przedwo­jennych.

 

 

 

Biblioteka Narodowa
Warszawa

30001021714229

 

 

 

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location