Ksiądz Prałat,
W tym liście precyzujesz, jak mógłby wyglądać protokół porozumienia między „Ecône” a „Rzymem”: Ecône, które do tej pory popieraliśmy; Rzym, któremu jednocześnie, tak jak Ty, stawiamy opór.
Lojalność, której wymaga służba Prawdzie, nakazuje nam oświadczyć wam: nie chcemy tego pokoju. Wydaje się on mądry. Rzeczywiście jest taki, jakiego pragnął Piłat. Jezus zostaje przyprowadzony przed Piłata, ponieważ rzekomo powiedział: „Jestem Królem Żydowskim” (J 19, 21); podczas gdy Żydzi „nie mają innego króla, tylko Cezara” (J 19, 15).
W rzeczywistości Jezus nie musi podlegać Piłatowi z powodu królewskiego pochodzenia, „które nie pochodzi z tego świata” (J 18, 36). I Jezus nie zamierza umrzeć, aby cokolwiek zachować. Jezus zamierza umrzeć jedynie po to, by „dać świadectwo Prawdzie” (J 18, 35). Ponieważ Jezus „jest Prawdą” (J 14, 6), cokolwiek by się nie wydawało, Piłat polega na Jezusie, a nie Jezus na Piłacie. Wasza Ekscelencjo, poddajesz Mszę Papieżowi, ponieważ zakłóca ona celebrację „zmodernizowanej” Mszy (Paweł VI, dixit), tak jak Jezus zakłócił porządek faryzejski, „nauczając po całej Judei” (Łk 23, 5).
Ale w rzeczywistości Msza Święta nie musi być podporządkowana Papieżowi, ponieważ Papież musi ją szanować. Chcemy, z łaską Bożą, dawać świadectwo Prawdzie do końca; nie chcemy pokoju, który „umniejsza Prawdę” (Psalm XI, 2).
Piłat ucieka się do fortelów, by ocalić Jezusa. Ponosi porażkę. Trzykrotnie ponosi porażkę, by opatrznościowo udowodnić, że dawanie świadectwa Prawdzie jest możliwe jedynie w absolutnej zgodności z Prawdą. Piłat wierzy, że może polegać na Herodzie. Zostaje podwójnie oszukany: oczekując, że Jezus zostanie zbawiony przez tego, który chciał Go zabić; „stając się przyjacielem Heroda” (Łk XXIII, 12): fałszywa jedność, bo jedność przeciwna Temu, który jest Prawdą.
Księdzu prałatowi, polega pan na Papieżu w kwestii zachowania Mszy Świętej. Przyznaje pan, że w Kościele, a nieuchronnie w tym samym kościele, może istnieć Msza Święta, która jest MSZĄ, i „Msza Innowacyjna”. I oczekuje pan, że: „Jedność zostanie natychmiast osiągnięta na szczeblu biskupa lokalnego”.
Zatem jedność Kościoła nie byłaby już blaskiem jedynej Ofiary, „którą Chrystus złożył swojej umiłowanej Oblubienicy”? Jedność nie byłaby już jednością „niebiańskiego Jeruzalem, które jest wolne i które jest naszą matką” (Ga 4, 26); zostałaby zdegradowana do przeciwstawienia pod rządami bezwarunkowości. Parodia jedności! Świętokradztwo przeciwko jedności! Panie mój, nie chcemy tego pokoju, nie chcemy tej jedności, która byłaby sprzeczna z Prawdą, sprzeczna ze świętością Kościoła, sprzeczna z Wolnością, którą daje jedynie Duch Prawdy. Piłat, aby „zbawić” Jezusa, porównuje Go do Barabasza (Mk 15, 9). Jak Piłat, drwiąc ze Sprawiedliwości, której rzekomo jest przedstawicielem, mógł liczyć na to, że niezdecydowany tłum narzuci sprawiedliwość tym, którzy mu przewodzą? Piłat mógł jedynie umyć ręce (Mt 27, 24).
Księże Monsignore, aby ocalić Mszę, która jest Mszą, porównujesz ją do „zinnowowanej” Mszy w imię Religii, którą wyznajesz. Jak możesz oczekiwać, że pouczeni twoim przykładem, Panurgowie, tak pojednawczy, jak i chwiejny, którzy połowicznie idą za tobą, a nie za Prawdą, przywrócą sens prawdziwej Religii w Kościele, w którym zasiadają „arcykapłani” boga Wszechświata? Nie jada się z Szatanem. To piekło jest wybrukowane tymi dobrymi intencjami, które usprawiedliwiają środki celem, pewne zło iluzją dobra.
Księże Monsignore, nie chcemy tego pokoju, który poświęca wymogi religii „w Duchu i Prawdzie” (J 4, 23) na rzecz ulotnych satysfakcji z posiadania spokoju. Piłat „nie znalazł w Jezusie niczego, co zasługiwałoby na śmierć” (Łk 23, 15). Jednakże to właśnie „kazując Jezusa na śmierć” (Łk 23, 16), Piłat ma nadzieję wykupić od Żydów uwolnienie Więźnia. Porządek publiczny jest wart, prawda, kilku uderzeń biczem, nawet niezasłużonych. Piłat zawodzi. Jedynym rezultatem jest to, że Ciało Wcielonego Słowa zostanie rozdarte, Jego Krew przelana, On sam upokorzony.
Księże Monsignore, gdyby w Kościele istniały, quod Deus avertat, ale jak pan sobie życzy, Msza, która jest MSZĄ, i Msza „innowacyjna”, przebiegłe konsultacje „ludu Bożego”, podgrzane do szpiku kości i dobrze przeprowadzone, ośmieszyłyby Mszę mniejszości. Jedynym rezultatem byłoby to, że bluźniercze praktyki, bardzo rozpowszechnione, ale obecnie pozbawione celu, miałyby cały swój odrażający zasięg w obliczu odzyskanej Rzeczywistej Obecności. Księże Monsignore, czy pan o tym pomyślał? Czy fałszywe poczucie bezpieczeństwa, iluzorycznie oparte na bezwarunkowym poddaniu się tym, którzy uczynili wszystko, by zniszczyć Kościół, powinno być okupione zadawaniem ukrzyżowanemu Chrystusowi dopełnienia biczowania bardziej zuchwałego niż kiedykolwiek?
Księże Kardynale, nie chcemy tego pokoju, który byłby obciążony tak wieloma grzechami. To od nas, a nie od ukrzyżowanego Chrystusa, zależy, czy „dopełnimy” (Kol 1, 24) tego, czego bez nas zabrakłoby w biczowaniu. Księże Kardynale, Wasz protokół pokojowy zadaje ostateczny cios zaufaniu, którego już nie możemy do Was pokładać, ani w kwestii Mszy Świętej, ani w kwestii „autorytetu”.
Obchodziliście „mszę innowacyjną” od początku kwietnia 1969 r. do 24 grudnia 1970 r.
5 maja 1969 roku kilku przyjaciół, którzy Cię czcili, w tym sygnatariusz tych słów, przybyło na Mszę Świętą, którą odprawiłeś przy ołtarzu, gdzie spoczywa trumna św. Piusa V, w rzymskiej bazylice Santa Maria Maggiore. Osłupienie, zgorszenie, ból! Przy grobie św. Piusa V odprawiłeś „Mszę Nowatorską”! Wychodząc, na placu, zmuszony do przesłuchania, które było zarówno pełne szacunku, jak i smutku, oświadczyłeś: „Gdybyśmy zobaczyli, że Monsignor Lefebvre odprawia Mszę Świętą tradycyjną, groziłoby to zgorszeniem”.
Tym samym przyjaciołom, którzy zachęceni przez Ciebie, pracowali nad tekstem, który później stał się Listem kardynałów BACCI i OTTAVIANI, dałeś pocieszające zapewnienia: „Będziemy mieli sześciuset biskupów”. Z pewnością wystarczyło, by poruszyć Papieża! Ale nie było ani jednego biskupa, ani jednego, nawet Ciebie.
W rzeczywistości bardziej zależało Ci na „nieskandalizacji” niż na obronie Prawdy. Obawiamy się, że Twój list nr 16 dowodzi, że pozostajesz niezmieniony.
Kontynuowałeś odprawianie „mszy innowacyjnej” we Fryburgu, w Ecône. Pierwsze nadzieje jednak się ziściły: Bernard Tissier de Mallerais, Paul Aulagnier, Bernard Walz i trzej inni. 24 grudnia 1969 roku, pod koniec obiadu, dominikanin, który podpisuje te słowa i który wówczas przebywał w Ecône, z czułością ironizował:
„Mój Panie, szkoda, że wspierając Tradycję, odprawiasz tak zwaną „nową Mszę”, która nie jest Mszą Tradycji”. Ta prosta uwaga dosłownie zapaliła lont. „Szóstka”, cała twoja żywa nadzieja, eksplodowała. Każdy na swój sposób i wszyscy razem powtarzali ci to samo: „Jak wierność Tradycji może opierać się na „Mszy”, która została „zmodernizowana” wbrew Tradycji?”. Incydent był bardzo gwałtowny i co więcej, bardzo szybko się zakończył. Teraz, niezależnie od związku przyczynowo-skutkowego, który dotyczy Ducha Świętego i forum wewnętrznego, w tę noc z 24 na 25 grudnia 1970 roku, podczas Pasterki, wznowiłeś, ku wielkiej radości wszystkich, ryt promulgowany przez świętego Piusa V.
Z pewnością podążałeś za Duchem Świętym. Wszystko działo się tak, jakbyś, niestety, podążał za swoimi żołnierzami. I od tamtej pory stosujesz tę samą taktykę. Gdybyś nie poparł tradycyjnej Mszy, seminarium w Ecône straciłoby sens; a ci, którzy cię popierają, musieliby cię opuścić.
Ale nigdy poważnie nie podjąłeś doktrynalnej analizy „zinnowowanej Mszy”. Potwierdzasz jej ważność, nie uzasadniając jej. I podałeś „instrukcje”, z których wielu wiernych, a nawet tych wykształconych w Ecône, mogło zaczerpnąć wszystko. A teraz – wszystko to jest niestety aż nazbyt spójne – przyznajesz, że w Kościele może istnieć Msza i Msza. To jest ekumenizm „intra muros”, paroksyzm fałszywego ekumenizmu, który zastępuje prawdziwą jedność, bezwarunkowe poddanie się Wolności, ustandaryzowanej przez Prawdę, złudną jednością.
Podobnie, Księże Monsignore, przyznaje Pan, że może istnieć „tradycyjna interpretacja Soboru Watykańskiego II”, podczas gdy napisał Pan, Deo gratias i dziękuję, oskarżam Sobór.
Dlaczego odmawiasz jasnego określenia w kwestii „autorytetu” zasad, do których nieuchronnie odnoszą się twoje rozsądne oskarżenia? Skoro, niechętnie naśladując fałszywych proroków, którzy „prowadzą w dół” (Mt 15, 14), ogłaszasz fałszywy pokój, po którym następuje fałszywy dobrobyt! Musimy albo milczeć, albo mówić. I nie głosić błędu i nie ukrywać prawdy. Z głębokim żalem, wierz mi, Monsignor, jesteśmy zobowiązani w sumieniu do nakłonienia cię do przestrzegania tego.
Nie możemy już wam ufać. *Nadal jesteśmy dla was, nie możemy już być z wami.
Targuj się, Monsignore, o przyjaźń arcykapłana.
„Niech tak będzie, niech tak będzie” i bądźmy optymistami.
Z Jeanem Madiranem awansowanym na Jeana-Baptiste'a (Trasy nr 29)
Niech Rzym powstrzyma was od wejścia na drogę zatracenia i zmusi was wreszcie do podążania za prawdziwą Tradycją.
"Niech wasz pokój będzie znienawidzony, jest on dziełem zdrajcy."
Dla grupy wiernych przywiązanych do Tradycji. In memoriam, Wielki Czwartek, 3 kwietnia 1979 r.
Późniejsza wersja zakończenia listu (zastąpić poniższym tekstem zaczynającym się od gwiazdki):
*Nie jesteśmy „przeciwko wam”, a nadal jesteśmy „za wami”; nie możemy już „być z wami”. Oczekujecie, że wszystko uratujecie za pośrednictwem Bractwa Świętego Piusa X; cały Kościół z pewnością będzie wam wdzięczny za to, co zrobiliście. Ale, Wasza Ekscelencjo, obiecujecie zbyt wiele, aby to było prawdą. Pamiętajcie o sześciuset biskupach, z których żaden z was nie był. Pamiętajcie, że jeśli „5 maja 1975 roku za wszelką cenę [przeciwstawialiście się Rzymowi]”, to czyniliście to, sprzeciwiając się tym, na których teraz myślicie, że możecie polegać, tym, których jesteście ofiarą, bo za nimi podążacie.
Nie możemy już, Monsignore, „być z Tobą”.
Jesteśmy „bezwarunkowi” tylko wobec Prawdy!
Wielki Czwartek, 12 kwietnia 1979 r.
ML Guérard des Lauriers op
https://catholiquedefrance.fr/monseigneur-nous-ne-voulons-pas-de-cette-paix/






