Religia: szybki, oszałamiający wybór

 

Przez ponad godzinę na Placu Świętego Piotra panował chaos. Kiedy dym zaczął unosić się z tymczasowego komina na dachu Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie o 18:24 w sobotę, wyglądał na biały – tradycyjny kolor sygnalizujący, że tajne konklawe wybrało papieża. Ale czy to możliwe? Mało prawdopodobne – nie w dniu otwarcia największego i najbardziej złożonego zgromadzenia kardynałów elektorów w długim korowodzie wyborów papieskich. Rzeczywiście, gdy zmierzch zaczął spowijać wspaniałe posągi i kolumny kolumnady Berniniego, dym stał się czarniejszy, a następnie szary. Zirytowany spiker Radia Watykańskiego powiedział: „Wciąż nie ma pewności co do koloru dymu”. Tłum na Placu Świętego Piotra wzrósł z 10 000 do 25 000, a następnie do 50 000, w mało prawdopodobnym przypadku, że historia właśnie się wydarzy.

Nagle, ponad godzinę po tym, jak zaczęły napływać zagadkowe sygnały, watykański kardynał-diakon Pericle Felici, najwyższy rangą kardynał-diakon Kolegium Świętego, pojawił się w otwartym oknie błogosławieństwa w centrum Bazyliki Świętego Piotra. Jego łacińskie słowa zagrzmiały z głośników: „Annuntio vobis gaudium magnum. Habemus Papam!” (Ogłaszam wam wielką radość. Mamy Papieża!). Tłum ucichł, gdy Felici kontynuował: „To Jego Eminencja i Najczcigodniejszy Kardynał Albino Luciani, który przyjął imię Jana Pawła Pierwszego [po łacinie Joannes Paulus Primus]”.

Imię było niezwykłe – i bezprecedensowe. Żaden papież nigdy nie przyjął podwójnego imienia; żaden nie wybrał imienia pierwszego w swoim rodzaju w tysiącleciu. Najwyraźniej nowy papież chciał zasygnalizować oryginalność, a także więź ciągłości ze swoimi dwoma bezpośrednimi poprzednikami: reformatorem Janem XXIII i moderatorem Pawłem VI. A może nawiązywał do ich nowotestamentowych poprzedników?

Jeśli tempo wyborów było zaskakujące, to równie zaskakująca była tożsamość 263. Najwyższego Papieża Kościoła rzymskokatolickiego. W pierwszych dniach po śmierci Pawła, 65-letni Luciani, patriarcha Wenecji, był wymieniany jedynie jako odległy kandydat kompromisowy, gdyby konklawe osiągnęło impas. Teraz stał w oknie – wątła, szczupła postać w okularach, w szatach pontyfikalnych, ostrożnie unosząc ręce w papieskim pozdrowieniu, udzielając błogosławieństwa energicznym gestem prawej ręki i uśmiechając się, kiwając głową w stronę podekscytowanego tłumu poniżej.

Ceremoniarz Virgilio Noé trzymał przed sobą duży zwój, gdy Jan Paweł I odczytywał swoje pierwsze apostolskie błogosławieństwo, tradycyjne błogosławieństwo „Urbi et Orbi” (miastu i światu). Jego wysoki głos lekko drżał, gdy śpiewał po łacinie śpiewnym, gregoriańskim stylem. Przed błogosławieństwem nowy papież uczynił niezwykły gest, udzielając „wszystkim”, którzy usłyszeli słowa – osobiście lub przez transmisję – odpustu zupełnego. W wierze katolickiej wszystkie grzechy, choć odpuszczone, muszą zostać odpokutowane – albo tu na ziemi, albo po śmierci, w czyśćcu. Dla tych, którzy prawdziwie pokutują, odpust zupełny umarza dług za wszystkie przeszłe grzechy.

Po błogosławieństwie, przy głośnym biciu dzwonów Bazyliki św. Piotra, nowy papież powitał rosnący aplauz gestem ręki i szerokim, choć niemal nieśmiałym uśmiechem. Wycofał się, ale trzy minuty później, na naleganie nieustających oklasków, nowy papież pojawił się ponownie. 110 kardynałów, stłoczonych na bocznych loggiach otaczających centralny balkon fasady bazyliki, uśmiechnęło się radośnie. Jan Paweł II powoli uniósł ręce w papieskim geście i uśmiechnął się ponownie, tym razem promienniej, mniej nieśmiało.

Gdy wiadomość obiegła świat, większość katolików przyznała, że ​​niewiele wie o swoim nowym przywódcy. Londyński Sunday Times nazwał go NIEZNANYM PAPIEŻEM. „Nigdy o nim tu nie słyszeliśmy” – powiedział James Reuter, czołowy jezuita na Filipinach. Dodał jednak: „Przynajmniej jesteśmy wdzięczni, że to nie któryś z pozostałych”. W Little Rock w stanie Arkansas biskup Andrew J. McDonald usłyszał tę wiadomość od księdza i był zmuszony poszukać Lucianiego w spisie kościelnym. Szybka decyzja, zażartował biskup, „dowodzi tylko, że Duch Święty jest szybszy od prędkości światła”.

Szybkość głosowania zaskoczyła również watykańską biurokrację. Część Gwardii Szwajcarskiej trzeba było zebrać z okolicznych kawiarni i w końcu zebrali się do marszu honorowego przez plac podczas pojawienia się Jana Pawła II na balkonie, ale nie – jak to jest w zwyczaju – przed nim. Urzędnicy watykańscy z listy tych, którzy po wystąpieniu papieża dokonali aktu posłuszeństwa, zostali rozproszeni, niektórzy na plaży. Takie osobistości jak zastępca sekretarza stanu Giuseppe Caprio pospiesznie wróciły tuż przed ogłoszeniem Feliciego. Nie zostali jednak wezwani do Kaplicy Sykstyńskiej na rytuał posłuszeństwa. Podobnie jak Jan XXIII, Jan Paweł II zarządził, aby kardynałowie pozostali na noc w zamkniętym konklawe, prawdopodobnie po to, by wysłuchać poglądów papieża lub przekazać własne. Nowy papież ogłosił również, że jego koronacja odbędzie się 3 września.

Ponieważ kardynałowie wciąż siedzieli za zamkniętymi drzwiami, watykaniści mogli jedynie zgadywać, jak to się stało, że ktoś tak nieoczekiwanie, jak Luciani, został tak nagle wepchnięty na najpotężniejsze stanowisko w chrześcijaństwie – przywódcę 700 milionów katolików na świecie. Kiedy Paweł zmarł trzy tygodnie temu w swojej letniej willi w Castel Gandolfo, wydawało się, że w pierwszym szeregu jest około sześciu kardynałów, druga grupa, licząca około sześciu, oraz kilkanaście czarnych koni. Dopiero około tydzień przed zwołaniem konklawe patriarcha Wenecji zaczął się jawić jako realna możliwość.

Jak więc wymagana większość tak szybko się zebrała? Jeden z obserwatorów wyjaśnił to zwięźle: „Cudzoziemcy”, 85 osób spoza Włoch, nie chcieli biurokraty z Kurii, ale człowieka, który, podobnie jak Jan XXIII, miał ciepło dobrego pasterza. Co więcej, prawie wszyscy kardynałowie wydawali się chcieć człowieka, który uosabiał wiarę, a także nadzieję i miłość, człowieka, który, podobnie jak Paweł VI, głęboko troszczył się o doktrynę. Luciani spełniał oba te kryteria. Był idealny również pod innym względem. Kardynałowie zawsze czują się nieswojo na myśl o długim pontyfikacie – 15 lub więcej lat – a patriarcha Wenecji ma 65 lat, był chorowity jako dziecko i w młodości przez dwa lata zmagał się z gruźlicą.

W poprzednich wyborach, w których wynik był bliski impasu, czasami trzeba było zawierać „ustalenia” – na przykład „bilet” łączący kandydata na papieża z sekretarzem stanu, praktycznie premierem Watykanu. Według rzetelnej rekonstrukcji konklawe z 1958 roku, właśnie takie dżentelmeńskie porozumienie zostało wypracowane. Kluczowi kardynałowie zwrócili się do Angelo Roncallego, człowieka, który został papieżem Janem XXIII, i zasugerowali, że zagłosują na niego w zamian za pośrednie zapewnienia, że ​​Domenico Tardini, doświadczony administrator i tradycjonalista kurialny, zostanie mianowany sekretarzem stanu. Roncalli odpowiedział: „Eminencje, nie sposób nie wziąć pod uwagę człowieka o takich zdolnościach”. Wkrótce potem Roncalli został papieżem, a Tardini sekretarzem stanu.

„Natychmiastowe konklawe” z 1978 roku można wytłumaczyć, przynajmniej częściowo, niezwykle długim okresem między śmiercią Pawła VI (6 sierpnia) a początkiem konklawe (25 sierpnia). Kardynałowie mieli mnóstwo czasu na spotkania w małych i dużych grupach, narady, wymianę informacji i dyskretne lobbingowanie. W zeszły piątek, kiedy zebrali się przy Ołtarzu Katedry w Bazylice Świętego Piotra, pod witrażem Berniniego przedstawiającym Ducha Świętego jako białą gołębicę w pełnym złotym kręgu, starannie rozważyli wszystkich papabili (potencjalnych papieży). Podczas mszy odprawianej po łacinie kardynałowie prosili o boskie przewodnictwo w czekającym ich zadaniu.

Gdy 111 kardynałów, w szkarłatnych ornatach i lśniących białych mitrach, wyszło z transeptu w dwóch powolnych rzędach, dało się usłyszeć, jak czteroletnia dziewczynka z tłumu pyta: „Który z nich jest papieżem?”. Jej ojciec odpowiedział: „Jeden z nich jest, ale jeszcze nie zdecydowali, który”.

Sześć godzin później, po wymianie białych mitr na czerwone birety, kardynałowie zebrali się ponownie, aby rozpocząć podejmowanie decyzji. Punktualnie o 16:30 w piątek po południu kardynał Jean Villot, kamerling (szambelan) wakującej Stolicy Apostolskiej, dał sygnał i 70-osobowy chór Kaplicy Sykstyńskiej rozpoczął śpiew Veni Creator Spiritus (Przyjdź Duchu Święty). Następnie kardynałowie weszli do Kaplicy Sykstyńskiej. Tam, pod wielkim freskiem Michała Anioła „Sąd Ostateczny”, zajęli miejsca na przeciwległych rzędach prostych krzeseł przy dwunastu długich stołach. Tym razem kardynałów było zbyt wielu, by pomieścić ich na tradycyjnych, aksamitnych tronach z baldachimami.

Na lewo od portalu, przez który weszli, znajdował się żelazny piec, który później miał wysyłać te mylące sygnały. Obok pieca znajdowały się naboje chemiczne do wytwarzania czarnego i białego dymu. Po krótkiej modlitwie, ostatnim apelu i ostatniej chwili przeszukania pod kątem urządzeń podsłuchowych, mistrz ceremonii ogłosił: „Extra omnes” (Wszyscy na zewnątrz), a drzwi zostały zamknięte.

Następnego ranka rozpoczęło się głosowanie i gdy dzwony bazyliki wciąż wybijały południową modlitwę Anioł Pański, z komina kaplicy uniósł się pierwszy kłąb czarnego dymu. Dziewięć minut później uniósł się kolejny kłąb czarnego dymu, który zdawał się zmieniać na biały, a potem znów na czarny. Fałszywy alarm. Po pierwszych dwóch porannych głosowaniach, jak ogłosiło Radio Watykańskie, nie zapadła żadna decyzja.

Gdy kardynałowie wkroczyli do ich starannie zamkniętego sanktuarium, większość watykanistów spodziewała się otwartej rywalizacji, ale paradoksalnie, stosunkowo krótkiego konklawe. Do wyboru Piusa IX w 1831 roku konklawe zazwyczaj trwały tygodnie, miesiące, a w jednym przypadku ponad dwa lata. Okres konklawe często naznaczony był rozgrywkami o władzę między europejskimi monarchami, intrygami w Kolegium Kardynalskim i bójkami na ulicach.

Tym razem głównym powodem pośpiechu była obawa kardynałów, że przedłużająca się walka zdradzi frakcyjność i zaszkodzi wizerunkowi nowego papieża. Poza tym kardynałowie, zwłaszcza ci starsi lub schorowani, nie chcieli przedłużać kwarantanny w niezbyt komfortowych pomieszczeniach rozległego Pałacu Apostolskiego. Kardynał Giuseppe Siri z Genui, 72-letni weteran dwóch poprzednich wyborów, powiedział proroczo przed rozpoczęciem konklawe: „Człowiek nie czuje się komfortowo na konklawe. W pewnym sensie jest pogrzebany żywcem. Dlatego myślę, że ci, którzy wierzą, że konklawe będzie długie, są niedoinformowani”.

Siri miał rację, ale nawet najlepiej poinformowani watykanolodzy byli zszokowani krótkością konklawe – około 8% godzin od pierwszego do ostatniego głosowania. Co prawda Pius XII został wybrany w rekordowym czasie 7% godzin w 1939 roku, ale był wschodzącą gwiazdą, znaną w całym świecie katolickim jako geniusz dyplomacji i protegowany swojego poprzednika, Piusa XI. Nie był zbyt popularnym człowiekiem, ten oderwany od rzeczywistości intelektualista, ale nikt inny nie zbliżył się do zapewnienia Kościołowi stanowczej ręki, której potrzebował w świecie zmierzającym ku wojnie.

Dziś Kościół stoi w obliczu mniej dramatycznej, ale nie mniej złożonej sytuacji. Dotyczy to zwłaszcza Włoch, gdzie Kościół jest ściśle utożsamiany z rządzącą od dawna Partią Chrześcijańsko-Demokratyczną w jej walce z Partią Komunistyczną, która zyskuje na znaczeniu.

Luciani stanowczo twierdzi, że księża z jego patriarchatu nie mogą tolerować głosowania katolików na komunistów. Powiedział: „Marksizm jest niezgodny z chrześcijaństwem”. Nie jest jednak znany z wygłaszania kazań zachęcających do głosowania na rzecz chadeków. Powiedział, że jeśli księża nie zgadzają się z jego polityką wobec komunizmu, powinni przynajmniej nie wyrażać tego w kościele.

Jego największy kryzys polityczny jako patriarchy niewątpliwie nastąpił w przededniu referendum rozwodowego we Włoszech w 1974 roku. Lokalny ruch studentów katolickich, którego radykalne eksperymenty w liturgii i badaniach biblijnych tolerował, wydał oświadczenie popierające rozwody. Luciani całą noc rozważał dokument, a następnego ranka zamknął związek studentów i odwołał jego doradcę duchowego. Ostrzegł również 20 swoich księży, że jeśli będą nadal uczestniczyć w wiecach popierających rozwody, zawiesi ich prawo do odprawiania mszy świętej. Podobnie jak inni włoscy biskupi, sprzeciwia się zarówno aborcji, jak i kobietom-kapłanom. W latach 60. XX wieku pojawiły się doniesienia, że ​​biskup Luciani, jako konsultant papieskiej komisji zajmującej się tym problemem, był otwarty na modyfikację sztywnego nauczania Kościoła przeciwko sztucznej kontroli urodzeń. Jednak kiedy papież Paweł VI wydał w 1968 roku encyklikę Humanae Vitae, Luciani ogłosił, że uwalnia go to od „wszelkich wątpliwości” i był jednym z pierwszych, którzy nalegali, aby wątpiący wyrazili swoją aprobatę.

Ale nie jest on sztywnym Piusem XII w swoim podejściu do nowych problemów naukowych epoki. Kiedy narodziło się pierwsze dziecko z probówki i niektórzy teologowie katoliccy potępili eksperyment, Luciani powiedział w wywiadzie: „Składam najserdeczniejsze życzenia angielskiej dziewczynce. Co do rodziców, nie mam prawa ich potępiać. Subiektywnie rzecz biorąc, gdyby działali w dobrej wierze i z dobrymi intencjami, mogliby nawet zyskać wielkie zasługi przed Bogiem”.

Następnie, kontynuując swoją duszpasterską myśl, Luciani kontynuował: „Postęp to wielka rzecz, ale nie każdy postęp jest dobry dla człowieka. Czy nauka nie przybierze postaci Ucznia Czarnoksiężnika, który rozprasza potężne siły, nie będąc jednak w stanie ich powstrzymać ani zdominować? Czy nie istnieje niebezpieczeństwo powstania nowego przemysłu, produkcji dzieci? Należy zawsze słuchać sumienia jednostki, ale jednostka musi starać się o jego dobre uformowanie. Sumienie bowiem nie ma obowiązku tworzenia prawa, lecz najpierw informowania się o tym, co dyktuje prawo Boże”.

Luciani to człowiek, który nie boi się zmieniać zdania. Podczas Soboru Watykańskiego II (1962-65) unikał rozgłosu i przyznał później: „Najwięcej problemów przysporzyła mi kwestia wolności religijnej. Przez lata nauczałem jego [kardynała Alfredo Ottavianiego] teorii prawa, zgodnie z którymi tylko prawdziwa religia rzymskokatolicka ma prawa. Przekonałem się jednak, że byliśmy w błędzie”.

Biorąc pod uwagę elastyczność nowego papieża, wszelkie przewidywania dotyczące jego pontyfikatu – liberalnego, umiarkowanego czy konserwatywnego – są ryzykowne. Przede wszystkim kardynałowie zdawali się chcieć osoby duszpasterskiej i wybrali człowieka bez doświadczenia w watykańskiej biurokracji ani służbie dyplomatycznej. Jan Paweł II to człowiek o cichej, serdecznej postawie, którego księża uważają za przystępnego. Jest on także trzecim patriarchą Wenecji, który został papieżem w tym stuleciu. Pierwszym był Pius X*. Drugim był Jan XXIII, ukochana postać reformatora.

Nowy papież, wybierając swoje imię, oddał hołd zarówno Janowi, jak i Pawłowi, ale jasno dał do zrozumienia, że ​​nie będzie ani Janem XXIV, ani Pawłem VII. Liberalny kardynał Lawrence Shehan z Baltimore powiedział: „Być może możemy to potraktować jako znak jego niezależności”. „Imię ma ogromne znaczenie” – powiedział José Miguez Bonino, protestancki teolog wyzwolenia z Argentyny i honorowy przewodniczący Światowej Rady Kościołów. „Pokazuje, że nowy papież jest gotowy kontynuować program reform zapoczątkowany przez Sobór Watykański”.

Nazwisko Lucianiego po raz pierwszy pojawiło się w okresie przedkonklawe, gdy Carlo Confalonieri, 85-letni dziekan Kolegium Kardynalskiego, wysunął w tym kontekście. Szanowany zarówno przez „cudzoziemców”, jak i Włochów, Confalonieri sam nie mógł uczestniczyć w konklawe z powodu zakazu nałożonego przez papieża Pawła na osoby powyżej 80. roku życia.

Drugą kluczową postacią w obozie Lucianiego był Giovanni kardynał Benelli z Florencji, przez lata prawa ręka papieża Pawła VI jako drugi urzędnik w Sekretariacie Stanu Watykanu. „Benelli rozmawiał o Lucianim z wieloma innymi kardynałami” – powiedział pewien włoski prałat. W wieku 57 lat Benelli okazał się zbyt młody, by zostać papieżem. Mimo to wydawał się być głównym twórcą papieży na konklawe w 1978 roku i zapowiada się na głównego kandydata na kolejne.

Choć miał za sobą Confalonieriego, Benellego i wielu z 85 osób spoza Włoch, nowy papież ewidentnie nie był kandydatem kurialnym. Jeden z urzędników powiedział: „Był jednym z tych kardynałów, którzy zawsze trzymali się z daleka od Rzymu i jest praktycznie nieznaną postacią w Kurii”.

I gdzie indziej. Ci, którzy szybko stwierdzili, że Luciani będzie konserwatystą jako papież, ostrzegał jeden z jego byłych współpracowników, powinni wiedzieć, że wyjechał z Wenecji do Rzymu z zamiarem głosowania na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej, Aloisio Lorscheidera, zagorzałego orędownika sprawiedliwości społecznej.

Luciani ma opinię duszpasterza, który chętnie odpuszcza grzechy cielesne, ale nie duchowe, i jest szczególnie surowy wobec osób na odpowiedzialnych stanowiskach, które otwarcie kwestionują nauczanie Kościoła. „Ci, którzy traktują teologię jako naukę ludzką, a nie świętą, lub wyolbrzymiają swoją wolność” – napisał w watykańskim dzienniku w 1974 roku – „nie mają wiary”.

Będąc od dawna katechetą i nauczycielem teologii, Luciani obejmuje obecnie główny urząd nauczycielski w katolicyzmie rzymskim. Sprzeciw wobec dogmatów w Kościele, który dręczył jego poprzednika, wywołał uporczywe żądania dalszych zmian ze strony lewicy i apele o dyscyplinę ze strony prawicy. Możliwe, że kiedy kardynałowie tak szybko oddali większość dwóch trzecich plus jeden głosów na Albino Lucianiego, problem ten był kluczowy.

W malowniczej dolinie Argordo w północno-wschodnich Włoszech, rodzinnym regionie nowego papieża, dzwony kościelne zabrzmiały triumfalnie, ogłaszając wybór, podobnie jak miało to miejsce w Rzymie i na całym świecie. W Belluno, stolicy regionu, gdzie był nauczycielem religii, ludzie wyszli na ulice, gdy tylko dotarła do nich ta wiadomość. Jego brat Edoardo, emerytowany profesor mieszkający w Canale, miasteczku liczącym 1500 mieszkańców, powiedział: „Naprawdę nie spodziewałem się, że Albino zostanie wybrany papieżem. Jestem zdezorientowany, poruszony. Nie mogę powiedzieć nic więcej. To zbyt wielkie, tak nieoczekiwane”. Brat Edoardo przemawiał w imieniu legionów, in urbe et orbe.

* Według francuskiego żartu, Pius XII wypełnił Watykan innymi Wenecjanami: „De la barque de St. Pierre Us out fait une gondole” (Z barki św. Piotra zrobili gondolę).


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location