Niedziela, 11 stycznia 2026 r.
Ksiądz prałat Marco Agostini został zwolniony ze stanowiska w Biurze ds. Celebracji Liturgicznych Ojca Świętego po tym, jak ujawniono nagranie, na którym rzekomo użył niewłaściwego określenia w odniesieniu do członków Kurii Rzymskiej.
Decyzję podjęto po tym, jak w internecie pojawił się klip audio, na którym słychać głos należący do starszego duchownego watykańskiego, używający włoskiego obelżywego określenia „culattoni”, będącego odpowiednikiem angielskiego słowa „faggot”, podczas prywatnej rozmowy przed złożeniem życzeń bożonarodzeniowych papieżowi Leonowi XIV i Kurii.
Z relacji wynika, że uwaga ta została rzucona nieświadomie, gdy mikrofon był jeszcze włączony. Co więcej, zanim Leon XIV wygłosił swoje przemówienie, słyszano, jak prałat Agostini przez otwarty mikrofon powiedział: „Dupki, wszyscy razem”, mając na myśli Kurię.
Monsignor Agostini, kapłan diecezji w Weronie, przez wiele lat pełnił funkcję papieskiego ceremoniarza, stając się znaną postacią u boku papieża podczas ważnych wydarzeń liturgicznych. Jego odwołanie z urzędu nastąpiło po opublikowaniu nagrania przez Silere Non Possum, choć Stolica Apostolska nie wydała jeszcze szczegółowego oficjalnego oświadczenia w tej sprawie.
Wcześniej pełnił funkcję urzędnika w Sekretariacie Stanu, pracując w Sekcji ds. Stosunków z Państwami. Funkcja ta, często określana jako poligon doświadczalny w zakresie dyscypliny kurialnej i poufności, dodatkowo umocniła jego pozycję jako zaufanego duchownego, przyzwyczajonego do pracy w strukturach Stolicy Apostolskiej.
W czerwcu 2009 roku, za pontyfikatu Benedykta XVI, Agostini został mianowany Papieskim Mistrzem Ceremonii. Pozostał na tym stanowisku przez ponad szesnaście lat, pełniąc tę funkcję w ramach trzech pontyfikatów.
Jego niezwykle długi staż pracy był powszechnie postrzegany jako dowód instytucjonalnego zaufania i kompetencji technicznych.
Jednak po jego zwolnieniu niektóre media katolickie zasugerowały, że Agostini był wcześniej postrzegany z podejrzliwością ze względu na swoją bliskość z mszą łacińską.
We Włoszech pojawiło się poparcie społeczne dla byłego papieskiego ceremoniarza. W ostatnich dniach Jego Ekscelencja Vito Comencini, członek Izby Deputowanych Włoch i prezes stowarzyszenia Popolo Veneto, opublikował list wyrażający solidarność z ks. prałatem Agostinim.
W oświadczeniu Comencini nazwał karę „niesprawiedliwą i głupią”, dodając, że stanowi ona „niepokojący znak prześladowań”.
Większość bezpośrednich relacji z kontrowersji koncentrowała się na liturgii i seksualności. Często jednak pomijano szersze pytanie o granice tolerancji Kościoła i o to, jak radzi sobie on w coraz bardziej przewrażliwionym świecie.
Rzekoma uwaga prałata Agostiniego, nagrana nieświadomie i rozpowszechniona w Internecie bez wyjaśnienia kontekstu, była niewątpliwie niewłaściwa.
Niewielu broniłoby samego języka, a jeszcze mniej osób twierdziłoby, że takich słów powinien używać duchowny blisko związany z papieskimi rządami liturgicznymi.
Kościół nigdy jednak nie oceniał mowy w oderwaniu od intencji, kontekstu czy charakteru. Teologia moralna od dawna podkreśla rozróżnienie między formą a treścią, między grzechem a zgorszeniem oraz między przewinieniem prywatnym a funkcją publiczną.
Kościół nie jest po prostu kolejną instytucją zarządzającą ryzykiem utraty reputacji. Twierdzi, że jest nauczycielem moralności, który kładzie nacisk na proporcjonalność i miłosierdzie, nawet gdy wymagana jest dyscyplina. Kiedy decyzje dyscyplinarne podejmowane są bez przejrzystości, jak w tym przypadku, milczenie Watykanu tworzy próżnię, w którą wdzierają się konkurujące ze sobą narracje.
Agostini nie jest postacią marginalną. Spędził ponad szesnaście lat w Rzymie, w trakcie trzech pontyfikatów, i pełnił funkcję wymagającą posłuszeństwa i zaufania. Jego długowieczność na tym stanowisku sama w sobie jest dowodem zaufania. Jego znana bliskość z tradycyjną liturgią rzymską nieuchronnie wpłynęła na odbiór jego dymisji.
Tradycyjni katolicy interpretują ten epizod nie tylko jako przejaw dyscypliny, ale także jako potwierdzenie szerszego wzorca, w którym postacie związane ze starszą wrażliwością liturgiczną są oceniane według innych, surowszych standardów.
Porównanie z wcześniejszym postępowaniem papieża stało się zatem nieuniknione. Podczas pontyfikatu papieża Franciszka nieformalny język i spontaniczne uwagi, w tym użycie tego samego obraźliwego określenia, były publicznie zauważane i szeroko komentowane.
Incydenty te były generalnie traktowane jako potknięcia lub niezręczność kulturowa, a nie jako podstawa do nałożenia sankcji instytucjonalnych. Kontrast jest wyraźny i budzi podejrzenia, że progi dyscyplinarne są stosowane nierównomiernie.
Kluczową kwestią nie jest zatem to, czy sformułowanie Agostiniego było błędne. Było ono ordynarne i nieprofesjonalne. Głębsze pytanie brzmi, czy Kościół dryfuje w kierunku modelu zarządzania, w którym estetyka i presja opinii publicznej przeważają nad rozeznaniem. Jeśli tak, istnieje ryzyko utraty wiarygodności moralnej.
W grę wchodzi również kwestia kulturowa. Tradycyjny katolicyzm jest często karykaturowany jako obsesja na punkcie zewnętrznych rzeczy, czasem bagatelizowany jako „zapach i dzwonki”.
Jednak obawy wyrażane przez wielu konserwatystów nie dotyczą kwestii estetycznych, lecz spójności moralnej. Obrońcy prałata Agostiniego nie twierdzą, że żywił on pogardę wobec osób prywatnych ani homoseksualistów.
Twierdzą raczej, że jego prywatna frustracja była skierowana na to, co postrzegał jako dysfunkcję w Kurii. Współczesne naleganie, by każdą wypowiedź traktować jako publiczną deklarację, oznacza istotną zmianę w sposobie sprawowania władzy.
Teraz uwaga skupiła się na przyszłości prałata Agostiniego. Nie ulega wątpliwości, że jego nagłe odwołanie zachwiało siecią duchowieństwa i świeckich, którzy i tak czują się marginalizowani.
Wsparcie społeczne, którego udzielają m.in. Vito Comencini ze stowarzyszenia Popolo Veneto, wskazuje, że kontrowersje nie ucichną po cichu.
https://clericalwhispers.blogspot.com/2026/01/why-has-pope-dismissed-senior-vatican.html






