Prof. dr hab. Włodzimierz Bojarski, Piotr Cieślak: polski KL Warschau był miejscem zagłady żydów, sprawcami tego holokaustu byli Polacy, mieszkańcy Warszawy.

Prof. dr hab. Włodzimierz Bojarski, Piotr Cieślak: polski KL Warschau był miejscem zagłady żydów, sprawcami tego holokaustu byli Polacy, mieszkańcy Warszawy.

Tak będzie zmieniona narracja, z hitlerowskiego KL Warschau, w którym Niemcy mordowali Polaków, na polski, gdzie z polskich rąk ginęli: żydowskie dzieci, kobiety i starcy. W ramach tej narracji już dobitnie zaznaczonej w grafice plakatu przejdziemy na polski KL Warschau, gdzie biedni żydzi byli gazowani przez polski antysemityzm – nie inaczej, podkreślamy. Trzeba tylko trochę poczekać, proces już się rozpoczął, a czego znakiem jest właśnie symbolika graficzna tego plakatu i nie tylko tego.


Podobnie właśnie Jan Paweł II rozpoczął w Oświęcimiu zagładę Polski i swoim zachowaniem dał żydom prawo do otwartego ludobójstwa na Polakach.
Karmelitanki:

Kalendarium konfliktu oświęcimskiego ...(Okupacja żydowska w Polsce)Kalendarium konfliktu oświęcimskiego marzec 1983 - wrzesień 1998 12 styczeń 1983 - siostra Zofia Jaśniak, przełożona domu sióstr karmelitanek bosych w Poznaniu, zwraca się do Urzędu do Spraw Wyznań.



Na zdjęciu widzimy polskie, europejskie czcionki zamienione na hebrajskie.
Cyfry 121 pisze się tak właśnie w naszej kulturze piśmienniczej, u żydów zaś tak: 



- jak to propaguje powiat Pruszków, Muzeum Dulag 121 i Włodzimierz Bojarski & Piotr Cieślak.
A Tu nawet mapa jest już hebrajska:

 

 

 

 



Po przyjęciu żydowskiej narracji ws. Oświęcimia, czas na inne miejsca w Polsce, gdzie wszystkie place i wydarzenia historyczne polskiej martyrologii Drugiej Wojny Światowej będą zamienione na jeden gigantyczny holokaustland. Tak Dulag, jak już Oświęcim i cała masa innych miejsc mają być pod kontrolą okupantów – żydów w polin.


Nic nie może usprawiedliwiać przyjęcia tu tej żydowskiej symboliki: doboru zdjęć, koloru plakatu, liternictwa. Symbol graficzny to przecież najprostsza forma wyrazu myśli.

 


Plakat i Muzeum w Pruszkowie to autentyczny gwałt na polskiej kulturze, a nawet na całej historii liternictwa europejskiego – Polska zatruwa żydowskim tyfusem całą kulturę europejską. Taka jest gorzka prawda o naszych cywilizacyjnych heroizmach.


Jeśli duo Włodzimierz Bojarski & Piotr Cieślak nie byli w stanie kupić benzyny i podpalić tego Muzeum, a najlepiej łącznie z władzami Pruszkowa odpowiedzialnymi za ten żydowski  kąkol, to przynajmniej nie powinni występować na tego typu imprezach, które są zwykłą formą żydowskiej agresji przeciwko Polsce.


Czy ktoś się w końcu opamięta!?


…………..
Pruszków?! Daniels już tam był.

 

Red. Gazeta Warszawska

 

 

 

 

29 czerwca o godz. 15. serdecznie zapraszamy do Muzeum Dulag 121 na spotkanie z cyklu Karty Historii poświęcone tematowi obozu KL Warschau. Naszymi gośćmi będą prof. dr hab. Włodzimierz Bojarski oraz Piotr Cieślak – Prezes  Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau.

Obóz KL Warschau - niemiecki obóz koncentracyjny utworzony w 1943 roku na terenie byłego getta warszawskiego - jest tematem, który wciąż budzi bardzo wiele kontrowersji. Podzielone są zdania historyków na temat jego przeznaczenia i zasad funkcjonowania. Od lat toczy się również spór o to, gdzie był zlokalizowany, jaka była jego wielkość oraz czy na jego terenie znajdowały się komory gazowe. Według przyjętej przez IPN wersji, obóz zajmował obszar pomiędzy ówczesnymi ulicami: Gęsią, Zamenhofa, Okopową, Glinianą, Ostrowską oraz Wołyńską i zamordowano w nim co najmniej 20.000  osób. Więźniami obozu byli Żydzi z różnych krajów Europy, których zmuszano do pracy przy rozbiórce ruin getta, a także przy pozyskiwaniu i segregowaniu wszelkiego wartościowego mienia znajdującego się jeszcze na jego terenie, jak również Polacy - więźniowie polityczni. Obóz oraz przylegające do niego ruiny były także wykorzystywane przez Niemców jako miejsce egzekucji. Masowo rozstrzeliwano tam Polaków - ofiary łapanek na ulicach Warszawy. Są jednak historycy, którzy uważają, w oparciu o zeznania świadków i dowody historyczne, że obóz KL Warschau obejmował  o wiele większy obszar, jak również, że w tunelu przy Dworcu Zachodnim gazowano ludzi. Ta kwestia pozostaje wciąż sporna.

Podczas spotkania prof. dr hab. inż. Włodzimierz Bojarski oraz Piotr Cieślak  - prezes Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau zaprezentują wyniki kwerend na temat funkcjonowania obozu, a tym samym zabiorą głos w toczącej się debacie historyków na temat KL Warschau. Odpowiedzą na najbardziej nurtujące pytania dotyczące istnienia obozu, a wśród nich  - na pytanie o istnienie komór gazowych przy dworcu Warszawa Zachodnia.

 

https://gpr24.pl/artykul/czy-przy-dworcu-warszawa/702341

http://www.piastow.pl/kalendarium/oboz-kl-warschau


People in this conversation

Comments (3)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
This comment was minimized by the moderator on the site

Jeżeli Żydzi będą się wciskać w Polską historię niech sie nie dziwią... że to oni właśnie będą posądzeni…..że Polakom dostało się przez Żydów - Bieżeńców……


Żydom brakuje odpowiedniej ilości osób do statystyki ofiar ...

Jeżeli Żydzi będą się wciskać w Polską historię niech sie nie dziwią... że to oni właśnie będą posądzeni…..że Polakom dostało się przez Żydów - Bieżeńców……


Żydom brakuje odpowiedniej ilości osób do statystyki ofiar i przywłaszczają ...kradną ofiary polskie i obce…mamy wiele przykładów..aż za wiele.....

.Czy nie posiadają Bojaźni Bożej….i nie boją się boskich gromów......W polskich Tematach - dyskusjach Pan prof. Bojarski jest .zbędny...…..

Read More
Guest
This comment was minimized by the moderator on the site

Czy żydzi z IPN i PIS dokonają pośmiertnej egzekucji na Pileckim I pochowają Go na kierkucie Panteon? ...
(Okupacja żydowska w Polsce)
A zamiast krzyża będzie miał macewę - tak jak Inka i Zagończyk? Jeżeli tak się stanie – to hańba jego dzieciom!...

Czy żydzi z IPN i PIS dokonają pośmiertnej egzekucji na Pileckim I pochowają Go na kierkucie Panteon? ...
(Okupacja żydowska w Polsce)
A zamiast krzyża będzie miał macewę - tak jak Inka i Zagończyk? Jeżeli tak się stanie – to hańba jego dzieciom! Red. Gazeta Warszawska. ====================== Andrzej Pilecki: zapalenie świeczki ...
Czy żydzi z IPN i PIS dokonają pośmiertnej egzekucji na Pileckim I pochowają Go na kierkucie Panteon?
ADMINISTRATOR OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 28 AUGUST 2018 HITS: 543
A zamiast krzyża będzie miał macewę - tak jak Inka i Zagończyk?

Jeżeli tak się stanie – to hańba jego dzieciom!

Red. Gazeta Warszawska.
https://gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/506-antyzydowska-nagonka-nastapila-z-nadania-moskiewsko-komunistycznego-prof-zaryn-o-marcu-68
======================

Andrzej Pilecki: zapalenie świeczki w miejscu, gdzie są szczątki ojca, to byłby luksus

Nadzieja raz odżywa, innym razem przygasa. Czasami myślę, gdzie może być pochowany i dochodzę do wniosku, że tak ważne osoby, jak generał August Fieldorf "Nil" czy nasz ojciec, zostały tak ukryte, by nie można ich było odnaleźć. Zresztą, chyba jest mi już wszystko jedno - Ewa Koszowska rozmawia z Andrzejem Pileckim, synem rotmistrza Witolda Pileckiego. We wtorek pojawiła się informacja, że zostały odnalezione szczątki generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", rotmistrza Witolda Pileckiego i pułkownika Łukasza Cieplińskiego.

Andrzej Pilecki wspomina ojca - rotmistrza Witolda Pileckiego (WP.PL, Fot: Konrad Żelazowski)

Ewa Koszowska: Nadzieja znowu odżyła?

Andrzej Pilecki: Dlaczego?





Najprawdopodobniej w końcu odnaleziono szczątki pana taty - rotmistrza Witolda Pileckiego.

Nikt z IPN-u ze mną na ten temat nie rozmawiał.

"Wierzymy, że wydobyliśmy już wszystkich - generała Nila, rotmistrza Pileckiego i pułkownika Cieplińskiego" - poinformował wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk. Teraz czekają na identyfikację.

Mam umowę z prof. Szwagrzykiem, że jeśli ciało zostałoby odnalezione, to powiadomi mnie jako pierwszego. Mam nadzieję, że umowa nadal obowiązuje. Domyślam się, że nie powiedział mi nic, bo nie ma pewności. Są materiały, ale jeszcze niezbadane. W czasie długich jesiennych wieczorów mogą je sobie spokojnie badać gdzieś w laboratoriach.

Mówi to pan bez przekonania...

Nie po raz pierwszy taka ekshumacja ma miejsce. Podchodzę więc do tego bardzo ostrożnie. Tym bardziej, że dwa tygodnie temu byłem na wystawie "Kwatera Ł - Panteon narodowy pod cmentarnym murem" na łączce i rozmawiałem z jednym z policjantów, który działa w IPN. On twierdzi, że ojca w ogóle nie wyprowadzili z Rakowieckiej. Że tam został, zamurowali go. Inni znowu mówią, że go spalili. Także nie wiem. To jest tak duży wachlarz różnych informacji, że można się pogubić. Parę razy byłem napuszczany, bym gdzieś szedł, bo znaleźli szczątki taty, a potem okazywało się, że nic z tego.



Już pan nie czeka?





Cały czas się bujam, raz czekam, raz nie czekam... Nadzieja raz odżywa, innym razem przygasa. Czasami myślę, gdzie może być pochowany i dochodzę do wniosku, że tak ważne osoby, jak generał August Fieldorf "Nil" czy nasz ojciec zostały tak ukryte, by nie można ich było odnaleźć. Zresztą, chyba jest mi już wszystko jedno. Robimy wszystko, by go upamiętnić, a zapalenie świeczki w miejscu, gdzie są szczątki ojca, to byłby luksus.

Pana ojciec nie ma grobu. Komuniści nie wydali wam jego ciała. Jak sobie z tym dawaliście radę? Gdzie czciliście jego pamięć?

Długo się buntowałem, właśnie przeciwko temu, że chciano zabić pamięć o nim. Wypisywałem plakaty i przyklejałem klejem w miejscach publicznych: na kościołach i na cmentarzu na Powązkach. Na afiszach było napisane: "Pomódlmy się za duszę Witolda Pileckiego i pamiętajmy, że zamordowano go w więzieniu na Rakowieckiej". Nie ma grobu, ale od początku staraliśmy się zorganizować jakieś miejsca, na których można by było zapalić światełko, postawić kwiaty. Co roku we Wszystkich Świętych chodzimy na symboliczny grób taty w Panteonie Polski Walczącej na Powązkach Wojskowych. Grób jest bardzo dokładnie opisany, z nazwiskiem ojca i jego przynależnością organizacyjną.

Wybaczył pan oprawcom Witolda Pileckiego?

Specjalnie nie ma komu wybaczać. Na procesie, który IPN wytoczył w 2002 roku, Czesław Łapiński [podpułkownik, prokurator sądów wojskowych, uczestniczył w tzw. sądach doraźnych, w których zapadało bardzo wiele wyroków śmierci, był oskarżycielem w pokazowym procesie Witolda Pileckiego - przyp. red.] nie okazywał żadnych wyrzutów sumienia. Był nadal butny. Mówił, że chodził wtedy w mundurze i wykonywał rozkazy. Nie wytrzymałem i krzyknąłem: "Aleś pan splamił ten mundur!". Sędzia zagroził, że jeśli jeszcze raz coś powiem niepytany, to wyrzuci mnie z sali. Siostra Zosia jeszcze dodała: "Nasz ojciec żył krótko, ale pięknie, a pan długo, lecz plugawie". Łapiński umarł dwa lata później, tym samym uniknął wyroku. Historia za to sobie z niego zakpiła, bo zmarł w warszawskim szpitalu przy ulicy Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Byliście na procesie?

Nie. Mama jeździła na proces, ale na samo ogłoszenie wyroku nie odważyła się pójść. Na sali była ciotka, nasza wujenka Ostrowska, która wszystko nam przekazała. I przede wszystkim były tam także media: prasa i radio. Stąd wiemy, że szczuto podsądnych. Padały nie do przyjęcia przez nas inwektywy w rodzaju: "szpieg", "sługus Andersa". Mama była tym wszystkim bardzo zmartwiona.



Jak sobie z tym wszystkim radziła?

Bardzo to przeżywała, ale nie dawała tego po sobie poznać. Nie narzekała, była silna i bardzo odważna. Tylko czasami wpadała w nastrój przygnębienia. "I znów trzeba się ukrywać i spotykać po kryjomu. Po co on to robi?". Ja jej wtedy mówiłem: "Mamo, przyjdzie taki czas, że wszyscy będą mówić o ojcu. W końcu wyjdzie z cienia".

Pamięta pan ostatnie spotkanie z ojcem?

Pamiętam. To było jakiś miesiąc przed jego aresztowaniem w 1947 roku. Przyjechał do nas z okolic Czerwonego Boru koło Zambrowa, gdzie miało miejsce tzw. rozładowywanie lasu, czyli rozwiązywanie oddziałów partyzanckich. Tata namawiał młodych żołnierzy do wyjścia z lasu, ale nie chcieli go słuchać. Zdawali sobie sprawę z tego, że po ujawnieniu czeka ich więzienie i prześladowania. Zresztą on to rozumiał, bo ten kto wracał, był represjonowany. Ojciec po powrocie był nieobecny, zamyślony. Mało się odzywał, zamykał się w saloniku, gdzie było pianino i grał. Przeżywał w samotności swoją porażkę. Było mu szkoda młodzieży, którą las deprawował.

Zobacz też: Wyrok śmierci wydany na Rotmistrza Pileckiego

W młodzieży pokładał wielkie nadzieje?

Był człowiekiem czynu, nie lubił siedzieć z założonymi rękami. Po wojnie, wiosną w 1946 roku, pojechałem z ostrowskim hufcem harcerskim na odgruzowywanie Warszawy. Później dowiedziałem się od drużynowego Dziuńka Radwańskiego, że był tam mój ojciec. Podszedł do moich kolegów i pochwalił ich: "Wykonujecie dobrą robotę". Mnie obserwował z ukrycia, nie chciał się dekonspirować. Może bał się, że nie będę umiał utrzymać emocji na wodzy.

Kiedy dowiedzieliście się, że Witold Pilecki nie żyje?

Dokładnie nie pamiętam, oficjalnie nikt nas o tym nie powiadomił. Mama cały czas miała nadzieję, że uda się go uratować. Przecież to był wielki patriota. Posiadał wiele potrzebnych informacji. Myślała, że może będzie siedział do końca życia w więzieniu, może go gdzieś wywiozą, ale nie zabiją. Pewnego dnia poszła, jak zwykle, zanieść mu paczkę z żywnością do więzienia i dowiedziała się, że "Pileckiego już tu nie ma". Wszystko to stało się bardzo szybko. Zazwyczaj karę śmierci wykonywano dopiero po kilku, kilkunastu miesiącach od skazania. W przypadku taty były to dwa miesiące i dziesięć dni.

Tata już po ogłoszeniu wyroku śmierci oddał mamie swój metalowy grzebyk?

Tak, mam go do dzisiaj.

Zalecił też mamie, by czytała wam książkę średniowiecznego mistyka Tomasza z Kempis "O naśladowaniu Chrystusa".

To ciężka lektura, do dziś do niej wracam. Można ją otworzyć na dowolnie wybranej stronie i czytać z dowolnego miejsca. Wiele z prawd tam zawartych zanotowałem sobie w głowie i stosuję się do nich.

Dlaczego władze PRL z taką determinacją chciały się go pozbyć, a potem także pamięci o nim?

Z jakichś powodów zamordowanie go było potrzebne stalinowskiej Polsce. Byliśmy pod wpływem terroru. A on nie pasował do modelu, który był nam narzucony. Był poddawany strasznym torturom. Złamali mu oba obojczyki. Mama na spotkaniach z nim widziała, że ma porozrywane paznokcie. Tata mówił nawet, że "Auschwitz przy tym to była igraszka". Najbardziej go bolało, że w czasie niemieckich prześladowań czy podczas pobytu w obozie, wróg był widoczny. Była możliwość ucieczki. A tu nie było żadnej możliwości, żadnej nadziei. Był osaczony. Widział tę dysproporcję między tym, co doświadczył w walce z Niemcami a PRL-owską władzą.



Byliście rodziną po "zdrajcy ludu". Jak wyglądało wasze życie po jego śmierci?

Od razu to odczułem, zresztą Zosia też. Byliśmy już w tym wieku, gdy zbliżała się matura. Trzeba było znikać, zmienić miejsce. Pierwsze takie zdarzenie, po którym wiedziałem, że nie będzie łatwo, miało miejsce wtedy, gdy chciałem nauczyć się latać. Robiłem modele szybowców i byłem w tym dobry. Marzyłem o skończeniu kursu pilotażu szybowców. Miałem przeszkolenie, wspólnie z kolegą wszystko zaliczyliśmy. Pozostała tylko formalność - zaświadczenie z lokalnej placówki Służby Polsce (SP). Kolega dostał papierek, a ja nie. Powiedziano mi: "Pilecki, daj sobie spokój". Wystraszyłem się, że nie pozwolą mi zdać także matury i zmieniłem szkołę. Przeniosłem się do technikum radiowego koło Warszawy. Po zdaniu matury nie mogłem iść od razu na studia. Powiedziano mi, że każdy rok nauki w technikum muszę odpracować w ramach nakazu pracy. "Państwo cię nauczyło, to teraz zapłać". Odbębniłem trzy lata w Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka, gdzie składałem odbiorniki radiowe. Potem przerzuciłem się na wyświetlanie filmów w kinie, zostałem kinooperatorem.

A co ze studiami?

Próbowałem się dostać na studia cztery lub pięć razy. Ale zobaczyłem, że nie tędy droga. Zatrudniłem się w końcu w Instytucie Maszyn Matematycznych przy ulicy Śniadeckich w Warszawie, gdzie budowałem pierwszy polski komputer.

Jak duży był ten komputer?

Ten pierwszy zajmował... 200 metrów kwadratowych! Budowaliśmy go z niczego (śmiech). Jak się zorientowali, że wszystko mi tam wychodzi i jestem nie najgłupszy, skierowali mnie na Wydział Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Miałem już wtedy żonę i dwójkę dzieci. Skończyłem wszystko w czasie regulaminowym w pięć lat. Potrzebne mi były pieniądze, miałem przecież rodzinę na utrzymaniu. Zostałem głównym inżynierem chemii przy ośrodkach obliczeniowych. Ponieważ nie byłem partyjnym, nie mogłem sięgać dalej niż na inżyniera. Tak więc do emerytury byłem głównym inżynierem elektronicznych maszyn cyfrowych w Ośrodkach Obliczeniowych Ministerstwa Przemysłu Chemicznego. Ale przez cały ten czas - mam to chyba po ojcu - byłem pogodny i wesoły. Nigdy nie płakałem, że nie zawsze udawało mi się osiągnąć to, co chciałbym.

Rozmawiała Ewa Koszowska, WP Opinie

Andrzej Pilecki - syn rotmistrza Pileckiego. Ma dziś 83 lata. Absolwent Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Pracował w Instytucie Maszyn Matematycznych, zajmował się komputerami w Polfie, a potem jako główny inżynier elektronicznych maszyn cyfrowych w Instytucie Chemii Przemysłowej i Ośrodkach Obliczeniowych Ministerstwa Chemii.

Witold Pilecki - urodzony 13 maja 1901 w Ołońcu. Walczył z bolszewikami w 1920 roku. Bronił Polski we wrześniu 1939. Był jednym z pierwszych organizatorów konspiracji. Na ochotnika poszedł do Auschwitz, by zaświadczyć o ludobójstwie. Po ucieczce służył w AK i walczył w Powstaniu Warszawskim. Gdy upadło, trafił do Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ale wrócił do kraju. By nie dopuścić do wyniszczenia narodu. Tu dopadli go agenci UB. Polska Ludowa odpłaciła mu hańbiącym procesem, torturami i strzałem w tył głowy. Zmarł 25 maja 1948 w Warszawie.

Read More
Guest
This comment was minimized by the moderator on the site

W sobotę w Belwederze będzie można obejrzeć dokumenty z Archiwum Eissa
Hańba!
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/3096-w-sobote-w-belwederze-bedzie-mozna-obejrzec-dokumenty-z-archiwum-eissa

Kolejny już raz Duda prostytuuje się...

W sobotę w Belwederze będzie można obejrzeć dokumenty z Archiwum Eissa
Hańba!
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/3096-w-sobote-w-belwederze-bedzie-mozna-obejrzec-dokumenty-z-archiwum-eissa

Kolejny już raz Duda prostytuuje się żydom.
Okaże się, że Pilecki też był żydem, bo instytut jego imieniem jest przecież żydowski.
Duda jest winien samobójczej śmierci Polaka! O tym trzeba głosić.
Zawiadomienie do Prokuratora G. versus A.Dudzie i A. Azari o spowodowanie zabójstwa samobójczego u Jacka Tętnika. ...(Okupacja żydowska w Polsce)... Polakach w Polsce, których to ofiarą padł wyżej nadmieniony „samobójca” Jacek Tętnik.” Zawiadomienie złożyliśmy do Prokuratora Generalnego w dniu 25 czerwca 2018 czyli przed haniebnym, oszukańczym, niegodnym ...
Red. Gazeta Warszawska
+
W najbliższą sobotę, 23 lutego 2019 roku, zostanie udostępniona do zwiedzania w Belwederze wystawa dokumentów z Archiwum Eissa - jednego z największych zbiorów dokumentujących pomoc polskich dyplomatów na rzecz Żydów zagrożonych Holokaustem podczas II wojny światowej. Zwiedzanie wystawy w godz. 11.00 - 16.00.
Zobacz także: Prezentacja dokumentów z Archiwum Eissa [PL/ENG] Po raz pierwszy w Polsce prezentacja wystawy odbyła się 12 lutego 2019 roku w Belwederze z udziałem Prezydenta RP Andrzeja Dudy.
Nazwa archiwum pochodzi od nazwiska Chaima Eissa, pochodzącego z Ustrzyk zuryskiego kupca, który był członkiem tzw. Grupy Berneńskiej. Grupa ta – pod kierownictwem Aleksandra Ładosia, polskiego ambasadora w Szwajcarii – dostarczała Żydom mieszkającym w Polsce fałszywe paszporty południowoamerykańskie (m.in.: Paragwaju, Salwadoru, Boliwii, Peru, Haiti i Hondurasu). Chroniły one przed wywózką do niemieckich obozów zagłady. Według różnych szacunków, w sumie wydano ok. 4 tys. takich dokumentów. Liczba ocalonych pozostaje nieznana.
Chaim Eiss dostarczał polskim dyplomatom listy Żydów, a potem przemycał sfałszowane dla nich paszporty do Generalnego Gubernatorstwa. Ocalałe oryginalne dokumenty jeden z jego potomków zawiózł do Izraela. To m.in. osiem sfałszowanych paragwajskich paszportów, listy osób do uratowania oraz korespondencja polskich dyplomatów i żydowskich organizacji. W skład archiwum wchodzi też oryginalna lista z kilkoma tysiącami nazwisk Żydów z gett, którzy w ten sposób próbowali się ratować z Zagłady. W pozyskanych materiałach jest również imienna lista dzieci z warszawskich sierocińców.
Po ponadrocznych negocjacjach zbiory te zostały odzyskane przez Polskę. Pomogła w tym m.in. opinia spadkobierców Chaima Eissa o tym, że miejsce archiwaliów jest w Polsce – w instytucjach dokumentujących Holocaust i przedwojenne życie społeczności żydowskiej. Dlatego wkrótce kolekcja trafi do zbiorów Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Współorganizatorem prezentowanej ekspozycji jest Instytut Pileckiego.

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,1304,w-sobote-bedzie-mozna-obejrzec-w-belwederze-wystawe-dokumentow-z-archiwum-eissa.htm

Read More
Guest
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location