PUŁKOWNIK IGNACY MATUSZEWSKI

Article Index

Ekipie Władysława Sikorskiego pozostał jedynie argument siły. Premier nakazał Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie opublikowanie specjalnego komunikatu w sprawie Ignacego Matuszewskiego. „Komunikat Ambasa­dy Polskiej" z 18 lipca 1942 r. informował, że w związku dezercją z wojska i wyjazdem do Stanów Zjednoczonych toczy się przeciwko Matuszewskie­mu postępowanie przed sądem polowym w Londynie. Chciał w ten sposób skompromitować Matuszewskiego w oczach Polonii.

Ale Ignacy Matuszewski i otaczający go krąg przyjaciół-piłsudczyków (Jędrzejewicz, Rajchman, Długoszowski) nie zamierzał rezygnować z walki. To w tym gronie narodziła się idea powołanego w 1942 r. Komitetu Naro­dowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia (KNAPP). Matuszewski był jego głównym pomysłodawcą, krąg zaś jego najbliższych współpracowni­ków już wcześniej nawiązał bliską współpracę ze środowiskiem polonijnych i zamożnych piłsudczyków, którym przewodzili: Maksymilian Węgrzynek - importer towarów z Polski i prezes spółki wydawniczej dziennika „Nowy Świat"; Franciszek Januszewski - agent ogłoszeniowy i wydawca „Dzienni­ka Polskiego" w Detroit; Lucjusz A. Kupferwasser - w czasie I wojny świa­towej żołnierz armii amerykańskiej, później inwestował w nieruchomości na terenie Chicago; Stefan Łodzieński - właściciel sieci piekarni Lakewood Bakery w Detroit i Cleveland oraz agent nieruchomościowy. Celem Komitetu Narodowego była obrona szeroko pojętych interesów polskich, zwłaszcza idei niepodległości i integralności terytorialnej Rzeczypospolitej, oraz lob­bing na rzecz dotrzymania gwarancji wynikających z Karty Atlantyckiej i układów sojuszniczych z Wielką Brytanią. Działacze KNAPP wychodzili z założenia, że prawa Polski do niepodległego bytu są zagrożone nie tylko bezpośrednio przez okupantów - Niemcy i Związek Sowiecki, ale również pośrednio, przez nieodpowiedzialną i cyniczną grę aliantów - Wielkiej Bry­tanii i Stanów Zjednoczonych, dla których gwarancją pokonania III Rzeszy jest utrzymanie za wszelką cenę sojuszu z Sowietami. Środowisko KNAPP występowało także zdecydowanie przeciwko polityce rządów polskich na uchodźstwie, reprezentowanych przez premierów - Władysława Sikorskiego

 

i Stanisława Mikołajczyka, których oskarżano o uległość wobec Sowietów i naiwność wobec aliantów.

Bardzo szybko okazało się, że działalność KNAPP nie znajduje zrozumie­nia w kręgach amerykańskiego establishmentu, natomiast największymi jego wrogami są komuniści, którzy w dodatku mienią się reprezentantami całej Polonii amerykańskiej. Matuszewski miał świadomość, że za brutalny­mi atakami części prasy polonijnej i amerykańskiej na działalność polskich antykomunistów podczas wojny stoi agentura sowiecka. sprzyjała temu wówczas atmosfera społeczno-polityczna w stanach zjednoczonych, będą­ca owocem żmudnej pracy sowieckiej rezydentury wywiadowczej w Ameryce, która począwszy od lat trzydziestych zdołała opanować znaczną część życia intelektualnego, kulturalnego i naukowego Ameryki, by w przededniu oraz podczas II wojny światowej uzyskać znaczące wpływy w administracji rządowej i współdecydować o kierunkach polityki amerykańskiej.

„Komitet amerykanów Polskiego Pochodzenia dla Nieamerykańskiej Działalności Pronazistowskiej", „zamaskowana agentura Tajnej Kliki Becka, Matuszewskiego i Spółki", „komitet, którego pierwszym celem jest prze­szkadzanie w wygraniu wojny w myśl układu angielsko-amerykańsko- -sowieckiego i interesów całej Rodziny Zjednoczonych Narodów", „centrala propagandy pronazistowskiej", „nieliczna garstka faszyzowanych knappowców" - to tylko wybrane epitety, którymi komuniści polsko-amerykańscy obrzucili Komitet Narodowy amerykanów Polskiego Pochodzenia na wieść o jego powstaniu w Nowym Jorku w dniach 20-21 czerwca 1942 r.

Ścisłe powiązania autorów tych prasowych napaści z Komunistyczną Partią USA (KP USA) oraz sowiecką siatką szpiegowską w Ameryce nie pozo­stawiają złudzeń co do tego, że decyzja o rozpoczęciu szeroko zakrojonej kampanii przeciwko działaczom KNAPP została podjęta przez moskiew­ską rezydenturę wywiadowczą w Ameryce, kierowaną od grudnia 1941 do lipca 1944 r. przez sekretarza ambasady sowieckiej w Waszyngtonie gen. mjr. Wasilija Maksima Zarubina (w Ameryce występował jako „Wasilij Zubi- lin"). Uchodził on w NKWD za specjalistę od spraw polskich. Przekonali się

  • tym polscy jeńcy, z którymi konferował w Kozielsku na przełomie lat 1939
  • Nieprzypadkowo Zarubin, kiedy w 1943 r. Niemcy ujawnili sowiecki mord na Polakach w Katyniu, użył również komunistów działających w śro­dowisku polskim w Ameryce w kampanii katyńskiej.

aktywność publicystyczna Ignacego Matuszewskiego wywołała wście­kłość w środowisku polskojęzycznych komunistów w Ameryce, którym przewodził Bolesław Gebert (pseudonim agenturalny „Ataman"). Zaledwie kilkanaście dni od zjazdu założycielskiego KNAPP komunistyczny „Głos

 

Ludowy" frontalnie zaatakował nową organizację polonijną. Zgodnie z ogól­nymi kierunkami dezinformacyjnej strategii sowieckiej, redaktorzy „Gło­su Ludowego" przedstawili powsta­nie KNAPP jako inicjatywę „partii wojny", zmierzającą do podważenia podstaw sojuszu „angielsko-amery- kańsko-sowieckiego", którego celem jest pokonanie III Rzeszy i państw osi. Poza wątkami stricte propagan­dowymi artykuł pod jakże znamien­nym tytułem Komitet Amerykanów Polskiego Pochodzenia dla Nieamery- kańskiej Działalności Pronazistowskiej był także swego rodzaju donosem do władz amerykańskich, że oto powstała w środowisku polonijnym zorganizo­wana grupa, która kwestionuje kieru­nek polityki Stanów Zjednoczonych opartej na sojuszu z Wielką Brytanią i Związkiem Sowieckim. W artykule tym znalazł się nawet apel do prokura­tora generalnego Biddle'a, aby opiera­jąc się na Foreign Agent Registration Act

~7J

Jp “»

W PIĄTEK, DNIA 25-go CZERWCA n S

O GODZINIE 3-o; WIECZOREM                                                                             J

*                                                            1*   .

J                                                                                      *-

>4                                                         «    *

*\                                                           5    1

J                                                                                 J      W'

-*p

*A PROPENIE

W SALI ZWIĄZKU POLEK

ISO* W, ASHLAND AYENUE ODBĘDZIE 5!F.

WIELKI WIEC

rf

£ jI-

Komitetu Narodowego Amerykanów * Polskiego Pochodzenia

FHZKMAWlłt BADZIE

ZNAKOMITY PUBLICYSTA POLSKI

; l

f>

- ; .-5 * T *

Pułk* Ignacy Matuszewski

BYŁY MINISTER SKARBU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ, TEN SA*L KTÓRY WYWIÓZŁ Z WARSZAWY ZŁOTO POLSKIE ZNAJ­DUJĄCE SIę OBECNIE W POSIADANIU RZĄDU POLSKIEGO. CZŁO­NEK AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W FILADELFIE NAJLEPSZY MÓWCA, JAKIECO POLONIA MA DZIŚ MIEDZY SOBĄ.

W przerwach popi*-/ Chóru L Orktofiry.

W B T ę P WOLNY.

Afisz zapowiadający manifestację KNAPP i mowę Ignacego Matuszewskiego (Instytut Piłsudskiego w Nowym Jorku).

z 1938 r. (nowelizacja w 1942 r.), zarejestrować KNAPP jako „obcego agen­ta", czyli reprezentanta „prohitlerowskich" i „nieamerykańskich" interesów.

Skuteczność działań podjętych przez polskich komunistów była impo­nująca. W lutym 1943 r. kontrolowana przez agentów Moskwy Amerykańsko-Polska Rada Związków Zawodowych zażądała od władz federalnych aresztowania lidera środowiska KNAPP Ignacego Matuszewskiego. Rada przesłała prezydentowi F.D. Rooseveltowi rezolucję z żądaniem areszto­wania, do której dołączyła broszurę pułkownika What Poland Wants (Wola Polski). Jak się później okazało, władze amerykańskie podzielały po części stanowisko komunistycznych związków. Na początku 1943 r. Departament Sprawiedliwości uznał, że przez swoją działalność polityczną na terenie Stanów Zjednoczonych były minister skarbu Rzeczypospolitej Polskiej „nadużywa gościnności" i dlatego powinien podlegać przepisom Ustawy o registracji zagranicznych agentów politycznych. Od tej chwili „opiekę"

 

nad Matuszewskim, a pośrednio również nad całym KNAPP, sprawowali agenci FBI.

w nagonce na KNAPP i personalnie na Matuszewskiego komuniści umie­jętnie wykorzystywali konflikty między dużą częścią uchodźstwa polskiego a obozem rządowym skupionym wokół osoby premiera gen. Władysła­wa Sikorskiego. Środowisko, któremu przewodził Bolesław Gebert, w dość przemyślany sposób akcentowało swoją lojalną postawę wobec poczynań Sikorskiego, zwłaszcza jeśli chodzi o kierunek wschodni jego polityki po układzie polsko-sowieckim z lipca 1941 r. Trzeba przyznać, że również Sikorski i jego ministrowie niektórymi swoimi wypowiedziami uwiarygodniali w oczach amerykanów i części Polonii działalność grupy Geberta. słowa premiera i jego bliskich współpracowników (ks. Zygmunta Kaczyńskiego, Jana Stańczyka, Stanisława Mikołajczyka) o „zarzuceniu planu światowej rewolucji" przez sowietów, o „agentach Goebbelsa" w szeregach Polonii,

  • panującej w Rosji sowieckiej „swobodzie religijnej" czy wreszcie o kon­taktach gen. Kazimierza Sosnkowskiego i płk. Ignacego Matuszewskiego z „faszystami" na Węgrzech, w Hiszpanii i we Włoszech były skrzętnie wyko­rzystywane propagandowo przez polskich komunistów. Sikorski jako pre­mier i Wódz Naczelny musiał zdawać sobie sprawę, kim są jego tymczasowi
  • koniunkturalni stronnicy spod znaku stowarzyszenia „Polonia" i Polsko­-Amerykańskiej sekcji Międzynarodowego Związku Robotniczego, ale tracąc sukcesywnie wpływy w środowiskach polonijnych w Ameryce, zależało mu na każdym poparciu, nawet komunistów.

Wyklęty

Ignacy Matuszewski był bodaj jedynym publicystą w stanach Zjednoczo­nych, wobec którego Amerykanie zastosowali tak surowe przepisy. Cenzu­rowany i nachodzony przez agentów FBI w związku ze swoją antysowiecką postawą pytał publicznie pełen oburzenia: „Prawo jest prawem i należy je wykonać. Ale stanąłem zdumiony wobec pytania, czy w całej Ameryce ze wszystkich europejskich publicystów - ekskombatantów - jestem nieza­leżny tylko ja jeden".

sytuacja Polski stawała się coraz bardziej dramatyczna. Kiedy 4 lipca 1943 r. zginął w katastrofie gibraltarskiej gen. Władysław Sikorski, Matu­szewski pisał:

„Dla ułatwiania sytuacji swojemu sprzymierzeńcowi, dla ulżenia ciężaru angielskim politykom podjął generał sikorski imieniem Polski decyzję wyba-

 

czenia Rosji Sowieckiej wszystkich niezmierzonych krzywd, jakie Rosja naro­dowi polskiemu zadała. Przeżył do końca tragedię całkowitej bezowocności tego swojego wysiłku. Przeżył tragedię przekonania się naocznie, jak bardzo osobiste poświęcenie może być niedocenione przez tych, dla których było zrobione, jak cynicznie może być wyśmiane przez tego, komu podarowano zbrodnię" (ibidem).

Śmierć Sikorskiego, a przede wszystkim doświadczenia wyniesione z okresu jego premierostwa stwarzały w przekonaniu Matuszewskiego szansę na uporządkowanie spraw rządu. Zdając sobie sprawę z coraz gor­szej sytuacji Polski, wiązał jeszcze nadzieje z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem i gen. Kazimierzem Sosnkowskim. Te złudzenia przekreśliło ostatecznie objęcie funkcji premiera rządu RP przez Stanisława Mikołaj­czyka, którego Matuszewski uważał za marionetkę: „Mikołajczyk jest także narzędziem w ręku Stalina do odciągania uwagi od moskiewskich zbrodni".

Po październikowej konferencji moskiewskiej (1943 r.), a później po spotkaniu Wielkiej Trójki w Teheranie sprawa Polski była już przesądzona. Matuszewski uważał, że konferencja moskiewska przesądziła o utracie nie­podległości przez Polskę. Mimo wszystko w dalszym ciągu nie ustępował. Prowadził walkę, trzymając pióro w ręku. W Granicach na Renie protestował przeciw wymowie artykułu z „The Timesa" (10 III 1944), w którym stwierdzo­no, że Anglia i Stany Zjednoczone nie będą się mieszały w sprawy Europy Wschodniej i że granice wpływów Sowieckich muszą sięgać po Odrę:

„Czy »Times« londyński był odosobniony w swojej aroganckiej naiwności? Czy mało jest i w Anglii, i w Ameryce arogantów właśnie gotowych pouczać nas na łamach takich pism, jak »New York Post«, »P.M.«, »Time« czy »Life«, że Polacy, Łotysze, Litwini, Estończycy, Finowie, Bułgarzy, Jugosłowianie itd. itd. powinni się poddać bez oporu dobrodziejstwu panowania Stalina? Czy to nie ci aroganci, którzy kury macali w domu, kiedy generał Sosnkowski pierwszy rozbijał pancerne dywizje niemieckie pod Lwowem - czy to nie oni dzisiaj wrzeszczą przez radio, że Naczelny Wódz Wojsk Polskich jest »pro-nazi«? Czy nie ma w Anglii i Ameryce całej szkoły myślenia, co uczy, że Stalin zawsze ma rację - inni nigdy; że Rosja prowadzi wojnę - inni się bawią; że porozumienie z Sowietami - polega na spełnianiu ich żądań; że »wyzwolenie« Europy - to oddaje jej we władzę czerezwyczajki; że Anglicy i Amerykanie »double cross« Rosję - ale Rosja tylko poświęca się dla nich; że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie ma prawa według swego sumienia wyznaczać Premiera Rządu Polskiego - ale Stalin ma wyjątkowe prawo kwalifikować polskich ministrów;

 

że kiedy ludy Europy Wschodniej mówią o federacji - to zagrażają Rosji, ale kiedy Rosja żąda ich terytoriów - to tylko zabezpiecza siebie; że kiedy angiel­scy i amerykańscy żołnierze giną na Sycylii i obalają faszyzm włoski - to nie jest »drugi front«, ale kiedy Mołotow biesiaduje z Ambasadą Japońską w Mos­kwie - to jest to tylko dowód rozumu Stalina; że - słowem - wszystko, co robią demokracje, może być krytykowane, potępiane i poprawiane przez Sowietów, ale nic, co czynią Sowiety, nie może być nawet tematem trzeźwego myślenia. Taka szkoła myślenia istnieje, jest bardzo potężna, rozporządza dziesiątkami pism, setkami pisarzy, radiokomentatorów, śladów jej nie brak nawet w dzia­łalności niektórych instytucji urzędowych" (I. Matuszewski, Granice na Renie, „Nowy Świat", 3-4 VIII 1943).

Ignacy Matuszewski zdawał sobie sprawę, że coraz mniej można było zrobić. Jego niesłychanie wnikliwy umysł ze zdumiewającą precyzją prze­widywał bieg wypadków wojennych, których kresem będzie zniewolenie Polski. Po 1943 r. był przeciwny jakiejkolwiek straceńczej ofierze, jaką dla demonstracji mieliby złożyć Polacy. Jakże mądrze pisał w kwietniu 1944 r.:

„Kto chce osiągać zwycięstwo polskie przez pomnażanie zastępów polskich męczenników, ten błądzi. Tylko przez pomnażanie sił polskich, tylko przez twardą i jawną obronę praw naszych można coś zdziałać. Tym­czasem ostatnia instrukcja premiera Mikołajczyka czyni na pewno rzecz zgoła odwrotną: rozbraja Polskę przez ujawnienie jej armii przed wro­giem, zwiększa natomiast zastęp polskich męczenników przez naka­zanie najdzielniejszym ludziom, aby oddali się sami w ręce katów. [...]

Zaborcze zamiary sowieckie są dzisiaj znane światu całemu. Wchodząc na ziemie polskie, Sowieci oświadczyli, że wchodzą na ziemie swoje. Jeśli więc pomimo tego Rząd Polski nakazuje swojej Armii Podziemnej współpracę z rosyjskim zaborcą, to tym samym wywołuje wrażenie, iż nie ma zamiaru bronić całości Rzplitej z orężem w ręku.

Tego błędu nic nie usprawiedliwia" (I. Matuszewski, Ujawnienie Armii Pod­ziemnej, „Dziennik Polski", 8 IV 1944).

Stało się zupełnie inaczej. Po katastrofalnej akcji „Burza" nastąpiła hekatomba Warszawy. Odtąd tragiczny obrót spraw na arenie między­narodowej szedł w parze z osobistą tragedią, jaką była śmierć ukochanej córki Ewy Matuszewskiej „Mewy", zamordowanej przez Niemców w egze­kucji 26 września 1944 r. przy Alei Niepodległości 117. Przygnębiony wieś­cią o śmierci Ewy, próbował Matuszewski zaklinać rzeczywistość, pisząc:

 

.1#

 

Ewa Matuszewska - córka Stanisławy Kuszelewskiej i Ignacego Matuszewskiego (zbiory Krystyny Ciupińskiej).

 

„Wydaje mi się, że wiem na pewno tylko jedno: że z tych grobów, w któ­rych jest grób i mego jedynego dziecka - powraca ten szept, który sły­szałem zawsze, ale który teraz jest jeszcze wyraźniejszy i jeszcze bardziej nieodparty, że nie wolno się poddać nigdy, nigdy. Bo wtedy dopiero umrą oni naprawdę i na zawsze. [...] I może ci tylko, co polegli na niepotrzebnym z rachunku i chyba Bogu tylko dla odkupienia ludzkiej godności potrzeb­nych warszawskich Termopilach, chyba ci tylko jedni, Polacy właśnie, oca­lą świat, który był naszym światem - ocalą, jeśli można go jeszcze ocalić. Jeśli przecież chce ginąć, niech ginie przeciw nam. A jeśli nawet Bóg stwo­rzył ten świat bez sensu, to przecież Tamci, co zostali na straconej placów­ce w straconym mieście straconego kraju - rzucili światu swój niezłomny i wspaniały ludzki sens" (I. Matuszewski, Warszawskie Termopile, „Dziennik Polski", 3 VIII 1944).

Kiedy przeczytała te słowa przeszyta bólem pierwsza żona Matuszew­skiego - Stanisława Kuszelewska-Rayska, postanowiła skreślić niezwykle gorzki opis Powstania Warszawskiego, którego sens - zwłaszcza od teraz - konsekwentnie kwestionowała. Pisała o tym wszystkim w październiku 1945 r.:

„Kochany, z zachwytem przeczytałam Twój artykuł o powstaniu, jak zresz­tą zawsze to, co piszesz, czytam. Ale chcę Ci powiedzieć - i tylko Tobie - nie tylko to jest prawdą. Powstaniec warszawski - piszesz - poraził rodzimą nikczemność i obce kłamstwo. I tak, i nie. Byli cudowni młodzi żołnierze, ale byli i tacy, którzy za 10 złotych dolarów sprzedawali choremu garść czarnej kawy, którą kradli na kwaterach, co w rękę wpadło, którzy zwłok »ukochanego« dowódcy (Andrzeja Romockiego, syna tego od Dowbora) nie zabrali spod kul o 15 kroków. Z rzeźni na Mokotowie do moich kwater dochodziły tylko kości. A jednocześnie jedna z kierowniczek (dr Jadwiga Jędrzejewska) posta­nowiła pójść pod kulami - i zginąć - dlatego żeby własnoręcznie wybronić i przynieść mięso dla kuchni - wybronić je od pijanych rzeźników-żołnierzy. Ludność cywilna, bohaterska w sierpniu, już we wrześniu nienawidziła nas i wyrzucała z kwater, bo ją narażamy na obstrzał.

Ewa po ciężkiej gorączce gastrycznej (41 stopni) jadła czarny chleb, żeby bułek nie odbierać rannym, ale tę samą Ewę - i mnie - brutalnie wyrzucili ze schronu wprost pod bomby - dowódca jej batalionu. [...]

Kradzież i pijaństwo nie miało granic. A idiotyzm! W połowie sierpnia przyjechali na Mokotów Węgrzy - że niby się przyłączą. Musiałam wydać dla nich konserwy i wino. Bratano się, wiwatowano i pito. Pokazano wszystko.

Pofotografowano, zaśpiewali »Jeszcze Polska...« i odjechali. A zaraz potem grad bomb poszedł na te fotografowane miejsca i nikt się nie przyłączył.

Bohaterskie łączniczki chodziły kanałami 20 godzin (ze Śródmieścia na Mokotów), ale w tychże kanałach zdejmowano buty kobietom, które zemdla­ły po drodze. (Znam nazwiska). Oficer żywnościowy kompanii 0-2 potrafił w czasie bombardowania ukraść i zarżnąć świnię - do spółki z kochanką. [...]

Dlaczego trwało aż 63 doby? Bo niemcy [pisownia oryginalna - przyp. S.C.] zawsze pod płaszczykiem walki z powstaniem robili antysowieckie przesunię­cia wojsk, a nas nie zdobywali. Tylko ostrzeliwali z ciężkiej artylerii i moździe­rzy, żebyśmy wyzdychali powoli i żeby naszą winą było zniszczenie miasta. Jak tylko potrzebowali jakiejś dzielnicy - zdobywali ją w jeden dzień. Cóż nas broniło? Maleńkie rowy i kilkaset granatów i kilkadziesiąt karabinów. Wjeżdżali czołgami, jak chcieli, ale wtedy, kiedy chcieli, nie wcześniej. Były małe spora­dyczne bitwy, ale przede wszystkim po prostu trwanie i czekanie na pomoc lub śmierć. Rola zajęcy na miedzy, bo myśliwy na razie zajął się czymś innym.

Trwanie było więcej niż trudne i czasami niezwykle bohaterskie, ale jed­nocześnie rozkład szedł do szpiku kości - bo nie mogło być inaczej, i - bo o to właśnie chodziło. Dlatego twierdzę, że sanitariat i kuchnie walczyły czynnie, wojsko uzbrojone - biernie. [...]

Człowiek w warunkach za ciężkich - brak wody, światła, jedzenia, ciągły obstrzał - staje się bydlęciem. Akurat jak w warunkach zbyt lekkich. Już we wrześniu powstańcy dzielili się na nielicznych świętych Jerzych - i na bydło. To też jest prawdą. Prawdą tylko dla Ciebie.

I sama godzina wybuchu? Piąta. Akurat robotnicy wracają z fabryk, aku­rat pół miasta siedzi w tramwaju (wisi na tramwaju). Czyj to był szatański pomysł? Kto ubzdurał sobie, że powstanie zacznie się od desantu na Okę­ciu? Tak przecie mówili oficjalnie spadochroniarze, których instruował »sam« Sikorski! I tego desantu czekano codziennie i mój mąż [gen. Ludomił Rayski] był trzy razy nad Warszawą ze zrzutami i mówi, że to było piekło, a desant dziecinną mrzonką. Stracili 30 załóg na 95 samolotów, które doleciały. [...]

W początkach lata wysyłano z Warszawy wszystkich cywilnych Niemców. Na 1 sierpnia opróżniono koszary, które myśmy tryumfalnie »zajęli« po to tyl­ko, żeby niemcy wiedzieli, co bombardować. Jak genialnie [Niemcy i Sowieci] dali sobie buzi nad naszym trupem! I jak nieskończenie naiwni byliśmy - my.

»Z siłą ukrytego pożaru muszą się liczyć najpotężniejsi na świecie« - piszesz. Nieprawda. Chciałabym wierzyć, że krew ta nie została zmarnowana. Nie wierzę. Wobec Boga - tak. Wobec ludzi - po prostu w błoto" (List Stani­sławy Kuszelewskiej do Ignacego Matuszewskiego, Kair, 28 X 1945 r., Instytut Piłsudskiego w Ameryce, Archiwum Osobowe - Stanisława Kuszelewska).

Ignacy Matuszewski doprowadził do publikacji okolicznościowych nekrologów córki „Mewy" w prasie polonijnej w stanach zjednoczonych. Był od tej pory nieco ostrożniejszy w formułowaniu daleko idących wnios­ków w sprawie powstania, choć wciąż chciał wierzyć, że była to klęska „brzemienna przyszłym zwycięstwem", którą miał - jego zdaniem - dać przyszłej Polsce „prosty powstaniec, rozstrzelana dziewczyna pogrzebana na warszawskim skwerze [miał na myśli córkę Ewę - przyp. S.C.], żołnierz bez odznak pod zwaliskiem potrzaskanych murów" (I. Matuszewski, Dwa lata po powstaniu, „Dziennik Polski", 1 VIII 1946).

Dwa dni po publikacji tego artykułu, wciąż poruszony śmiercią Ewy, a także niespodziewanym zgonem rodzonego brata Tadeusza, mikrobio­loga, wykładowcy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i żołnierza AK, płk Ignacy Matuszewski zmarł nagle podczas lektury gazety na zawał serca pod Nowym Jorkiem (3 sierpnia 1946 r.).

W swoim ostatnim artykule, który ukazał się już po jego śmierci, napisał: „Rządy Anglii i Ameryki weszły na drogę niszczenia w Europie najwyższej wartości kultury zachodniej, a mianowicie praworządności. [...] Rząd angielski i amerykański są sygnatariuszami rozbiorów Polski" (I. Matuszewski, Barbaryzacja przez wybory, „Biuletyn Organizacyjny KNAPP", lipiec-sierpień 1946, s. 6).

7 sierpnia 1946 r. ciało Ignacego Matuszewskiego spoczęło na cmen­tarzu „Calvary" na Queensie w Nowym Jorku. W listopadzie 2016 r. wrócił pośmiertnie do swojej ukochanej Warszawy, by wspólnie z przyjacielem - mjr. Henrykiem Floyarem-Rajchmanem - spocząć na wojskowych Powąz-

Grób Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyara-Rajchmana w Nowym Jorku (fot. Sławomir Cenckiewicz).

Msza św. w intencji Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyara-Rajchmana w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku, 20 XI 2016 r (WBH).

 

kach wśród towarzyszy broni z wojny 1920 r., nieopodal ukochanej córki Ewy. Teraz „śni dalej swój sen o Polsce wielkiej, potężnej, wolnej, szczęśliwej i rządnej, o Polsce, która by przyniosła pokój i prawo, i sprawiedliwość nie tylko swym ziemiom, ale i bezkresnym obszarom całej Europy wschodniej" (w.A. Zbyszewski, Śp. Ignacy Matuszewski, „Dziennik Polski i Dziennik Żoł­nierza", 7 VIII 1946).

Stojąc w 1946 r. nad jego grobem, poeta Kazimierz Wierzyński ujął wszystko to, co najistotniejsze w postaci Ignacego Matuszewskiego: „Przy­szły historyk określi miejsce tego wielkiego Polaka w przedwojennych cza­sach, lecz miejsce jego w epoce, w której nas opuszcza, jest już wpisane w historii. Ignacy Matuszewski, pierwszy z Polaków, przewidział, że wojna ta, z której Polska miała wyjść w rzędzie zwycięzców, może skończyć się klę­ską. Pierwszy z Polaków odgadł, iż grozi nam nowy rozbiór i nowa niewola. Pierwszy z Polaków dostrzegł, skąd to widmo nadciąga. Pierwszy z Polaków bił na trwogę i wołał o niebezpieczeństwie".

Tak! Był Matuszewski w latach tej strasznej wojny „pierwszym z Polaków"! „Wiecznie trwał, ostrolicy, niezłomny, Civis Romanus, głaz na granicy...".

 

Powitanie na lotnisku wojskowym w Warszawie szczątków doczesnych Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyara-Rajchmana, 23 XI 2016 r (WBH).

 

Powitanie na lotnisku wojskowym w Warszawie szczątków doczesnych Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyara-Rajchmana, 23 XI 2016 r (WBH).

Msza żałobna w intencji Ignacego Matuszewskiego i Henryka Floyara-Rajchmana w Katedrze Polowej Wojska Polskiego pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Warszawie, 10 XII 2016 r. (WBH).

 

Uroczystości pogrzebowe na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, 10 XII 2016 r. (WBH).

 

Pamięci wielkiego Polaka Ignacego Matuszewskiego

Gdyś nas opuszczał niezłomny a dumny,

Aby w gościnnym głowę złożyć grobie,

Wiązankę chabrów włożyłem do trumny - Z napisem:„Polska niech się marzy Tobie".

Dla Niej to bowiem serce Twoje biło,

Do tchu ostatka broniłeś jej Sprawy,

Chociaż chwilowo kłamstwo zwyciężyło,

Tyś walczył PRAWDĄ - jako Polak prawy.

Nad wyraz skromny, duchem przeogromny,

Padłeś przebojem do zwycięstwa celu,

W walce z podłością jak Tytan niezłomny,

Byłeś przykładem i wzorem dla wielu.

Pamiętam ważkie powiedzenie Twoje:

„Nie tu są wrogi - ale tam są wrogi"...

Nie z karzełkami staczałeś swe boje - Chociaż Ci kłody rzucali pod nogi.

Wielkością KRZYWDY Polsce wyrządzonej,

Do głębi duszy zbolałej dotknięty - Tej Nieśmiertelnej - haniebnie zdradzonej,

Dałeś swe życie - w boju nieugięty.

Nam, pozostałym na szańcach obrony - Został Twój nakaz i honor i męstwo,

Choć wróg zagraża z tej i tamtej strony,

Lecz Twoim będzie za grobem zwycięstwo.

Antoni Wójcicki, Nowy Jork, wrzesień 1946 r.

 

Redakcja Irmina Samulska

Projekt graficzny, skład i łamanie Marcin Koc

Zdjęcie na okładce Ignacy Matuszewski, Warszawa 1927 r. (NAC)

Druk i oprawa PAsAŻ sp. z o.o., ul. Rydlówka 24, 30-363 Kraków

© Copyright by Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Wojskowe Biuro Historyczne im. gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, Warszawa 2017

ISBN 978-83-8098-147-8

Zapraszamy

www.ksiegarnia.ipn.gov.pl

www.ipn.poczytaj.pl

 

https://ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/40821,Pulkownik-Ignacy-Matuszewski-18911946.html

 

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location