Gibraltar a Smoleńsk.
+++
Propaganda katastrofy smoleńskiej czy zamachu smoleńskiego w jakiś dziwny sposób ma w ostatnich dniach swoje echo w nagłaśnianiu sprawy zamachu na Gibraltarze, w którym zginął polski premier gen. Władysław Sikorski.
Smoleńscy mąciciele jakby ujrzeli na Gibraltarze deskę ratunku w tej otchłani głupoty argumentacji Antoniego Macierewicza i za pomocą różnych płaskomózgowców lansują wersje odpowiedzialności Stalina za tę żydowsko-brytyjską zbrodnię. W gorączce swych myśli nerwicowcy smoleńscy nie widzą tego, że Liberator nie uległ rozbiciu – co musiałoby nastąpić w przypadki zaklinowania się steru wysokości – ale wylądował ślizgiem już kilkaset metrów za pasem startowym. Było to świadome lądowanie pilota tej maszyny na wodzie. Zaraz potem, pilot Prachal (Czech, a nie Polak) wyszedł na skrzydło samolotu z założoną kamizelką ratunkową i został zabrany na pokład motorówki, której załoga nie próbowała nawet szukać innych, którzy mogli przeżyć – bo wiadomo, że „wsie pagibli”.

