- Traditionis Custodes jawi się jako odwet, ubrana w zawrotne oskarżenia, które mają żenująco mało treści — wyrównanie rachunków z konserwatywnymi i tradycyjnymi katolikami.
Oczekiwano jej publikacji, ale nie surowości.
I ta surowość, ta podłość ducha, ta gotowość do ukarania wszystkich za (domniemane) grzechy kilku ugruntowała złą reputację motu proprio. Jeśli stara Msza, a zwłaszcza jej głosowi zwolennicy – którzy również są przeciwnikami jego progresywizmu – są cierniem w boku papieża Franciszka, jego motu proprio jest cierniem w boku wszystkich biskupów, którzy w ciągu ostatnich czternastu lat , być może odczuli ulgę, gdy znaleźli odrobinę liturgicznego spokoju w swoich diecezjach i niektórych rosnących wspólnotach młodych ludzi, a także rodzin hojnych w życiu i gorliwych w wierze (i, nie zapominajmy, hojnych w koszu). Działanie papieża obraziło episkopat, sugerując, że byli niekompetentni w wykonywaniu swojej pracy (co niestety często jest prawdą, ale w sposób sprzeczny z tym, co Franciszek ma na myśli) i że są: co więcej, nie są w stanie poradzić sobie z problemem dostrzeganego braku uległości wobec Magisterium. , . Musimy bowiem zauważyć, że motu proprio daje biskupom jedynie władzę niszczenia, a nie budowania: mogą ograniczać lub eliminować łacińskie grupy Mszy, ale nie mogą upoważniać nowych grup, nowych parafii lub nowo wyświęconych księży do nauki Mszy. jest jak związanie rąk ponad 4000 biskupów, a następnie oczekiwanie, że będą za to wdzięczni.
Traditionis Custodes jawi się jako odwet, odziany w rozległe oskarżenia, które mają żenująco mało treści – wyrównanie rachunków z konserwatywnymi i tradycyjnymi katolikami, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, za ich stały opór wobec papieskiego progresywizmu i modernizmu.
Wróci nas prosto do gorzkich dni lat 70-tych. Ten krok cofa cały projekt poszukiwania „wewnętrznego pojednania” (jak wyraził to Benedykt XVI) o pięćdziesiąt lat wstecz.
Jakie praktyczne konsekwencje może to mieć w życiu Kościoła?
Wróci nas prosto do gorzkich dni lat 70-tych. Ten krok cofa cały projekt poszukiwania „wewnętrznego pojednania” (jak wyraził to Benedykt XVI) o pięćdziesiąt lat. Ale z tą różnicą: są teraz miliony katolików, którzy albo kochają, albo wspierają TLM, i często są dobrze zorganizowani i dobrze wykształceni. Dlatego wojna domowa, którą rozpętał papież, obejmie o wiele więcej ludzi niż było we wczesnych dniach tradycjonalizmu. W tych wczesnych dniach posoborowych, kiedy wierni byli jeszcze w uścisku naiwnego ultramontanizmu, prawie wszyscy zgodzili się na nowy program (lub, niestety, głosowali nogami i opuścili modernizujący się Kościół). Dziś, pięćdziesiąt lat później,
W rzeczywistości należy jak najszybciej zawrzeć traktat pokojowy, aby złagodzić straty. Skutki będą tragiczne: wielu będzie kusić rozpacz i zniechęcenie; niektórzy znajdą stały dom wśród katolików obrządku wschodniego, a nawet prawosławnych; duża liczba może przejść do FSSPX (nie żebym ich obwiniała!), skutecznie rezygnując z Watykanu, który wydaje się bardziej zainteresowany czystką swoich wiernych niż czystką z herezji, skandali finansowych i nadużyć seksualnych. We wszystkich tych przypadkach widzimy, jak obłudą papieża jest mówić, że robi to wszystko w służbie jedności. Służy raczej ideologicznej jednolitości.
Ze wszystkich stron napływają już raporty o biskupach, którzy są zirytowani, a nawet wściekli, że otrzymali tak trudny i drakoński dokument w dniu, w którym miał on wejść w życie.
Uderzające jest, że weszła ona w życie natychmiast, bez ostrożnościowej przerwy między ogłoszeniem a wejściem w życie ( vacatio legis ).
Tak: to też jest bezprecedensowe i może się okazać, że to jeden ze sposobów, w jaki to posunięcie Bergoglio jest samobójcze, ponieważ zło ma sposób na przekroczenie swoich ambicji i popadnięcie w katastrofę. Oczywiste jest, że brak vacatio legis był spowodowany obawami o zdrowie papieża: poważna operacja wiąże się z ryzykiem nagłego zakończenia pontyfikatu, a jeśli papież umrze podczas vacatio legis prawa, ustawodawstwo nigdy nie wchodzi w życie. efekt.
Ze wszystkich stron napływają już raporty o biskupach, którzy są zirytowani, a nawet wściekli, że otrzymali tak trudny i drakoński dokument w dniu, w którym miał on wejść w życie. Jeden biskup powiedział, że dowiedział się o tym pierwszy w mediach społecznościowych! Ogólna reakcja była taka, że albo „rzeczy się nie zmienią” albo „potrzebujemy więcej czasu, aby przestudiować, jak wdrożyć dokument”. Innymi słowy, biskupi dają się vacatio legis -i kto wie, może po tym „wakacje” wielu będzie podjąć decyzję o jego realizacji, lub do wdrożenia go jako Minimalistycznie, jak to możliwe, tak aby nie mieć więcej turbulencji i biurokratyczne głowy w swoich diecezjach.
Musimy pamiętać, że to nie 99% biskupów świata prosiło o to motu proprio, ale być może 1% kipi nienawiścią do wytrwałego świadka tradycyjnej łacińskiej Mszy. Ani przez chwilę nie wierzę w twierdzenie papieża, że wyniki ankiety CDF były w przeważającej mierze negatywne, ponieważ istnieje wiele przeciwnych dowodów, a narracja nieodparcie przypomina jeden z innych znanych przypadków kontroli i tłumienia informacji. Strategia „po prostu zaufaj nam” naprawdę zabrakło gazu w Erze McCarricka.
Czy jest to rozczarowanie dla tych, dla których tradycyjna liturgia jest „słuszną aspiracją” i którzy wierzą, że dostarcza ona Kościołowi wielkiego bogactwa?
Nie, to nie jest rozczarowanie. Jest przyczyną słusznego gniewu, skandalu, formy nadużycia duchownych ze strony ojca, który kopnął swoje dzieci w brzuch za „zbrodnię” kochania tego, co święci kochali przez tyle wieków i który następnie czeka na ich wdzięczność powrót do Novus Ordo.
Zawsze myślałem, że jezuici powinni być sprytni, ale ten wydaje się nie znać podstawowych zasad ludzkiej psychologii: (1) słabszy zawsze zdobywa sympatię wielu; (2) ostra taktyka skierowana przeciwko mniejszościom zwróci wiele uwagi na ich sprawę; (3) towary zakazane stają się bardziej pożądane; (4) jeśli spróbujesz odebrać coś, co ludzie kochają tak samo jak samo życie, uda ci się jedynie zintensyfikować ich miłość do tego i zwiększyć dystans lub przemoc wobec tych, którzy chcieliby to odebrać. Jeśli chcesz, aby mężczyzna okazał miłość swojej rodzinie, wystarczy, że zagrozisz krzywdą jego żonie i dzieciom, a on albo zabierze ich daleko, albo będzie walczył na śmierć i życie. To jest właściwa reakcja na poziomie naturalnym i nadprzyrodzonym. W końcu św.ST II-II.158.8 ad 3).
Sposób, w jaki mówi Franciszek, sprawia wrażenie, jakby przestrzeganie Soboru Watykańskiego II było w jakiś sposób ważniejsze niż przestrzeganie Trydentu. Krótko mówiąc, widzimy broń Rady.
Jego negatywna ocena tradycyjnej Mszy i wiernych, którzy ją sprawują, wydaje się całkowicie nieuzasadniona. Co więcej, mówi o tym, że biskupi muszą ocenić, czy grupy TLM nie kwestionują ważności i prawomocności reformy liturgicznej, dekretów Vaticanum II i magisterium najwyższych papieży.
Dokument jest (i nie może powstrzymać się od tego, że jest) niejasny co do tego, co właściwie oznaczałoby „przystąpienie do” lub „przyjęcie” Soboru Watykańskiego II , a po tylu dziesięcioleciach dyskusji wciąż nie jest do końca jasne, co to znaczy. Weź Dignitatis humanae, na przykład: naukowcy od dziesięcioleci spierają się o to, co mówi i do czego nas zobowiązuje, a do czego nie należy, a nadal sprawa jest daleka od jasności. Jan XXIII i Paweł VI powiedzieli, że Sobór nie nauczał niczego fundamentalnie nowego, ale przedstawił tę samą wiarę katolicką współczesnemu światu. Istnieje uzasadnione pole do debaty na temat tego, jak skutecznie i wyraźnie ta Wiara została w rzeczywistości przedstawiona, ale z pewnością żaden katolik nie powinien być zobowiązany do przyjęcia Soboru Watykańskiego II w sposób sprzeczny z Watykanem I, Trydentem, pierwszymi siedmioma soborami lub którymkolwiek z poprzedzające Magisterium.
Dlatego jest arbitralne i ideologiczne (jak Ratzinger zauważył więcej niż raz) izolowanie Vaticanum II jako „super-rady”, papierka lakmusowego ortodoksji, kiedy można by znaleźć mnóstwo herezji w środowisku Novus Ordo – mięsistyherezje, rzeczy, które zostały wyklęte, podczas gdy Vaticanum II niczego nie zdefiniował i niczego nie wyklął. Chodzi mi tutaj o to, że sposób, w jaki mówi Franciszek, sprawia wrażenie, jakby trzymanie się Soboru Watykańskiego II było w jakiś sposób ważniejsze niż trzymanie się Trydentu, od którego nauczania ogromna liczba duchownych, zakonników i świeckich nie zgadza się lub dystansuje. Krótko mówiąc, widzimy broń Rady. Żadna spostrzegawcza osoba nie może nie zauważyć ironii, że tradycjonalistyczni katolicy akceptują „tradycyjną” treść Vaticanum II o wiele bardziej niż ich bracia Novus Ordo, zwłaszcza wśród naukowców i duchowieństwa. Zgodnie z tym standardem papież Franciszek powinien podejmować działania przeciwko światu Novus Ordo, ale nie robi i nie może, ze względu na swoje ideologiczne zasłony.
Czcigodne liturgie, takie jak te, sprowadzają nas na skraj nieba. I robią to w sposób, który albo nie istnieje w zreformowanej liturgii Pawła VI, albo znajduje się tam niezręcznie i rzadko.
To samo można powiedzieć o uczynieniu z reformy liturgicznej miernika ortodoksji. Chyba że istnieje jawna sprzeczność między lex orandi starego rytu rzymskiego a lex orandiwspółczesnego rytu Pawła VI, tak, że jeden jest ortodoksyjny, a drugi heretycki – niewielu podziela ten pogląd, ale zdecydowana większość tradycjonalistów nie – nie ma powodu, dla którego uważa się, że katolik, który akceptuje ten jeden, odrzuca treść teologiczna drugiej jako taka. Wielu (w tym żyjący poprzednik Franciszka) krytykowało słabości i pominięcia nowych ksiąg liturgicznych, ale bardzo niewielu kwestionuje ich ważność sakramentalną. Co więcej, żadna reforma liturgiczna nigdy nie może być „nieodwracalna”, ponieważ jest to z natury kwestia dyscyplinarna, podlegająca ocenie ostrożnościowej i praktycznym modyfikacjom.
Tak więc szibbolety narzucone przez papieża wydają się mieć coś innego niż ich powierzchowne znaczenie. Tutaj „Watykan II” i „reforma liturgiczna” oznaczają coś innego, coś , czego nie można powiedzieć otwarcie.
Ale bądźmy szczerzy: dyskusje teologiczne na wysokim szczeblu nie przemawiają do większości wiernych. Idą do TLM, ponieważ kochają jego cześć, jego piękno, jego transcendentną orientację, jego bogate i zawsze niezawodne modlitwy (brak „optionitis”), jego atmosferę ponadczasowości, która wyciąga nas z i ponad nasze zwykłe życie, jak czy jego kuzynka ze Wschodu, Bizantyjska Boska Liturgia, która śpiewa: „Wszyscy, którzy mistycznie reprezentują cherubinów i śpiewamy trzykrotnie święty hymn do Trójcy Życiodajnej, odłóżmy teraz na bok wszelkie ziemskie troski”. Czcigodne liturgie, takie jak te, sprowadzają nas na skraj nieba. I robią to w sposób, który albo nie istnieje w zreformowanej liturgii Pawła VI, albo znajduje się tam niezręcznie i rzadko.
Dokument stwierdza, że księgi liturgiczne ogłoszone przez świętych papieży Pawła VI i Jana Pawła II, zgodnie z dekretami Vaticanum II, są jedynym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego. Czy to oznacza, że Missale Romanum z 1962 r. jest w pewnym sensie zniesione?
Byłoby w zasadzie niemożliwe, aby papież zniósł czcigodny ryt rzymski, Mszę Wieków. Wyjaśniłem powód tego w artykule opublikowanym w LifeSite News ( link ). Podobnie jak Paweł VI przed nim, tak Franciszek w tym motu proprio nigdy nie ośmiela się powiedzieć „obrzęd obowiązujący przed zniesieniem reformy liturgicznej”. Raczej znosi Summorum Pontificum i usiłuje wykluczyć stary ryt rzymski z legalnego lex orandi wiary katolickiej. To dziwaczne, nie do utrzymania i ostatecznie niespójne. Dokument jest pełen sprzeczności i mentalnej mgły. Nigdy nie wspomina o liturgii ordynariatu, która również jest częścią rytu rzymskiego, ale ma charakterystyczne lex orandilub różne zastosowania rytu rzymskiego, które znowu nie są z nim tożsame (np. dominikański lub norbertański). Zjadliwy duch Traditionis Custodes jest zdradzony przez jego kiepski skład – wynik pośpiechu, braku inteligencji i głębokiej nieznajomości historii i teologii liturgii.
Widzimy jednak pewne obiecujące znaki: biskup Paprocki z Springfield w stanie Illinois kanonicznie zwolnił swoją diecezję z niektórych elementów motu proprio; Arcybiskup Fisher z Sydney powiedział swojej diecezji, że TLM będzie kontynuowane .
Można by dodać, że rażące zaprzeczanie teologicznej postawie swojego poprzednika jest mniej więcej tak sensowne, jak energiczne piłowanie gałęzi, na której się siedzi. Dyskredytuje albo obecnego papieża, albo wszystkich papieży.
Jednocześnie stwierdza jednak, że biskupi diecezjalni mają wyłączną kompetencję do zezwalania na używanie w swoich diecezjach Missale Romanum z 1962 r., zgodnie z instrukcjami Stolicy Apostolskiej.
Po prawej: kolejna sprzeczność. Od minionej niedzieli, kiedy uczestniczyłem w mszy łacińskiej, (zgodnie z motu proprio) nie modliłem się już lex orandi Kościoła rzymskiego. A jednak Msza była Mszą w rycie rzymskim, odprawianą przez księdza cieszącego się dobrą opinią i za pełnym pozwoleniem Kościoła. Wydaje mi się, że motu proprio jest doskonałym wyrazem nominalizmu i woluntaryzmu, ponieważ uważa, że nakładając etykiety słów na pewne rzeczywistości, sprawiamy, że te rzeczywistości istnieją i istnieją, jeśli tego chcemy, ale nie, jeśli nie chcę. Jest to fragment z filozofią relatywistyczną, którą można dostrzec w tak wielu aktach tego pontyfikatu, rodzaj związku niewierności i irracjonalności, który parodiuje katolicką harmonię wiary i rozumu.
W rzeczywistości można postawić bardzo dobry argument – zacząłem to przedstawiać w tym artykule LifeSite – że ten dokument jest tak pełen błędów, niejasności i sprzeczności, że brakuje mu statusu prawnego. To jest zabronione od samego początku. Nie przeszkodzi to niektórym hierarchom poczuć się zmuszonym do wprowadzenia go w życie z szybkością, która przypisuje ich jedności ducha z panującym papieżem. Wystarczy przypomnieć, w przeciwieństwie do tego, jak Ex Corde Ecclesiae Jana Pawła II, dokument, który próbował oczyścić katolickie szkolnictwo wyższe, pozostał prawie powszechnie niewdrożony.
POWIĄZANE: Michael Matt o strażnikach tradycji
Widzimy jednak pewne obiecujące znaki: biskup Paprocki z Springfield w stanie Illinois kanonicznie zwolnił swoją diecezję z niektórych elementów motu proprio; Arcybiskup Fisher z Sydney powiedział swojej diecezji, że TLM będzie kontynuowane, a wierni nie muszą się obawiać jego utraty. Słyszałem o diecezji, w której biskup w ciągu 24 godzin ponownie zezwolił 27 księżom na dalsze odprawianie łacińskiej Mszy św. Doniesienia tego typu, które wciąż do mnie docierają, wskazują, że liczba przyjaciół tradycji, a przynajmniej partnerów dyplomatycznych, jest być może większy, niż sądziliśmy. Motu proprio wydobyło ich ze stolarki. Alternatywy Starka mają na to sposób.
W każdym razie, niezależnie od tego, co mówi przeciwne motu proprio, żaden kapłan nie potrzebuje żadnego pozwolenia na odprawianie Mszy Trydenckiej. Nieuchronnie i rozważnie, większość kapłanów będzie chciała być lub pozostać w łaskach biskupów i będzie szukać ich błogosławieństwa (a nawet bawić się i nazywać to „pozwoleniem”), ale trzeba pamiętać, że to tylko formalność, kwestia klerykalnej politesse.
Chociaż tradycyjna Msza jest nadal dozwolona w pewnych okolicznościach, czy jest to krok w kierunku jej całkowitego zniesienia?
Neomoderniści naszych czasów nie pragną niczego więcej, właśnie dlatego, że uznają prawdziwość aksjomatu lex orandi, lex credendi, lex vivendi. Tradycyjni katolicy są w pewien sposób zaszczepieni przeciwko destrukcji i odbudowie katolicyzmu, do której dąży się już od jakiegoś czasu, w „długim marszu przez instytucje”. Tacy katolicy są „ikonofilami” naszych czasów, którzy czczą obrazy Chrystusa i Jego świętych – głównym obrazem jest sama liturgia! – i dlatego stanowią centralne miejsce dla rytuału, kultury, pamięci, historii. Obrazoburcy pozbyliby się tych rzeczy z Kościoła i zastąpili je własnymi humanistycznymi substytutami. Frakcja, która jest teraz u władzy, pijana krwią, będzie próbowała całkowicie stłumić starą Mszę. Jest gorzej: chcą wyginięciausus antiquior w całości – wszystkie obrzędy sakramentalne, Breviarium Romanum Piusa X, Rituale Romanum , Pontificale Romanum , całość dzieł. Zaczynają od Mszy, ponieważ jest to „czcionka i wierzchołek”, ale ich końcową grą jest zobaczenie historycznego rzymskiego rytu ograniczonego do wpisów encyklopedycznych. Będziemy musieli dużo pracować i modlić się, aby przeciwstawić się ich wysiłkom, aw wielu miejscach zrobi się bardzo bałagan.
W ciągu trzech dni, które nastąpiły po opublikowaniu motu proprio, na nowo uświadomiłem sobie ogrom walki duchowej, w którą jesteśmy zaangażowani jako tradycyjni katolicy.
Na zakończenie, czy jest jakaś rada, którą chciałbyś udzielić naszym czytelnikom, dr Kwaśniewskiemu?
W ciągu trzech dni, które nastąpiły po opublikowaniu motu proprio, na nowo uświadomiłem sobie ogrom walki duchowej, w którą jesteśmy zaangażowani jako tradycyjni katolicy. Nie oszukujmy się: to jest bitwa o dusze, bitwa o duchowieństwo i zakonników, bitwa o przyszłość Kościoła, o naszych potomków. Wszyscy jesteśmy w środku – albo już po wszystkim. Musimy kierować się wiarą, a nie strachem .
Moja żona i ja postanowiliśmy poświęcić się codziennej godzinie świętej w kaplicy adoracji w pobliżu naszego domu, modlić się o rozwiązanie tego kryzysu, modlić się za wszystkich księży i świeckich, których on dotknie, za wszystkich biskupów i, oczywiście, dla papieża. Zachęcam wszystkich do podjęcia konkretnego kroku, nawet jeśli jest to tak proste, jak codzienna modlitwa na różańcu o przywrócenie tradycji na należne jej miejsce. Zapisz się do Brązowego Szkaplerza Matki Bożej z Góry Karmel, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Wybierz dzień lub dni postu: Nasz Pan mówi, że niektóre demony są wypędzane tylko przez modlitwę i post. I na koniec pamiętaj, że ten kryzys raczej szybko się nie wyjaśni. Możemy nawet nie doczekać rozwiązania tego problemu, ale to nasze dzieci i wnuki będą zbierać owoce tego, co dzisiaj zasiewamy modlitwami, trudami i cierpieniami, które ofiarowujemy.
Przyjaciel przypomniał mi ostatnio kilka aktualnych wersetów z Pierwszego Listu św. Piotra: „Kto ma cię skrzywdzić, jeśli jesteś gorliwy w tym, co słuszne? Ale nawet jeśli cierpisz dla sprawiedliwości, będziesz błogosławiony. Nie bójcie się ich ani nie trwożcie się, ale w waszych sercach czcijcie Chrystusa jako Pana. Zawsze bądź przygotowany na obronę przed każdym, kto wzywa cię do rozliczenia się z nadziei, która jest w tobie, ale rób to z łagodnością i szacunkiem; i utrzymuj swoje sumienie w czystości, aby gdy jesteś maltretowany, ci, którzy bluźnią twojemu dobremu zachowaniu w Chrystusie, zostali zawstydzeni. Lepiej bowiem cierpieć dobrze czyniąc, jeśli taka jest wola Boża, niż czyniąc źle” (1 P 3,13-17).
Niech św. Grzegorz Wielki, św. Pius V i wszyscy święci papieże wstawiają się za nami!