CHIŃSKA ŁAMIGŁÓWKA
Projekcja przyszłości Japonii musi uwzględniać pewne szacunki prawdopodobieństwa, że uda jej się przejąć kontrolę nad ogromnymi masami Chin. Nie będę ryzykował spekulacji na temat tego, co może ostatecznie osiągnąć, jeśli przetrwa cztery czy pięć dekad. Nawet obecny status Chin jest wystarczająco niepewny. Musimy również rozważyć możliwość, że Chiny, które zostały wyposażone w arsenał broni jądrowej przez osoby uważane za Chińczyków, przeszkolone w tym celu w Stanach Zjednoczonych, mogłyby zostać zmobilizowane do przyłączenia się do Sowietów w ataku na Japonię, gdyby rosnąca przewaga przemysłowa Japonii zaniepokoiła mocarstwa decydujące w tych sprawach.
W przeciwieństwie do Japonii, Chiny są krajem, w którym istnieje wiele dowodów głębokiej penetracji kontyngentów żydowskich w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat i istnieją wszelkie powody, by sądzić, że Żydzi są dziś o wiele liczniejsi i potężniejsi, niż sugerowałby raport w Daily Telegraph o Żydach w Kaifengu. Itsvàn Bakony w małej broszurze, Chiński komunizm i chińscy Żydzi {przypis 24} Jest to broszura z serii „Biblioteka tajemnic politycznych” cytowanej powyżej, podobnie jak broszura Bielsky'ego, o której za chwilę wspomnę. Odnoszę się do tych broszur zamiast do bardziej szczegółowych źródeł, ponieważ są tak powszechnie i niedrogo dostępne. {koniec przypisu 24} wygodnie zebrał, z oficjalnych publikacji żydowskich w języku angielskim i hiszpańskim, niektóre dowody ciągłej infiltracji Chin od I wieku p.n.e. Na przykład, kontyngent Żydów przybył, aby dołączyć do swoich współplemieńców w XII wieku, a przynajmniej później, Żydzi w Chinach bardzo prosperowali. Można zasadnie przypuszczać, że zgodnie z tradycją swojej rasy, szerzyli działalność wywrotową i mieli pewien udział w buncie, który ustanowił dynastię Ming (1368–1644), za której czasów Żydzi doszli do wysokich stanowisk w rządzie cesarskim, zajmując stanowiska dowódców armii, gubernatorów prowincji i premierów. Często byli wzmacniani przez nowe oddziały „Psów Bożych”, głównie z ich rozległych kolonii w Persji i Indiach, i możemy być pewni, że odegrali swoją rolę w niemal całkowitej korupcji rządu i demoralizacji rdzennej ludności, co doprowadziło do upadku dynastii Ming.
We wczesnych dniach panowania dynastii Ch'ing (Mandżurskiej), która rządziła Chinami w latach 1644–1912, bardziej wpływowi Żydzi przenieśli się do Szanghaju i Hongkongu, gdzie byli chronieni przez naiwnych Brytyjczyków i szybko uzyskali praktycznie monopol na handel bawełną i opium. Ponieważ Mandżurowie najwyraźniej nie czuli szacunku do rasy międzynarodowej, można wnioskować, że Żydzi, którzy osiedlili się w Chinach wystarczająco długo, by nabrać mongolskich rysów i chińskich nazwisk, uznali za opłacalne podszywanie się pod Chińczyków i ukrywanie swojej organizacji plemiennej. Wielu mandżurskich cesarzy próbowało powstrzymać korupcję w rządzonym przez siebie kraju, a wszyscy wiedzą, że Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Chinom w 1839 roku, aby zmusić cesarza do zezwolenia na import i sprzedaż opium dla zysku Żydów, którzy wszczepili swoje żuwaczki w Wielkiej Brytanii i Indiach, w tym słynnej i bogatej rodziny Sassoonów. Ich pozornie mongolscy krewniacy w Chinach niewątpliwie podzielili się łupami. Kolejny atak na Chiny w 1856 roku był jednak konieczny, aby usunąć ostatnie przeszkody w imporcie opium i chrześcijaństwa. Ten ostatni nie miał większego znaczenia i wydaje się, że służył głównie do tego, by ukoić przesądne Angielki w oczekiwaniu na spotkanie z hordami Mongołów w niebie, skutecznie uniemożliwiając Anglikom kwestionowanie moralności wojny, która miała zmusić cały naród do uzależnienia się od trującego narkotyku. Tysiące misjonarzy, zarówno katolickich, jak i protestanckich, najechało Chiny, ale udało im się przekonać lub przekupić jedynie stosunkowo niewielu Chińczyków, by „nawrócili się”. Niektórzy obserwatorzy szacują, że w dowolnym momencie tylko około 18 000 mongolskich dusz było gotowych do wysłania do Jezusa.
Dwie wojny opiumowe rodzą kluczowe, lecz niestety nierozstrzygnięte pytanie. Czy Żydzi wykorzystali swoje brytyjskie wojska do wpychania opium do Chin wyłącznie dla zysku, czy też czerpali duchową radość z uzależniania nawet mongolskich gojów od drogiego narkotyku, który paraliżuje umysł i wolę oraz rujnuje ekonomicznie tak wiele ofiar, że wszyscy poza bogatymi muszą uciekać się do przestępstw z użyciem przemocy, aby pokryć koszty ogłupiania się? Prawdą jest oczywiście, że we wszystkich społeczeństwach zdezintegrowanych przez rosnącą przestępczość, jak w Stanach Zjednoczonych, skutki są wysoce zyskowne dla pasożytów, ale gdybyśmy znali odpowiedź na ten problem psychologiczny, moglibyśmy z pewną dozą pewności przewidzieć naszą najbliższą przyszłość.
Duże grupy Żydów nadal przybywały do Chin po 1856 roku, ale Bakony zwraca szczególną uwagę na wpływy rodziny żydowskich bankierów Soong, którzy nabrali chińskiego wyglądu. Jedna z córek wyszła za mąż za dr. Sun Jat-sena, a druga za Czang Kaj-szeka. Obie te ogniste kobiety wyglądają na Chinki i ukończyły Wellesley College w Stanach Zjednoczonych. Chociaż Bakony tego nie twierdzi, każdy, kto przyjrzy się dobremu zdjęciu Sun Jat-sena, dostrzeże, że mężczyzna ten nie był czystej krwi Mongołem i zacznie podejrzewać, że druga strona jego dziedziczności pochodzi od Abrahama. Jakkolwiek by było, Sun Yat-sen w pocie czoła powielał ideały zaczerpnięte od Karla Marksa i jakiekolwiek były jego intencje, jego podważenie chińskiej monarchii zapoczątkowało pół wieku wojny domowej i anarchii, podczas których ludność chińska padła ofiarą niemal niekończącego się szeregu przedsiębiorczych bandytów, którzy nazywali siebie „władcami wojny” i wielokrotnie dewastowali każdy region Chin nieznajdujący się pod rządami Zachodu.
Jednym z najskuteczniejszych „wodzów wojennych” był Czang Kai-shek, który wyglądał jak prawdziwy Mongoł i prawdopodobnie nim był, i przez całe życie wydawał się być pod władzą swojej żony, Soong Mailing. Po zerwaniu z komunistami udowodnił, że jest kompetentnym generałem i ostatecznie rządził większością Chin, aż Amerykanie, z podstępem, z którego słyną, zdradzili go kontrolowanym przez Sowietów komunistom. Ledwo uciekł, by utworzyć rząd na uchodźstwie na wyspie Formozie, często nazywanej Tajwanem.
Nie trzeba dodawać, że władcy Stanów Zjednoczonych, umiejętnie organizując oddanie Chin kontynentalnych komunistom i ustanawiając dysydencki reżim na Formozie, uzyskali w ten sposób niemal nieskończony zasób „problemów”, które miały zająć umysły ich płacących podatki poddanych i zapewnić rozrywkę w wielkim wodewilu na Czterdziestej Piątej Ulicy i East River, powszechnie nazywanym Organizacją Narodów Zjednoczonych. Dobrzy pasterze wiedzą, jak zaganiać i strzyc swoje owce w „demokracji”.
Liczbę „żółtych Żydów”, którzy potrafią podszywać się pod Mongołów, w Chinach w tamtym czasie szacowano różnie. Bakony uważa, że nie przekracza ona 2 000 000, co stanowi niewielki ułamek całej populacji, ale wszyscy wiemy, że stosunkowo niewielka liczba Żydów wystarczy, by pojmać i zniszczyć naród.
Są tylko dwa fakty dotyczące komunistycznych Chin, które powinny nas zaniepokoić. Gdy tylko nowy reżim komunistyczny został bezpiecznie ugruntowany, wdowa po Sun Yat-senie, Żółta Żydówka Soong Ching-ling, wyrosła na drugą najpotężniejszą osobę w kraju i prawdopodobnie tylko płeć uniemożliwiła jej objęcie stanowiska faktycznej przywódczyni. Musiała być postacią, wokół której gromadzili się współplemieńcy, i pozostała wpływowa aż do śmierci, ale stopniowo została przyćmiona przez Mao Zedonga, jednego z najsprytniejszych bandytów, którzy rozkwitali w latach dwudziestych XX wieku. {przypis 25} Droga Mao od bandyty do władcy została opisana przez George'a Paloczi-Horvatha w książce Mao Zedonga, Cesarza Niebieskich Mrówek (Nowy Jork, Doubleday, 1963). Autor czyta i wykorzystuje chińskie źródła i, choć zasadniczo wrogo nastawiony do Mao, stara się być obiektywny. Kończy swoją książkę dziwną sugestią, że gdyby radziecko-amerykański konsorcjum przytuliło i pocałowało Mao, mógłby on stać się grzecznym chłopcem. Wielu naszych niedoszłych intelektualistów czytało obszerne pisma Mao w angielskich tłumaczeniach i łamało sobie głowę, próbując zrozumieć jego wersję komunistycznej „teorii”: nie odkryli, że Mao, niezależnie od rasy, miał charakterystyczne dla Żydów zwyczaje i, podobnie jak oni, używał słów nie po to, by przekazywać swoje myśli, lecz by je ukryć. {przypis końcowy 25} Powoli piął się na szczyt władzy, który osiągnął około 1968 roku i, z pewnymi przeciwnościami losu, utrzymał aż do śmierci we wrześniu 1976 roku. Bakony uważa, że Mao był prawdziwym Chińczykiem, który wiedział, jak wykorzystać Żydów do własnych, ostatecznych celów.
Pomimo różnic rasowych, które wykluczają jakąkolwiek prawdziwą przyjaźń między Mongołami a Słowianami, komunistyczny rząd Chin przez lata pozostawał w najlepszych stosunkach z komunistycznym rządem ZSRR, który Stany Zjednoczone stale wspierały i częściowo finansowały. Jednak wkrótce po śmierci Dżugaszwilego, alias Stalina, doszło do zerwania. Mao stanowczo sprzeciwił się poniżaniu zmarłego bohatera przez Chruszczowa, co – choć wyrażone w typowych dla polityków dwulicowych sformułowaniach – było w dużej mierze motywowane faktem, że Stalin, pod koniec życia, podjął pewne kroki przeciwko Żydom w ZSRR, z których większość została zniweczona przez jego nagłą i dziwnie dogodną śmierć. Sprzeciw Mao wyrażał się, rzecz jasna, w typowym dla polityków bełkocie i nikt nie wie, w jakim stopniu motywowała go chęć rozwiązania problemu żydowskiego we własnym kraju.
Bakony był przekonany, że polityka Mao była wroga Żydom i że rasa międzynarodowa, za pośrednictwem „żółtych Żydów” w Chinach, podżegnie do buntów przeciwko niemu. Mogło to być wytłumaczeniem kilku nieudanych prób jego obalenia. Bakony napisał, zanim Mao publicznie oświadczył, że rozsiewając kwiaty sprawiedliwości społecznej i braterstwa, zabił 800 000 Chińczyków. Wszyscy obserwatorzy uważają, że wielki człowiek skromnie zaniżył swoje osiągnięcie, a niektóre szacunki całkowitej liczby jego ofiar sięgają nawet 12 000 000. Jego socjotechnika z pewnością dała mu możliwość rozwiązania chińskiego problemu żydowskiego z orientalną praktycznością, do której nasza rasa wydaje się niezdolna, ale o ile wiem, nie ma dowodów ani nawet plotek, że wykorzystał swoją złotą okazję. Nie oznacza to koniecznie, że tego nie zrobił, ponieważ Żydzi, choć chętnie wymyślali wszelkiego rodzaju historie o „eksterminacjach”, by zniesławić Niemców, nie chcieliby, by świat dowiedział się, że pomysł ten został gdziekolwiek wdrożony w życie, {przypis 26} Publikacja analizy profesora Butza na temat oszustwa „holokaustu”, The Hoax of the Twentieth Century, naturalnie wywołała wśród Żydów pewne rozbieżności co do polityki, jaką rasa powinna prowadzić, a kilku rabinów, w swoich publikacjach, a nawet w swoich kolumnach w gazetach dla gojów, takich jak Chicago Sun-Times, wydało zawoalowane ostrzeżenia, że zbytnie poruszenie wokół ich Holokaustu może dać Amerykanom pomysły, które wprowadzą w życie. Element rządzący w żydostwie postanowił wykorzystać swoje gazety i tuby, by pompować stały strumień szlamu w twarze głupich brutali; ale niektórzy inteligentni rabini nadal mieli wątpliwości. „Stratford ( Connecticut) Express” z 23 września 1978 roku zacytował opinie dwóch rabinów dotyczące pomyj tryskających obecnie z rurek; jeden z nich stwierdził, że film może sprawić, że ludzie „zastanawiają się, dlaczego Hitler nie dokończył dzieła, i może ponownie zachęcić faszyzm do pokazania swojej ohydnej twarzy”; drugi stwierdził, że film jest „zbyt sztuczny… i może ponownie zachęcić faszyzm”. Nawet metoda wtłaczania ropy do umysłów uczniów wydaje się przynosić efekt przeciwny do zamierzonego, a słychać, że niektórzy Żydzi zaczynają uważać, że jedynie reklamują swoją dominację nad amerykańską plantacją i jej bydłem. Tacy dysydenci mogli być obiektem ostrzeżenia w „ Jewish Week” z 29 kwietnia 1979 roku: „Holokaust jest naszą siłą. Chroni nas od pokolenia”. Ten rażący żart może jednak okazać się ich wielką, a być może i zgubną słabością. {przypis 26} Chińczycy uznaliby za niestosowne szokowanie wrażliwych serc sentymentalnych Aryjczyków. Jeśli jednak Bakony miał rację w swojej analizie chińskiego reżimu, późniejsze wydarzenia pokazują, że Mao zmarnował swoją szansę.
Polski pisarz, Louis Bielsky, w innej niewielkiej broszurce, Podziemne fakty konfliktów arabsko-izraelskich i moskiewskich z Pekinem, zgodził się z Bakonym we wszystkich istotnych kwestiach i, pisząc mniej więcej w tym samym czasie, przewidział, że Żydzi albo „podejmą działania mające na celu wzniecenie buntu przeciwko Mao… albo cierpliwie zaczekają na śmierć Mao Tse-tunga i Czou En-laia, aby krypto-Żydzi… mogli ponownie przejąć kontrolę nad czerwonymi Chinami… i przekształcić je ponownie w satelitę Związku Żydowsko-Sowieckiego”. Można powiedzieć, że ta przepowiednia została potwierdzona przez późniejsze wydarzenia.
W październiku 1975 roku stało się oczywiste, że zdrowie Mao podupada i że jego starość wkrótce dobiegnie końca. Ówczesny szef rządu Stanów Zjednoczonych, rabin Kissinger, pośpieszył do Chin na konferencję z Mao i zastał go wciąż tak energicznego, że obaj ledwo zachowali pozory przyzwoitości podczas kolacji pożegnalnej, ale Kissinger mógł rozsypać w odpowiednich miejscach hojne dary z kieszeni żydowskich zwierząt jucznych w Stanach Zjednoczonych. W lutym następnego roku obserwatorzy byli zdumieni, że Hua Kuo-fang wepchnął się do sukcesji po Czou En-lai i podkopywał pozycję Teng Hsiao-pinga, który, jak sądzono, miał być następcą Mao. Richard Nixon, który wówczas odgrywał rolę prezydenta podczas przedstawień w Białym Domu, został pospiesznie wysłany do Chin, prawdopodobnie z kolejnym wiadrem amerykańskich pieniędzy. W kwietniu Hua wyrzucił Tenga z politycznego nieba, a kiedy Mao zmarł we wrześniu, Hua wskoczył na zwolniony tron.
Dzieci i intelektualiści często zakładają, że politycy mają zasady, i byli zdumieni, gdy Teng nagle powrócił z ciemności, stając się drugą po Hua osobą. Obserwatorzy przypuszczali oczywiście, że zawarli układ dla obopólnych korzyści lub, mówiąc mniej delikatnie, że Teng uzyskał swoją cenę za sprzedanie swojej frakcji. To zostało natychmiast zweryfikowane: frakcja, na której czele stała Czang Ching, była Mao nr 5 (jeśli dobrze policzyłem), wdowa po nim i miała poparcie trzech mężczyzn bliskich Mao, podjęła próbę buntu, by przywrócić „zasady Mao”. Bunt został szybko stłumiony, a czterech przywódców aresztowano i uwięziono, a resztę prawdopodobnie zmasakrowano. Było to w lipcu 1977 roku, choć, o dziwo, Czang Ching i jej zwolennicy zostali osądzeni i skazani za „zbrodnie przeciwko państwu” dopiero w styczniu 1981 roku.
Przepowiednia Bielskiego zdawała się być potwierdzona. Żydzi czekali na śmierć Mao i przejęli władzę, a co więcej, Chiny i Związek Radziecki, zgodnie z przewidywaniami, zdawali się całować i godzić swoje spory. Hua i Teng podobno zostali prawdziwymi kumplami, a ten drugi wynegocjował traktat z Japonią, odwiedził Stany Zjednoczone i został nagrodzony, gdy Stany Zjednoczone rzuciły mu się na dwa miliardy dolarów, eufemistycznie nazywane „kredytami”, choć wszyscy wiedzą, że te dwa miliardy będą pochodzić z wymion amerykańskich krów mlecznych. Bardziej znaczący był chłopiec na posyłki, który dostarczał gotówkę: był nim wiceprezydent Mondale, powszechnie znany jako „toast homoseksualistów” i przez wielu obserwatorów uważany za następcę Reagana jako głównego aktora w przedstawieniach Białego Domu, ponieważ można na nim polegać, że sprawi, że białe cycki będą się kulić przed zboczeńcami, tak jak teraz kulą się przed czarnuchami. Kiedy mleko amerykańskich krów dostarcza tak wielki człowiek, musi być podwójnie orzeźwiające.
Jak dotąd wszystko w porządku. Ale potem dochodzimy do wydarzeń z września 1981 roku. Dzieci i intelektualiści zdają się nigdy nie rozumieć, że przyjaźń między wpływowymi politykami jest jak przyjaźń panująca między zawodowymi hazardzistami, którzy grają w pokera z derringerami w rękawie. Ktoś – podobno Teng – nagle dołożył do Hua, który rzucił karty i zniknął. A potem, po krótkiej przerwie z dublerem, pojawił się Hu Yao-ping jako rozdający, a „starzy chińscy wyjadacze”, którzy wiedzą wszystko, mówią, że jest on człowiekiem Tenga i, wbrew oficjalnym wymówkom, będzie rozdawał ze starej talii Mao. W języku angielskim chińskie imiona są zapisywane w różny sposób. Nie wiem, czy Hu to „Hu Y'o”, którego chiński dezerter w 1957 r. zidentyfikował jako młodego człowieka, który najprawdopodobniej zostanie następcą Mao, zgodnie z książką dr. Williama G. Goddarda „ The Story of Chang Lao” (Melbourne, Australia, ok. 1962 r.).
Jeśli Bielsky i Bakony mieli rację, kiedy pisali, a „starzy wyjadacze Chin” mają rację co do Hu Yao-pinga, Żydzi ponownie stracili kontrolę nad Chinami. A jeśli tak, jest mało prawdopodobne, aby Chiny mogły zostać użyte do ataku na Japonię.
Ale co, jeśli się mylą? Co, jeśli Hu Yao-ping sprawuje urząd za przyzwoleniem Żydów, których władza musi zależeć od „żółtych Żydów” w Chinach? Nie wiem, ale wątpię, by Chińczycy mogli teraz zostać zmobilizowani do ataku na Japonię. Niektórzy obserwatorzy uważają, że cierpienie Chińczyków od czasu, gdy Amerykanie wydali ich komunistom, niemal całkowicie zatarło wspomnienie goryczy wywołanej japońską inwazją w latach 30. XX wieku, a ciągłe potępianie Czang Kaj-szeka jako „narzędzia białych imperialistów” przerzuciło na niego ciężar odpowiedzialności. Istnieje również bardziej fundamentalny argument. Wszyscy obserwatorzy zgadzają się, że Chińczycy są teraz bardziej świadomi rasowo niż kiedykolwiek wcześniej w swojej historii, a internacjonalizm propagowany przez Sun Jat-sena i pierwszych komunistów praktycznie wymarł. A jeśli Chińczycy stali się tak świadomi i dumni ze swojej rasy jak Mongołowie, można się zastanawiać, czy „żółci Żydzi” będą w stanie podtrzymać swoją maskaradę. Nie twierdzę, że wiem, ale podejrzewam, że choć Żółci Żydzi wydają się dla ciebie nie do odróżnienia od Chińczyków, świadomi rasowo Mongołowie wyczują różnicę. Mogą nie być tak głupi i tępi jak Aryjczycy. {przypis 27} Otępienie białych byłoby niewiarygodne, gdyby nie poświadczały go niezliczone przykłady. Irlandczycy, na przykład, wciąż czczą pamięć „wielkiego irlandzkiego patrioty”, Roberta Briscoe, i jego „heroicznego udziału w irlandzkim powstaniu [przeciwko Wielkiej Brytanii]”, którego bohaterstwo polegało na podżeganiu do morderstw i planowaniu zamieszek z bezpiecznego miejsca oraz na przemycaniu do Irlandii broni i bomb, które Irlandczycy kupowali po wysokich cenach od żydowskich handlarzy. Czczą tego bohatera, bo tak każą im gazety, i robią to zupełnie nieświadomi faktu, że „Briscoe” nie miał w żyłach ani kropli irlandzkiej krwi, będąc potomkiem Żydów, którzy przywędrowali na wyspę z Litwy, ani przed, ani po jego narodzinach. W marcu 1957 roku, dumnie przemaszerował przez Boston na czele procesji Irlandczyków, odpowiednio przystrojony, podczas gdy orkiestra grała „Wearing of the Green”, a on machał laską do wiwatujących tłumów „tych głupich Micków”, jak ich później nazwał, rozmawiając z pewnym Niemcem-Amerykaninem, choć Żyd najwyraźniej ukrywał pogardę dla swoich naiwniaków, gdy był z nimi.
Nie powinniśmy uważać takiej głupoty za osobliwość Irlandczyków. W swojej książce Racial Contours (Douglas, Wyspa Man, 1965) H.B. Isherwood, opierając się na własnych obserwacjach i najnowszych dostępnych wówczas danych antropologicznych, stwierdził, że najwyższy odsetek osób pochodzenia nordyckiego występuje w Szwecji, gdzie cechy nordyckie są bardziej powszechne niż w Norwegii. W mojej recenzji książki Donalda Daya w styczniowym numerze „ The Liberty Bell” skomentowałem jego obserwację Szwedów. Czytelnik mówi mi, że niedawno uczestniczył w uroczystości akademickiej na Uniwersytecie w Uppsali: mówi, że uniwersytet roił się od Żydów i że Szwedzi nie potrafili odróżnić Żyda od Szweda — nie dlatego, że tchórzyli przed żydowskim terrorem, co byłoby zrozumiałe, ale dlatego, że byli zbyt głupi, aby dostrzec różnicę między osobami mówiącymi po szwedzku. Powiedział, że w końcu zrozumiał, że popularne określenie „głupi Szwed” nie odnosi się do osoby dotkniętej afazją lub chorobą strun głosowych. Szwedzki rząd aresztował Dietricha Felderera za brak szacunku dla Bożej Rasy i oddał go na łaskę żydowskich „psychiatrów”. Zbrodnią Felderera było napisanie książki, w której analizował mistyfikację, zatytułowanej Dziennik Anny Frank, fikcji tak niedbale skonstruowanej, że każdy, kto potrafi ją przeczytać na jawie i nie rozpozna w niej niezdarnej fikcji, jest tak ułomny w zdrowym rozsądku, że należy go uznać za intelektualnie podnormalnego. Byłoby wystarczająco źle, gdyby szwedzkie władze, które prześladują Felderera, robiły to w nadziei na nagrodę w postaci kilku dolarów od Żydów, ale nie można wykluczyć okropnej myśli, że niektórzy z nich mogą faktycznie uwierzyć w głupią historię opowiedzianą w mistyfikacji. Jeśli tak, prawdopodobnie uważają baśnie braci Grimm za historyczne zapisy. {koniec przypisu 27} A jeśli nie, to czas pobytu Żydów w Chinach jest ograniczony, niezależnie od tego, czy kontrolują teraz Hu Yao-pinga, czy nie.
Nie twierdzę, że rozwiązałem chińską zagadkę. Starałem się jedynie zwięźle wyjaśnić, dlaczego jest ona zagadką.






