Revilo P. Oliver: ŻÓŁTE NIEBEZPIECZEŃSTWO

Article Index

 

„JAPOŃSKI IZRAEL”

Węgierski pisarz Itsván Bakony w małej broszurce zatytułowanej  „Żydowska Piąta Kolumna w Japonii”  (przyp. 5).  To dziewiąty tom serii małych broszurek, zbiorczo zatytułowanych „Biblioteka Tajemnic Politycznych”, wydanych w języku angielskim przez meksykański Unión de Católicos Nacionalistas, z których część została przedrukowana w Stanach Zjednoczonych. Jedenaście broszurek jest już w druku (w tym nr 9).  {przypis 5}  uważa, że ​​jeśli legenda o Żydach w Japonii w 471 r. nie jest bzdurą, to Żydzi ci pozostawili po sobie niewielu potomków, tak że żydowska infiltracja Japonii rozpoczęła się, praktycznie rzecz biorąc, od Żydów, którzy wpełzli przebrani za Europejczyków, po tym jak Japonia wznowiła kontakty z Zachodem w drugiej połowie XIX wieku, a następnie po klęsce Japonii w 1945 r. Chociaż wielu z tych intruzów zawierało małżeństwa z Japończykami, całkowita liczba Żydów i mieszańców w Japonii jest, jego zdaniem, zbyt mała, aby umożliwić skuteczną dywersję i spustoszenie tego narodu metodami, które Żydzi tak skutecznie stosowali przeciwko Europie i Stanom Zjednoczonym.  {przypis 6}  Bakony przyznaje jednak, że kukułki w japońskim gnieździe stanowią zagrożenie dla przyszłości tego narodu. Powołuje się na japońskie władze, które potwierdzają, że „wraz z małżeństwami żydowskich imigrantów (zarówno mężczyzn, jak i kobiet) od XIX wieku z japońskimi partnerami, liczba osób pochodzenia japońsko-żydowskiego w kraju stale rośnie. Używają oni zwykłych japońskich nazwisk; przyjęli japońskie zwyczaje, a nawet panujące w Japonii religie, takie jak shinto i buddyzm; i nabyli takie cechy rasowe i fizjonomiczne, że bardzo trudno odróżnić ich od innych Japończyków — wszystko to sprawia, że ​​jest to infiltracja, która staje się niezwykle niebezpieczna dla przyszłości Japonii”. W  „Populizmie” i „Elitaryzmie”  wspomniałem  obiter  (s. 62, przyp. 40) o straszliwym sukcesie Żydów w zanieczyszczaniu linii krwi brytyjskich klas wyższych w ramach przygotowań do zniszczenia Wielkiej Brytanii. W Japonii dzieło genetycznej subwersji jest jeszcze łatwiejsze, ponieważ Żydzi nie są rasą białą i choć mogą wkraczać do kraju pod przykrywką amerykańskich biznesmenów lub członków Amerykańskiej Armii Okupacyjnej, bez wahania zapewniają Japończyków o swojej nienawiści do rasy białej, która tak boleśnie dotknęła Japonię: są „braćmi Orientu” z rasową wrogością do barbarzyńskich Aryjczyków, którzy nieustannie ich „prześladują”. Zatem w Japonii przebiegli najeźdźcy mogą odwoływać się do patriotyzmu narodowego, podczas gdy w Anglii musieli odwoływać się do chciwości i chrześcijańskich przesądów Anglosasów.  {przypis końcowy 6} Z tego powodu, jak twierdzi Bakony, Żydzi polegają na mistyfikacji „Zaginionych Plemion”, aby zwieść Japończyków i podważyć społeczeństwo „krainy, którą judaizm za wszelką cenę pragnie podbić i kontrolować”.

Żydzi promują zatem oszustwo, które moglibyśmy nazwać „japońskim Izraelem”, nawiązując do groteskowej fikcji, która fascynowała wielu Anglosasów. Bakony szacuje nawet, że McLeod mógł być kimś więcej niż tylko naiwnym fantastą, za jakiego się podaje:

McLeod i kilku japońskich profesorów, którzy według moich informacji są Japończykami tylko na zewnątrz, a wewnątrz ukrywającymi się Żydami, rozpowszechnili te bajki [o tym, że Japończycy są potomkami Izraelitów i dlatego mają „Tożsamość” żydowską] w celu szerzenia w całym kraju imperializmu religijnego, za pomocą którego Żydzi starają się przejąć kontrolę nad narodem japońskim.

Próba podporządkowania Japonii żydowskiemu jarzmu poprzez oszustwo „tożsamości” w połączeniu z prozelityzmem odniosła znaczny sukces.

„Japoński Izrael” to po prostu „Brytyjski Izrael” ze zmienionymi nazwami. Pomysł starego McLeoda był źródłem tego nonsensu w Japonii. Jego głównym źródłem była historia, którą zmyślił, twierdząc, że pierwszy cesarz Japonii nazywał się Ozeasz i ustanowił swoje panowanie w 730 r. p.n.e., a zatem musiał być ostatnim królem Izraela, Ozeaszem (Ozeaszem w Septuagincie), który wyruszył do Japonii przed podbojem asyryjskim w 722 r. p.n.e. Można założyć, że McLeod przybył do Japonii z obfitym zapasem wspaniałego szkockiego trunku. Nie pojmuję, jak mógł nie wiedzieć, że nawet jeśli poważnie potraktować legendy zebrane w japońskim  Kojiki  (którego angielski przekład na język uczony wykonał profesor B. H. Chamberlain) i chronologię, która się z nimi wiąże, pierwszym władcą Japonii był Jimmu, prawnuk bogini słońca Amaterasu (która, nawiasem mówiąc, urodziła się z dziewicy, ale bez Ducha Świętego, który pomagałby jej w ciąży). Jimmu jest wyraźnie uważany za pierwszego człowieka, który rządził na wyspach japońskich, a tradycja ustala jego datę na 660 r. p.n.e. (dlatego nasz rok 1983 to 2643 w kalendarzu japońskim). Jimmu jest oczywiście jedynie postacią legendarną, a japońscy uczeni przyznają, że historia, w odróżnieniu od legend, ma solidne podstawy dopiero dziesięć wieków później. Nawet słynnej Jingo (200 lub 320 n.e.) błędnie przypisuje się agresywną wojnę i boską inspirację, chociaż prawdopodobnie istniała i rzeczywiście zastąpiła swego głupiego męża jako władczyni jakiejś części jeszcze niezjednoczonej Japonii.

Jimmu, który był dosłownie Synem Nieba, był tradycyjnie przodkiem wszystkich późniejszych Synów Nieba, w tym obecnego Cesarza, ale jeśli uwierzymy legendom (które są pełne niewiarygodnych cudów, co Biblia) i dodamy fikcyjnego Ozeasza do genealogii, równie łatwo będzie wykazać, że obecny Cesarz jest potomkiem Dawida, a zatem Żydem, jak i wykazać, że biedna królowa Wiktoria wywodziła swój rodowód od tego samego bandyty.  {przypis 7}  Powszechnie uważa się, że opowieści o Dawidzie oparte były na wyczynach żydowskiego bandyty, który prosperował w nieokreślonym czasie i tak zaimponował swoim współczesnym, że stał się bohaterem cyklu opowieści ludowych, podobnie jak przygody niektórych angielskich banitów zostały rozwinięte w opowieści o Robin Hoodzie, oczywiście z różnicami, które pokazują kontrast między mentalnością żydowską i anglosaską. Zauważam jednak, że dr Erich R. Bromme w swojej książce  „Untergang des Christentums”  (Berlin, 1979-80) dochodzi do wniosku, że istniał tylko jeden Dawid, dowódca armii perskiej, która utrzymywała porządek w południowej Palestynie, który wykorzystał klęskę Imperium Perskiego zadaną przez Aleksandra Wielkiego, by obwołać się królem improwizowanego Królestwa Izraela w 332 r. p.n.e. i rozpowszechnił opowieści o wcześniejszym Dawidzie, aby jego przejęcie władzy lokalnej wydawało się uzasadnione. Podsumowanie wniosków dr. Bromme’a znajduje się w tomie V, s. 304-307, gdzie zwięźle przedstawiono związek fałszerstw Dawida z propagandą esseńsko-chrześcijańską; liczne fragmenty, w których przedstawiono dowody, znajdują się w indeksie na końcu tomu V, z hasłem „Dawid”.  {przypis końcowy 7}

O ile wiem, brednie McLeoda po raz pierwszy potraktowano poważnie, gdy w 1925 roku przywrócił je profesor Chikao Fujisawa, do którego szybko dołączył profesor Anasaki, którego filologiczne sztuczki mieliśmy już okazję oglądać. Jeden z nich, jak sądzę, stworzył prawdziwy orzech do zgryzienia: tytuł japońskiego cesarza, Mikado, to hebrajskie  mi-Gad  , a zatem oznacza on potomka „zaginionego plemienia” Gada. Jestem rozczarowany, że żaden oszust w Belfaście nie odważył się pojechać do Japonii i zbić fortuny, ucząc Japończyków, że Jimmu to oczywiście po prostu pisownia Jimmy, a zatem Mikado jest niewątpliwie potomkiem Szkota-Irlandczyka, który nadał swojemu synowi imię Mike, a ponieważ Mike nadał imię swojemu synowi, ten ostatni był znany jako Mike-do, „do” to standardowy skrót od „ditto”, skąd wziął się tytuł. A co do prababki Amaterasu, któż mógłby wątpić, że jej imię to po prostu grecki określony rodzajnik (wymawiany w doryckim) + słowo oznaczające „matkę” (= łacińskie  mater ) + dopełniacz zaimka drugiej osoby (błędnie używanego, jak w dolnogreckim „Nowego Testamentu”), wymawianego   ? Oczywiście Amaterasu oznacza „twoja mama”. Widzisz, Jimmy był uczonym Szkotem, a Mikadowie powinni być dumni z takiego pochodzenia. Czyż filologia nie jest cudowna?

Rozumiem, że kazania profesorów Fujisawy i Anasaki zainspirowały powstanie Kościoła Świętości, którego biskup Juju Nakada głosi, że „wolą Boga jest, aby te dwa narody [Dziesięć Plemion, które wyruszyły do ​​Japonii w 722 r. p.n.e., i Dwa Plemiona, które były wampirami na  gojach  w reszcie świata] zjednoczyły się po 3000 lat”. I oczywiście japońscy Izraelici, którzy chcą dostać się do Świętości, będą musieli zwrócić się do starego Jahwe i pomóc mu spełnić jego życzenie. On sam nie może teraz nic zrobić, poza dokonaniem kilku błahych cudów w odludnych miejscach, gdy nikt nie patrzy.

Japończycy są najuprzejmiejszym narodem na świecie, ale mimo to ich niezdolność do głośnego rechotania, gdy słyszą takie rzeczy, byłaby niewiarygodna, gdybyśmy nie wiedzieli, że w ciągu ostatniego stulecia wielu wykształconych Anglików, w tym członek parlamentu i astronom o pewnej renomie, było w stanie uwierzyć w brytyjską wersję tego nonsensu i uwierzyć, że zjednoczone Dwanaście Plemion uczyni Imperium Brytyjskie wiecznym. W istocie rzeczy Bakony kończy swój krótki esej fotograficznymi reprodukcjami niektórych artykułów prasowych. W jednym z nich, z „  Jewish Voice”  (17 września 1954 r.), rabin, który właśnie wrócił z Orientu, donosi, że w Japonii, kraju zdemoralizowanym porażką z rąk żydowskich pachołków dziewięć lat wcześniej, „dziesiątki tysięcy Japończyków i Japonek – z niecierpliwością oczekują wstąpienia w szeregi Izraela”.

Nie wierzy się żadnemu niepotwierdzonemu stwierdzeniu, które pochodzi od rasy, która próbuje zbagatelizować oszustwo związane z „Holokaustem”, ale artykuł w „  Jerusalem Post”  (2 lutego 1980 r.) wydaje się być faktem – donosi, że producent papieru komputerowego, właściciel dużej fabryki w Japonii, przenosi swoją siedzibę na Zachodni Brzeg Jordanu, który Żydzi niedawno przejęli od muzułmanów zamieszkujących go od wieków. Przemysłowiec, przywódca sekty liczącej dwa tysiące członków w Japonii, twierdzi, że jest synem japońskiego generała, który zginął w akcji podczas niedawnej wojny. Mówi, że jako chłopiec na Okinawie ciężko zachorował na gruźlicę i zapalenie opłucnej, a chrześcijański misjonarz przyniósł mu Biblię z typowymi dla niego sloganami reklamowymi. Chory chłopiec przeczytał książkę i przekonała go ona, że ​​cokolwiek by nie powiedziano o Synu Bożym, Papa nadal jest szefem i że „Bóg obiecał  Żydom wszystko  , a oni byli Jego Wybrańcami”. Chłopiec wkrótce nabrał przekonania, że ​​jest potomkiem „Zaginionych Plemion”, które zaludniły Japonię, a zatem że sam jest jednym ze spadkobierców wszystkiego i że lepiej będzie, jeśli uda się do Palestyny, gdzie Mesjasz (Chrystus) może w każdej chwili zstąpić z chmur, zgodnie z biblijnym proroctwem, aby dać swoim spadkobiercom niekwestionowane posiadanie wszystkiego.

Ten slap-happy przemysłowiec, noszący osobliwe nazwisko Sadao O'Hara, twierdzi, że jako syn wojownika jest samurajem, a nazwa japońskiej kasty wojskowej pochodzi od Samarii, skąd się wywodzą. Nie wiem, co zrobi, jeśli kiedykolwiek dowie się, że Żydzi od wieków pracują nad eksterminacją Samarytan (np. ich najazdy na Samarię za panowania Klaudiusza, mniej więcej w okresie, który niektóre wczesnochrześcijańskie sekty przypisywały Ukrzyżowaniu) i są teraz o krok od sukcesu. (Dziesięć lat temu przy życiu pozostało około 300 Samarytan, a Begin prawdopodobnie znalazł czas, żeby od tego czasu poderżnąć im gardła).

Wydaje się zatem, że Żydzi odnoszą pewne ograniczone sukcesy w propagowaniu mistyfikacji „japońskiego Izraela” wśród mało inteligentnych Japończyków. To, dlaczego szanujący się Mongoł lub Anglosas chciałby wywodzić swoje pochodzenie od plemienia nędznych i okrutnych barbarzyńskich bandytów opisanych w „Starym Testamencie”, jest psychologiczną zagadką, której nie sposób wyjaśnić, ale musimy zaakceptować fakt, że niektórzy przedstawiciele obu ras mają o sobie tak niskie mniemanie.

Każdy naród może tolerować kilka tysięcy ekscentryków i dziwaków, pod warunkiem, że większość populacji jest zdrowa. A jeśli mamy oszacować szanse, że Żydom uda się osłabić Japonię za pomocą oszustwa „japońskiego Izraela”, musimy koniecznie pobieżnie przyjrzeć się jednemu epizodowi z długiej historii Japonii.

JAPONIA I ZACHÓD

Przywłaszczenie sobie naszej technologii nie powinno nikogo dziwić. Było to zgodne z narodowym charakterem Japończyków, którzy od pierwszych kontaktów z Europejczykami wykazywali niezwykłą chęć asymilacji i naśladowania naszej cywilizacji, naszych technik, naszych metod, a nawet naszych mód i nawyków. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Japończycy, znacznie bardziej niż jakakolwiek inna obca rasa, byli zafascynowani naszą kulturą, okazując jej gościnność, która została przerwana dopiero wtedy, gdy ich równie niezwykłe poczucie spójności rasowej i samozachowawczości uświadomiło im, że korzyści płynące z kontaktu z Zachodem można wówczas kupić jedynie za cenę narodowego samobójstwa.

W ubiegłym stuleciu Japonia gościła uczonych i literatów, z których niektórzy odwzajemniali się tak wielkim podziwem dla kultury swoich gospodarzy, że postanowili zamieszkać w Japonii. Przychodzi na myśl anglista Basil Hall Chamberlain, który został profesorem filologii japońskiej na Uniwersytecie Cesarskim w Tokio. Inny znakomity przykład przyjdzie do głowy każdemu, kto interesuje się literaturą amerykańską: Lafcadio Hearn, wysłany do Japonii przez wydawnictwo Harper's, aby pisać artykuły do ​​ich czasopism, postanowił pozostać w Japonii, poślubił Japonkę i został profesorem literatury angielskiej na Uniwersytecie Cesarskim. Ostatecznie, dla dobra swoich dzieci, zdecydował się na naturalizację jako obywatel japoński, a wkrótce potem japoński rząd, kierując się swoistą orientalną logiką, drastycznie obniżył mu pensję na uniwersytecie, argumentując, że Japończyk jest znacznie mniej wart niż Europejczyk.

Nawet dziś to, co jest modne na Zachodzie, staje się modne w Japonii, ale warto zauważyć, że nawet najbardziej niewolnicze imitacje Zachodu są przeładowane czymś, co jest typowo japońskie. Przejęli oni nasz „jazz”, ale jeśli posłuchasz aktualnego „przeboju” granego w japońskim klubie nocnym, z amerykańską muzyką graną przez japońską orkiestrę i amerykańskimi tekstami śpiewanymi (zazwyczaj po angielsku i japońsku) czystym głosem Japonki, twoje uszy od razu powiedzą ci, że wykonanie jest bez wątpienia japońskie. Niektórzy z ich artystów bezmyślnie naśladowali schizofreniczne kiczowate kicze tego, co niektórzy Amerykanie nazywają „sztuką nowoczesną” i cenią za to, że odzwierciedla żydowską nienawiść do wszelkiego piękna wizualnego. Ale jeśli przyjrzeć się okazom reprodukowanym na ostatnich stronach książki Lucille R. Webber „  Japanese Woodblock Prints”  (Brigham Young University Press, 1979), widać, że nawet najbardziej brzydkie i odpychające dzieła zostały wzbogacone o coś z Dalekiego Wschodu, w kolorze lub wzorze. Cokolwiek Japończycy od nas przejmują, robią to po swojemu.

Japończycy, którzy zawsze z charakterystyczną dla siebie chęcią uczenia się od cudzoziemców, po raz pierwszy zetknęli się z Zachodem około 1543 roku, kiedy to Portugalczycy, płynąc z Syjamu do Makau, zostali zepchnięci z kursu i wylądowali na jednej z japońskich wysp. Przyjęto ich z niezwykłą gościnnością, a co znamienne, lokalny władca, pod wrażeniem prymitywnej broni palnej przybyszów, natychmiast nakazał swojej zbrojowni znalezienie sposobu na produkcję duplikatów nowej broni. W ten sposób rozpoczęło się ponad pół wieku obopólnie korzystnych stosunków handlowych, podczas których Portugalczycy, a wkrótce potem Hiszpanie i Holendrzy, starali się zaspokoić japoński popyt na towary europejskie i przywozili bogate ładunki jedwabiu i innych japońskich dóbr. Pomimo rywalizacji trzech europejskich narodów zaangażowanych w ten handel, ta przyjazna i lukratywna współpraca trwałaby nieprzerwanie, gdyby ograniczyła się do relacji handlowych i intelektualnych.

Europejczycy przywieźli ze sobą do Japonii kiłę i chrześcijaństwo. To pierwsze łatwo było utrzymać pod kontrolą, ale to drugie wkrótce stało się epidemią. Dla ksenofilskich Japończyków, przyzwyczajonych do łagodnych doktryn buddyzmu i religijnego eklektyzmu, dzięki któremu jednostka dokonywała wyboru spośród czterdziestu trzech popularnych odmian buddyzmu, mniej lub bardziej zmieszanych z shinto lub wypracowywała jakiś własny kompromis, egzotyczny kult był wielką nowością. Różnił się od znanych im religii tak samo (ale nie bardziej) jak „jazz” i „boogie-woogie” różnią się od walca i tanga. Był obcy, ale wszyscy wiedzieli, że doktryna Buddy przybyła z Chin, a uczeni wiedzieli, że dotarła do Chin z jeszcze odleglejszego kraju. W zachowaniu boga, który dał się zabić na krzyżu, aby ocalić śmiertelników przed skutkami własnego gniewu, kryła się tajemnicza chorobliwość, ale bogowie to dziwni ludzie. W końcu, w shinto, Stwórca (Izanagi) musiał zejść do podziemi, aby uratować swoją żonę (Izanami), która zmarła przy porodzie, i było to równie dziwne, jak wszystko, co uczynił Jezus.

Chrześcijaństwo ponadto cieszyło się ogromnym prestiżem rasy, która osiągnęła wyraźną przewagę w budowie statków, wytwarzaniu broni i wynalezieniu wielu nowych urządzeń mechanicznych i procesów chemicznych, a także posiadała równie wielką przewagę w wiedzy, która pozwalała jej swobodnie poruszać się po rozległym świecie, w którym Japonia, Korea, a nawet Chiny były jedynie stosunkowo niewielkimi regionami: być może wiedzieli oni również więcej o świecie niewidzialnym. Chrześcijaństwo było promowane przez jezuitów, którzy dzięki wieloletniemu doświadczeniu udoskonalili subtelną sztukę dostosowywania swojej propagandy do łatwowierności ras orientalnych. Nowa religia była zatem niezwykle fascynująca dla Japończyków, a być może jeszcze bardziej atrakcyjna dla  daimyo,  lokalnych władców, którzy w tym feudalnym społeczeństwie byli praktycznie niezależnymi monarchami, każdy na swoim terytorium i każdy z nich miał nadzieję zapewnić sobie dla własnego portu zyski z lukratywnego handlu, w jakiś sposób powiązanego z egzotyczną religią.

Chrześcijaństwo szybko rozprzestrzeniło się w Japonii, początkowo bez sprzeciwu, ponieważ ludzie byli przyzwyczajeni do tolerowania wszelkich odmian wierzeń dotyczących nieznanego. Stajemy tu jednak przed pytaniem, na które nie mogliśmy odpowiedzieć powyżej. Co z potomkami 18 670 Żydów i być może zjudaizowanych tubylców, którzy podobno przebywali w Japonii w 471 roku? Czy jedenaście wieków później pozostawili po sobie wielu potomków, którzy byli Żydami, przynajmniej w tym sensie, w jakim pan Shi w Kaifengu wiedział, że jest Żydem? Jeśli tak, to czyż nie przyłączyliby się entuzjastycznie do religii, która wychwalała żydowskiego Boga i żydowskiego Zbawiciela? Wiemy ponadto, że jezuici, podobnie jak reszta Kościoła katolickiego, byli głęboko zinfiltrowani przez Żydów i można śmiało przypuszczać, że niektórzy z tych marranów pojawili się w Japonii. Czy mogli dojść do porozumienia ze swoimi ocalałymi krewnymi na wyspach, aby wywołać niezgodę i zamieszki, z których ich rasa zwyczajowo czerpie korzyści? Przypominam, że to wszystko to czyste spekulacje  in vacuo , nie poparte żadnymi faktami historycznymi.

Historia chrześcijaństwa w Japonii jest zbyt złożona, by ją tu streścić, ale nie ma wątpliwości co do podstawowych faktów.  {przypis 8}  Najbardziej przejrzyste i zwięzłe podsumowanie, jakie widziałem, znajduje się w jedenastym i dwunastym wydaniu Encyklopedii  Britannica, tom XV,  s. 224–237. Oczywiście istnieje mnóstwo prac na ten temat w języku angielskim, z których wiele jest mniej lub bardziej skażonych tendencją zachodnich autorów, nawet jeśli nie są chrześcijanami, do zakładania, że ​​chrześcijaństwo, choć fałszywe, jest z natury lepsze od innych religii, równie fałszywych. Dobrą prezentację poglądu chrześcijańskiego można znaleźć w książce „  Męczennicy z Nagasaki”  Fredericka Vincenta Williamsa (Fresno, Kalifornia, 1957), w której zapisano twierdzenie, że po oficjalnym stłumieniu chrześcijaństwa w 1640 roku „dziesiątki tysięcy” Japończyków nadal praktykowało zakazany kult potajemnie w zaciszu własnych domów, a nawet że istniał rodzaj tajnego kościoła, który czcił męczennika imieniem Bastian i miał około trzydziestu tysięcy członków. Te tajne kulty pojawiły się po 1865 roku, kiedy chrześcijaństwo znów zaczęło być tolerowane. Czy którykolwiek lub wielu kryptochrześcijan było również krypto-Żydami, to oczywiście nikt nie wie.  {koniec przypisu 8}  Gdy tylko apostołowie kultu, który rościł sobie wyłączne prawo do poznania Prawdy o Wszechświecie, uzyskali wystarczająco dużą liczbę nawróconych, naturalnie oddawali się chrześcijańskiej żądzy prześladowania, niszczenia i zabijania. Podżegali tłumy do podpalenia świątyń buddyjskich, niszczenia „pogańskiej” sztuki, zabijania buddyjskich kapłanów i plądrowania domów niegodziwych niewiernych. Feudałowie, powodowani wiarą lub chciwością, zostali zmuszeni do wydania dekretu, zgodnie z którym wszyscy mieszkańcy ich domen muszą zostać oblani wodą święconą lub ścięci. Panowie, którzy byli tak nieustępliwi, że po prostu okazywali swoim chrześcijanom tolerancję, jaką zwykli okazywać wszystkim sektom, odkryli, że na ich terytorium działa ściśle zorganizowana grupa tajnych wywrotowców, którzy gorliwie podżegali do buntu i rewolty, a którzy, gdy tylko wybuchła wojna domowa, pojawiali się wśród powstańców ze sztandarami, które pozwalały Jezusowi widzieć, komu powinien pomóc, a kogo uderzyć. A gdy było to konieczne, jego boskość potwierdzał huk armat na pokładach portugalskich statków w porcie.

Japończycy wkrótce odkryli, że pożądane towary i wiedza Zachodu niosą ze sobą duchową plagę, która zagraża ich tożsamości narodowej w czasie, gdy sami mieli już dość własnych kłopotów. Chaos tylko się pogłębił, gdy hiszpańskie statki przywiozły oddziały franciszkanów i dominikanów, którzy zapewnili zdezorientowanych Japończyków, że jezuici to banda nikczemnych i perfidnych intrygantów. Jezuici głośno protestowali przeciwko wpuszczeniu na terytorium Japonii takich szumowin, jak ignoranci i plebejscy zakonnicy. Gdy na scenie pojawili się Holendrzy, katoliccy konkurenci musieli się zgodzić i zapewnić Japończyków, że Szatan wysłał protestantów, by uwieść Prawdziwych Wiernych na wieczne potępienie, podczas gdy Holendrzy ubolewali nad przyszłymi mękami dusz, które diaboliczne Antychrysty w Rzymie już zniewoliły, by wiecznie smażyć je na rusztach piekielnych.

Nie trzeba dodawać, że różne odłamy chrześcijan naturalnie uciekały się do świętego kłamstwa i fałszerstwa, aby zdobywać dusze i niszczyć konkurencję. Pierwszy znany Anglik, który osiedlił się w Japonii, Will Adams, zawdzięczał życie feudalnemu panu, który był zbyt inteligentny lub zdezorientowany, by uwierzyć jezuitom, którzy zapewnili go, że Adams i jego towarzysze to piraci żerujący na handlu między wszystkimi narodami i powinni zostać natychmiast straceni. Adams, w ten sposób uratowany, najwyraźniej był doświadczonym szkutnikiem; nauczył Japończyków budowy statków o zachodnich rozmiarach i stał się zaufanym przyjacielem szoguna,  a  w istocie, japońskim szlachcicem. Być może to za sugestią Adamsa  szogun  wysłał zaufanego podwładnego do Europy, aby obserwował chrześcijan w ich własnych krajach, gdzie zdumieni i przerażeni Japończycy widzieli, jak potężni ludzie Zachodu mordują się nawzajem, by zjednać sobie ich okrutnego boga. Sprawozdanie tego człowieka i innych wysłanników pozwoliło Japończykom ostatecznie zrozumieć uroki chrześcijańskiej pobożności i piękno krwawego fanatyzmu.

Zaryzykuję przypuszczenie, że Japończycy, którzy zachwycali się kulturą europejską, dowiedzieli się również, jak Jezus pobłogosławił rdzennych mieszkańców Meksyku i Peru. Hiszpańscy konkwistadorzy byli bezwzględnymi ludźmi, jak to było konieczne, ale Japończycy w Europie prawdopodobnie słyszeli opowieści, które zostały zręcznie przesadzone przez katolickich misjonarzy na tych ziemiach, którzy zawsze byli w konflikcie z cywilnymi gubernatorami, którzy odmawiali im posłuszeństwa. To zdawało się potwierdzać opowieści opowiadane w Japonii przez każdą z trzech grup chrześcijan, którzy uroczyście zapewniali japońskich gubernatorów, że pozostałe dwie grupy reprezentują Europejczyków planujących nagłą inwazję i podbój Japonii. Święci mężowie kłamali, naturalnie, ale w pewnym sensie nieświadomie mówili prawdę, ponieważ wąskie japońskie wyspy, otoczone morzem, były bezbronne, a gdyby powstały tam europejskie kolonie, wrodzona siła naszej rasy, jeszcze nie sparaliżowana przez choroby zwyrodnieniowe, prawdopodobnie znalazłaby tam pole do działania, zanim znalazłaby je w Indiach.

Około 1600 roku japońscy posłowie odwiedzili Europę, gdzie musieli udawać chrześcijan, aby uniknąć molestowania, a gdzie różne narody Europy, natchnione żydowską zaciekłością i prawością, pomagały Jezusowi zbawiać dusze i zwalczać herezję z krwawą pomysłowością i zapałem, przygotowując się do kulminacyjnej pobożności wojny trzydziestoletniej. Mężczyźni z Japonii byli zdumieni: przybyli z wysp, na których ludzie walczyli dzielnie, a często i okrutnie, w zrozumiałych i namacalnych celach, ale czterdzieści trzy sekty buddyjskie zaciekle spierały się o to, co miał na myśli Budda, okazując sobie nawzajem uprzejmość i szacunek, a nawet dobry humor. Wysłannicy, będąc zacofanymi poganami, nie dostrzegli potrzeby pomocy Jezusowi w unicestwieniu Antychrysta i wszystkich jego sługusów, ale prawdopodobnie dostrzegli śmiertelną skuteczność europejskich armii i wrócili do domu z przeczuciem, że Japonia ma tylko wybór: stać się (z wyprzedzeniem) kolejną Tahitańczyką albo znaleźć sposób na zachowanie swojej tożsamości narodowej i kultury.

Nudno byłoby nawet opisywać zawiłe i zagmatwane wydarzenia kolejnych czterdziestu lat, gdy Japończycy u władzy politycznej wahali się między pragnieniem handlu zagranicznego, sztuki i nauki Zachodu a strachem przed demoralizującą religią, którą Europejczycy przynieśli ze sobą jako śmiertelną infekcję. W międzyczasie, podobnie jak miało to miejsce wcześniej w Europie, system feudalny upadł, a kolejni szoguni, rządzący w imieniu niedostępnego Mikadów, rozszerzyli swoją władzę rządu centralnego na całą Japonię. Ostatecznie chrześcijaństwo zostało wyłączone z tolerancji przyznawanej wszystkim innym religiom i skutecznie stłumione, gdzie było to konieczne, krwawo. Katolicy zostali wypędzeni, początkowo z wielkim zyskiem dla Holendrów, którzy przez kilka lat cieszyli się niezwykle lukratywnym handlem pod warunkiem, że nie podejmą prób duchowej dywersji, ale w końcu nawet oni zostali niemal wyparci.  {przypis 9}  Japończycy czuli się zobowiązani do przestrzegania litery traktatu z Holendrami, którego nigdy nie odrzucili, jednak nałożyli ograniczenia, których traktat wyraźnie nie zabraniał, ostatecznie ograniczając holenderskich kupców do Deshimy, maleńkiej wyspy w porcie Nagasaki, gdzie przetrzymywano ich w swoistej kwarantannie, a żaden Japończyk (z wyjątkiem prostytutek) nie mógł ich odwiedzać bez oficjalnego zezwolenia lokalnych władz. Pod tymi uciążliwymi ograniczeniami, niewielki handel między Holandią a Japonią był kontynuowany przez wszystkie lata całkowitej izolacji Japonii.  {przypis końcowy 9}  Po 1641 roku Japonia rozpoczęła politykę całkowitej izolacji, odmawiając wjazdu cudzoziemcom i zabraniając Japończykom wyjazdów za granicę do krajów, z których mogliby przywieźć ze sobą dżumę.

Polityka ta naturalnie wywołała aroganckie lub oburzające komentarze ze strony Aryjczyków, którzy uważają, że Japonia nie powinna była chronić się przed chorobą zwyrodnieniową, posługując się czymś, co wydaje się być swego rodzaju obskurantyzmem. Wystarczy zacytować autorytatywne streszczenie.

Oczywiste jest, że odpowiedzialna za to była propaganda chrześcijańska. Polityka odosobnienia, przyjęta przez Japonię na początku XVII wieku i konsekwentnie kontynuowana do połowy XIX wieku, miała charakter antychrześcijański, a nie antyobcy. Fakt ten nie może być zbyt jednoznacznie uznany.  {przypis 10}  Cytuję z artykułu w  Encyklopedii Britannica,  cytowanego powyżej.  {koniec przypisu 10}

Polityka ta była utrzymywana, dopóki Japończycy nie zostali przekonani przez wydarzenia, że ​​nasza technologia tak bardzo rozwinęła się w ciągu ostatnich dwustu lat, że Japonia nie była już w stanie oprzeć się inwazji.  {przypis 11}  Kilka lat temu słyszałem, jak wykładowca uniwersytecki bezceremonialnie opowiadał nieprotestującej publiczności, jak „pokojowo” Japonia została „otwarta na cywilizację chrześcijańską” przez komodora Perry'ego i jego flotę parowych okrętów wojennych w 1854 roku. To prawda, że ​​Japończycy, onieśmieleni działami dziesięciu „pokojowych” okrętów wojennych Perry'ego, poczynili pewne ustępstwa, ale Japonia nie została naprawdę „otwarta” na handel zagraniczny, dopóki brytyjska flota nie zbombardowała miasta Kagoshima i nie zamieniła go w gruzy, a inna brytyjska flota, z kilkoma amerykańskimi, francuskimi i holenderskimi statkami dodanymi, aby nadać jej wygląd międzynarodowy, zrównała z ziemią Shimonoseki w 1864 roku i nałożyła grzywnę w wysokości 3 000 000 dolarów na miejscową ludność. To ostatecznie przekonało nawet najbardziej opornych Japończyków do uroków zachodniej cywilizacji i odtąd całym sercem podjęli się zdobycia jej technologicznej potęgi.  {przypis końcowy 11}  I z tego faktu Japończycy inteligentnie wyciągnęli lekcję, że muszą nauczyć się i przyswoić sobie technologię, wobec której stali się bezbronni. Jak genialnie to zrobili, widać teraz, gdy po straszliwej porażce w wojnie, teraz pokonują nas na naszych własnych warunkach.

Jest jedno pytanie, które musimy ponownie zadać, a na które nie potrafimy odpowiedzieć. Tłumienie chrześcijaństwa w Japonii nieuchronnie pociągnęło za sobą rozlew krwi na wielką skalę. Zachodni pisarze są zazwyczaj najbardziej zaniepokojeni losem chrześcijańskich misjonarzy, którzy, wygnani z Japonii i uprzejmie ostrzeżeni, by nie wracali, wkradli się z powrotem na wyspy pod różnymi przebraniami, by kontynuować swoją działalność wywrotową, aż w końcu zostali schwytani i straceni. Należy domniemywać, że otrzymali nagrodę, której pragnęli. Nas interesuje tutaj faktyczne uszczuplenie populacji japońskiej poprzez egzekucje Japończyków, którzy uporczywie fascynowali się egzotyczną religią. Oszacowanie całkowitej liczby zabitych wydaje się niemożliwe. Słyszymy, że sami jezuici do 1595 roku pozyskali około 300 000 konwertytów, a wiele tysięcy przyprowadzono do Jezusa w różnych okresach i regionach później. Nie wiadomo, ilu z nich odwołało swoje przekonania podczas sporadycznych prób ograniczenia lub stłumienia chrześcijaństwa w tym czy innym regionie, podobnie jak ilu ostatecznie, jak Panurg, podtrzymywało swoje przekonania  w ramach wyłączności jusqu'au feu.  Nie powinniśmy uważać za chrześcijan wszystkich osób, które zginęły po przegranej stronie w buntach i wojnach domowych, podżeganych przez chrześcijan lub w których chrześcijanie w dużej mierze uczestniczyli. Powszechnie cytowana liczba 235 000 „męczenników” jest przez niektórych autorów uważana za przesadną, podczas gdy inni akceptują 500 000 jako możliwą. Nie możemy nawet zgadnąć, ilu Żydów wyglądających na Japończyków zginęło w licznych masakrach chrześcijan, ani ilu marranów było wśród Japończyków, o których mówi się, że potajemnie kontynuowali praktykowanie zakazanego kultu po jego oficjalnym stłumieniu.

Japończycy wykazali się niezwykłą zdolnością, której nie potrafię przywołać w pamięci jako historycznego odpowiednika, do odrzucania obcej infekcji. Można nawet spekulować, że ich doświadczenie z chrześcijaństwem, podobnie jak powrót do zdrowia po niektórych epidemiach, mogło być w rzeczywistości korzystne, dając pewną odporność poprzez wzmocnienie ich świadomości rasowej i poczucia jedności narodowej. Wydaje się prawdopodobne, że „japoński Izrael” nie będzie miał znaczącego wpływu.

PRZYSZŁOŚĆ JAPONII

Jeśli Japonia jest krajem głęboko zakorzenionym wśród Żydów, jest skazana na zagładę, a szczegóły jej upadku nie miałyby dla nas żadnego znaczenia, nawet gdybyśmy mogli je przewidzieć.

Jeśli nie, ma ogromny potencjał i jeśli nie zostanie zniszczona przez jakąś siłę zewnętrzną, zadecyduje o pewnym stopniu przyszłości życia na tym globie. Jej naród wykazał się narodowym geniuszem, który daje mu niepodważalną przewagę nad Mongołami. W latach 30. XX wieku próbowała zdominować i zorganizować swoją rasę, a jeśli będzie miała ku temu okazję, spróbuje ponownie. Spekulacje na temat nieprzewidywalnego stulecia, które nas czeka, muszą uwzględniać oczywistą możliwość, że rozkład naszej rasy będzie postępował, a narody Zachodu zginą w haniebnym niedowładzie, który same na siebie sprowadziły. Przyszłość będzie wówczas należeć do Mongołów, a jeśli będą kierować się ewidentnie wyższą inteligencją Japończyków, to oni będą właścicielami tej planety. Niektórzy z naszych potomków prawdopodobnie przetrwają, by stać się Ajnami Europy i Ameryki Północnej.

Jedynym narodem, który dorównuje Japończykom pod względem spójności rasowej i wysokiej średniej inteligencji, są Żydzi, ale są oni rasą pasożytniczą i przez całą historię wykazali się jedynie straszliwą i wysoce wyspecjalizowaną mocą niszczenia, wysysania życia z narodów, do których się przywiązali. Nigdy nie wykazali najmniejszej zdolności do stworzenia własnej cywilizacji ani nawet zdolnego do przetrwania barbarzyństwa. Jeśli nasza rasa wyginie, a oni nie będą mogli przenieść się do Mongołów, zginą razem z nami. Niektórzy z nas mogą uznać tę myśl za pocieszającą.

Przypuszczenia dotyczące przyszłości, nawet jeśli są realistyczne i racjonalne, a nie romantyczne i emocjonalne, mogą sugerować szeroki wachlarz możliwych konsekwencji teraźniejszości, a zbyt często bieg historii zmieniały wydarzenia nieoczekiwane i wykraczające poza ludzkie przewidywania. Możliwe, że nasza rasa posiada utajoną witalność, która pozwoli jej wyzdrowieć z choroby, która obecnie wydaje się śmiertelna. Możliwe również, że Japończycy cierpią na jakąś utajoną infekcję lub słabość organiczną, która jeszcze się nie ujawniła.

Niewielu mężczyzn naszej rasy opanowało zawiłości języka japońskiego i sposoby myślenia, które stanowią o wiele większą przeszkodę niż gramatyka i słownictwo dla kogoś, kto przeczytałby i zrozumiałby obszerne annały i literaturę; a spośród tych nielicznych, którzy to uczynili, jeszcze mniej potrafi beznamiętnie i obiektywnie ocenić to, co przeczytali. Tylko oni mają prawo mówić o duszy Japonii, a raczej o takiej jej części, jaką może dostrzec aryjski umysł. Potrafią przynajmniej zmierzyć nieprzekraczalną przepaść dzielącą te dwie rasy; reszta z nas może ją jedynie powierzchownie oszacować.

Można by sporządzić ogromną bibliografię książek o Japonii w językach zachodnich, nawet jeśli ograniczylibyśmy ją do książek wartych przeczytania. Jest wiele w języku angielskim, więcej w niemieckim, duża liczba w francuskim i kilka w hiszpańskim i włoskim. Wspomnę tylko o historiach politycznych Murdocha i Yamagaty oraz Brinkleya i Kikuchiego, historii literatury W. G. Astona i licznych esejach interpretacyjnych B. H. Chamberlaina i Franka Brinkleya. Istnieje literatura na tematy japońskie, zwłaszcza misternie napisana proza ​​Lafcadio Hearna i pamiętna tragedia Johna Masefielda,  The Faithful .  {przypis 12}  Nie muszę dodawać, że chociaż  Madame Butterfly  jest piękną i wzruszającą operą, mówi ona bardzo niewiele o Japonii. Została oparta na angielskiej imitacji  Madame Chrysantheme Pierre'a Lotiego,  co ma pewną wartość, zwłaszcza dla uświadomienia sobie przez autora, że ​​on i jego tymczasowa żona mieli tak różne umysły, że pomimo ich domowej intymności, wzajemne zrozumienie nie było możliwe. Por. Doświadczenie amerykańskiego oficera, o którym opowiem poniżej. Oczywiście, opiera się ono na fakcie, że był Amerykaninem, a nie Francuzem.  {koniec przypisu 12}  Istnieje wiele tłumaczeń z japońskiego. Najwcześniejsze książki w tym języku to kompilacje tradycji i legend z prehistorycznej przeszłości, i zostały one umiejętnie przetłumaczone –  „Kojiki”  Chamberlaina i „  Nihongi  ” Astona. Donald Keene zredagował „  Antologię literatury japońskiej …  do połowy XIX wieku” , a w serii Penguin znajduje się nawet „  Księga japońskiej poezji”  .

Moim zdaniem duszę Japonii można opisać przez migoczący welon impresjonizmu w  sztukach z cyklu „Nu”  , których jest ponad pięćset, z czego około połowa jest nadal wystawiana. Istnieje kilka wersji w języku angielskim, ale myślę, że mglistą melancholię bardziej poetyckich sztuk najlepiej oddali po francusku Steinilber-Oberlin i Kuni Matsuo (Paryż, 1929). Spośród tego, co można by nazwać dramatem prawowitym, najsłynniejszym autorem był Chikamatsu, którego sztuki przetłumaczył Donald Keene. Znam heroiczną tragedię Tarahiko Kori, „  Yoshitorno”,  tylko w wersji hiszpańskiej autorstwa Antonia Ferratgesa (Madryt, 1930).

Najbardziej znaną japońską powieścią jest oczywiście  „Genji”  Lady Murasaki w tłumaczeniu Arthura Waleya. Współczesne powieści, pisane na wzór literatury zachodniej, należy traktować z wielką ostrożnością: niektóre z nich to szmira. „  Zakazane kolory”  Yukio Mishimy boleśnie przedstawiają demoralizację, jaka nastąpiła po klęsce Japonii w 1945 roku, z której tak szybko i błyskotliwie się otrząsnęła. Lepszym opracowaniem tego tematu jest tłumaczenie „  Zachodzącego słońca” Osamu Dazaia w wykonaniu Keene’a,  niemal okrutny portret demoralizacji, ale z dołączoną wskazówką co do przyczyny odrodzenia Japonii: człowiek, który nie poddaje się rozpaczy, dostrzega, że ​​zachodnia trucizna, egalitaryzm, to „obsceniczna i odrażająca zemsta mentalności niewolnika”. Naród, który nie zapomina o tym fakcie w swojej najciemniejszej godzinie, to naród, który ma potencjał do wielkości.

Naród najlepiej poznajemy za pośrednictwem mitów i literatury, ale pewne dodatkowe informacje, a także ogromną ilość dezinformacji, otrzymujemy od Amerykanów, którzy służyli w armii okupacyjnej, którą dotknęliśmy Japonię, lub stacjonowali tam w czasie, gdy rząd w Waszyngtonie wykorzystał okazję, by zabić wielu młodych Amerykanów w Korei, przerwać potencjalny dobrobyt Stanów Zjednoczonych poprzez nałożenie większych podatków na poddanych i przekonać cały świat, że Amerykanie są całkowicie godni pogardy.  {przypis 13}  Kiedy wspominamy ten haniebny epizod, jesteśmy skłonni zapomnieć o subtelności propagandy, która była stosowana w tym zastosowaniu zasady „nieustannej wojny dla wiecznego pokoju”. Inteligentni obserwatorzy, rzecz jasna, nie byli pod wrażeniem tub propagandowych w Białym Domu i gdzie indziej, które paplały o „opieraniu się agresji”, wspieraniu „Narodów Zjednoczonych” i podobnych bzdurach, ale przygotowano dla nich inną wersję – „poufny” raport, że Stany Zjednoczone z opóźnieniem podejmują działania przeciwko Imperium Radzieckiemu, a „prawdziwym celem” ingerencji w Korei jest „eskalacja” tych działań w kierunku ogólnego ataku na bolszewizm na całym świecie, a zwłaszcza w jego sercu, Rosji. Wydawało się to wówczas prawdopodobne i przez miesiące, a nawet rok, zwodziło rozsądnych ludzi. Wysoki rangą oficer wywiadu wojskowego, o którym wspomnę w drugim akapicie poniżej, dał się nabrać na to sprytne oszustwo, gdy został wysłany do Japonii, aby z tamtejszej kwatery głównej kierować pewnymi rodzajami szpiegostwa w Korei. Powiedział, że minęły cztery miesiące od rozpoczęcia działań wojennych, zanim zaczął podejrzewać straszliwą prawdę i tyle samo czasu, zanim zdał sobie sprawę, że nie ma alternatywnego wyjaśnienia – pomimo dostępu do wielu informacji ukrywanych przed opinią publiczną. Ciężar dawnej tradycji wojskowej był wówczas tak wielki, że armie amerykańskie musiały dążyć do zwycięstwa! Niektóre pozostałości tej tradycji przetrwały nawet do czasów, gdy Wietnam stał się nowym pretekstem do krwawienia z piersi.  {koniec przypisu 13}

Najbardziej spostrzegawczy z naszych obserwatorów powracają z jedną fundamentalną tezą: „Japończycy są tak uprzejmi, że nigdy nie można zgadnąć, co myślą”. Są tak uprzejmi, że mówią po angielsku, aby uwolnić Amerykanów od konieczności przyswojenia choćby szczypty potocznego japońskiego, choć niektórzy mogą nauczyć się na tyle, by dodać kilka słów do współczesnego slangu.  {przypis 14  } Jednym z wulgarnych eufemizmów jest obecnie używane słowo „lis”, które określa młodą i wyjątkowo lubieżną kobietę. W kręgach studenckich stosuje się je do 22% „studentek”, które, zgodnie z niedawnym badaniem, chętnie kopulują na widok każdego prezentowalnego mężczyzny. W tradycji zachodniej lis jest rodzajem przebiegłości, nie pożądania, więc przypuszczam, że to użycie słowa „lis” (nie, zauważ, „lisica”) ma swoje źródło w Japonii, gdzie szczególnie wyzwolona i rozwiązła „kobieta-sportowiec”  (asobime)  miała być wilkołakiem lub zostać stworzona z kości konia i ożywiona przez lisa-goblina; stąd wiele aluzji w satyrycznych wierszach.  {koniec przypisu 14}  Niektórzy mężczyźni wracają z japońską religią  {przypis 15}  Religią tą jest najczęściej sekta Rinzai zen, jedna z ponad sześćdziesięciu odmian buddyzmu, które Japończycy stworzyli na swoje podobieństwo na podstawie chińskiego Ch'an, który był radykalną chińską rewizją religii, która powstała w Indiach na podstawie parodii filozofii Gautamy, Buddy. Japońską doktrynę opisuje Alan W. Watts w książce  The Way of Zen  (Nowy Jork, 1957), tak jak każda nieweryfikowalna wiara może zostać opisana przez wierzącego. Mówi się, że zen jest podstawą kodeksu wojownika  hushido , ale podejrzewam, że związek jest tak przypadkowy, jak relacja zachodniej tradycji rycerskiej do chrześcijaństwa.  {koniec przypisu 15}  lub japońska żona. {przypis 16}  Amerykański technik mówi mi, że jest szczęśliwy ze swoją drugą lub trzecią żoną, którą sprowadził z Japonii. „W Japonii” — mówi — „kobiety są nadal kobietami”. Pozostawiam czytelnikowi refleksję nad społecznymi implikacjami.  {koniec przypisu 16}  Ale niewielu dowiaduje się o Japonii więcej niż turyści, którzy spędzają dwa lub trzy dni na lądzie z rejsu statkiem wycieczkowym.

To, co ludzie Zachodu widzą i czego uczą się w Japonii, jest ściśle ograniczone wrodzonym charakterem Japończyków, którzy instynktownie łączą uprzejmość z wewnętrzną powściągliwością, obcą naszej naturze. Swoje myśli zachowują w tajemnicy, zachowując dyscyplinę umysłową, do której nasza rasa nie jest zdolna. Dam wam dobry przykład tego podstawowego faktu.

Kiedy Stany Zjednoczone przygotowywały się do rozpoczęcia zdjęć w Korei, do Japonii wysłano oficera naszego wywiadu wojskowego, aby z tamtejszej kwatery głównej nadzorował pewne operacje wywiadowcze w Korei. Zapewnił sobie japońską kochankę z bardzo zamożnej rodziny z klasy średniej. Jego przykrywką było jakieś stanowisko w Korpusie Kwatermistrzów i oczywiście uważał, aby konkubina nie dowiedziała się, że pełni jakąkolwiek inną funkcję wojskową. Była pod każdym względem idealną partnerką, która zdawała się przewidywać każde jego życzenie i pragnienie instynktownie, czasami nawet wtedy, gdy on sam nie był świadomy, czego dokładnie chce.

Dwóch lub trzech braci młodej kobiety było oficerami w armii japońskiej i zginęło w akcji. Jej wujek i ciotka zginęli podczas bombardowania Tokio, kiedy zniszczyliśmy szesnaście mil kwadratowych miasta i pozbawiliśmy dachu nad głową milion osób, po tym jak sto tysięcy spłonęło żywcem, ugotowało się w kanałach lub udusiło w ognistej burzy. Ona i jej matka ledwo uszły z życiem z płonącego domu. Amerykanin próbował odkryć, co naprawdę myśli jego idealna konkubina, więc po wielu miesiącach małżeńskiej intymności zapytał ją o ten amerykański nalot na Tokio. Och, tak, pamiętała to wyraźnie: widziała amerykańskie samoloty nadlatujące niczym niebiańskie motyle, „srebrne skrzydła w blasku księżyca, bardzo ładne, bardzo ładne!”. Dopiero wtedy Amerykanin, będąc człowiekiem wysoce inteligentnym, zdał sobie sprawę, jak go nienawidzi – nienawidzi go nieubłaganą – i szlachetną nienawiścią.


People in this conversation

Comments (1)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
This comment was minimized by the moderator on the site

Wspaniały tekst. Autor nie do końca przewidział, że obok potencjału Japonii powstanie potencjał Korei i zwłaszcza Chin. Dzisiaj można to ocenić.

Guest
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location