JUDEOPOLONIA Nieznane karty historii PRL-u 2/2

Article Index

 

Poglądy

Jacek Kuroń był zwolennikiem niepodległości Białorusi, Litwy i Ukrainy. Już w 1974 roku pisał: Suwerenność Ukrainy, Białorusi i Litwy to program walki o suwerenność Polski i jednocześnie są to jej realni, a nie egzotyczni sojusznicy. Dla opozycji politycznej w Polsce ta myśl musi stanowić dyrektywę działania[8].

 

Odznaczenia i wyróżnienia

Ordery i odznaczenia

  • Order Orła Białego (1998)[9]
  • Srebrny Krzyż Zasługi (1961)[2]
  • Medal Pamiątkowy 13 Stycznia (1992, Litwa)[10]
  • Krzyż Oficerski Legii Honorowej (1993, Francja)[11]
  • Medal Zasługi Republiki Czeskiej II Stopnia (2003, Czechy)[12]
  • Wielki Krzyż Zasługi Orderu Zasługi RFN (Niemcy)
  • Order Księcia Jarosława Mądrego (Ukraina)
  • Order Wielkiego Księcia Giedymina (Litwa)
  • Order Ecce Homo (2001)[13]
  • Order Uśmiechu (2001)

Nagrody i wyróżnienia

  • Honorowe obywatelstwo miasta Lwowa (5 lipca 2002)[14]
  • Nagroda Pojednania Polsko-Ukraińskiego

 

Upamiętnienie

W 2005 na gmachu Ministerstwa Polityki Społecznej w Warszawie odsłonięto tablicą upamiętniającą Jacka Kuronia[15].

Na fasadzie domu przy ul. Mickiewicza na warszawskim Żoliborzu, w którym mieszkał, wmurowana została tablica pamiątkowa. W marcu 2010 nazwę Jacka Kuronia otrzymał plac u zbiegu ulic: Gdańskiej, Potockiej, Słowackiego oraz ks. Jerzego Popiełuszki[16]

W ramach Zespołu Społecznych Szkół Ogólnokształcących Bednarska powstało Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia działające przy ul. Kłopotowskiego w Warszawie.

W 2011 pomnikowy dąb szypułkowy rosnący w Białowieskim Parku Narodowym przemianowano na Dąb Jacka Kuronia.

Część ulicy Wieczystej we Wrocławiu przemianowano na ulicę Jacka Kuronia.

Życie prywatne

Jacek Kuroń był synem Henryka Kuronia (1905–1982) i Wandy z domu Rudeńskiej (1911–1978)[17]. Mąż Grażyny (Gai) Kuroń (zm. 1982), a od 1990 Danuty Kuroń. Ojciec Macieja Kuronia.

 

…..... wracam do tekstu czytelnego

 

W 1962 roku z powodu „upartego manifestowania błędnych koncepcji pedagogicznych” zwolniono Kuronia z pracy w ZHP.

W 1966 roku Kuroń został aresztowany i skazany za działalność antypaństwową na 3 lat więzienia. Kilka miesięcy później, tj. już w roku 1967, Minister Sprawiedliwości zezwolił J.Kuroniowi i K.Modzelewskiemu na przygotowania rozprawy doktorskiej u tego samego promotora. W maju 1967 roku J. Kuroń opuszcza już więzienia choć nigdy nie zaprzestał działalności politycznej. Mógł więc aktywnie włączyć się do przygotowań wystąpień młodzieży akademickiej w marcu przyszłego roku.

 

Drugi, Antoni Zambrowski, syn Romana. Urodził się w 1934 roku. Podczas wojny razem z rodzicami przebywał w ZSRR. W latach 1951 – 1955 studiował w Moskwie na Wydziale Ekonomiki Uniwersytety im. Łomonosowa. Studia ukończył. Ojciec Antoniego, Roman Zambrowski, był do lipca 1963 roku członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC, któremu podlegały praktycznie wszystkie sprawy wewnątrzpartyjne. Miał więc prawie niczym nieograniczoną możliwość oddziaływania na wszystko co się działo w tamtych latach w polskim życiu społeczno-politycznym.    

Po powrocie z ZSRR Antoni Zambrowski wstępuje do PZPR. Działał tez w ZMP, RZM i w ZMS. Około 4 lat pracował w przemyśle maszynowym, a następnie jako wykładowca w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Kierowniczych.

W 1957 roku Anoni Zambrowski aktywnie protestował przeciwko przeciwko decyzji W.Gomułki o zamknięciu żydowskiego pisma „Po Prostu”.

W 1962 roku rozpoczął studia doktoranckie na Wydziale Ekonomii Politycznej UW pod kierunkiem profesora W. Brusa, u którego w rok później został asystentem.

Dwa lata później, tj w roku 1965, postanowił włączyć się do działalności katolickich kół opozycji politycznej. W tym celu przeszedł tegoż roku z judaizmu na chrześcijanizm. Fakt ten zamanifestował ślubem kościelnym i chrztem dziecka oraz udziałem w kościelnych obchodach Milenium.

Mimo to judaizm był mu zawsze bliższy, z czym nie krył się przebywając wśród młodzieży żydowskiej. W czerwcu 1966 roku A. Zambrowskiego usunięto z partii.

 

Trzeci Komandos, to Wiktor Górecki (właściwie Muhlrad), syn Jana, urodzony w 1946 roku. Jego ojciec, Jan, był członkiem KPP, PPR i PZPR, ma stopień generała brygady rezerwy WP. Ostatnio pracował jako dyrektor generalny w Ministerstwie Finansów.

Za granicą przebywają trzej bracia i siostra ojca Wiktora. Jeden z nich, Hugo Muhlrad, mieszka w Brazylii,gdzie jest m.in. właścicielem przedsiębiorstwa handlowego „Sulamex”.

W 1957 roku Jan Górecki wspólnie z radcą handlowym ambasady PRL w Brazylii doproweadził do zawarcia kontraktu handlowego z firmą „Sulamex” w wyniku czego gospodarka nasza straciła kilkaset tysięcy dolarów.

Minęło od tamtego czasu 25 lat i mamy nowa aferę. Minister Handlu Wewnętrznego i Usług A.Kostrzewski doprowadził do kontraktu na import z firmy pana Hugo Muhlrad`a z Brazyli skór, obuwia i mydła. Efekt - ponieśliśmy milionowe straty w dolarach.

Inny brat Wiktora Góreckiego mieszka w Paryżu. Nazywa się Milek Muhlrad i jest lekarzem. Również w Paryżu mieszka trzeci brat Jana Góreckiego, Tolek Muhlrad właściciel przedsiębiorstwa samochodowego oraz siostra Ada Muhlrad.

Wróćmy do syna Jana, Wiktora Góreckiego. W 1963 roku rozpoczął on studia na Wydziale Filozoficznym. Był on głównym organizatorem obozu w Kampinosie, w Ośrodku PTTK, gdzie uzgodniona szczegóły całej akcji na UW.

 

Ostatnim Komandosem, którego szczegóły życiorysu ujawnię, jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, urodził się w 1947 roku. Ojciec jego należał do KZMP, K PP, WKP(b), PPR i PZPR. Zaraz po wojnie był wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej we Wrocławiu. Ostatnio pracował jako cenzor w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.  

Natomiast syn Henryk Szlajfer do ZMS wstąpił w szkole średniej. W roku 1967 rozpoczął studia na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Od 1966 roku brał udział prawie we wszystkich akcjach Komandosów. W 1968 roku, będąc na III roku studiów, został skreślony z lity studentów. Ale o tym później.

Zanim przejdę do tzw. wypadków marcowych podam, że o przygotowaniach Komandosów byli dobrze poinformowani:

       - Ówczesny I sekretarz KC PZPR - Romuald Jezierski (został później nawet kierownikiem Wydziału Oświaty i Nauki KC) .

       - Sekretarz KC PZPR d.s. Propagandy – Jerzy Waszczuk (obecnie sekretarz KC)

       - Sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR – Zdzisław Żandarowski (później został kierownikiem wydziału i sekretarzem KC).

       - Minister Oświaty i Szkolnictwa Wyższego – Henryk Jabłoński.

       - Kierownik Wydziału Organizacyjnego KC – Edward Babiuch

      - Kierownik Wydziału Nauki KC – Andrzej Werblan

Mam nadzieję, że o tym w jaki sposób wykorzystali oni posiadane informacje, dowie się kiedyś   społeczeństwo polskie bezpośrednio z ich ust. Żyją przecież niektórzy z nich i nawet aktywnie dziś działają na rzecz tzw. odnowy socjalistycznej.

Teraz znając już sylwetki przyszłych bohaterów wydarzeń Uniwersytecie Warszawskim i ich mocodawców w władzach partyjno-państwowych możemy przystąpić do chronologicznego przedstawienia istotnych wypadków, które wyprzedziły zamieszki na ulicach Warszawy w I kwartale 1968 roku.

Jest 1 marca 1967 roku. Wojska izraelskie przekraczają granice Egiptu, Syrii i Jordanii. W ciągu zaledwie 6 dni zajmują one obszar łącznie o powierzchni 62,5 tysiąca km2, tj. teren trzykrotnie większy od powierzchni samego Izraela. Po tej agresji na kraje arabskie przywódcy państw socjalistycznych spotkali się w czerwcu w Budapeszcie i tam potępili oni Izrael i postanowili zerwać z Izraelem stosunki dyplomatyczne.

Decyzja ta spotkała się w kręgach żydowskich w Polsce z wielkim oburzeniem. Nienawiść do Gomułki, który pierwszy poparł stanowisko ZSRR wobec Izraela, osiągnęła apogeum.

12 lipca 1967 roku odbyło się kolejne tajne posiedzenie CKŻwP. Na tym właśnie posiedzeniu zapadła decyzja o przystąpieniu Komandosów do przygotowywanej wcześniej akcji. Szczegóły z zakresu taktyki i metod działania miały zostać omówione na kolejnym, wrześniowym CKŻwP.    

Pospiech - podkreślali działacze CKŻwP – jest jak najbardziej wskazany, ponieważ W.Gomułka przystąpił do usuwania ze stanowisk tych wszystkich, którzy publicznie manifestowali swoje poparcie dla Izraela. A było takich osób sporo i to nie tylko w KC PZPR i w rządzie.

16 listopada 1967 roku członkowie Prezydium CKŻwP, debatując nad zorganizowaniem demonstracji na UW, nie mogli ustalić jednego, czyli właściwego zapalnika-iskry, która później mogłaby się zmienić nie tylko w płomień ale i w niszczycielski pożar społeczny.

Wprawdzie znane były fakty stagnacji ekonomicznej kraju, ewidentne błędy w decyzjach gospodarczych, ale nie można było się tym posłużyć ponieważ w Rządzie właśnie za te sprawy odpowiadali ich wielcy opiekunowie jak np. S. Jędrychowski (przewodniczący Komisji Planowania przy Radzie Ministrów), J. Albrecht (minister finansów), M. Jagielski (minister rolnictwa) itp. Pomijał już role samego premiera J. Cyrankiewicza-Zimermana.

Dlatego też szukano czegoś wzniosłego, symbolicznego, czegoś co poruszy serca i uczucia, a zgubi, tak potrzebny w takich chwilkach, rozsądek. Już dawno stary mędrzec mawiał: „Szukaj, a na pewno znajdziesz”. Tak dochodzi do pomysłu wykorzystania dramatu A. Mickiewicza pt. „Dziady”. Opracowania inscenizacji podjął się K. Dejmek, a główną rolę Konrada powierzono Gustawowi Holubkowi (obecnie dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie i poseł na sejm).

Najważniejszym zadaniem K. Dejmka było wyeksponować w sztuce wszystkie antyrosyjskie akcenty, a zadaniem G. Holubka było odpowiednio i właściwie je sprzedać publiczności.

Działacze żydowscy dobrze wiedzieli, że gdy wieści o tym, co się dzieje w sztuce granej w Teatrze Narodowym, dotrą do ówczesnego sekretarza KC Zenona Kliszki, to ten nakaże sztukę zdjąć z afisza nie informując społeczeństwa o motywach tej decyzji, a to wywoła falę plotek, domysłów i emocji, które później wykorzysta się do postawionych przez nich celów.

Nie wybiegajmy za daleko w przyszłość. Tak więc po Warszawie zaczęły krążyć różne wieści o sztuce pt.”Dziady” wystawianej w Teatrze Narodowym. Rośnie powoli atmosfera skandalu i podniecenia.

Jakoś uwadze wielu ludzi uszło, że na każdym prawie przedstawieniu jedna trzecia pierwszych miejsca zajmowali zawsze ci sami ludzie, na czele z dwoma zmieniającymi się znanymi pisarzami: Antonim Słonimskim-Sztomą i Jerzym Andrzejewskim.      

Gdy atmosfera skandalu wokół przedstawienia osiągnęła odpowiednie nasilenie, to wtedy puszczono plotkę, że na skutek interwencji ambasadora ZSRR ma być ona zdjęta ze sceny. Ten chwyt miał na celu jeszcze bardziej spotęgować antyrosyjskość „Dziadów”.

Na taką pułapkę dał się złapać Kliszko i dnia 15 stycznia polecił ministrowi Kultury zdjęcie „Dziadów” ze sceny z dniem 30 stycznia 1968 roku. Na to tylko czekała CKŻwP.

Teraz należało się starannie przygotować do tego ostatniego przedstawienia. Polecono Dejmkowi m.in. zmienić zakończenie sztuki. W nowej wersji zakończenie „Dziadów” brzmiało: „niedługo koniec dziadów” (czytaj - Dziadów).  

30 stycznia działacze żydowscy, głównie młodzież, zjawili się w Teatrze Narodowym w pełnym komplecie. Ostatnie przedstawienie było jednym, wielkim wiecem antyradzieckim. Po wyjściu widzów z teatru doszło do awantur na placu i na pobliskich ulicach.

Do akcji wkroczyło MO. Zatrzymano m.in. J. Lityńskiego, A.T. Seweryna, J. Dajczgewanda, M.Alistera, E. Morawską. Osoby te stanęły przed Kolegium. Już następnego dnia rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją do Sejmu z protestem w sprawie zdjęcia ze sceny:”Dziadów”. Informację o tym uzyskał od H.Szlajfera, jeszcze przed zdjęciem „Dziadów” ze sceny, korespondent „La Monde” B. Margeritte i przekazał ją do Paryża (ale sprawność).

Dodam jeszcze ciekawostkę – tekst petycji do sejmu ogłoszono już 29 stycznia, a więc na dzień przez zakończeniem przedstawień „Dziadów”.

Teraz działania potoczyły się lawinowo, a głownie dlatego, że wokół Komandosów zapanowało jakieś dziwne milczenie. Notatki prasowe na temat tego, co miało miejsce się przed Teatrem Narodowym były lakoniczne. Nie ukazano prawdziwych inicjatorów tych wydarzeń, ich motywów i planów. A szkoda, bo uniknęlibyśmy tego, co zdarzyło się dwa miesiące później.

2 lutego 1968 roku Adam Michnik spotyka się z posłem T. Mazowieckim z Klubu „Znak”, z którym uzgadnia jakie materiały mają mu dostarczyć Komandosi, by Mazowiecki mógł je przedstawić na forum Sejmu.

17 lutego 1968 roku Irena Lasota przekazała w Kancelarii Sejmu petycję do Marszałka Sejmu z protestem przeciw odwołaniu dalszych przedstawień „Dziadów”. Na 75 listach widniało około 3400 podpisów.

Jednocześnie listy z petycją otrzymał T. Mazowiecki, obecnie naczelny redaktor pisma „Solidarność”.    

22 lutego na naradzie Komandosów w mieszkaniu Baumana podjęto trzy zasadnicze decyzje:

       - najpóźniej w tydzień po Nadzwyczajnym Zjeździe Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich musi być na UW zorganizowany więc.

       - Kuroń i Modzelewski napiszą ulotkę omawiająca zdjęcie ze sceny „Dziadów” i nawołującą do protestów tej sprawie.

       - wszyscy Komandosi włączą się do akcji szeptanej propagandy w sprawie „Dziadów”, by stworzyć sprzyjającą wiecowi atmosferę.

Teraz uruchomiona machina nabiera coraz większych obrotów. 24 lutego Kuron i Modzelewski zredagowali tekst ulotki zatytułowanej „Sens polityczny zdjęcia „Dziadów” A Mickiewicza”, ktor a rozkolportowano na wszystkich Wydziałach UW.

29 lutego 1068 roku rozpoczął się Zjazd Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Tylko nieliczni wiedzieli, że jest od od początku do kona przygotowany i wyreżyserowany. Pierwszoplanowe role na nim grali A. Słonimski, P. Jasienica, J. Andrzejewski, J.J. Lipski, W.Wirpsza, A. Szpotański, I. Bocheński, T. Konwicki, A. Ważyk, M. Jastrun, M. Wańkowicz i inni.

Materiały ze Zjazdu zostały natychmiast przekazane Komandosom i rozkolportowane na UW i na innych uczelniach.

Przekazanie materiałów tzw. „uchwalonej rezolucji” i tekstów niektórych „gniewnych twórców” było tylko formalnością, ponieważ ich teksty Komandosi znali już kilka dni wcześniej.

3 marca w mieszkaniu J. Kuronia przy ulicy Mickiewicza w Warszawie odbyła się narada sztabowa. Obecnych jest 40 osób, w tym prawie wszyscy Komandosi.

Wiadomi już o relegowaniu w UW A. Michnika i H. Szlajfera. Wiadomość o tym Komandosom przekazała już 20 lutego 1968 roku żona Stefana Staszewskiego w czasie spotkania z B. Toruńczyk, H. Szlajferem i J. Lityńskim, a później potwierdziła to córka prof. Schaffa (p.o. dyrektora Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR).

W czasie narady zapadła decyzja, że wiec zostanie zwołany w środę 6 marca 1968 roku o godzinie 12.00, kiedy to na UW znajduje się najwięcej studentów.

Następnego dnia na odprawie sztabu termin wiecu zostaje przesunięty na 8 marca. Jednocześnie dokonano pewnych korekt w przyjętym scenariuszu:

       - rezolucję odczyta Irena Lasota

       - w delegacji rektora uczestniczyć mają m.in. A. Smolar, I. Lasota, W. Holsztyński, R. Bugaj (obecnie doradca ekonomiczny ZZ „Solidarność”, pracuje w Instytucie Planowania przy RM).

       - ustalono też kto, co i kiedy będzie skandować na wiecu oraz jakie hasła i kiedy należy rzucać w zebrany tłum.

6 marca odbyły się dwie interesujące narady. Pierwsza w mieszkaniu J. Andrzejewskiego, gdzie obecni byli m.in. J. Bocheński, J.J. Lipski, Daniel Passent (redaktor „Poliutyki”, krewny L.Brystiger i R. Zambrowskiego), W. Wirpsza i tu postanowiono wysłać list do rektora UW z apelem o wyrozumiałość i tolerancję.

Drugie wydarzenie to posiedzenie Komitetu Uczelnianego PZPR. Obecni na nim byli A.Michnik, I. Grudzińska, B. Toruńczyk, S. Blumsztajn, J. Lityński. Jak się można domyśleć, to na tym zebraniu nie podjęto żadnej decyzji.

7 marca Komandosi dowiadują się od S. Staszewskiego, którego z kolei poinformować miał I Sekretarz Komitetu Dzielnicowego Warszawa Wola Jerzy Łukaszewicz, iż rozpatruje się możliwość wprowadzenia na teren UW aktywu robotniczego.

Wróćmy na moment do pewnej rozmowy, jaka 2 lutego odbyła się między W. Gomułką a przewodniczącym Komisji Planowania przy Radzie Ministrów S. Jędrychowskim..Ten drugi sugerował W. Gomułce potrzebę uporządkowania spraw rynku, a zwłaszcza podniesienie cen detalicznych na żywość, co powinno nastąpić w pierwszych dniach marca. S. Jędrychowski miał podobno propozycję te uzgodnić z J. Albrechtem (Ministrem Finansów) i H. Sznajderem (Ministrem Handlu Wewnętrznego).

Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby akcja Komandosów zbiegła się z podwyżką cen detalicznych na żywność. Na szczęście W. Gomułka nakazał S. Jędrychowskiemu i J.Cyrankiewiczowi wstrzymać się z tą decyzją.

Wróćmy do scenariusza zdarzeń, które miały się rozpocząć 8 marca 1968 roku. Zakładano, że na wiecu, już pierwszego dnia, wysunie się kwestie obrony praw studentów i protest przeciwko bezprawnym relegacjom. Równolegle miała się rozpocząć akcja solidarnościowa środowiska literackiego.    

Te dwa postulaty miały być tylko wstępne. Po prostu środowisko akademickie nie było jeszcze przygotowane do przyjęcia pełni żądań politycznych, które nieco później Komandosi młodzieży zaserwowali.

Na wiecu 8 marca zamierzano doprowadzić do:

       - utworzenie Studenckiego Komitetu Strajkowego, oczywiście opanowanego przez Komandosów, a następnie nadanie mu trwałej formy organizacyjnej pod nazwą Rewolucyjne Komitety Studenckie

       - sprecyzowanie zarysu platformy politycznej tych Komitetów    

Aby to utworzyć należało osiągnąć atmosferę histerii, chaosu, emocji odbierających młodym ludziom rozum. Jednego tylko się najbardziej obawiano, że władze wprowadzą od razu do akcji MO. Jeżeli tak się stanie - twierdzono – cały wysiłek pójdzie na marne, ale i w tym przypadku „nie sprzedamy się tak łatwo”. Gdyby jednak władze partyjne zgodziły się z nimi zasiąść do stołu, to zwycięstwo jest pewne. Z takim przekonaniem przystąpiono do działania.

8 marca 1968 roku o godzinie 12.00 na dziedzińcu UW zebrało się około 1200 studentów. I.Lasota odczytuje tekst rezolucji przygotowanej już 4.III.1968 r. Wnosi się przygotowane plakaty z hasłami i rozdaje ulotki.

Około 13.45 na teren UW przywieziono robotników z warszawskich zakładów pracy. Nie przyniosło to żadnego skutku. Studenci zaczęli nawet robotnikom ubliżać i rzucac w kierunku nich drobne przedmiotu i drobne monety.

O godzinie 14.45 do akcji wkraczają oddziały ORMO, ale i to nie daje – zdaniem władz pożądanym efektów.

W tej sytuacji o godzinie 15.00 wkraczają na UW odziały MO. I okazuje się skuteczne – wiec zostaje rozpędzony.

Następnego dnia Komandosi rozpowszechniają plotkę z informacja jakoby na terenie UW dnia 8 marca została zabita studenta będąca w ciąży (uderzenie oddziaływające na wyobraźnie odbiorcy plotki) o nazwisku M. Baraniecka.

Jak się później okazało (a TV ją również pokazała) M.Baraniecka nie była w ogóle na terenie UW i nie została zbita, tylko od kilku dni chorowała i leżała w łózko w domu. A i nie była też w ciąży.

Plotka o śmierci zrobiła swoje. 7 marca ponownie poczęły się zbierać grupy młodzieży i niektórzy wyszli na ulicę wznosząc m.in. okrzyki „Roman do Biura”. Chodziło o powrót Romana Zambrowskiego do Biura Politycznego, a później na stanowisko I sekretarza KC. Kontrkandydatem był Jerzy Morawski-Szloma, ale Komandosi doszli do wniosku, że ten ma miej zalet niż Zambrowski.

9 marca Andrzej Manowel (? nieczytelne) spotkał się ze Stefanem Żółkiewskim od którego zażądał spowodowania, by naukowcy PAN wystosowali do W. Gomułki protest w sprawie zastosowania na terenie UW akcji MO. Żółkiewski upewnił go, że już wcześniej podjał odpowiednie kroki i że protest taki będzie wysłany.

10 marca był w Warszawie dniem spokojnym, nie licząc rozlepiania ulotek.

Tego dnia Jan Gross, wraz z I. Disłowickim (? nieczytelne), udali się do Krakowa. Tam J. Gross odbył spotkanie z prof. N. Kołodziejską, prof. K. Grzybowskim i z Piotrem Skrzyneckim z „Piwnicy pod Baranami”. Rozmowa dotyczyła możliwości porozumienia środowiska akademickiego na znak solidarności z Warszawą.

Podobni emisariusze wyjechali do Poznania, Szczecina, Łodzi, Gdańska, Katowic, Lublina, Wrocławia, Siedlec, Legnicy i Tarnowa.  

W dniu 11 marca młodzież i dołączone do niej grupy chuliganów zdemolowały kino „Kultura”, Bibliotekę Rolniczą, kioski Ruchu, wystawy sklepowe, samochody itp.

Na wielu uczelniach w kraju do 20 marca odbywały się wiece i zebrania. Kierowały nimi, podobnie jak w Warszawie, komitety wyłonione przez studentów.

W dniu 25 marca we Wrocławiu ukonstytuował się tzw. Ogólnopolski Komitet Ruchu Studenckiego do koordynacji działań studentów. W zebraniu uczestniczyli studenci z Wrocławia, Warszawy, Poznania, Krakowa, Szczecina, Gliwic, Łodzi i Lublina. W wyniku odbytych obrad ustalono termin następnej demonstracji na 22 kwietnia.

By wyjść z twarzą z rozruchów studenckich Komandosi w dniu 28 marca podjęli następny krok i zorganizowali na UW wiec, na którym, przedstawili swój program pod nazwą „Deklaracja ruchu studenckiego”.

Ja pamiętamy do demonstracji w dniu 22 kwietnia nie doszło. Gomułka podjął decyzję o ujawnieniu niektórych spraw zakulisowych i prawdziwych intencji organizatorów wydarzeń marcowych. To uspokoiło atmosferę.

Analizując wydarzenia marcowe nie sposób nie dostrzec zbieżności sił, celów i metod inspiratorów i organizatorów tych wydarzeń z tymi wydarzeniami, których byliśmy świadkami w Czechosłowacji. Był to więc element zakrojonej na szerszą skale akcji. Wykorzystali niewiedzę studentów, wykorzystali błędy naszego kierownictwa, wykorzystali wszystko co tylko można było wykorzystać w kraju i zagranicą. A gdy zorientowali się, że ponoszą klęskę nie zawahali się nawet przed zastosowaniem makabrycznego chwytu z trupem młodej dziewczyny rzekomo zamordowanej w czasie zajść.

Po prostu inicjatorom zajść chodziło o zmianą w Polsce władzy. Jak wiemy nie udał im się plan, a głownie dlatego, ze przerwano milczenie na temat ich rodowodu, planów i powiązań z niektórymi prominentami życia partyjno-rządowego.

Po tym co wydarzyło się w marcu można było się spodziewać poważanych zmian w Komitecie Centralnym i Rządzie. Prześledźmy niektóre z tych zmian.

11 kwietnia 1968 E. Ochab za powiązania z Komandosami zostaje odwołany ze stanowiska Przewodniczącego Rady Państwa. Jego miejsce w Belwederze zajął M. Spychalski, dotychczasowy minister obrony narodowej.

Tego samego dnia odwołano m.in. F. Pisulę ze stanowiska ministra przemysłu spożywczego i skupu i mianowano na jego miejsce Stanisława Gucwę (obecnego marszałka sejmu). S tym tez dniu W. Jaruzelski został ministrem obrony narodowej. Odwołano także ze stanowiska ministra członka rządu M. Lesza.

9 lipca 1968 roku zakończyło się dwudniowe posiedzenie Plenum KC PZPR, a na którym zwolniono E. Ochaba ze stanowiska członka Biura Politycznego i z funkcji sekretarza KC W. Wichę. Jednocześnie na tym samym Plenum B. Jaszczuk, sekretarz KC, został członkiem Biura Politycznego a M. Moczara wybrano na zastępcę członka Biura Politycznego i na sekretarza KC.

Tydzień później, tj. 15 lipca 1968 roku, sejm odwołał J. Albrechta ze stanowiska ministra finansów, a kierownictwo tego resortu objął Stanisław Majewski. K. Świtała został ministrem spraw wewnętrznych (po M. Moczarze), a J. Kostrzewski został ministrem zdrowia i opieki społecznej (po J.Sztachelskim).

Ważne wydarzenie miało miejsce jesienią tegoż roku. 11 listopada rozpoczął się w Warszawie V Zjazd Partii. Trwał 6 dni. Na i Plenum KC wybrano Biuro Polityczne w następującym składzie: J .Cyrankiewicz, E. Gierek, W. Gomułka, B. Jaszczuk, S. Jędrychowski, Z. Kliszko, St. Kociołek, W.Kruczek, I. Loga-Sowiński, M. Spychalski, R. Strzelecki, J. Tejchma,

W nowym Biurze Politycznym było już tylko dwóch działaczy żydowskich, tj. J. Cyrankiewicz (premier) i S. Jędrychowski (przewodniczący Komisji Planowania).

Zastępcami członków Biura zostali: M. Jagielski, P. Jaroszewicz, M. Moczar,. J. Szydlak.

W tym gronie był tylko jeden działacz narodowości żydowskiej – Mieczysław Jagielski, kierujący już 10 lat Ministerstwem Rolnictwa. Pojawiła się w nowym kierownictwie nowa postać – J. Szydlak, dotychczasowe I Sekretarz KW w Poznaniu. Dopiero w latach siedemdziesiątych wyszło na jaw, że w czasie wojny był żołnierzem Wermachtu. W stopniu sierżanta walczył na terenie Belgii i północnej Francji. Oczywiście nie można mieć do niego pretensji o to, że jako młody mieszkaniec Górnego Śląska został wcielony do armii Hitlera. Nasuwa się tylko pytanie: Czy ludzie z takim życiorysem musieli piastować aż tak wysokie partyjne i państwowe stanowiska.

Podobny życiorys ma Janiurek, były rzecznik prasowy rządu, a obecnie nasz ambasador w Meksyku.

Na tym samym I Plenum KC wybrano także Sekretariat KC w składzie: W. Gomułka – I Seketarz, członkowie: B. Jaszczuk, Z. Kliszko, M. Moczar, S. Olszowski, A. Starewicz, R.Strzelecki, J. Szydlak, J. Tejchma.

Tu tylko Starewicz był narodowości żydowskiej, ale podlegała mu m.in. Kancelaria Sekretariatu, tak więc kontrolował całość pracy kierownictwa KC. Nie wyschło więc źródło informacji dla CKŻ.

22 grudnia 1968 roku zebrał się Sejm, na którym dokonano poważanych zmian w składzie Rady Ministrów. Ze stanowiska wiceprezesów Rady Ministrów odwołano: Z. Nowaka i F. Waniołkę. Odwołano również S. Jędrychowskiego z funkcji przewodniczącego Komisji Planowania (został ministrem spraw zagranicznych), W. Trąmpczyńskiego ze stanowiska ministra handlu zagranicznego (został I zastępcą przewodniczącego Komisji Planowania, a następnie ambasadorem PRL w USA), A. Rapackiego ze stanowiska ministra spraw zagranicznych (odszedł na emeryturę) i E. Szyra ze stanowiska przewodniczącego Komitetu Nauki (zachował stanowisko wiceprezesa Rady Ministrów). W tym samym dniu J. Kulesza został przewodniczącym Komisji Planowania przy Radzie Ministrów.

29 kwietnia 1969 roku Janusza Burakiewicza mianowano ministrem handlu zagranicznego, a 10 września M. Zajfryd, w miejsce P. Lewińskiego, został ministrem komunikacji.

Trudna sytuacja gospodarcza zmusza W. Gomułke do szukania rozwiązań. Po prawdzie, to powinni robić to ci, którzy doprowadzili kraj do takiego stanu tzn. J. Cyrankiewicz, S.Jędrychowski, J. Albrecht, E. Szyr, M. Jagielski i inni.

Oni zaś cicho przeżywali gorycz porażki marca 1968 roku. Pocieszało ich tylko jedno, że teraz Polacy będą musieli zakasać rękawy i mocno zabrać się do roboty zwłaszcza w takich dziedzinach gospodarki jak rolnictwo, budownictwo mieszkaniowe, komunikacja zbiorowa itd.

Nawarstwiały się problemy w takich dziedzinach jak oświata, nauka, ochrona zdrowia, kultura itp.

Zapewne wielu Polaków jeszcze pamięta szereg działań systemowych i reform podjętych w tamtych latach. Dokumenty i materiały dotyczące tych spraw są ogólnie dostępne dlatego temat ten pominę.

To co miało być najtrudniejsze i najgorsze dopiero czekało ówczesną ekipę partyjno-rządową. Należało bowiem opracować nowy system zarządzania gospodarka polegający głównie m.in. na zastąpienie wskaźników dyrektywnych wskaźnikami parametrycznymi wyzwalającymi samoinicjatywę pracowników.

Zaproponowany system zarządzania gospodarką w wielu kręgach społecznych wyszydzano nazywając go „systemem bodźców”. Reforma była jednak konieczna, chociaż w pierwszym okresie mogła spowodować obniżenie stopy życiowej społeczeństwa.

Zdawali sobie z tego sprawę działacze żydowscy. Ponieśli w marcu 1968 roku porażkę, to fakt, lecz z rewanżu nigdy nie zrezygnowali. Nie udało się wprawdzie usunąć Gomułki własnymi siłami, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby Polacy to sami zrobili z ich dyskretnej inspiracji. Zwrócono więc uwagę na tych ludzi, którzy marzą o błyskotliwej karierze.

Pierwszą osobą, którą postanowiono wciągnąć do tej brudnej gry był Edward Babiuch (ówczesny kierownik Wydziału Organizacyjnego KC, X.1956 – XII.1970). Wprawdzie znano go dobrze, ale i tak zebrano wszelkie możliwe informacje dotyczące jego osoby, jak np. rodzaj hobby, prywatne zamiłowania i zainteresowania. Bowiem twierdzono, że trzeba znać człowieka doskonale, jeżeli chce się z nim zrobić coś takiego jak usuniecie I Sekretarza KC.

Kilku działaczy żydowskich (J. Zarzycki, J. Morawski i R. Zambrowski) było wcześniej (w ZMP i w KC) jego bezpośrednimi przełożonymi. Przyjaciółmi Babiucha byli także ówcześni kierownicy Wydziałów KC, też pochodzenia żydowskiego, A. Starewicz i A. Werblan.

Liczono też, że Babiucha „nie zawiedzie pamięć”, że to właśnie działacze pochodzenia żydowskiego umożliwili mu wejść na kilka pierwszych stopni schodów wiodących do wielkiej kariery politycznej i państwowej.

I nie pomylili się. W „małym człowieku” był „wielki duch”. Babiuch zdawał sobie jednak sprawę, ze nie jest na tyle popularny w partii i w narodzie, by tak od razu zastąpić na stanowisku I Sekretarza W. Gomułkę. Świadomość tego faktu mieli też działacze Centralnego Komitetu Żydów w Polsce.

Analizując ten problem „grupa inicjatywna” , łącznie z Babiuchem, doszła do wniosku, że jest taki działacz partyjny, znany powszechnie i lubiany, który mógłby zastąpić Gomułkę. Nazywał się Edward Gierek, przyjaciel E. Ochaba i R. Zambrowskiego.  

  1. Gierek od marca 1956 roku był prawie bez przerwy w najwyższym kierownictwie partyjnym. Kierując katowicką organizacją partyjną cieszył się wówczas autentycznym poparciem tamtejszych członków partii. Trzeba przy tym pamiętać, że była to wtedy, i nadal jest, największa w kraju organizacja partyjna. Te argumenty, ale też i inne, przeważyły o tym, aby w tej rozgrywce właśnie postawić na Gierka. Ale o tym potem.

Plan sprowokowania powstania strajków robotniczych mógł się udać tylko w przypadku stworzenia realnego zagrożenia ich poziomu życia. A zagrożenie takie mogła przecież spowodować przygotowywana podwyżka cen detalicznych na artykuły żywnościowe, zwłaszcza na mięso i jego przetwory. Obmyślono, że trzeba tylko popełnić taki niby „dyskretny błąd” w rodzaju konsultacji, poprzedzających podwyżkę cen, na terenie w wielkiego zakładu przemysłowego, będzie zagwarantowany wybuch niezadowolenia.

I jeszcze jeden generalny warunek musiał być spełniony, tj. protest klasy robotniczej powinien rozpocząć się daleko od Warszawy, aby centralne kierownictwo partyjne działało z opóźnieniem a nie z wyprzedzeniem działającej się akcji.    

W takiej sytuacji „centrum”, opierając się na dostarczanych mu droga pośrednią informacji, nawet przy najlepszych intencjach, może podjąć choćby jedną bledną decyzję a oto przecie „grupie inicjatywnej” chodziło.

Trzeba bowiem stale pamiętać, iż histeria wywołuje histerię, tworzy się błędne koło, które można i trzeba zatrzymać głownie radykalnym działaniem, a to nie zawsze zyskuje przychylność pokaźnej grupy społeczeństwa. Cóż z tego, że w teorii zgadzają się z tym, że racje mniejsze muszą ustąpić miejsca racjom większym, gdy w praktyce bywa z tym różnie.

Zostawmy na razie plany działaczy żydowskich oraz grupy karierowiczów narodowości polskiej i zobaczmy jakie zmiany zaszły w Rządzie na początku roku 1970. W tym miejscu jedna dygresja:a marcu 1970 roku J. Kuleszę na stanowisku przewodniczącego Komisji Planowania zastąpił St.Majewski, zaś Kulesza został wiceprezesem Rady Ministrów.

30 czerwca Sejm odwołał: M. Olewińskiego ze stanowiska wicepremiera Rady Ministrów, Romana Gesinga ze stanowiska ministra leśnictwa i przemysłu drzewnego, A. Radlińskiego ze stanowiska ministra przemysłu chemicznego, M. Jagielskiego ze stanowiska ministra rolnictwa.

Jednocześnie mianowano: M. Jagielskiego - wiceprezesem Rady Ministrów, St. Kociołka – wiceprezesem Rady Ministrów, Okuniewskiego – ministrem rolnictwa.

Przypomnę również kto kierował poszczególnymi Wydziałami w KC:

Biuro listów i inspekcji..................................Zygmunt Olejak, do III.1971.

Zakład historii partii.......................................Norbert Kołodziejczyk, do IV.1971.

Biuro spraw kadrowych.................................Jan Morczak, do XII.1970.

Kancelaria sekretariatu KC............................Stanisław Trapczyński do II.1971.

Wydział kultury..............................................Wincenty Kraśko, do II.1971.

Wydział nauki................................................Andrzej Werblan, do II.1971.

Wydział ogólny..............................................Bolesław Fendek, do VI.1971.

Wydział organizacyjny..................................Edward Babiuch, do XII.1070. Zastępcami byli:                                                                                Teodor Palimąka, IX1963 – XII.1970.

                                                                        Stanisław Mleczko, II.1965 – II.1972.

                                                                       Eugeniusz Głubek, I.1969 – I.1971.

                                                                        Zdzisław Żandarowski, II.1969 – XII.1970.

Wydział planowania i finansów.....................Franciszek Blinowski, do III.1971.

Wydział propagandy masowej.......................Tadeusz Wrębiak, do I.1972.

Wydział przem. cieżkiego i komunikacji.......Stanisław Kowalczyk, do XII.1971.

Wydział przem. Lekkiego, handlu i budow....Tadeusz Wieczorek, do III.1971.

Biuro prasy......................................................Wiesław Bąk, do I.1972.

Wydział rolny..................................................Eugeniusz Mazurkiewicz, do XII.1974

Wydział samorządowo-admin........................Stanisław Kania, XII.1968 – IV.1971.

Wydział zagraniczny.......................................Józef Cz...ak, (nieczytelne), do IV.1971.

Centralna szkoła partyjna................................Władysław Zastawny, do II.1971.

 

Zanim przejdę do omówienia okresu bezpośrednio poprzedzającego wydarzenia grudniowe na Wybrzeżu podzielę się kilkoma refleksami związanymi ze stylem, formą i metodami W. Gomułki.

Teraz z perspektywy kilkunastu lat, które upłynęły od tamtego czasu, można z całą pewnością stwierdzić, bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie, że Gomułka jest człowiekiem wielkiego formatu. Wiernie służył sprawie, którą uważał za słuszną, tj. budowanie we Polsce socjalizmu. Tej sprawie oddał wszystko co miał: młode lata, energię, zapał, ambicje, wiedzę itd. Znany był w KC PZPR i Rządzie z dużej pracowitości. Wymagający wobec siebie ale także od ludzi z najbliższego otaczającego go środowiska. Surowy wobec każdego, który łamał praworządność, sprzeniewierzał się państwu i partii.

Strach przed karą powodował, że wielu z ówczesnych dygnitarzy partyjno-państwowych, mając nawet nie mniejsze niż w latach siedemdziesiątych możliwości nielegalnego nabywania szeregu dóbr konsumpcyjnych, na ogół nie robili tego. Być może wynikało to z faktu, że W. Gomułka nawołując do skromności, pracowitości i rzetelnego służenia sprawie sam dawał swoim postępowaniem takiego postępowania przykład, choćby tym, że przez kilka lat z rzędu, będąc już I sekretarzem KC, mieszkał w dwupokojowym mieszkaniu w bloku na osiedlu Saska Kępa, a potem zajmował tylko cztery pokoje na Osiedlu na Skarpie.

Z tego m.in. powodu osobistości niżej umieszczone w hierarchii partyjno-rządowej musiały trochę hamować swoje zapędy nowobogackie. Jest to zrozumiałe, bowiem z ludźmi bez takich hamulców W. Gomułka szybko się rozstawał.    

Działacze żydowscy znaleźli i na to sposób. Majątek, w formie zielonych banknotów, umieszczono na dyskretnych kontach w bankach francuskich, szwajcarskich, austriackich. Spartańskie życie w kraju wynagradzali sobie później podczas wojaży zagranicznych. A o tym wiedzieli tylko wtajemniczeni.

Gorzej natomiast było z Polakami, którzy mieli podobne aspiracje, a nie posiadali powiązań z różnego rodzaju odpowiednimi środowiskami na Zachodzie. Tym działacze żydowscy oferowali „dobre usługi” np. w zakresie kupna potrzebnych drobiazgów, w znalezieniu na okres wakacji mieszkania w Paryżu dla córeczki lub synka pragnących pogłębić znajomość języka francuskiego itd. Zaczynało się więc na niewinnych gestach, które przybierały później rozmiary afer politycznych i gospodarczych.

Inne, bulwersujące sprawy z tamtych lat, to tzw. „przecieki” z posiedzeń Biura Politycznego i Sekretariatu KC. Dochodziło nawet do tego, że w tym samym dniu, w którym Biuro Polityczne na określony temat debatowało, to już wieczorem tego dnia Radio Wolna Europa komentowało wypowiedzi poszczególnych członków posiedzeń.

Dziś już wiemy kto i w jaki sposób informował mocodawców rozgłośni radiowej w Monachium. Byli to trzej panowie narodowości żydowskiej zasiadający w Biurze Politycznym i w Sekretariacie, a przekazywano wiadomości w podobny sposób jak w marcu 1968 roku.

Nie mając w tym zakresie konkretnych dowodów przeciwko konkretnym osobom, a tylko podejrzenia, W. Gomułka zaczął stopniowo ograniczać częstotliwość posiedzeń Biura Politycznego i Sekretariatu KC.  

Praca kierownictwa partyjnego coraz bardziej polegała na uzgadnianiu przez Gomułkę ważnych decyzji tylko z Z. Kliszo, B. Jaszczukiem, M. Spychalskim i R. Strzeleckim. Myślę, że nie należy pisać jak zachowywali się w tej sytuacji pozostali członkowie władz partyjnych i państwowych.

Obserwując działalność W. Gomułki w 1970 roku łatwo zauważyć, że wiele czasu poświęcał polityce zagranicznej, a szczególnie normalizacji naszych stosunków z NRF. Może w tym zasługa ówczesnego ministra spraw zagranicznych Stefana Jędrychowskiego. Niewiele więc czasu pozostawało na rozwiązywanie bieżących problemów krajowych.

Tutaj dał się wyczuć u Gomułki brak wiedzy ekonomicznej. W tych sprawach zdał się całkowicie na B. Jaszczuka, który całkowicie pochłonięty w ostatnich miesiącach 1970 roku projektem reformy gospodarczej nie podejrzewał, że to są ostatnie dni pracy w Komitecie Centralnym.

Tu mała ciekawostka. Działacze żydowscy wiedzieli dosłownie i w przenośni o każdym kroku Jaszczuka we gmachu KC. Informatorem była sekretarka, obecnie ajentka kawiarni „Izabella” tuż obok Teatru Żydowskiego.

Już 7 grudnia 1970 roku podpisano w Warszawie układ o normalizacji stosunków między PRL i NRF. W kontaktach z tym państwem zapoczątkowano nowy po wojnie rodzaj stosunków polegający na tym, że wyciszono ton wrogości i odwetu za popełnione przez Niemców zbrodnie na Polakach.

Tego dnia nazwa naszego kraju pojawiła się prawie we wszystkich środkach masowego przekazu na świecie. W. Gomułka wymieniany był jako jeden z głównych współtwórców tego, ważnego politycznie, układu. Wielu wówczas działaczy z centralnego kierownictwa partyjno-państwowego miało powody do zadowolenia. Udało się przecież doprowadzić do porozumienia, bądź co bądź, z naszym odwiecznym wrogiem. Sam W. Gomułka poczuł się trochę zmęczony (miał wtedy 65 lat) i nosił się z zamiarem pójścia na kilkudniowy urlop. Ja się później okazało, to poszedł... ale na wieloletni odpoczynek.

 

Kulisy projektu podwyżki cen  

Trzymajmy się jednak chronologii wydarzeń. Tego samego dnia (7 grudnia 1970 roku) o godzinie 21.00 w jednym z mieszkań przy ul. Przyjaciół spotykają się czterej panowie – Stefan Jędrychowski, Mieczysław Jagielski, Józef Cyrankiewicz, Jerzy Albrecht.

Tematem rozmowy jest sprawa przygotowywanej podwyżki cen na artykuły żywnościowe i możliwości ewentualnego wykorzystanie jej do sprowokowania wystąpienia robotników przeciwko temu zamiarowi.

Ustalono, że do proponowanego projektu, w ostatniej chwili, wniesie się pewne poprawki, które nieznacznie, ale zauważalnie, obniżą poziom dochodów ludności najmniej zarabiającej. To właśnie miało stanowić swego rodzaju zapalnik dla protestów robotniczych. Wprawdzie nad projektem nowych cen pracowało wielu ludzi z Państwowej Komisji Cen, Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Ministerstwa Finansów, ale całość prac przecież koordynowała Komisja Planowania a konkretnie wiceprzewodniczący tej Komisji Witold Trąmpczyński z Instytutu Planowania, który bardzo wiele działaczom żydowskim zawdzięczał.

System decyzyjny polegał na tym, że opracowane propozycje cenowe była najpierw zatwierdzane przez wicepremiera M. Jagielskiego, a następnie przez premiera J. Cyrankiewicza, sekretarza KC B. Jaszczuka i na końcu przez W. Gomułkę.

Ja już wspomniałem, to B. Jaszczuk, zajmujący się w Sekretariacie KC problematyką ekonomiczną, sprawy związane z podwyżką cen na żywność wypuścił spod kontroli, do której był przecież zobowiązany z racji zajmowanego stanowiska w KC. Jego rola sprowadziła się do wypowiedzenia sakramentalnego zdania w chwili, gdy Cyrankiewicz przedstawił mu cały projekt, tj. że zgadza się i poprze ten plan u Gomułki. Nie wdając się w szczegóły można dziś powiedzieć, ze sama podwyżka, z ekonomicznego punktu widzenia, była jak najbardziej słuszna, ale należało jednocześnie zadbać, aby realne dochody ludzi najmniej zarabiających niem uległy zmniejszeniu. Potrzebna była więc dla tej grupy społeczeństwa odpowiednia rekompensata. Ale o tym nikt nie pomyślał. Nie było to jednak, jak się to później okazało, przypadkowe przeoczenie.

 

Przygotowania do wydarzeń gdańskich            

9 grudnia w mieszkaniu Stefana Staszewskiego odbyło się spotkanie, w którym oprócz gospodarza, uczestniczyli Jerzy Albrecht, Jerzy Morawski, Jerzy Zarzycki-Neugebauer, Andrzej Werblan i kilka innych osób. Tematem rozmów był scenariusz akcji na Wybrzeżu w dniu 12 grudnia, a konkretnie w Stoczni im. Lenina.

Warto ujawnić motywy jakimi kierowali się działacze z CKŻwP decydując się na przeprowadzenie całej akcji właśnie w gdańskiej stoczni.

Po pierwsze dlatego, że pracowało w tej stoczni wielu aktywnych uczestników zajść z marca 1968 roku – było się więc na kim oprzeć.

Po drugie – był to największy zakład na terenie Trójmiasta. Tam udany początek powinien od razu gwarantować duży udział robotników w „autentycznym proteście”.

Po trzecie - w przypadku przeniesienia się protestu na ulice Gdańska istniało prawdopodobieństwo, iż do robotników doliczy się margines społeczny, a to już temperaturę wydarzeń mogło podnieść do takiego poziomu, który będzie wymagał użycia siły dla opanowania sytuacji.

Trzeba wiedzieć, że w roku 1970 na terenie całego Trójmiasta zamieszkiwało około 10 tysięcy osób mających nielegalne źródła utrzymania.

Po czwarte – istniało duże prawdopodobieństwo, że w ramach tzw. solidarności ze stocznią im. Lenina zastrajkuje też Stocznia im. Warskiego w Szczecinie i Stocznia im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Liczba robotników biorących udział w proteście znacznie tym sposobem wzrośnie.

Po piąte – Gdańsk jest zbyt daleko od Warszawy, a ośrodek dyspozycyjny milicji mieścił się w stolicy. Jeśli taki ośrodek miałyby być umieszczony w Gdański, to w praktyce jego kompetencje byłyby i tak ograniczone. Oznaczało to, że niektóre ważne decyzje będą zapadały nie na miejscu lecz w Warszawie. W takiej sytuacji, jeżeli nawet nie dojdzie do podjęcia błędnych decyzji, to na pewno dojdzie do opóźnień w ich podejmowaniu. A to jest prawi to samo.

Po szóste - to załoga gdańskiej stoczni będzie się czuła oszukaną ponieważ kilka dni wcześniej na spotkaniu aktywu stoczni z wicepremierem Stanisławem Kociołkiem usłyszano z ust przedstawiciela rządu, że nie planuje się w najbliższym czasie podwyżki cen detalicznych na żywność.

Po siódme - „pomyślny” rozwój wydarzeń przeprowadzony w taki sposób jak wyżej zaplanowano dostarczy ówczesnemu kierownikowi Wydziału Organizacyjnego KC, Edwardowi Babiuchowi, argumentów do przeprowadzenia poufnych rozmów z niektórymi członkami Biura Politycznego i członkami KC w sprawie potrzeby powołania w trybie pilnym Plenum KC i dokonania zmiany na stanowisku I Sekretarza KC. Zadania będzie o tyle ułatwione – twierdzili - że najprawdopodobniej członkowie KC nie będą zorientowani w tym, co się dzieje na Wybrzeżu. Możliwości więc oddziaływania na ich wyobraźnię są prawie nieograniczone. Dlatego też Plenum musi się odbyć w trakcie wydarzeń, kiedy to i członkom KC udzieli się atmosfera podniecenia i niepokoju paraliżująca logiczne myślenie.

Po ósme – podwyżkę wprowadza się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy dochodzi do wzmożonych zakupów żywności. Temperatura oburzenia społeczeństwa powinna więc wzrosnąć.

Po dziewiąte – jeżeli nawet nie da się sprowokować robotniczych strajków, to ujawnione później tego próby i inspiracje będzie można przypisać działaniom agentów imperialistycznych przypływających do Gdańska na statkach kapitalistycznych bander.

Zanim opiszę przebieg wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu podam jeszcze jeden bardzo ważny fakt jaki miał miejsce 12 grudnia 1970 roku w 4 mieszkaniach młodych robotników Stoczni im. Lenina, byłych studentów Politechniki Gdańskiej relegowanych z uczelni w marcu 1968 roku a zamieszkałych w Gdańsku (przy ulicy Słowackiego, Świerczewskiego, Starogardzkiej i przy Al. Zwycięstwa. Nie wymieniam ich nazwisk ponieważ powiedział mi jeden z tej czwórki, że żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z tego w jakiej grze bierze udział i czym to się w końcu zakończy.

Relację z odbytych wtedy rozmów ograniczę tylko do podjętych postanowień. Zadaniem owych 4 robotników było doprowadzenie do przerwania pracy na dwóch wydziałach stoczni, gdzie byli zatrudnieni, i poprowadzenie robotników pod budynek dyrekcji, by tam zaprotestowali przeciwko podwyżkom cen żywności.

Przybysze z Warszawy, a było ich osiem osób, przekonali tych niezbyt świadomych sprawy 4 robotników, że protest pracowników stoczni spowoduje natychmiastowe wycofanie decyzji o podwyżkach cen żywności, za którymi opowiada się ponoć tylko W. Gomułka i B. Jaszczuk.

Dla dodania większej zachęty do działania przybysze z Warszawy pozostawili koperty z zielonymi banknotami.

A teraz prześledźmy przebieg wydarzeń na Wybrzeżu. Jak już wspomniałem decyzja o podwyżce cen detalicznych weszła w życie 12 grudnia 1970 roku, a więc na 2 tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy to mają miejsce wzmożone zakupy żywności.

 

Przebieg wydarzeń na Wybrzeżu    

     14 grudnia 1970 roku rano w dwóch zakładach Stoczni im. Lenina przerwano pracę i opuszczono stanowiska pracy. Robotnicy udali się pod budynek administracyjny stoczni pociągając za sobą pracowników innych zakładów. Zgromadzeni na terenie stoczni robotnicy kwestionowali decyzje o podwyżce cen, zgłaszali szereg żądań ekonomicznych, występowali przeciwko niektórym aspektom polityki gospodarczej i socjalnej państwa.

Temperatura wiecowania rosła. Jakoś uwadze tłumu uszedł fakt, że najdłużej i najgłośniej skandowało różnego rodzaju hasła ośmiu ludzi ubranych w nowe, ciemnogranatowe kombinezony. Dwóch z ich zdążyło w międzyczasie otworzyć bramę zakładu, am pozostała szóstka nawoływała do pójścia pod gmach KW PZPR, gdzie są ludzie bardziej kompetentni do wycofania podwyżki cen żywności niż dyrekcja stoczni.

Naste pnie około 900 osób opuściło zakład i udało się w kierunku Komitetu Wojewódzkiego. Wieść o strajku rozeszła się po Trójmieście lotem błyskawicy. Do robotników zaczęli dołączać przypadkowi ludzie z ulicy. Tłum idący ulicami powiększał się szybko.

Po dojściu pod gmach KW PZPR tłum zachowywał się podobnie jak na terenie stoczni; wysuwano te same żądania.

Grupa około 40 osób, w wieku 18-20 lat, próbowała dwukrotnie podpalić gmach KW, a nastepnie opanować miejscową rozgłośnię radową. Tyko na próbach to się skończyło.

W godzinach południowych zaczęły go Gdańska przybywać nowe jednostki MO. Do kierowania milicją został wydelegowany wiceminister spraw wewnętrznych generał H. Słabczyk.

O godzinie 12.00 wystartował z Warszawy do Gdańska samolot, na pokładzie którego znajdowali się: St. Kociołek – wicepremier, A. Karkoszka – I Sekretarz KW w Gdański (dziwne jest to, że nie był w Gdańsku w dniach przedzjazdowych strajk) i F. Kaim - minister przemysłu ciężkiego.

Po południu, gdy do głosu doszedł tzw. margines społeczny, ton wystąpień zaczął być coraz bardziej ostry. Rozpoczęto wznosić barykady, podpalano samochody i kioski „Ruchu”, rozbijano wystawy sklepowe, zdemolowano gdański Dworzec Główny PKP.

Do ochrony niektórych budynków w mieście po raz pierwszy użyto żołnierzy z jednostek Wojsk Obrony Wewnętrznej. Przez cały dzień informowano Warszawę, że w demonstracjach ulicznych bierze odział element chuligański.          

Wieczorem tego samego dnia przybyli do Gdańska członkowie Biura Politycznego: sekretarz KC Z. Kliszko i przewodniczący CRZZ I. Loga-Sowiński oraz wiceminister obrony narodowej gen.

dyw. C. Korczyński.

   Nic z dnia 124 na 125 grudnia opłynęła względnie spokojnie. Jednak już we wczesnych godzinach rannych do strajku przystąpiły inne zakłady Gdańska żądając uwolnienia osób aresztowanych poprzedniego dnia. Ponownie w Stoczni im. Lenina uformował się pochód demonstracyjny, który ruszył do centrum miasta. Z minuty na minutę wielkość tego pochodu rosła. W rejonie budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Dworca Głównego PKP było już około 40 - 50 tysięcy ludzi.

Demonstranci rozpoczęli atak na budynki KW PZPR i Komendy Wojewódzkiej MO. Następnie zaatakowano KM PZPR, KM MO, NOT, RSW „Prasa” i Dworzec Główny PKP. Budynek KW PZPR został podpalony. Wewnątrz, na wyższych kondygnacjach, znajdowali się ludzie. Histeria i emocje doszło do wprost niewyobrażalnego natężenia. Informacje o tym przekazano Gomułce o godzinie 8.20, który nadal nie wiedział, że wśród demonstrantów jest dużo robotników. O godzinie 9.00 15 grudnia W. Gomułka po konsultacji z M. Spychalskim (Przewodniczącym Rady Państwa) i J.Cyrankiewiczem (premierem) podejmuje decyzję o użyciu przez MO i wojsko broni.

Decyzję o użyciu broni przekazał telefonicznie gen. dyw. G. Korczyńskiemu premier J.Cyrankiewicz. Ustalono, że broń może być użyta w przypadku:

                   - bezpośredniego atakowania milicjantów i żołnierzy

                   - podpalania i niszczenia budynków

                   - stwarzania zagrożenia dla życia ludzkiego

Określono również zasady jej użycia:

                  - po ostrzeżeniu głosem pierwsze strzały oddawać do góry

                  - w przypadku zbliżania się tłumu do milicjantów i żołnierzy strzelać bezpośrednio w                         bruk przed napierającymi demonstrantami.

                   - a jeżeli to nie powstrzyma napierających do strzelać salwami w nogi

Decyzja ta obowiązywała od godziny 12.00 w dniu 15 grudnia, tj. po 1,5 dnia trwających zamieszek.

Szczególnie groźna sytuacji wytworzyła się tego dnia, tj. 15 grudnia, wokół budynku KW PZPR. Znajdujący się tam, na wyższych kondygnacjach budynku, ludzie, tj. pracownicy KW i ochraniający ich milicjanci i żołnierze mieli odciętą drogę ewakuacji (palił się podpalony parter). Przyjście z pomocą uniemożliwiał zgromadzony tłum. Trzeba było użyć siły dla jego rozpędzenia. Pierwszy strzał został oddany ślepą amunicją z czołgu, ale wywołał wśród tłumu tylko salwy śmiechu. Wtedy milicja oddała strzały w górę. Ktoś zaczął w tłumie krzyczeć, że zastrzelono małe dziecko (jak się okazało później była to nieprawda, a plotkę tę podała też „Wolna Europa”). Wtedy duża grupa ludzi wpadła w swego rodzaju furię i złapała jednego z milicjantów, którego zlinczowano wyrywając mu wszystkie kończyny. Była to pierwsza ofiara śmiertelna wydarzeń. Jakie nastroje wywołało to na milicjantach nie trzeba chyba opisywać.

Mała dygresja w tym miejscu. Szanowny czytelniku, przez moment wyobraź sobie, że jesteś w tej chwili szeregowym milicjantem, któremu wydano rozkaz ochrony określonego obiektu przed rozwścieczonym tłumem, tłumem, który liczy 20-30 razy więcej ludzi niż liczą siły porządkowe, które ty reprezentujesz. Wprawdzie masz palkę gumową, hełm, motacz gazowy i pistolet, ale czy lęk i strach przed utratą życia nie paraliżują twego umysłu, nie powodują, ze stajesz się nerwowy i podejmujesz decyzję zanim się nad nią zastanowisz.

Ktoś kto nie ma wyobraźni, kto nie widział i nie przeżył tamtejszych wydarzeń może sobie rozprawiać teoryjki o braku rozwagi wśród milicjantów i żołnierzy i inne tego typu snuć rozważania. Jestem pracownikiem naukowym ale byłem tam i widziałem wiele. Dlatego być może mam świadomość tego o czym wielu ludzi zapomina, że milicjant lub żołnierz to też człowiek reagujący podobnie jak większość z nas.

Wróćmy do przebiegu zdarzeń. W godzinach wieczornych 15 grudnia został powołany sztab lokalny, na czele z gen. Korczyńskim, do kierowani akcją. Powołano go co najmniej o jeden dzień za późno. W jego skład weszli: wiceminister s;praw wewnętrznych – H. Słabczyk, komendant KW MO w Gdańsku - płk Kolczyński. Sztab miał działać w porozumieniu z sekretarzem KC - Z.Kliszko.

W tym samym dniu, również wieczorem, przybył do Gdańska kolejny wiceminister spraw wewnętrznych, H. Szlachcic, z zadaniem zorganizowania zapasowego stanowiska dowodzenia MSW. A tak naprawdę po to, by na miejscu zorientować się o stanie sytuacji i poinformować o tym E. Babiucha i E. Gierka.

Wieczorem 15 grudnia zaczęły do Gdańska przybywać kolejne jednostki milicji i wojska. W innych rejonach Wybrzeża, za wyjątkiem Gdyni i Elbląga, panował spokój. W Gdyni, w godzinach przedpołudniowych 15 grudnia, część pracowników Stoczni im. Komuny Paryskiej, Stoczni Remontowej i Dalmoru opuściła stanowiska pracy i udała się początkowo pod budynek KW PZPR,. A następnie pod budynek Miejskiej Rady Narodowej. Marynarce Wojennej polecono wówczas zabezpieczyć ochroną kilka obiektów w mieście. W Elblągu natomiast demonstraci podpalili KW PZPR.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location