Mosberg, Daniels i Bąkiewicz czyli gra do jednej bramki
Piszemy o tym problemie już od dawna. Dobrze, że inne portale zaczynają to zauważać i komentować.
Problemu tego jednak nie można zawęzić do dyskusji o sytuacji dobrego i złego policjanta, czy też definiowania problemów „antysemityzmu” i głoszenia, że „my tu antysemitami nie jesteśmy”.
Żadna dyskusja nt. antysemityzmu nie ma sensu, bo pojęcia „antysemityzmu” — jako dodatkowo zbrojnego oręża wymierzanego we wszystkich obcych” — nikt jeszcze nie zdefiniował. Gdyż nie można zdefiniować czegoś, co jest bzdurne i ma być ślepym, ale skutecznym — co prawda — narzędziem wobec jednostek czy narodów.
Zamiast silić się na oddzielanie „dobrych” żydów od „złych”, odżegnywać się od antysemityzmu, trzeba podkreślać, że zbrodnie żydowskie „złych" żydów spadają na barki odpowiedzialności „dobrych” żydów. I żaden żyd nie może się od tego wymigiwać.
Jeśli źli żydzi dopuścili się zła wobec Polski, to dobrzy żydzi muszą za to odpowiedzieć karnie i materialnie.
Żydzizm jest bowiem zjawiskiem kulturowym, za którego konsekwencje ponosić muszą wszyscy żydzi bez wyjątku — i źli, i dobrzy. I w takim wypadku stosujemy wobec żydów odpowiedzialność zbiorową. I tu odpowiedzialność karna — za zbrodnie żydowskiego ludobójstwa na Polakach — spada także i na Mosberga.
Ponadto, żydzi nie mają żadnych atrybutów strony w konflikcie z Polakami w Polsce. Z tego tylko jedynego powodu żadna dyskusja z nimi nie jest dozwolona.
Red. Gazeta Warszawska
+
Prezes tzw. „Rot Niepodległości”, stowarzyszenia powstałego na bazie Marszu Niepodległości, które zyskało rozgłos dzięki organizacji protestów przeciwko amerykańskiej ustawie Just Act 447, wystosował list otwarty do Edwarda Mosberga, działacza żydowskiego i byłego więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych, zaangażowanego w promowanie tzw. edukacji holocaustowej.