Dr P. J. MÓBIUS, KATINKA v. ROSEN
O UMYSŁOWYM I MORALNYM
NIEDOROZWOJU KOBIETY
Przekładu z 9-łego wydania niemieckiego dokonał
ADAM DROWICZ
K R A K Ó W 1937
Drukarnia
Powściągliwość i Praca
Kraków, Kazimierza Wielkiego 95
OD TŁUMACZA
Wydawałoby się komuś może czystym anachronizmem rozprawianie na temat różnic między urny- słowością mężczyzny a kobiety i kwestjonowanie niższości umysłu kobiecego dzisiaj, gdy tyle kobiet garnie się do wyższych studjów, zdobywając stopnie naukowe dla siebie. W chęci dorównania mężczyźnie rzuciły się kobiety na wszystkie stanowiska, zajmując je z dużym nakładem pracy i z większym jeszcze rozgłosem.
Dla płytkiego obserwatora życia, biorącego pod uwagę tylko powierzchowną stronę zjawisk, kwestja sporu co do równorzędności kobiety z mężczyzną może wydawać się za załatwioną. — No i dla kobiet.
Bo te uchodziły zawsze — w swoim mniemaniu oczywiście — za skończone doskonałości*). Tem bardziej dzisiaj nie wątpią one o swej wartości.
Lecz dla uczonego przywykłego do przystępowania do każdego zagadnienia ze szkiełkiem w oku i z wagą analityczną w ręku kwestje te nie są tak łatwe do przyjęcia. Dlatego też w świetle badań naukowych obraz kobiety wychodzi jak w krzywym zwierciedle znacznie pomniejszony.
- J) Że wyjątki się zdarzają — przekona się o tem czytelnik z drugiej części tego przekładu.
Do takich uczonych należy zmarły już (1908 r.) niemiecki neurolog Dr. Móbius, znany w kolach lekarskich ze swoich badań nad chorobą zwaną chorobą Basedowa. Nawet ci, co znają nazwisko Móbiusa z jego naukowej strony nie wiedzą zapewne, że ten uczony jako psychiatra i psycholog zajmował się żywo zagadnieniami różnicy między mężczyzną a kobietą i napisał na ten temat szereg prac.
Jedną z nich najbardziej charakteryzującą poglądy Móbiusa na kobietę jest praca zatytułowana: „Uber den physiologischen Schwachsinn des Wei- bes“. Dziewięć wydań, których doczekała się ta praca w Niemczech jest chyba dostatecznym uzasadnieniem obecnej przeróbki jej na język polski. Wydobyta z niezasłużonego zapomnienia i otarta z pyłu nie traci nic ze swej wartości ani aktualności.
Osią zagadnienia jest dla Móbiusa budowa a- natomiczna mózgu człowieka, jego różnice zachodzące u obojga płci. {A. czy od tego czasu (około 30 lat wstecz) mogły stosunki te uledz zmianie? Mam tu na myśli anatomiczne i fizjologiczne. Bo co do społecznych, to te uległy dużym zmianom.
Bo oto mamy dziś dużo intellektualistek, pseudo- uczonych, pisarek powieściowych i lirycznych ńd., obdarzonych tym samym małym mózgiem co ich babki i myślące temi samemi kategorjami, co tamte, lecz obdarzone zato większą swobodą wypowiedzenia się i śmiałością. Również krąg zainteresowań kobiety pozostał ten sam. Kobieta dzisiejsza, podobnie jak czyniły to jej poprzedniczki, myśli przede- wszystkiem o upiększeniu siebie. Dlatego zresztą miałaby sobie tego odmawiać? Nie byłaby chyba kobietą.
W obecnej chwili, gdy już dopuszczono kobiety do wszelkiego rodzaju pracy, kiedy to medycyna społeczna zajmuje się szkodliwościami, jakie praca fizyczna wywiera na organa kobiece, warto też zastanowić się, jakie szkodliwości wywołuje znowu praca umysłowa na mózg kobiecy.
Lecz odnosi się wrażenie, że ten cały nakład jaki loży się na wykształcenie kobiet idzie na marne. Jakie korzyści odnosi świat z tej falangi wykształconych kobiet, których całą troską jest własne ja? Czy opłaci się państwu ten kosztowny wydatek idący na utrzymanie tylu wyższych szkół żeńskich ?
Wychowanie dziewcząt jest na błędnej drodze. Czyż nie byłoby z tego większej korzyści, gdyby te pieniądze obrócono na wybudowanie i utrzymanie wielkich zakładów gospodarstwa domowego, w których wszystkie młode dziewczęta przechodziłyby obowiązkowo (na wzór obowiązkowej służby wojskowej mężczyzn) 2-letni internat, gdzie po skończeniu szkół powszechnych wdrażałyby się w obowiązki żony, matki i gospodyni. Bez skończenia tego internatu żadna kobieta nie mogłaby np. ani wyjść zamąż, ani otrzymać posadę i tp. Byłoby wtenczas mniej filozofek, intelektualistek, a więcej dobrych żon i matek, świadomych nie tylko swoich praw, lecz i obowiązków. Za rozbicie dzisiejszego małżeństwa trzeba winić kobietę.
Bo tak jak dziś sprawa się przedstawia, kobieta współczesna, mimo swej pewności siebie czuje się za słabą, aby być samodzielną. Tak jak jej poprzedniczki, tak i ona szuka oparcia o mężczyznę i mimo równouprawnienia jest mu nadal ciężarem. Przez
swoje równouprawnienie utrudniła stanowisko mężczyźnie, a jednak nie wyrobiła w sobie poczucia odpowiedzialności za swoje czyny natyle, by nie o- czekiwać od niego alimentacji.
Dla podniesienia nastroju każą feministki cieszyć się kobietom z dokonanych zdobyczy na polu równouprawnienia, jednak ogół kobiet odczuwa o- becną sytuację jako pogorszenie.
Są książki, które się nie przeżywają, zwłaszcza te, które mówią 'o „wiecznej kobiecości1*. A ta kobiecość jest taka, jaką pokazuje ją książka Móbiusa.
Drugą stroną medalu, to strona moralna kobiety-
I tu oddamy glos samej kobiecie. Dziełko: „Uber den moralischen Schwachsinn des Weibes", które czytelnik znajdzie w przekładzie na końcu tej książki, napisała kobieta.
Oto co myśli kobieta o kobiecie. Katinka v Rosen bowiem zna kobiety.'
Jej praca nosi na sobie wszystkie cechy pióra kobiecego i jako taka w zestawieniu z dziełkiem Móbiusa stoi dużo niżej. Jednak dla uzupełnienia sylwetki kobiecej i by nie być posądzonym o stronniczość, podaję ją w tłumaczeniu.
Przecież to pisała kobieta, którą nie można posądzać o stronniczość.
O FIZJOLOGICZNYM NIEDOROZWOJU
UMYSŁOWYM KOBIETY
|
|
Oto mamy przed sobą małą pracę: „O fizjologicznym niedorozwoju umysłowymi kobiety'[1] w 9 wydaniu. Na początku tego roku*) wyrwała śmierć pióro z nigdy niezmordowanej dłoni tego bez wytchnienia tworzącego autora.
Żadne z jego licznych a cennych dzieł nie wsławiło tak imię Móbiusa wśród szerokich kół, jak niniejsza praca. Replika, której należało się spodziewać nie dała na siebie czekać; i tak już przy ukazaniu się 1 wydania zawrzała zajadła walka ścierających się poglądów.
Jakkolwiek możnaby zapatrywać się na te wynurzenia autora, pozostaną one zawsze jako interesujące wyznanie pełnego myśli człowieka.
Zasadniczy punkt poglądów Mobiusa leży jednak głębiej; można go dobrze zrozumieć tylko w związku z innymi pracami (12 Beitriigen zur Lehre von den Geschlechtsunterschieden). Autor chce nam postawić przed oczyma różnice płciowe, jakiemi one istotnie są; w tym celu podkreśla on szczególnie dominujące znaczenie afektywnego czynnika i instynktownych pobudek u kobiety i wyciąga z tego praktyczne konsekwencje.
Zapewne od czasów Schopenhauera nie pisał nikt na ten trudny temat w sposób tak dowcipny i zręczny, w tak stylistycznie ujmującej formie, jak to uczynił Móbius. Podobnie jak ten wielki filozof, z którym on także i pod niektórymi innymi względami był duchowo spokrewniony, tak i Móbius nie jest wrogiem kobiet. Cześć jaką mam dla zmarłego skłania mnie do tego, aby zwrócić na Niego uwagę czytelnika tej broszury, któremu zapewne nie są znane inne dzieła Móbiusa. Filozof, lekarz i artysta łączą się w nim w rzadkim zespole; trias ten przejawia się w jego dziełach. Początkowo student teologji, zwrócił się wkrótce ku studjom filozoficznym, aby w końcu przejść do medycyny. Był on czynny przez wiele lat jako bardzo wzięty lekarz chorób nerwowych w Lipsku. W zakresie neurologji klinicznej stworzył on rzeczy wybitne. Jego prace nad histerją i epilepsją, jego badania nad tabes, jego nauka o istocie choroby Basedowa zapewniły mu pierwsze miejsce między badaczami na polu medycyny.
Również na polu hygjeny społecznej był on pionierem. Czynił on starania, uwieńczone najlepszym skutkiem, o założenie zakładu leczniczego dla mniej zamożnych chorych nerwowych i jego inicjatywie zawdzięczać należy dojście do skutku pierwszego takiego zakładu.
Jako lekarz pozostał wierny swoim filozoficznym poglądom. Jego jasny umysł starał się za pomocą logicznego rozważania dojść wszędzie do przyczynowego związku rzeczy. Tak powstał jego sposób ujęcia podziału chorób nerwowych.
W szerokich sferach był Móbius znany przez swoje medyczno-filozoficzne dzieła, do pisania których był szczególnie uzdolniony swoim wykształceniem i zamiłowaniem. W swoich „Patografiach" próbował on w sposób wielce oryginalny ustalić u wybitnych mężów ich stopień „zwyrodnienia", na zasadzie odchylenia od typu i przeciętności; ustalił on w sensie naukowym pojęcie zwyrodnienia i rozszerzył znajomość tego interesującego problemu.
Tak więc wtajemniczył nas w życie duchowe he- rojów ducha (Goete, Schopenhauer, Nietzsche, Rou- ssćau, Scheffel, Schumann); jako psychiatra odsłonił przed nami niejedne, dotąd nieznane nam chorobliwe rysy, które pozwoliły teraz ujrzeć w nowem świetle istotę samą i życiową twórczość tych geniuszów.
Biograf w przyszłości nie zadowoli się szeregowaniem tylko samych faktów historycznych; w wielu wypadkach nie będzie się mógł obejść bez współpracy z psychiatrą, zwłaszcza gdy będzie chodziło o zgłębienie stanów duszy danego człowieka.
Nawet choćby nie można się było zgodzić ze wszystkiem, co autor podaje i choćby niejedno wywołało sprzeciw, to jednak nikt nie może odmówić uznania dla wielkiej oryginalności, która uderza z tego tak w całości śmiało zakreślonego dzieła.
„Lecz życie trwa krótko, a prawda pozostaje nadal i żyje długo; mówmy więc prawdę", te słowa Schopenhauera również do Móbiusa mogą mieć zastosowanie. Dalekim był, aby czynić coś dla pozoru; życie jego było ubogie w zewnętrzne sukcesy, nie miał ani tytułu, ani katedry. Wiedza była jego calem umiłowaniem. Jako spuścizna, którą po sobie zostawił, widnieje przed nami okazały szereg jego dzieł. Jako liberalny myśliciel w sprawach religji oczekiwał zbliżającej się śmierci ze spokojem filozofa, do ostatnich dni zajęty jeszcze pracą naukową.
Czuł się boleśnie dotknięty tem, że dla kilku jego prac przez długi czas odmawiano mu unania. Dopiero ostatnie lata przyniosły korzystny obrót. Tak więc do Móbiusa można zastosować słowa Pe- trarki:
„Si quis, tota die currens provenit ad vesperum satis est“.
- Feis, Frankfurt n. M.
PRZEDMOWA DO OSMEGO WYDANIA
To co nadeszło ze strony moich przeciwników od czasu 7 wydania, jest do tego stopnia głupie, że naprawdę szkoda byłoby tem się zajmować. Mogę natomiast oprzeć się na różnych nowych dowodach. Z instytutu Marchanda ukazała się nowa wielka praca o pomiarach mózgu1). Potwierdza ona poprzednie dane. Przytaczam kilka zdań: Przeciętny ciężar mózgu noworodka płci męskiej wynosi 400 g., płci żeńskiej 380 g., dorosłego mężczyzny 1370 g., kobiety 1.223 (pomiary robiono na niższych warstwach ludności saskiej). Średni ciężar mózgu kobiet jest bez wyjątku mniejszy niż mózgu tej samej wielkości mężczyzn. Twierdzenie, że kobieta posiada względną wagę mózgu większą niż mężczyzna, jest fałszywe. Następnie Beyerthal2) i Róse3) swoimi pomiarami w szkołach wykazali, że głowy chłopców są zawsze większe niż głowy
') Handmarm E. Uber das Hirngewicht des Menschen. Arch. f. Anat. u. Physiol (anat. Abt.) 1. pag. 1. 1906.
- Jahresbericht uber die schularztliche Tatigkeit an den Hilfsklassen der stadtischen Volksschule im Worms (Schuljahr 1904/05).
- Beitrage zur europaischen Rassenkunde. Arch. fur Rassen u. Gesellsehafts-Biologie II. pag. 689 1905. pag. 42 1906.
dziewcząt i to we wszystkich latach, chociaż dziewczęta począwszy od 11 roku, a nawet wcześniej przewyższają chłopców wielkością i ciężarem ciała. Francuska książka, którą mi doręczono pod tytułem: Le mensonge du Feminisme1) wprawdzie dotyczy stosunków francuskich, jednak zawiera i dla nas dużo korzystnych rzeczy. Jakkolwiek socjalne rozważania nie są moją rzeczą, chciałbym jednak przynajmniej wskazać na znakomite badania Elon Wik- marka2) dotyczące stosunków skandynawskich. Nawet północną Amerykę ogarnął strach przed inwazją kobiecą i zrozumiano, że nowoczesna kobieta doprowadza do upadku te klasy społeczne, do których należy. Wskazują na to różne artykuły z czasopism i głos ostrzegawczy prezydenta.
Przeczytałem znowu kilka książek kobiecych i o ile miejsca starczy pozwolę sobie na parę uwag, podobnie jak uczyniłem to odnośnie do pani Perkins- Stetson. Jest rzeczą znamienną, że kobiece pisarki, nawet niezwykle uzdolnione, więcej przynoszą szkody 'niż korzyści, o ile nie zadawalają się opowieściami. Mianowicie nie wiedzą zasadniczo od czego co zależy i w decydującym momencie zawodzi je ich u- mysł krytyczny. Ellen Key n. p. jest w swoim rodzaju bezwątpienia bardzo uzdolnioną kobietą, a jednak co za okropne rzeczy popisała o miłości i małżeństwie. Gdyby jej projekty zostały urzeczywistnione, mogłoby to być niezmiernym nieszczęściem dla rodzaju niewieściego. Autorka jako kobieta popada przy słowie miłość w ekstazę i widzi przed
>) Thcod Joran, Paris, H. Jouve.
-) Die Frauen/rage. C. Marhold, Halle. 1905.
sobą tylko fantastycznych ludzi, natomiast nie zna czy nie chce znać ludzi rzeczywistych. Również inne słowa działają na kobiece pisarki oszałamiająco: „kultura11, „rozwój11, „reforma11, . indywidualność11. To dźwięczy i upaja, ale za tern nie kryje się nic. Że podobne „Essays11 (czy jak się tam nazywa) kobiecych piór znajdują poklask u łatwo dającego się bałamucić rodzaju, to można rozumieć, ale że również niemało mężczyzn im przyklaskuje, to już jest złym znakiem. Są to zapewne ci sami półmężczyźni, którzy przeciw mnie piszą. Wymyślili oni ostatnio pewien tric, z którym spotkałem się już parę razy. Nie można, mówią, nic jeszcze wyrokować o duchowych różnicach płci. Nie chce się słyszeć o Kancie, Schopehauerze, Hartmannie, Nietzschem i tym podobnych głupcach, gdyż tylko od „naukowej psy- chologji11 należy oczekiwać wyjaśnienia i zanim sprawa w laboratorjum nie zostanie dostatecznie opracowana, nie można w sposób godziwy wogóle o tern mówić. Jak zwykle tak i tym razem ten apel do „naukowości11 powinien podobać się oświeconym nauczycielom, tym podporom nauki i niektórym innym. Wprawdzie dotychczas przez to eksperymentowanie nie wynaleziono nic nowego, chyba tylko to, że oznaczono dokładniej, co już wiedziano, ale oczywiście nie można nic zarzucić temu obrabianiu naszego zagadnienia w laboratorjum. Jak tego nie należy czynić, pokazała już Helena Bradford Thompsona. Ja sam wprawdzie mam niewypowiedziany respekt przed „naukową psychologją11, czytam również o wszystkich badaniach w jej duchu prowadzonych (abym przypadkiem nie został do tego zmuszony dopiero w czyścu lub w innym podobnym miejscu),
ale dotąd nie poczułem w sobie powołania, by samemu produkować eksperymentalne prace. Do tych pożytecznych badań trzeba mieć bezwątpienia szczególne skłonności, a ja nie wierzę w to, abym jeszcze kiedykolwiek mógł je w sobie rozwinąć. Można jednak również bez uciekania się do środków pomocniczych i metod laboratoryjnych stworzyć coś w rodzaju badań psychologicznych, zadając osobom badanym określone pytania. Tego rodzaju skromną próbę chcę tutaj pokazać ponieważ i mnie samego ona ubawiła. Zadałem 30 osobom żeńskiego rodzaju dwa pytania, mianowicie: 1. ile mieszkańców ma Lipsk i 2. jaka jest odległość w kilometrach między Lipskiem a Dreznem? Następująca tabela zawiera odpowiedzi:
|
Nr |
Wiek |
Stan i wykształcenie |
Mieszkańcy lit kim mi?dij Lipska? Lipskiem a DrEznem |
|
|
1 |
13 lat |
uczennica,córka nauczyciela |
5000 (śmieje się) może 10,000 1 u b 40,000 |
niema pojęcia |
|
2 |
14 . |
wyższa szkoła żeńska |
500,000 |
40—50 |
|
3 |
14 „ |
|
40 miljonów |
niema pojęcia |
|
4 |
15 . |
|
75 miljonów (śmieje się) nie 15 milj. |
** |
|
5 |
15 . |
|
550,000 |
. |
|
6 |
16 . |
• |
8000 lub 80,000 |
14 |
|
7 |
16 . |
|
50 miljonów |
niema pojęcia |
|
8 |
17 . |
tylko szkoły ludowe |
4 miljony |
20 |
|
9 |
17 . |
wyższa szkoła żeńska |
500,000 |
niema pojęcia |
|
10 |
18 . |
* |
40,000 |
- |
|
11 |
18 . |
„ |
niema pojęcia |
- |
|
12 |
19 . |
z dobrej rodziny |
coś z 5 zapewne 500,000? |
• |
|
15 |
20 . |
wyższa szkoła żeńska |
niema pojęcia |
12 |
|
14 |
20 . |
- |
100,000 |
niema pojęcia |
|
|
|
Nr |
Wiek |
Stan i wykształcenie |
Mieszkańcy Lipska? |
Ile kim. miedij Lipskiem a Dreznem |
|
15 |
21 . |
wyższa szkoła żeńska |
1 i pół milj. |
200 km |
|
16 |
20 . |
z dobrej rodziny |
1 miljon lub niewiele brakuje |
60 |
|
17 |
25 . |
|
nie wie |
nie wie |
|
18 |
26 . |
wyższa szkoła żeńska |
|
|
|
19 |
29 . |
tylko szkoła ludowa |
conajmniej z parę tys. |
• |
|
20 |
50 . |
mężatka, wychowana za granicą |
blisko pół miljona |
ca 50 (mogłabym wiedzieć, gdybym wiedzia la jak długo trzeba iść |
|
21 |
30 . |
panna studjowała medycynę |
ponad pół miljona |
200 |
|
22 |
30 - |
mężatka, córka nauczyciela |
1 miljon |
niema pojęcia |
|
23 |
36 . |
mężatka, szkoła dokształcająca |
500,000 |
90(obliczone wedł. jazdy na kole do W7urzen) |
|
24 |
36 . |
N |
niema pojęcia 1 miljon |
niema pojęcia |
|
25 |
37 . |
mężatka, wyższa szkoła żeńska |
» |
|
|
26 |
37 . |
|
niema pojęcia |
|
|
27 |
40 . |
|
130,000 |
„ |
|
28 |
40 . |
panna z dobrej rodziny |
500,000 |
500 lub 8000? |
|
29 |
40 „ |
mężatka, szkoła dokształcająca |
1 miljon |
niema pojęcia |
|
30 |
46 . |
mężatka, wyższa szkoła żeńska |
300,000 |
jak długo i- dziesięl kim 1 godzinę |
|
|
Na pierwsze zatem pytanie (według pierwszej tabeli') tylko pięć (sądząc względnie sześć), odpowiedziało dobrze. Niemało odpowiedzi było zupełnie niedorzecznych i wskazywało na proste zgadywanie.
zenia (bez szkody dla cało-
Należy przytem zaznaczyć, że poprzedniej zimy odbywał się spis ludności i z pewnością wynik jego, zwłaszcza o ile chodzi o nasze miasto, musiał być omawiany we wszystkich prawie rodzinach. Ludzie są przecież dumni z tego, gdy ich siedziba rozwija się, tak jakby oni mieli w tym jaką zasługę, a wiadomość, że Lipsk posiada pól miljona mieszkańców wywołała ogólną radość. Tym dziwniejszą wydaje się rzeczą, że conajmniej cztery piąte kobiecej ludności nie zna właściwej liczby.
Co do drugiego pytania, to i ja sam nie wiedziałem także odpowiedniej cyfry (114 km). Lecz powiedziałem sobie, skoro kilometr przebywa się pieszo w 10—12 minut, a pociąg pospieszny jadąc dziesięć razy szybciej, zrobi w 1 godzinie 50—60 km, czyli przybędzie do Drezna za dwie godziny, czyli musi być około 120 km. Chciałem więc wiedzieć, czy moje damy dojdą do podobnego sposobu myślenia. Tylko jedna jedyna wpadła na właściwy pomysł. Dwie jako kolarki, próbowały przynajmniej jakiegoś obliczenia. Jedna na moje pytanie: jak moż- naby do tego dojść? odpowiedziała flegmatycznie „możnaby gdzieś zaglądnąć1[2]. Przeważna część albo nie miała pojęcia, albo zaczęła się bawić w zgadywanie.
Jakkolwiek ten wielki brak wiadomości, który przebija się w tych odpowiedziach, może rzucać osobliwe światło na nasze osławione szkoły, to przecież nie jest on dowodem głupoty, gdyż pomiędzy pyta- nemi były kobiety i dziewczęta, o których -wiem, że w swoim kółku uchodzą za wcale mądre. Przyczyna leży w tym, że kobiecy umysł ma przyrodzony wstręt przed dokładnem pojęciem wielkości i że kobiety nienawidzą liczb, podobnie jak poeci, z którymi są pokrewne. Jedynemi cyframi, które dobrze pamiętają, są cyfry, odnoszące się do ich stroju (długość sukni, szerokość talji i t. d.); wszystkie inne napominają, a usiłowania szkoły nic tu nie mogą zmienić. Wyobrażenie przestrzennych pojęć jest często również niewyrobione i nie tak rzadko spotyka się kobiety, które nie rozróżniają strony prawej od lewej.
M.
Lipsk, czerwiec 1906.
O fizjologicznym niedorozwoju umysłowym kobiety
- PIERWSZA CZĘŚĆ.
O fizjologicznym niedorozwoju umysłowym kobiety1) można mówić w dwojakiem znaczeniu.
I.
Niełatwo określić co to jest niedorozwój umysłowy. Można powiedzieć: coś, co mieści się między niedołężnością umysłową a normalnym stanem. Trudność jednak polega na odgraniczeniu niedorozwoju od stanu normalnego. Na określenie tego ostatniego nie mamy w języku niemieckim ani jednego słowa, gdyż słowo zdrowie nie jest odpowiednim pojęciem, wyrażenie pełen myśli odnosi się do umysłu a nie do rozumu, bystry, oznacza rozwój zmysłu ponad normę, zaś określenie prosty sposób myślenia dotyczy stosunków moralnych. W po- tocznem życiu mamy przeciwieństwa: rozsądny i głupi: rozsądny jest ten, który umie rozsądzać[3] [4]) głupiemu brakuje krytycznego zmysłu. W rzeczywistości między głupotą a lekkimi formami niedorozwoju umysłowego może nie zachodzić istotna różnica. Nie należy mówić, że głupota jest zdrowiem, niedorozwój umysłu czemś chorobliwem, gdyż takie przeciwstawienie stało się popularne w złem znaczeniu i polega w gruncie rzeczy na niewłaściwem pomieszaniu wartości. Z naukowego punktu widzenia popularnie zwana głupota może być właśnie takim chorobliwym odchyleniem jak nienormalnie mały wzrost lub osłabienie wzroku i t. p. Z drugiej strony istnieje rzeczywiście fizjologiczny niedorozwój umysłu, gdyż dziecko jest niedorozwinięte w porównaniu z dorosłym, a przecież i starzenia nie uważa się za chorobę (chociaż senectus ipsa morbus), a jednak równocześnie ze starzeniem się następuje wcześniej czy później zmniejszanie się władz umysłowych. Zresztą i mowa posługuje się słowem głupi (dumy) na określenie chorobliwvch stanów: on został odurzony przez upicie się lub wskutek gorączkowej choroby1). Lecz nawet, gdy zaliczymy głupotę do stanów niedorozwoju umysłu, nie usuniemy przez to jeszcze trudności, ponieważ nie możemy ustalić górnych granic głupoty. Pod pewnym względem każdy jest głupi, jeden w muzyce, inny w matematyce, ten w językach, tamten w kwestiach życiowych i prowadzeniu się itd. Musiałoby się przeto rozróżniać niedorozwój umysłu częściowy i ogólny. Z pew- [5] ną słusznością można powiedzieć, że przecież poszczególne talenta nic nie znaczą, wystarczy jeżeli ktoś posiada przeciętne uzdolnienia. Lecz właśnie o to chodzi, co znaczy przeciętność, jak można ustalić normę? Tu jednak, jak wogóle wszędzie, gdzie chodzi o pojęcie subtelniejszych patologicznych form, których za pomocą zwyczajnych grubych metod klinicznych nie można oznaczyć, natrafiamy na brak jakiegoś duchowego kanonu. Posiadamy taki kanon, jeżeli chodzi o kształty ciała i z łatwością możemy określić, czy ta liczba centimetrów znajduje się jeszcze w granicach normy, ale dla duchowych zdolności nie ma reguły, tutaj panuje dowolność. Wystarczy tylko wspomnieć o rozbieżności rozpoznania w niejasnych przypadkach. Byłoby niedorzecznością twierdzić, że panująca obecnie niepewność jest wynikiem konieczności gdyż nie sposób ustanawiać granic, gdy ich w rzeczywistości niema. Tak źle sprawa się nie przedstawia: jeżeli tylko sobie trudu zadamy, to napewno uda się u- stalić w przybliżeniu podobny kanon i w ten sposób można będzie, jeżeli nie usunąć, to przecież ograniczyć tą niepewność. Ogólnie mówiąc najwłaściwszą drogą wyjścia byłoby, aby również przy oznaczaniu niedozrozwoju umysłu nie mówiło się o człowieku, tylko o poszczególnych rodzajach ludzi i aby pytano, co można ■wymagać od tego wieku, tej płci, tego narodu. To co u dziecka jest normalnem zachowaniem się, u dorosłego będzie patologiczne, podobnie jak u mężczyzny maniery kobiece, u europejczyka zachowanie się na sposób murzyna. Główną rzeczą jest więc porównywanie ze sobą różnych grup, gdyż tylko w ten sposób można się dowiedzieć, czego należy spodziewać się po pewnym szeregu danej grupy, tylko w ten sposób można niedopuścić do tego, aby jakiegoś człowieka nazwano głupim, albo niedorozwiniętym, ponieważ nie potrafi zrobić tego, co potrafi zrobić jakiś dowolnie obrany człowiek. Innemi słowy: pojęcie niedorozwoju umysłowego jest pojęciem względnem i poprostu niedorozwój może oznaczać tylko: w stosunku do równorzędnych sobie. Jeżeli nie można członka pewnej grupy przymierzać do członka innej, to jednak można zestawiać ze sobą same grupy. Eskimos, który do stu nie umie liczyć, jako Eskimos nie jest niedorozwinięty ale wobec tego Eskimos jako taki jest niedorozwinięty w porównaniu z Niemcem lub Francuzem. Jak ■więc ta sprawa przedstawia się u ludzi, jeżeli chodzi o płeć? Tu także można być pewnym, że umysłowe zdolności mężczyzny i kobiety różnią się znacznie między sobą, ale czy to zestawienie jest tego rodzaju, że kobiety są uzdolnione więcej pod tym względem, mężczyźni zaś pod innym, czy też że kobiety pod każdym względem są umysłowo niedorozwinęte w porównaniu z mężczyznami? Przysłowie przechyla się do tego ostatniego twierdzenia, gdy mówi: długie włosy, krótki rozum, współczesna mądrość jednak nie chce nic o tern wiedzieć, według niej kobiecy umysł stoi conajmniej narówni z męskim. Na ten temat spisano już morze atramentu, a przecież trudno mówić o jakimś uzgodnieniu i wyjaśnieniu przedmiotu. Najlepszym ujęciem tego tematu, jakie znam, jest pierwsza część książki Ferrero i Lombroso: Kobieta jako zbrodniarka i prostytutka1), która mó-
- J) Das Weib ais Verbrecherin uud Prostituirte von E. Lombroso und G. Ferrero.. (Istnieje też polski przekład, przyp. tłum).
\vi o normalnej kobiecie. Naturalnie nie mogę się zgodzić na wszystkie poszczególne twierdzenia autorów, ani przyswoić sobie ich wszystkich konstrukcji myślowych, ale naogół jest tutaj bardzo dobrze przeprowadzony dowód niższości umysłowej kobiety. Praca Włochów obejmuje 192 stron druku, ale jest aforystyczna1). Gdyby się chciało dokładniej tern zająć, to powstałaby gruba książka. Jest więc rzeczą zrozumiałą, że mogę tutaj wskazać tylko na najważniejsze rzeczy.
Zawsze to lepiej, jeżeli do celu kroczy się tak bezpośrednią jak i pośrednią drogą t. zn. bierze się pod uwagę nietylko psychologiczne obserwacje, ale też i anatomiczne dane.
Abstrahując od cech płciowych jest kobieta pod względem budowy ciała tworem pośrednim między dzieckiem a mężczyzną, a i duchowo jest nim również przynajmniej pod wieloma względami. W szczegółach są pewne różnice. U dziecka jest głowa relatywnie[6] [7]) większa niż u mężczyzny, u kobiety głowa jest nietylko absolutnie ale także i relatywnie mniejsza[8]). Mała głowa obejmuje naturalnie również i mały mózg, ale tutaj można zrobić zarzut, podobnie jak przeciw pomiarom mózgów dokonanych przez
Bischofta, że mały mózg może również być tyle wart co i duży, gdyż może posiadać równie dobrze rozwinięte te partje, które są ważne dla duchowego życia. Dlatego ważniejsze, a przynajmniej bardziej przekonywujące są badania porównawcze poszczególnych części mózgu. Tutaj powinny być uwzględnione zwłaszcza wyniki badań Rudingera, które, jak mi się zdaje nie są tak znane, jak na to zasługują. Riidinger1) wykazał, że u donoszonego noworodka cała grupa zwojów, która otacza bruzdę Sylwiusza jest u dziewcząt bardziej pojedyńcza niż u chłopców i jest uboższą w zakręty, że wyspa Reila jest u chłopców przeciętnie we wszystkich wymiarach nieco większa, wypuklejsza i silniej po- bruzdowana niż u dziewcząt. Wykazał on również u dorosłych (ibid. p. 32 ff. tabl. IV), że kobiecy gyrus frontalis tertius jest prostszy i mniejszy od męskiego, zwłaszcza ten jego odcinek, który bezpośrednio graniczy z gyrus centralis. Oglądanie tablic, przekonuje, że różnice są bardzo znaczne. Rii- dinger-) wykazał dalej, że ,,całe medjalne pasmo zwojów płatu ciemieniowego i wewnętrzny górny zwój przejściowy są w kobiecych mózgach w swoim rozwoju zahamowane". U mężczyzn umysłowo nisko stojących (np. u murzyna) znalazł on stosunki płatu ciemieniowego podobne do kobiecych, podczas
- Ein Beitrag zur Anatomie des Sprachenzentrums, Stuttgart 1882 ,p. 12 ff Tablica I.
- Ein Beitrag zur Anatomie der Affenspalte der Interpa rietalfurche beim Menschen. Bonn 1882 p. 6. Te wszystkie rozważania nad czaszką i mózgiem kobiety są całkiem dobrze zestawione w dziele Ploss-Bartelsa (Das Weib). Zapomniałem o tem, gdy pisałem ten rozdział.
gdy u duchowo wysoko stojących mężczyzn potężny rozwój płata ciemieniowego dawał całkiem inny obraz. Najbardzziej proste stosunki znalazł Riidin- ger u pewnej bawarskiej kobiety, mówi on poprostu o „typie zbliżonym do izwierzęcego“ (tierahnlich).
Jest więc wobec tego dowiedzionem, że te części mózgu, które są szczególnie ważne dla życia umysłowego, jak zwoje płatu czołowego i ciemieniowego są u kobiety gorzej wykształcone niż u mężczyzn i że różnica ta istnieje już przy urodzeniu. .
Skoro więc mężczyzna i kobieta posiadają te same zwoje mózgowe, różne tylko co do wielkości, to podobnie do tego mają oboje te same właściwości duchowe, różniące się między sobą w większym lub mniejszym stopniu, a żadna z tych właściwości nie jest wyłączną własnością pewnej płci. Co do zmysłów, to zdaje się obie płci posiadają je mniejwię- cej w stopniu równym. Lombroso na podstawie swoich badań przypuszcza, że skóra kobiety jest mniej wrażliwa na ból. Przypuściwszy nawet, że jego spostrzeżenia znalazłyby ogólne potwierdzenie, to jednak chodzi tu przecież nie o mniejszą czułość zmysłów, lecz o zmniejszoną reakcję duchową na silne bodźce. Okoliczność, że mężczyźni nadają się lepiej do subtelnego różnicowania np. przy próbach herbaty, sortowaniu wełny, również w ten sposób należy rozumieć, że są oni w stanie lepiej ocenić drobne różnice w czuciu1). Z drugiej strony radość, jaką ko-
') Ostatnio ukazała się książka, której tytuł wzbudził wiele nadzieji: Psychologia porównawcza płci przez Helenę Bradford Thompson (przekład niem. J. E. Kótschera. Wiirz- bietom sprawiają kolory nie należy uważać za dowód lepszego zmysłu barw, lecz trzeba tłumaczyć duchowemi skłonnościami. Inaczej ma się sprawa z motoryczną stroną, gdyż co do siły i zręczności stoi kobieta niżej od mężczyzny. Spowodu swej słabości jest ona skazana wyłącznie na prace, które wymagają pewnej zręczności i stąd pochodzi wiara w' zręczność kobiecych palców'. Skoro jednak mężczyzna weźmie się do pracy kobiecej jako krawiec, tkacz, kucharz itp. to lepiej wykonywa pracę niż kobieta. Przecież w gruncie rzeczy zręczność jest czynnością kory mózgowej, podobnie jak zdolność oceniania burg 1905). Jest ona z zakresu tak zwanej psychologji eksperymentalnej, autorka przedstawiła w niej wyniki swoich badań na 25 uczniach i studentach (,,mężczyźni1') i 25 uczących się dziewczętach („kobiety") w Chicago. Zadała ona sobie dużo rzetelnego trudu, jednak dobra wola nie wystarczyła, skoro na końcu jest się tak mądrym jak poprzednio. Przy takich doświadczeniach najtrudniejszą rzeczą jest sposób postawienia pytania i bardzo często mimo całej dokładności rzecz chybia celu, ponieważ niewiadomo, do czego właściwie się zmierzało. Przyjrzyjmy się więc bliżej. W rozdziale I jest mowa o „zdolności matematycznej" (?) i robi się wszelkiego rodzaju badania. Pokazuje się, że siła, szybkość, wytrwałość i precyzja ruchów jest u „mężczyzn" większa, że jedńak k. pod względem koordynacji zwycięża. W nieszczególny sposób opowiada się, że dziewczęta łatwiej załatwiły się ze sortowaniem różnokolorowych kart do rozmaitych pudelek. Co na Boga można się z tego dowiedzieć? W rozdziale 2 znajdują się badania nad wrażliwością. Rzekomo k. ma „delikatniejsze czucie", ale ze zmysłem dotyku jest sprawa niewyraźna, a ocena podnoszenia ciężarów i ewentualnie też „czucia powierzchniowego" wypada na korzyść m. Nie ulega wątpliwości, że kobieta przy ukłuciu wcześnjej uzewnętrznia — ból. Jeżeli zważymy, że przeprowadzenie tych wrażeń zmysłowych i any jeszcze raz wskażemy na to, że różnic obu płci należy szukać w swoistych właściwościach umysłowych. Jedną z najistotniejszych różnic jest ta, że instynkt większą gra rolę u kobiety .niż u mężczyzny. Można w myśli utworzyć szereg, na którego jednym końcu stoją istoty, które kierują się wyłącznie instynktem, na drugim zaś takie, których każda czynność polega na refleksji. Jest ogólną zasadą dla rozwoju duchowego, że instynkt do coraz mniejszego, rozwaga do coraz większego dochodzi znaczenia, że z gatunkowości wylania się coraz więcej indywidualność. Wtedy mówimy [9] [10] o instynkcie, gdy człowiek wykonujący jakąś czynność celową nie zdaje sobie sprawy dlaczego to czyni; skoro tylko pewne warunki znowu zaistnieją, pracuje w nas jakby pewien mechanizm, a my spełniamy daną czynność jakby pod nakazem obcego rozumu. Lecz mówimy również o instynktowem pojmowaniu, gdy dochodzimy do wniosku, nie wiedząc jak. W istocie niema czynności czy procesów poznawania wolnych od wpływu instynktu, gdyż zawsze pewna część tego procesu tkwi w nieświadomem, zależnie od stopnia nasilenia. Im poczucie indywidualności większy ma udział w poznawaniu i postępowaniu danej jednostki, tern ona zajmuje wyższy stopień ji m. większy. Pięknie, ale gdy dla przyjęcia tego nie ma się żadnych innych podstaw, jak tylko próby autorki, to z tem nie jest w porządku, gdyż tam chodziło o rozwiązanie geometrycznych i mechanicznych zadań, a jest rzeczą wręcz niedopuszczalną, aby na podstawie tych rzeczy wyciągać wnioski o ogólnych ludzkich zdolnościach. „Ogólna wiedza" badana jest przez stawianie wytań szkolnych z różnych działów i przy tem nie dało się wykazać żadnej istotnej różnicy na korzyść której płci. Jeżeli już samo przecenianie podobnych egzaminów- szkolnych, które właściwie pozwalają tylko ocenić tresurę, budzi wątpliwości, to już praw- dziw-em szaleństwem jest to, co autorka wysnuwa o życiu uczuciowem na podstawie odpowiedzi otrzymanych na zadane pytania. Pytała n. p. młodych ludzi „czy Pan jest bardzo sumienny?", albo „jest Pan uprzejmy?" i w swej wzruszającej naiwności brała te odpowiedzi poważnie. Za pomocą tej metody wydobyła, że w odniesieniu do w-zruszeń uczuciowych istnieją między obydwoma rodzajami co najwyżej całkiem nieznaczne różnice. Drobnych różnic nie brak przecież, n. p. „kobietom sprawia nauka więcej przyjemności, podczas gdy mężczyźni poświęcają jej więcej czasu". Ach!
rozwoju, tern jest samodzielniejsza. Stan pośredni pomiędzy czysto instynktowem a czysto świadomem nazywamy uczuciem. Kierować się w postępowaniu uczuciem, uważać coś za prawdę tylko z punktu widzenia uczucia znaczy to działać na pól instynktownie. Instynkt daje duże korzyści, jest niezawodny i nie sprawia kłopotu; uczucie korzysta z tych zalet w dużej mierze. Instynkt czyni więc kobietę podobną do zwierzęcia (tierahnlich), niesamodzielną, pewną siebie i beztroską. W nim leży jej specyficzna siła, on czyni ją podziwu godną i pociągającą. Bardzo wiele kobiecych właściwości ma swój związek z tern podobieństwem do zwierzęcia. Więc przedewszyst- kiem brak własnego sądu. Co uchodzi za prawdziwe i dobre, to dla kobiet jest prawdziwem i dobrem. Są one surowymi konserwatystkami i nienawidzą nowości, za wyjątkiem naturalnie tych przypadków, w których nowość przynosi im osobistą korzyść lub daje szanse w miłości. Podobnie jak zwierzęta, które od niepamiętnych czasów czynią wciąż to samo, tak też i rodzaj ludzki pozostałby w pierwotnym stanie, gdyby składał się tylko z kobiet. Cały postęp pochodzi od mężczyzn. Dlatego kobieta ciąży mu niejednokrotnie wagą ołowiu; zapobiega ona niekiedy rozruchom i niepotrzebnym nowościom, ale równocześnie hamuje szlachetnego, gdyż nie umie odróżnić dobrego od złego i uzależnia popro- stu wszystko od zwyczaju i od tego „co ludzie powiedzą". Brak krytycyzmu przejawia się również w suggestywności. Instynkt nie przejawia się jak u zwierząt wyłącznie prawie sam, lecz idzie w parze z indywidualnem myśleniem, które ze swej strony nie jest dość silne, aby mogło być samodzielne, dla-
tego musi się oprzeć na obcem myśleniu, uważają przy tern uprzedzenie, miłość, próżność za rzeczy wartościowe. Tern tłumaczy się ta pozorna sprzeczność, że choć kobiety przestrzegają dawnych obyczajów, jednak hołdują każdej modzie, są konserwatyst- kami, a jednak przyjmują każdą absurdalność, jeżeli tylko jest zręcznie zasuggerowaną. W miarę przeobrażania się pierwotnego instynktu na własne Ja i w miarę rozwijania się indywidualnego myślenia zjawia się najpierw egoizm, albo raczej ze swą naturą egoistyczna jednostka, która jak długo jeszcze słucha własnego popędu, może działać nieświadomie z korzyścią również dla innych, ale skoro zacznie myśleć, wówczas działać będzie wbrew socjalnym skłonnościom. Dopiero wysoki rozwój ducha daje to zrozumienie, że popierając dobro ogółu, popiera się również własne dobro. Przeważna ilość kobiet pozostaje w stadjum pośredniem: Moralność ich jest na- wskróś moralnością uczucia lub nieświadomą prawością, moralność pojęciowa jest dla nich niedostępną, pod wpływem zaś refleksji stają się jeszcze gorsze; ta jednostronność, do której dochodzi ich ciasny sposób myślenia, jest wywołana ich naturalnem położeniem. Dzieci i mąż są celem ich życia, poza rodziną nie interesują się niczem. Sprawiedliwość w abstrakcyjnem znaczeniu jest dla nich pustem pojęciem. Uważanie kobiet za niemoralne jest zgoła rzeczą niesłuszną, są one jednak pod względem moralnym jednostronne i upośledzone. W granicach własnej miłości i o ile widok cierpienia wzbudzi w nich litość, są one często zdolne do każdej ofiary i potrafią zawstydzić nierzadko zimniejszego mężczyznę. Ale z natury swej są one niesprawiedliwe, śmieją się w duchu z prawa i przekraczają go, skoro tylko nie krępują się obawą lub zewnętrznym nakazem. Do tego dołącza się gwałtowność afektów i niezdolność panowania nad sobą. Zazdrość i obrażona lub niezaspokojona próżność wywołują burze, którym nie jest w stanie sprostać żaden moralny skrupuł. Gdyby nie to, że kobieta jest fizycznie i duchowo słabą, gdyby nie to, że okoliczności czynią ją z reguły nieszkodliwą, byłaby ona wielce niebezpieczną. W czasach politycznej niepewności przekonano się ze zgrozą o niesprawiedliwości i okrucieństwie kobiet, co zauważono również u tych, które na nieszczęście doszły do władzy. W życiu codzien- nem obie te właściwości objawiają się przeważnie jako czynność języka i pióra; obelgi, obmowy, anonimowe listy. Język jest bronią kobiet, a ponieważ spo- wodu fizycznej słabości nie mogą używać dowodów pięści, zaś z innych dowodów muszą zrezygnować spowodu słabości umysłu, przeto pozostaje im tylko obfitość słów. Kłótliwość i gadatliwość były każdego czasu zaliczane słusznie do rysów kobiecego charakteru. Obracanie językiem daje kobiecie wiele zadowolenia, jest właściwym kobiecym sportem. Da się może to zrozumieć, obserwując zabawy zwierząt. Kotka goni za piłką i ćwiczy się w ten sposób w łowieniu myszy, kobieta ćwiczy swój język przez całe życie, aby być uzbrojoną w razie kłótni.
Po tej ogólnej charakterystyce należałoby wziąć pod uwagę t. zw. intellektualne właściwości. Trzeba będzie rozróżnić przyjmowanie i przechowywanie wyobrażeń, a więc z jednej strony zrozumienie i zapamiętanie, z drugiej strony samowolne wiązanie wyo
brażeń i tworzenie nowych sądów. Co do zrozumienia i zapamiętywania, to te nie są u wielu kobiet bynajmniej zte, jeśli nie chodzi o specjalne talenta. Pojmują one, jeśli chcą, wcale dobrze i pamiętają to czego się nauczyły równie dobrze jak mężczyźni. A ponieważ przytem są ulegle i cierpliwe, więc mogą rzeczywiście stanowić materjal na wzorowych uczniów. Wszędzie tam, gdzie kobiety uwzięły się, by uczęszczać na wyższe uczelnie, panuje ogólne zdanie, że są one doskonałemi uczniami, a im więcej nauczyciel jest ograniczony, tern zdaje się być bardziej zadowolony z gorliwego uczenia się uczennic, które przeważnie jest uczeniem się na pamięć. Jeżeli mimo tego duża masa kobiet nadzwyczajnie mało się uczy a rzeczy nauczone niezwykle szybko zapomina, to zależy to nie od ich mogę, lecz od chcę. Przeciętna kobieta ma swoje wyłącznie osobiste zainteresowania, a jeżeli nauka nie przedstawia w bliskiej perspektywie osobistej korzyści, to wydaje się dla niej bardzo przykrą. Zainteresowanie się przedmiotem rzadko tylko zachodzi. Ten względnie pomyślny sąd o pojętności kobiety traci jednak na znaczeniu wobec faktu bezpłodności duchowej kobiety. Szczytem jest, jeżeli kobieta okaże się natyle dobrym uczniem, że w myśl instrukcji nauczyciela potrafi kierować się jego metodą. Natomiast właściwa „robota", to jest wynajdywanie i tworzenie nowych metod jest kobiecie niedostępną. Nie może ona po- prostu być mistrzem, gdyż mistrzem jest ten, który coś wymyśli. Twierdzenie, że kobietom brakuje tylko 'wprawy, że one są, jak ci afrykańscy czarni, przerobione na niewolnice przez obdarzonych silnymi mięśniami mężczyzn i że niewola wypaczyła im ducha,
jest tylko ulubionym frazesem tych mężczyzn, którzy w kobietach podniecają ich emancypacyjne zachcianki i wtórujących im naśladowczyń. Z temi twierdzeniami łączy się darwinowskie fantazje, że nabyty w ten sposób zanik mózgu może się dziedziczyć, i że wobec tego należy oczekiwać, iż wnuczki dzisiejszych kobiet ćwiczących swój mózg będą przychodziły na świat z dużym mózgiem, fantazje, które najwyżej wtenczas mogłyby mieć sens, gdyby chodziło o partenogenezę 1). Śmielej jak to czynią „femi- niści“ nie można prawdy uderzyć w twarz. Wystarczy wskazać na te działy, które dla kobiet stały zawsze otworem i którym mogły się według upodobania oddawać. Muzyka np. nigdy nie była męską domeną, przeciwnie więcej uczą muzyki dziewcząt niż chłopców. I cóż z tego wynikło? Kobiety śpiewają i grają po części całkiem dobrze, ale na tern koniec. Gdzie jest kobiecy kompozytor, któryby oznaczał jaki postęp? W malarstwie niema takiej różnicy jak w muzyce pomiędzy artystą tworzącym a ćwiczącym: wszyscy malują, a czy przytem który z nich tworzy, to nie zawsze łatwo powiedzieć! W każdym razie można bez trudu zaobserwować, że wielka liczba kobiecych malarzy pozbawiona jest zupełnie twórczej fantazji i nie wychodzi ponad przeciętną technikę:
') Partenogeneza czyli dzieworództwo, t. j. gdy samica wydaje potomstwo bez współudziału samca. Ten sposób rozmnażania zachodzi istotnie u niektórych niższych stworzeń, u człowieka oczywiście o tem niema mowy, a wobec tego dzieci dziedziczą cechy tak ojca jak i matki. Przyp. tłum.
kwiaty, życie zacisza, portrety1). Bardzo rzadko znajduje się rzeczywisty talent, a wtedy można wykazać i inne cechy duchowego hermafrodytyzmu[11] [12]). Brak umiejętności kombinowania, czyli tego co w sztuce nazywa się brak fantazji czyni kobiecy artyzm wogóle bezwartościowym. Podobnie rzecz przedstawia się i na innych polach. Przypominam o aku- szerji, którą to sztukę kobiety raczej wstrzymały, niż posunęły w rozwoju[13]). Również powieściopisarki, które po części wcale wdzięcznie piszą, jak również rzadkie naogół, poetki, poruszają się po utorowanych ścieżkach i uprawiają lichwiarstwo monetą, którą mężczyźni wybili. Nawet sztuka kucharska i sztuka ubierania były rozwijane przez mężczyzn, oni znajdywali nowe przepisy i nowe metody. Wszystko, co widzimy dokoła siebie, każdy sprzęt domowy, każdy przedmiot codziennego użytku, wszystko to wynaleźli mężczyźni.
Zrozumiałą jest rzeczą, że wiedza w ścisłym znaczeniu nie została przez kobiety w niczym wzbogaconą, ani nie może się tego spodziewać. Ta skromna liczba kobiet uczonych, których nazwiska wymienia historja ostatnich dwóch tysiącleci, była tylko skrom- nemi uczniami, niczem więcej1). To samo można wprawdzie powiedzieć również o większej części męskich uczonych, ale podczas gdy tamte są tylko wierzchołkami, oni tworzą dolne podkłady, z których dopiero wznoszą się prawdziwe kolosy wiedzy. Również w potocznym życiu spotyka się niespodziewanie często ten brak zdolności kobiecego umysłu do tworzenia i samodzielnego myślenia, co tworzy nieraz rażące przeciwieństwo do tej łatwości przyswajania. Z drugiej strony właściwy kobiecie realizm przynosi jej właśnie praktyczne korzyści, ponieważ obliczając tylko korzyści lub szkody i dążąc bezwzględnie do celu nie jest on hamowany przez rzeczowe rozważania i w rezultacie sprawia, że w chwili nadarzającej się sposobności odnosi ona zwycięstwo nad bardziej powolnym i rzecz ze wszystkich stron raczej nieosobowo rozważającym mężczyzną. Tylko że ta przebiegłość kobieca nie stanowd wcale dowodu wyższych walorów ducha, a kobieta gra tu rolę w stosunku do mężczyzny, jak sprytny kupiec w stosunku do artysty lub uczonego. Zresztą kobieca przebiegłość zwija żagle, gdy spotka się przypadkowo z męską przebiegłością, która nie jest hamowana przez
>) N. p. nasza Curie Skłodowska. Przyp. tłum.
popęd płciowy. Przebiegłość bywa wspierana przez sztukę udawania. Do tej zaś zmusza kobietę jej rola, jaką odgrywa ona w popędzie płciowym i w jakiej instynktownie się ćwiczy, a udoskonalenie tej sztuki stanowi istotną część kobiecego wykształcenia. Zadanie na tern polega, aby okazać się godną pożądania, dlatego musi własne pożądanie skłonić do milczenia i zręcznie ukryć to wszystko, co w oczach drugich mogłoby obniżać jej wartość. W sztuce mówi się, niech między nami panuje prawda, a w życiu wygląda to, niech między nami panuje fałsz. Tak widocznie być musi i nie ma nic głupszego, jak zabraniać kobiecie kłamstwa. Udawanie t. zn. kłamanie jest naturalną i niezbędną bronią kobiety, z której wcale nie może zrezygnować. Jakkolwiek broń powinna służyć tylko do obrony, to jednak łatwo pojąć, że nie obejdzie się bez tego, aby ktoś, nawet bez potrzeby nie zastosował takiego środka, który stanowi ważny czynnik w jego życiu. Kobiece kłamstwo, jako takie, jest uzasadnione tylko w zakresie stosunków życia płciowego, a sprawiedliwość wymaga osądzać go o wiele łagodniej niż kłamstwo męskie.
Podobnie jak sztukę udawania i inne dotychczas omawiane właściwości, tak też i całą istotę kobiety najlepiej można pojąć teleologicznie. Jak więc ta istota musi być utworzoną, aby mogła najlepiej wypełniać swoje zadania? Kobieta ma nie tylko rodzić dzieci, lecz je także pielęgnować, gdyż potrzebują one w przeciwieństwie do młodych zwierząt, przez tyle a tyle lat opieki. Ta niezaradność dzieci sprawia, u ludzi konieczność większego zróżnicowania się płci, niż u zwierząt. Dostarczanie pożywienia, obrona, wo- góle cały departament spraw zewnętrznych należy wyłącznie do mężczyzny, gdyż kobieta w pierwszym rzędzie musi być matką. Również pod względem u- mysłowym należy kobiecie dostarczyć wszystkiego tego, co ułatwia powołanie matki, a usunąć wszystko to, co je utrudnia. Macierzyńskiej miłości i wierności żąda natura od kobiety. Dlatego już mała dziewczynka bawi się lalkami i z całą czułością opiekuje się niemi. Dla tego jest kobieta podobną do dziecka, żywa, cierpliwa i nieskomplikowanego umysłu. Odwaga potrzebna jest kobiecie do obrony dzieci, w innych okolicznościach przeszkadzałaby tylko i dlatego kobieta jej nie posiada. Tak samo ma się rzecz z innymi męskiemi właściwościami; siła, pęd w dal, fantazja i żądza poznania napawałyby kobietę niespokojem i przeszkadzały w jej zawodzie jako matki, dlatego natura obdarzyła ją niemi tylko w skąpych granicach. Podobnie jak rozumny mężczyzna, celem powierzenia opieki nad swemi małemi dziećmi nie będzie się kierował uczonością kobiet, tak też przedwieczna mądrość ustanowiła obok mężczyzny nie jeszcze jednego mężczyznę z macicą, ale kobietę i obdarzyła ją we wszystko, co jest potrzebne do tego szlachetnego zawodu, ale równocześnie odmówiła jej siły męskiego umysłu.
Wobec tego niedorozwój umysłowy kobiet nie- tylko istnieje, ale również jest konieczny, jest on nie tylko fizjologicznym faktem, lecz zarazem fizjologicznym postulatem. Jeżeli chcemy mieć kobietę, któraby w zupełności sprostała swemu powołaniu matki, to nie może ona posiadać męskiego mózgu. Gdyby dało się to uskutecznić, aby kobiece właściwości rozwijały się tuż obok męskich, wówczas zmarniałyby organa matki i mielibyśmy przed sobą jakąś wstrętną, nie przynoszącą pożytku istotę dwu- plciową. Ktoś powiedział, że od kobiety nie powinno się więcej wymagać, jak tylko, aby była „zdrowa i glupia“. Jest to trywialnie powiedziane, ale w tym paradoksie leży prawda. Nadmierna czynność mózgu nietylko kobietę przeinacza, lecz również czyni ją chorą. Widzimy to niestety dzień w dzień na własne oczy. Jeżeli kobieta ma pozostać tern, do czego natura ją przeznaczyła, to nie powinna ubiegać się o palmę pierwszeństwa z mężczyznami. Dzisiejsze ogłupiałe modnisie są ziemi rodzicielkami i ziemi matkami. Równocześnie ze wzrostem „cywilizacji'1 obniża się płodność, im lepsze stają się szkoły, tern gorsze połogi, tern skąpsze wydzielanie pokarmu, jednym słowem, tern niezdatniejsza staje się kobieta. Lombroso, który chętnie powołuje się na świat zwierzęcy, podkreśla, że w calem państwie zwierzęcym inteligencja stoi w stosunku odwrotnym do płodności, że samice mrówek i pszczół osiągają wyższą inteligencję tylko kosztem płciowości, podczas gdy królowa pszczół, wyłącznie tylko zdolna do płodności jest całkowicie głupiem stworzeniem. Mimo tego mówi on dalej: „zapewne wybitniejszy współudział kobiety w życiu socjalnem podniesie zwolna jej inteligencję, czego pocieszające wyniki dają się już w rzeczywistości zauważyć u niektórych wyżej rozwiniętych ras“. To „pocieszające11 wygląda albo na gorzką ironję, albo na okropną niekonsekwencję. Bo prawdę mówiąc z tego, co rasę gubi i oznacza początek końca może cieszyć się tylko djabeł lub jakiś głupiec, wierzący we wspólnotę dusz i podobne niedorzeczności. Lekarze już wielokrotnie żywo dyskutowali nad kwestją dopuszczenia kobiet na medycynę. Zapewne sprawa nie jest tak ważna. Z jednej strony nie można zaprzeczyć, iż kobiece zdolności umysłowe wystarczą do wyuczenia się medycyny i że tu i ówdzie kobiety lekarki mogą okazać się pod należytem kierownictwem i nadzorem pożyteczne, (n. p. u ludności mahome- tańsłdej), z drugiej strony, nie wiele tylko dziewcząt będzie poświęcać się temu studjum, tern mniej, im bardziej rzecz będzie tracić na „aktualności'1, temi nielicznemi zaś będą takie, które do kobiecych zadań i tak nie są odpowiednie. Skoro więc ani medycyna, ani kobiety same nie będą mieć wiele korzyści z kobiecych studjów, to niema o czem więcej mówić.
Natomiast wydaje mi się o wiele ważniejszą rzeczą, że lekarze wyrobili sobie jasne pojęcie o kobiecym mózgu jak i o stanie kobiecego umysłu, że rozumieją znaczenie i wartość niedorozwoju umysłowego kobiet i że czynią wszystko co tylko leży w ich mocy, aby w interesie rodzaju ludzkiego zwalczać te przeciwne naturze dążenia „feministek11. Chodzi tu o zdrowie narodu, które przez „modne kobiety1' bywa narażane na szkodę. Natura jest srogą panią i za przekroczenia swych przepisów grozi surowemi karami. Chciała ona, aby kobieta była matką i do tego celu skierowała wszystkie swoje siły. Nie chce kobieta oddawać swych usług na rzecz gatunku, a chce się „wyżywać'1 jako indywiduum, to zostanie ukarana charłactwem. Niestety przy tern zostaje ukarany również mężczyzna i potomstwo. Naszym obowiązkiem, jako lekarzy jest radzić tutaj i ostrzegać. Kiedyś w przyszłości musimy z tego zdać sprawę. Czy mamy tylko biadać nad kobiecą wątrobą, zniekształconą wskutek nadmiernego sznurowania, a patrzeć spokojnie na wykoszlawianie kobiecego mózgu ?
Niestety, nawet gdyby wszystko zostało zrobione, co można zrobić, zło jednak pozostanie nawet prawdopodobnie będzie wzrastać. Przyczyną tego, jak się zdaje, jest cywilizacja. Podobnie jak ludność miejska pracująca przeważnie mózgiem powoli staje się niepłodna i wymarłaby, gdyby nie dopływ ze wsi, tak też i cywilizacja zdaje się zakopywać źródła życia, a skutkiem tego cywilizowania wreszcie jest to, że naród traci swoje żywotne siły, które tylko przez krew barbarzyńców mogą być odświeżone. Widocznem jest, że między czynnością mózgu a roz- rództwem istnieje sprzeczność jako zjawisko pradawne. Obie funkcje są w ścisłym ze sobą związku, lecz im większa jest przewaga jednej, tern bardziej druga na tern cierpi. Ludzie pracujący mózgiem są nerwowi, a tembardziej staje się nerwowe ich potomstwo. Najwidoczniejszą odznaką tej formy zwyrodnienia jest zatarcie różnicy charakterów płciowych: zniewieściali mężczyźni i umężczyźnione kobiety. Im bardziej nerwową staje się ludność, tem częstszem zjawiskiem są dziewczęta obdarzone talentami i typowo męskiemi właściwościami umysłu. Musi się również uwzględnić dziedziczenie skrzyżowane; córka podaje się na ojca, a im więcej będzie mężczyzn o tęgich mózgach, tem częściej będą przenosić swe cechy na córki. Mimo tych wszystkich prób, wyjaśnień, nie zmieni to rzeczy na lepsze, gdyż zawsze umężczyźnienie kobiety ’ pozostanie nieszczęściem bez względu na to, czy da się wytłumaczyć, czy nie, czy jest koniecznością lub też nie.
Również prawo powinno mieć wzgląd na fizjologiczny niedorozwój umysłowy kobiety. Nasze ustawy są w całości pisane dla mężczyzn; zatroszczono się o niepełnoletnich, ale dorosła kobieta jest wprawie karnym (żeby tylko je wymienić) traktowaną na równi z dorosłym mężczyzną i wogóle nigdzie nie stosuje się okoliczności łagodzących wobec rodzaju żeńskiego. To jest niesłuszne. Do rozważań dotychczasowych trzeba dodać, jeszcze to, że znaczną część życia kobiety należy uważać jako stan anormalny. Wobec lekarzy nie potrzebuję mówić o znaczeniu miesiączki i ciąży dla życia duchowego i wskazywać na to, że oba te stany nie zaliczane do właściwych chorób sprowadzają zaburzenia duchowej równowagi i ścieśniają w znaczeniu prawa wolność woli'). Jeżeli się przypomni poprzednio omówione właściwości kobiecego umysłu, zwłaszcza niemożność panowania nad stanami afektów, brak poczucia sprawiedliwości, to musi się dostrzec, że jest wielką niesprawiedliwością obie płci mierzyć tą samą miarą. I tylko mniejsza przestępczość kobiety, dająca się łatwo wytłumaczyć przez warunki kobiecego życia, nie daje jej sposobności do odczucia surowości naszego prawa. Im bardziej jednak kobieta wydostaje się z pod opieki domu, tern łatwiej może wejść w konflikt z prawem i wówczas często surowiej zostaje ukarana, niż na to zasługuje. Tak dla przykładu, czy jest słusz- nem, aby zwyczajną obrazę, zwłaszcza obrazę urzędników równo osądzać u obojga płci? Czy tego samego nie można powiedzieć o wielu bagatelnych kradzieżach, które w gruncie rzeczy należy trakto-
‘) Kraft Ebjug i i. zestawili również odnośne wyniki.
wać jako błahostki? Zwłaszcza jedno jeszcze należy zauważyć. Wiele kobiet nie potrafi zupełnie w swych zeznaniach co do wypadków przeszłych odróżnić tego, co rzeczywiście przeżyły, od tego, co im się zdaje, że przeżyły. Podobne zafałszowanie wspomnień zdarza się też i u mężczyzn, jednak u kobiet zachodzi ono częściej i powoduje fałszywe zeznania tam, gdzie nie ma wcale winy. Z tego też przeważnie powodu w starożytnych czasach powoływano się na świadectwo kobiet bardzo mało, albo też wcale nie. Starożytni przeholowali w jednym kierunku, my czynimy to w innym. Przeceniamy kobietę jako świadka, traktujemy ją zbyt surowo jako oskarżoną.
Jeżeli uznaliśmy za konieczne ocenić normalną kobietę jako niedorozwiniętą umysłowo w porównaniu z mężczyzną, to przecież przez to nie powiedzieliśmy nic ujemnego o kobiecie. Jej zalety leżą w czem innem, niż zalety mężczyzny i to zróżnicowanie płci wydaje się nam jako celowe urządzenie natury, na którem tak mężczyzna jak i kobieta źle nie wychodzą. Gdy się jednak dokładniej obserwuje życie kobiety, to możnaby myśleć, że natura obeszła się z nią surowo. Kobieta mianowicie jest nietylko skąpiej obdarzona w przymioty umysłu niż mężczyzna, ale również traci je o wiele szybciej spowrotem. I to jest drugie znaczenie, w jakiem można mówić o fi- zjologicznem niedorozwoju umysłowym kobiety; tutaj przedwcześnie zestarzała kobieta porównywana bywa ze świeżą lub normalną kobietą. Mam wrażenie, jakoby dotychczas częstość i przedwczesność umysłowego cofania się kobiety nie była dostatecznie obserwowana1). Również i tutaj najlepiej będzie ująć rzecz ze stanowiska teleologicznego. Kobieta ma być matką; aby jednak mogła nią zostać, musi wprzód mieć ta-
>) Według Matiegka mózg męski przewyższa kobiecy między 20 a 60 rokiem o 145 g, zaś między 60 a 90 rokiem o 173 g.
kiego mężczyznę, któryby wziął na siebie troskę o nią i o dzieci. Muszą zatem istnieć takie urządzenia, aby mężczyznę skłonić do tego. Schopenhauer mówi: „Z dziewczętami postąpiła natura w sposób, który w znaczeniu dramatycznem nazywa się teatralnością, obdarzając je na niewiele lat nadmiarem piękna, powabu, i pełnią kształtów, kosztem ich całego pozostałego życia, a to w tym celu, aby w owych latach mogły do tego stopnia zawładnąć wyobrażnii mężczyzny, iżby ten czuł się zniewolony podjąć się w swej poczciwości troski o nie na całe życie pod jakąkolwiek formą". Należy zaznaczyć, że to wyposażenie dziewcząt dotyczy nietylko cielesnych przymiotów i że zanik, któremu kobiety stosunkowo wcześnie podlegają, nietylko się na nie rozciąga. O wiele częściej, niż się przypuszczać zwykło stan zewnętrzny odpowiada wewnętrznemu stanowi. Odpowiednio do tego rozkwitu i przekwitu kobiecej piękności przebiegają w podobny sposób duchowe zmiany. Umysł dziewicy jest żywy, zapalny, bystry. Wskutek tego z jednej strony jej siła, która działa przyciągająco, bywa spotęgowana, z drugiej strony ona sama może stać się aktywną w doborze płciowym i okazać się godną przeciwniczką w grze i walce miłosnej. Całe znaczenie życia kobiety na tern się zasadza, aby jako dziewczyna otrzymała odpowiedniego dla siebie męża, na ten moment, jako punkt kulminacyjny w życiu są skierowane wszystkie siły i w tym celu koncentrują się wszystkie właściwości duchowe. Intellekt jest jak wiadomo na usługach woli, t. zn. nasz rozsądek służy naszym skłonnościom i my wtenczas dopiero stajemy się bystrymi, gdy kierujemy się paszemi zamiłowaniami, zainteresowanie czyni mądrym. Jeden ma ten talent, drugi inny, każdy jest sprawny w zawodzie, który kocha, w innych zawodach już nie. Talent kobiecy jest więc poprostu skłonnością do przygód miłosnych, w tym kierunku wola popędza intellekt, zaostrza i wytęża go. Wszystkie inne sprawy nabierają właściwie dopiero wtedy na znaczeniu, gdy mogą być wciągnięte w związek z tą kwestją zasadniczą. Jeżeli dziewica spotka młodego mężczyznę, czuje się w roli wodza ciągnącego na wojsko nieprzyjacielskie. Teraz już od kilku chwil może wszystko dalsze zależeć. Lecz i poza potyczką (żeby się wyrazić po wojskowemu) można dziewicę przyrównać do zmobilizowanego wojska. Nosi na sobie kostjum wojenny, jest zawsze na posterunku i pod bronią. Innemi słowy: duchowe podniecenie przebija się w każdym czynie. Dziewczę zapala się do rzeczy, które ją zgoła nic nie obchodzą, objawia zainteresowanie, częściowo zapewne dla pozoru, częściowo jednak poważnie do wszystkich możliwych rzeczy, krytykuje, spiera się, krótko mówiąc wydaje się być w rozkwicie umysłu, a w sercowych sprawach często nawet genjalna. Teraz wychodzi zamąż i po krótkim czasie staje się inną. Z żywego, często wspaniałego dziewczęcia przeobraża się w prostą, zwyczajną kobiecinę. Naturalnie sprawa nie zawsze w ten sposób przebiega, ale przecież stosunkowo często. Lud zauważył od dawna tę zmianę in pejus i na swój sposób objaśniał. Wyobrażano sobie, że razem z dziewictwem bywa przełamany jakiś urok, że tajemnicze siły zanikają. W pieśni o Nibelungach dziewica Brunhilda zwyciężyła każdego mężczyznę; skoro została przez Siegfrieda pokonaną, stała się taką kobietą jak inne. Podobne historje znajduje się często w podaniach. Obecnie mówi się raczej: to więcej nie jest jej potrzebne, przez co chce się powiedzieć, że ta żywość ciała i duszy miała na celu jedynie zwabienie męża. W każdym razie chodzi tutaj nie tylko o sam świadomy akt woli. Kobieta traci istotne właściwości, które przedtem posiadała i obecnie nawet przy najlepszej woli nie mogłaby zdziałać tego, co poprzednio zdziałała. Wątpliwem wydać się może tylko to, czy ten minus dotyczący wydatności duchowych da się istotnie wytłumaczyć samym tylko wypadnięciem owego czynnika pobudzającego intellekt.
Również u tych, które w pierwszych latach małżeństwa dobrze się trzymały, zaczyna się upadek często po kilku połogach. Równolegle do zaniku piękności i sił fizycznych idzie w parze cofanie się sił u- mysłowych, i kobiety, jak popularnie się mówi, „kończą się“. Często tego się nie zauważa lub przynajmniej to nie razi, ponieważ tak zwane przymioty umysłu pozostają niezmienione, a codzienne życie nie stawia kobietom wymagań pod względem umysłowym Uważny obserwator nie da się łudzić jednak i fakt takiego kończenia się bywa niejednokrotnie zauważony. Damy z pod znaku emancypacji często o tern wspominały, wskazując naturalnie w zajadli- wości swej poniżające zamknięcie się w obrębie pokoju dziecinnego i kuchni jako powód tego umysłowego zaniku. To zamknięcie się nie nastąpiłoby jednak, gdyby istniały istotne potrzeby umysłowe. U względnie wielu kobiet, których mózg jest trwale czynny nie występuje ono rzeczywiście lub gdy okoliczności w istocie wymagają tego koniecznie, wówczas mimo dzieci i kuchni pozostaje zachowana świeżość umysłu. Bezwątpienia nie wszystkie podle
gają zjawisku kończenia się, co widocznie ma swoje uwarunkowanie we wrodzonych właściwościach, chociaż nie zawsze udaje się wykazać bliższy związek. Abstrahując od tych źle uposażonych, których życie umysłowe jest minimalne i u których nawet w okresie pełni rozwoju nic można zauważyć jakiegoś rozkwitu życia umysłowego, można kobiety przyrównać do grupy wojska, które ucierpiało od wielokrotnych ataków nieprzyjaciela, tj. czasu. Niektóre padają już w pierwszej, potyczce lub stają się po kilku latach małżeństwa słabowite, inne trzymają się dłużej, ulegają jednak ;zwolna, stając się czyto całkiem prostemi kobietami, czy ,też zasychając na dziwaczne stare panny. Ale również i pozostałe mają jeszcze do wytrzymania główny atak swego wroga, klimakterjum. Im wyżej stoi, jakaś istota, tern później dojrzewa. Już przez to samo, że natura kazała mężczyźnie później dojrzewać od kobiety, wyróżniła go przez to i pokazała, że chce go wyżej postawić. To wyszczególnienie mężczyzny jest jeszcze większe przez to, że może on raz nabytą umiejętność zatrzymać prawie do końca życia. Wcześnie dojrzewająca kobieta ma natomiast przeciętnie tylko 30 lat, w czasie których jest kompletna. Klimakterjum oznacza przede- wszystkiem tylko ustanie czynności płciowych, w organizmie zaś jako w odrębnej jednostce stoją rozmaite funkcje ze sobą w związku. Szczególnie istnieje ścisła łączność między czynnością płciową a czynnością mózgu. Budzi się do życia pierwsza, to druga u- lega zmianie, a gdy pierwsza zanika, to również i druga przeobraża się. Jeżeli pierwsze przeobrażenie jest znacznym plusem, to drugie oznacza minus. Po klimakterjum zatem, wskutek którego kobieta
staje się „starą babą" możemy spodziewać się osłabienia sil umysłowych. Doświadczenie też nie zawodzi oczekiwania. Zastrzegam się jednak tutaj, że istnieją wyjątki i niektóre stare kobiety aż do późnego wieku cieszą się zadziwiającą świeżością. Są one jednak tylko starą gwardją, która się nie poddaje i odpiera przynajmniej w zasadzie główny atak nieprzyjaciela. Gros armji ulega. Trzeba raz jeszcze to przypomnieć, że zewnętrzne jest odzwierciedleniem wewnętrznego. Wyśmiewamy się wprawdzie nieraz z fizjognomji, a w rzeczywistości zwykle nie jesteśmy w stanie uzasadnić rozumowo naszego sądu co do fizjognomji i raczej opieramy się na instynktownem poznaniu, mimo to można jednak polegać na wyrazie oblicza. Wystarczy, jeżeli będziemy obserwować nieuprzedzo- nem okiem gros starych kobiet i potem zastanowimy się nad mimowoli cisnącym się sądem. Znana jest obfitość żartów i nieżyczliwych uwag wylanych od niepamiętnych czasów na biedne stare kobiety w wierszach, przysłowiach i innych powiedzeniach. Czy było to bez powodu? Możnaby mniemać, że jest to wyrazem jakiegoś wrogiego sposobu myślenia, lecz skąd taki może pochodzić? Przecież mężczyzna nie nienawidzi rodzaju żeńskiego, nawet w wypadku, gdy zmuszony jest z nim walczyć. A do płciowo nieczynnych już kobiet, pomijając pewne specjalne przypadki, musi odczuwać obojętność względnie uprzejmość nawet z pewną dozą współczucia, one są już dla niego niczem, a wspomnienie własnej matki każdego napełnia tkliwością. Jeżeli mimo tego opinja ludu nie ma o nich nic dobrego do powiedzenia, a przysłowie nie pozostawia na nich suchej nitki, to winę tego muszą ponosić własne jej przymioty. Zarzuca
się im zabobonność, egoizm, drobiazgowość, wogóle kłótliwość, gadatliwość, plotkarstwo, same właściwości, które wskazują na niski stopień władz umysłowych i stanowią właśnie o tym niedorozwoju umysłowym kobiety. Słuszność każe jednak przyznać, że ten ogólny sąd wypadłby łagodniej, gdyby stare kobiety nic były tak szpetne. Szpetny to tyle, co godny nienawiści i lud istotnie nienawidzi rzeczy szpetnych1), jak n. p. niektórych obrzydliwych zwierząt. Tak więc ten uszczypliwy sąd nie mija się z celem, gdy mówi o złośliwych starych babach, o złych starych czarownicach itp. Złośliwe stare kobiety i przedtem nie przydawały się na nic, nie podkreślano tylko ich złośliwości jak długo posiadały cielesne powaby. Bezwątpienia jednak wskutek niedorozwoju umysłowego występuje ta złośliwość jawniej na światło dzienne i przybiera śmieszne formy, nie bywa jednak przez niego wywołaną. Zwyczajny niedorozwój umysłowy, jaki powstaje wskutek lat, na szczęś- ście pozostawia właściwe zalety kobiece niezmienione, matczyny sposób myślenia pozostaje i mimo całego prostactwa może stara kobieta ukrywać w sobie skarb tkliwości.
Po tym ogólnym przeglądzie byłoby wskazanem jeszcze nieco dokładniej pokazać, w jaki sposób objawia się ten cały fizjologiczny niedorozwój umysłowy kobiety. Zwróciło to już uwagę ludzi, że zdolność przyswajania, która u kobiety najsilniej jest rozwinięta, ta właśnie stosunkowo wcześnie ustaje. Niestety trudno jest coś bliżej o tern powiedzieć. Bardzo
') W nlem. orig. gra słów: Hasslich heisst ja hassenswert und das Volk hasst tatsachlich das Hassliche. Przyp. tłum.
51
uderzającym rysem jest powolne zwiększanie się duchowej myopii1). Tylko to, co najbliższe bywa dostrzegane i dlatego przeceniane. Charakterystyczna jest oszczędność na niewlaściwem miejscu; robi się z konieczności wielkie wydatki, ponieważ nie można zdecydować się na małe i, aby uratować fenigi traci się marki. Bliskie temu jest przecenianie nieznacznych naogól zdarzeń; bieżące banalne rzeczy każą zapominać o przeszłości i przyszłości i absorbują całą uwagę; tern samem zainteresowaniem obdarzone są zarówno sprawy wielkie jak małe, a rzeczy naprawdę ważne są uważane za błahe i dlatego lekceważone. Złe doświadczenia nie są w stanie zmienić tego stanu rzeczy, a próby przekonywania uzyskują wprawdzie przyznanie racji, ale tylko w zasadzie i nie prowadzą do poprawy. „Taka już jestem11. Osłabienie siły rozsądku dlatego szczególniej występuje, ponieważ z latami instynkt słabnie. Bywa ono często maskowane przez opieranie się na obcym sądzie; skoro jednak raz braknie tej podpory, to zatrważają nas niewiarygodne błędy, popełniane przy lada okazji. Podatność na suggestję zmniejsza się coraz bardziej, panują przeważnie jednostajne autosuggestje, powodujące upór, przeciw któremu wszystko jest bezsilne. Ponieważ umysł jest sztywny, więc to co obecne, ma zawsze więcej racji, w ten sposób powstaje miso- neizm -), a wszelka reakcja odbywa się mechanicznie. Jakkolwiek podobne rzeczy są naogół charakterystyczne dla tego wieku, jednak u kobiety obserwuje się je wybitnie wcześniej, a przytem otrzymują one
‘) my opia: krótkowzroczność. Przyp. tluin. >) Obawa przed nowością. Przyp. tłum.
swoiste zabarwienie przez związek z kobiecą wymową. Kto nie miał szczęścia być świadkiem rozmów starszych pań, ten nie może wyrobić sobie pojęcia co do długości i jałowości tematu. Najprostsze historje bywają obrabiane w niezliczonych warjacjach i zmieniają się w szybkim tempie. Dla obrazowego przedstawienia tego potoku słów mogą być najrozmaitsze porównania: pluskanie kropel z okapu, szemranie fal *td., najlepsze zapewne jest porównanie z pusto idącym młynem.
Znajomość różnych form fizjologicznego niedorozwoju umysłowego może być brana pod uwagę w znaczeniu klinicznem, o ile chodzi o odgraniczenie od patologicznego niedorozwoju umysłu, temu zaś, który zna tylko stan normalny u mężczyzny, grozi niebezpieczeństwo rozpoznawania u kobiety stanów patologicznych tam, gdzie ich niema. Ocenienie lekkich stopni niedorozwoju umysłowego należy do najtrudniejszych zadań a nasze kliniczne metody są nastawione tylko na większe zmiany. Jasnem jest, że samo badanie na modlę egzaminów szkolnych, w celu zorjentowania się co do posiadanych wiadomości nie wystarcza. Podobnie nie dają dostatecznego wyjaśnienia te metody, które pozwalają wnioskować o sprawności prostych przejawów duchowych. Najważniejszą byłaby możność badania zdolności kombinacyjnej. Riegcr') postawił w tym kierunku pewne wnioski. Można równie dobrze zastosować łatwe zadania w rodzaju zagadek i tym podobne. W każdym
') Opis zaburzeń inteligencji na skutek uszkodzenia mózgu wraz z zarysem ogólnie dającej się stosować metody badania inteligencji. Posiedzenie tow. fizyko-med. Wurzburg, 1888-99 p. 65-95.
razie należałoby życzyć sobie, aby usiłowania idące w tym kierunku znalazły ogólne poparcie. Ale też po ulepszeniu metod nie będzie się imożna opuszczać wyłącznie tylko na kliniczne badanie. Nie będzie ono zapewne nigdy całkiem dokładne, gdyż wzruszenia umysłu działać będą przeszkadzająco, czyli krótko mówiąc konieczną jest obserwacja człowieka w warunkach właściwego życia. Sądu o wydolności umysłowej nie należy właśnie opierać na samej tylko dorywczej próbie, lecz równie na historji życia.
- CZĘŚĆ DRUGA.
Objaśnienie.
I-O.
Moja praca spotkała się naturalnie z rozmaitą oceną. Wielu przyznało mi rację bądź to ustnie, bądź pisemnie; nikt jednak, o ile wiem, nie znalazł na tyle odwagi, aby to uczynić publicznie. Ku mojej radości otrzymałem pochwałę również ze strony kobiecej; jedna pani n. p. mówiła mi, że czuje się jakby uwolnioną od ciężaru, ponieważ przez całe swoje życie nie mogła ona pogodzić w swoim przekonaniu twierdzenia, że kobieta może to samo uczynić, co mężczyzna. O wiele częstszą od pochwały była nagana, niezadowolenie przybierało różne stopnie, od uprzejmego potakiwania głową, aż do namiętnego oburzenia. Kilku moich krytyków mniemało, że moja praca jest pewnego stopnia polemiką przeciw rodzajowi kobiecemu i, że ja jestem wrogiem kobiet. Naprawdę, jakie to głupie. W rzeczywistości bowiem bronię sprawy kobiecej przed jej szkodnika-
ł) Poprzednio przedmowa do drugiego wydania.
mi i walczę z bezkrwistym intellektualizmem, że źle zrozumianym liberalizmem, który zmierza ku pustemu partactwu równouprawnienia. Właściwymi wrogami kobiet są feministki, które chciałyby znieść różnice pomiędzy płcią. Nawet,wtedy, kiedy z niemi walczę, nie występuję przeciwko kobietom, gdyż te łatwo dadzą się zwodzić pozorom i marzą o „nowej kobiecie", ponieważ brakuje im właśnie roztropności i rozsądku, aby mogły wiedzieć co czynią; nie zdobyłyby się one też na nic, gdyby nie miały za sobą mężczyzn, którzy im takie myśli podsuwają.
Nacisk kładę nie na twierdzenie, że kobiecy mózg jest mniej wydolny, niż męski, gdyż to już nieraz powiedziano i dla nieuprzedzonego rzecz ta jest zupełnie jasna, ale na to, że ta niższość kobiecego mózgu jest pożyteczna i konieczna. Niektórzy dobitniej niż ja podkreślają słabe strony intellektualne i moralne płci żeńskiej, lecz sądzili przytem, że zależą one od stosunków obyczajowych i dadzą się zmienić przez wychowanie. Tutaj należy n. p. Fanny Lewald1). Jestto zdaje się cechą reformatorów, że przeceniają oni znaczenie własnej woli. Polityczni i religijni nowatorzy nie rozumieją tego, że ludzkość jest cząstką natury i że wszelkie ludzkie urządzenia wynikają z konieczności istoty człowieka. Wierzą oni, że wystarczy mieć zdrowy rozsądek i dobrą wolę, a wówczas świat się zmieni. Nie widzą żywego człowieka, który w istocie kieruje się swym instynktem, lecz mają przed oczyma jakby woskową [14] lalkę, której kształty można dowolnie zmieniać i chcieliby przepisami tryumfować nad naturą. Takimi fantastami byli rewolucjoniści z r. 1789, takimi też są nasi dzisiejsi zwolennicy burzy i naporu (Stiir- mer und Dranger). Podobnie jak Leo Tołstoj wierzy, że ludzie mogliby być chrześcijaninami w jego znaczeniu, gdyby tylko chcieli, tak też i feministki myślą przetworzyć kobietę zapomocą prawa i wychowania. Wprost dzieciństwem jest uważać właściwości kobiety, jakie posiadała ona we wszystkich czasach i u wszystkich ludów za wynik własnej woli. Obyczaj jest rzeczą wtórną nie on wyznaczył kobiecie jej miejsce, tylko natura podporządkowała ją mężczyźnie, stąd pochodzi obyczaj. Skoro więc wszystkie usiłowania zmierzające do usunięcia zasadniczych różnic pici, do których zalicza się także mała głowa kobiety, muszą spełznąć na niczem, to możnaby się z nich wyśmiać, gdyby nie to, że wyrządzają tyle biedy. Te w ściślejszym znaczeniu modernistyczne dążenia są zaledwo częścią przewrotności, które są nieodstępne tak zwanej cywilizacji, tych przewrotności, których my ze świata nie jesteśmy w stanie usunąć, które jednak każdy wedle sił powinien starać się poznać i je zwalczać. Ze złem spo- lecznem rzecz się ma podobnie jak z chorobami, rosną one wraz z kulturą. Kobieta jest powołana, aby była matką, a wszystko, co jej w tern przeszkadza jest przewrotne i złe. Najgorszem złem jest bieda życiowa, która odwleka termin zawarcia małżeństwa, albo go uniemożliwia, która zmusza kobietę do zdobywania sobie samej pożywiema. Pragnienie niesienia pomocy dziewczętom i kobietom przez los życiowy udręczonych, zaopatrzenia je w możliwości i środki potrzebne do przyzwoitego sposobu życia jest naturalnie uzasadnione i żaden rozumny człowiek nie będzie zwalczał tego rodzaju „emancypa- cji“. Ale o tem nie trzeba zapominać, że pomoc może być środkiem zaradczym, lecz może być też złem. Lekarstwo jest dla chorych, a nie dla zdrowych. Całkiem inaczej, niż z nędzą ma się sprawa ze sa- mowolnem wypaczaniem kobiecego powołania. Odepchnięcie kobiety od stanowiska matki może być mianowicie przeprowadzane dwojakiego rodzaju sposobami, tak, że można mówić z jednej strony o metodzie francuskiej, a z drugiej o angielsko-amery- kańskiej. Pod metodą pierwszą rozumiem buduar dam1), pod dragą forsowanie pracy mózgu. Francuskim nazwę ten kult dam dlatego, ponieważ doszedł on do najwyższego rozkwitu w czasie ostatniego stulecia pod ancien regirne we Francji i tam najwyraźniej pokazał swoją szkodliwość. Taka prawdziwa dama istnieje dla przyjemności; dla przyjemności innych i dla przyjemności własnej. Wszystko co ciężkie, nieczyste, mozolne, dla niej nie istnieje, ona unosi się jak ta grecka bogini, otoczona blaskiem słonecznego piękna ponad ziemskimi oparami. Ona chce kochać, panować i mówić, a mężczyźni są od tego, aby w niej się kochali, jej służyli i z nią dysputowali. Jej tron stoi „w salonie*1 (na to słowo nie mamy w języku niemieckim wyrażenia, możnaby zapewne powiedzieć: miejsce do paplania (Schwatzbude). Słowo salon oznacza jak wiadomo społeczeństwo z czasów przed wielką Rewolucją
>) Damen Wirtschaft. dosłownie gospodarstwo dam. Przyp. tłum.
i śmiało można twierdzić, że ta ostatnia nie byłaby możliwa bez salonu. Społeczeństwo bowiem z czasów przedrewolucyjnych zginęło nie wskutek swego zepsucia, lecz wskutek swojej słabości. Przyczyną zaś słabości był przedewszystkiem salon, w którym, w tej atmosferze dam przyjemność uchodziła za jedyny cel życia, a w którym wszystko stawało się delikatne i zniewieściale. Tam wszystko służyło zabawie, a wszystko co poważne było wyszydzane. Miłość była zabawką, o, ile możności bez następstw; były jednakże następstwa, to nie powinny przeszkadzać przyjemności dłużej, niż to bezwarunkowo było konieczne. Sztuka i wiedza były zabawą, ich właściwym sensem było dostarczanie tematu do rozmowy, a uchodziły za doskonałe, gdy przypadały do smaku damom. Takie sromotne życie nie ograniczało się naturalnie tylko do jednego kraju, albo do jednego wieku, było ono prawdopodobnie przed Rewolucją najsilniej rozwinięte, ale panoszyło się do pewnego stopnia i u nas, i wszędzie tam, gdzie przy braku poważnych celów istniał dostatek. Gnuśniejące społeczeństwo gnije, a jedną z najważniejszych oznak zgnilizny jest to, że na miejscu matki występuje dama.
Więcej godną szacunku, jakkolwiek również zgubną jest metoda angielsko-amerykańska, dlatego tak zwana, ponieważ prądy dążące do obdarzenia głów kobiecych mózgami męskimi znalazły swoje rozprzestrzenienie najwcześniej u narodów mówiących po angielsku. Gdyby szlachetny zamiar był w stanie złą rzecz uczynić dobrą, to mogłoby to stać się w tym wypadku, gdyż przedstawiciele angielskiej metody pracując z reguły bezinteresownie dążą do swego celu w tem podniosłem przekonaniu, że spełniają dobry czyn. Jest doprawdy coś wzruszającego, gdy się widzi jak młode dziewczęta rezygnują z różnego rodzaju przyjemności i marnują swoje zdrowie dla chimery wykształcenia. Ponieważ feministki są szczerze przekonane, że ich szkodliwa działalność jest bardzo użyteczną, rzucają się przeto na każdego oponującego z dużą zawziętością i w podobnych do mnie widzą wstrętnych obskurantów, których nieuctwo jest jeszcze najmniejszym błędem. Czują się one przedewszystkiem dlatego takie pewne, ponieważ łącząc w jedno zagadnienie troskę o dostarczenie biednym dziewczętom zarobku, czyli t. zw. uzasadnioną emancypację i zabiegi o umężczyźnienie kobiety czyli t. zw. nieuzasadnioną emancypację, dzięki takiemu postępowaniu zyskują w swej działalności pewne korzyści. Przypuśćmy nawet, że feministkom udałoby się osiągnąć ich cel i kobiety zdobyłyby dla siebie wszystkie gałęzie męskich zawodów i praw, to w najlepszym wypadku wynik ten nie przyniósłby korzyści. Kobiety bowiem robiłyby co najwyżej jeszcze raz to samo, z czem mężczyźni już poprzednio dawali sobie radę. Lecz w ten sposób liczba pracowników uległaby podwojeniu, a wartość pracy zmniejszeniu1). To byłoby już ziem, ale stosunkowo ma- lem ziem wobec dalszych skutków. Albowiem spadłaby przedewszystkiem znacznie liczba urodzin, ponieważ zawieranie małżeństw stałoby się rzadsze, a w małżeństwie rodziłoby się mało dzieci. Obecnie
>) Czasy obecne potwierdziły słuszność tych zapatrywali autora. Przyp. tłum.
garnie się duża ilość dziewcząt do małżeństwa, idąc za głosem instynktu i szukając swego zabezpieczenia. Jeżeli będą nakłaniane do zastanowienia się i jeżeli będą mogły utrzymywać się bez pomocy mężczyzny, to ich dotychczas naiwny egoizm stanie się egoizmem wyrafinowanym i właśnie najmądrzejsze z nich będą stroniły od małżeństwa. Również umężczyźnio- na kobieta będzie mniej pociągała mężczyznę, niż naturalna. Ponieważ nowa kobieta nie jest w stanie rodzić dużo dzieci i dziecka nie chce, więc rozumie się samo przez się, że małżeństwa będą mieć mało dzieci. Będą to małżeństwa bezdzietne, mające jedno dziecko, najwyżej dwa. Jeżeli czasem przyjdzie do większej ilości dzieci, czy to wskutek życzenia mężczyzny, czy też w inny sposób, to wówczas muszą cierpieć nędzę albo dzieci, albo kobieta, gdyż kobieta będzie zmuszona poświęcić albo dobro dzieci dla zawodu, albo zawód dla dzieci. Pozatem również i jakość dzieci będzie pozostawiać dużo do życzenia, ponieważ potomstwo kobiet pracujących mózgiem nie oznacza się silą, matki zaś cierpią na brak pokarmu. Krótko mówiąc zaludnienie będzie szybko zmniejszać się liczebnie i zmieniać charakter, a naród wejdzie w okres starości. Ponieważ napewno nie cala ludzkość będzie brać udział w tern przeobrażeniu się kobiety, wskutek tego naród feministów musi ulec swoim sąsiadom, a jego szczątki wejdą w skład innych zdrowych narodów. Jeżeli w narodzie pewne tylko warstwy przeprowadzą eksperyment męskiej kobiety, to skazują się na wymarcie. W każdym razie w takim wypadku można mówić o samobójstwie społeczeństwa, a jeśli kto woli o zdradzie kraju lub stanu. Na szczęście nie potrzeba się obawiać, aby te posępne przepowiednie miały się spełnić, ponieważ rozsądek objawiający się nieświadomie w popędzie nie dopuści do zrealizowania tych feministycznych planów, dopóki tylko naród zachowa swoje siły żywotne. Zawsze jednak mogą one narobić dużo złego, ponieważ sfery, które narażone są na ich szkodliwy wpływ, najwięcej właśnie przodują kulturze. Jeżeli „intelektualiści" chcą utrzymać swój ród i żyć w swoim potomstwie, to muszą przedewszystkiem baczną zwrócić uwagę na to, aby żony ich były zdrowemi kobietami, a nie damami o typie mózgowym (Gehimdamen), ponieważ człowiek kultury oddalony od natury potrzebuje kobiety naturalnej jako swej partnerki, w przeciwnym razie wykształcenie okaże się bez litości dla ich potomstwa, t. zn. rodziny ich skazane będą na wymarcie.
Cóż zatem należy czynić? Najpierw poniechać tego wszystkiego, co kobiecie przynosi szkodę jako matce. A więc przedewszystkiem wychowanie dziewcząt. Myślano, że budując wyższe szkoły żeńskie, w których dziewczęta mają pobierać ogólne wykształcenie, zrobiono coś dobrego. Ostatnio otwarto nawet gimnazja żeńskie, o których proboszcz Hans Jakób mówi, że są one jak wole: nieużyteczne. Najlepiej byłoby zburzyć wszystkie „wyższe szkoły". Ich rezultat jest i tak nikły1), zło leży jednak w tem, [15]
że w nich stają się dziewczęta nerwowe i słabowite. Uczą się tego, co nie jest im potrzebne, a przytem dostają bólów głowy, natomiast nie uczą się rzeczy potrzebnych. Zgroza ogarnia, gdy się słyszy, jak ładuje się do głów daty historyczne, nazwy geograficzne, chemiczne formułki itd., jak przez opracowania absurdalnych tematów ułatwia się rozwój kłamliwości i frazeologji. Publiczne urządzenia muszą być obliczone na skalę przeciętności. Nieprzeciętnie uzdolnione dziewczęta trafiały się zawsze, jest ich jednak niewiele. Tym nie powinno się stawiać przeszkód na drodze, przeciwnie trzeba im ułatwiać i wszystkie drzwi zostawiać otworem. Dla każdego talentu otwrarta droga, ale nie bezużyteczna masowra tresura. Jeśli duża ilość chłopców nie ma dosyć wystarczających kwalifikacyj do wykształcenia „humanistycznego", to tembardziej dziewczęta, które natura przeznaczyła do przedmiotów praktyczno pożytecznych. Jeżeli ograniczy się do tego, aby po skończeniu szkoły powszechnej dziewczęta uczyły śię tego, co im może w życiu być pożyteczne, jak robót ręcznych1), gospodarstwa domowego, pielęg-
nacji dziecka, wiadomości z zakresu urządzeń publicznych państwa, gminy, kościoła, znajomości pożytecznych, technicznych urządzeń codziennego życia, obrotu pieniężnego i co tam jeszcze może wchodzić w jachubę, to będą one uczyć się tego z łatwością i wiadomości zapamiętywać. Języków muszą się u- czyć, ale tak jak dziecko uczy się mówić, nie systemem „naukowym". Nauka literatury może zaspokoić odpowiedni dobór lektury. Niedawno temu zrobiła pewna pani dobrą propozycję zaprowadzenia dla dziewcząt jednorocznej siużby, t. zn. oddania ich pod kierownictwo na pewien czas do jakiejś użytecznej instytucji. O ile sobie dobrze przypominam chodziło tam głównie o pielęgnację chorych. Jednak nie można kłaść na to zbytniego nacisku, gdyż wymaga to specjalnych właściwości, a nie byłoby wskazane, aby zapach szpitalny przesiąkał na cale życie. Główną rzeczą pozostanie jednak zawsze pielęgnacja dziecka. Właściwie każda dziewczyna w 20, a najpóźniej w 25 roku życia powinna mieć w sposób godny własne dziecko. Obecnie niektóre młode matki mają zadużo dzieci, podczas gdy wiele niezamężnych kobiet nie posiada wcale dzieci. Tutaj powinny bezdzietne przyjść z pomocą posiadającym dzieci i ulżyć biednym matkom, które często są obarczone ponad siły. Niestety nie mogę tutaj rozwodzić ^się nad tein, jakby to można było zrobić i tak dawno przyganiają mi, abym patrzył swego kopyta. Dlatego przerywam i powtarzam tylko: Strzeżcie kobietę przed intellektualizmem.
Znowu muszę zaznaczyć, że j. tym razem poświęcono mojej pracy wiele różnego rodzaju uwag. Kilku krytyków przyznało mi obecnie i to otwarcie, rację. Z przyjemnością o tem wspominam, jednak ta zgadzająca się w zupełności lub w głównych zarysach krytyka z natury rzeczy nie nastręcza tematu do dalszych uwag. „Inni“, a tych jest większość zmuszają mnie jednak do powiedzenia czegoś. Kobiece pióra mają dla mnie tylko naganę, co jest łatwem do zrozumienia, gdyż te dziewczęta i kobiety, które czują, że mam rację zwykle nie należą do posługujących się piórem. Więc streszczając, powiem: Brak zrozumienia, wielka ilość błędówizło- śliwość kobiecych krytyków dowodzą tylko, że trafnie oceniłem umysłowość kobiecą. Lecz przecież może to i niesłuszne. Po pierwsze nie wszystkie były złośliwe, niektóre raczej okazywały wcale rzetelny sposób myślenia. Po drugie zaś poczuwam się do obowiązku wyjaśnienia wedle sił wszystkich nieporozumień i do ułatwienia zrozumienia, o ile to możliwe. Początkowo rozprawa była przeznaczona właściwie dla kół medycznych. Skoro obecnie
') Przedtem przedmowa do 3 wydania.
już raz dotarta do szerokich sfer publiczności, niejedno trzeba teraz objaśnić, co poprzednio nie wymagało wyjaśnienia.
Moi przeciwnicy często różnią się między sobą, ale w jednem zgadzają się prawie wszyscy, a mianowicie, że uważają mnie za jakiegoś skończonego głupca. Inaczej przynajmniej trudno mi pojąć, dlaczego ze wszystkich stron pouczają mnie o rzeczach, które według mnie rozumieją się same przez się. Przedewszystkiem gani się sam sposób przedstawienia rzeczy. Kilku młokosów, zaliczających siebie do uczonych sądzi, że właściwie ja nie piszę w sposób naukowy, gdyż pisanie takie o rzeczach, które zostawiają pole do myślenia i nie mogą być traktowane exakt niema nic wspólnego z nauką. Tym odpowiadam, że poza sobą posiadam długie lata naukowej działalności, a skoro obecnie dla dobra ogółu chętnie przerzucam się na „nie ściśle nauko- we“ tematy, to wiem, co czynię. Według innych wykład mój jest oziębły i jednostronny; zamiast rozważyć na równi dodatnie i ujemne strony, podkreślam w sposób ostry i nieżyczliwy same tylko wady. Ja jestem jednak zdania, że rzeczowe ujęcie tematu nie może mieć nic wspólnego z roztkiiwianiem się, a tutaj nie chodzi wogóle o pochwały czy naganę, ani o ideały czy życzenia, tylko o rzut oka na rzeczywistość; tematem moim był słaby rozwój umysłowy kobiety, dlatego musiałem powiedzieć jasno i wyraziście, jak ten niedorozwój się objawia; gdybym pisał „o kobiecie*', to wyglądałoby to już inaczej. Duże zgorszenie wywołał tytuł. Niedorozwój umysłowy jest przecież, czemś chorobliwem, jak można odważyć się mówić o fizjologicznym niedorozwoju urny-
słu? Lecz ja właśnie odważyłem się i niezłomnie przy tern obstawam, że pojęcie fizjologicznego niedorozwoju umysłowego jest konieczne, jeżeli się chce porównywać wydolność umysłową w pewnym wieku życia, u poszczególnej płci i narodów1). „Umysłowa słabość" znaczy przecież mniejwięcej. to samo, co umysłowy niedorozwój, nie zawiera w sobie jednak znamienia pierwiastkowości, typowości, lecz może być odniesiona do przypadkowo pojawiających się stanów osłabienia, dlatego wymaga pewnego dodatku, jeżeli się chce wyraźnie wykluczyć słabość na tle chorobowym. Mówić o „niższości umysłowej" jest rzeczą niesmaczną[16] [17]), gdyż słowo niższość (infe- rioritas) jest brzydkim obcym wyrazem, a prócz tego zawiera pogardliwy ton. Jeżeli kobietę nazywa się umysłowo niedorozwiniętą w porównaniu z mężczyzną, to tern jeszcze nie poniża się jej, gdyż przez to wypowiada się nie sąd co do wartości, lecz stwierdza fakt.
Dobrze, ale to słowo „kobieta"[18]). Pouczono mnie, że nie mam racji, gdy powołuję się na sposób
wymowy, gdyż wprawdzie dawniej wyraz kobieta służył do oznaczenia płci, ale rozwój języka postępuje naprzód i przy obecnym jego stanie używa się właśnie słowa „pani". Równocześnie jednak pamięć przywołała mi wspomnienie starego słowa „dom pań“ („Frauenhaus"), które nie wydaje mi się zbyt szczęśliwe. Kogo interesuje strona historyczna, niech zajrzy do słownika Grimma, jak ja to zrobiłem. Prawdą jest, że już dawniej; słowo „Pani“ było używane pierwotnie w odniesieniu do osób dorosłych żeńskiego rodzaju jako zwrot wyrażający szacunek, zwłaszcza dla uwzględnienia różnic społecznych. Ten sposób zastosowania jest zrozumiały i uzasadniony, gdyż słowem kobieta określono i określa się prze- dewszystkiem osobę jako płeć. Zresztą gadanie
- „rozwoju języka“ jest czystą przechwałką. Ale
- dziś jeszcze słowo pani bywa używane w dawnem znaczeniu, gdyż służąca mówi: pan jest całkiem dobry, ale z panią nie można wogóle dłużej wytrzymać, a również w mowie „pani“ odpowiada słowu „pan“. Także i dziś jeszcze słowo kobieta bywa używane w znaczeniu zbiorowem przy publicznych urządzeniach i tak na kolejach mamy przedziały dla pań (Frauen-Abteilungen), tak jak dawniej mówiło się o 'pokoju kobiet (Frauenzimmer)J). I dzisiaj słowo kobieta określa płeć i tak pozostanie naprzekór wszytkim feministkom. Jeżeli jednak one mówią
nież na tem polu ambicje językowe; i tak powstaje: Związek pań domu, Stowarzyszenie pań itd., gdzie unika się słowa kobieta, uważając słowo „pani" za coś wyższego. Przyp. tłum.
■) U nas w dawnej Polsce przyjęło się słowo fraucimmer na zbiorowe określenie kobiet n. p. na dworze. Przyp. tłum.
pani zamiast kobieta, również i tam, gdzie mowa o kobiecych właściwościach, jako znamionach płciowych i gdzie mężczyźnie przeciwstawia się kobietę jako pojęcie przyrodnicze, to ma się. tu do czynienia nie ż próbą rozwijania mowy, lecz ze zadzieraniem nosa, tak samo, jakby każda służąca chciała się nazywać panną. Idąc dalej będą chciały słowo „ko- biecy“ zastąpić przez „paniny“l) chociaż jest ono używane w całkiem innem znaczeniu i samice tygrysa nazywać będą panią tygrysa[19] [20]). Jedna jeszcze rzecz jest dziwaczna. Jakkolwiek rodzaj nijaki słowa kobieta[21]) powinienby przedewszystldem zranić dumę kobiecą, przecież słowo to nie straciło kredytu w liczbie pojedyńczej i można mówić: moja kochana .kobieta, jest się przywiązany do kobiety i dziecka, co- więcej „kobieta" ma często poetyczne brzmienie („zabij wpierw swoją panią" — nie wyglądałoby u Fidelia tak dobrze). Natomiast w potocznej mowde miałaby liczba mnoga „kobiety" trącić istotnie osobliwością. 'Jak do tego doszło, nie wiem doprawdy. Więc jedna kobieta może się podobać, natomiast większa liczba ma sprawiać mniej miłe wrażenie? Nikt jednak nie może mnie zmusić, abym ze względu na mowę potoczną przy rozważaniach naukowych nad kobietą nie posłużył się odpowiedniejszą w tym wypadku liczbą mnogą. Przecież. tu chodzi o ujęcie wszystkich form przejawów kobiety, tego jednak nie potrafi oddać inne słowo. Jeżeli jednak ktoś celem uniknięcia tych wszystkich drażliwości będzie używał w mowie zawsze tylko „dziewczęta i panie“, to jest to nietylko zbyt szczegółowe, ale często również i niewłaściwe, gdyż wtedy poprostu zwykło się myśleć „jeszcze niezamężne i zamężne", a więc znowu ma się do czynienia ze stosunkami towarzyskiemi, zwłaszcza, że co do dziewcząt nie można wiedzieć, czy to słowo zostało użyte w szerszem czy ściślej- szem znaczeniu (dzieci i dziewice): Będziemy więc i nadal mówić o kobiecie i kobietach i spodziewamy się, że to nieuzasadnione przeczulenie ustanie.
Kto ma prawo mówić o kobiecie? t. zn. kto się na tern cośkolwiek rozumie? Albo raczej, ponieważ wszyscy się na tern nieco rozumieją, kto zna się na tern najlepiej? Może same kobiety? tak i nie«. W każdym razie trzeba posłuchać ich zdania. Należy jednak rozróżnić dwie ewentualności: Jeżeli jakaś kobieta ocenia zachowanie się i czynności drugiej, to czyni to często bardzo krytycznie, bardziej, nawet niż wielu mężczyzn. Ale tylko wtedy, gdy oceniająca i oceniana znajdują się na tym samym poziomie. Inaczej jest z samooceną. Naogół przeciętna kobieta nie jest ani skłonna ani zdolna do wypowiedzenia się o swojem Ja. Ona czuje i działa pod wpływem uczucia, analiza stanowi dla niej coś obcego, niewłaściwego, coś co mogłoby jej Ja zbesz- cześcić. Dopiero gdy kobieta dojdzie do pewnego wieku i do pewnego stopnia wyższej kultury, staje się zdolną do samoobserwacji: Nie rzadko bywa ona osiągana przedwcześnie, ale wtedy łatwo wychodzą na jaw bardzo wypaczone poglądy i fałszywe zapatrywania, co dosyć często można obserwować u młodych dziewcząt i u pozornie wykształconych. Zatem pod uwagę mogą być brane tylko dojrzałe i wysoko wykształcone kobiety. Wyznania ich są z pewnością bardzo cenne, ale tutaj zachodzi ta obawa, że one same skłonne są przyjmować swój wykształcony i uszlachetniony sposób myślenia za ogólnie kobiecy sposób, podobnie jak to czynią ci wszyscy, którzy bezkrytycznie uogólniają swoje własne poglądy. Również nawet przy dużem zamiłowaniu do prawdy rzadko tylko pełna prawda da się osiągnąć, ponieważ wszyscy ludzie a kobieta w wyższym stopniu niż mężczyzna podlegają z jednej strony złudzeniom, a po drugie duchowo całkowicie nigdy się nie wywnętrzają, lecz zawsze nieco kryją nawet wobec najbliższych. Na największe zaufanie mógłby zasługiwać dziennik przeznaczony do przechowywania tajemnic, który czy to wbrew woli piszącej, czy dopiero po jej śmierci został odczytany. Ale i wówczas jeszcze należy być ostrożnym. Wchodzą w rachubę wreszcie przez kobiety poczynione obserwacje, których przedmiotem są inne kobiety. 1 tutaj trzeba o tem pamiętać, że kobiety ustrój już z natury nie jest nastrojony na spostrzeganie, że kobiecie ciężej naogól wyzwolić się od subjektywności niż mężczyźnie. Ale pomijając to pozostają jako warunki z jednej strony zdolności umysłowe a doświadczenie z drugiej strony. Przeważna liczba kobiet ma, poza kręgiem rodziny i kółkiem przyjaciół, zaledwo w towarzystwie sposobność do robienia obserwacyj, jednak towarzystwo jako teren różnego rodzaju kłamstw, najmniej właśnie nadaje się do tego. Mniej liczne zdobywają doświadczenie, jako damy dobroczynności, nauczycielki, pracownice zawodowe, w czasie podróży itd. Spostrzeżenia ich dotyczą przeważnie tylko poszczególnych warstw społeczeństwa lub pojedynczych grup. Również brakuje zwykle objektu porównawczego, ponieważ rzadko nadarza się sposobność przyjrzenia się z bliska licznym i różnego rodzaju typom ludzkim. Naturalnie nie brak wyjątków i tak jakiś zbieg okoliczności życiowych lub zawód (n. p. aktorki) mogą dostarczyć dogodnych sposobności do obserwacji. Widocznem jest, że szkody jakie ponosi mężczyzna z niemożności brania bezpośredniego udziału w życiu wewnętrznem kobiety równoważą niektóre inne korzyści. Nawet ci, którzy faktyczną różnicę między umysłem mężczyzny a kobiety uważają jako coś nienaturalnego i wywołanego wskutek pognębienia kobiety, muszą przyznać, że mimo wszystko mężczyzna posiada więcej zdolności do obserwacji niż kobieta, że patrzy bezstronniej, bardziej wytrwale i konsekwentnie i że życie dostarcza mu więcej sposobności do robienia spostrzeżeń. Ale i wartość mężczyzn jako obserwatorów jest bardzo różna. I tu uzdolnienie, wykształcenie, jak i okoliczności mają naturalne znaczenie. Z pomiędzy t. zw. z wykształconych stanów najwięcej danych będą mieli ci, którzy .wskutek swego zawodu zostali przygotowani do obserwacji ludzi. Sposobność może być dwojakiego rodzaju. Po pierwsze musi mężczyzna utrzymywać bliższe stosunki z kobietami, nie tylko matką, siostrami i z linnemi rodzaju żeńskiego krewnymi, lecz także stosunki o charakterze płciowym. Naogół mężczyzna żonaty ma lepsze warunki niż ten, co zna tylko miłostki, gdyż te stosunki nie trwają zwykle zbyt długo, a same partnerki nie przedstawiają często wielkiej wartości. Z drugiej zaś strony niejeden małżonek jest skrępowany, czy to przez miłość, która zaślepia, czy to przez wzgląd, by nie zadrasnąć kogoś. Mimo to człowiek żonaty powinien mieć najdogodniejsze warunki. Po drugie musi zawód mężczyzny nadawać mu, jak tylko możliwie dokładnej sposobności obserwowania dużej ilości i różnego rodzaju typów kobiet. Dwa stanowiska spomiędzy wszystkich dają najdogodniejsze okazje, lekarza i kapłana. Katolicki duchowny jest wprawdzie wykluczony od stosunków płciowych, ale zato spowiedź daje mu tyle wyjaśnień, że pod pewnymi względami trudno mu dorównać. Lekarz zaś ma tą korzyść, że lepiej jest obznajmiony co do stosunków małżeńskich i jako przyrodnik z zawodu jest lepiej, że tak powiem technicznie przygotowany. Pozatem lekarz również jest jakby spowiednikiem i właśnie w krajach protestanckich przypada mu ta rola. Z pośród lekarzy znowu dwaj z nich są szczególnie uprzywilejowani, lekarz kobiecy i neurolog. O lekarzu chorób kobiecych bardzo trafnie wypowiedział się Runge, który obalił ten niemądry zarzut, jakoby lekarz miał do czynienia tylko z choremi kobietami1). Jeżeli ginekolog głębiej wnika w życie płciowe, to neurolog zajmuje się przeważnie stanami duchowymi i zdobywa na tern polu doświadczenie, jakie rzadko jest innym dostępne. O wiele niepomyśl- niej przedstawiają się inne stanowiska. Protestancki duchowny posiada daleko mniej pomyślne warunki niż jego katolicki kolega i lekarz. Prawnik posiada [22] z reguły tylko jednostronne doświadczenie, gdyż staje wobec „mniejwartościowego" materjału. To samo odnosi się również do niektórych urzędników administracyjnych kierowników więzień kobiecych jakkolwiek nie należy zapominać, że właśnie pod niektórymi względami mają przedstawiciele państwa dobrą sposobność. Nauczyciele dziewcząt mają również szczególne okazje, jednak bez korzyści, ograniczeni są bowiem tylko do wieku niedojrzałego. Najniekorzyst- niej przedstawia się rzecz u ludzi piszących, teoretyków, którzy swoje wiadomości czerpią z literatury i od swojej żony. Naturalnie ma to tylko wartość ogólnikową, w rzeczywistości bowiem osobiste walory odgrywają największą rolę, nieraz duchowni i lekarze spowodu braku danych nie wyzyskują swoich korzystnych sposobności, podczas gdy wysoce uzdolnieni i spostrzegawczy mężczyźni potrafią nawet przy małych możliwościach porobić duże spostrzeżenia, zwłaszcza wtenczas, gdy umieją wykorzystać odpowiednie i doświadczenia innych. I tak n. p. Kant jest znakomitym krytykiem, jakkolwiek jego doświadczenie nie musiało być duże. Lecz i ten, kto posiada duże doświadczenie nie będzie się wyłącznie na niem opierał, lecz będzie o ile to możliwe wykorzystywał doświadczenia drugich. W ten też sposób każdy postępuje całkiem nieświadomie. Tylko tam, gdzie chodzi o literaturę, nie powinno się zaniechać pytania, czy piszący, w podobnem wypowiedzeniu się nie był przypadkiem zainteresowany naskutek sw7ego stanowiska. Pisma ludzi tendencyjnych są z góry podejrzane, a jeżeli przytem okaże się, że i z doświadczeniem sprawa stoi kiepsko, to wie się odrazu, co o tern myśleć; sądy Stuarta Milla, Bebela i innych zaślepionych teoretyków, nie będzie nikt wyżej cenił, niż na to zasługują.
Co do wagi mózgu, to sprawa w ten sposób się przedstawia. Th. L. W. von Bischoff >) profesor ana- tomji w Monachium ważył 559 męskich i 347 kobiecych mózgów. Jako najwyższą wagę męskiego mózgu znalazł on 1925 g. kobiecego 1565 g. Jako przeciętna tych wszystkich pomiarów wypadła dla mózgu męskiego liczba 1362, dla kobiecego 1219 g. Sam
') Das Gehirngewieht des Menschen. Bonn 1880. 8°. 171 str. i tablice. Kto chce czegoś bliższego się dowiedzieć, musi sam przeczytać to znakomite dzieło; będzie Się potem wstydzić tego lekkomyślnego zaczepienia Bischoffa. Jest to, nawiasem mówiąc, wstyd naprawdę, jeżeli się dzisiaj jeszcze powołuje na dowodzenia prof. Briihla. Chcę tutaj tylko powtórzyć jeszcze parę powiedzeń Bischoffa: „Musimy przeto dla oceny somatycznych czynności mózgu obu pici w-ziąć pod uwagę względną wartość jego ciężaru i po tern uwzględnieniu odnieść różnice wagi obu mózgów jedynie tylko na karb psychicznych funkcji mózgu". „Według zgodnej opinji wszystkich badaczy, jest u wszystkich dotychczas znanych ras i szczepów ludzkich średni ciężar wagi mozga dorosłych mężczyzn wybitnie większy niż u kobiet... Ten fakt tak znacznej różnicy pomiędzy wagą mózgu męskiego a kobiecego, jak również i to, że najniższą wagę mózgu spotyka się tylko u kobiet, najwyższą zaś tylko u mężczyzn, razem stanowi to czynnik pierwszorzędnego znaczenia, zwłaszcza “przy swej uniwersalności i bezwzględności, jakiej nie spotyka się więcej w całej nauce o wadze mózgu".
Dla drugiej części mojej rozprawy ważny jest następujący wynik.
„Wzrost wagi mózgu osiąga u mężczyzny swoje maximum między 20—30 rokiem, u kobiet max.imum do 20 roku, podczas gdy stały ubytek odbywa się u kobiet między 50 a GO, u męż czyzn między 60 a 70 rokiem życia". Ostatnie wyniki Bischoffa zostały potwierdzony przez Marchanda, (O wadze mózgu u człowieka. Biolog. Central-Blatt XXII. 12. 1002).
Bischoff poczynił: w swoim dziele możliwe zarzuty, a zwłaszcza odparł zarzut, jakoby przez t. z w. względną wagę mózgu wyniki miały być inne. Istotnie nie można dowodzeniom Bischoffa (które w zupełności zgadzają się z wynikami innych badaczy) nic wo- góle zarzucić. Jednak ważenie mózgów nie jest wcale prostą rzeczą i robić je może tylko anatom. Pewnego rodzaju rekompesatą mogą być pomiary głowy. Abstrahując od bardzo rzadkich nienormalności kształtów głowy, n. p. tak zw. głów wieżonych, można bez wahania przyjąć, że największy obwód głowy jest proporcjonalny do jej wielkości, a tern samem do wielkości mózgu. Rozumie się, że tego rodzaju pomiary nie będą całkiem dokładne, ale w tym wypadku wcale o to nie chodzi. Dla znającego się na rzeczy nie ulega wątpliwości, że zasadniczo wielkość głowy rośnie wraz z umysłowemi zdolnościami. Naturalnie musi się przy tern wziąć pod uwagę wielkość ciała, duża głowa na małem ciele będzie miała większe znaczenie niż na dużem ciele i odwrotnie. Trzeba również i o tem pamiętać, że poszczególne uzdolnienia (poszczególne talenta) nie muszą naogół odpowiadać dużemu mózgowi, ale tylko pod pewnymi względami dużemu mózgowi. Protesty przeciw tej tak prostej i nie ulegającej wątpliwości prawdzie pojawiają się często w dziennikach z dziwnym uporem. Przytem stawia się pytanie, cui bono? Jeżeli dokona się pomiary na większej liczbie mężczyzn, to można się przekonać że wszyscy ci, których umysłowe zdolności przekraczają miarę przeciętną, mają stosunkowo dużą głowę, obwodu 57 cm i więcej. Przy 56 i 55 cm zdatność umysłowa nie jest wykluczona, chociaż w granicach tych cyfr nie spotyka się jej często, a raczej o wiele częstsze są małe uzdolnienia. Natomiast mniej niż 55 cm spotyka się prawie tylko u mężczyzn umysłowo bardzo źle uposażonych, a przy 53 cm można z niejaką pewnością przypuszczać patologiczne stosunki. To odnosi się też do małych mężczyzn. Jeżeli się mierzy głowy kobiece, to dość często znajduje się obwody 56, 57 cm, ale również bardzo często 52, 51, a nawet 50. Te niskie cyfry spotyka się u dorosłych kobiet średniego zwrostu (160 cm i więcej) i o zwyczajnem umysłowem uzdolnieniu (t. j. w szkole dobrze się uczyły i spełniają wszystko, co wymaga ich stanowisko w rodzinie, mówią one obcymi językami i wypowiadają zdrowe sądy). Jeżeli widzę, że mężczyzna wysoki 165 cm, mający 53 cm obwodu głowy nie może sprostać większym wymaganiom, kobieta zaś tej samej wielkości mająca 51 cm obwodu głowy przewyższa wiele swych sióstr umysłową tężyzną, to nie mogę przecież traktować tego obojętnie. Jeżeli się wreszcie raz przekonało o regularności tych cyfr, to nawet sporadycznie zachodzące przypadki, które oozomie wyłamują się z reguły, nie mogą już wprowadzić więcej w błąd. Dlatego kładę na te rzeczy nacisk, ponieważ są takie proste i każdemu dostępne ').
Również przeciwko badaniom Riidingera nie można nic zarzucić jak przeciw badaniom Bischoffa. Co najwyżej można powiedzieć, że należałoby sobie życzyć, aby liczba przypadków jeszcze się zwiększyła i aby przystąpiono do badań dalszych odcinków po- [23] wierzchni mózgu. Jak dotąd badania Riidingera są prawie jedyne a ich znaczenie jest dostatecznie wielkie. Najważniejszem zaś wydaje mi się to, że on wykazał widoczne różnice płciowe na mózgach noworodków.
W ustosunkowaniu się do tych niemiłych faktów ujawniła się cała nierzetelność feministycznej literatury. Jeżeli p owagi naukowe przez długoletnie sumienne i żmudne badania ustaliły anatomiczne fakty, to ni stąd ni zowąd jakiś niepowołany człowiek objaśnia, że według jego zdania nie należy do tego przywiązywać wagi, a inni paplają za nim.
W jednej przeciwko mnie skierowanej krytyce powiedziano: „Poprzednio dla udowodnienia kobiecej niższości kładziono nacisk na małą wagę kobiecego mózgu. Od czasu jednak jak się pokazało, że waga mózgu głównego przedstawiciela tego poglądu... pozostawała niżej przeciętnej wagi kobiecych mózgów, odtąd zarzucono ten pogląd". Przykro mi, że muszę zajmować się takiemi — powiedzmy w błąd wprowadzającymi wiadomościami — ale cóż robić. Każdy pozna, że to zdanie odnosi się do Bischoffa. Aby jak najlepiej się upewnić, zwróciłem się do p. prof. Bollingera, który robił sekcję Bischoffa. Był on uprzejmy podać mi, że 76 lat liczący zmarły Bi- schoff, mający długości około 180 cm posiadał wagę mózgu 1330 g. Według własnej tabeli Bischoffa przeciętna waga mózgu mężczyzny w latach 70—85 wynosi 1279 g (obliczona z 24 przypadków, w tern waga 1452 g własnego 79-letniego ojca Bischoffa). Zatem waga mózgu Bischoffa przewyższała średnią dla mężczyzn. Średni ciężar mózgu dla kobiet w latach 70—82 (18 przypadków) wynosi według Bi-
schoffa 1121 g. Trudno powiedzieć, ile wynosił starczy zanik w poszczególnym przypadku. Według tabeli tak Bischoffa jak i Boyda utrata wagi u mężczyzny w 8 dziesiątku lat przeciętnie wynosi ioo g albo więcej. Ponieważ czaszka w miarę wieku zasadniczo się nie zmienia, przeto masa czaszkowa pozwala na wnioskowanie o jej dobrych czasach nawet w starości. Dziwnym zbiegiem okoliczności miał 82 letni Pettenkofer przy ca 160 cm długości również i330g wagi mózgu.
Skąd pochodzi, pytano mnie, twój gniew przeciw „nowej kobiecie"? Z pewnością nie z osobistych względów, gdyż stoję zupełnie na boku i nie mam wcale osobistych celów, nie doznałem też nigdy przykrości od nowej kobiety. Jeżeli istotnie ogarnął mnie gniew, to stało się to spowodu Ibsenowskiej Nory. W tej sztuce rozchodzi się o to, że 'Nora, która przedstawiona jest jako mała głupia kobietka, wkoń- cu wydala się i opuszcza dom, ponieważ jest zdania, że mąż traktuje ją jak lalkę. O czem Ibsen właściwie przy tern myślał, nie wiem doprawdy; prawie z reguły nie można rozgmatwać, czego chce taki poeta-aptekarz >). By bronić jego czci mógłbym przyjąć, że on wyszydził w okropny sposób ideologję której hołduje Nora. Obecnie jednak widzę, że w tej zwyrodniałej i napół zwarjowanej osobie, która swoje dzieci porzuca dlatego, ponieważ uroiła sobie, że musi rozwijać swoje nędzne Ja, dopatrzyli się ludzie bohaterki. To oburzało mnie, a im więcej zastanawiałem się nad tern, tern bardziej wstrętną
’) Oby rijs jaki dobrotliwy los wybawił nareszcie od tej całej północnej i tern podobnej poezji szpitalnej.
i przykrą wydawała mi się ta historja. Rzeczywiście nie można było trafniej przedstawić głębi zepsucia indywidualizmu, jak to uczyniono przez ucieczkę Nory. Kobiecie, która opanowana dziką namiętnością zaniedbuje obowiązki matki, można przebaczyć, ale matka, która dzieci swoje opuszcza, gdyż zdaje się jej, że nie jest dostatecznie wykształcona, jest wstrętna, lub jeżeli zmieni się sposób widzenia, umysłowo chorą. Nora jest upiorem teatralnym, ale ten podziw, jaki znalazła dowodzi, że coś psuje się w państwie duńskiem. Czy to możliwe, aby podobało się to co złe i chore? Czv może nasz lud jest chory, a nasze kobiety zwyrodniałe tak jak Nora? Myślę, że następujące tłumaczenie będzie trafne. Ten sprzeczny z naturą sposób myślenia znacznej części 'żyjących ludzi, który wyżej stawia indywidualne wykształcenie kobiecego umysłu, niźli spełnienie swego przyrodzonego celu, można porównać z umysłowemi epidemjami, jest on obłędem masowym, suggestją przemożnej idei. Nie jest on zatem właściwie chorobą umysłową, choć ta masowa suggestją nie byłaby możliwa, gdyby nie przygotowały mu podłoża anormalne właściwości umysłów. Wypada zająć się najpierw temi ideami, tak suggestywnie działającemi, a następnie warunkami, wśród jakich powstają. Przewodnie myśli t. zw. emancypacji kobiet nie są nowe. W roku 1600 n. p. ukazała się książka Mode- raty Fonte, nazw. męża Giorgi, urodzonej 1555, zmarłej 1592, II merito della donnę, w której dowodziła, że kobiety przewyższają mężczyzn[24]). Natomiast w starożytności nie rodziły się podobne myśli. Trzeba było dopiero, aby liberalizm doszedł do władzy. Jego treścią jest wyzwolenie jednostki. Zaczął on swoje działanie w średniowieczu, doszedł do wielkości i siły w 18 stuleciu, a eksplodował, że tak powiem w czasie francuskiej Rewolucji. Z pewnością wyzwolenie było dużą wygraną, ale każda rzecz ma dwie strony. Czysta wolność jest tylko zaprzeczeniem samej siebie, jeżeli wolność staje się wyłącznymi celem, to rezultatem tego jest wszechwładza jednostki, zupełna anarchja. Jak długo jakiś prąd wzrastać zaczyna, wówczas budzi powszechne nadzieje, a na zwolennikach robi dobre wrażenia. Żadna idea nie ma tego uroku co idea< wmlności, osiągnęła ona wprost nieporównaną siłę suggestji w czasie tego żywiołowego wzbierania liberalizmu. Wszystko trzeba było wyzwolić, a więc także i kobietę. Wolnością kobiety nazywa się ta upajająca suggestja. Wolność ale od czego? Naturalnie od wszystkich mężów, a chcąc być konsekwentnym należałoby powiedzieć wolność od przesądów, wolność od mężczyzny, wolność od dziecka. Tak konsekwentnym jednak nikt nie był, najpierw nazywało się to prawami człowieka. Że niema ludzi abstrakcyjnych, było obojętne, więc kobieta powinna przestać być. kobietą, a stać się „wolnym człowiekiem". Na tę przynętę łowi się i dzisiaj jeszcze ryby. Przy bliższym rozważaniu musi się powiedzieć, że nie jest to samo, kto oddaje się tej suggestji wolności bez zastrzeżeń, mężczyzna, czy też kobieta. Dla mężczyzny pewien stopień wolności jest koniecznością życiową, czy to będzie myśliwiec błądzący po ziemi, czy myśliciel bujający w obłokach. Prawdziwa kobieta nie pragnie wolności, jej szczęście zawisło właśnie od przywiązania. Zależy to od różnorakości celów. Jednostronny indywidualizm u mężczyzny jest przesadą, zadalekiem posunięciem się na właściwej drodze, u kobiety natomiast jest czemś przeciwnem naturze, jest obraniem fałszywej drogi. Nie można przeto powiedzieć, aby współczesny indywidualizm mężczyzny, nawet gdyby prowadził do przesady, miał koniecznie zawierać w sobie choćby w przybliżeniu chorobliwe cechy. O kobiecym indywidualizmie nie można tego powiedzieć i bez podobnych cech nie jest on możliwy.1 W czem objawiają się te chorobliwe właściwości, które czynią kobietę podatną na suggestje wolności? W nerwowości współczesnej. Zasadniczą cechą tej formy zwyrodnienia, którą zwiemy nerwowością jest niezdecydowanie naturalnego popędu. Im zdrowszym jest człowiek, tem bardziej zdecydowanym jest jako mężczyzna lub jako kobieta. U nerwowych natomiast ludzi występują cechy męskokobiece, zjawiają się znie- wieścicli mężczyźni i umężczyźnione kobiety. Myślenie staje się niepewne, brakuje mu bowiem nowej podpory, człowiek nie wie dobrze, czego chce, szuka na wszystkie strony, lecz wyciągnięte ręce chwytają próżnię; dużo pragnień a mało sił. Nie mogę wdawać się tutaj w bliższe szczegóły, chcę tylko zaznaczyć, że według mojego przekonania głównym warunkiem kobiecego indywidualizmu jest nerwowość, że zdrowa, kierująca się pewnym instynktem kobieta odpycha od siebie te złudne suggestje wolności1).
>) Z zadowoleniem przeczytałem książkę Laury Marholm: Zur Psychologie der Frau (Berlin 1897). Jednak równocześnie z pewną dozą nieukontentowania, ponieważ mówi ona o rzeczach, n^i które, jak przypuszczałem udało mi się już pierwej
Nie należy jednak przytem zapominać, że t. zw. ruch kobiecy ma w sobie inne jeszcze podłoża. Z tych najważniejszą jest nędza socjalna. Niejedną dotychczas bezmyślnie znoszoną dawną biedę obecnie dostrzeżono, względnie odkryto nową, a to dzięki temu, że warunki życiowe uległy powikłaniu, bądź przez wzrost zaludnienia, bądź przez rozwój wiedzy, wzmożenie się ruchu itd. Również i liberalizm powiększył nędzę przez to, że zburzy! dawne związki; wskutek wyodrębnienia, silna jednostka została wzmocniona, zaś słaba pognębiona. Wolność nie może być lekarstwem na nędzę, ulgę może tutaj przynieść tylko sprawiedliwość i miłość. Faktycznie jednak domaganie się poprawy warunków bytu idzie zawsze w pa-
wpaść. Zapewne tytuł brzmiałby lepiej: Zur Psychopathologie des Weibes, gdyż typy i postacie przedstawione przez autorkę są tylko formami nerwowości łub zwyrodnienia. Jakkolwiek wiele z tego, co mówi pani Marhołm jest znakomite, jednak wydaje mi się, że przykłada zbyt wielką wagę do swego podziału i że w ciągłej zmianie wieków i duchowej mody dopatruje się czynnika o wiele ważniejszego, niż w rzeczywistości jest. Przecież z historycznemi przemianami ma się rzecz w ten sposób, że to co zbliska wydaje się wielkie, z pewnej odległości staje się małe. Poszczególne postacie choroby są zaledwo dostrzegalne w oczach współczesności jako osobliwość, a tylko charakterystyczną oknzuje się ta niemoc, która polega na osłabieniu instynktów. Zależnie od powtarzających się w różnych czasach typów zmienia się potem obraz schorzenia nerwów. Pani Marholm przesadza nieco również w tern, jakoby jej zestawienie Obejmowało cały rodzaj niewieści. Na szczęście jednak istnieje jeszcze dosyć zdrowych. Lecz niestety spotyka się przeważnie czyto w towarzystwie, czy w literaturze te podniecone, chore; dobre pilnują swojej roboty w domu. Tak jak w Paryżu: Gdy się idzie ulicami, można myśleć, że cała kobieca ludność to same publiczne, ale i tutaj dobre siedzą w domu.
83
fze z żądaniem wolności, to też i w ruchu kobiecym liberalizm objął przewodnią wolę a kobiety wołając o sprawiedliwość, na pierwszy plan wysuwają potrzebę wolności. Muszę wskazać jeszcze na jeden charakterystyczny moment, który ułatwia suggerowanie u kobiety myśli o wolności. Dziewczyna jest z natury nieświadoma w swym popędzie. Stawianie oporu mężczyźnie i odpychanie zmysłowości uważa dziewica jako coś koniecznego i nieustannego, chociaż są to rzeczy natury przejściowej i w gruncie rzeczy służą jako czynniki ochronne. Im lepsza - jest dziewczyna, tern mocniej jest o tern przekonana, że wcale nie pragnie mężczyzny, że każdej chwili zmysły jej odwrócą się w stronę rzeczy idealnych. Tak dalece, że mężczyzna, który nie okazuje należytego zrozumienia dla tych czystych pragnień i stara się przeciągnąć ją na swoją stronę łatwo może wydać się jej wrogiem. Stąd nietrudno zrozumieć, że właśnie szlachetnie myślącym dziewczętom spodoba się okrzyk bojowy: Samodzielność kobiety! wyzwolenie od mężczyzny! Jeżeli to hasło rozlega się w odpowiednim momencie, to napewno znajdą się wśród panien zwolenniczki tej nowej nauki. Skoro później poznają miłość, to z reguły ulatuje cały ten straszak a pozostaje tylko miłość, dawne zaś dążenia wywołują już tylko uśmiech. Wkońcu przychodzą dzieci, a wówczas wylatuje z pamięci całkowicie ta duchowa choroba dziecinnych lat. Jeżeli jednak nie przyjdzie do zamąż- pójścia, to raz zaszczepione zapatrywania utrwalają się z reguły tern mocniej, im większe jest uczucie pustki. Podobnie dzieje się często w bezdzietnych małżeństwach. Im bardziej uporczywem staje się dążenie do swobody, tern rychlej lubi kończyć się w chorobliwy sposób. Niektóre młode dziewczęta mówią: nie wyjdę za mąż, chcę zostać wolną. Można z tego wyśmiać się, wiadomo przecież jak z tymi sprawa stoi. Ale skoro dziewczyna upiera się przy swem postanowieniu, chociaż ofiarowano jej miłość, wtedy według wszelkiego prawdopodobieństwa ma się do czynienia z typem patologicznym. Kobieta która wo- góle nie chce mieć dzieci, albo po pierwszem dziecku mówi: tylko raz, więcej już nie, jest napewno wynaturzoną istotą. Jeszcze gorzej jest, jeżeli kobieta zaniedbuje własne dzieci albo nawet opuszcza dla swoich samolubnych i obłędnych celów. Droga, jaką przebyła myśl od momentu pierwszego oburzenia spowodu Nory aż dotąd jest długa, lecz po drodze ten gniew gdzieś rozwiał się. Nie można przecież gniewać się, skoro filozoficzne dociekanie odkrywa jako źródło zła błędne zapatrywanie i chorobliwy brak naturalnych uczuć. Lecz każdy jest człowiekiem i gdy się posłyszy to wychwalanie zła, gniew budzi się nanowo. Ale i gniew ma zarazem swoją dobrą stronę, gdyż zmusza do działania, a właśnie w naszym przypadku praca nie będzie pozbawiona widoków, ponieważ suggestje dadzą się usunąć, a zwłaszcza suggestje masowe, co już dawniej zwalczano skutecznie w ten sposób, że poszczególnym ź nich przeciwstawiano czynniki natury wznioślejszej.
Napewno nie brak poczciwców, którzy sądzą, że ja przesadzam, gdyż „ruch kobiecy" nie prowadzi wcale do zaprzeczania natury, a dążenie do wyższych celów nie ma nic wspólnego z trywializmem uczucia. Ci jednak bardzo się mylą. Naturalnie wiele z pomiędzy kobiet, które dołączają się do ruchu pozostaje w połowie drogi, jednak sam ruch ma w sobie rozmach dojścia a do samego końca. A tym końcem jest wyzwolenie się od dziecka. Jeżeli cośkolwiek otoczyć może kobietę szacunkiem, to tym jest imię matki. Napisałem, że natura wymaga od kobiety nie męskich czynów, ale matczynej miłości i wierności. Pewna kobieta krytyk zrozumiała to w ten sposób, że wedłług mojego zdania kobieta nadaje się tylko jako „rodzicielka i pielęgniarka płodów". Proszę słuchać: pielęgniarka płodowi I czy nie można mówić o zwyrodnieniu.
Moją charakterystykę kobiety skrytykowano przeważnie w trojaki sposób. Albo, mówiono, że ona jest zasadniczo fałszywą, albo, że ona jest w zasadzie słuszna, lecz ma tylko względną wartość, albo wreszcie, że jest w zasadzie słuszna, ale tylko w odniesieniu do obecnych stosunków.
Przeciwko zarzutowi, że moje twierdzenia są fałszywe nie mogę się wogóle bronić, ponieważ dyskusja przeciągnęłaby się w nieskończoność. Chcę tylko .wspomnieć o pewnych nieporozumieniach, na których wyjaśnieniu mi zależy. Ku mojemu ubolewaniu muszę powiedzieć, że pewne osoby, na opinji których można polegać, sądziły, że uważam kobietę za niemoralną, chociaż ja wyraźnie przeciwko temu się zastrzegłem. Jednak muszę obstawać przy tern, że kobieca moralność jest o tyle niekompletna i niedostateczna, iż zasadniczo jest moralnością uczucia. Nie jest to -rzecz wcale nowa i można ją znaleść dokładnie n. p. u E. Ilartmanna. Zdaje się, że nie tyle dotknęło wykazanie braku poczucia sprawiedliwości, co udowodnienie kłamstwa, z konieczności. To widocznie stąd pochodzi, że kłamstwo uchodzi popro- stu ogólnie jako coś niemoralnego, pogląd wypa-






