Dr Diana Wojtkowiak: Modna obecnie sieć bezprzewodowa 5G będzie kosztowną pułapką.
Modna obecnie sieć bezprzewodowa 5G będzie kosztowną pułapką.
dr Diana Wojtkowiak
Sieć 5G to rewolucja, nigdy tak szybko nie można było przesyłać plików, filmy będziemy ściągać w trzy sekundy, gier, przeciwnie, nie trzeba będzie ściągać, będą świetnie działały on-line, nie będzie kłopotów z zablokowaniem sieci podczas sprzedaży biletów na mecze, wielkie firmy nie będą musiały posiadać wewnętrznej sieci przesyłu danych między maszynami, skorzystają z usług komercyjnych sieci 5G, roboty przemysłowe wyłowią przecież to co im potrzebne spomiędzy Facebooka i meczów, a autonomiczne samochody pozbawią nas niestety przyjemności kierowania. Pytanie, ile osób będzie chciało płacić za drogi abonament? Dobry marketing sprzeda go na pewno wszystkim osobom, które wykazały się submisyjnością, z tatuażami i w dziurawych spodniach. To był genialny eksperyment socjologiczny, który już się przydaje marketingowcom.
Tak czy inaczej, projekt się nie bilansuje. Firmy telekomunikacyjne już na wstępie będą musiały zapłacić ogromne sumy za przydział pasm radiowych, a nakłady inwestycyjne dopiero się zaczynają, miliony stacji bazowych połączonych światłowodami, dwadzieścia tysięcy sztucznych satelitów, już sukcesywnie wysyłanych. Potrzebni będą klienci specjalni. Przemysł? Przemysł w ogóle się nie wypowiada, wąskim gardłem nie jest produkcja, ale zdobywanie nowych rynków. I teraz dochodzimy do już znanej negatywnej konsekwencji systemu, wielkie zagrożenie nowotworami. Kancerogeny plus nadajniki i urządzenia radiowe odpowiedzialne są wspólnie za prawie wszystkie choroby cywilizacyjne. Firmy chemiczne same w sobie są niewinne, telekomunikacyjne podobnie. Dopiero połączenie tych skażeń przynosi choroby. W USA połowa mieszkańców umiera na nowotwory i to wcale nie w podeszłym wieku. Wiedzą o tym właściciele firm telekomunikacyjnych, wiedzą wielcy finansiści, wiedzą przywódcy współczesnych mocarstw. I się nie boją. Boją się maluczcy. Ci wielcy się nie boją choć są w tym samym garnku! Jest w nas pewna siła, która powoduje, że w pewnych sytuacjach nie boimy się ryzyka utraty życia. To władza, wielka władza, na poziomie międzynarodowym. Głównym beneficjentem i płatnikiem będzie przyszły rząd światowy, może tylko kontynentalny. A co o tym mówią politycy?
Przedstawiciele USA uważają sieć 5G jako broń strategiczną. Tak wypowiedział się szef firmy Huawei Ren Zhengfei w wywiadzie dla niemieckiego czasopisma Handelsblatt 17 kwietnia 2019. Nie mówi o broni taktycznej, ale strategicznej. Kolejne doniesienia prasowe przedstawiają wypowiedzi amerykańskich wysoko postawionych przedstawicieli rządu: Musimy wygrać ten wyścig o zdominowanie świata naszymi urządzeniami 5G, za wszelką cenę, to walka o władzę nad światem. Od razu nam się rozjaśnia, dlaczego widzimy taki zmasowany atak na firmę Huawei, dlaczego nie będzie można korzystać z jakichkolwiek serwisów Google na reklamowanym i sprzedawanym aktualnie na całym świecie smartfonie Huawei P30.
A co to za wielka broń, ktoś pomyśli, czarna propaganda przez Internet? I tu przydaje się utrzymywanie społeczeństw w niewiedzy. Ci bardziej zorientowania znają metodę selektywnych zabójstw prowadzonych przez Mosad bez większych przerw od Drugiej Wojny Światowej, kiedyś używano potężnej rakiety nawet jednotonowej zamieniającej w gruz dużą kamienicę, obecnie to małe rakietki z zaledwie 800 gramami trotylu wpadające przez okno i zabijające pożądaną osobę. Jak zginą dwie czy trzy postronne osoby to nie ma problemu. Problemem jest gdzie aktualnie jest ta poszukiwana osoba i czy to na pewno ona. Mosad czeka z utęsknieniem na internet rzeczy w krajach arabskich, który z założenia ma namierzać wszystkich z precyzją 10cm. Tymczasem w Izraelu nie będzie ani sieci 5G ani internetu rzeczy. Ta metoda z rakietami wcale nie jest taka dobra, każdy wybuch dziennikarze rozgłaszają po świecie i jest afera. Trzeba zabić bez huku. Pamiętajmy, że dawny cyrulik zajmował się nie tylko leczeniem, ale też dostarczaniem trucizn. I teraz przechodzimy do świata jakby z innej bajki znanego małej liczbie osób, do przesyłania pól torsyjnych przez fale radiowe czy Internet. Pola torsyjne znane są od stuleci, nie precyzowano jednak ich nazwy. To na przykład oddziaływania radiestezyjne z ponurymi domami z rakiem, jak też homeopatia. Dziś na ogół deprecjonowana za przyczyną firm farmaceutycznych tracących monopolistyczne dochody, ale jeszcze dwadzieścia lat temu szpital w Indiach, to było miejsce gdzie leczono homeopatią i ziołami - i to skutecznie.
Leki homeopatyczne, które są w sprzedaży prawie nie szkodzą, te szkodliwe będące truciznami odrzucono podczas próbowania ich na sobie przez tysiące homeopatów. Trucizny homeopatyczne też jednak można w każdej chwili przyrządzić. W preparacie homeopatycznym nic nie wykryjemy metodami chemicznymi. Mamy do czynienia z oddziaływaniami subtelnymi. Rozumienie oddziaływań subtelnych ma jednak być zarezerwowane dla kręgów wojskowych, do subtelnego zabijania.
Już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Związek Radziecki zainwestował ówczesny miliard dolarów na badania pól torsyjnych i cząstek pól torsyjnych w celach militarnych. Po rozpadzie Związku Radzieckiego prace te przestały być finansowane, a duża część wiedzy została ujawniona i jest dostępna w Internecie dla osób czytających po rosyjsku. Od kilku lat wojskowe prace zostały wznowione i znów utajnione. Jednak początkiem badań pól torsyjnych są prace Amerykanina Alberta Abramsa, który w okresie okolic I Wojny Światowej wykazał istnienie tych pól w organizmie człowieka, w tym pól związanych z rozległymi zmianami chorobowymi, możliwość przesyłania tych pól przez przewody elektryczne a także ich filtrowania przez elektroniczne układy rezonansowe. To oczywiście pola i cząstki, które nic nie mają wspólnego z polami elektromagnetycznymi - oddziaływania subtelne. To na pracach Abramsa początkowo opierali się Sowieci. Jednak USA nie pozostawała w tyle, żeby zniszczyć dobrą opinię Abramsa wydawnictwo czasopisma Scientific American poświęciło artykuły w osiemnastu kolejnych numerach czasopisma, w których go oczerniano. Tematem zajęło się wojsko, tylko czasem, ktoś coś przypadkowo chlapnie o osiągnięciach z badań nad polami torsyjnymi. Na przykład dwa miesiące temu firma Lockheed Martin pochwaliła się skonstruowaniem przetwornika pole torsyjne/ sygnał elektryczny o nazwie Dark Ice, służącego jako naturalny GPS bez użycia satelitów. Świetna rzecz, kiedy zdamy sobie sprawę, że nad lotniskiem Tel Aviv, ostatnio GPS raz działa raz nie, a europejski system Galileo już od kilku tygodni w ogóle nie działa i nie wiadomo z jakiej przyczyny. Ktoś z tytułami naukowymi może powiedzieć, przecież to głupota, jak może istnieć system GPS bez sputników? Ja tymczasem o naturalnym GPS-ie mówiłam na konferencji w Moskwie poświęconej polom torsyjnym w 2016 roku, którego znanym najmniejszym elementem są kolorowe siatki radiestezyjne. I o tym, że wykorzystują go ptaki. Firma Lockheed Martin nie przyznaje się, że to pola torsyjne, ale biegły w sztuce od razu je rozpozna. Zatrudnieni na uniwersytetach naukowcy nie nadążają niestety za wydarzeniami. Chiny do takich prac przystąpiły znacznie później, ale też mają osiągnięcia. Dwa lata temu wysłały oparty na polach torsyjnych sputnik do badania złóż geologicznych na głębokościach do 8 km. Klientem w tym przedsięwzięciu będzie też Europejska Agencja Kosmiczna.
W latach siedemdziesiątych odkryto, że cząstki pól torsyjnych z określoną informacją można zapisać na taśmie magnetofonowej albo twardym dysku i przesłać drogą radiową lub przez Internet. Sama takie eksperymenty przeprowadzałam dla potrzeb konstrukcji nowych wysokiej jakości urządzeń radionicznych do celów medycznych. Stara homeopatia, którą stosuje większość homeopatów jest już dosyć nudna, to głównie preparaty sprzed lat z roślin i soli nieorganicznych. Obecna biologia molekularna i wyprzedzająca big-farmę medycyna doświadczalna, to manipulacja najwyższymi regulatorami organizmu, receptorami szlaków kinazowych regulujących losy komórki, a nawet morfogenezę. Oddziaływanie na neuroprzekaźniki, hormony i cytokiny poprzez preparaty homeopatyczne jest też bardzo ważne, to kierunki nowoczesnej homeopatii, rozwijanej między innymi w Rosji. Taką homeopatyczną informację będziemy mogli przekazywać przez sieć 5G. Nie jest to już ta wyselekcjonowana pula preparatów, które nie wnoszą większych objawów ubocznych. Przeciwnie, działamy wprost na główne regulatory organizmu, można świadomie przekroczyć fizjologiczny poziom oddziaływania i wyprowadzić organizm z równowagi, prowadząc do poważnych zaburzeń fizjologicznych, a także śmierci.
Teraz wyobraźmy sobie internet rzeczy będący sztandarowym elementem sieci 5G, napstrzony kamerami i różnymi czujnikami. Obserwujemy daną osobę w jej mieszkaniu, mamy parametry fizjologiczne ściągnięte w podczerwieni przez kamerę i różne czujniki. Wysyłamy jej z telewizora albo smartfona, poprzez obraz albo dźwięk, informację homeopatyczną do jej ciała, wystarczą krótkie półsekundowe impulsy (takie stosowałam przy przekazie informacji przez Internet). Każdy lekarz wie, informację jakiego hormonu albo neuroprzekaźnika należy wprowadzić, żeby uzyskać agonalne zaburzenie pracy serca, albo kryzys psychiatryczny, ewentualnie wstrząs anafilaktyczny. Wybór mamy bardzo duży. To jednak tylko początek zabawy, noblista Luc Montagnier i niezależnie Peter Gariajew dokonali transferu genów przez Internet do komórek ludzkich. Enzym kopiujący DNA (polimeraza DNA) nie jest w stanie rozpoznać fragmentu DNA skopiowanego na cząstkach pola torsyjnego od prawdziwego DNA i namnaża ten gen. Możemy dokonać terapii genetycznej albo coś zmienić według swojego uznania. W ten sam sposób niedługo będzie można przesyłać też wirusy, na szczęście nie bakterie.
Nowotwory, które nie wiadomo skąd się biorą, jak nas przekonują lekarze, też można wywoływać przez sieć 5G, stymulując jednocześnie dwa receptory: receptor AHR reagujący na kancerogeny i któryś z receptorów szlaku kinazowego PI3K/AKT/mTOR. Ale sama sieć 5G, ze zwiększoną mocą nadajników zainstalowanych na kilometr kwadratowy podwyższy realne promieniowanie pól torsyjnych niosących informację miedzi, która aktywuje szlak PI3K. Zwiększy to zapadalność na nowotwory, choroby neurodegeneracyjne, autyzm, choroby reumatyczne itp. Receptor AHR wystarczająco pobudza pita codziennie, zgodnie z reklamami, woda z plastykowych butelek, które infekują wodę informacją homeopatyczną od układów aromatycznych znajdujących się w plastyku. A więc wzrośnie zachorowalność na nowotwory. Skoro jest ich tak dużo, groźba wydaje się mniejsza. Jednak liczby mówią za siebie: 200 lat temu na nowotwory chorowało mniej niż 2% populacji, obecnie w Polsce przy normie promieniowania elektromagnetycznego 0,1 W/m2 umiera na nowotwory 25% populacji, a w USA przy normie 10W/m2 - 50% populacji.
A teraz coś grzeczniejszego. Nie wiadomo z jakich powodów uważa się powszechnie, że najgorsza demokracja jest lepsza od dyktatury. Nie ma nic lepszego dla czasów demokracji jak sieć 5G. Będziemy przesyłać wyborcom wraz ze spotami wyborczymi albo w wiadomościach sygnały niosące informację pobudzającą ośrodki nagrody w mózgu i poczucie wielkości i ukojenia razem z obrazem psychopaty uwikłanego w mafijne układy, a informację homeopatyczną wywołującą wymioty i ból brzucha razem z obrazem kandydata o populistycznych poglądach. Wystarczy to kilka razy powtórzyć, żeby mało zdecydowani wyborcy zmienili preferencje. Konstantin Meyl w swojej książce La guerre des ondes scalaires (wydanie francuskie) pisze, że manipulacji falami skalarnymi (tożsamymi z polami torsyjnymi) dokonuje już od pewnego czasu kilka krajów: USA, Rosja, Szwecja, Niemcy i Izrael. Samo wprowadzenie odpowiednio silnego sygnału pól torsyjnych do klipów wyborczych jest dosyć proste z technicznego punktu widzenia. Sztuką jest dobór odpowiedniej informacji biologicznej, która zapewni oczekiwany efekt wyborczy. Szum wokół ostatnich wyborów prezydenckich w USA wcale nie jest taki banalny.
Podane w tym krótkim tekście przykłady nie wyczerpują bogatych możliwości, które możemy uzyskać dzięki sieci 5G. Jedynym problemem jest kto? Jacy psychopaci będą mieli dostąp do tak zwanych tylnych furtek umożliwiających korzystanie z informacji niesionych przez internet rzeczy? Prawdę mówiąc, trudno mi wymyślić do czego pozytywnego mógłby się przydać internet rzeczy w kuchni. Obiadu nie ugotuje, ciasta nie upiecze. Studenci coś wymyślają, ale oni się cieszą, jak miga dużo lampek.
Nietrudno samemu spostrzec, że własnymi grzecznymi działaniami w kierunku nowoczesności, w oczach psychopatów, mających władzę nad powstającym systemem, staniemy się dla nich najpierw królikami doświadczalnymi a później niewolnikami. Po prostu rewolucja!
O wspomnianych wyżej tematach piszę szerzej i z odpowiednimi cytowaniami na stronie www.torsionfield.eu.
Gdańsk 22 lipiec 2019
mailnad.






