ESTONIA
„Ciężarówki zrzucano z Estonii”
„Ułożyłem tę układankę kawałek po kawałku i doszedłem do mocnego przekonania, że zatonięcie Estonii nie było częstym przypadkiem” – powiedział Harri Ruotsalainen, fiński ekspert ds. ratownictwa, który był zaangażowany w operację ratunkową M/S Estonia w 1994 roku. Estonska największa gazeta Õhtuleht. Według niego istnieją powody, by sądzić, że część ładunku, a dokładniej kilka ciężarówek, zostało wyrzuconych ze statku podczas rejsu i że było to związane z zatonięciem, które spowodowało śmierć 852 osób.
Opublikowano: 27 września 2021, 15:55
- Widziałem na własne oczy zdjęcie, które pokazuje, że na dnie morskim jest coś, czego nie powinno tam być – mówi estońskim mediom Harri Ruotsalainen.
10 września br. odbył długie spotkanie z estońską grupą Estonia w Riigikogu, estońskim parlamencie, aby porozmawiać o tym, co zobaczył. Całe nagranie wideo ze spotkania dostępne jest również w Internecie.
Ruotsalainen jest inżynierem i sam brał udział w akcji ratunkowej w 1994 roku, ponieważ pracował w tym czasie w fińskiej służbie ratowniczej w Helsinkach. Jednak nadal interesował się losem Estonii i, według Õhtuleht, osiągnął solidne zrozumienie tego, co się wydarzyło.
Harri Ruotsalainen, inżynier, który nie mógł pozostawić sprawy przypadkowi po zaangażowaniu w akcję ratunkową dla M/S Estonia.
Ruotsalainen doniósł grupie parlamentarnej, a później także prasie, że krótko po zatonięciu Igor Volke, reprezentujący estońską służbę ratunkową, przybył do niego z echosondą z okolic wraku. Podobno pokazuje kilka kwadratowych obiektów kilkaset metrów od Estonii, a Ruotsalainen doszedł do wniosku, że był to ładunek ze statku. Według niego są to co najmniej dwie, ale prawdopodobnie więcej, ciężarówki.
To, że prom wykonywał dziwne manewry tuż przed zatonięciem, jest już udokumentowane. Estoński zespół śledczy dał jasno do zrozumienia, że dane te zostaną zbadane, pisze Õhtuleht. Uważa się, że rozgłos wywiera dalszą presję na szwedzki rząd, który konsekwentnie wstrzymuje wszystkie śledztwa, nawet po odkryciu nowych dziur w kadłubie Estonii, a coraz więcej informacji wskazuje, że jest to w rzeczywistości masowe morderstwo.
Według informacji w prasie estońskiej, szwedzcy członkowie Międzynarodowej Komisji Estońskiej również otrzymali aktualne obrazy z sonaru, ale z jakiegoś powodu milczeli o nich przez te wszystkie lata.
Członek Riigikogu, Anti Poolamets, powiedział, że Estończycy nie ufają państwu szwedzkiemu. Według Ruotsalainen`a Szwecja sabotowała poprzednie śledztwa i odnosiła się do bezpieczeństwa narodowego. Szwedzki rząd utajnił szereg informacji o M/S Estonii, najpierw do 25 lat, a kiedy ten czas się kończył, do 100 lat.
Zginęły 852 osoby, ale szwedzkie rządy przez lata odmawiały zbadania tej sprawy po tym, jak komisja dochodzeniowa doszła do wniosku, że platforma dziobowa (rampa) poluzowała się - błąd konstrukcyjny, który stocznia odrzuca. Dzieje się tak pomimo odkrycia nowych dziur w kadłubie, uszkodzeń wybuchowych, a teraz informacji o tajemniczych ciężarówkach, które zostały wyrzucone za burtę.
„Teoria spiskowa” okazała się prawdziwa
W momencie zatonięcia Estonii 28 września 1994 r. statek operował na trasie Sztokholm-Tallinn niecały rok. Okoliczności wraku statku i dziwne działania szwedzkich władz doprowadziły do powstania wielu teorii spiskowych na temat przyczyn zatonięcia statku i tego, co chcieli ukryć. Krewni zmarłych wielokrotnie domagali się nowych nurkowań i badań, a szwedzkie władze ogłosiły poważne wyciszenie, a nawet podjęły próbę ukrycia całego wraku, co uniemożliwiłoby dalsze badania.
Jedną z teorii spiskowych, która teraz została potwierdzona, było to, że szwedzki wywiad był zaangażowany w operacje mające na celu dostarczenie technologii tajnej broni przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych z rozpadającego się Związku Radzieckiego, i że miało to miejsce pod pozorem zwykłego ruchu pasażerskiego – w tym Estonii. Fakt, że to się rzeczywiście wydarzyło – i że wydarzyło się to w Estonii dopiero na dwa tygodnie przed katastrofą – zostało potwierdzone przez władze szwedzkie po raporcie w przeglądzie zadań SVT w 2004 r.
Po ujawnieniu, rząd zlecił prawnikowi Johanowi Hirschfeldtowi (żyd - red. GW) zbadanie, czy siły zbrojne szmuglowały broń nawet w noc zatonięcia. Jednocześnie nie pozwolono mu zbadać organu, który faktycznie zajmował się przemytem, czyli KSI (Urząd Zbiorów Specjalnych - Kontoret för särskild inhämtning), ściśle tajnego wydziału wywiadu wojskowego MUST. Później okazało się, że Hirschfeldt zniszczył cały materiał śledczy i ukrył wiele elementów, czego nigdy nie wyjaśniono.
Skierowany na głęboką wodę
Estoński pisarz Jüri Lina, który od wielu lat mieszka w Szwecji, śledził relacje w prasie estońskiej, a także ma osobiste kontakty z parlamentarzystami w Estonii. Mówi Nya Tider, że informacje Ruotsalainen`a pasują do większego wzorca.
- Istnieją świadectwa o tym, jak uruchamiano silniki samochodowe na pokładzie samochodowym, ale wcześniej nie rozumiano dlaczego.
Według świadków otwarta została również tylna rampa na rufie statku. Musiało to nastąpić o godzinie 00.55, kiedy inni świadkowie twierdzą, że słyszeli głośne odgłosy zgrzytania konstrukcji kadłuba promu.
Jedną ze wszystkich tajemniczych okoliczności, które otaczają Estonię, są informacje od ocalałych, że na pokład wjechało kilka pojazdów wojskowych - jako ostatnie. Według Lina`y estońskim oficerom polecono udać się na granicę rosyjską i eskortować ciężarówkę do Estonii. Zaledwie kilka dni po incydencie żołnierze ci chcieli opowiedzieć o incydencie.
- Chcieli być zwolnieni ze służby wojskowej, ale im odmówiono. Dlatego nie mogli tego ujawnić ze względu na poufność, mówi Lina do Nya Tider.
Wiadomo już, że z dzienników fińskich stacji radarowych, a także ze stacji radarowej na Utö wynika, że statek utrzymywał prędkość 15 węzłów, ale o godzinie 00:00 zmienia kurs z zachodniego na bardziej południowy i jednocześnie zwalnia , najpierw do 8 węzłów i 00:58 do 5 węzłów. Widać to w książce Jan`a Gillberg`a Zatonięcie Estonii (2006).
Morze ma tam średnio 30 metrów głębokości, ale Estonia zboczyła z kursu i zwolniła nieco nad obszarem, na którym głębokość wynosi 90 metrów.
Jüri Lina zwraca również uwagę, że kiedy szwedzki rząd zdecydował, że wrak należy zakryć, w rzeczywistości głazy nie zostały zrzucone na Estonię, ale na ciężarówki około 400 metrów od miejsca, w którym znajduje się wrak.