Podział pokoleniowy w kapłaństwie
W minioną Wigilię uczestniczyłem w pasterce, odwiedzając rodzinę na święta . Msza odbywała się w starym rycie rzymskim, zapewnionym przez jeden z zakonów jej poświęconych, w komunii z Rzymem. Kiedy ksiądz i jego sługi udali się do mojej ławki, spotkała mnie niespodzianka: ksiądz był młodszym mężczyzną, którego znałem przed laty. Ostatni raz widziałem go prawie dziesięć lat temu w Rzymie. Kiedy go poznałem, był członkiem jednego z nowszych zakonów, założonego w latach dziewięćdziesiątych.
Był dobrym i oddanym księdzem, ale zakon, do którego należał, był, delikatnie mówiąc, niezbyt zainteresowany liturgią i bardzo inspirowany ideałami Vaticanum II (i świadectwem Jana Pawła II). A jednak był tutaj, przewodnicząc przy ołtarzu, intonując starszy ryt po łacinie. Jego homilia dotyczyła wcielenia Chrystusa i konieczności wiary w Chrystusa i Kościół dla zbawienia, tematów, które rzadko słyszałem w zwykłych parafiach. (Zawsze był dobrym homilistą, bo warto.)