III. ROZBIEŻNOŚĆ SPOŁECZEŃSTWA I PAŃSTWA
(do r. 1054).
Panowanie wareskie nie miało w tym okresie (ani nawet za Jarosława) granic terytorialnych, określonych choćby mniej więcej; nie ciągnęło się bowiem bez przerw przez zwarta terytorja, lecz szerzyło się jakby skokami, przeskakując znaczne przestrzenie, od jednej stacji wojenno-handlowej do drugiej. Zachodzą poważne wątpliwości, czy w połowie XI wieku obejmowało ono już wszystkie krainy Podnieprza, oddalone bardziej od znaczniejszych dróg wodnych. Na południe sięgało panowanie Włodzimierza i Jarosława do rzeki Suły (poza którą koczowali Pieczyngowie, a następnie Połowcy), na lewym zaś brzegu Dniepru tylko do Rosi. Poza Podnieprzem była stacja wareska od czasów jeszcze Ruryka w Rostowie; Włodzimierz założył ich kilka na zdobytej ziemi Lachów, a Jarosław dodał trzy nowe: stację stałą w Jurjewie (Dorpat) po zachodniej stronie jeziora Czudzkiego i dwie niestałe, zrazu przez lato tylko utrzymywane, w dwóch ogniskach ludów fińskich: w Suzdalu wśród Mery i w Muromie wśród Mordwy. Kraje pośrednie pomiędzy Sułą a Muromem nie były znane Waregom ani nawet jeszcze z początkiem XI wieku.
Granice panowania były tem wątpliwsze, że wojny, prowadzone przez Rurykowiczów, nie miewały na celu zdobyczy terytorjalnych. Chodziło tylko o wymuszenie coraz lepszych warunków handlowych, o złamanie danego monopolu u ościennych i ściągnięcie nowego działu handlu na targowicę kijowską czy nowogrodzką, o zdobycie nowej drogi handlowej, stanowiącej dotychczas wyłączność Chazarów czy Bułgarów nadwołżańskich i t. p. Tak np. Światosław, zdobywszy w r. 965 całe państwo Chazarów, nie zatrzymał ani skrawka ziemi, poprzestając na tem, że zmusił ich przepuszczać kupców przez Don; państwo zaś chazarskie istniało nadal.
Pojęcie zwierzchności terytorjalnej nad ziemią samą było zgoła nieznane wschodniej Słowiańszczyźnie owych czasów. Ziemia stawała się własnością tego, kto ją pierwszy osiedlił, obrobił, począł wyzyskiwać łowami, rybołówstwem, bartnictwem. Książę nie miał w tej dziedzinie życia żadnego prawa wyższego. Narówni z kimkolwiek mógł obrobić ziemię pustą i, zająwszy ją z tego tytułu, zostawał właścicielem ziemskim, jako prywatny właściciel-gospodarz, lecz bynajmniej nie z racji zwierzchnictwa państwowego.
Podobnież zwierzchność wareska nad Słowianami była zwierzchnością bez pierwiastka państwowego. Najazd ich nie był zdobywaniem ziemi na Słowianach, lecz tylko wymuszaniem utrzymania i danin. Waregowie nie pragnęli bynajmniej własności ziemskiej. Drużynnik książęcy wareski stawał się nieraz kupcem, lecz rolnikiem w tym okresie żadną miarą! Drużynnicy pozostali żywiołem ruchomym, załogującym po grodach na utrzymaniu książęcem.
Nie o założenie państwa szło Waregom, lecz o życie cudzym kosztem i o bogacenie się. Już za Olgi powstały około jeziora Ilmenu specjalne targowiska książęce, nazwane “pogostami”, ponieważ przybywali tam “goście”, t. j. kupcy obcy. Przez długie wieki trwał też we wschodniej Słowiańszczyźnie handel na rachunek książęcy.
Władza książęca wobec ludności słowiańskiej ograniczała się do spraw o powinność wojskową i wybieranie daniny. Jeniec wojenny stanowił wyłączną własność księcia; można go było użyć do robót przymusowych lub sprzedać kupcom wschodnim.
Waregowie nie zajmowali się ani rządem, ani administracją – a zgoła już mylnem jest mniemanie, jakoby wnieśli byli do Słowiańszczyzny wschodniej feudalizm. Panowanie Rurykowiczów było wspólnotą rodową, nie rozdzieloną, lecz tylko podzieloną na udziały, z których żaden nie ma być przywiązanym dziedzicznie do pewnej gałęzi rodu. Starosta rodowy dzierży Kijów, inni zaś otrzymują gród bardziej lub mniej intratny, stosownie do miejsca, zajmowanego w hierarchji rodowej.
Każdy Rurykowicz przechodził tedy kolejno, stopniowo na coraz wyższy szczebel hierarchji w rodzie i na coraz intratniejsze księstwo. Żaden książę nie był związany na stałe z żadnem księstwem, ani materjalnie, ani moralnie; żadna dzielnica nie była mu gniazdową, dziedziczną z dziada pradziada. Jeden tylko zachodził wyjątek: komu zmarł ojciec przed dziadkiem, stawał się “izgojem” (wykolejeńcem), tracił prawo do postępu w hierarchji rodu i grodów i musiał poprzestać wraz z całem już dalszem swem potomstwem na ojcowiźnie, jaką ona była w chwili śmierci ojca. Wyjątkowo więc tylko w udziałach izgojów (np. Połock) mogła się wytwarzać jakaś tradycja dynastyczna i wyrabiać jakieś ustalone stosunki państwowe
Starosta rodowy, książę kijowski, posiadał w zasadnie władzę patrjarchalną nad krewniakami, lecz nie był zgoła ich zwierzchnikiem państwowym. Nie było żadnego “wielkiego księcia kijowskiego”, ani nawet tytuł wielkoksiążęcy nie był znany. Żaden książę dzielnicowy nie płacił daniny księciu kijowskiemu.
Zachodzi tu różnica zasadnicza pomiędzy dziejami Słowiańszczyzny wschodniej a Europy zachodniej i środkowej. Wszystkie narody europejskie zaczynały od organizacji państwowej, narzuconej sobie przez zdobywczą dynastję – poczem następuje walka społeczeństwa o wpływ na państwo, aż dochodzi się do państwa, opartego na społeczeństwie. Ale Waregowie całkiem państwa nie tworzyli i okres wareski nie jest wcale narzuceniem państwa społecznościom wschodnio-słowiańskim. O ile zaś miałoby się uważać panowanie ich za państwową stronę dziejowego życia Słowiańszczyzny wschodniej, dojdzie się do nieznanego Zachodowi widoku: odsłoni się rozbieżność społeczeństwa a państwa.
Nie mogło nie być rozbieżności takiej tam, gdzie marzeniem dynastji było porzucić kraj opanowany. Wszak Rurykowicze pragnęli rzucić Podnieprze, a zdobyć sobie państwo na Bałkanie, wyzyskać podwładne ludy słowiańskie do celu, nie mającego żadnego związku z interesami społeczeństwa, a nawet pozostającego z niemi pod niejednym względem w jaskrawem przeciwieństwie.
Sprzeczności tej objawem jest też ustanowienie stolicy w Kijowie, mieście posiadającem do tego najmniej warunków.
Okoliczne krainy były ubogie, a zamożność Kijowa polegała nie na produkcji, lecz na pośrednictwie tylko tranzytowem: położony przytem na granicy osiedlenia i narażony na napady Pieczyngów, miał położenie jak najkłopotliwsze. Ale dynastja zrobiła stolicę z Kijowa, bo był najdalszą stacją południową ich “drogi do Grecji”. Pierwszeństwo Kijowa oparte było na zamiarze zdobycia Carogrodu, a potem Cerkiew urobiła z niego “macierz grodów ruskich” ze względu na Ławrę Peczerską.
“Ławra” owa kijowska, to najstarszy monaster Słowiańszczyzny wschodniej, założony na wzór “świętej góry” greckiego Athosu i wierna kopja jego anarchji kościelnej, pokrytej pozorami najściślejszej obserwancji. Obchodziła się i obchodzi dotychczas Athos bez jakiejkolwiek wspólnej reguły, nie miała jej też i nie ma dotychczas Ławra Peczerska w Kijowie, ani żadna z rozlicznych Ławr naśladowniczych. Kijowska bowiem Ławra jest macierzą monasterów całej Słowiańszczyzny wschodniej, i dlatego-to Kijów uznanym został – przez pośrednictwo piśmiennictwa klasztornego – za “macierz grodów ruskich”.
Na tem naśladownictwie Athosu i na sprowadzaniu niektórych rzemieślników z Grecji kończą się wpływy bizantyńskie w tym okresie. Są one minimalne. Do Cerkwi wschodnio-słowiańskiej wprowadzono bowiem liturgję nie grecką, lecz bułgarską. Do wyjątków należał kapłan, znający język grecki, a więc Cerkiew podległa nie bizantyńskim wpływom, lecz bułgarskim. Uczoność bizantyńska nie promieniowała całkiem na Słowiańszczyznę wschodnią.
Bułgarska cyrylica – uważana za abecadło narodowe przez szczególne nieporozumienie – nie nadawała się zgoła dla Słowian wschodnich i dała się też srodze we znaki rozwojowi języka i piśmiennictwa. Stała się formą, w którą wtłaczano język przemocą. Podczas gdy na Zachodzie abecadło łacińskie przystosowywało się do najrozmaitszych języków, we wschodniej Słowiańszczyźnie nastał odwrotny rzeczy porządek.
Początki piśmiennictwa zapowiadały się świetnie, lecz potem nie zdołano przez wieki całe wyjść ze stadjum początkowego. Najstarsze pomniki piśmiennictwa cerkiewnego datują z początku XI wieku, a sławne “latopisy” zaczynają się już od. r. 1039 – gdy tymczasem pierwsza książka, pisana przez Polaka, i to nie po polsku, lecz po łacinie, powstała około r. 1208 (kronika Kadłubka).
Podobnież szybko rozwijało się Podnieprze ekonomicznie; rozwinął się handel i zakwitnęły miasta, kiedy w Polsce zaledwie wyłaniały się jakieś “podegrodzia”.
Cały ten rozwój miał być w krótkim stosunkowo czasie wstrzymany, jakby sparaliżowany. Zagadka ta tłumaczy się rozbieżnością społeczeństwa a państwa, co pociągnęło za sobą sparaliżowanie jednego i drugiego.
Organizacja społeczna polegała zrazu na ustroju rodowym. Pierwotny jej typ utrzymał się długo na uboższem południu Podnieprza, i tam stała się najniższą jednostką administracyjną “werw'”, t. j. ród i obszar jego własności: Na zamożniejszej północy powstała wcześnie własność indywidualna, a ród rozwiązał się wcześniej, zanim zdołał zająć całą okoliczną ziemię. Takie grunty nie zajęte (nader rozległe) stały się własnością “wołosti”, organizacji tylko terytorjalnej, nie uwzględniającej pokrewieństw. Tak “wołost'” Jako też “werw'” posiadały samorząd pod swymi starostami rodowymi i “wołostnymi”, dzierżącymi zarazem władzę sądową w sprawach cywilnych. W karnych nie uciekał się nikt do sądów, boby sobie tem ubliżył. Od tego była “krwina”, “msta”, prawo zemsty krwawej.
Z powodu wielkiej rozległości “wołosti” stały się na północy niemożliwemi zgromadzenia ogólne całej ludności, powszechne we wszystkich krajach wszystkich czasów, jako najprymitywniejsza instytucja społeczna. Musiano poprzestać niebawem na zjazdach starostów “wołostnych”, starszyzny, przedstawiającej zbiór osad wiejskich (“derewni”). Zgromadzenia ogólne – “wiecze” – utrzymały się tylko po miastach. Na zamożniejszej północy rozwinęły się one stopniowo w instytucję prawną, podczas gdy na południu “wiecze” oznaczało jakąkolwiek przygodną naradę gromadną. W najbogatszem jednak tylko mieście, w samym Nowogrodzie Wielkim, rozwinęły się wiece w instytucję prawną regularną i w zgromadzenia prawodawcze.
Pierwsze pisane prawo świeckie posiadł również Nowogród Wielki. Nowogrodzkiem ustawodawstwem jest t. zw. pierwsza redakcja “Prawdy Ruskiej”, najstarszy pomnik prawny Słowiańszczyzny wschodniej, który powstał za czasów Jarosława. Stanowi on objaw nie książęcej władzy bynajmniej, ale woli społeczeństwa nowogrodzkiego. Wyrażenie “Rusin” (t. j. potomek skandynawskiego Rusa), użyte tam w przeciwieństwie do ludności rodzimej, świadczy nie tylko o tem, że nie nastąpiło jeszcze zlanie się Waregów ze Słowianami, lecz dowodzi zarazem ponownie rozbieżności społeczeństwa a państwa.
Okres wareski zjednoczył ludy wschodniej Słowiańszczyzny dynastycznie. Wspólnota rodowa Rurykowiczów, której siłą zbrojną i naczelnym stanem są owi “Rusini” – otrzymuje ogólną nazwę “Rusi”. Ludy w tej Rusi osiadłe nie poczuwają się atoli i nadal jeszcze do żadnej wspólności.
4






