"Antysemici, won z prawicy" – czyli filosemicki, nieuleczany ból łba.
Z krótkim, ale poszerzonym wstępem przypominamy publiczności szlochającej nad niesprawiedliwością, jaka dotknęła czołowego oracza polskiej prawicy R. Zienkiewicza na lotnisku w Londynie, jego własny utwór literacki sprzed lat.
Redaktor fotografujący obecnie się z obnażonymi ranami odniesionymi podczas walk z brytyjską kontrolą paszportów już zapomniał, jak to on sam pracował i zbijał kasę na podobnym wykręcaniu rąk nie tylko sporadycznym podróżnym linii lotniczych, ale całym pokoleniom Polaków, którym on, szeroko i mądrze, wykładał polski wachlarz grzechów popełnionych przeciwko żydom i rozumowi. Bo żyd i rozum to przecież jedno.
Ziemkiewicz nie jest w tym niczym odosobniony lub oryginalny: Kurek, Michalkiewicz, Giertych, Żebrowski, etc...etc, cała plejada aktywistów Marszu Niepodległości, ONR-owcy czy ostatnio pierwsza awangarda cnót pryncypialności endeckiej: KONFEDERACJA, to środowisko osób skutecznie podszywających się pod Narodowców Polskich lub pozwalających za takich uchodzić.
Oni wszyscy, łapiąc się retoryki narodowościowej, prostopolskiej, nacjonalistycznej, a i nawet radykalnej, odżegnują się przebiegle od tzw. antysemityzmu, i to nawet bez cienia refleksji:
- Właściwie, czym to ten antysemityzm jest lub co nam do tego? Przecież to jest oczywisty „Słoń, a sprawa polska" — a co łatwo zauważyć.
W/w to ludzie bardzo szkodliwi sprawie polskiej a, to podobnie, jak szkodliwy był Jan Paweł II, który chorobliwie uroił sobie jakąś niezbędność żyda w życiu Kościoła, a nawet w całej ludzkości.
Tak samo ci, którym Ziemkiewicz jest podobny, chcieliby urządzać polski radykalizm narodowy lub jedynie pragmatyzm bez „antysemityzmu”. I tu tym głupim, nikczemnym właściwie, artykułem ukazujemy, przypominamy coś, co już zostało zapomniane.