W jaki sposób wątłej budowy nożownik – cherlak – mógł zadać tak silny cios w oko księdzu, który miał dwukrotnie większą masę ciała i trzykrotnie większy obwód w pasie? Czym tak naprawdę uderzono duchownego lub i kto zadał ten cios?
Gdyby napastnikiem był typowy nożownik, zadawałby ciosy ostrzem, a nie pięścią, którą i tak raczej nie wyrządziłby większej krzywdy postawnemu mężczyźnie. Uderzenie nożem (powodujące rany kłute) doprowadziłoby raczej do wybicia oka, a nie do powstania siniaka typowego dla uderzenia pięścią.
Skoro nożownik ranił księdza nożem, to dowodem na to ma być wysoce „dekoracyjny” bandaż wokół głowy, to nie mógłby równocześnie uderzyć pięścią w oko.
- Tego typu opatrunki zakłada się zazwyczaj rannym na froncie, którzy doznali ran postrzałowych lub obrażeń od wybuchu granatu. Wygląda to na fotogeniczne przerysowanie rodem z pracy charakteryzatora.
Podsumujmy.
Siniak pod okiem nie pasuje do tej sytuacji, a bandaż wokół głowy wręcz jej zaprzecza. Nie da się przecież jednocześnie uderzać ostrzem noża w głowę i bić pięścią w okolice oka. Być może obie rany są nieprawdziwe w tym sensie, że ich historia przebiegu była zupełnie inna, niż sugeruje to oficjalny przekaz.
- Oczywiście szamotanina i walka wręcz są trudne do opisania, a w ich trakcie mogło wydarzyć się wszystko.
Ksiądz Adrian nie wykazuje się jednak duszpasterską uczciwością, ponieważ:
- Brał aktywny udział w najeździe ukraińców na Polskę – jego własne słowa świadczą o tym, a wszyscy wiedzą, że jest szykowana zagłada Polaków. I on jest tu współwinny.
- Nie zdobył się na żadną refleksję, mimo że dobrze zna już reakcje społeczne na obecność ukraińców w Polsce.
Red. Gazeta Warszawska